BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkarłat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkarłat. Pokaż wszystkie posty

08 grudnia 2020

Od Szkarłatu

 Szedł przez tak zwane "osiedle". Nie znał dokładnego znaczenia tego słowa, lecz usłyszał je od szeptających między sobą kotów, żyjących na ulicy. Wiedział tylko, że na "osiedlu" w dziwnie uformowanych skałach, żyli Dwunożni. Same głazy stały w równych odstępach, porozdzielane metalowym ogrodzeniem lub płotem wykonanym z upośledzonych drzew (bez żadnych gałęzi czy liści, kompletny brak gustu).
Marzył tylko o jedzeniu. Przez skórę widać było każde żebro. Brzuch rudego burczał głośniej niż zazwyczaj. Szkarłat ledwo co poruszał nogami, ignorując padający deszcz. Zazwyczaj woda wprawiała go w bardzo dobry nastrój. Podczas pobytu w Klanie Nocy nauczył się pływać i próbował podtopić Czermienia, wówczas Czermieniowy Gniew. W Owocowym Lesie skakał po kałużach, marnując cały swój nadmiar energii. A teraz? Miał wrażenie, iż kroczył przed siebie bez większego celu.
Brat zniknął. Rudzielec z dnia na dzień coraz bardziej żałował podjęcia prób zaprzyjaźnienia się z czarnym. Naiwnie wierzył w poprawę relacji między nimi oraz magiczny wpływ miłości i radości na szaleńca. Spaczonego umysłu wściekłego nikt nie mógł zmienić.
Spojrzał w niebo. Gdyby tylko odzyskał wszystkie wspomnienia, skopałby od razu czarną dupę brata. Skończył sam. Doszedł do wniosku, że nieważne, jak się postara, nie zdoła znaleźć sojuszników. Był chłodny i oschły, to czas spędzał z nim tylko ultramiły Bursztyn. Był przyjacielski i pełen energii, mieszkańcy Owocowego Lasu omijali go szerokim łukiem. Pobiegł za jedynym bliższym sobie członkiem rodziny, pozostał sam.
Zawsze. Sam.
W którymś momencie zatrzymał się. Poczul ogromny ucisk na swojej klatce piersiowej, a każdy oddech zdawał się go osłabiać. Próbował iść dalej, poruszać rytmicznie łapami, aby nie stać w miejscu. Przed oczami cały świat zlewał się w jedno, szare niebo połączyło się w jedną, bezkrztałtną masę z kolorowymi obozami Dwunożnych.
Upadł, mocząc całe rude futro w brudnej kałuży.
***
Nie wiedział, ile czasu minęło. Wybudził się w kompletnej ciszy, czując ogromne zmęczenie. Wziął kilka głębokich oddechów, nie czując wcześniejszego ucisku ani osłabienia. Otworzył niebieskie oczy, przyzwyczając się powoli do światła.
Ujrzał nad sobą jasne niebo, bez żadnej chmury. Udało mu się wstać. Zdziwił się, ponieważ nie znajdował się w tym samym miejscu, co wcześniej. Upadł na ulicy, a przez jakieś dziwne czynniki znalazł się na chodniku.
Westchnął ciężko, czując kolejny raz głód.
Ruszył ku centrum tego dziwnego miasta. Może zdoła wybłagać uroczym spojrzeniem kawałek mięsa od przypadkowego przechodnia. 

25 października 2020

Od Szkarłatnego Mrozu (Szkarłatu) cd. Bociana

 przed ucieczką

Przed Szkarłatnym Mrozem czekał patrol Ogrodzenia wraz z Bocianem, Golec i Żukiem. Kocur już z daleka zauważył białą sylwetkę zielonookiego kocura. Przyjaciel Czermienia nie wyglądał na zadowolonego z powodu odbycia obowiązku z ich trójką, lecz rudzielcowi to nie przeszkadzało. Syn Muszelki cieszył się na możliwość spędzenia czasu ze znanymi sobie osobami. Machał radośnie ogonem.
- Wezmę Żuka i pójdę z nim na wschód. Ty idź z Bocianem w drugim kierunku - powiedziała szybko Golec i poszła w ustaloną stronę wraz z uczniem rudzielca.
- Bocian! Bocian! Jak ja się za tobą stęskniłem! - Szkarłatny Mróz podbiegł do białego i otarł się o jego czyste futro. W odpowiedzi otrzymał pacnięcie łapą i odepchnięcie na korzeń drzewa z jabłkami. - Nie odsuwaj mnie! Będziemy szli razem podczas patrolu! Golec poszła tam, a nam poleciła ruszyć tamtędy. - Kocur wskazywał ogonem kierunki, nie zwracając uwagi na krzywy grymas pyska białego.
- Skup się na patrolu, nie na mnie. Idź bliżej Ogrodzenia. Ja pójdę nieco dalej - miauknął oschle Bocian, oddalając się od Szkarłatu.
Rudzielec od razu wykonał polecenie zielonookiego, bez zawahania czy protestu. Szedł szybkim krokiem wzdłuż wytworu Dwunożnych, otaczającego Owocowy Las. Węszył, próbując wyczuć czyiś obcy zapach w powietrzu. Chłodny wiatr owiewał jego futro. Patrol okazał się naprawdę spokojny.
Cieszył się z takiego sielankowego życia z członkami dawnego Klanu Lisa. Przyzwyczaił się do każdego dnia, które wyglądały tak samo. Wstawał, rozłożony na jednej z gałęzi, spożywał upolowaną zwierzynę, bawił się z Tajfun i Piorunem, spędzał czas z ukochanym Czermieniem, odbębniał swoje polowanie i patrol oraz nauczał Żuka. Zasypiał pod gwiazdami, wśród zielonych liści, co pozwalało mu na posiadanie naprawdę cudownych i spokojnych snów.
Po kilku minutach łażenia wzdłuż Ogrodzenia spotkał Bociana.
- Znalazłeś coś niepokojącego? - zapytał się biały od niechcenia.
- Nie. Niestety nic. Znaczy dobrze, że nic złego, bo reszta może być spokojna, ale... Brakuje mi czegoś. Czegoś w życiu - powiedział Szkarłatny Mróz, unosząc delikatnie głowę i patrząc na niebo, na białe, pędzące chmury. - Wiesz, co ostatnio zrobiła Nornica mojemu bratu? Nie uwierzysz. - Rudy zniżył głos do szeptu. - Ona go ugryzła w ogon. Jak kiedyś robiła to Gałąź. Pamiętasz tę małą dzikuskę?
Bocian przewrócił oczami. Spojrzał w kierunku jednego z drzew.
- Pasjonujące... Patrol się skończył. Muszę już iść - odpowiedział biały.
- Nie, zaczekaj! - Szkarłatny Mróz zaszedł mu drogę. - Przyjaźnicie się. Musisz coś o nich więcej wiedzieć! Oni się kochają! Czermień ci wszystko miauczy. Na pewno coś mówił o Nornicy. Powiedz, czy... Czy... Może oni... Będą mieli kocięta?! Czarna coraz więcej je i mam wrażenie, że przytyła. A mój brat chodzi podejrzanie uśmiechnięty. Zostanie ojcem! A ja wujkiem... W końcu będziemy szczęśliwi! Wujek Szkarłat i wujek Bocian! Wymyślmy im imiona! - mówił bez składu Szkarłatny Mróz.

<Bocianie?>

17 października 2020

Od Szkarłatnego Mrozu (Szkarłatu) cd. Szyszki

 przed ucieczką

Drgnął z radości, gdy usłyszał, ż  przed ucieczką e ukochana ciocia Szyszka nie wygna go z Owocowego Lasu. Nie potrafił wyobrazić sobie utraty domu po raz kolejny, w swoim względnie krótkim życiu. Już raz trafił poza społeczność dawnego Klanu Lisa, a perspektywa kolejnego opuszczenia stada nie uśmiechała mu się ani trochę.
Rozmawiał z Szyszką, co relaksowało go i dodatkowo pobudzało radość. Każda część ciała dawała o tym znać. Drżące wibrysy, figlarny błysk w niebieskich oczach oraz rozluźniona poza. Poznał nowy system nadawania imion, co go zaskoczyło. Nie spodziewał się, że liderka poszła na takie ustępstwo. Zostawił sobie podwójne imię, na razie nie planował powracać do Szkarłatu. Pozostawał Szkarłatnym Mrozem, bo to przypominało mu, kim jest.
Pochwalił się rezultatami treningu z Żukiem, pierwszym, i jak na razie, jedynym uczniem. Nie wgłębiał się w szczegóły dotyczące humorków czarnego czy jego upartości.
- A powiedz mi, jak twoja relacja z Błysk? Pogodziliście się? - zapytała się Szyszka.
- Błyyyy... Sk? Aaaaa... Błyszcząca Łapa. Znaczy Tchórzliwy Krok.... Za bardzo przyzwyczaiłem się do jej uczniowskiego imienia. - Rudy poruszył niespokojnie wąsami z roztargnienia. - My byliśmy w niezgodzie? Nie odczułem tego. Mniej ze sobą rozmawialiśmy, aleeeeee... Nieeee, nie pokłóciliśmy się - mówił Szkarłatny Mróz, przekrzywiając głowę.
- Od powrotu nie widziałam was razem. Trzymacie się wszyscy, we trójkę, osobno. Starasz się spędzić czas z Czermieniem, ale on nadal trzyma się na uboczu - miauknęła liderka, patrząc cały czas na swojego towarzysza.
Szkarłat zdziwił się słowami starszej. Codziennie szukał brata wśród drzew, a do siostry miauczał co noc różne ciekawe opowieści, przed snem. Bura spała na sąsiedniej gałęzi, więc nie musiał wydzierać się na cały głos. Nigdy nie wyglądała na znudzoną czy nieufną, w niebieskich oczach Szkarłatu wydawała się... Zwykła, normalna, nie nastawiona zbytnio negatywnie w porównaniu do niektórych członków Owocowego Lasu.
- Cóż... Widocznie nie dane nam trzymać się we trójkę. Trudniej by mi było ich zabawiać, a są całkowicie różni - zaśmiał się lekko, czując drobny ból w sercu. Gdyby tylko Błysk i Czermień zmienili nastawienie, byliby zgranym trio. - Zmieńmy temat - miauknął, od razu kierując uwagę na poruszanych wiatrem liściach. - Zobacz, jak wysoko nauczyłem się skakać!
Rudy, nie czekając na odpowiedź cioci, ruszył biegiem w kierunku liści, układających się w male tornado w rytm wiejącego wiatru. Skoczył, wyciągając przed siebie łapy. Uśmiechał się coraz szerzej, widząc pożółkłe elementy drzewa coraz bliżej końcówek własnych nóg. Wysunął pazury. Osiągnie kolejny sukces. Pragnął machnąć ogonem kilka razy, ale przez przebywanie ponad ziemią nie wykonał tego.
W najmniej spodziewanym momencie upadł na grunt i poturlał się w kierunku pobliskiego drzewa. Nie uderzył w nie na szczęście, zdołał zatrzymać się kilka metrów od niego. W głowie zaszumiało rurdzielcowi, a serce nadal biło szybko przez pozytywne doznania z powietrza. 
- Szkarłacie! - usłyszał głos Szyszki. Czarna podbiegła do niego i dotknęła nosem głowy podopiecznego. Wydała bezgłośny jęk.
Szkarłatny Mróz odczekał chwilę, udając nieprzytomnego, aż nie miauknął głośno "Buuuu!", śmiejąc się w głos.
- Nie umieram! To było wspaniałe! - Rudy wstał na nogi, jakby nigdy nic, gotów do następnych działań. - Co teraz? Skocz sama! To super uczucie! Połapiemy razem liście! Z Tajfun bawimy się bardzo podobnie.

<Szyszko?>

04 października 2020

Od Szkarłatnego Mrozu (Szkarłatu) cd. Pioruna

przed ucieczką

Słuchał słów młodszego od siebie. Rudzielec siedział, cierpliwie skupiając się na każdym słowie ucznia. Widocznie dawał do zrozumienia swoje niezadowolenie. Wielka szkoda, trening to jedne z lepszych księżyców życia. W końcu można poznać tereny własnego klanu, rozerwać się, poznać najprzydatniejsze umiejętności i zawszeć nowe znajomości.
Szkarłatny Mróz miał pod swoją opieką Żuka i Tajfun. Pomimo niezbyt udanych prób pojednania ich ze sobą starał się w jak najlepszy sposób przeprowadzić ich nauczanie. Codziennie, krok po kroku, utrudniał ich naukę. Czekał, aż uczennica nieco zbliży się do poziomu Żuka, aby następnie nauczać ich mniej więcej tego samego.
- Hmm... Wielka szkoda, że ci się nie podoba... Nie przejmuj się! Uwierz mi, teraz wyglądasz na niezadowolonego, ale z czasem ci to minie - mówił Szkarłat, starając się podtrzymać kontakt wzrokowy z Piorunem. Niebieskiemu trzeba pokazać tę lepszą stronę nauki.
- Serio? Szczerze wątpię - skomentował krótko uczeń.
- Pamiętam swój trening - miauknął, zaczynając boomerskie gadanie. - Zaczął się przedwcześnie, byłem w wieku zaledwie czterech księżyców. Potrafisz to sobie wyobrazić? Mój brat okłamał liderkę Klanu Nocy, że mamy już pół roku, a ta mu uwierzyła. No i podpiąłem się pod to kłamstwo, wraz z Błysk. Uczyliśmy się tego, co typowe nocniaki. Polowanie na ryby, pływanie, wspinanie się na drzewo w ich obozie... To były cudowne czasy. Niestety z czasem zakazali nam wychodzić w pojedynkę z obozu, bo ktoś zginął. Nie pamiętam imienia tego biedaka... W końcu nas mianowali, a wkrótce potem kochana Szyszka odbiła! I wróciliśmy! Aaaaa, zapomniałbym, walczyłem z Klanem Klifu.
Przez większą część monologu rudzielca, Piorun wydawał się nieco zanudzony, jednak na wieść o walce zadrżały mu wibrysy z zainteresowaniem.
- Powiedz coś więcej - miauknął niebieski.
Szkarłatny Mróz chwilę pomyślał nad wydarzeniami z tamtego dnia. Nie pamiętał całej walki przez indydent z kamieniem, przez który do dnia dzisiejszego miał bliznę na karku i luki w pamięci. Mimo wszystko zdołał coś sobie przypomnieć.
- A ktoś tam się bił... Klan Nocy się powkurzał na Klan Klifu, ktoś się tam bił... I znowu bił... Pstrągowa Gwiazda też się wściekła... Mój mentor zginął... - rzucał przypadkowe rzeczy na wiatr.
- I... Tylko tyle? - miauknął zawiedziony Piorun.
- W skrócie tak. Aaa! I przywaliłem głową w kamień. Mniejsza o to - powiedział rudy. - Posłuchaj. Jako wojownik będziesz brał udział w wielu walkach, dlatego musisz nauczyć się.. Jakby to ująć... Czerpać przyjemność z treningów. Nawet, jeśli kilka dni pod rząd będą nudne. My, starsi, mamy za zadanie przygotować was na najgorsze. Wojowanie to nie tylko patrole w Owocowym Lesie czy polowanie dla klanu. To naprawdę ogromna odpowiedzialność.... Brzmię jak mądry kocur. Mój tatuś byłby strasznie dumny - miauknął radośnie Szkarłatny Mróz, ocierając łezkę z oka.
Piorun przewrócił oczami.
- Uczy cię Konopia - zaczął znowu Szkarłat. - Ma swój... Charakterek, ale uwierz. Jej zależy, byś się nauczył. Postarasz się jej słuchać?

<Piorunie?>

Od Szkarłatu cd. Czermienia

Od długiego czasu nie miał nic w pysku, żołądek wolał o pokarm. Chciał coś zjeść, chociaż malego ptaka. Cokolwiek, żeby tylko przetrwać i nie skończyć na ulicy z wychudzenia. Ssanie zwiększało się z każdą chwilą, a przebijający chłód tylko wzmacniał to uczucie. Przez chodnik przechodzili Dwunożni, z czymś pięknie pachnącym. Z pożywieniem zawierającym mięso. Dziwnie przygotowane, jednak oskurowane i gorące. Z jedzenia skapywały na ziemię dziwne krople, o białych i żółtych kolorach. Rudzielec spróbował ich językiem, lecz ten odrzucił go paskudny smak. Jak Dwunożni mogą polewać mięso tym... Łajnem? Oni robili tą czynność na.. Jedzenie? Wolał o tym nie myśleć, inaczej zwymiotowałby żółcią albo czymś innym.
Spotkali okoliczne koty, które Czermień chciał rozszarpać.
- Wiesz co... Dziś będziemy syci. Rozerwę na strzępy te dwa kłaki! - miauknął czarny, od razu rzucając się do biegu.
W pierwszej chwili Szkarłat się ucieszył, że brat mówi o ich duecie per "my". Nie dystansował się, nie odpychał na bok, nie przyciskał do ściany. Jego ton nie brzmiał prześmiewczo czy odpychająco. Jednak... Instynkt przetrwania przewał chwilową radość.
Czermień. Zamierzał. Zjeść. Kota.
Kota.
Nie zwykłą zwierzynę łowną, kota. Przedstawiciela tej samej rasy.
- Zaczekaj! Nie! Nie rób tego!!! - Szkarłat poderwał się do biegu. Nie mógł pozwolić na ten czyn. Brat już i tak podpadł wyższej sile, raniąc poważnie Pędraka. Rudy nie pozwoli czarnemu na zabójstwo innych kotów. Byli zaczepni, ale żyli w takim środowisku i dla nich takie zachowanie oznaczało normalność. Nie ufali obcym, podobnie jak wojownicy z dzikich terenów.
Starał się dogonić brata, musiał, musiał, starał się. Powtarzał w myślach jak mantrę, że go kocha, ale.... To uczucie blakło. Z każdym dniem, minutą i sekundą, bo każdym działaniem robił z siebie ułomnego debila.

Uwaga, mniej przyjemna scena, nie dla wrażliwych 

26 września 2020

Od Szkarłatnego Mrozu (Szkarłatu) cd. Czermienia

Stali na kamiennej drodze, na pustym terenie Dwunogów, którzy najpewniej dzielili języki we własnym legowisku. Rozglądał się wokoło, podziwiając świat Dwunożnych i dziwnie pachnących kotów. Poruszał się o dziwo luźno, bez żadnego strachu. Z wielką ciekawością przyglądał się dziewnemu legowisku kreatur znanych z opowieści. Były duże, twardsze od drzew. Liście rosły na sobie, bez wolnych przestrzeni, posiadając rozmaite barwy. Od brązu i czerni po czerwony. Granica obozu, wyglądająca jak skały, zaskakiwała większą ilością kolorów, nienaturalnych dla dzikich terenów, należących do kotów. Trawa wyglądała na równo przystrzyżoną. Gdzieniegdzie rosły drzewa, ale bardzo... Dziwne. O krótkich gałęziach i śmiesznie białej korze.
Szkarłatny Mróz podszedł do jednego z nich, wysunął pazury i drapnął białą korę, zostawiając w niej ślad.
- Po jaką cholerę ty to robisz, lisi bobku? - zapytał się zirytowany Czermień. - Nie będę mówił do ciebie Szkarłatny Mróz, zapomnij. Zostajesz Szkarłatem, jak wcześniej. Dwa człony brzmią paskudnie - uznał czarny.
Rudzielec od razu podreptał do brata.
- Poznają nas po pazurach! Zostawię kilka takich znaków. Jak Szyszka zapomni o twoim czynie, to wrócimy po śladach do Owocowego Lasu! A co do imienia... Dobrze! Zmiana życia, powrót do korzeni! Kocham cię! - miauknął Szkarłat, tuląc się do mordercy.
Czarny syknął kilka razy, gryząc bardzo boleśnie brata.
- Odwal się ode mnie przylepcu! Trochę przestrzeni. - Odepchnął brata na ścianę, boleśnie przygwożdżając go własnym ciałem. Zadem przywalił w tył rudego, pazurami rozerwał szczyt ucha. - Jeszcze raz mnie dotknij, a pożałujesz na wieki. Nie zamierzam do nich wracać. Moja zemsta dotknie to nędzne stado, zobaczysz, lecz nie teraz. - Czermień puścił Szkarłat, następnie odbiegając od niego daleko.
Rudy jęknął boleśnie. Zrobiło mu się przykro, zwyczajnie przykro. Zostawił swój dom, całą społeczność Owocowego Lasu, poświęcił się dla czarnego, ten odwdzięczał się niczym. Nawet nie próbował wykrzesać z siebie optymizmu. Musnął swoje ucho łapą, zauważając drobne kropelki krwi. Westchnął ciężko, wstając. Jedno z Dwunożnych wyszło z legowiska, odsuwając jakąś osłonę z przezroczystych liści. Istota zataczała się, bącząc coś pod nosem. Przewrócił się, lądując pyskiem tuż przed kocurem. Oddech Dwunożnego wyzwolił w rudym uczucie wymiotów.
- Fuj, cuchniesz gorzej od ciotki Golec! - miauknął, krzywiąc się i wywalając język. Potrząsnął łbem. Nie czuł nigdy tak paskudnego zapachu z czyichkolwiek ust.
Dwunożny spojrzał zamglonym spojrzeniem na kota. Wyciagnął przednią łapę, bardzo długą, z pazurami tępymi, ale pokrytymi łysą skórą.
- Nie! Nie dam się uwięzić! - miauknął Szkarłat, drapnął Dwunożnego i od razu zerwał się do biegu.
Nie baczył, dokąd zmierza. Chciał po prostu biec. Mijał obce koty, pachnące tak inaczej niż te z Klanu Nocy czy Owocowego Lasu. Raz po raz przekraczał ciemną ścieżkę, przebitą na pół białymi paskami, jednak szybko z niej zwiewał przez pędzące maszyny. Wydawały dziwne i przeraźliwe dźwięki, kilka z nich się nawet zatrzymało, dwa się zderzyły.
Spotkał wiele bodźców, wszystkie łączące się w całość. Uszy rudego pragnęły ciszy i śpiewu ptaków. Pożałował ucieczki, ale wszystko robił dla brata.
Zatrzymał się w ciemnej uliczce, dysząc ze zmęczenia. Wiedza wojownika i dobra kondycja nie przydały się w tym dziwnym świecie.
Słyszał pisk myszy i większych gryzoni, których nie znał. Głośne dźwięki pędzących potworów z Dwunożnymi w środku zamilkły.
Szkarłat czuł zmęczenie. Nie spał od dosyć dawna przez wędrówkę z Czermieniem. Rozejrzał się wokoło siebie. Nigdzie nie zauważył mchu, skał czy jakiś roślin, za pomocą których mógłby zbudować legowisko. Próbował znaleźć cokolwiek za pomocą węchu, jednak spotkał się tylko z silną mieszanką moczu grupy kotów, psowatych i być może samych Dwunożnych.
Natknął się na dziwny kamień, sztywny, jednocześnie jednak miękki, pokryty nieregularnymi znakami. Szkarłat, z dystansu, pacnął go łapą. Po ataku Czermienia się bał, jak taka pusta faja czy kocur bez jaj.
Dziwny kamień nie odpowiedział. Góra przedmiotu posiadała całkiem dużą dziurę, wyłożoną biało-czarnym mchem. Kocur wszedł do czegoś, co w świecie ludzi znand było jako karton. Popatrzył na grunt, zauważając postacie Dwunogów. Mniejsi machali przednimi łapami, wyższj prezentowali rysunki na skórze.
Szkarłat zdziwił się. Nie spodziewał się, że tacy Dwunożni są aż tak rozumni. Za pomocą tych krzywych szponów potrafili narysować samych siebie i wykonać masę bezużytecznych rzeczy.
Położył głowę na ziemi. Zasnął niemalże od razu.
Wybudził się, gdy czyjeś cielsko przygniotło go do dziwnego mchu. Od razu zareagował. Wypchnął wszystkimi kończynami dziwnego gościa, wywalając go na ziemię. Usłyszał wściekle miauknięcie i syk.
Rudy od razu się podniósł.
- Czermień?! Po...To moje legowisko! Znajdź sobie własne! - miauknął z niezadowoleniem.
Dni serdeczności i bezgranicznej miłości się skończyły.

<Czermień?>

17 września 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Czermienia

- Nie jesteś jednym z nas! - skandował tłum wojowników, podczas wygnania Czermienia.
Szkarłatny Mróz stał w tłumie i jako jedyny nic nie mówił, nic nie wolał. Trwał w milczeniu i bezruchu jak posąg, starając się zrozumieć, dlaczego brat stał się takim potworem, dlaczego on w swoim sercu ma skazę. Trwał, nie czując nic, praktycznie nic, prócz rytmu serca, bijącego pod wpływem krzyków członków Owocowego Lasu.
Czermień wyrzekł ostatnie słowa, brzmiące jak prorocze i zniknął za ogrodzeniem.
Stał nadal w miejscu, gdy inni powrócili do w miarę spokojnego życia. Czermień zniszczył wiarę w świat, nie był już jednym z nich. Ich głos... Wyrok zaczął trwać.
Czarny syn Muszelki nie był stąd.
Do Szkarłatnego Mrozu dochodziła ta prawda.
Zaszył się w swoim legowisku, słysząc kondolencje Owocowego Lasu. Współczuli mu pokrewieństwa z potworem. Życzyli, by pozostał sobą i nie próbował powtarzać błędu furiaty.
Położył się na gałęzi. Sam. Pozostał sam. Kochany braciszek uciekł. Nadal czuł szok z powodu morderczych czynów czarnego.
Trwał w bezruchu. Szok przejął jego głowę. Zamknął oczy. Nucił pod nosem, by spróbować odwrócić myśli. Nie potrafił, nie potrafił, chociaż próbował.
- Nie jesteś jednym z nas.... - szepnął pod nosem. -.... Ale nadal jesteś mój... Chociaż zdradza cię z dala i skaza, i sierść... I nic już nie trzyma cię tu.
Nikt go nie słyszał. Reszta próbowała wrócić do normalnego życia. On planował odwrócić je gwałtownie.
Szkarłatny Mróz postanowił porzucić życie w Owocowym Lesie. Odnajdzie Czermienia. Bez niego nie przeżyje.
***
Zapadła noc, a on był jedynym ruszającym się obiektem wśród ciemności. Schodził z drzewa, a następnie przeszedł przez ogrodzenie, wyrzekając się dawnego życia. Szyszka by nie zrozumiała tej decyzji. Za bardzo przeżywała zranienie Pędraka.
Rudy po raz ostatni spojrzał na owocowe drzewa. Westchnął ciężko. Po raz kolejny opuszczał swój dom. Wcześniej spokojną ostoję zniszczył Klan Nocy, a teraz sam podjął decyzję o wyruszeniu na poszukiwania czarnego.
Skoro tak łatwo zrezygnował z bezpiecznego życia w Owocowym Lesie, to czy na pewno mógł nazwać sad domem?
- Nie jestem już jednym z was... Z własnej woli - miauknął pod nosem Szkarłatny Mróz. - Może... Nigdy nie byłem... Chciałem przyjaciół, okazywałem pomocną łapę... Wszyscy, prócz Szyszki, ją odtrącali. Nie jestem od początku wcieleniem zła, ale... Komu w drogę, temu czas.
I wyruszył, porzucając wątpliwości. Pozostał samotnikiem.
Nie odwracał się za siebie. Owocowy Las przestał być jego domem na kolejne księżyce.
Po kilku minutach marszu rozchmurzył się. Zaczal biec.
Był wolny. Był szybki jak wiatr. Był bratem Czermienia.
Nie był już jednym z "nas".
***
- Ha! Ha! Dogoniłem cię! - miauknął uradowany Szkarłat, gdy znalazł Czermienia po dwóch dniach wędrówki.
Pomimo marszu czuł nadal energię. Dbanie o kondycję pomogło rudemu w przebyciu sporego dystansu. Poplaciło się, odnalazł swoją zgubę i braciszka.
- Co ty tu robisz?! - zdziwił się czarny.
- Cóż... Nie jesteś jednym z nich, to i ja nie jestem - odpowiedział od razu Szkarłatny Mróz. - Nie zadawaj takich głupich pytań. Powinieneś się cieszyć! Masz mnie do zabawy! Wspólne polowania, chodzenie po całym terenie, wiatr w futrze, cała okolica dla nas! To brzmi wspaniale - rozmarzył się rudzielec.
- Nie! Bylem sam i czułem się lepiej bez ciebie! - warknął Czermień, pokazując wściekle błyszczące kły.
- Już nie przesadzaj... Rozumiem... Brak ci Nornicy. Wierna towarzyszka, równie czarna i piękna jak ty... Nie, nie zakochałem się w tobie. Nie jesteś w moim typie, mordeczko - odparł rudy, okrążając czarnego, by skontrolować, czy wszystko z nim dobrze.
- Nie próbuj nawet mnie kochać... - usłyszał morderczy głos Czermienia.
- Oj, już cicho. Na żartach się nie znasz. - Szkarłatny Mróz rozejrzał się. - Cóż, jesteśmy w lesie Klanu Nocy. Bardzo się cieszę z tego powodu. Znam te tereny jak własny ogon. Kto by pomyślał, że wrócimy tu tak szybko, prawda? - zapytał się, ale Czermień gdzieś zniknął. - Tylko nie to... Braciszku, nie każ mi znowu zaczynać kilkudniowej wędrówki... Rozumiem... Chcesz się zabawić w chowanego. Dobrze, szukam!
Szkarłatny Mróz pochodził chwilę po okolicy, sprawdzając każde drzewo i mech po drodze.
- Cip, cip, cip, cip, cip, cip, Czermieńkuuuuu. Morduchno czarnaaaa. Nornica podrywa ciotkę Goleeeeec. Nie ukrywaj się z tej zazdrości - miauczał na głos. - Pokaż się.... A wrócę do Owocowego Lasu! - Postanowił trochę okłamać brata, by ten wyszedł. W lesie czekały ich znacznie bardziej ekscytujące przygody niż chowanie się.

<Czermień?>

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Tajfun

Obudził się. Wziął krótką drzemkę po patrolu przez zwykłe przemęczenie. Trening z Żukiem, polowanie i patrol w jeden dzień wyczerpały Szkarłatny Mróz. Z tego powodu musiał odmówić małej Tajfun zabawy, chociaż obiecał kotce spędzić z nią trochę czasu. Spotkał się z negatywną reakcją, gdy odnalazł kotkę.
Żeby zbyt długo nie rozmyślać nad tą sytuacją, postanowił poćwiczyć swoją kondycję. Wspinał się na drzewa, używając do tego każdego mięśnia kończyn. Machając ogonem, utrzymywał stabilną pozycję. Czuł spokojny wiatr, powiewający rytmicznie i wzmacniający jego uwagę. Dodawał mu pewności, że nie spadnie tak łatwo.
Z góry dostrzegł Tajfun. Zszedł z drzewa szybciej, niż się wspiął. Przyszła pora na nadrobienie obietnicy. Szkarłat nie zamierzał łamać słowa po raz kolejny.
Kotka zauważyła kierującego się do niej wojownika, bo zmieniła kierunek swojego chodu. Pomimo tego rudy wyprzedził małą i zaszedł jej drogę.
- Tu cię mam! Znalazłem cię! Zauważyłem cię ze szczytu drzewa! - pochwalił się sukcesem niebieskooki, machając energicznie ogonem.
- Po co do mnie przyszedłeś?! Szukałam Śliwki i Brzoskwinki - oburzyła się Tajfun.
- Mała, obiecałem ci zabawę, więc dotrzymam słowa - miauknął Szkarłat.
- Miałeś zrobić to wcześniej, a spałeś - mówiła dalej oburzona czarna.
- Byłem po naprawdę ciężkim dniu, skarbeńku... Uwierz mi. Obiecuję, następnym razem tego nie zrobię. - Rudy usiadł i położył prawą łapę na sercu. - Jeszcze się przekonasz, jak uciążliwe potrafi być życie wojownika. Teraz... Skoro tak sprytnie chciałaś się ukryć... Zabawimy się w chowanego!
Wibrysy Tajfun zadrżały z ciekawości.
- No... Dobrze. Ja chcę się chować! - miauknęła i uciekła w stronę najbliższych krzaków, a rudy liczył do dziesięciu.
Resztę dnia spędzili na chowaniu się i wzajemny szukaniu samych siebie. Szkarłatny Mróz w żadnym stopniu nie zachowywał się jak dorosły. Bawił się jak nowonardzone kocię
***
Szukał wzrokiem Tajfun, już nie takiej małej. Otrzymał od Szyszki bardzo ważne i ciekawe wieści, które wręcz musiał przekazać czarnej. Chodził wesoło po Owocowym Lesie, wypatrując bicolorki.
- Taaaajfuuuuuun. Małaaaaaaa Taaaaajfuuuun. Wujek Szkarłacik cię szuka - miauczał na cały głos, niebieskimi oczami przeszukując teren.
Znalazł kotkę przy wejściu do żłobka.
- Tajfun! Nareszcie cię znalazłem! Mam cudowne wieści! Zostałaś moją uczennicą! - oznajmił radośnie. - Będziesz trenować wraz z Żukiem. Polubicie się! On też uwielbia się bawić!

<Tajfun?>

16 września 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Pioruna

Szkarłatny Mróz przez chwilę zbierał jabłka, przestał, gdy zauważył śpiącego w słońcu Pioruna. Podszedł do malca.
-  Idfe spac - miauknął niebieski pod nosem.
- Tak szybko? Dopiero, co zaczęliśmy się bawić. Wstawaj. Starszyzna tak długo sypia - powiedział, tracając nosem młodszego od siebie.
- Ne sce - mruknął tylko Piorun, odsuwając się nieco od wojownika.
Rudy poruszył wibrysami. Skoro malec aż tak bardzo chce spać, to musi go zanieść do żłobka, inaczej dostanie łomot od jego opiekunów, że zostawił kocurka na pastwę losu, samego. Podniósł kociaka za luźną skórę na karku i ruszył w kierunku legowiska dla matek i dzieci. Piorun od razu się obudził i zaczął syczeć.
- Siostaf mne! - mówił oburzony. - Sce spac! - Zaczął poruszać chaotycznie łapami, chcąc wyrwać się z zębów wojownika.
Szkarłatny Mróz zdołał dotrzeć do żłobka, bez większych problemów niż zbuntowane kocię. Położył niebieskiego na ziemi.
- Oj, oj, nieładnie tak się zachowywać - powiedział, próbując nadać tonowi swojego głosu surowy oddźwięk.
- Ne! Obusiles mne! - miauknął niezadowolony kociak.
- Możesz wrócić do snu. Wolę, byś spał blisko siostrzyczki i opiekunki. Poczujesz się bezpieczniej - odpowiedział już spokojniej rudy. - Muszę iść. Miło było się chociaż przez chwilę pobawić - rzucił. Polizał ucho kociaka i wyszedł ze żłobka, zostawiając Pioruna ze skwaszoną miną.
***
Minął kolejny dzień uspokajania ADHD Żuka i tłumaczenia Tajfun, że powinna się słuchać swojego mentora, jak chce nauczyć się walczyć. Dostał drugiego podopiecznego, przez co większość swojego czasu poświęcał na codziennej, porannej przebieżce i trzymaniu w ryzach dwójki uczniów. Czarny i bicolorka niezbyt się polubili, a Szkarłatny Mróz starał się chociaż trzymać ich na dystans. Przed każdym treningiem pozwalał im na chwilę rozmowy, by mógli zintegorować się ze sobą. Wspólna nauka prawie zawsze kończyła się rodzielaniem tej dwójki, ponieważ próbowali dobrać się sobie do gardeł. Bardziej w formie zabawy, ale walka nie mogła ma zawsze pozostać frajdą, kojarzoną z charsami dziecięcymi.
Wracając z treningu natknął się na Pioruna, brata Tajfun. Spojrzał na niebieskiego, ciągle widząc w nim małego kocurka, a nie ucznia na wojownika.
- Cześć, maly! - rzucił, uśmiechając się przyjaźnie.
- Nie jestem już mały - odpowiedział z lekkim poirytowaniem Piorun.
- No, dobrze, dobrze. Nie potrafiłem się powstrzymać - zaśmiał się kocur. - Opowiedz mi, jak tam twoje treningi? Mów wszystko, ze szczegółami.

<Piorunie?>

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Szyszki

- Wydoroślałem? Zmieniłem? Aż tak to widać? O rety.... Nie spodziewałem się tego... Może to przez te ryby mi zad urósł? Czy bycie dorosłym to posiadanie dużego tyłka? Ciociu, powiedz, że nie - miauczał Szkarłatny Mróz, spoglądając z bólem na tył własnego ciała. - Nieważne... - stwierdził, widząc na pysku Szyszki zdziwienie i niepokój. - Pokaż mi Owocowy Las, a ja ci opowiem, co się działo w Klanie Nocy.
Dwójka kotów udała się na spacer, spokojny, bez zbędnego pośpiechu.
- Opowiadaj, mamy dużo czasu - poprosiła Szyszka.
- Dobrze... Karmili nas rybami. Codziennie! Od rana do wieczora. Niektóre były paskudne, a inne... Całkiem skacze. Jednak wszystkie cechowała duża ilość łusek i... Tłuszczu. Trochę tam przytyłem. Widzisz te fałdki na moim brzuchu? - zapytał się Szkarłatny Mróz, kładąc się na ziemię i pokazując zgrubienia na swojej skórze. - Paskudnie dużo! Przynajmniej nie muszę głodować i wytrwam zimę! - Ton głosu rudego ponownie stał się wesoły w pogodny.
- Torturowali was? - zapytała się czarna, z widoczną troską w oczach.
- Nieeee, nie bili. Raz wysłali mnie na walkę, w której zginął mój mentor, Sumowy Wąs. Sum to taka ryba, która... Ma wąsiska. Ogromne i długie jak... Jak te gałęzie, o tam - miauknął, pokazując ogonem korony drzew owocowych. - Całkiem spoko koleś. Tylko małomówny i... Bardzo spokojny. Jak chciałem dużo skakać czy polować, czy pływać, to dziwnie się patrzył.
- Opowiedz coś więcej o tej walce - poprosiła Szyszka, bacznie słuchając każdego słowa, wypowiadanego przez wojownika.
- Klan Klifu walczył z Klanem Nocy. Nic wielkiego się nie stało. Kilka kotów umarło, a ja uderzyłem się w głowę i złe zagoiła mi się rana. Mam przez to bliznę na karku. Pokażę ci - rzekł, pochylając głowę i prezentując pozostałość po ranie. - Znaczy dziwnie to brzmi, że uderzyłem głową o kamień, a blizna na karku. Nie wiem, od czego, ale Truskawek, czyli taka łamaga nocniaków, nie potrafił mnie wyleczyć.
- Rozumiem - odparła Szyszka. - A jak twój kontakt z Czermieniem?
-Czermieniowy Gniew? Aaaa... Nie zmienił się. No... Może coś tam się uspokoił, ale nadal stroi fochy, gdy chcę go przytulić. Ma gdzieś Tchórzliwy Krok i mnie... Znalazł sobie dziewczynę, Nornicę. Właśnie, ta czarna dwójka ze sobą chodzi! Często idą w kącik i rozmawiają ze sobą. Nie lubią, jak się im przeszkadza... I nauczyłem się pływać! Sporo rzeczy wyniosłem z klanu.
Przez chwilę rudzielec trajkotał wesoło i opowiadał każdą przygodę z obozu rybojadów.

kilka tygodni później

Szkarłatny Mróz trącał łapą rosnące na skraju gałęzi jabłko. Chciał zobaczyć, jak spada, tak po prostu. Pod drzewem nikt się nie krzątał, a zakończył dzisiejszy trening z Żukiem. Skupił całą swoją uwagę na takiej małej pierdóce, lecz jemu to nie przeszkadzało. Wolał to niż kolejny dzień spędzony na ciągłym leżeniu.
- Szkarłacie? Moglibyśmy chwilę porozmawiać? - usłyszał głos Szyszki.
Rudy od razu pacnął łapą owoc, który od razu zleciał na ziemię i odbił się kilka razy. Cofnął się wgłąb gałęzi i spojrzał na ciocię.
- Co się dzieje? Żuka boli brzuch? Czermień uciekł? A może... Mój uczeń zaszedł w ciążę? Albo ty?! Powiedzcie, dzieciaki, czemu pojawiłyście się w brzuchu mojej cioci?! - miauczał Szkarłatny Mróz, zwracając się do wyimaginowanych gówniaków we wnętrzu czarnej.
Szyszka zaśmiała się lekko, widząc głupotę rudego.
- Nie, nie... Czermieniowy Gniew porzucił swoje dawne imię i pozostał Czermieniem. Zgodnie z naszymi zasadami przyjmujemy tylko jedno imię i nie zmieniamy go. Nadal posiadasz dwa człony, więc.. Jesteś gotowy z nich zrezygnować, czy nie? - zapytała się z cierpliwością.
Rudy się chwilę Zastanowił. Znał doskonale zasady, panujące w Owocowym Lesie. Kiedyś podobno gardził imionami, chociaż teraz dwa człony przypominały mu o tym, co przeszedł. Nie był do końca pewien swojego stanowiska w tej sprawie.
- Hmm... Wolałbym nie... Nie zostanę za to wygnany? Nie mam innego domu! Ciociu, miej litość - miauczał żałośnie, patrząc na Szyszkę z błaganiem.

<Szyszko?>

14 września 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Bociana

dawno temu

Zastanowił się nad słowami Bociana, który opowiadał o swoim pobycie w Klanie Burzy i o wzięciu udziału w ataku na Klan Nocy. Biały uciekł z siedliska rybojadów, wraz ze swoją towarzyszką, Konopią. I słuch po nich zaginął. Czermieniowemu Gniewowi się to nie spodobało, bo chodził przez kilka następnych dni ze skwaszonym wyrazem pyska.
Szkarłatny Mróz machnął kilka razy ogonem, podtrzymując kontakt wzrokowy z uczniem.
- Dziękuję! Szyszka powinna wam się w jakiś sposób odwdzięczyć! Osobne drzewo do spania, albo... Albo... - zastanawiał się kocur. - Osobny stos ze zwierzyną! W końcu nas odbiliście! Chociaż.... Skoro kiedyś Klan Lisa nie zachowywał się jak reszta klanów.... To możemy zrobić święto na waszą cześć! To by było ciekawe! - mówił rudy, chodząc w te i z powrotem. Głowa buzowała od pomysłów, a energia nie chciała opuścić. - Wstalibyśmy rano, potem krzyczelibyśmy imiona tych, którzy zostali porwani. Ci wyszliby na jakieś podwyższenie i opowiedzieli swoją wersję wydarzeń z ataku. Potem moglibyśmy coś śpiewać albo... Trwać w ciszy! No.... Robić coś, co pozwoliłoby pomyśleć chwilę nad smutną historią. A potem wojownicy, którzy nas odbili, pochwaliliby się opisem planów i... - Kocur chciał opowiadać dalej, ale nie zauważył nigdzie Bociana. Biały gdzieś poszedł, zostawiając rozgadanego niebieskookiego.
***
Zachowanie Czermienia odbiło się echem po całym Owocowym Lesie. Koty przestały mieć w poważaniu czarnego furiatę, który został zniżony do rangi ucznia. Szkarłatny Mróz starał się wspierać brata, jak tylko mógł. Codziennie przynosił czarnemu jedzenie, dopytywał się o jego zdrowotny czy psychiczny oraz śpiewał radosne piosenki. Przy okazji opowiadał, co danego dnia porabiała Nornica, ukochana czarnego. Brat odwdzięczał się wrogimi syknięciami, nieprzyjemnymi spojrzeniami i drapaniem skóry rudego pazurami.
Szkarłat pozornie się tym nie przejmował, jednak... Powoli ciągła pomoc innym, bez obustronnej wzajemności, zaczęła go nużyć. Wcześniej bez wachania rzucał się pierwszy do działania. Każdy jego czyn był zlewany, dobre słowo nieodpowiednie, a towarzystwo odpychane. Powoli miał tego dość, lecz nie pokazywał tego. Jako uśmiechnięty kawał mięsa mógł żyć sobie ze spokojem z bandą wrednych lisiaków.
Zauważył Bociana. Podszedł do białego, który od najmłodszych księżyców był przyjacielem Czermienia.
- Witaj... - przywitał się rudy, przerywając zielonookiemu mycie się.
- Masz jakąś ważną sprawę? - zapytał się Bocian oschłym tonem. Rudy czuł, że syn dawnej medyczki nie pała do niego sympatią. Nie dziwił się temu, nigdy nie nawiązali żadnej relacji. Czy to za dzieciństwa Szkarłatu, czy podczas niewoli, bądź teraz.
- Mój brat zrobił sporo złego... - rzucił od razu. - Potrzebuję czegoś, co możesz mi zapewnić. Podziel się ze mną wiedzą na temat ziół. Tą najbardziej podstawową - miauknął bez zbędnego przymilania się. Chciał szybko zakończyć przebywanie blisko białego jak najszybciej.

<Bocianie?>

13 września 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Czermieniowego Gniewu (Czermienia)

- Wiesz co... Idź poszukaj Nornicy i zajmij ją czymś, a ja w tym czasie zrobię jej niespodziankę, dobra? - miauknął Czermieniowy Gniew, jak zwykle nieprzyjemnym tonem do brata.
Szkarłatny Mróz ucieszył się! Czarny w końcu zrozumiał, jak ważna okazała się dla niego Nornica. Teraz wystarczy dać im trochę czasu dla siebie i od razu skończą jako najbardziej pasująca do siebie parka Owocowego Lasu.
- Robi się! Poszukam jej... I.. Posłucham, jak nie lubi mojego futerka - miauknął smętnie, lekko pociągając nosem.
- Nie mazgaj się, tylko idź - odmiauknął czarny, wspinając się na wyższą gałąź.
Szkarłatny Mróz poszedł przed siebie, z łbem skierowanym ku ziemi. Nikt nie doceniał jego dobroci. Wszyscy traktowali rudego jak piąte koło u wozu. A on chciał tylko dobrze, chciał tylko pozostać radosny. Wróciła mu energia, gdy wyobraził sobie Nornicę i brata wtulonych razem w siebie wśród jabłek. Ponownie dreptał wesoło nogami, dzięki niemu ukryta parka mogła zacieśnić więzy między sobą!
Niestety, nigdzie nie znalazł kotki. Ani przy Ogodzeniu, ani w żłobku, ani w jej miejscu do spania. Zdołał ją ujrzeć z daleka, gdy ta ponownie użerała się z Czermieniowy. Gniewem. Zostawił ich samych ze sobą. W końcu randkowali i świetnie się bawili.
***
Dużo się zmieniło. W żłobku pojawiło się sporo kociąt, wesoły rudzielec otrzymał pierwszego ucznia, a Szyszka promieniowała chęcią do działania, jak przykładna liderka. Żuk, czyli podopieczny Szkarłatnego Mrozu, posiadał bardzo podobny typ charakteru, co Czermień. Również czarny i dosyć nieprzyjemny. Szkarłatny Mróz, znając taki typ zachowania, próbował sprostać nauczaniu młodego kocura. Nie było to łatwe, Żuk ignorował wiele poleceń i zachowywał się jak podlotek. Dorosły starał się okazywać mu wsparcie i pomocną łapę.
Usłyszał wiele rzeczy ma temat własnego brata. Skrzywdził Cichą, biedną i niemą kotkę. Ponownie został uczniem. Od kilku tygodni używał starego imienia, nadanego za czasów istnienia Klanu Lisa. Szkarłat pozostał przy swoim dwuczłonowym imieniu. Wprawdzie sami mieszkańcy Owocowego Lasu zwracali się do niego pierwszym członem, ale kocur przedstawiał się tym, jak nazwała go Pstrągowa Gwiazda. Rozmyślał sam nad powrotem do kocięcego imienia, ale dwa człony przypominały mu o przeszłości i o ciekawych chwilach, spędzonych w Klanie Nocy.
- Czego chcesz? - zapytał się Czermień, Szkarłatny Mróz ponownie odwiedził braciszka. Rudy uśmiechnął się szczerze do furiaty, a ten tylko przewrócił oczami i odwrócił się zadem do członka rodziny. Niebieskooki postanowił pospędzać trochę czasu z bratem, aby nie pozwolić mu myśleć o karze. W końcu nie każdy zostaje uczniem po raz drugi.
- No... Chciałem sobie z tobą posiedzieć. Jak zwykle. - Kocur oparł głowę na ciele brata, a ten w odpowiedzi ugryzł go w ucho.
- Nie chcę. Spadaj do dzieciarni - odparł Czermień.
- Nie zamierzam! Im już poświęciłem swój czas. Teraz twoja kolej - powiedział Szkarłatny Mróz, pocierając ucho. Poczuł ból, na szczęście lekki. Tym razem lekki. Normalnie czarny tak potrafił dopiec, że miejsce uderzenia czy zadrapania nie potrafiło się zagoić przez kilka tygodni. - Kochany mój i słodziutki braciszku - zaszczebiotał rudy, chociaż wzrok towarzysza mówił ostre "Spadaj stąd, sierściuchu" - Zostałeś uczniem, czyli nie umiesz walczyć, ani polować. Ja, jako mentor... Niekoniecznie twój, mam obowiązek pomagać nieletnim. Już ukończyłeś dużo księżyców, lecz, jako uczeń, domyślnie posiadasz sześć. Pouczę cię, musisz mnie tylko BARDZO uważnie słuchać. Inaczej zapomnisz wielu rzeczy i nie przetrwasz, a umrzesz z głodu.

<Czermień?>

20 sierpnia 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Tajfun

- Nidzie ne ide dopuki mi ne powesz gdze idemy - miauknęła niezadowolona Tajfun i spojrzała na Szkarłatny Mróz.
Rudy uśmiechnął się i chwilę pomyślał. Planował zaprowadzić czarną do żłobka, by tam poszukać jakiś jabłek czy innych przedmiotów do zabawy. Z drugiej strony kotka przebywała z nim, z wojownikiem, więc nie łamała ustalonych zasad. Nie mieli żadnego prawa wychodzić poza Ogrodzenie, więc pozostała część Owocowego Lasu należała do nich.
- Pójdziemy do... Tamtego drzewa. - Wskazał pręgowanym ogonem na rosnącą na ukos od nich jabłoń. - Ścigamy się! Kto ostatni ten zgniła ryba... Znaczy owoc! - miauknął i zaczął biec przed siebie. Poruszał łapami i cieszył się z idelanej pogody na drobny wyścig. Tajfun będzie mogła zużyć trochę kocięcej energii i zabawi się, nim powróci do żłobka.
Przystanął kilka żabich skoków od korzeni drzewa. Odwrócił się. Mała kotka siedziała w tym samym miejscu, co wcześniej. Wibrysy kocura obniżyły się. Chciał się poruszać, a czarna tkwiła nadal w tym samym miejscu. Potrząsnął głową i wrócił do znajdki.
- Dlaczego nie biegłaś? Jakbyś wygrała, to byłabyś z siebie zadowolona - miauknął Szkarłat.
- Ne sce biegac. To dsewo jest bsydkie. Sce tamto. - Tajfun pokazała łapą nieco niższą jabłoń, znajdującą się bliżej nich. Od razu rzuciła się biegiem w jej kierunku, wojownik ruszył od razu za nią. - Cio telas? - zapytała się, gdy znaleźli się przy roślinie.
Szkarłatny Mróz rozejrzał się i zobaczył kilka jabłek, które niedawno spadły z gałęzi.
- Najpierw musimy przyturlać owoce stamtąd tutaj - powiedział cierpliwie  wojownik. - Pomożesz mi, bo sam szybko nie zdołam ich przenieść.
Tajfun przekrzywiła lekko głowę i zmarszczyła nos. Spojrzała raz na jabłka, raz na rudego.
- No dobse - miauknęła mało entuzjastycznie, ale z błyskiem zaciekawienia w oku.
Szkarłatny Mróz się ucieszył. W końcu dymna się na coś zgodziła! Ucieszył się, bo zwykłym oczekiwaniem i ochotą do działania zdołał poczekać na pozytywną odpowiedź od kotki.
Przez kilka najbliższych minut zajęli się turlaniem jabłek pod ich drzewo. Rudy czasami pomagał małej w przesunięciu większych owoców. Kocię wyglądało na naprawdę małe w porównaniu do turlanych przedmiotów.
- Cio telas? - zapytała się czarna.
- No więc... Istnieje taka zabawa, która nazywa się rzut jabłkiem. Zasady są bardzo proste: bierzesz jeden z owoców i rzucasz nim w kierunku drzewa. Starasz się, żeby poleciało jak najwyżej i trafiło w korę. Wygrywa ten, kto wyrzuci owoc najwyżej - wytłumaczył w skrócie zasady Szkarłatny Mróz. Wymyślił tę zabawę na poczekaniu, żeby zająć uwagę kotki i przy okazji samemu rozerwać się przed resztą dnia.
- Cemu ne mosemy pobawic sie w chowanego? - zapytała się Tajfun.
- Z prostego powodu. W chowanego bawią się wszyscy, a rzut jabłkiem to typowa zabawa dla kociąt z Owocowego Lasu. Poza tym... Nie po to turlaliśmy owoce, żeby sobie tak bezczynnie leżały. Rzuć jednym jabłkiem. Zobaczysz, to naprawdę fajna zabawa. - Szkarłatny Mróz szybko pokazał kotce, jak powinna chwycić owoc w pysk i w którym momencie go wypuścić, żeby poleciał w kierunku drzewa. - Zaczynaj.
<Tajfun?>

19 sierpnia 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Pioruna

- Jestem Szkarł... - chciał miauknąć swoje imię rudy wojownik, lecz niebieski kocurek odwrócił się i zaczął iść w swoją stronę. Starszy od razu wstał i ruszył za kocięciem. Maluch był jedną z dwóch znajdek, które trafiły do Owocowego Lasu. Potrzebowali towarszystwa, żeby poczuć się częścią stada. W sytuacji niebieskooki zauważył dobrą sytuację, żeby zdobyć kolejnych przyjaciół. Wsparcie i dotrzymanie towarzystwa od najmłodszych księżyców powinno zbudować między nim a dziećmi nić porozumienia. Przynajmniej tak wydawało się Szkarłatnemu Mrozowi.
- Mały, nie zostaniesz sam. Nie odchodź. Zanudzisz się na śmierć. W twoim wieku należy się bawić z każdym, kto chce. Ja z chęcią... Na przykład... Porzucam z tobą jabłkami, albo zerwę liście z krzewów - miauczał, starając się dotrzymać kroku Piorunowi.
- Psed chwilom dobse sie bawilem! Z tobą nie sce - odpowiedział głośno niebieski. Końcówką ogona starał się dotknąć nos rudego, aby w jakiś sposób się go pozbyć.
Szkarłat nie odpuścił. Szedł dalej za kocurkiem. Od tak nie zostawi nowego towarzysza! Dopiero co Żuk ugryzł go w ogon. W pamięci młodszego zostanie to na długo. A jak nabawi się traumy? Co, jeśli nigdy nie zechce się bawić?
- Taka bójka to zabawa?! Nigdy w życiu! To wyglądało jak śmiertelny pojedynek - miauczał rudy, trochę wyolbrzymiając. Coś tam pamiętał, że jako mały maruda, w Klanie Lisa, sam używał pazurów i zębów do walki z własnym bratem, ale to było dawno temu! Nie powtórzyłby tego samego błędu. Nie poniżyłby się, aby zranić Czermieniowy Gniew. Czułby ogromne wyrzuty sumienia na widok krwi kapiącej z ran czarnego członka ich rodziny.
Zbliżyli się do granic ich obozu. Szkarłat automatycznie wziął niebieskiego za kark i cofnął się z nim do żłobka. Piorun syczał i wiercił się niespokojnie.
- Puscaj! Puscaj! - krzyczał. Ruszał się, chcąc powrócić na ziemię.
Rudy twardo szedł przed siebie, chociaż ciężar Pioruna trochę go męczył. Nie zamierzał otrzymać kary od Szyszki za to, że kocię wyszło z Owocowego Lasu. Uwolnił kocurka dopiero po powrocie do legowiska maluchów.
- Cemu?! - zapytał się z wyrzutem Piorun.
- Kocięta ani nikt z Owocowego Lasu nie ma żadnego, żadnego, żadnego prawa opuszczać Owocowego Lasu. To podstawowa zasada numer jeden - powiedział wojownik, podnosząc dumnie ogon, żeby potwierdzić swoje słowa. Interesował się dobrem młodego klanowicza, więc starał się zachowywać jak uprzejmy wujek. - Gdybyś uciekł, zjadłby cię lis. Taki duży i potężny. Większy od jakiegokolwiek kota czy kotki. Uwierz, nie chcesz go spotkać - odpowiadał, zastanawiając się przy okazji czy nie zaklasyfikować Czermienia jako takiego lisa. Czarny, najprawdziwszy kot, ale zachowujący się jak typowy drapieżnik.
Piorun rozszerzył oczy z zainteresowania.
- Lis? Sce go poznac! - miauknął uradowany.
- Nie! - przeraził się Szkarłatny Mróz. - Umarłbyś od razu! Jesteś taki malutki, a już chcesz ryzykować. - Przez chwilę porozglądał się po ziemi, zatsanawiając się, czym zająć uwagę malca. - Nauczę cię rzucać jabłkami na odległość. Kto rzuci dalej, wygrywa. Co ty na to?
<Piorun?>

17 sierpnia 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Tajfun

Poranek zapowiadał się naprawdę spokojnie, gdyby nie czyiś donośny krzyk.
- Pfomoooocy! Latuuuunkuu!
Obudził się nagle, wyrwany z naprawdę przyjemnego snu. Ziewnął, powoli przebudzając się. Jego uwagę przykuła czarna, mała kulka biegnąca przestraszona między drzewami. Zastanowił się przez chwilę, czy nie kojarzy tego kocura bądź kotki.
Szkarłatny Mróz wstał i zszedł z drzewa na ziemię. Chłodne powietrze smagało jego futro. Przez chwilę obwąchiwał okolicę, znajdując trop uciekiniera. Doszedł do krzaka, porośniętego zielonymi liśćmi. Włożył głowę pomiędzy gałęzie i wyciągnął z niej... Małe kocię. Nie spodziewał się, że takie maluchy, już o tej porze, biegają po Owocowym Lesie.
Postawił kotkę na ziemi, a ta spojrzała na niego z wyrzutem.
- No, proszę, masz charakterek - miauknął. Z tego, co kojarzył, zwykłe maluchy nie obdarzają dorosłych takimi spojrzeniami. Mimo chłodnej reakcji czarnej uśmiechnął się promiennie, chcąc wyglądać na miłego kocura.
- Cio s tego? - zapytała się od razu.
- Nic, nic. Jestem Szkarłatny Mróz! - powiedział, wypinając dumnie pierś do przodu. - Mów mi Szkarłat, będzie krócej i łatwiej zapamiętasz. Jak się nazywasz?
Kotka spojrzała nieufnie na rudego.
- Ne pofem - skrzywiła się.
Czarna zachowywała się dosyć podobnie jak Czermieniowy Gniew, brat Szkarłatu. Niebieskooki przyzwyczaił się do podobnego zachowania. Spotykał podejrzanie dużo osób z takim charakterkiem i podejściem do życia.
- Wiesz... Znalazłem cię i się przedstawiłem. Chyba, że mam cię nazywać... - Wojownik na chwilę się zamyślił. -... kluseczka?
- Ne! Jeśtem Tajfun - odpowiedziała niezadowolona kotka, prychając z irytacją.
- No, umiesz ładnie odpowiadać - miauknął ochoczo wojownik. Spodobało mu się imię czarnej. Wydawało się znacznie bardziej oryginalne niż imiona wzięte od nazw zwierząt, roślin czy ryb, jak w przypadku Klanu Nocy. Przypomniał mu się jego mentor, Sumowy Wąs, który niestety zginął podczas walki z Klanem Klifu. Przez chwilę posmutniał, ale odegnał od siebie to uczucie. Miał przed sobą kocię i musiał poświęcić mu swoją uwagę.
- Co robisz o tej porze poza żłobkiem? - zapytał się rudy.
- Ne tfoja splawa! - Tajfun pokazała Szkarłatnemu Mrozowi język.
 - Hmmm... Wstałaś wcześnie i chciałaś się zabawić, prawda? - zadał kolejne pytanie starszy. Skoro Tajfun zdołała uciec przed zagrożeniem o i tak dosyć wczesnej porze dnia, to musiała zerwać się z legowiska. Pamiętał, jak sam nudził się w miejscu przebywania królowych z ich dziećmi i często opuszczał swoją mamę. Zwyczajnie z powodu braku możliwości zabawienia się.
Tajfun spojrzała z nutą zdziwienia na wojownika.
- Nio... Mose. Ne tfoja splafa - odpowiedziała pod nosem.
- Wiesz co? Mam pomysł. Pobawimy się razem. Wstałem już i cóż... Nie zdołam zasnąć ponownie. Jeśli się zgodzisz, to nie powiem nic twoim rodzicom ani nic, że zapuściłaś się aż tutaj - zaproponował Szkarłatny Mróz.
<Tajfun?>

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Czermieniowego Gniewu

Szukał wzrokiem swojego brata. Nie potrafili zwęszyć jego zapachu, a tak bardzo chciał spędzić z nim czas. Razem, we dwójkę, wśród jabłek i zielonych liści. Przy okazji zapraszając Nornicową Łapę, żeby zacisnąć między nimi romantyczną więź.
Jedyne, czego Czermieniowy Gniew chciał, to mysz.
Wibrysy Szkarłatnego Mrozu obniżyły się ze smutku. Zdołał się stęsknić za bratem, chociaż widzieli się zaledwie kilka godzin temu. Zżył się z nim, razem spędzili dzieciństwo, pobyt w Klanie Nocy oraz przybycie do Owocowego Lasu.
- We dwójkę upolujemy szybciej! I nie jedną, a całe stado myszy! Zejdź, bo umrzesz z głodu. Nie chcę tego - miauczał rudy. Oczekiwał ma chociaż jedną odpowiedź od brata. Stanął pewnie na swojej gałęzi. Skupił się, żeby znaleźć wśród zieleni czarne futrze bądź chociaż błysk żółtych oczu. - Chodź do mnie, mój Czermieńku, bo wyściskam cię na pieńku. Nie tchórz, czarnuszku, mój kochany, bo.... Eeee.. Rozdrapię twoje rany! - zaśpiewał krótką i głupiutką pioseneczkę, żeby zwrócić na siebie uwagę brata.
- Idź sam. Z głodu ledwo, co mogę się ruszyć. Uszczęśliw mnie, skoro tak bardzo ci na tym zależy - usłyszał głos czarnego. Spojrzał na ukos od siebie. Zauważył wystające zza liści ciemne uszy. To on! Czermieniek! Jego najukochańszy i najwspanialszy przyjaciel! Pomachał ogonem z radości, uśmiechając się promiennie. Znalazł go, jak podczas zabawy w chowanego. Czas zrobić mu małą niespodziankę...
- Już idę po myszkę, kochany! - miauknął Szkarłatny Mróz.
Rudy odczekał chwilę i zaczął powoli i po cichu wspinać się ku górze. Nie wydawał z siebie żadnych dźwięków. Okazało się to trudne, gdyż w jego ciele buzowała radość i energia. Bez skupienia się, wszedłby wyżej już w ciągu chwili. Zdołał nauczyć się wspinania po drzewach, co sprawiało mu większą przyjemność niż łowienie ryb w rzece. Szybciej się męczył, kondycja poprawiała się. Wszystko mówiło, że miejsce rudego znajdowało się w opuszczonym miejscu Dwunożnych.
Dotarł na tę samą gałąź, na której leżał Czermieniowy Gniew. Czarny odpoczywał, z zamkniętymi oczami. Raz po raz zastrzygł uszami i nieznacznie zmieniał pozycję, aby nie zdrętwieć.
Tu cię mam - pomyślał z triumfem Szkarłatny Mróz. Delikatnie położył jedną z przednich łap na gałęzi. Wydawała się mocna i nie drgała tak gwałtownie pod wpływem przypadkowych ruchów.
Zaczął zbliżać się do Czermienia. Kontrolował każdy swój krok, oddychał cicho. Wczuł się w sytuację, jakby właśnie polował. Za chwilę zaskoczy brata i spędzą razem kolejny wieczór.
- Orientuj się! - krzyknął tuż za wojownikiem.
Czermieniowy Gniew miauknął ze strachu, podnosząc się gwałtownie. Gałąź zadrżała. Szkarłatny Mróz od razu przywarł do kory i wbił w nią pazury, żeby nie stracić równowagi. Niestety czarny spadł.
- Nie! Nie umieraj! - Z ust rudego wydobyło się pełne smutku jąknięcie. Nie, nie, nie! To się nie mogło tak skończyć. Jego brat nie posiadał żadnego prawa, żeby umrzeć. Był za młody na taki splot wydarzeń!
Spojrzał w dół, drżąc z przejęcia i strachu. Odetchnął z ulgą, zauważając uwieszonego na niższej gałęzi czarnego. Uśmiechnął się i krzyknął radośnie, dając upust emocjom. Negatywne odczucia zniknęły w ciągu sekundy.
- Ty cholerna wywłoko! Miałeś przynieść mi mysz! - warknął Czermieniowy Gniew z wściekłością.
- Żyjesz! Tak się przestraszyłem! Chciałem zrobić ci tylko małą niespodziankę - powiedział względnie spokojnym tonem rudy. Serce nadal biło mu szybko.
- Że co?! Przez ciebie nadal czuję głód, mysia strawo! - odpowiedział Czermień, próbując wejść na gałąź
- Nie nazywaj mnie tak brzydko - rzekł Szkarłatny Mróz. - No cóż... Teraz musimy zapolować we dwójkę, skoro jesteś bliżej ziemi.
<Czermieniu?>

Od Szkarłatu (Szkarłatnego Mrozu) cd. Nostalgii

gdy Klan Lisa istniał

- Jak myślisz skąd tyle wiem? - mówiła Nostalgia, na chwilę przerywając opowieści na temat rodziny swoich siostrzeńców. - Mnie i Horyzonta łączy więcej niż forma...
W tym momencie kotka przerwała wypowiedź, ponieważ blisko nich stała Puch, zastępczyni. Ze zdumienia miała otwarty pusk. Z rozszerzonymi do granic możliwości oczami patrzyła na wojowniczkę, wyglądając jakby wyzionęła ducha.
- N-Nostalgio? - zająknęła się Puch.
- No, nie... Źle to zrozumiałaś. To nie to, co myślisz - mówiła szylkretka, chcąc wybrnąć z nieciekawej dla niej sytuacji.
Szkarłat podniósł kącik ust. Proszę, proszę. W ciągu kilku minut dowiedział się o naprawdę ciekawych rzeczach o kotach z Klanu Lisa. Czyżby ci na pozór spokojni wojownicy skrywali swoją mroczną stronę? Rudy chciał ją zobaczyć, dla własnej satysfakcji. Nie musiałby dzięki temu zaprzątać sobie głowy Czermieniem i resztą tej dziwnej rodziny. W końcu znalazłby dla siebie inspirację, żeby pokazać czarnemu, kto rządzi w ich duecie.
Na jego pysku pojawił się niewinny uśmieszek.
- Kontynuuj - powiedział do Nostalgii. - Ciebie i Horyzonta łączy... Coś więcej? - zapytał się z drwiną w spojrzeniu.
Szylkretka wysunęła ostrzegawczo pazury, machając ogonem ze spokojem. Wpadła. Rudy czuł bijące od niej niezadowolenie, co bardzo mu się spodobało. Tak rzadko widział negatywne emocje w klanowiczach. Wszyscy starali się zachowywać delikatnie i wdzięcznie, żeby nie urazić nikogo z klanu. A tu nagle szylkretka się zirytowała obecnością zastępczyni.
- Cicho, lisi bobku - syknęła do Szkarłatu. Podeszła do Puchu. - Wszytko ci wytłumaczę. To bajka. Kociętom opowiada się takie rzeczy, żeby siedziały spokojnie w żłobku - miauknęła.
Szkarłat domyślał się prawdy. Ciotka coś kręciła z liderem i, jak tylko podrośnie, dowie się od niej prawdy. Dotrze do sedna sprawy, niezależnie od uporu kotki.
Wrócił do Muszelki, snując w glowie plan na przyszłe księżyce.

w Owocowym Lesie

- Ten biały, puszysty kocur toooo... Pędrak? Zgadłem! Super! Czarna kotka to ciocia Szyszka, srebrna to Gąska, a to... Niebieski to Sójka? - zapytał się Szkarłatny Mróz swojego brata. Rudzielec i czarny od wschodu księżyca przebywali w Owocowym Lesie, w którym stacjonowali żywi członkowie nieistniejącego Klanu Lisa. Wojownik uczył się imion każdego z mieszkańców drzew, należących kiedyś do Dwunożnych. Cieszył się jak głupi z każdego rozpoznanego kocura czy kotki. Czermieniowy Gniew upewniał się, czy brat rzeczywiście dobrze nazywa danego wojownika.
Czarny leżał w pobliżu rudego, wzdychając z irytacją raz po raz.
- Nie, to Sokół - odpowiedział. - Zostaw mnie samego.
- Przecież potrzebujesz towarzystwa! Będziesz samotny i zwariujesz mi tu! - oburzył się Szkarłatny Mróz. Zbliżył się do towarzysza. Nie zostawi braciszka. Przecież żółtooki oszaleje!
- Idź przywitać się z Nostalgią. To nasza ciotka, jakbyś nie pamiętał - mruknął Czermieniowy Gniew, zamykając oczy. - Chcę się zdrzemnąć.
Szkarłat na chwilę przystanął i sie zastanowił. Rzeczywiście, czarny miauczał prawdę. Od przybycia do Owocowego Lasu nie porozmawiał z czekoladową, a wyglądało, bo należała do jego rodziny. Poczuł ukłucie w sercu. Żeby tak postępować z własną ciocią. Chociaż mógł nawiązać z nią kontakt wzrokowy i się uśmiechnąć. A on nic.
Próbował przypomnieć sobie Nostalgię. Jedyne, co zdołał wychwycić z rozmazujących się wspomnień, to dużo opowieści i spory dystans między nią a siostrzeńcem.
Rozejrzał się po drzewie i zauważył szylkretkę, siedzącą przy korzeniach rośliny. Rudy zaczął długie i mozolne schodzenie w dół. Nie zdołał nauczyć się jeszcze sztuki wspinania się i schodzenia z takich wysokości. Mimo wszytko nie poddawał się i próbował nie spadać w dół. Połamałby sobie wiele kości i Wschód nie poradziłby sobie z takim pacjentem.
- Ciociu Nostalgio! To ja, Szkarłat! - miauknął rudy do czekoladowej, która zdziwiła się, widząc siostrzeńca. - Stęskniłem się! Naprawdę! Opowiadaj, co się u ciebie działo! Ja... Cóż, żyłem z nocniakami! Codziennie pochłaniali masę ryb. Bawiłem się z takim słodkim kocurkiem o imieniu Króliczek. I Rozga... To znaczy Gałąź nie gryzie mnie tak często, jak wcześniej. Zostałem mianowany! Otrzymałem drugi człon, Mróz - chwalił się szczegółami ze swojego życia w obozie wroga. Cieszył się, że zdołał to wszytko przeżyć. Będzie miał co odpowiadać wnukom i małym kociętom do snu. - Szkarłatny Mróz. Dumnie to brzmi. I walczyłem z Klanem Klifu! To teraz ty opowiedz, bo ja się rozgadałem.
<Nostalgio?>

08 sierpnia 2020

Od Szkarłatu (Szkarłatnego Mrozu) cd. Szyszki

kilka dni po powrocie do Owocowego Lasu

Szkarłatny Mróz siedział na jednej z masywniejszych gałęzi po porannym wspinaniu się na drzewa. Oddychał spokojnie, patrząc na liście i rosnące owoce. Powietrze było ciepłe. Jeszcze nie nadszedł szczyt dnia, podczas którego nie da się zaczerpnąć spokojnego wdechu.
Zastrzygł uszami, gdy usłyszał kolejną dyskusję Czermieniowego Gniewu i Nornicowej Łapy. Uśmiechnął się lekko pod nosem. Cieszył się ze szczęścia brata. Czarny spędzał coraz więcej czasu z uczennicą i lada dzień mogli zacząć udany związek.
Rudy zaczął myśleć o własnym życiu uczuciowym. Radość pokonywała w nim wszelkie smutki, gniewy i chwile słabości. Noe brał do serca złych słów, krzywych spojrzeń czy nienawistnych syknięć. Każdego traktował jak przyjaciela. Podchodził ufnie nawet do najbardziej specyficznych, w końcu oni też potrzebują towarzystwa. Gdy ktoś dobitnie pokazywał mu, że nie życzy sobie interakcji z rudym przez udrapnięcie czy coś podobnego, ignorował to. Zapewne wynikało to z ilości bójek, którą przeszedł z bratem przed utratą pamięci.
Zszedł z drzewa w celu oddania potrzeby fizjologicznej. Wracając z wyższej trawy trafił na Szyszkę, liderkę Owocowego Lasu. Pamiętał czarną bardzo dobrze. Nie wiedział, dlaczego akurat z nią zachował całkiem sporo wspomnień. Nauczyła go polować na owady oraz jako jedyna, z klanu lisa prócz Bursztyna, zachowywała się przyjaźnie. Inne lisiaki odpychały od siebie potomstwo Muszelki najdalej, jak tylko mogło. Nikt nie chciał zadzierać  z bojowymo kociakami.
- Prawie cię nie poznałam, maluszku - miauknęła kotka. - Cóż... Nie miałam wcześniej na to czasu, więc oficjalnie witam cię w Owocowym Lesie, Szkarłacie - miauknęła z radością na pysku i w oczach.
Rudy uśmiechnął się w odpowiedzi. Zalała go nagła tęsknota, której nie czuł w Klanie Nocy. Zwyczajnie brakowało mu obecności żółtookiej.
- Zmieniłeś się i urosłeś. Podobnie jak Czermień. Tylko on nabawił się wielu blizn... - mówiła dalej czarna.
- CIOCIU SZYSZKO! - miauknął nagle wojownik. Podbiegł do liderki, zbyt późno zachamował, przez co wpadł na żółtooką i oboje poturlali się przez chwilę na ziemi. - Ojej, poniosło mnie... Stęskniłem się za tobą. Tak bardzo, bardzo, bardzo... I nazywam się Szkarłatny Mróz... Chociaż samo Szkarłat wystarczy - powiedział rudy, wstając i otrzepując się z brudu ziemi. - A ty się stęskniłaś?
<Szyszko?>

Od Szkarłatu (Szkarłatnego Mrozu) cd. Bociana

przed atakiem na Klan Lisa

- Coś jeszcze? - odezwał się Bocian, kładąc się na ziemi.
Szkarłat zmarszczył brwi. Poniósł porażkę. Nie udało mu się oddać brata temu białemu wypierdkowi. Nie miał weny, żeby próbować zmienić zdanie starszego od siebie. W ostateczności mógłby bić się z zielonookim, lecz od razu przegrałby przez swój niewielki wzrost.
Bocian przyglądał się uważnie rudemu, oczekując na odpowiedź.
- Nie. To wszystko - miauknął Szkarłat. Odwrócił się i odszedł w swoją stronę, zostawiając białego z samym sobą. Co za nudziarz. Nie zna się na dobrej zabawie.
Rudy powrócił do żłobka niezadowolony, po drodze odpychając od siebie Czermienia. Usiadł przy cuchnącym ziołami futrze Muszelki ze znudzonym wyrazem pyska. Klan Lisa, jego dom, był strasznie nudny. Schodził na psy. Wojownicy leniwieli z dnia na dzień, a czarny furiata po raz kolejny czaił się z pazurami na niebieskookiego.
Szkarłat westchnął ciężko. Zapowiadały się kolejne monotonne dni.

w Owocowym Lesie

Szkarłatny Mróz powrócił do dawnego domu, a właściwie czegoś, co zastępowało dawny obóz. Klan Lisa nie istniał, powstał Owocowy Las. Rudy względnie szybko nauczył się wspinania po drzewach, żeby dotrzeć do śmiesznego legowiska. Przyzwyczaił się do pachnącego rybami mieszkania nocniaków, więc teraz przyszedł czas na przywyknięcie do sadu.
Zeskoczył z drzewa, aby wspiąć się na pewną wysokość. Taka rozrywka bardzo podobała się Szkarłatnemu Mrozowi. Mógł się rozruszać i bardziej wymęczyć niż skacząc po korzeniach drzewa w klanie nocy. W końcu mięśnie pracowały bardziej intensywnie i rosły w siłę, dodając kocurowi kondycji.
Czynności wojownika przypatrywał się jakiś biały osobnik z zielonymi oczami. Rudy zauważył go w którymś momencie. Skądś kojarzył te masywne łapy, puchaty ogon i pędzelki. Wytężył wzrok oraz umysł. Szukał wspomnienia z tym kocurem, ponieważ na pewno kiedyś się ze sobą spotkali.
- Ty nazywałeś się Szkarłat, prawda? - zapytał się biały.
- Nooooo... I tak, i nie - odpowiedział zgodnie z prawdą rudy, podchodząc do towarzysza. - Jestem wojownikiem i zwę się Szkarłatny Mróz! - dodał, wypinając dumnie pierś do przodu. Na białym nie zrobiło to żadnego wrażenia.
- Zostanę przy Szkarłacie - odpowiedział krótko zielonooki.
W końcu w głowie wojownika pojawiła się odkrywcza myśl. Przecież to Bocian! Przyjaciel Czermieniowego Gniewu! Czyli... Też jego przyjaciel! Wspaniale! Kolejny do kolekcji!
Uśmiechnął się promiennie.
- Stęskniłem się, Bocianku. Czermień też, tylko się nie przyzna. Co się z tobą działo, gdy byliśmy w klanie nocy? - zapytał się rudy, naprawdę ciekawy losów białego ucznia.
<Bocianie?>

06 sierpnia 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Czermieniowego Gniewu

podczas pobytu w Klanie Nocy

Szkarłatny Mróz nakrył brata na spędzaniu wspólnych chwil z Nornicową Łapą! Ucieszył się z tego powodu. Czermieniowy Gniew znalazł sobie przyjaciółkę i dziewczynę! Jak wspaniale! Zostanie wkrótce wujkiem małych czermieńków albo norniczek! Zachwycił się tą wizją. Wojownik i uczennica pasowali do siebie zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru. Rudy będzie czekał na rozwój ich relacji.
Oberwał wodą od czarnego furiaty, przez co kichnął. Na szczęście dzień był ciepły, dzięki czemu poczuł przyjemny chłód.
- Chcesz się bawić? Pokaż Nornicowej Łapie, jaki przebojowy z ciebie kocur! - powiedział rudy i wepchnął bez pytania brata do rzeki. Na powierzchni wody pojawiło się kilka bąbelków.
Uczennica podbiegła do brzegu.
- Coś ty zrobił, wronia strawo?! - zapytała się oburzona i wściekła jak nigdy czarna.
- Przeżyje to. Mądry z niego kocur. Zobaczysz, jak dobrze potrafi się bawić. Udaje sztywniaka, żeby ci zaimponować. Niedostępny kocur jest bardziej pociągający - tłumaczył z uśmieszkiem na pysku rudy.
Czermieniowy Gniew wypłynął na powierzchnię, wypluwając wodę.
- Coś ty zrobił?! Nienawidzę cię! - krzyczał czarny, płynąc powoli ku Nornicowej Łapie i bratu.
- Nie! Zostań tam! Nic nie udowodniłeś swojej dziewczynie! Pokaż, że jesteś samcem alfa! Lubisz pływać i chlupać się w rzece, gdy nikt nie patrzy! Udowodnij jej to! - mówił Szkarłatny Mróz do swojego kochanego braciszka. Chciał mu pomóc w zdobyciu serca czarnej kotki, żeby oboje mogli żyć w uroczym związku, a nie skończyć jako wieczne single. Miał dobre intencje, tylko tyle.
- I dlatego nienawidzę rudych - mruknęła nieprzyjemnie  pod nosem Nornicowa Łapa. Niebieskooki zignorował kotkę, nie znali się. Zresztą każdy kocur czy kotka byli jego przyjaciółmi! Nie lubił się ograniczać. Nawet zdoła zaprzyjaźnić się z taką Nornicą.
Wskoczył do wody i podpłynął do czarnego.
- Najpierw musimy się pobawić! Nie chcesz chyba zostawić dziewczyny ze smutnym pyszczkiem, prawda? - zapytał się.
Czermień zaciągnął Szkarłatny Mróz pod wodę. Zaczęli się bić. Czarny traktowałt to jako kolejną karę, rudy jak zabawę. Używali pazurów, zębów i innych części ciała na tyle, ile pozwalała im woda. Po raz pierwszy niebieskooki walczył ze swoim bratem po utracie pamięci. Raz po raz ich głowy wypływały na wierzch, aby zaczerpnąć powietrza.
Szkarłatowi ta chwila się spodobała. Mógł się wyszaleć z bratem, a czarny pokazywał siebie przed Nornicową Łapą.
Czuł każdy mięsień swojego ciała. Podwodna bójka sprawiała mu radość. W końcu się ruszał i wzmacniał własne kończyny. Pokonując opór wody, wpływał na kondycję i zużywał więcej sił. Coś w głębi serca mu szeptało, że zaśnie dzisiaj znacznie szybciej niż zwykle.
W którymś momencie Czermieniowy Gniew popchnął tylnymi łapami brata mu dnu, zamiast pozwolić mu zaczerpnąć powietrza. Płuca rudego wolały o tlen, więc od razu zaczął szybciej machać kończynami, by dostać się na powierzchnię.
Po kwadransie powrócił na brzeg. Przemoczone rude futro z kilkoma planami bieli ociekało. Otrząsnął się, mocząc przy okazji Czermieniowy Gniew, który wyszedł za nim.
- Ha! Nie utopiliśmy się! - miauknął zadowolony. Szkarłatnemu Mrozowi zdawało się, że przez chwilę zauważył na pysku brata serdeczny uśmiech, a nie pełen drwiny uśmieszek.
<Czermień?>