BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryś x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryś x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty

15 sierpnia 2022

Od Rysia CD. Tygrysiej Smugi

przyjmijmy że to już się działo po tamtym zgro chronologicznie i dawno
— Coś się stało w Klanie Klifu, że tak wyglądasz? — spytała roztrzęsiona Tygrysia Smuga. — Potrzebujecie pomocy? Poza tym... Co ty tu robisz? Przyszłaś, by mnie spotkać, czy twoje cele są jednak inne i powinnam się obawiać?
Kremowa spojrzała na nią, nie do końca wiedząc jak jej wszystko wytłumaczyć. Sama nie potrafiła posklejać tych kawałków w swojej głowie. Nie chciała wracać do dawnych czasów, ale Tygrys nie wiedziała o tym wszystkim. Wciąż znała ją jako wojowniczkę Klanu Klifu, odważną Rysi Puch. Pokręciła smętnie głową na wspomnienie tego imienia, które wbijało jej w serce drewniany kołek. Minęło tyle czasu, a ona wciąż mogła ryczeć nad tym jak dzieciak. Żałosne. 
— Wiele się zmieniło. 
— Chyba mam czas, żeby wysłuchać.
— Jeszcze cię burzaki znajdą. Nie musisz sobie zaprzątać tym głowy.
— Jesteś moją siostrą, Rysi Puchu. Naprawdę nie wyglądasz dobrze. Widzę po tobie, że coś się wydarzyło.
Samotniczka spojrzała na nią z wyrzutem. Nie chciała jej niczego tłumaczyć. Otworzyła pysk, ale słowa nie potrafiły przejść jej przez gardło. Jak zacząć wywód? Jak powiedzieć tak ukochanej osobie jak Tygrysia Smuga, że jest się zdrajcą i mordercą?
Kolejny raz, kiedy emocje ściskały ją i szponami się wdzierały w skórę. Tak bardzo ich nienawidziła. Gdy już była o krok od zaczęcia, coś znowu rozszarpywało zaczęte już zdanie na kawałki. Przełknęła w końcu ślinę, nerwowo poruszając koniuszkiem ogona.
— Nie jestem już klifiaczką.
Zapadła głucha cisza, mętna i onieśmielona. Na pysku Tygrysiej Smugi malowało się zaskoczenie. Ogromne. 
— Co? Jak?
Ryś speszyła się, wbijając wzrok w ziemię.
— Los się ode mnie odwrócił. 
— Czy w Klanie Klifu dzieje się coś złego? 
— Nie wiem. Już... nie moja sprawa. — mruknęła, owijając wokół łap bujny ogon.
— Próbujesz coś przede mną ukryć. — stwierdziła Tygrys, przez co Ryś zdębiała. Spodziewała się raczej, że zwyczajnie wojowniczka przestanie napierać. Jak widać, nawet we wciskaniu bujd nie była dobra. 
— I co z tego? Nie w tym twój interes. — zawarczała szorstko kremowa. Mimo tego była bliska płaczu. I jak miała spojrzeć Tygrysiej Smudze choćby w oczy, jeśli była taką łajzą?
— Jesteśmy rodzeństwem! A ty wyglądasz jak ryba, która przeleżała na słońcu tydzień... przepraszam. To nie zmienia faktu, że-
— Jestem śmierdzącym włóczęgą bez dalszych perspektyw na życie. To jest ten fakt. — wymamrotała. 
— Nieprawda. Nie jesteś... bez perspektyw na życie. Jesteś silną, świetną wojowniczką.
— Spójrz na mnie. Jestem teraz nikim. — miauknęła ponuro.
— Nie mów tak. — Tygrysia Smuga próbowała podejść bliżej, a Ryś odsunęła się gwałtownie.
— No a kim innym? — westchnęła głęboko samotniczka, ponownie wpatrując się w piach.
— Nie musisz być wcale zapyziałym włóczęgą. W Klanie Burzy na pewno znalazłoby się dla ciebie miejsce, jeśli chciałabyś dołączyć. 
— Co?
— Zajęcza Gwiazda przyjąłby cię. W końcu nasz ojciec pochodzi stąd. Jesteśmy dziećmi z sojuszu. Masz naszą krew.
Jej słowa obijały się od jej uszu. To, o czym tak gorliwie próbowała zapomnieć. To, co sprawiło, że czuła się gorsza przez całe życie. Za co niejeden rzucał zgryźliwym komentarzem. Zacisnęła zęby. 
— Wolę już być tym nikim.
— Jesteś cieniem siebie.
— I?
— W Klanie Burzy byłoby ci dobrze, naprawdę. Jesteśmy wyżywieni, bezpieczni, spokojni...
— Nic nie wiesz. 
— O czym nie wiem?
— O wszystkim. 
— Tylko dlatego, że nie chcesz mi o tym powiedzieć. — uniosła jedną brew podejrzliwie Tygrys.
— Bo to wszystko nie twoja sprawa! A ty dociekasz, jak uparty lis broniący swojej nory. 
— Bo nie rozumiem, dlaczego to ukrywasz. Coś się złego stało, a próbujesz to uchować, jak trupa w norze. A trupy śmierdzą.
— A ja nie rozumiem, czemu cię to tak interesuje! — zasyczała już Ryś, cofając się, podchodząc bliżej skały. — Nie twoje problemy!
— Chcę pomóc. 
— Nie chcę pomocy!
— Ale jej potrzebujesz!
— Nieprawda! Potrafię o siebie zadbać!
— Zachowujesz się niemoralnie. 
— Nieprawda! Bujda! Wymysł! — kręciła łbem na boki w złości, wypluwając plugawie słowa.
— Spokojnie. — zamruczała Tygrysia Smuga, starając się samemu brzmieć tak łagodnie, jak to tylko możliwe. Ryś gwałtownie przestała i zamilkła. Zachowywała się jak durny dzieciak. Ale jednocześnie Tygrys traktowała ją jak nieporadną gówniarę, która nie potrafi obronić własnego tyłka! Jakby sama nie mogła sobie poradzić w życiu. Nigdy przecież się nie dowie jak to jest. Być wygnańcem, znienawidzonym przez wszystkich. Wbiła pazury w ziemię. 
— Spokojnie? — miauknęła już wracając do pionu. 
— Nie musimy się kłócić. Wśród nas, burzaków nie będziesz musiała się martwić o nic. Z resztą... miałabyś mnie. A ja miałabym ciebie. Nie musiałybyśmy łazić tak długo, bojąc się innych. To naprawdę dobre rozwiązanie. 
— Nie potrzebuję was, by przeżyć.
— To byłoby o wiele prostsze. Widzisz, jak chuda jesteś. Ledwo łączysz koniec z końcem. Jesteśmy dorosłe, nie możemy się oszukiwać. A ja nadal nie wiem, czemu tak bardzo stawiasz opór. Sama wiesz, że to będzie dla ciebie dobre.
— Klan Klifu to mój jedyny Klan i dom.
— Chyba coś nie wyszło, skoro od jakiegoś czasu pomieszkujesz nielegalnie skałę, prawda?
— Przestań! — jej oczy zaświeciły się jak świeczki, gdy była już skłonna rzucić się na Tygrysią Smugę i wyrwać struny głosowe, by tylko zamknęła ryj. To nie byłby jednak dobry pomysł. Opanowała impuls, zaciskając jednak znowu szczęki, trąc o siebie kłami. Tygrys w żadnym stopniu jej nie pomagała, a tylko sprawiała, że czuła się gorzej. — Wiesz co? Mam dość. Stokrotnie dość. — wstała i machnęła ogonem. 
— Co masz przez to na myśli?
— To, że nikt mi nie jest potrzebny. A ja poradzę sobie sama. I tylko sama. — odwróciła się od niej.
— Czyli?
— Odchodzę.
— Odchodzisz?
— Tak. Daleko. I zobaczysz, że uporam się ze wszystkim na mojej drodze. O ile w ogóle zobaczysz. — parsknęła. 
— To nie jest dobry pomysł, Rysi Puchu.
— Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić. I jestem Ryś! — syknęła, odwracając się po raz ostatni w jej kierunku, zanim nie szła dalej, przed siebie, w stronę granicy Klanu Nocy i Klanu Klifu. Ku jej zaskoczeniu, Tygrys nie biegła za nią, nie próbowała jej powstrzymać. Jeszcze się przekona... o czym? Właściwie, nawet Ryś nie była tego taka pewna. Ważne było to, że nie dała za wygraną, to się tylko dla niej liczyło. A świat wokół miała głęboko pod ogonem.

***

I w taki sposób skończyła w mieście. Dygocząc na całym ciele mijała ośnieżone drogi, którymi nieraz przebiegały potwory, które przedtem znała tylko z bajek. Tak bardzo chciała, by to jednak była bajka. Skręciła w miejsce, gdzie ogromne szare fortyfikacje rozciągały się aż do nieba. Tutaj śniegu było jeszcze więcej. Drżała, szukając ciepłego miejsca. Wszystkie wejścia do legowisk zawalone, że nie dało się przejść. Śnieg, który niegdyś oglądała z nienawiścią przez wejście do leża wojowników, teraz sypał na jej brudną sierść. 
Gdyby tylko nie ta durna kłótnia, byłoby jak dawniej. Dostałaby może w spadku jakąś piszczkę czy dwie, miałaby do kogo otworzyć pysk. Kto wie, może nawet miałaby do kogo otworzyć pysk i postrzępić suchy język. Wdrapała się na niskie, mętne okno i położyła na niewielkim skrawku kamienia.
Niech Klan Gwiazd broni jej duszę, o ile można zwracać się do niego o pomoc po dokonaniu tylu zbrodni. Ironia losu, że tak kiedyś znienawidzone miejsce było tym, do którego wznosiła bezcelowe modły. Parsknęła, chociaż wcale nie było jej do śmiechu. Myślała. Tylko to jej zostało. Tak niewiele miała wcześniej, tak niewiele miała teraz. W każdej chwili mogła stracić wszystko, zostać zupełnie sama. To było przerażające.
Właściwie, co ją tutaj jeszcze trzymało, prócz lęku przed Ciemnym Lasem? Chyba jedynie jałowe wspomnienia tego, co było, a co nie mogło już wrócić. Choćby rozmowy z Tygrysią Smugą, ciepły oddech Mrocznego Omenu na swojej skórze. Albo sięgając jeszcze dalej, dziecięce przepychanki z Lamparcim Rykiem, moment, w którym Koguci Dziób był z niej dumny, może nawet treningi z Miętową Gwiazdą, po raz pierwszy poczucie się docenionym. A teraz zniknęli, daleko w środku lasu, który pozostawiła za sobą  znienawidzona przez wszystkich, których miała okazję poznać. Kryła się gdzieś po cieniach, poza zasięgiem ich pazurów. Jak żałosny tchórz. Ważne było jednak, że żyła, a to jedynie otoczka miasta sprawiła, że jej łeb nie wisi teraz na jakimś drzewie. Żaden klanowiec nigdy z własnej woli nie wybrał się do tego gąszczu skały i metalu. Jednak wiedziała, że kiedyś ją znajdą i będą oczekiwać zemsty, jak ona wiele razy. A wtedy nie będzie już gdzie uciekać, bo sprawiedliwości nareszcie stanie się zadość.

27 czerwca 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Rysia

Samotne patrole były tym, czego nieraz najbardziej potrzebowała. Możliwość ucieczki od klanowych problemów i zgiełku, który panował w obozie, była wręcz kojąca dla jej duszy. Żadnych krzyków, żadnych kłótni i brak oznak znienawidzonego przez nią rasizmu. W tym momencie otaczała ją jedynie cisza, nawet szum wiatru wydawał się niemy, kiedy powoli przemierzała trawiaste tereny. Starała się wyłapać jak najwięcej szczegółów ze swojego otoczenia. Piękno przyrody było niesamowite, a podziwianie jej tylko wzmacniało jej aktualny stan. Niczym się nie przejmowała, a jej myśli nie były pochłonięte troskami.
Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy prócz woni kwiatów, kolejny zapach podrażnił jej nozdrza. Tym razem mniej przyjemny, wręcz obcy i wzbudzający niepokój. Wyprostowała się, starając się objąć wzrokiem jak największy obszar i wypatrzeć potencjalne zagrożenie. Coś zdecydowanie było nie tak i nie mogła tego pozostawić bez upewnienia się, że na terenach klanu nie kryje się żadne niebezpieczeństwo.
Korzystając ze zmysłu węchu, ruszyła w stronę źródła zapachu, który stawał się intensywniejszy z każdym krokiem. Miała nadzieję, że nic nie wyskoczy jej niespodziewanie na łeb. Zdecydowanie była zbyt młoda, by umierać. I wciąż żyła ze zbyt dużym poczuciem braku spełnienia.
W końcu spostrzegła nieznajomą sylwetkę. Nie wiedziała, czy to kwestia umaszczenia, czy brudu na ciele, ale sierść kotki posklejana była od błota i pokryta w dodatku piaskiem.
Ruda rzuciła krótkie ostrzeżenie. Nie lubiła przemocy fizycznej, więc miała nadzieję, że ten ktoś odpuści sobie walkę. Załatwią to szybciej w sposób pokojowy, niż jakby miały rzucić się sobie do gardła. Zresztą, jej wystarczyło krwi i śmierci po ostatniej wojnie. Nie chciała nigdy więcej widzieć jakiegokolwiek trupa.
— Tygrysia Smugo?
Osłupiała. Dawno nikt tak nie wybił jej z rytmu, jak ta zdziczała samotniczka teraz. Skąd znała jej imię? Spięła się, starając się, chociaż z zewnątrz zachować spokój. To spotkanie nie podobało jej się coraz bardziej.
— Kim jesteś? — dopytywała.
— Poznajesz mnie? — Nieznajoma postawiła jeszcze jeden krok w tył. — Ryś?
Burzaczka ponownie zdrętwiała, słysząc jej słowa. To nie było możliwe, by jej dumna siostra, wojowniczka Klanu Klifu, zapuściła się do takiego stanu.
— Nie podszywaj się pod nią — syknęła ciszej, starając się wypatrzeć jakiekolwiek znaki rozpoznawcze na ciele kotki. Rzeczywiście, ciemna warstwa na jej ciele to tylko brud, futro pod nią wydawało się jaśniejsze. Czy jednak była to kremowa barwa, którą tak dobrze zapamiętała?
— Nie mogę podszywać się pod samą siebie — odparła ostrzej, na co Tygrys drgnęła.
Teraz ten głos zdecydowanie zdawał się bardziej znajomy. Silny, a nie zmęczony i pozbawiony sił jak ten, którym za pierwszym razem wypowiedziała jej imię.
Oczy... Te błękitne, jasne ślepia, wpatrujące się w nią wyczekująco. Widziała je już, raz, na tym jednym zgromadzeniu. Nie dało się ich wyprzeć z pamięci.
— Udowodnij to — nakazała, choć jej ciało samo zdradzało, że powoli ulega i zaczyna wierzyć. Rozluźniła się, a mimo to wciąż nie spuszczała wzroku z intruza.
— Jak? — mruknęła. — Naprawdę mnie nie poznajesz? — westchnęła.
Tygrysia Smuga zawahała się. Może jej się zdawało, ale słyszała pewien zawód w jej głosie, przez co — pomimo tego, że wciąż nie była pewna, czy to jej siostra — poczuła wstyd.
— Sama nie wiem — palnęła, co było głupie, ale tylko to przyniosła jej ślina na języku. — Jesteś... Masz te oczy, tę posturę, ten sam głos... — wymieniała, przyglądając się dalej — ale twoje futro...
— Wiem, jest brudne — przerwała jej.
— Coś się stało w Klanie Klifu, że tak wyglądasz? — zapytała, powoli akceptując fakt, że to Rysi Puch. — Potrzebujecie pomocy? Poza tym... Co ty tu robisz? Przyszłaś, by mnie spotkać, czy twoje cele są jednak inne i powinnam się obawiać?
Mimowolnie kącik jej pysk drgnął. Serce zabiło mocniej, gdy po raz kolejny powtórzyła sobie w głowie, że nie jest sama na tym świecie. Ma kogokolwiek w rodzinie, na kim jej zależy.

<Ryś?>

11 czerwca 2022

Od Rysia do Tygrysiej Smugi

Mogła tylko składać modły w podziękowaniu na porę nowych liści. Jej głód już nie odbijał się tak bardzo na zdrowiu, a kondycja sierści znacząco się polepszyła, tak jak samopoczucie kocicy. Nie musiała godzinami leżeć w legowisku z podartych liści i stęchłego mchu. Mogła przeznaczyć na polowanie. Starała się jak najlepiej maskować swój zapach. Swe potrzeby zakopywała jak najgłębiej, resztki jedzenia wyrzucała jak najdalej. Wiele razy już niemal życiem przypłaciła siedząc tu i narażając się na patrole. Nie pamiętała kiedy ostatnio jej sierść była chociaż minimalnie czysta. Aby się kryć musiała być okryta błotem, piaskiem i kurzem, czy tego chciała czy nie. Wykrycie było gorsze niż sama śmierć. Skażą ją na tortury, oddadzą do Klanu Wilka, gdzie Mroczny Omen własnoręcznie ją zabije. Na myśl o czarnym kocurze przeszedł ją dreszcz. Te wszystkie wspomnienia z wilczakiem uderzyły w nią jak kula armatnie w łeb. 
Była naiwna, by myśleć, że znaczy dla niego cokolwiek. Nawet nie był najpiękniejszym z kotów. Jego głos nie wydawał się mieć w sobie żadnej czułości. Każdy dotyk nie sprawiłby, że poczułaby szczęście, przywiązanie. Teraz był jak cierniowe kolce raniące jej skórę. Żadne z jego słów nie było prawdziwe. Była wykorzystana i zdradzona. Wycisnął z niej jak najwięcej i odłożył na śmietnik, nie licząc się z niczym. On jej nienawidził. Jak już mówiła, nie wahałby się przed wydzieleniem okrutnej sprawiedliwości. Jakby mógł wgryzłby się w jej gardło bez najmniejszego wyrzutu sumienia. Nigdy nie zależało mu na niej, tylko na tej durnej czwórce kociąt.
Dlaczego więc na tereny wilczaków patrzyła z tęsknotą? Dlaczego w głębi duszy chciała dojrzeć te białe kosmyki sierści, chociaż chowała się przed najmniejszym szelestem? Właśnie, dlaczego. Ryś nie wiedziała. Nie miała pojęcia co ją ściska w brzuchu. Pragnęła usłyszeć od niego chociaż jeszcze raz, że ją kocha. Chciała być karmiona kłamstwami po sam grzbiet w słodkiej niewiedzy, prowadząc życie jak z bajki. Być po prostu na tyle głupia, aby żadne problemy nie dotyczyły jej małego rozumu. Ale Ryś nie miała mózgu złożonego z dwóch ziemniaków połączonych ładowarką od smartfona. Na szczęście i na nieszczęście.
Rytyna weszła arlekince w krew. Musiała się zagłębiać miejscami nieco głębiej poza polanę od zgromadzeń, by nie umrzeć z głodu. Najczęściej wychodziła tam nocami i zbierała jak najwięcej jedzenia ile mogła. Zjadała wszystko, co wpadło jej do łap – poczynając od gryzoni, kończąc na królikach, których tak nienawidziła jeszcze parę księżycu temu. Z tego co łamała, robiła sobie niewielkie zapasy. Tym razem jednak brzuch wrzeszczał prosząc o jadło, a leże świeciło pustkami. Obejrzała się dookoła skały, ale jak na złość nic nie zamierzała tu zawitać na ubój. Nie chciała tak żyć. Chciała znowu być w Klanie i nie musieć się martwić o jutro. Nie chciała popaść w większą melinę niż teraz, więc po kilku godzinach wygłodniałego czekania na cud zwlokła się z wyra. 
Wychyliła łeb poza ostre rokitniki, powlekła łapami. Klan Burzy wydawał się być jej najbezpieczniejszą ostoją. Zauważyła, że burzaki i wilczaki wykraczali daleko poza swoją wcześniejszą granicę. Miała wrażenie, że stało się coś. Jakaś bitwa, którą przespała? Może bunt? Szybko wróciła do siebie i zaczęła szukać zwierzyny. Potrzebuje jedzenia, nie filozofii do życia.
Musiała się oddalić od bezpiecznej ostoi jeszcze bardziej. Futro na karku paliło ją ze stresu. Było już po niej, jeśli ktoś czujnym okiem wytropił ją jak mysz. Zawiał mocniejszy wiatr, wzbijając w powietrze piach, co rozproszyło słabą woń piszczki, którą wyczuła ledwie chwilę temu. Na osty i ciernie! Mogła złapać tą nornicę. Przeklnęła kilka razy pod nosem i powąchała powietrze. Otworzyła pysk, pozwalając, aby każda woń z otoczenia mogła trafić tam, gdzie ją zweryfikuje. Świeża trawa, deszcz, wróbel... burzak?!
Zjeżyła sierść na karku. Już jest martwa. Nie żyje. Trup. Zimny nieboszczyk pochowany w kałuży. Zjedzą ją wrony, a później robaki. Trafi tam, gdzie nie ma gwiazd. Będzie przeżywać wieczną mękę.
Warknęła coś niezrozumiałe sama do siebie. Nigdy nie było za późno, by uciekać, ale zdrętwiały białe łapy Rysia, gdy jedynie usłyszala głośniejsze kroki. Widziała już wyprostowaną, rdzawą sylwetkę na pobliskim wzgórzu. Tak będzie wyglądał jej marny koniec. Ona, dumna wojowniczka Klanu Klifu, Rysi Puch zginie zamordowana brutalnie przez patrolowcę burzaków. A potem kałuża i wrony. Zapomniana i bez możliwości powrotu.
Ruda ją zauważyła. Zaczęła szybszym krokiem pokonywać odległość między nimi. Ryś zjeżyła się na jeża i wydała z siebie gardłowe syknięcie. Cofnęła się o połowę długości lisa, wraz ze zbliżaniem się wojowniczki.
– Te tereny należą do Klanu Burzy. Jeśli nie wyniesiesz się dobrowolnie, będę zmuszona do użycia siły. – mruknęła do niej z ostrzeżeniem. Gdy ujrzała ją bliżej wydawała jej się być znajoma. Potwornie znajoma. Ale przecież nie znała żadnego kota z Klanu Burzy. Oprócz Tygrysiej Smugi oczywiście. Nie ważne jak by chciała, to nie mogła być właśnie Tygrys  Ona przecież miała jasną, niemal kremową sierść w rudy, dymny wzór. Miała też skarpetkę na przedniej łapie i białą końcówkę kity. No i oczywiście błękitne oczy, których się nie dało pomylić.
Kurwa, przecież to ona.
Odnalazła ją po tylu księżycach. Nie rozmawiały ze sobą nigdy poza jednym zgromadzeniem. Nie widziała jej przez tyle pełni. Jaka była szansa, by przed nią ukazała się akurat Tygrys?
– Tygrysia Smugo? – wyprostowała się, co skutkowało sykiem siostry. Nie poznawała jej, ale była zdziwiona tym skąd zna jej imię.
– Kim jesteś? – odpowiedziała twardo.
– Poznajesz mnie? – postawiła jeszcze jeden krok w tył. – Ryś?

<Tygrys?>