Gdy Makowa Iluzja była jeszcze uczniem
Makowa Łapa spojrzała na nią z lekkim uśmiechem.
— Naprawdę tak myślisz?
— Oczywiście, głuptasie — mruknęła Kocimiętkowy Wir, przewracając oczami. — Gdybym w ciebie nie wierzyła, nie marnowałabym tyle czasu na gadanie ci tego samego — ruda uczennica zaśmiała się cicho. Chociaż nadal miała wątpliwości, słowa siostry sprawiły, że ciężar w jej piersi stał się odrobinę lżejszy. Może faktycznie nie musiała być idealna, żeby pewnego dnia zostać prawdziwą wojowniczką Klanu Wilka.
Ruda kotka wstała jak zawsze rano przy pierwszym świergocie ptaków. Zimne powietrze dotarło do jej nozdrzy, mimo iż w legowisku wojowników było ciepło i przytulnie. Do jej uszu dotarły słuchy, że kilka Wilczaków zostało rannych, ale nie pamiętała z jakiego powodu. Przeciągnęła się leniwie, po czym uniosła łeb i rozejrzała się po legowisku. Większość wojowników zdążyła już wyjść z nory, a ci, którzy jeszcze zostali, powoli budzili się do życia. Strząsnęła z futra resztki mchu i ruszyła w stronę wyjścia. Gdy opuściła legowisko, poranne światło oślepiło ją na krótką chwilę. Obóz powoli wypełniał się ruchem. Jedni wymieniali się zdobyczą, inni rozmawiali przy stosie zwierzyny, a uczniowie już czekali na swoich mentorów. Spojrzenie rudej kotki mimowolnie powędrowało w stronę legowiska medyczki. Zapach świeżych ziół mieszał się tam z wyraźną wonią krwi, co tylko przypomniało jej o rannych Wilczakach. Przez moment zastanawiała się, co właściwie wydarzyło się poprzedniego dnia i czy wszyscy z tego wyszli. Makowa Iluzja skierowała swoje kroki w stronę legowiska medyków. Gdy wsunęła łeb do środka, od razu uderzył ją zapach ziół. Cisowe Tchnienie wraz z Chudym Grzbietem uwijali się pomiędzy rannymi wojownikami, zmieniając okłady i rozdzielając świeże zioła. Nie chcąc im przeszkadzać, ruda kotka tylko omiotła wzrokiem legowisko i wyszła na zewnątrz. Tuż obok wejścia zauważyła Aksamitkowy Nos. Na jej boku widniało kilka świeżych zadrapań, a futro na karku wciąż było nastroszone. — Aksamitkowy Nosie, co się właściwie stało? Słyszałam tylko, że ktoś został ranny — zapytała Makowa Iluzja. Wojowniczka westchnęła i usiadła. — O świcie patrol natknął się na wygnanego wojownika z Klanu Burzy. Przekroczył naszą granicę i zapuścił się głęboko w las. Razem z Gwiazdnicowym Blaskiem i Wąsatkowym Ruczajem ruszyłyśmy za nim — na wspomnienie walki Aksamitkowy Nos poruszyła obolałym barkiem. — Próbowałyśmy go zatrzymać i zmusić do wyjaśnień, ale od razu rzucił się do walki. Był silniejszy, niż się spodziewałyśmy. Wszystkie odniosłyśmy rany. Dopiero Tygrysiej Nocy udało się go obezwładnić.
— Kim był? — zapytała cicho Makowa Iluzja.
— Oczywiście, głuptasie — mruknęła Kocimiętkowy Wir, przewracając oczami. — Gdybym w ciebie nie wierzyła, nie marnowałabym tyle czasu na gadanie ci tego samego — ruda uczennica zaśmiała się cicho. Chociaż nadal miała wątpliwości, słowa siostry sprawiły, że ciężar w jej piersi stał się odrobinę lżejszy. Może faktycznie nie musiała być idealna, żeby pewnego dnia zostać prawdziwą wojowniczką Klanu Wilka.
Teraźniejszość
Ruda kotka wstała jak zawsze rano przy pierwszym świergocie ptaków. Zimne powietrze dotarło do jej nozdrzy, mimo iż w legowisku wojowników było ciepło i przytulnie. Do jej uszu dotarły słuchy, że kilka Wilczaków zostało rannych, ale nie pamiętała z jakiego powodu. Przeciągnęła się leniwie, po czym uniosła łeb i rozejrzała się po legowisku. Większość wojowników zdążyła już wyjść z nory, a ci, którzy jeszcze zostali, powoli budzili się do życia. Strząsnęła z futra resztki mchu i ruszyła w stronę wyjścia. Gdy opuściła legowisko, poranne światło oślepiło ją na krótką chwilę. Obóz powoli wypełniał się ruchem. Jedni wymieniali się zdobyczą, inni rozmawiali przy stosie zwierzyny, a uczniowie już czekali na swoich mentorów. Spojrzenie rudej kotki mimowolnie powędrowało w stronę legowiska medyczki. Zapach świeżych ziół mieszał się tam z wyraźną wonią krwi, co tylko przypomniało jej o rannych Wilczakach. Przez moment zastanawiała się, co właściwie wydarzyło się poprzedniego dnia i czy wszyscy z tego wyszli. Makowa Iluzja skierowała swoje kroki w stronę legowiska medyków. Gdy wsunęła łeb do środka, od razu uderzył ją zapach ziół. Cisowe Tchnienie wraz z Chudym Grzbietem uwijali się pomiędzy rannymi wojownikami, zmieniając okłady i rozdzielając świeże zioła. Nie chcąc im przeszkadzać, ruda kotka tylko omiotła wzrokiem legowisko i wyszła na zewnątrz. Tuż obok wejścia zauważyła Aksamitkowy Nos. Na jej boku widniało kilka świeżych zadrapań, a futro na karku wciąż było nastroszone. — Aksamitkowy Nosie, co się właściwie stało? Słyszałam tylko, że ktoś został ranny — zapytała Makowa Iluzja. Wojowniczka westchnęła i usiadła. — O świcie patrol natknął się na wygnanego wojownika z Klanu Burzy. Przekroczył naszą granicę i zapuścił się głęboko w las. Razem z Gwiazdnicowym Blaskiem i Wąsatkowym Ruczajem ruszyłyśmy za nim — na wspomnienie walki Aksamitkowy Nos poruszyła obolałym barkiem. — Próbowałyśmy go zatrzymać i zmusić do wyjaśnień, ale od razu rzucił się do walki. Był silniejszy, niż się spodziewałyśmy. Wszystkie odniosłyśmy rany. Dopiero Tygrysiej Nocy udało się go obezwładnić.
— Kim był? — zapytała cicho Makowa Iluzja.
— Przedstawił się jako Dziki Berberys. Powiedział, że został wygnany z Klanu Burzy, ale nie wyznał z jakiego powodu. Teraz jego los będzie zależny od decyzji Zalotnej Gwiazdy — odpowiedziała jej koteczka, a Makowa Iluzja skinęła głową. Nie spodziewała się, że zwykły poranek przyniesie tyle zamieszania. Makowa Iluzja szybko pożegnała się z medykami i powiedziała, że gdyby Aksamitkowy Nos czegoś potrzebowała, może ją wołać. Makowa Iluzja szybko pożegnała się z medykami i powiedziała, że gdyby Aksamitkowy Nos czegoś potrzebowała, może ją wołać. Ruda kotka skinęła głową w stronę wojowniczki, po czym ruszyła w stronę wyjścia z legowiska. Przez chwilę jeszcze słyszała cichy szelest ziół oraz przytłumione rozmowy dochodzące z wnętrza nory. Zapach krwi nadal unosił się w powietrzu, przypominając o wydarzeniach na granicy. Makowa Iluzja przystanęła na moment i spojrzała na obóz Klanu Wilka. Wojownicy powoli wracali do swoich obowiązków, jednak pod pozornym spokojem wciąż dało się wyczuć napięcie. Miała nadzieję, że Dziki Berberys nie sprowadzi na ich klan kolejnych kłopotów. Nie chcąc dłużej siedzieć wśród gwaru obozu, postanowiła wybrać się na krótki spacer. Chłodne powietrze i cisza panująca poza obozem mogły pomóc jej uporządkować myśli. Ruszyła więc jedną ze ścieżek prowadzących w głąb terenów Klanu Wilka, pozwalając, aby szum drzew i śpiew ptaków odciągnęły jej uwagę od porannych wydarzeń. Po pewnym czasie zwolniła kroku, gdy wyczuła w powietrzu obcy zapach. Nie należał on do żadnego znanego jej wojownika ani do żadnego z klanowych patroli. Ruda kotka uniosła głowę i ostrożnie rozejrzała się po okolicy. Między drzewami dostrzegła sylwetkę białej kotki z czarnymi uszami i charakterystycznymi ciemnymi plamkami na pysku. Makowa Iluzja nie znała jej. Nie wiedziała, kim jest ani co robi na terenach w pobliżu Klanu Wilka, dlatego zatrzymała się w bezpiecznej odległości, uważnie obserwując nieznajomą. — Kim jesteś? — zapytała spokojnie, lecz czujnie. Biała kotka jej odpowiedziała ze spokojem w głosie.
— Huh? Jestem Mewa, Wilczy Skowyt z twojego klanu to mój partner! — wyznała samotniczka z dumą i stoickim spokojem. Ruda kotka aż otwarła pysk z wrażenia. Że ten czekoladowy wojownik z jej klanu miał za partnerkę samotniczkę?! Nie do wiary!
— Że ty?! Wilczy Skowyt?! Chociaż... tak… Siostra mi coś mówiła…? Nie pamiętam! Ale lepiej stąd znikaj! Patrol poranny niedługo wyruszy… — ostrzegła ją po cichu i powoli odeszła, jeszcze co kilka kroków odwracając się do tyłu.
Po dotarciu do obozowiska zatrzymała się wręcz z piskiem i wrąbała w siostrzyczkę.
— Kocimiętko! Nie uwierzysz, czego się dowiedziałam na spacerze! Twoja plotka jest jednak prawdziwa! Wilczy Skowyt kręci z samotniczką! — wydarła się do ucha swojej siostrze, a oczy zielonookiej rozbłysnęły.
— Ha! I co! Wiedziałam! — zadowolona z wieści siostry aż podniosła ogon do góry. Tą wiadomością będzie mogła szantażować czekoladowego tylko, ile będzie chciała! — Ale nie wiesz ode mnie nic! Żadnego słowa Ci nie pisnęłam! Zrozumiałaś, siostrzyczko? — mruknęła rozbawiona Makowa Iluzja.
— A może przejdziemy się razem i poszukamy jego miłości razem? Może nawet ją schwytamy! — odparła Kocimiętkowy Wir, na co Mak jej odpowiedziała:
— Huh? Jestem Mewa, Wilczy Skowyt z twojego klanu to mój partner! — wyznała samotniczka z dumą i stoickim spokojem. Ruda kotka aż otwarła pysk z wrażenia. Że ten czekoladowy wojownik z jej klanu miał za partnerkę samotniczkę?! Nie do wiary!
— Że ty?! Wilczy Skowyt?! Chociaż... tak… Siostra mi coś mówiła…? Nie pamiętam! Ale lepiej stąd znikaj! Patrol poranny niedługo wyruszy… — ostrzegła ją po cichu i powoli odeszła, jeszcze co kilka kroków odwracając się do tyłu.
***
Po dotarciu do obozowiska zatrzymała się wręcz z piskiem i wrąbała w siostrzyczkę.
— Kocimiętko! Nie uwierzysz, czego się dowiedziałam na spacerze! Twoja plotka jest jednak prawdziwa! Wilczy Skowyt kręci z samotniczką! — wydarła się do ucha swojej siostrze, a oczy zielonookiej rozbłysnęły.
— Ha! I co! Wiedziałam! — zadowolona z wieści siostry aż podniosła ogon do góry. Tą wiadomością będzie mogła szantażować czekoladowego tylko, ile będzie chciała! — Ale nie wiesz ode mnie nic! Żadnego słowa Ci nie pisnęłam! Zrozumiałaś, siostrzyczko? — mruknęła rozbawiona Makowa Iluzja.
— A może przejdziemy się razem i poszukamy jego miłości razem? Może nawet ją schwytamy! — odparła Kocimiętkowy Wir, na co Mak jej odpowiedziała:
— Oszalałaś?! Nie będę chwytać bezbronnych samotników — burknęła stanowczo ruda. Jej siostrzyczka wzruszyła ramionami i powiedziała:
— Ale przejść się na spacer i wyciągnąć od niej więcej informacji zawsze można prawda?
— No… Można! Ciekawe czego jeszcze się od niej dowiemy! To poczekaj, tylko coś zjem! Nie jadłam od rana — mruknęła Makowa Iluzja. Kocimiętka skinęła łbem i usiadła przy wejściu do obozowiska, a bursztynowooka skierowała się do stosu ze zwierzyną, z którego wyciągnęła sporych rozmiarów mysz, którą zaczęła powolnymi ruchami wcinać na tyle, mocno się w nią wgryzając, że pobrudziła sobie całe wąsy. Szybkim ruchem języka zmyła z siebie i wąsów resztki pożywnego posiłku. Pobiegła do swojej siostry i znowu prawie wylądowała na jej pysku.
— To co? Idziemy? Ty nie jesteś głodna, siostro? — zapytała Mak swojej siostry. Ta jej odparła pokręceniem swoim łbem, po czym obydwie kotki wyruszyły z ciepłego obozowiska Klanu Wilka. Zimne powietrze uderzyło w ich pyski, na co Makowa Iluzja się skrzywiła z wrażenia, gdyż w obozowisku powietrze było przyjemne.
— No… Można! Ciekawe czego jeszcze się od niej dowiemy! To poczekaj, tylko coś zjem! Nie jadłam od rana — mruknęła Makowa Iluzja. Kocimiętka skinęła łbem i usiadła przy wejściu do obozowiska, a bursztynowooka skierowała się do stosu ze zwierzyną, z którego wyciągnęła sporych rozmiarów mysz, którą zaczęła powolnymi ruchami wcinać na tyle, mocno się w nią wgryzając, że pobrudziła sobie całe wąsy. Szybkim ruchem języka zmyła z siebie i wąsów resztki pożywnego posiłku. Pobiegła do swojej siostry i znowu prawie wylądowała na jej pysku.
— To co? Idziemy? Ty nie jesteś głodna, siostro? — zapytała Mak swojej siostry. Ta jej odparła pokręceniem swoim łbem, po czym obydwie kotki wyruszyły z ciepłego obozowiska Klanu Wilka. Zimne powietrze uderzyło w ich pyski, na co Makowa Iluzja się skrzywiła z wrażenia, gdyż w obozowisku powietrze było przyjemne.
— Chodź za mną, Kocimiętko! — Makowa Iluzja krzyknęła i udała się truchtem w miejsce, w którym spotkała pierwszy raz samotniczkę. Kocimiętka, nadążając za zielonooką, dotarły w miejsce, gdzie Mewa pokazała się Makowi, po raz pierwszy.
< Kocimiętko? Czujesz to? była tu 5 minut temu!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz