Przeszłość
Wrona lekko uśmiechnęła się do byłego członka Świetlików i odparła:
– Naprawdę bardzo dobrze, dziękuję. Myślę, że wspinam się bez zarzutu, całkiem dobrze poluje i walczę. Niedługo skończę dziesięć księżyców, może Czereśnia zgodzi się na mianowanie mnie wtedy? – poruszyła ogonem, idąc w kierunku pnia. Czereśnia akurat skończył rozmowę.
– Chodź, Wrono, trzeba zanieść zwierzynę dla pobratymców.
– Dobrze, Czereśnio! – kotka podniosła z zadowolenia ogon do góry i podążyła za mentorem.
Teraźniejszość
Tegoroczna Pora Nagich Drzew była wyjątkowo mroźna. Wrona przemierzała obóz pełen śniegu, zostawiając w nim głębokie ślady. Nagle do jej oklapłych uszu dotarł chichot. Obróciła się w stronę dźwięku, dobiegał on z legowiska wojowników, a raczej pod nim. Siedzieli tam Kolendra, Szafran oraz najnowszy nabytek – Poinsecja. Grupka kotów mierzyła obóz wzrokiem, szepcząc coś do siebie. Kotkę to już irytowało. Otóż to nie był rzadki widok, od paru dni ta banda ciągle kogoś obgadywała. Tak często, że nawet uczniowie zniżali głos, aby nie stać się celem siatki szpiegowskiej. Kotka miała tego dość, na dodatek usłyszała, że mówią źle o uszach jej oraz jej matki. Miała już tego po dziurki w nosie.
– Z czego tak się śmiejecie? – zapytała.
Grupka popatrzyła na nią ze zdziwieniem, a Poinsecja nawet z niesmakiem.
– Śmiejemy się z żartów Kolendry – odpowiedziała spokojnie Szafran, która zazwyczaj była trzecią kotką, gdy mówiło się o plotkującej bandzie.
– Szafranie, nie musisz się spowiadać przed uczennicą – rzekła Poinsecja, rzucając zawadiacko wzrok w stronę Wrony.
– Poinsecjo, to już nie uczennica, przecież od trzech księżyców jest zwiadowcą! – poprawił ją Kolendra.
– Och! Przepraszam, po prostu jest taka młoda… zazdroszczę.
Dymna nie umiała stwierdzić, czy liliowa mówi prawdę, czy sobie żartuje.
– W każdym razie, chcę tylko powiedzieć, że plotki, które rozpuszczacie są raniące i bulwersujące. Niektóre koty chodzą wściekłe, niektóre przestały się śmiać. Proszę was, zaprzestanie tego.
Kolendra kiwnął głową. Nie wiedziała, czy cokolwiek do nich doszło, ale trudno, najwyżej będzie drugi raz.
Odeszła w stronę stosu zwierzyny i zauważyła czarnego, brodatego ucznio-wojownika, Śnienie, który jadł ze spokojem nornicę. Postanowiła do niego zagadać.
– Witaj Śnienie! Jak dzień mija?
<Śnienie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz