Łzawa Łapa wsunęła się do legowiska uczniów z taką swobodą, jak gdyby należała do niego od zawsze, choć doskonale wiedziała, że właściwie, to wchodzi tu dopiero pierwszy, może drugi raz.
Nigdy nie czuła potrzeby, by zaglądać do brata.
Większość dni spędzała u boku Wdzięcznej Firletki, ucząc się nazw ziół, porządku panującego w medycznym legowisku oraz obowiązków, które z każdym kolejnym wschodem słońca stawały się coraz większą częścią jej życia. W legowisku medyka zawsze ktoś z nią rozmawiał. Mentorka cierpliwie odpowiadała na każde pytanie, Wełnista Mszyca od czasu do czasu pokazywała jej coś nowego, a chorzy, którzy przychodzili po pomoc, niemal zawsze spoglądali właśnie na nią, kiedy siedziała obok medyczki.
Ciężkie westchnienie wyrwało się z pyska Milknącej Łapy niemal natychmiast, gdy tylko dostrzegł jej sylwetkę.
Och.
Już sama ta reakcja sprawiła jej drobną satysfakcję!
Skoro wzdychał na jej widok, oznaczało to, że wiedział, iż nie przynosi ze sobą niczego dobrego.
— Czego chcesz? — prychnął, unosząc ku niej znużone spojrzenie. — Przyszłaś ponabijać się z brata? A może Wdzięczna Firletka wysłała cię do brudnej roboty?
Łzawa Łapa przechyliła lekko głowę, a na jej pyszczku rozkwitł ciepły, serdeczny uśmiech, który dla większości kotów wyglądałby zupełnie niewinnie.
— Hm...? Ach, przyszłam zobaczyć, co u ciebie, Milcząca Fajtłapo.
Celowo zaakcentowała przezwisko, wymawiając je powoli i z wyraźną przyjemnością, po czym z uwagą zaczęła obserwować jego pysk. Chciała zobaczyć, jak zareaguje. Dowiedzieć się, czy udało jej się w niego uderzyć, czy też nie wywołała na nim żadnego wrażenia. Czy jej odpowie? Czy może po prostu to przemilczy, jak to miał w zwyczaju robić?
Im dłużej się temu przyglądała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że wymyśliła naprawdę udane przezwisko. Pasowało do niego idealnie!
— Widzę, że nie cieszysz się z moich odwiedzin... Czy coś się stało?
Na jej pysku nadal gościł ten sam ciepły uśmiech, choć z każdą kolejną chwilą coraz trudniej było ukryć błysk złośliwej satysfakcji, który zatańczył w błękitnych oczach. Patrzyła na brata z wyczekiwaniem, niemal delektując się jego zniechęceniem.
Nie zapomniała.
I była niemal pewna, że nigdy nie zapomni.
Wystarczyło jedno spojrzenie na Milknącą Łapę, aby przed oczami ponownie stanęła jej ceremonia mianowania. Nadal pamiętała dumę rozpierającą jej pierś, gdy całe zgromadzenie patrzyło właśnie na nią, a Zawodzące Echo wypowiadał jej nowe imię. Chciała zobaczyć, jak ojciec do niej podchodzi, by pogratulować jej obranej ścieżki, życzyć jej powodzenia. To przecież miał być jej moment…
A jednak została kompletnie pominięta, jak gdyby jej sukces nie był szczególnie ważny. To Zew miał okazję poczuć radość, to pewnie on słyszał szczere gratulacje i czuł się wyróżnionym.
To wspomnienie nie chciało jej opuścić.
Za każdym razem, gdy do niego wracała, czuła, jak coś nieprzyjemnie zaciska się w jej piersi, a rozdrażnienie powoli ustępowało miejsca potrzebie odegrania się. Nie potrafiła zmienić przeszłości, lecz mogła sprawić, że brat również zapamięta tamten dzień.
I właśnie dlatego tutaj przyszła
Chciała zobaczyć, jak brat opuszcza uszy. Jak spuszcza wzrok. Jak choć przez chwilę czuje się równie mały, jak ona czuła się wtedy.
— Ach, no tak! — parsknęła śmiechem, jakby nagle przypomniała sobie coś wyjątkowo zabawnego. — Przecież ty niemal płakałeś przed swoim mianowaniem!
Pochyliła się nieco bliżej, a jej głos stał się znacznie cichszy i bardziej poufny, dzięki czemu pozostali uczniowie nie mieli szans dosłyszeć ani jednego słowa.
Nie zamierzała jeszcze psuć sobie całej zabawy!
Znacznie ciekawsze było obserwowanie, jak niepewność powoli narasta w jego oczach.
— Mały Zew siedział skulony na końcu żłobka i wyglądał tak, jakby bał się wyjść przed cały klan. Pamiętasz? Myślałam nawet, że za chwilę schowasz się pod jakimś posłaniem.
Zaśmiała się ponownie, a śmiech zabrzmiał… lekko i melodyjnie.
Niemal niewinnie.
— Wielki syn zastępcy bał się zostać uczniem. Musisz przyznać, że brzmi to dość komicznie, prawda, braciszku?
Delikatnie musnęła ogonem jego bark, a gest ten przypominał czułe szturchnięcie, choć oboje doskonale wiedzieli, że nie kryła się za nim żadna serdeczność.
— Byłoby naprawdę przykro, gdyby wszyscy się o tym dowiedzieli, nie uważasz? W końcu syn zastępcy powinien być odważny. Powinien wzbudzać podziw. Powinien dawać innym przykład, zamiast trząść się jeszcze przed rozpoczęciem szkolenia.
Mówiąc to, od niechcenia przeniosła wzrok na siedzących nieopodal, czekających na swoich mentorów Perłówkową Łapę i Kurzą Łapę, którzy byli całkowicie pochłonięci własną rozmową.
Uśmiechnęła się pod nosem.
— Ciekawe, co pomyśleliby, gdyby dowiedzieli się, że ich kolega tak bardzo bał się własnego mianowania... — zamruczała, po czym ponownie spojrzała bratu prosto w oczy. — Pewnie byliby zaskoczeni... Chociaż kto wie. Może bawiłoby ich to równie mocno, jak bawi mnie.
Urwała na moment, pozwalając ciszy zawisnąć pomiędzy nimi, po czym uśmiechnęła się jeszcze pogodniej niż wcześniej.
— Ale spokojnie — odezwała się w końcu łagodnym, niemal troskliwym tonem. — Na razie nikomu nic nie powiedziałam.
Celowo zaakcentowała ostatnie dwa słowa, jak gdyby właśnie ofiarowała mu coś niezwykle cennego. Brzmiała przy tym niemal serdecznie, a ktoś przysłuchujący się rozmowie z daleka mógłby nawet odnieść wrażenie, że uspokaja zdenerwowanego brata.
Łzawa Łapa wiedziała jednak, że najskuteczniejsze groźby nie brzmiały jak groźby.
— To zależy tylko od ciebie, czy tak pozostanie — dodała miękko, nie odrywając od niego spojrzenia. — Byłoby przecież okropnie, gdyby taka Perłówkowa Łapa albo Kura Łapa zaczęli zastanawiać się, czy mogą ufać komuś, kto najpewniej boi się nawet własnego cienia.
Na moment uniosła wzrok ku pozostałym uczniom, po czym z cichym mruknięciem ponownie spojrzała na brata.
— Chociaż... może przesadzam. — Wzruszyła lekko barkami, jakby naprawdę rozważała taką możliwość. — W końcu każdy ma prawo wiedzieć, z kim dzieli legowisko. Nie sądzisz?
<Milcząca Fajtłapo?>
[880 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz