Krokusowa Kruchość tworzyła właśnie posłanie dla Srebrzystej Równonocy, która w przeciwieństwie do niej, wciąż spała na kamiennej posadzce. Widziała, jak szylkretka kręci się niespokojnie w nocy i usilnie próbuje wkraść się na posłanie Krokus. Zielonooka pomagała śpiącej siostrze ostrożnie zająć miejsce u jej boku, po czym wciskała pysk w jej futro na szyi i sama ponownie zapadała w sen.
Sięgnęła łapą po króliczy puch, gdy wtem spostrzegła zastępczynię lisią długość od siebie. Zamarła, jednak starała się po sobie nie poznać, że obecność zastępczyni ją zaniepokoiła.
— Witaj Krokusowa Kruchość — zagaiła srebrna, zasiadając obok młodszej. — Potrzebujesz może łap do pomocy? — zaproponowała.
— Witaj Skrzydlata Płomykówko — zamruczała w odpowiedzi. — Każda para łap się przyda — przyznała.
Zastępczyni zaczęła tworzyć posłanie z ostałych zapasów traw, puchu i mchu, uszczelniając szpary między gałęziami. Jednak mimo jej chęci, posłanie kształtem nie przypominało legowiska, które w międzyczasie Krokus udało się dokończyć. Jednak z pomocą buraski, zastępczyni w mig nabrała wprawę i ówczesne posłanie zaczynało nabierać wyglądu posłania z prawdziwego zdarzenia.
— W ogóle jak się trzymasz po ostatnich wydarzeniach? Jeśli nie chcesz mówić, to uszanuje twoją decyzję, jednak w razie czego pamiętaj, że masz oparcie i chętnie Cię wysłucham.
Krokusowa Kruchość nabrała wody w usta. Ostrożnie dotknęła wystającej gałęzi tworzącej podstawę nowego legowiska, nerwowo poruszając nosem.
Była żałosna. Jej matka, siostra, a nawet ukochany, mimo że został wygnany pozostali żywi. W przeciwieństwie do Skrzydlatej Płomykówki jej strata była niczym, jednak ból był podobny, a może i nawet większy. Jakim cudem zastępczyni miała siłę na to, aby już od samego początku wspierać ostałych członków Klanu Burzy, stając się kolejnym podtrzymujących filarem ich społeczności. Straciła miłość swego życia, matkę, a w dodatku jej ukochana siostra okazała się należeć do kotów, którzy pragnęli rychłej śmierci Króliczej Gwiazdy.
"Skrzydlata Płomykówka jest kimś, kim chciałabym się stać. Jednak wiem, że nigdy ten dzień nie nadejdzie. Jestem za słaba."
Krokusowa Kruchość podkręciła łebkiem, decydując się na rozmowę z zastępczynię. Była jej to winna.
— Jest mi ciężko, Skrzydlata Płomykówko. Nawet nie wiesz jak bardzo... — Odwróciła szklisty wzrok, skupiając się na trzymanym w łapach posłaniu. Mogła sobie tylko wyobrazić, co tak naprawdę czuję teraz cętkowana. — Wciąż ciężko mi jest przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, jednak dzięki wykonywaniu tych drobnych zadań, jak plecenie posłań czy zamiatanie korytarzy udaje mi się jakoś funkcjonować i zajmować myśli. W-wiem, że nie mogę dokładać zmartwień pozostałym kotom, w szczególności swojej mamie i siostrze... skłamałabym, mówiąc, że nie pragnę skryć się w legowisku wojowników... — Jej pysk drgnął. Spojrzenie młodszej błądziło po pomieszczeniu, aż w końcu z powrotem spoczęło na błękitnookiej kocicy. Poczuła się jeszcze mniejsza i słabsza niż była. — Przepraszam cię. Z całego serca cię przepraszam, Skrzydlata Płomykówko... B-byłam tak blisko Dzikiego Berberysu i jego rodzeństwa, a mimo to... powinnam coś zauważyć... G-gdybym zareagowała, twoja matka... twój partner... — urwała, nie będąc w stanie zaakceptować śmierci burego kocura z łap jego mentorki. Gdyby to jednak za śmierć Skrzypiącego Skrzypu odpowiadałby Dziki Berberys, chyba do końca życia nie byłaby w stanie spojrzeć w oczy Skrzydlatej Płomykówce.
"Nie. Gdybym w porę zareagowała, nie była tak ślepa, jak jestem, mój przyszły partner nie popełniłby największego błędu w swoim życiu."
Mogła odwieść wszystkich spiskowców od popełnienia największego błędu w ich życiu. Wystarczyło poczekać, a nie moczyć łap w krwi. Widziała, że Królicza Gwiazda był starym kocurem, którego życie nie pieściło. Wystarczył poczekać i pozwolić mu odejść, w spokoju.
— To moja wina.
Już kilkukrotnie łapała się na tym, że powinna ponieść karę, jak chociażby siostra zastępczyni czy rodzeństwo Dzikiego Berberysu. Właśnie za to, że nie udało jej się ich w porę powstrzymać i być głosem rozsądku. Jedynie co jej pozostało, to opłakiwać zmarłych, dbać o żywych, jak i nie pozwolić, aby jej pamięć oraz uczucie, którym darzyła Dzikiego Berberysa, nie zgasło.
Bo kochała go w każdej wersji, zarówno za dnia, gdy kilka wschodów słońca udawał się na patrol łowiecki, jak i podczas wspólnych nocy, gdy spoglądali w gwieździste niebo. Nawet wtedy, gdy został wykryty spisek.
<Skrzydlata?>
Event w Klanie Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz