Przeszłość
~ ~ ~
Nie przypuszczał, że zostanie wytypowany na przeciwnika Kryształowej Łapy. Był pewien, że matka wytypuje jakiegoś ucznia lub młodego wojownika w zbliżonym wieku do Kryształowej Łapy, aby szansy termiantorki Cienistej Zjawy były wyrównane. Dlaczego więc to on miał być tym, z którym stoczy pojedynek?
Starał się pozbyć się natrętnej myśli, która wżarła się w jego umysł z chwilą, w której jego imię padło z pyska Zalotnej Gwiazdy.
Wiedział, że jeśli pokiereszuje Kryształową Łapę, jego możliwy związek z Gwiazdnicą będzie jedynie wspomnieniem. Nie miał jednak zamiaru dawać fory swej uczennicy. Musiała uczciwie zwyciężyć w starciu. W starciu, które powie o to, czy jest dobrym mentorem, jak i jego własnej sile i oddaniu Mrocznej Puszczy.
Tylko co jeśli Kryształowa Łapa przegra?
Wiedział, że kocica przy większym fizycznym wysiłku dostawała napadu kaszlu, gdyż kilkukrotnie miało to miejsce i parę razy odprowadził ją do medyków po przedwcześnie zakończonym treningu. W pewnym sensie jego sprawna podopieczna, okazała się być wybrakowaną jednostką, co nie koniecznie współgrało mu z dostąpieniem zaszczytu jakim było zyskanie wojowniczego miana w Klanie Wilka, jednak dzięki swojej zwinności niebiesko-biała nadrabiała swoje braki oraz słabości. Dlatego też polecił ją matce.
A co jeśli to on przegra?
Na to pytanie odpowiedź nadeszła, szybciej niż przypuszczał. Kryształowa Łapa, czy właściwie Ośnieżony Kryształ, tuż po tym, jak udało się jej pokonać burego w walce i Zalotna Gwiazda nadała jej wojownicze miano, ponownie zbliżyła się do swojego mentora.
— Cienista Zjawo… czy z twoją łapą wszystko w porządku? — zapytała, gdy okrzyki zdążyły ucichnąć.
– Kryszta... Ośnieżony Krysztale. Z moją łapą jest wszystko w jak najlepszym porządku – fuknął, kładąc łapę na podłożu dla potwierdzenia swoich słów. Gdy jednak jego opuszki dotknęły ziemi, na jego pysku pojawił się grymas, którego nie dało mu się w porę ukryć.
– Nie kłam, Cienista Zjawo. Przecież widzę, że coś jest nie tak...
Troskliwy ton głosu jak i jej współczujące spojrzenie denerwowały kultystę. Przypominała mu pewną kotkę, nie tyle co z wyglądu, co z charakteru. Sam sobie dziwił się, że udało mu się jakimś cudem wytrzymać na treningach z przybraną młodszą córką Brukselkowej Zadry. Na szczęście udało mu się doprowadzić jej trening do końca, lecz żałował, że nie udało mu się uczynić z niej kogoś godnego wstąpienia w krąg kultystów.
– Zamiast martwić się moim stanem, skup się, abyś zdołała odbyć wieczorne czuwanie w ciszy, Ośnieżony Krysztale. Chyba nie chcesz, aby któryś wojownik podważył naszą walkę czy czuwanie i zażądał twojego powrotu na ścieżkę ucznia, bo nie potrafisz wytrzymać chwili bez mielenia językiem – pouczył świeżo mianowaną wojowniczkę, po czym niezbyt entuzjastycznie dodał. – Dobra robota. Trochę ci to zajęło, ale spisałaś się.
Z tymi słowami kulejąc oddalił się od kocicy, pozwalając innym kotom zbliżyć się do niej, aby złożyć gratulacje świeżo mianowanej wojowniczce. On natomiast zamiast skierować się do legowiska medyków, skierował się w ciszy w stronę legowiska wojowników i legł na swoim posłaniu, licząc na to, że jego podopieczna nie zechce zająć posłania w promieniu lisiej długości od niego samego.
<Kryształko? wpędziłaś cienistą zjawę w kryzys wieku średniego, wstydź się>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz