Dzisiejszego dnia miał się odbyć ślub Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici. Nie była zbyt chętna na przyjście. Ciężko patrzyło jej się na to, jak traci swoją miłość. Jej serce rwało się na kawałeczki. Czasami zdawała sobie sprawę w momentach takich, jak ten, że jest całkiem sama. Kijankowe Moczary wieczorem przed ślubem wsparł ją na duchu, oraz pomógł jej wpleść więcej kwiatków w jej futro, jak i pofalować je lekko dzięki zasolonej wodzie. Jednak po co miała wyglądać tak pięknie, skoro Trzcinowy Szmer nawet na nią nie spojrzy… Jej własny prezent był zrobiony przez nią i ojca, była to aranżacja kwiatów (niezapominajek), muszelek oraz trzcin wbitych w niektóre miejsca. Na samym środku znajdowała się piękna perła. Nie duża, ale jednak pokaźna. Do góry wspinały się paprotki, tworzące jakby rączkę od koszyczka, a zawiązany był gałązkami z liśćmi i kwiatami. Odłożyła prezent, po czym zdała sobie sprawę, że to drugi ślub na którym jest. Na pierwszy w sumie się włamała, no i ją prawie wyrzucono.
— Cześć, Niezapominajkowa Nadziejo! Co przyniosłaś? — Z jej myśli wyrwała ją Ćmie Mżenie. Odwróciła się do kotki, uśmiechając się.
— Cześć Ćmo. Oh, chodzi ci o prezent? O, ten tutaj. Bardzo się starałam, ciężko było zrobić tą rączkę… Ale jednak po paru bróbach się udało. Spojrzała na przedmiot. Widać było, że Niezka się starała.
— Łał, naprawdę ci wyszło! Ja robiłam razem z Hipnozką korony dla pary młodej.... robiłyśmy to wczoraj wieczorem i dzisiaj rano... prawie się podknęłam w rzece... ALE MAM! ISTNIEJĄ — Dumnie przedstawiła ozdoby z muszelkami. Jedna miała liść trzciny, a druga miała żmijowiec. — nie masz pojęcia ile zajęło nam znalezienie żmijowca. Po za tym, to są takie wiesz, zakładasz za ucho i to sie jakoś trzyma.... nie pytaj jak, ale trzyma się. Wola Gwiezdnych była łaskawa jeśli chodzi o ten twór.
Niezapominajka zaśmiała się, patrząc na kotkę
— Cóż, macie talent! Ja sama nie wiem jak mój koszyk sie utrzymał. Właśnie, gdzie Hipnoza?
— Zniknęła w odmętach gwaru obozowego — odpowiedziała jej kotka.
— Ah, no tak…
— Proszę wszystkich o zajęcie miejsc. Niechaj ceremonia się zacznie! — Dymna spojrzała na Mandarynkową gwiazdę. Jej ciało delikatnie zamarło. Odwlekała ten moment bardzo długo… chciała, aby nie nadszedł… Zajęła z Ćmą miejsca niedaleko przodu ceremonii. Podniosła listki i wyprostowała się. Łabądek powoli zaczęła iść w kierunku liderki co jakiś czas upuszczając pojedyncze listki. Kiedy dotarła na miejsce, ukłoniła się ładnie i zajęła miejsce koło brata. Żmijowcowa Wić kroczył za komicznie skupioną córeczką. Kiedy odchodziła na bok, odprowadził ją wzrokiem. Prędko jednak przeniósł swoją uwagę całkowicie na Mandarynkową Gwiazdę, ale i Trzcinowy Szmer. Niezapominajka nerwowo wbiła pazury w ziemię. Trzcina zajęła miejsce przy ołtarzu. Stanęła naprzeciw Żmijowcowej Wici i skupiła swój wzrok na Mandarynkową Gwiazdę.
— Zebraliśmy się tu dzisiaj żeby uczcić miłość Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici oraz przypieczętować ją oficjalną więzią! — ogłosiła liderka, po czym popatrzyła przez chwilę na oboje państwa młodych, moment później przekierowując wzrok na zgromadzonych. — Jeśli ktokolwiek chce wyrazić sprzeciw niech zrobi to teraz.
Wszyscy wpatrywali się w parą młodą z uśmiechami. Natomiast Niezapominajkowej Nadziei brakowało tchu. Patrzyła na swoje pazury, które wbite były w ziemię. Jej łapy trzęsły się, a w uszach szumiała krew. W końcu nie wytrzymała. Wstała, patrząc desperacko na Trzcinowy Szmer.
— Nie zgadzam się! — na jej krzyk zdziwione westchnienia przeszły całą wyspę, a na pyszczku Trzcinowego Szmeru wymalowany był szok i niedowierzenie. Niezapominajkowa Nadzieja sama nie wierzyła, że to powiedziała… Nigdy nawet nie słyszała takiej kwestii. Czyżby przodkowie byli przeciwni ślubowi? Wybranek szylkretki zamrugał dwa razy, potem znowu dwa razy… Brwi poszybowały mu do góry, a wzrok odnalazł Niezapominajkową Nadzieje. Zmarszczył się z pytajacym wyrazem pyska.
— He..? — kocur był tak samo zdziwiony, jak ona sama. Mandarynkowa Gwiazda patrzyła na parę młodą pytającym wzrokiem. Ćmie Mżenie, która siedziała obok dymnej, wpatrywała się w nią zdziwiona. Niezapominajka po chwili niepewności zdecydowała się znów przemówić.
— Trzcinowy Szmerze, ja… Nie mogę na to pozwolić. Wydarłaś ze mnie moje serce wybierając Żmijowca zamiast mnie. Dzieliłyśmy ze sobą tak wiele chwil, byłam przy tobie, gdy było ci ciężko. Proszę, ja… — zdała sobię sprawę z tego, jak desperacko brzmiała. Być może znak zauważony na jej ostatniej przechadzce, trzciny oraz niezapominajka w strumyku, jednak nie oznaczał tego, co myślała. A może nawet i był zwykłym zbiegiem okoliczności. Teraz delikatnie skuliła się, widząc, że inne koty zerkają na nią z… obrzydzeniem. Czuła się jak księżyce temu w Klanie Wilka. A tylko ona, Trzcinowy Szmer, wiedziała o jej pochodzeniu. Być może tylko ona wiedziałaby jak teraz sie czuje. Ale nie wie, bo… jej nie kocha. Liderka nachyliła się bliżej państwa młodych i szepnęła:
— Chcecie ją wyrzucić?
Żmijowiec odchrząknął i skakał wzrokiem między Trzinowym Szmerem, a liderką.
— Cóż... Jest to skomplikowana sytuacja i może "wyrzucenie" nie było by zbyt... taktowne, ale możemy ją... wyprosić? — zaproponował, ale prędko dodał jeszcze, starając się jak najbardziej, aby jego słowa nie brzmiały jak jakiś swoisty atak. — Chociaż myśle, że najlepiej będzie jeśli to Trzcinowy Szmer zadecyduję, ja nie jestem w żaden sposób związany z Niezapominajkową Nadzieją...
Niezapominajka spojrzała na Ćmie Mżenie obok siebie po tym, jak wzdrygnęła się na jej dotyk. Była roztrzęsiona, sama nie wiedziała, co się z nią dzieje. Co ona narobiła..? Teraz to już na pewno Trzcinowy Szmer jej nienawidzi… Patrzyła na nią teraz przepraszająco… Jednak ta na pytanie liderki skinęła cicho głową. Łzy cisnęły się jej do oczu. Spojrzała na ziemię. Nie mogła nic zrobić. Trzcina chyba nigdy nic do niej nie czuła. Nie była nawet jej znajomej. Czy był sens się o nią troszczyć, skoro ta sama wolała wybrać kocura, który ledwo z nią rozmawiał..? Tak strasznie się zawiodła. Była jednak pewna, że tak tego nie zostawi. Trzcinowy Szmer złamała jej serce… Teraz siedziała pomiędzy Hipnozą a Ćmą, zastanawiając się, czy Klan Gwiazdy w ogóle nad nią czuwa, skoro zaufała takiej… żmii. Tak, pasowała do żmijowca idealnie, bo sama była… żmiją. Wzniosła tylko na chwilę wzrok na kotkę.
— Dobrze więc, Trzcinowy Szmerze. Przykro mi, że księżyce spędzine razem nie znaczyły dla ciebie nic, w porównaniu do mnie. — wysyczała przez zęby z nastroszonym futrem. Na widok podniesionego futra wściekłej kotki kocur niemal mechanicznie się wyprostował i delikatnie przesunął się tak, aby jego ciało zasłaniało szylkretkę siedzącą dalej w szoku obok niego. Zmierzył Niezapominajkę oburzonym, nieco obrzydzonym wzrokiem. Mandarynkowa Gwiazda machnęła ogonem na Błękitną Lagunę, żeby do niej podszedł. Tego było już za wiele. Zastępca oczywiście chwilę później pojawił się koło niej.
— Wyprowadź ją stąd proszę. I dopilnuj, żeby tu nie wróciła do końca wieczoru. — rozkazała stanowczo. Kocur skinął głową i poszedł wykonać swoje zadanie. Nie miała zamiar stawiać oporu. Było to bez sensu. Błękitna Laguna spojrzał na nią nieco zniesmaczony, ale widziała w nim i iskierkę współczucia. Razem z nim wyszła z wyspy, nie zostawiając po sobie niczego oprócz zranionego serca i nieodwzajemnionych uczuć. Cóż mogła rzec, najwyraźniej kotka po prostu nie chciała mieć z nią nic do czynienia… Szła teraz z wyspy, u boku Błękitnej Laguny. Czuła tak mocny zawód… Kocur szedł w chwilę w ciszy, aż w końcu westchnął i odezwał się.
— Wiesz, widziałem, jak spotykasz się czasami w Trzcinowym Szmerem. Trochę się zdziwiłem, gdy wybrała Żmijowca, jednak z drugiej strony byli sobie bliscy. Może po prostu byłaś dla niej tylko przyjaciółką. Przykro mi, Niezapominajko. Jednak musisz wiedzieć, że to, co zrobiłaś, niesie za sobą konsekwencje. Co jeśli już nawet tym dla ciebie nie będzie? Przyjaciółką? — słowa kocura sprawiły, że jej futro paliło się ze strachu. Co jeśli faktycznie tak będzie..? — Przemyśl to. Wracam na wyspę, a ty wracaj do obozu. Miłego wieczoru, Niezapominajko.
Gdy ten odszedł, została sama. Po długiej chwili wpatrywania się w ziemię, jej oddech zaczął drżeć. Odszukała pierwszego lepszego drzewa, po czym z rozrywającym jej serce krzykiem i łzami w oczach zadała w nie cios. Zostawiła na nim pokaźne zadrapanie, utrącając sobie pazura lub dwa, na co pisnęła. Spojrzała ja swoją zakrwawioną łapę, bez jakiejkolwiek emocji. Westchnęła, odwracając się w stronę obozu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz