Po mianowaniu na ucznia
— Kropla! — odpowiedziałam z wyraźną radością. — Dawno cię nie widziałam. Jak się masz?
Nie zdążyłam jednak usłyszeć odpowiedzi, bo zaraz padło kolejne pytanie. Uniosłam lekko brwi, słysząc wzmiankę o zwiadowcach. Na końcu Kropla niemal od razu zaczęła się wycofywać ze swoich słów, spuszczając wzrok i przepraszając, jakby samo zadanie pytania było czymś niewłaściwym. Mimowolnie zrobiło mi się trochę przykro. Nie dlatego, że zapytała, ale dlatego, że wyglądała, jakby spodziewała się, że ktoś zaraz będzie miał do niej pretensje. Usiadłam spokojnie obok niej, zostawiając między nami trochę przestrzeni. Pamiętałam jeszcze z dzieciństwa, że nie przepadała za zbyt bliskim kontaktem, więc nie chciałam jej tego narzucać.
— Wiesz... właściwie to trochę twój interes — odpowiedziałam z cichym śmiechem. — Bo kiedyś byłam prawie pewna, że sama zostanę stróżem.
Na samą myśl o tamtym dniu uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
— Pamiętasz? Bawiłyśmy się w pomocników. Ty byłaś wielkim stróżem, a ja twoją pomocniczką. Leczyłyśmy kawałek mchu i ratowałyśmy wyimaginowane kociaki. Byłam wtedy przekonana, że nie istnieje ważniejsza praca na świecie — zaśmiałam się pod nosem, kręcąc lekko głową.
— W sumie nadal uważam, że jest bardzo ważna. Bez stróżów obóz pewnie szybko przestałby działać tak, jak powinien. Po prostu... z czasem odkryłam, że mnie ciągnie trochę gdzie indziej.
Mój wzrok sam powędrował ku wyjściu z obozu.
— Na samym początku, wszystko wydawało mi się obce. Nawet zwykły spacer poza obozem był czymś zupełnie nowym. Było tyle zapachów, śladów i miejsc, których wcześniej nigdy nie widziałam. Pamiętam, że nie mogłam przestać się rozglądać. Chciałam wiedzieć, dokąd prowadzi każda ścieżka, kto tędy przechodził i co znajduje się za kolejnym wzgórzem.
Westchnęłam cicho, choć na pysku wciąż gościł lekki uśmiech.
— Chyba właśnie wtedy zrozumiałam, że chciałabym zostać zwiadowczynią. Nie dlatego, że praca stróża przestała mi się podobać. Po prostu... poczułam, że las mnie woła. Że chcę go poznawać i pomagać klanowi właśnie w taki sposób.
Przez krótką chwilę przyglądałam się Kropli. Wyglądała na zmęczoną, ale nie tylko fizycznie. Bardziej tak, jakby od dawna nosiła na barkach coś bardzo ciężkiego. To dziwne uczucie ścisnęło mnie gdzieś w środku.
— Ale wiesz co? — odezwałam się znacznie ciszej. — Ja naprawdę cię pamiętam — uśmiechnęłam się ciepło.
— Pewnie myślisz, że dla ciebie to były zwykłe obowiązki. Przychodziłaś do żłobka, pomagałaś karmicielkom i wracałaś do swoich zajęć. Ale dla mnie to nie było takie zwyczajne. Byłaś jedną z pierwszych dorosłych kotek, które pokazały mi, że pomaganie komuś może być czymś naprawdę fajnym — pokręciłam lekko głową. — Nawet jeśli wtedy ratowałyśmy tylko kawałek mchu.
Na chwilę zamilkłam, a potem uśmiechnęłam się pod nosem, przypominając sobie ostatni trening.
— W sumie... ostatnio miałam chyba jeden z najfajniejszych treningów, odkąd zostałam uczennicą — poruszyłam lekko końcówką ogona.
— Rohan zabrała mnie naprawdę daleko od obozu. Dalej niż zwykle. Powiedziała, że zwiadowca powinien umieć czytać las tak, jak wojownik czyta mowę ciała przeciwnika. Wtedy jeszcze nie bardzo rozumiałam, o co jej chodziło. Przecież las jest po prostu... lasem.
Parsknęłam cicho śmiechem.
— Okazało się, że byłam strasznie głupia — spojrzałam na Kroplę z rozbawieniem. — Zatrzymała się nagle i kazała mi spojrzeć pod łapy. Byłam pewna, że zaraz pokaże mi jakiś wyjątkowy kwiat albo zioło. A ona tylko zapytała: "co tu widzisz?". Powiedziałam, że błoto.
Pokręciłam głową z lekkim zażenowaniem.
— Rohan tylko westchnęła i powiedziała, żebym przyjrzała się uważniej. Dopiero wtedy zobaczyłam odciski łap. Byłam pewna, że należą do psa. Takiego dużego. Nawet byłam z siebie dumna, że cokolwiek zgadłam — rozciągnęłam uśmiech. — A ona powiedziała, że to lis.
Na moment spuściłam wzrok.
— Nie mogłam zrozumieć, skąd to wie. Dla mnie wszystkie tropy wyglądały prawie identycznie. Cztery palce, poduszka i tyle. Wydawało mi się, że trzeba mieć jakiś niezwykły dar, żeby widzieć między nimi różnicę.
Westchnęłam cicho.
— Ale Rohan usiadła obok mnie i zaczęła tłumaczyć wszystko bardzo powoli. Pokazywała, gdzie lis stawia łapy, jak głęboko odciska pazury, dlaczego ślady układają się właśnie w taki sposób. Nawet nie zauważyłam, kiedy minęło pół dnia.
Mój ogon poruszył się z wyraźnym ożywieniem.
— Później znaleźliśmy kolejne tropy. Tym razem borsuka. Jeszcze inne zostawił zając. Rohan ciągle zadawała mi pytania. Czasami odpowiadałam dobrze, częściej źle, ale ani razu się nie zdenerwowała — zaśmiałam się cicho.
— Chociaż chyba raz naprawdę miała mnie dość. Uparcie twierdziłam, że ślad należy do lisa, a okazało się, że zostawił go zwyczajny kot z naszego klanu. Do tej pory mi to wypomina.
Na wspomnienie mentorki uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
— Ale wiesz co? Chyba właśnie to lubię najbardziej. To uczucie, kiedy nagle zaczynasz dostrzegać rzeczy, których wcześniej w ogóle nie widziałaś. Teraz kiedy wychodzę z obozu, nie patrzę już tylko przed siebie. Patrzę pod łapy, na krzaki, na połamane gałązki. Zastanawiam się, kto tędy przechodził i jak dawno temu — podniosłam wzrok ku niebu.
— To trochę tak, jakby cały las opowiadał historię, tylko większość kotów nawet nie wie, że można ją przeczytać — odwróciłam głowę z powrotem w stronę Kropli.
— I właśnie dlatego chyba zostałam zwiadowczynią. Bo ciągle mam wrażenie, że jeszcze niewiele umiem. Że każdego dnia mogę nauczyć się czegoś nowego. Nie wiem, czy będę najlepszą zwiadowczynią w klanie... ale bardzo chciałabym kiedyś spojrzeć na ślady w ziemi i od razu wiedzieć, kto tędy szedł, dokąd zmierzał i czy powinien mnie zaniepokoić.
Uśmiechnęłam się nieco szerzej.
— Rohan mówi, że z czasem przestanie to być zgadywanka, a stanie się czymś naturalnym. Mam nadzieję, że ma rację. Bo naprawdę chciałabym kiedyś znać las tak dobrze, jakby był moim własnym legowiskiem — w tym momencie przerwałam.
Spojrzałam na Kroplę, która przez ten czas nie mówiła za wiele. Oh, Wszechmatko, tak się rozgadałam, że nie dałam jej dojść do słowa! Co ze mnie za uczennica, kiedy nawet nie potrafię zamknąć pyszczka w odpowiednim momencie!
— Wybacz mi Kroplo, trochę się rozgadałam… — mruknęłam zakłopotana.
<Kroplo?>
[1004 słowa + rozpoznawanie tropów lisów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz