BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orzechowy Zmierzch x Zanikające Echo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orzechowy Zmierzch x Zanikające Echo. Pokaż wszystkie posty

30 grudnia 2021

Od Orzechowego Zmiech Zanikającej Łapy (Zanikającego Echa)

*skip do 3 księżyca Pory Opadających Liści*

 Czarny, smukły kształt przeleciał między gałęziami drzewa. Orzechowy Zmierzch podniosła głowę i spojrzała na uciekającego ptaka, zapewne spłoszonego przez uczniów bawiących się po drugiej stronie rzeki, niedaleko obozu. Zamrugała, otrząsając się z rozmyślań. Najwidoczniej znaleziony przez nią na zalesionej plaży nie był taki spokojny. Spojrzała na wygładzoną przez wiatr powierzchnię wody. Pod jej przeźroczystą taflą pływały nieduże ryby, swym zapachem zachęcające do złapania i skonsumowania.
 Jednak wojowniczka nie była głodna. Pacnęła łapą o rzekę, rozpryskując kropelki wody i płosząc ryby. Niespodziewanie za jej grzbietem rozległ się szelest; kocica sztywno wstała i napuszyła bardziej ogon.
- Jest ktoś tam? - syknęła ostrzegawczo, wolno ruszając w stronę dźwięku - Wyjdź!
 Zastrzygła łaciatymi uszami, gdy źródło dźwięku przesunęło się w krzewy obok. Stała wręcz obok, ale węch znów płatał kotce figle i nie mogła zidentyfikować zapachu.
 Po chwili zza liści wyskoczyła młoda sikorka, czarnymi oczkami wpatrując się w Orzechowy Zmierzch.
- Oh - miauknęła - To tylko ty.
 Ptaszek niezgrabnie zatrzepotał lewym skrzydłem; drugie pozostało w bezruchu, wygięte pod dziwnym kątem.
- Czemu nie latasz, co? - parsknęła.
 W mgnieniu oka jej masywna sylwetka dopadła stworzątko, a na ziemię spadło kilka piórek. Vanka upuściła już martwą sikorkę na ziemię i zagarnęła je łapą. Po chwili namysłu trzy wetknęła sobie w futro na szyi, a resztę zostawiła. 
 Zabrała upolowanego ptaka i przecisnęła się między krzewami.

*Skip do teraz*

- No ale Echo... - zaczęła - Wyjdziesz ze mn-
 Przerwała, gdy poczuła dotyk pewnego czarno-białego ogona na swoim barku.
- Proszę, zostaw ją w spokoju - miauknął cicho Niezapominajkowy Sen, a kocica jeszcze raz spojrzała na trzęsącą się na posłaniu wątłą wojowniczkę.
 Orzechowy Zmierzch ze ściśniętym gardłem skinęła głową i bez słowa odwróciła się. Chwiejnym krokiem wyszła z legowiska, po czym - biegiem - rzuciła się w stronę lasu. Zamaszystymi ruchami łap przepłynęła przez rzekę i wpadła w krzaki.
 Po jej napuszonym futrze na polikach popłynęły łzy. Szylkretowa nie mogła znieść myśli, że jej własna córka się jej boi.
Co ja robię nie tak..? - pomyślała rozpaczliwie - Co?!

<Zanikające Echo>

12 września 2021

Od Zanikającej Łapy Cd Orzechowego Zmierzchu

Dawno temu
Jęknęła cicho. Nie chciała takich czułostek. A na pewno nie ze strony matki. Przecież… Orzechowy Zmierzch była morderczynią. 
Nie chciała być z nią blisko. 
Nie chciała zabijać jak wyżej wspomniana. To jest bardzo złe, a ona chciała być dobra. Niby momentami była kochającą mamą, ale jednak. Już sobie zdała sprawę z tego, że musi uważać. Jakiś większy kontakt z kotką jeszcze źle się skończy. 
Bała się jej. 
Bała się, że znowu zamorduje. 
Odsunęła się od zdumionej rodzicielki. Orzech była straszna. Zabiła. A ona była jej córką. I to uczucie było przerażające. 
Zwinęła się w kłębek, nawet nie patrząc na to, jak jej matka wychodzi z westchnięciem. Odetchnęła z ulgą, jednak to uczucie błogości znikło, jak tylko Łasiczy Kieł znowu weszła do środka. 
- Ładnie ze sobą wyglądacie. Morderca i jej córka. Uważaj, bo i twoje futro zostanie splamione czyjąś krwią- wyszeptała jej do ucha. Zadygotała zaniepokojona a czarno-biała się zaśmiała. 

***

Czasy teraźniejsze
Czemu wszyscy się nawzajem zabijali? Co tu się działo? Z każdym dniem, jej niepokój wzrastał. Jeden kot, drugi kot. Jedno ciało, drugie ciało. I ta nieprzyjemna aura. Treningi ze Skoczną Rybą wydawały jej się pełne napięcia, przez to uczucie niebezpieczeństwa. Do tego wszystko jej się przypominało. Śmierć Śnieżnej Chmury i kara. Czemu? Po prostu czemu? 
Lisie Łajno skończył w dole. Nie współczuła mu nawet jak wiedziała, jak to jest być odciętym od świata. Szczerze, on przynajmniej mógł spać. Zbożowa Gwiazda była dość łaskawa. 
Poplecznicy również źle skończyli. 
Tyle że to wszystko było sprawiedliwe. 
Nie potrafiła współczuć i po co miałaby to robić? Robili wiele złego a zdrajców spotyka kara.
Siedziała przed legowiskiem uczniów. Miała własne posłanie. Odzyskała imię. Rangę. A czego nie? 
Rodziny. Bo z nią nie potrafiła się dogadać. Omijała szerokim łukiem wszystkich, którzy byli z nią spokrewnieni. No może odliczając Rudzika. Jej kochany brat zawsze był najważniejszy. Stał się jasnym punktem w jej życiu. 
Usłyszała ciche kroki. Podniosła głowę i momentalnie struchlała. Orzechowy Zmierzch.
Nie, nie. Po prostu niech przejdzie sobie i nie zwróci na nią uwagę. Ale oczywiście musiała się dosiąść. Oddychała szybko, przebierała nerwowo łapami w podłożu. Skuliła się lekko i odwróciła wzrok.
Dość się zestresowała, ale co się dziwić?


<Orzech? >

17 sierpnia 2021

Od Orzecha (Orzechowego Zmierzchu) CD. Echa (Zanikającej Łapy)

 - No, niech ci będzie. Opowiem jeszcze coś. - mruknęła, drgnięciem wąsów zdradzając swe rozbawienie. - Lód rządziła nad porą opadających liści i nagich drzew, a ogień panował, gdy nadchodziły pory nowych i zielonych liści - miauknęła jeszcze - I robią to po dzisiaj. W czasie rządów Ognia jest ciepło, a podczas tych Lodu - zimno.

*Teraźniejszość*

Wróciła z polowania, w pysku niosąc małego wróbla i wiewiórkę. Pogoda dopisywała, tamtejsze popołudnie było suche. 
 Orzechowy Zmierzch odrzuciła zdobycz na stos, kierując swe kroki w stronę legowiska wojowników. Chciała odpocząć przed wieczornym patrolem, by nie wlec się na samiutkim tyle. Zastrzygła uszami, słysząc donośny krzyk dochodzący z okolic uczniowskiej dziupli. Podążyła w tamtą stronę, dostrzegając wystający zza korzenia zjeżony, czarny ogon. Otoczyły ją złe przeczucia.
- Co się tu- - miauknęła, zastygając w szoku. 
Przed jej oczami stały dwie kotki, jedna czarno-biała, druga szylkretowa.
- Łasiczy Kle, zostaw moją córkę. - warknęła wojowniczka stanowczo, zwracając na siebie uwagę obu kotek.
- Ooo, morderczyni się odezwała - odparła łaciata z chichotem, lecz odeszła do własnego legowiska. 
Czekoladowa vanka popatrzyła niepewnie za córkę, po chwili wahania podchodząc bliżej i liżąc ja po czole.
- Ja... przepraszam. - miauknęła zażenowana w stronę zielonookiej, która wbiła w nią pytające, dosyć niepewne spojrzenie. - To wszystko moja wina. Gdybym nie chciała zemścić się za waszą babcię... To nie miałoby miejsca. 

<Echo? Czas naprawić relację mrug mrug>

27 czerwca 2021

Od Echa (Zanikającej Łapy) Cd Orzecha (Orzechowego Zmierzchu)

Słuchała “opowieści” mamy z niejakim zainteresowaniem. Zazwyczaj puszczała mimo uszu takie bzdety, ale teraz zawrócenie głowy matce, było najwyraźniej owocne. W końcu intrygujące historie, nie wiadomo skąd wzięte, zajęły ją dostatecznie. Nigdy nie skupiła się na czymś bardziej, jak na tym czymś. Ogień? Lód? Słyszała, że coś takiego istniało. Ogień, palący i bezlitosny. Lód, mroźny oraz śliski. Ale co miało jedno do drugiego? Jedno było ciepłe, drugie nie? O to chodziło? Najwyraźniej, bo o niczym innym nie wiedziała. Mama wyglądała niczym w swoim żywiole. Opowiadała bardzo długo. Czemu nigdy nie otworzyła pyska by im przedstawić TAKĄ (czyli intrygującą) babeczkę? Ale to nie wszystko. Zakończyła zbyt wcześnie. Dowiedzieli się jedynie, że potem żyli w jednosi czy innym dziwnym słowie. Co to miało niby oznaczać! Aha, to była jednośĆ. Z tym Ć na końcu. Trudno było jej to dobrze wypowiedzieć. Przynajmniej tak sądziła, nie otworzyła do tej pory mordki co mogło świadczyć o chęci przemówienia. Mama widziała to nader rzadko. Do morderczyni miała respekt. Była niby troskliwa i te tego, ale… ZABIŁA. To słowo mówiło samo za siebie. Była zła. A do tego straszna. Zazwyczaj starała się trzymać jej z daleka ale nie potrafiła. W końcu, każdemu trzeba pomagać. Starała się wyrwać ze żłobka tylko dlatego, by jej pomóc. Wtedy szybciej by wróciła do kociarni a tam by się może lepiej poznali. Zrozumieli. Całą rodziną?
    Nawet nie zauważyła, kiedy jej mama wlepiła w nią zaciekawione ślepia. Nie lubiła jak ktoś się w nią tak wpatrywał. Było to nader rozpraszające i niemiłe. Puściła tą zniewagę bez zbędnych pretensji, ale potrząsnęła głową próbując pozbyć się niefajnych myśli. 
- Koniec? - powiedziała. To stwierdzenie mogło mieć kilka znaczeń. Albo pytanie czy to aby na pewno koniec, koniec z wyrzutem, koniec ze szczęściem. W jej przypadku, chodziło o pierwsze. 
- Powtórzysz? - miauknęła do niej Orzech, a Echo fuknęła cicho. Jak ona mogła! Czy… Naprawdę już nie potrafiła jej słuchać? Jak!? 
- Koniec? - szepnęła głośniej. Może jej chodziło o to, że powiedziała za cicho? Pewnie tak. Mówiła dość cicho ale dało się przyzwyczaić. 
- Tak. Już koniec.
- A co się stało? - zapytała? Powinna dodać jeszcze słowo "później" lecz nie chciało jej się powtarzać.
- Kiedy? 
- Później! - drążyła dalej. Jej mama musiała wiedzieć! Opowiadała bajkę, to niech określi co się z nimi jeszcze działo. Słowa "żyli w jednośCI" były dla niej niezbyt zrozumiałe. Była tylko kociakiem! Czego od niej oczekiwała? Że zrozumie górnolotne wypowiedzi dorosłych? 

<Orzech? Możesz dać skipa >

12 czerwca 2021

Od Orzecha CD. Echa

- Opowiesz bajkę?
- Nie teraz...
- Opowiesz... bajkę? - powtórzyła Echo.
Spojrzała w maślane oczy córki. Odetchnęła - nie było szans na odmowę, bo mała drążyła by temat w nieskończoność.
- No dobrze. - odparła, a w tym czasie przysunęli się też Rudzik i Rzeczka, czekając na rozpoczęcie historii - Żyła kiedyś kotka o sierści białej jak śnieg i oczach błękitnych jak lód. Bił od niej chłód, a ziemia pod łapami stawała się lodowata - ciągnęła, wczuwając się w rolę ''bajkopisarki'' - Kocica ta przemierzała lasy, łąki i doliny, gdyż według przepowiedni, po drugiej stronie rozległych terenów Klanu Mrozu miała spotkać innego kota, dzięki którego pomocy ustabilizuje pogodę, łącząc się z nim w jedność. Podróżowała długo, oglądając wiele wschodów i zachodów słońca. Przeżyła wiele śnieżyc, ulew i dni bez jedzenia. - opowiadała dalej, połowicznie zdając sobie sprawę, że reszta karmicielek i kociaków także przysłuchuje się jej historii - W końcu dotarła na miejsce, czyli do umownej granicy między Klanem Mrozu, a Klanem... - przerwała, namyślając się przez uderzenie serca - Ciepła. Od razu dostrzegła drugiego wybrańca, który także dopiero tam przyszedł. A był nim kocur, o futrze czarnym jak bezgwiezdne niebo oraz o oczach barwy ognia, błyskających pomarańczowymi iskrami. ''To ty jesteś drugim wybrańcem? Mam na imię Lód'' - zapytała towarzysza, przy okazji przedstawiając się. ''Tak, a moje imię to Ogień'' - odparł kocur. Po chwili dotknęli się nosami, unosząc w powietrze. Od tamtego czasu panowali nad pogodą jako Jedność.

<Córciu? Świetnie się bawiłam przy pisaniu xd>

23 maja 2021

Od Echa

  Ziewnęła lekko, powoli wstając z pozycji leżącej. Zaspanymi oczami spojrzała na żłobek przed jej oczami. Leżała obok taty. Jej futro ocierało się o jego sierść. Zaraz obok rodzeństwo. Poczuła nieprzyjemne burczenie w brzuchu. Chciała jeść. Za niedługo pewnie przyjdzie mama. Wtedy poprosi o jedzenie. Będzie mogła w spokoju wyssać z niej mleko. W ogóle, strasznie to brzmiało. Czy chcąc coś zjeść, robiła krzywdę rodzicielce? Mogłaby się zapytać o to, lecz obawiała się rozmawiać z tą niespokojną kotką. Orzech pojawiała się tak… Nagle. Rzadko. Wiecznie nerwowa, o ile można tak nazwać dosyć niepewne zachowanie. Bo ona się nie bała. Wyglądała na taką śmiałą. Aż nazbyt. Z przerażeniem uświadomiła sobie, że nie chciałaby mieć którejś z jej cech. Wolała siebie taką, jaka była, zupełnym przeciwieństwem kotki. Nie chciała także nawiązywać większego kontaktu z nią. Wyglądała na takiego kota którego powinna unikać. Co innego jej tatuś. Chciałaby mu pokazać co umie, być kimś w jego oczach. Zaimponować. Z Rudzikiem trzymała dobre relacje. Oboje nie odzywali się do siebie często, lecz to jej wystarczało. Rzeczka był kompletnie inny. Lekko zniesmaczona patrzyła na to, jak głosi swoje zdanie wszem i wobec. To była dobra postawa, ale on to robił źle! Nie krzyczy się nikomu w pysk. To niegrzeczne. 
      Zaniepokojona obróciła się w stronę dwóch pozostałych legowisk. W jednym jak się już przyzwyczaiła, był syn Ognistego Języka. Teraz doszli także nowi lokatorzy. Trójka czarno-białych kociaków. Od niedawna dopiero nauczyły się chodzić oraz rozmawiać, a już bała się tych przerażających istot. Patrzyli z niejaką wyższością, słuchali się starego dziada Borsuka. Sama nie wiedziała o czym prowadzą rozmowy, ale na pewno nie o czymś normalnym. Z nią tak rodzice nie rozmawiali, czy to dobrze? Raz czy dwa albo może trzy, Jabłko opowiadał im bajkę. Niestety nie mogła zaprzeczyć, nie był w tym jakimś mistrzem. Bo skoro kociak był brązowy, to czemu potem określał go jako "o futrze rudym, j-jak zachodzące słońce i ogień"?  Chyba miał sklerozę. Mogłaby opowiedzieć historię sto razy lepszą, ale po co skrzeczeć nad czyimś uchem bez większego powodu. Natomiast zdolności mamy nie potrafiła określić, nigdy nie opowiedziała żadnej opowiastki. Może powinna się jej zapytać, czy by mogła? Zżerała ją ciekawość. Musiała to zrobić. Całe szczęście, w tym momencie szylkretka właśnie wchodziła. Jak zawsze wymieniła czułe gesty z partnerem i odprawiła go do obozu. Sama położyła się tuż obok nich. Zmrużyła powoli oczy. Echo nie do końca była pewna, co pierwsze zrobi. Tatuś ich nie umył, da im w końcu jeść czy będzie biadolić jak to dużo brudu mają w futerku? Podreptała powoli i pierwsza zajęła miejsce przy matce. Już po chwili zaczęła energicznie ssać mleko. Jak tylko skończyła, już miała się położyć do snu. 
-Chodź, jeszcze cię umyję- powiedziała do niej Orzech, zabierając się za pielęgnację jedynej córki. Młodsza przez chwilę chciała się wyrywać, ale tym nie ułatwiłaby pracy mamusi. Już i tak tamta była cała w błocie, im szybciej weźmie się za nich, tym prędzej ona będzie mogła pokazać się w bardziej zadbane formie. 
- O-opowiesz b-b-bajkę?- pisnęła cichutko. 
- Nie teraz… - miauknęła powoli tamta. 
- O-opowiesz… B-bajkę? - drążyła dalej Echo. Nie chciała wkurzyć kotki, ale jej naprawdę zależało na historyjce. Zrobiła maślane oczy do swojej większej kopii. 


<Orzech? >