BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawendowa Łapa x Szakala Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawendowa Łapa x Szakala Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

15 listopada 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Szakalej Gwiazdy

Lawendowa Łapa wzięła głęboki wdech, nacieszając się czystym powietrzem i pięknem leśnego krajobrazu. Czuła nieopisaną ulgę. Miała wrażenie, że czas w podziemiach ciągnął się w nieskończoność i zdążyła bardzo stęsknić się nad nawierzchnią. Starała się odciągnąć myśli od swojego zbeszczeszczonego piachem i kurzem futra oraz faktu, że tak teraz będzie wyglądać co drugi dzień jej życia. Musiała myśleć pozytywnie – zaraz wróci do obozu i pochwali się wszystkim tym, że w końcu miała trening z samą liderką.
– Tędy – miauknęła nagle Szakala Gwiazda i gdy tylko jej uczennica poderwała się, liderka ruszyła przed siebie.
Zmęczona kotka podążyła za swoją mentorką, dodając sobie otuchy poprzez myśli o ciepłym legowisku, które na nią czekało.
Ku jej zaskoczeniu, wkrótce wyszły na otwartą polanę, pozostawiając za sobą iglasty las. Lawendowa Łapa posłała starszej kotce zdziwione spojrzenie. Obóz Klanu Wilka był z każdej strony pokryty drzewami, a kotka nie przypominała sobie, by mijała jakąkolwiek otwartą przestrzeń ani podczas pamiętnej nocy, ani teraz. Z daleka widoczny był duży pień starego drzewa, na którym nie było ani jednego listka mimo kwitnącej pory nowych liści. Dookoła niego rozlegał się cierniowy żywopłot. Uczennica poczuła się nieswojo na sam widok. Ku jej uldze, Szakala Gwiazda zatrzymała się w miarę komfortowej odległości od drzewa, ruchem ogona zatrzymując również swoją podopieczną. Całe szczęście. Nie dość, że nie miała najmniejszej ochoty podchodzić do tej niezachęcająco wyglądającej rośliny, to była wykończona. Gdy zatrzymała się, zaczęła od razu łapczywie łapać oddech.
– Stoimy właśnie przed Ciernistym Drzewem. To miejsce, gdzie chowamy naszych zmarłych. Chociaż teraz, w dzień, może nie wyglądać zbyt groźnie, nocą robi się tu niebezpiecznie. Zapewne słyszałaś już opowieści o tym, że drzewo to tak naprawdę jest żywe i karmi się krwią zabłąkanych. Kto wie, może są one prawdziwe? Chcesz to sprawdzić? – uśmiechnęła się wyzywająco.
– Niekoniecznie, proszę pani… – wydukała wystraszona.
Jej mentorka ponownie się uśmiechnęła.
Kotka przełknęła. Jej mama wspominała kiedyś o tym miejscu. Lawendowa Łapa nie sądziła jednak, że spotka to drzewo na pierwszym dniu swojego szkolenia. Było naprawdę przerażające. Ale, co ważniejsze, co ona robiła tutaj, słuchając tych niepokojących legend, zamiast kierować się do obozu? Była wykończona po wędrówce po tunelach i żyła przekonaniem, że to było jedyne, co Szakala Gwiazda zaplanowała na ich pierwszy trening. Czy liderka zamierzała również oprowadzić ją po nie-podziemnych terenach? I do tego jeszcze ją straszyć? Czy ona oszalała?!
– Dalej, za drzewem, znajduje się rzeka. Widzisz ją? – zapytała mentorka, w końcu zmieniając temat.
Kotka pokiwała głową potakująco, próbując ukryć zmęczenie i chęć wykrzyknięcia o pragnieniu natychmiastowego powrotu do domu. Za ponurą polaną była w stanie dostrzec niebieskie pasmo, które z tej perspektywy było dość małe i cienkie. To był jednak pierwszy raz, gdy zobaczyła rzekę. Podobała jej się, zwłaszcza w kontraście z ponurą aurą Ciernistego Drzewa i otaczających go cierni.
– Zaraz za nią mieszczą się tereny Klanu Klifu. Tym bardziej nie mamy potrzeby, żeby się tam zbliżać. – Szakala Gwiazda przemilczała dłuższą chwilę, jak gdyby chcąc, by jej uczennica wchłonęła otaczający ich krajobraz, aż w końcu się odezwała. – Dobrze, ruszamy dalej. Teraz idziemy do Potwornej Przełęczy.
Chwila, co. Jak to szły gdzieś jeszcze? Liderka naprawdę chciała ją teraz oprowadzać po terenach? I czemu wszystkie ważne punkty na terytorium Klanu Wilka musiały mieć tak nieprzyjemne nazwy?! Lawendowa Łapa, wydobywając z siebie cichy jęk, obróciła się na obolałych łapach i podążyła za mentorką. Jej otępienie musiało przykuć jej uwagę.
– Już zmęczona? To dopiero początek szkolenia, nie poradzisz sobie, jeśli po tak krótkim wysiłku będziesz łaknęła odpoczynku. Musisz zbudować kondycję – miauknęła, cały czas idąc do przod. Zwolniła jednak nieco swój krok, by młodszej kotce było łatwiej nadążyć.
Po kolejnym etapie morderczej wędrówki, którą Lawendowa Łapa ledwo wytrzymała, w końcu dotarły do Potwornej Przełęczy. Ku zdziwieniu kotki, nie wydawała się wcale potworna, przynajmniej w porównaniu z ledwo co odwiedzonym cmentarzem. Była interesująca. Między dwiema wielkimi skałami mieścił się dziwny obiekt, przypominający nieco płaską skałę, swoim kolorem jednak przypominał bardziej biało-rudego kota – był biały w liczne, rdzawe plamy. To zdecydowanie nie była skała. Zmęczenie brało jednak górę nad jakąkolwiek ciekawością, co chwila o sobie przypominając. Zamiast więc zapytać, co to, Lawendowa Łapa poczekała, aż Szakala Gwiazda zacznie opowieść.
– Pewnego dnia sztuczny ptak Dwunożnych spadł na tereny zamieszkiwane przez klany, zostawiając na nich swoje wieczne ciało. To bardzo ciekawy organizm. Nie gnije, ale wygląda na to, że rozkłada się w inny sposób. Widzisz te rude plamki? Gdy byłam młoda, było ich znacznie mniej, a ciało kruszeje w miejscach, w których się pojawiają. – Podczas swojego monologu co i raz zerkała na uczennicę. – Niezbyt rozmowna, co?
– Przepraszam panią! – Od razu się rozbudziła. – Dwunożni mają swoje ptaki? – dodała, by pokazać, że słucha, co się do niej mówi.
– To potwory, tak jak te, które poruszają się po Drodze Grzmotu, o których na pewno słyszałaś, ale one dla odmiany szybują w przestworzach. Dwunożni są naprawdę zadziwiający, prawda?
– Prawda – przytaknęła cicho.
– No dobrze, teraz dojdziemy do kawałka Drogi Grzmotu przy rzece i zawrócimy do Wierzbowej Zatoczki. Tam możesz chwilę odpocząć przed powrotem do obozu. Już widzę, że musimy popracować nad twoją wytrzymałością.
– Dobrze, przepraszam…
– Nie przepraszaj, po prostu pokaż mi swoimi czynami, że potrafisz. A teraz za mną, nie zostało nam już dużo – miauknęła zachęcająco.
Lawendowa Łapa, chcąc wierząc jej słowom, ponownie wstała i ruszyła za nią.
Gdy w końcu dotarły do wymarzonej przez uczennicę zatoczki, ta natychmiast położyła się na ziemi, nie mając najmniejszej ochoty wstawać. Mentorka obiecała jej, że tu będzie mogła odpocząć, więc kotka zamierzała skorzystać z każdej sekundy tego. Kątem oka ujrzała, jak Szakala Gwiazda siada blisko niej, bacznie obserwując.
– W porządku? Napij się wody, poczujesz się lepiej. Jeszcze nigdy nie piłaś wody bezpośrednio z zatoczki, prawda? Zaufaj mi, jest dużo lepsza, niż taka przyniesiona na mchu.
Lawendowa Łapa, choć z niechęcią, powoli podniosła się na łapy. Nie chciała odmówić, to byłoby niegrzeczne, a poza tym, faktycznie była mocno spragniona. Przykucnęła przy brzegu zatoczki, podpierając się o przednie łapy i zaczęła chłeptać. Woda była słodka, delikatna, bez mchowego posmaku, do którego kotka została przyzwyczajona przez swoje całe, krótkie życie. A może smakowała tak dobrze tylko dlatego, bo jej organizm był wycieńczony? W każdym razie, zaczęła pić tak, jakby nie piła nic od trzech dni. Choć jej łapy dalej były obolałe tak, jakby miały zaraz odpaść, czuła się trochę lepiej. W głowie pojawiła się nawet myśl, aby skoczyć do wody i obmyć swoje futro, a tym samym pozbyć się tego okropnego dyskomfortu powodowanego przez piach. Powstrzymała się jednak, pamiętając, że mama ją ostrzegała, że od bezpośredniego kontaktu z wodą jej futro schnęłoby okropnie długo i kotka czułaby się nieprzyjemnie.
To miejsce było bardzo przyjemne i już wiedziała, że będzie do niego sama wracać. Szkoda tylko, że przyszły tu na końcu oprowadzki po terenach, a nie chociażby w jej środku… Lawendowa Łapa nigdy nie zmęczyła się tak bardzo, nawet podczas nocy przed zostaniem uczniem. A to dopiero pierwszy dzień szkolenia! Szakala Gwiazda chyba chciała ją zabić.

***

Minęły cztery księżyce, nic się nie zmieniło. Szakala Gwiazda chyba naprawdę chciała ją zabić.
Tak jak obiecała, co drugi dzień zaprowadzała swoją uczennicę do tuneli, gdzie rozdrapywały nasadę stalaktytu. Lawendowa Łapa tak jak nie znosiła tuneli tak nie znosiła ich dalej, jednakże teraz przynajmniej przyzwyczaiła się do ich krajobrazu i starała się jakoś znosić tą żmudną robotę. Ale to oczywiście nie koniec. Liderka dbała o to, by jej podopieczna codziennie wylewała z siebie siódme poty na treningu i zawsze miała jakieś zajęcie. Kotka nie lubiła się przemęczać, a mimo to robiła to każdego dnia. Dlaczego? Jeszcze bardziej od przemęczania się nienawidziła zawodzenia innych. Musi pokazać, że potrafi. Że przyda się na coś Klanowi Wilka. Tak więc harowała każdego dnia. Bywały dni, kiedy od razu po powrocie do obozu szła spać, nie jedząc nawet kolacji.
Dzisiejszy dzień nie miał być jednym z nich. I to z zupełnie innego powodu, niż Lawendowa Łapa by chciała.
Gdy po zdawałoby się krótszym, niż zazwyczaj treningu kotki wróciły do obozu, Szakala Gwiazda zatrzymała swoją uczennicę z informacją, że o zachodzie słońca mają spotkać się przy wyjściu z obozu. Wydawała się dziwnie podekscytowana. Kotkę bardzo zaskoczyło to polecenie, ale nie miała przecież nic do gadania. Wolny czas spędziła na pielęgnacji i posiłku, zastanawiając się ciągle, co też jej mentorka miała na myśli.
Punktualnie, jak (prawie) zawsze stawiła się w wyznaczonym miejscu. Wkrótce pojawiła się Szakala Gwiazda i kotki bez słowa ruszyły w głąb terenów klanu. Szybkość i wytrzymałość Lawendowej Łapy wciąż nie dorastały do pięt tych jej mentorki, ale nie było aż tak źle, jak na początku. Dzięki temu przedzierały się przez las sporo szybciej, niż podczas pierwszego obejścia terytorium. Liderka wciąż jednak nie mogła rozpędzać się do swojego maksimum, jeśli nie chciała, by jej uczennica została daleko w tyle.
– Przepraszam, pani Szakalo Gwiazdo, dokąd my tak właściwie idziemy? – zapytała po dłuższej wędrówce. Las został już niemal ogarnięty przez mrok i Lawendowej Łapie zdecydowanie nie uśmiechało się mknięcie po nim w nocy.
– Niedługo zobaczysz – zamruczała tylko, nie zwalniając.
W końcu kotki opuściły las, wydostając się na otwartą przestrzeń. Uczennica zmrużyła oczy, próbując dostrzec, gdzie są. Gdy podążała szybko za mentorką, nie przykładała dużej wagi do orientacji w terenie. Ujrzała duży, powyginany kształt na środku pustej polany. Dookoła rozpościerała się mgła, nieobecna w lesie. Oh. Cierniste Drzewo. Lawendowa Łapa jeszcze nie widziała go nocą i niekoniecznie chciała widzieć.
– No – odezwała się Szakala Gwiazda. Po jej głosie można było wnioskować, że jest dziwnie zadowolona. – Pewnie zastanawiałaś się, dlaczego cię tu zaprowadziłam o tej porze. Otóż postanowiłam przeprowadzić ci test odwagi. Przy okazji może sprawdzić prawdziwość legend.
Uczennicy przełknęła. Nie podobało się jej, w jaką stronę to zmierza.
– Spędzisz samotną noc tutaj, przy Ciernistym Drzewie. Bez opuszczania polany, bez powrotu do obozu. Wierzę, że możesz to zrobić. A może za bardzo się boisz? – zachichotała beztrosko. – Zostawiam cię tutaj. Tereny znasz, dasz radę nad ranem samodzielnie wrócić do obozu. Powiesz mi wtedy, co ciekawego zobaczyłaś. Powodzenia – zamruczała i już się odwróciła, jakby gotowa tak o zostawić Lawendową Łapę.
– …niech pani poczeka! Jest pani pewna, że to konieczne? – wydukała, czując ogarniające ją przerażenie. Co to w ogóle za pomysł?!
– Każdy wojownik Klanu Wilka powinien cechować się odwagą i zimną krwią w sytuacjach kryzysowych. Przeżyłaś noc w lesie przed mianowaniem na ucznia, więc teraz też na pewno dasz radę.
“Tak, ale wtedy, choć było strasznie byłam z rodzeństwem i nie byłam nawet blisko Ciernistego Drzewa” przeszło jej przez myśl, ale nie powiedziała tego głośno. Widząc, że dyskusja nie ma sensu, a zresztą jest nie na miejscu, pożegnała mentorkę i z każdym włoskiem stającym dęba patrzyła, jak ta się oddala, aż kompletnie zniknęła w ciemnej gęstwinie lasu.
– …co teraz? – mruknęła sama do siebie Lawendowa Łapa.
Dopiero teraz słowa Szakalej Gwiazdy zaczęły do niej naprawdę docierać. Zszokowana kotka potrząsnęła głową i przełykając, odwróciła się w stronę drzewa. Było duże. I niepokojące. Jego poskręcane gałęzie wrogo pięły się ku rozgwieżdżonemu niebu, a ciernie pod nim rozpościerały się dookoła, nie pomagając wrogiemu wyglądowi. Wahając się dłuższą chwilę, w końcu ruszyła kilka kroków do przodu i rozejrzała się dookoła. Wokół niej rozciągała się goła polana, nie było tu żadnego miejsca, w którym mogła się schronić i spokojnie przeczekać noc. Wygląda więc na to, że będzie musiała stać na warcie aż do świtu. Odetchnęła ciężko i w końcu usiadła, nie spuszczając oka z drzewa, jak gdyby myślała, że to zaraz się poruszy.
Minęło kilkadziesiąt minut, choć dla Lawendowej Łapy czas ten zdawał się trwać wieczność. Dalej nie spuściła wzroku z drzewa, a za każdym razem, gdy nocną ciszę przerywało pohukiwanie sowy, zaczęła się jeżyć. Chciała do obozu. Ale nie mogła nie posłuchać Szakalej Gwiazdy. Jedyny plus mrocznej atmosfery tego miejsca był taki, że skutecznie tłumiła jakiekolwiek poczucie senności u kotki. Adrenalina nie pozwoliła jej nawet myśleć o zaśnięciu. Pogoda też o dziwo sprzyjała. Temperatura mimo braku słońca była akceptowalna. Jedynym, co mierzwiło kotkę w tej pogodzie była ta tajemnicza mgła okrywająca cały teren. Mimo to, nie było tragedii. Jakoś przeżyje tą noc.
A może i nie.
Nagle zobaczyła ruch w mgle. Natychmiast stanęła na równe łapy, jeżąc całą sierść i wysuwając pazury, choć nie mając jakiejkolwiek ochoty na walkę. Nieznany kształt przesunął się. Mgła skutecznie go maskowała. Lawendowa Łapa czując, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi, cofnęła się o kilka kroków do tyłu. Nieznajomy powolutku przesunął się w jej stronę.
– Kto tam? – Z trudem zdobyła się na wyzywający ton głosu, licząc, że to tylko jakiś zawieruszony samotnik bez złych zamiarów. Nie potrzebowała dzikich zwierząt. Duchów nie potrzebowała jeszcze bardziej.
Na dźwięk jej głosu nieznajomy wyskoczył jak z procy w jej stronę. Nie czekając ani sekundy, kotka krzyknęła i rzuciła się do ucieczki, nie przypatrując się nawet napastnikowi. Zaczęła pędzić przed siebie, w stronę lasu, wyjątkowo ignorując zalecenia Szakalej Gwiazdy. Liczyła, że zdoła zgubić nieznajomego w gęstwinie lasu, w końcu on z pewnością znał go gorzej niż ona. Przeliczyła jednak swoje umiejętności. Nieznajomy okazał się przerażająco szybki, doganiając ją, zanim zdążyła wbiec między sosny. Zdążyła jedynie wydobyć z siebie przeraźliwy pisk, zanim została powalona na grzbiet i przyciśnięta łapami z boku. Ułamek świadomości, który nie został zajęty przez strach, pozwolił jej spróbować odepchnąć napastnika, jednak bez skutku. Uświadomiła też sobie wtedy, że jego ciało jest obrzydliwie śliskie i mokre. Odważyła się otworzyć oczy i odkryła, że powalił ją drugi kot, o ciemnym, ociekającym czymś futrze. W napadzie paniki próbowała jeszcze raz się uwolnić, z całej siły uderzając go tylnymi łapami w brzuch, jednak znowu nic to nie dało.
– Jestem twoim przodkiem, Lawendowa Łapo. Przychodzę, by zabrać twoją krew na rzecz naszego Ciernistego Drzewa. Wiedziałaś, że my, dusze, żyjemy dzięki temu drzewu, a to drzewo żyje dzięki krwi? – zahuczał niskim głosem.
To koniec. Równie dobrze kotka mogła już nigdy nie wrócić do obozu, zostać tu, na cmentarzu Klanu Wilka, głęboko pod ziemią, a karmicielki zaczęłyby straszyć niegrzeczne kocięta historią o uczennicy, która umarła ze strachu.
– Dzień dobry panie przodku, t-to miło, że p-pana spotykam. – Z każdym słowem myślała, że zaraz zemdleje. – M-może p-pogadamy. N-nie musi pan od r-razu brać mojej k-k-krwi.
Chciała wierzyć, że legendy o duchach wychodzących nocą w tym miejscu to tylko legendy. Otóż nie. Zaraz umrze z łap swojego przodka. Czy Szakala Gwiazda o tym wiedziała? Może zrobiła to celowo, może była zawiedziona swoją uczennicą i chciała się jej pozbyć…
– Pogadamy? Dobre żarty. Drzewo dawno nie było nakarmione, a ty będziesz dla niego idealną ofiarą, więc zamilcz i pozwól mi… hahahah… HAHAHA! – Duch nagle zaniósł się śmiechem, nie mogąc przestać.
Śmiech ten nie był jednak… demoniczny. Był szczery, pochodził od kogoś, kto nie mógł wytrzymać z absurdu sytuacji, w której się znajdował. Mózg Lawendowej Łapy był jednak zbyt przebodźcowany, żeby to zarejestrować.
– Hahahah… ale się najadłaś stracha. No już już, nie mdlej mi tu, nie potrzebuję do niczego twojej krwi. – Próbując złapać oddech w przerwach od śmiechu, “duch” poluźnił ucisk, a następnie odszedł na bok, by kotka mogła wstać.
Natychmiast z tego korzystając, podniosła się na cztery łapy, z trudem łapiąc oddech, ale bynajmniej nie przez rozbawienie. Jej serce nie zwolniło, ba, zdawało się przyspieszać. Długą chwilę zajęło jej chociaż delikatne uspokojenie się, by mogła, choć powierzchownie, zebrać myśli. Przecież znała głos “ducha”. Znała również kogoś tak szybkiego jak on. Podczas chwilowego powrotu świadomości, udało jej się połączyć kropki.
– Sz-szakala G-gwiazda?
Nie zdążyła doczekać się odpowiedzi. Przebodźcowana, przerażona, na skraju kompletnego załamania, zemdlała.
Ups.  

<Szakal? Gratuluję, wystraszyłaś swoją uczennicę na śmierć>
[2504 słowa]
[Przyznano 40%]

10 listopada 2023

Od Szakalej Gwiazdy CD. Lawendowej Łapy

 Ciemność otoczyła obie kotki, zabierając wzrok, upragnione światło oraz poczucie bezpieczeństwa tak wymagane według piramidy Maslowa. Kot ślepy, przyzwyczajony do używania zmysłu wzroku, był kotem zestresowanym, a zestresowany - skorym do popełniania głupot. Dlaczego więc Szakala Gwiazda wzięła Lawendową Łapę najpierw do tuneli, zamiast oprowadzić ją jak normalny mentor po terenach? Powodów ku temu miała kilka; dość znacznych i z resztą całkiem ważnych.
Liderka od czasu narodzin dzieci Ważkowego Skrzydła obserwowała trójkę brzdąców, mając na nie sokole oko. Nie zapomniała o czasach Wielkiej Gwiazdy oraz jej potomkach, które nosiły w sobie ten pseudo-feminizm. I choć ta jedna kotka zdawała się zachowywać przyzwoicie jak dumna dama na królewskim balu, okazała się jednak być durna niczym reszta rodzeństwa, przynajmniej tego obecnie żyjącego. Różnica pomiędzy liliową a Czerwoną Różą była taka, że pierwsza ukrywała seksizm, druga niezbyt. Ale nic z tego nie wyszło, bowiem złotawa zauważyła kulturę niebieskawej panny, która... pozostawiała wiele do życzenia. Lawendowa Łapa dzieliła świat na lepsze kotki i gorszych kocurów.
— Podczas przechadzki przez nieznane labirynty warto wykorzystywać wibrysy. To one powiadamiają nas, czy zmieścimy się w danym tunelu bądź nie. — rozpoczęła dialog, nie odwracając głowy do uczennicy. Nie musiała mówić wprost do jej pyska; echo pomagało nieść ważne słowa. — Trzymaj się zawsze prawej strony. Nie odrywaj futra od ścian, nawet jeżeli są zimne i mokre - w przeciwnym razie się zgubisz. A teraz złap za pomocą zębów mój ogon. 
Usłyszała, jak drobne łapki zatrzymują się na kamieniach. 
— Jest... Pani tego pewna? Nie powinnam nikogo gryźć, to nie wypada.
— Tu nie chodzi o wbijanie kłów do krwi. — odpowiedziała — Zrób to po prostu lekko. Chyba nie chcesz zostać w tyle w tym brudnym, śmiercionośnym miejscu, prawda?
Niebieskawa prędkawo podbiegła do liderki. Jej małe ząbki, zgodnie z rozkazem, uczepiły się puchatej, złotej kity.
— Doskonale. — dopowiedziała Szakala Gwiazda — Teraz nic nie mów. Miej wyłącznie nastawione uszy na ewentualne zagrożenie.
Córka Stokrotkowej Polany nie bez powodu wzięła Lawendową Łapę na własną uczennicę. Chciała wychować istotkę na swój sposób, by wybić głupotę z mysiego móżdżka; by stworzyć z niej porządnego kota godnego miana Wilczaka. Jej umysł w tym wieku był jeszcze podatny na zmianę - jak plastelina, z której można wszystko sformować. Dlatego też pierwszym krokiem do przemiany stały się tunele: stęchłe, wilgotne, niszczące sierść. Córka Ważkowego Skrzydła za bardzo dbała o urodę, a w Klanie Wilka nie było na to miejsca. Wieczne walki prowadzone pomiędzy wojownikami, morderstwa, krew lejąca się z samotników brudziła i niszczyła kota, tworząc z niego prawdziwego "dzikusa". Uczennica musiała wpasować się do standardów spartańskiej społeczności, w przeciwnym wypadku czekało ją wyśmianie, którego z pewnością nie pragnęła. Dobry start oznaczał najczęściej dobry koniec. Chłonąc pewne nietypowe wzorce od samej przywódczyni zapewniała sobie szacunek Klanu Wilka, gdzie przyszło jej nieszczęśliwym losem żyć. 
— Nieznane, coś czego nie potrafimy opisać lub zrozumieć, staje się tematem okrutnych bajek, jakie czasami słyszymy w żłobku. Zapewne znasz legendę ciernistego drzewa, którego korzenie jak żywe stworzenia poruszają się, by spuścić krew z przypadkowych przechodniów. Być może nawet dotarła do ciebie historia o Lisiej Gwieździe z Klanu Klifu porywającego kocięta. Lecz czy w tym wszystkim dosłyszałaś coś o pradawnym incydencie mającym tutaj miejsce? — Złotawa chwilowo poczekała na reakcję młodszej. Poczuła, jak jej ogon za pomocą pyska porusza się w geście "nie". — Tak myślałam, a więc włącz swą wyobraźnię i mnie posłuchaj.
Dwa młode organizmy zeszły dalej w głąb, zbliżając się do mroźniejszej części tunelu. Ściany coraz to bardziej zmiękłe od wody odsuwały się od siebie, przemieniając się w coś innego; coś co przypominało otwartą jaskinię. Nikt nie mógł tego widzieć, lecz liderka i uczennica znalazły się w przejściu prowadzącym do urwiska tak głębokiego, że żaden kot nie przeżyłby upadku. Gdzieś dalej, poza zasięgiem łapy, szumiał wartki strumyk płynący w czeluści. 
— Pod nami właśnie mruczy rzeka, która daje życie i nigdy nie marznie. Czy to pora nagich drzew, czy zielonych liści, pozostaje dostępna jako dar od naszych wspaniałych przodków. — zamruczała — Odkryłam ją niedawno, gdy z nudów postanowiłam zapuścić się na te tajemnicze tereny, jednakże również z tym natrafiłam się na coś innego, co powinnaś w tej chwili dotknąć. Idź do przodu, zabezpieczę ciebie. 
Lawendowa Łapa posłuszna matce, okazała się być równie skora do wykonywania poleceń przywódcy. Krocząc niepewnie do przodu została złapana przez Szakalą Gwiazdę w karku, by nigdy nie spaść - koniec końców liderka nie pragnęła niewinnych ofiar od tak dla przyjemności, by zabawić się nad czyimiś zwłokami. Jej drobne pazurki zadbane przez kilkugodzinną pielęgnację dotknęły stalaktytu zbudowanego z gliny, zwisającego z podziemnego stropu o brudno-białawej barwie. Przejechały tak jeszcze po nacieku kilka razy, dopóki złotawa nie odciągnęła niewyrośniętego dzieciaka do tyłu w bezpieczne miejsce.
— To, co poczułaś, tutejsze koty postanowiły nazywać twardym soplem. Dokładnie swoimi łapami musnęłaś przeszłość, która może się niestety powtórzyć. — Wzięła głęboki oddech. — Dawno, dawno temu tymi zakamarkami poruszali się pradawni wojownicy, zapomniani przez dzisiejszą erę. Byli lepszą wersją nas - silniejsi, więksi i bardziej skoczni przemierzali puszczę, przeganiając nawet paskudnych dwunożnych. Nazywali się Klanem Lwa, Tygrysa, Lamparta oraz Geparda. Żyli od czasów, których my nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. 
— Niesamowite! 
— Prawda? — mruknęła ucieszona — Jednakże zginęli, pogrzebani przez niezgłębione tajemnice tunelów. Nie pokonał ich łysy szczur, nie pokonała ewolucja, a zwykłe trzęsienie ziemi następujące zgodnie z mijającymi sezonami. Przez wibracje, jakie dochodziły z jądra wszechświata spadły na nich twarde sople, które odczepiły się nagle od sufitu. Wbiły się w ciała wielkich kotów, powodując że wykrwawiły się tu na śmierć; powoli, w bólu, przez wiele godzin... — Przerwała. Słyszała szybko bijące serce ucznia siedzącego zaraz obok. — Dlatego musimy się pozbyć tego stożka, by nie stwarzał zagrożenia wojownikom na dole. Ty wydrapiesz dziurę swoimi łapami, wzmocnisz poduszki oraz zamienisz pazury w igły. Połączymy pożyteczne z koniecznym, przychodząc tutaj co dwa dni. Poznasz podziemny świat lepiej niż własne legowisko.
Najpierw, po komentarzu liderki, zapadła cisza tak wyczuwalna, że w grobie najczęściej bywało głośniej. Z kamiennego sufitu skapywała woda, która świadczyła o obecności jakiegokolwiek elementu przyrody… a potem rozniósł się kocięcy pisk podobny do agonii, kiedy wyrywają ci żywcem flaki z brzucha. Jak zareagowała na to Szakala Gwiazda? Mianowicie miała ochotę paść ze śmiechu, bo w końcu wiedziała, że nikomu krzywda się nie dzieje - to tylko jej uczennica umierała właśnie wewnętrznie, zderzywszy się pierwszy raz z rzeczywistością. Małe to i głupiutkie było. Tak jak ona w przeszłości; tak jak każdy zza dzieciństwa.
— A-ale jak to?! — Niemal zachłysnęła się powietrzem, gdy do jej uszu dotarły wieści o pracy. — Tu jest strasznie, nieładnie… mama mnie zabije za stan, w jakim wrócę! Ja muszę być dla niej czyściutka!
Przywódczyni prychnęła z rozbawieniem. Spodziewała się takiego komentarza po wypranym mózgu Lawendowej Łapy.
— Powiedz więc swojej rodzicielce, żeby przestała żyć niespełnionymi marzeniami. W Klanie Wilka nie da się wiecznie chodzić z wypolerowanym futrem. — wymruczała, a swe kroki skierowała w stronę wyjścia — Czas pójść na świeże powietrze. Nie narzekaj i złap się ponownie mojego ogona. Gwarantuję, że przez cały trening zapewnię ci inne ścieżki niż tylko tą, którą dzisiaj kroczyliśmy. Będzie… znośnie dla twojego komfortu.
Milcząc tak po nieprzyjemnej opinii oraz trzymając się tym razem lewej strony, po kilkunastu wdechach i wydechach osobniczki ujrzały punkcik światła zwiększający się z każdym energicznym krokiem - nadchodziła wolność, upragniona przerwa od koszmaru. Liderka czuła, jak kotka za nią uśmiecha się coraz szerzej w związku z nadchodzącym spotkaniem świata zewnętrznego; i nie dziwiła się szczęściu podopiecznej - zapewne w jej wieku również jak najszybciej spieprzyłaby z nieznajomej czeluści, byleby poczuć prawdziwie tętniące życie, a nie zapach rozkładających się zwłok. 

<Lawciu? :3>
[1252 słów; nawigacja w tunelach]
[Przyznano 18%]

24 października 2023

Od Lawendowej Łapy do Szakalej Gwiazdy

 Pierwsze, zimne promienie słońca mozolnie wślizgnęły się do legowiska uczniów. Lawendowa Łapa przewróciła się na drugi bok, by uchronić oczy przed rażącymi promieniami. W końcu jednak poddała się, otworzyła powoli oczy i przeciągnęła się.
Choć kotka była uczniem już od kilku dni, był to jej pierwszy poranek w legowisku uczniów. Po wydarzeniach feralnej nocnej próby złapała przeziębienie i spędziła trochę czasu w legowisku medyków. I choć wcześniej w ogóle nie ciągnęło ją do treningu – wiedziała, że jest to niezbędne, by stała się poważnym i szanowanym kotem, ale nienawidziła wysiłku fizycznego – tak po ogłoszeniu mentorów jej nastawienie kompletnie się zmieniło. Pod swoje skrzydła wzięła ją sama liderka klanu. Szakala Gwiazda musiała zostać przyćmiona blaskiem Lawendowej Łapy! Jej naśladowanie mamy i ukazywanie perfekcyjnych manier zdecydowanie się opłaciło. Teraz naprawdę osiągnie to, czego mama chciała – będzie idealną córką.
Gdy w końcu poprawiła swoje futerko, opuściła legowisko, na odchodnym jeszcze szybko zerkając na posłania rodzeństwa. Obydwa były puste, więc musieli już być na treningu. Lawendowa Łapa podeszła eleganckim krokiem do wyjścia z obozu, przy którym czekała już Szakala Gwiazda.
– Dzień dobry szanowna pani. Proszę obdarzyć mnie opieką, a ja postaram się zostać najlepszą uczennicą, jaką pani mogłaby sobie wymarzyć – wyrecytowała formułkę powierzoną przez Ważkowe Skrzydło, elegancko skinąwszy przy tym głową.
– Dlaczego nie stawiłaś się na czas? – zapytała jedynie jej mentorka.
Lawendowa Łapa zdębiała. Spóźniła się? W swój pierwszy dzień?! Niemożliwe! Jak mogła popełnić taką gafę… Poza tym, liderka wydała się dziwnie chłodna i nawet nie skomentowała jej przemowy.  Kotka nie mogła jednak dać po sobie znać, że rozproszyła się tymi słowami. Nie jest już mała, musi pozostać twarda.
– Przepraszam panią najmocniej, ale musiał pomylić mi się czas… obiecuję, że więcej to się już nie powtórzy. – Ponownie schyliła głowę, tym razem, by okazać skruchę.
Szakala Gwiazda łypnęła okiem. Lawendowa Łapa przełknęła. Nie czuła się winna, w końcu musiała się wyspać i wyczyścić futro. Wiedziała jednak, że nie może podpaść swojemu mentorowi, zwłaszcza, gdy ten jest liderem klanu.
– Chodźmy już. – Mentorka machnęła ogonem i ruszyła w głąb lasu.
W ciągu swoich pierwszych kilku minut życia ucznia Lawendowa Łapa nauczyła się dwóch rzeczy. Jeden – jeśli dalej chce być idealna, musi wstawać wcześniej. Dwa – Szakala Gwiazda jest cholernie szybka, nawet gdy po prostu maszeruje.
Po dłuższej chwili młodsza kotka ledwo łapała już oddech i znalazła się w zauważalnej odległości od swojej mentorki. Liderka, najwyraźniej zdając sobie z tego sprawę, odwróciła łeb w jej stronę i nagle stanęła.
– Możemy się tu zatrzymać.
Lawendowa Łapa wyhamowała z ulgą, skupiając się na uregulowaniu swojego oddechu. Gdy to zrobiła, rozejrzała się. Choć był to dokładnie ten sam las, w którym spędziła ostatnio noc, wydawał się zupełnie inny. Za dnia był dużo przyjaźniejszy i bardziej przestronny. Obecność tak doświadczonego kota również pomagała w poczuciu bezpieczeństwa uczennicy.
– Już? – Z obserwacji wyrwało ją mruknięcie mentorki.
– Tak tak! Przepraszam! 
– Tędy. To niedaleko. – Szakala Gwiazda ruszyła ponownie, tym razem uważnie sprawdzając, czy kotka za nią podąża.
Lawendowa Łapa już chciała zapytać, co jest niedaleko, ale w porę ugryzła się w język, uważając to za niegrzeczne i posłusznie poszła za drugą kotką. Z opowieści mamy i Pierzastej Łapy, który był bardzo podekscytowany mianowaniem trójki kociąt, wynikało, że na pierwszym szkoleniu zawsze poznawało się terytorium swojego klanu. Szakala Gwiazda musiała więc prowadzić ją do jakiegoś charakterystycznego punktu. 
Ku zdziwieniu uczennicy zatrzymały się przed… dziurą w ziemi. Wyjątkowo długą dziurą w ziemi. Nie było widać jej końca. Kotka zerknęła na mentorkę pytająco. 
– Dla wojowników Klanu Wilka niezwykle ważne jest poruszanie się po tunelach, więc dzisiaj cię po nich oprowadzę. Właź za mną. – Nie dała uczennicy nawet czasu na odpowiedź, od razu znikając w tunelu.
Lawendowa Łapa zamarła. Miała wchodzić do brudnego, zimnego tunelu? Teraz?! Ważkowe Skrzydło co prawda wspominała o tunelach, ale kotka nie sądziła, że będzie miała tą niewątpliwą przyjemność zwiedzania ich już pierwszego dnia. Co się stało z oprowadzaniem uczniów po terytorium? Czy liderka klanu kpiła sobie ze swojej podopiecznej?
– Idziesz? – miauknęła ostrzegawczo Szakala Gwiazda.
Słysząc te słowa Lawendowa Łapa wzięła głęboki wdech i zanurkowała w tunelu, wiedząc już, że pół nocy spędzi na oczyszczaniu się z brudu.

<Szakala Gwiazdo?>
[670 słów]
[Przyznano 13%]