BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Truskawkowa Łapa x Wiewiórcza Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Truskawkowa Łapa x Wiewiórcza Łapa. Pokaż wszystkie posty

23 czerwca 2022

Od Truskawkowej Łapy CD Wiewiórczej Łapy (Wiewiórczego Susu)

Krople deszczu odbijały się od rudego futra kapiąc na ziemię, wprost między młodą trawę. Nie czuł nic, prócz ogarniającej go pustki oraz znudzenia, które towarzyszyło młodemu kocurowi już od wielu księżyców. Kwiaty, które niósł w pysku podrygiwały w rytm jego kroków, co jakiś czas drażniąc wrażliwe wąsy.
Od śmierci Słodkiej Łapy minęło... wiele księżyców. 
Nadal nie potrafił sobie wybaczyć, że nie wychwycił wcześniej, że z tą kremową wywłoką było coś nie tak. Napiął mięśnie mimo woli, kiedy liść opadł na ciemny, ognisty grzbiet. Był wściekły. Nienawidził kotki całym sobą i wręcz był oburzony, że Jaśminowa Gwiazda zdecydowali po prostu ją wygnać, niźli skazać na śmierć w takich samych męczarniach, w jakich zginęła jego siostra.
Stojąc przed jej grobem nie potrafił się ruszyć. Mięśnie miał twarde niczym skała.
Ból w klatce piersiowej rósł z każdą chwilą. Im szybciej oddychał, tym większą trudność mu to sprawiało. 
— Wybacz, że nie dałem rady — mruknął. Jego ton głosy był przyciszony, wręcz niemalże schodził na poziom szeptu, na końcu kryła się chrypa, jakby kocur nie pił wiele księżyców. Ułożył kwiaty na nagrobku, zmuszając się do ruchu. — No, opowiadaj co u ciebie — zaśmiał się gorzko, przymykając błękitne ślepia.
Trzask łamanych kości przeciął powietrze niczym strzała spuszczona z cięciwy. Truskawkowa Łapa stęknął przerażony, spoglądając na otwarte złamanie tuż przed swoim pyskiem. Łapa wielkiego, czarno-białego kocura niemalże zwisała jedynie na kawałku skóry oraz mięsa, brudząc wszystko dookoła krwią. Puchaty ogon spoczął na ramieniu ucznia, dodając mu otuchy oraz pewności siebie.
Natychmiast zabrał się do pracy.
— Nie ruszaj się, proszę, bo pogorszysz sprawę — pochylił się nad raną, przytrzymując łapę poszkodowanego. Przez swoją posturę wyglądał bardziej jak pchła, która uczepiła się niedźwiedzia licząc na to, że osiągnie cokolwiek.  — Proszę — sapnął przez zaciśnięte zęby, owijając kończynę pajęczyną na sam koniec.
— Nie trzeba mi litości, młody — kocur położył po sobie uszy, obnażając ostre jak brzytwa zęby. Machnął ogonem, rozrzucając przyniesione przez rudego zioła. Oburzony Truskawek syknął wściekły, jednakże starszy nie robił nic sobie z jego rozeźlenia. 
Zerknął martwymi ślepiami na swoją łapę, po czym zwrócił się do Słodkiego Języka, która siedziała blisko swojego ucznia.
— Wisisz mi przysługę.
I zniknął, zostawiając dwójkę samych sobie.
— I-i... jak mi poszło? — w błękitnych ślepiach błysnęła iskierka nadziei zmieszana z ekscytacją. Niska kocica uśmiechnęła się pociesznie, klepiąc młodego po głowie.
— Bardzo dobrze, Truskawku...
— Truskawku...!
— TRUSKAWKU!
Rudy zerwał się na zesztywniałe łapy, rzucając oburzone spojrzenie w kierunku Wiewiórczego Susu. Co prawda zdziwił się na widok brata, jednak spróbował to ukryć. Nie było tajemnicą, że od kiedy kocur został mianowany wojownikiem niewiele rozmawiali ze sobą, byli po prostu zajęci, mimo iż w dzieciństwie byli chyba najbliżej z całego rodzeństwa.

< Wiewiór? >

[przyznano 5%]

26 lutego 2022

Od Wiewiórczej Łapy CD. Truskawkowej Łapy

Wiewiórcza Łapa od początku nadzwyczajnie chłodnego dnia był na treningu polowania wraz z jego siostrą, Słodką Łapą i jej mentorką - Gawronim Skrzydłem. Srocze Pióro na początku dnia poszedł do legowiska medyka, czując, że chyba złapał go biały kaszel, albo jeszcze coś innego, dlatego szylkretowa zgodziła się na to, aby zabrać rudego ze sobą. W końcu cała trójka pojawiła się na zasypanej grubą warstwą śniegu, polanie.
- Śnieg jest naszym wrogiem podczas polowania - zaczęła Gawronie Skrzydło - Więc potrenujemy teraz, jak skradać się w nim
Wiewióra nastawił uszy, słuchając mentorki Słodkiej Łapy.
"Śnieg zawsze jest naszym wrogiem" - pomyślał rudy.
Nigdy nie lubił śniegu, był lodowaty, przyklejał się do sierści i szybko topniał, pozostawiając kocura mokrego. Uczniak prychnął cicho na samą myśl ziemnego, mokrego futra podczas pory nagich drzew. W myślach pomodlił się do Klanu Gwiazdy, aby przy treningu przypadkowo nie wrąbać się w jakąś zaspę, albo coś.
Ostatecznie, po dłuższym czasie Gawronie Skrzydło postanowiła, że da rodzeństwu wolną łapę.
- A jakbyście tak rozeszli się i spróbowali coś złapać? - zapytała kotka, kończąc to machnięciem swojego kolorowego ogona.
Na te słowa, oczy Wiewiórczej Łapy rozbłysły, a on potrząsnął energicznie głową. Zawsze uwielbiał polowania, więc za każdym razem cieszył się kiedy miał okazję zapolować na jakąś zwierzynę, sądził nawet, że kiedy zostanie wojownikiem, to będzie spędzał większość czasu, polując.
- No dobrze, więc Słodka Łapo, idź polować w tamtą stronę - powiedziała wskazując kierunek kiwnięciem głowy - A ty Wiewiórcza Łapo idź w drugą. Ja będę czekać tu, przyjdzie najpóźniej podczas pory szczytowania słońca.
Uczniowie kiwnęli głowami, aby pokazać szylkretowej, że słuchali.
- Powodzenia - powiedział do jego siostry, zaczynając już odchodzić.
- Tobie również - usłyszał słowa burej za sobą.
Tak więc Wiewiórcza Łapa znalazł się tutaj, błąkając się w śniegu, szukając jakiejkolwiek zwierzyny.
Szedł ze spuszczonym łbem, czując, jak jego skóra, pod grubą warstwą sierści, pieczę ze wstydu. Czuł, że Słodka Łapa już dawno złapała jakąś zwierzynę, albo przynajmniej jedną znalazła, a on nie znalazł NICZEGO.
- Na osty i ciernie.. - przeklnął pod nosem Wiewiórcza Łapa.
W tej chwili czuł się jak pieszczoszek dwunożnych, który nawet nie wiedział o istnieniu polowania. Co on powie Gawroniemu Skrzydłu, kiedy pojawi się u jej boku bez jakiejkolwiek zwierzyny?.
Przechodząc koło zaspy, nagle ruda plama z piskiem odskoczyła do tyłu, z dala od ucznia.
Wiewiór stał zszokowany patrząc w stronę drugiego rudego kota - był to Truskawkowa Łapa.. przecierający swoje łzy.
Brat Wiewiórczej Łapy machnął mu ogonem na powitanie.
- Truskawkowa Łapo? - wypowiedział jego imię, bardziej jakby zadawał pytanie. Bo chciał zapytać o wszystko, o czym myślał.
Co tutaj robi? Czy nie jest mu zimno? I najważniejsze, dlaczego płacze i czy potrzebuję z tym pomocy.
- Wszystko dobrze? - zapytał się zmartwiony, podchodząc do brata i obwąchując go, żeby upewnić się, czy na pewno nie ma jakiejś rany na sobie.
Truskawek w odpowiedzi jedynie zmarszczył swój czarny nos.
Cętkowany czuł, że Truskawkowa Łapa potrzebuje tego kogoś, nawet jeśli uczeń medyka nie chciał tego pokazywać.
Wiewiórcza Łapa otarł się o bok niebieskookiego i rozgarniając śnieg pod nimi, usiadł, owijając ogon wokół wciąż stojącego Truskawka.
- Chodź, usiądź.. Nie musisz nawet niczego mówić jeśli nie chcesz - zapewnił go - Możemy po prostu posiedzieć i popatrzeć na śnieg albo.. po prostu posiedzieć - zastanawiał się jak przekonać Truskawkową Łapę, szybko myśląc nad tym, co powiedzieć.
- Jestem tu dla ciebie - dodał cętkowany.

<Truskawkowa Łapo?>

24 lutego 2022

Od Truskawkowej Łapy CD Wiewiórczej Łapy

Rudzielec zmarszczył nos, przyglądając się bratu. Właściwie to... to było naprawdę miłe ze strony cętkowanego a sam Truskaw nie chciał chować urazy przez potwornie długi czas. Jednakże z drugiej strony - to nie było w jego stylu godzić się już teraz, zaraz.
Długo zajęło mu podjęcie decyzji, jednak przyjął ofertę wspólnej zabawy z bratem bardzo chętnie.

Wpatrywał się w stos ziółek leżącym tuż u jego łap. Duszący zapach unosił się w legowisku drapiąc gardło młodego ucznia. Cicha Kołysanka coś gderała nad uchem Bluszczowego Pnącza, jednakże na to Truskaw nie bardzo zwrócił uwagę. Rudzielec nie sądził, że bycie medykiem będzie jakoś tak... medykowe? 
Zmarszczył nos, zastanawiając się jakim cholernym cudem ciocia Firletkowy Płatek tyle wytrzymała. Pamiętał jednak co obiecał cioci na łożu śmierci - że będzie tak dobrym medykiem jak ona. Nie miał więc zamiaru się poddać. Szczególnie teraz, już na samym starcie. Może... może potrzebował jedynie czasu aby się do tego przyzwyczaić? Przecież przez pół roku siedział razem z mamą i rodzeństwem w jednej norze, zmiany były jednak nieuniknione. Jednak czy chciane? Tego nie mógł powiedzieć. Ba! Nie bardzo podobała mu się kolejna zmiana - jego mam rezygnująca ze stanowiska liderki. No jak ona mogła?! Nie mógł teraz się przechwalać, że jego mamusia robi za jego dupochron i może robić co tylko chce!
Phi!
— Uważasz, mysi bobku?
No tak, mentorka. Skrzywił się, jednakże pokiwał twierdząco łbem. Zdziwił się, gdy swoim zachowaniem wywołał śmiech u głównego medyka, jednakże w odpowiedzi nadął tylko policzki, nie mając zamiaru w to wszystko wnikać. 
— Oczywiście, że uważam! — żachnął się, wytykając kotce język — Nie po to obiecałem cioci, że będę najlepszym medykiem, żeby teraz się opierdzielać — dodał już ciszej nie chcąc, by bura usłyszała jego brynczenie pod nosem. Ta chyba jednak wyłapała każde, nawet najcichsze słówko uciekające z jego pyska. Cicha zmarszczyła gniewnie pysk, uderzając łapą w ziemię.
— W takim tempie to ja osiwieję a ty jeszcze będziesz grzał zadek na stanowisku ucznia!
Truskawek zamrugał ślepiami, w których powoli zaczęły gromadzić się łzy. Nie jego wina, że Cicha Kołysanka była fatalną nauczycielką i nic nie umiała mu wytłumaczyć! Nie jego sprawa, że wolała sobie trajkotać z siostrzyczką albo Bluszczem, niż go uczyć, czy też to, że zwyczajnie NIC mu do głowy nie wchodziło. 
Rozgniewany i pełen emocji, z którymi poradzić sobie nie umiał - uderzył w stos zielska, rozrzucając go po całym legowisku. Dyszał ciężko, próbując nie ryknąć gorzkim szlochem, jednakże każde uderzenie serca sprawiało, iż było mu trudniej utrzymać niewzruszoną postawę.
— Ty mały- TAK CIĘ MATKA WYCHOWAŁA?!
Wspomnienie o Iskrzącym Kroku przez medyczkę było czymś, co przeważyło szalę. Truskawkowa Łapa wybuchł płaczem, zalewając się łzami gorzej, aniżeli podczas dżdżystego dnia.
Machnął ogonem zaciekle.
— Goń się, Cicha Kołysanko, jesteś najgorsza! — wyrzucił jej wszystkie swoje gorzkie żale prosto w pysk, natychmiast zabierając się z legowiska. Nie miał pojęcia gdzie, jednak gdy tylko wypadł z obozu niczym huragan - poczuł wszechogarniającą go ulgę. Sprint z czasem zamienił w trucht a sam trucht niedługo później stał się chodem.
Śnieg skrzypiał pod łapami ucznia, piekąc go w delikatne, różowawe poduszki. Rudy nie chciał jednak wracać, szedł więc przed siebie, uważnie nasłuchując otoczenia. Cisza, która go otaczała była... przerażająca.
Pisnął, odskakując, gdy zza zaspy wyłoniło się rude futro. Zaraz jednak się uspokoił, ocierając łzy. Machnął bratu ogonem na powitanie, ignorując jego zszokowaną minę.

< Wiewiór? >

12 stycznia 2022

Od Wiewiórki CD Truskawka

Wiewiórka ucichł na bardzo krótką chwilę, słuchając, co jego rudy brat ma do powiedzenia.
Wziął głęboki wdech, a jego pysk zabarwiło szczere oburzenie.
- Nie prawda!! - krzyknął cętkowany, jeżąc sierść na grzbiecie, a przy tym, machając gniewnie ogonem - Tata dał ją NAM, nie tylko tobie! 
Truskawek od razu szybkim ruchem, jakby był już go wyuczony przez wszystkie sprzeczki rodzeństwa, odwrócił się w jego stronę - Przecież tata dał ją mi!! 
- MAMOOO! Powiedz Truskawkowi, że to nasza szyszka!!! - wciąż bardzo głośno oburzał się Wiewiór.
Zmęczona karmicielka westchnęła, przez kolejny krzyk wywołany przez jedno z jej kociąt, kładąc głowę między swoje łapy. Zapewne można było się domyślić, że kotka szczerze nie mogła się doczekać, aż kocięta dorosną na tyle, aby zostać uczniami. 
- Ale to moja szyszka!!! - krzyknął ponownie jego brat, irytując już Wiewióra. 
Cętkowany kocurek, przypominający zwierzę, po którym został nazwany, przykucnął i skoczył na Truskawka.
Mniejszy złapał szybko powietrze w swoje małe płuca, nie spodziewając się ataku z jego strony. Pomiędzy kocurkami zaczęła się szamotanina.
Ostatecznie po nie tak długiej chwili, Iskrzący Krok rozdzieliła swoje kocięta, jakby przyzwyczajona już do takich wydarzeń. 
Po krótkim ostrzeżeniu ze strony matki, Wiewiórka i Truskawek rozdzielili się, obrażeni na siebie.
- - - 
Wilgotne powietrze zwiastujące zapadającą na dworze ciemność, dało się wyczuć w żłobku, przez co niektóre z kociąt układały się już do snu. Od czasu sprzeczki rudych braci, żaden nie odezwał się do drugiego, będąc mocno pogniewani za całą sytuację.
Ostatecznie Wiewiórka, który nie potrafił być obrażony na dłuższą metę, podniósł szyszkę, ICH WSPÓLNĄ szyszkę, nie szyszkę Truskawki, po czym podszedł do swojego brata, bawiącego się w kącie żłobka, kawałkiem mchu. Wiewiór nie kwestionował, z jakiego powodu jego brat ma taką obsesję na punkcie kawałków mchu, nie miał do tego problemu.
- Twuskafek? - powiedział przez zęby Wiewiór, trzymając wciąż szyszkę w swoim niewielkim pyszczku.
Mniejszy tylko zerknął w jego stronę, chcąc rzucić mu gniewne spojrzenie, ale rozszerzył lekko oczy po dostrzeżeniu podarunku od ich ojca.
Cętkowany upuścił szyszkę przed łapami Truskawka - Przepraszam, naprawdę, nie chciałem się tak zachowywać.. - podrapał pazurkami w ziemi, odwracając wzrok od brata - Będziesz chciał się dalej ze mną bawić? Proszę

<Truskawek?>

Od Truskawka Do Wiewióra

Iskrzący Krok wraz z Pierwszym Brzaskiem zapewne żarliwie przeklinali dzień, kiedy to cała piątka ich kartofli zaczęła pełzać a gdy kociaki nauczyły się swobodnie poruszać - pewnym było, że para dosłownie wołała o pomstę do nieba i chociaż o pięć uderzeń serca spokoju.
Słodka.
Fiolet.
Wiewiór.
Kalinka.
I najmniejszy a także zarazem najmłodszy z nich wszystkich - Truskawek.
Cała piątka dawała srogo popalić swoim rodzicom jednakże z całą pewnością w konkursie "Kto szybciej wkurzy starych" przodował właśnie Truskawek i Wiewiór. Dwa rudzielce były niczym huragan niosą chaos oraz zniszczenie a także przeganiając hen daleko spokój i ciszę, z jakiego słynął żłobek. Dosłownie nie było dnia spokoju od ich wybryków - to próbowali wytargać puste legowisko na środek obozu, innym razem upatrzyli sobie zabawę polegającą na wspinaniu się po wzniesieniu i łapaniu za korzonki.
Ile razy Brzask, Iskrząca czy inny kot w charakterze niańki musiał ich łapać i zaciągać do kociarni? Cóż, to z pewnością było ciężko zliczyć.
— MAMOOOOOOO! — kocięcy kwik przekroczył bezpieczną wartość decybeli dla kocich uszy. Szylkretka uśmiechnęła się słabo a jej zmęczone od braku snu ślepia spojrzały na najmłodsze kocię z miotu, które niezadowolone i z naburmuszoną mordką tupało łapką wyrażając swoje niezadowolone do sprawiedliwości tego świata — Bo... Bo Wiewiór-
— Nieprawda! MAMO ON KŁAMIE! Ja nic NIE ZROBIŁEM!
Cętkowany malec wepchnął się przed brata, natychmiast zaczynając salwę tłumaczeń.
— Mamooooooo! Bo tata mówił-
— Sza Kalinka! Ja teraz mówię!
Niebieskooki zepchnął siostrę ze swojego grzbietu furcząc i prychając na nią. Koteczka wytknęła język, nadymając policzki.
— Nie, bo ja!
— Nie, ja!
— WŁAŚNIE, ŻE JA!
— MAMOOOOOO!
— MAMO ONA MNIE DOTYKA!
— A ON MNIE BIJE!
— NIEPRAWDA!
— PRAWDA!
— MAMOOOOOOOOOOOOOO!
Iskrzący Krok zamknęła ślepia licząc do dziesięciu. Kocica była zmęczona a fakt, że jej ukochany przebywał właśnie na patrolu i nie miała żadnej możliwości chwilowego odpoczynku od tej hałaśliwej zgrai, był jej bardzo nie w smak.
— Dobrze, powolutku, zgoda? Bez przekrzykiwania się bo mamie uszy odpadną i uciekną.
— Ojej! Mamo! Przepraszam! Nie chciałem, żeby ci uszy uciekły! — Truskawek podszedł bliżej kocicy, wtulając się w jej klatkę piersiową. Ta trąciła go nosem, mrucząc, że to nic takiego — Bo... bo chodziło o to, że... że Wiewiór zabrał mi szyszkę! A ona była moja najmojsza z mojszych! Tata mi ją dał! — stęknął zrozpaczony, jakby chodziło co najmniej o zapas pożywienia w czasach głodu.

< Wiewiór? >