BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mysi Nos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mysi Nos. Pokaż wszystkie posty

12 sierpnia 2017

Od Mysiego Nosa C.D Jastrzębia

Wpatrywałam się w niego ze zmieszaniem. Co za zmienny kocur, przed chwilą udawał, że umiera, a teraz z dziwnych powodów wypytywał o moje kocięta. Co go to obchodziło? Mimo wszystko nie byłam głupia i nie miałam zamiaru mówić jak moje córeczki mają na imię, a tym bardziej opisywać je. Kociak stojący przede mną był małym wypierdkiem, który jednak najpewniej znał już kodeks wojownika, a przynajmniej jego część.
- Być może mam... - Mruknęłam, okrążając go powoli. - Jednakże, nigdy nie mówi się wrogowi o czymś, co może przynieść nieszczęście klanu.
Prychnęłam i chwyciłam go w pyszczek. Ten zaczął się szamotać, podczas gdy ja pewnie i szybko szłam w stronę granicy z Klanem Nocy. Co jak co, ale księżyce biegania za królikami nauczyły mnie jak zwinnie oraz z gracją biec przed siebie, mimo tego, że trzymałam w pyszczku już dosyć dużego i ciężkiego kociaka.
- PUSZAJ!
Od razu widać i słychać było, że doskonale wie co go czeka. Wypuściłam go dopiero przy granicy, przytrzymując delikatnie łapą. Powoli zbliżało się szczytowanie słońca i dopiero wtedy wyczułam zbliżający się zapach ryb. Po chwili z wysokiej trawy wyłoniły się cztery sylwetki. Z początku nie przyglądałam im się jakoś bardzo, a zaczęłam dopiero wtedy gdy... zobaczyłam Szkarłatny Wicher. Posłałam mu niepewnie spojrzenie, zdając sobie sprawę, że obserwuje nas jeszcze czwórka kotów, w tym kapryśny kociak.
- Na następny raz lepiej pilnujcie swoich kociaków. Brak szacunku dla starszych i dla granic. - Wypuściłam kociaka, który podbiegł szybko do patrolu. Czy Gwiezdny Klan naprawdę uszykował spotkanie ze Szkarłatnym Wichrem akurat w tym najgorszym momencie? Po wojnie, a w dodatku po tym, jak nadal buzowała we mnie złość po dogryzkach kociaka? Przełknęłam ślinę, czując, że jest mi za ciasno w moim własnym futrze.
Wszyscy już się powoli oddalali, jednak ojciec moich kociąt poczekał chwilę i wychylił się w moją stronę.
- Jastrząbek już taki jest, ale ja... Nie mogę teraz rozmawiać, spotkamy się na terenach niczyich o szczytowaniu księżyca.
Szepnął do mnie, a ja poczułam ciepło wypełniające mnie od środka. Zanim się jednak obejrzałam, ogon kocura już znikał w krzakach.

< Szkarłatny Wichrze?>

09 sierpnia 2017

Od Mysiego Nosa C.D. Jastrzębia

Moje futro zjeżyło się na grzbiecie, gdy z pyszczka kociaka wyleciały kolejne słowa doprawione szczyptą obojętności moje futro zjeżyło się i na grzbiecie, a ogon zaczął walić o ziemię, przez co grudki piasku rozsypywały się wokół niego. Parsknęłam w stronę kociaka, który podniósł na mnie obojętny wzrok. Widziałam jednak w jego wzroku, że nie bardzo wie co zamierzam zrobić. Zbliżyłam się do niego tak, że dzieliła nas tylko długość myszy.
- Słuchaj no... - Już miałam zamiar podnieść łapę jednak zawahałam się. Kodeks nakazywał pomagać kociętom w potrzebie, nawet tym, które są niezwykle irytujące. - Mam propozycję, ty pójdziesz z powrotem na swoje tereny, a ja nikomu nie powiem, że tutaj byłeś.
Kocurek wyraźnie zamyślił się, najpewniej rozmyślając nad moją ofertą. Jakby ktoś się zastanawiał oczywiście nie była to propozycja na ślepo. Chciałam tylko sprawdzić jak królowe z Klanu Nocy edukują i uczą kocięta i czy młody posłucha starszej karmicielki, czyli mnie. Jak myślałam po chwili kociątko odezwało się:
- Przyjmuję twoją propozycję.
Gdy to mówił zobaczyłam delikatny uśmieszek na jego pyszczku. Odwróciłam i ruszyłam przed siebie, zakręcając za jakieś krzewy. Udawałam, że kieruje się do obozu, ale gdy tylko znalazłam się poza zasięgiem kocurka od razu zawróciłam się i zaczęłam go śledzić. Przez polowania na króliki szłam między krzewami szybko, ale i cicho, tak, żeby malec mnie nie usłyszał. Gdy wreszcie zobaczyłam go zastygłam w bezruchu. Kierował się wgłąb terenów Klanu Burzy. Skoczyłam w jego stronę i przydusiłam do ziemi.
- Myślisz, że jestem głupia, mały? Hę?! - Warknęłam, gdy ten się szamotał. - Tego już za wiele, chciałam tylko odpocząć o siedzenie w żłobku - Mruknęłam jeszcze cicho.

<Jastrząbek?>

Od Mysiego Nosa C.D. Jastrzębia

Leżałam w żłobku z miłością raz po raz spoglądając na bawiące się kociątka. Pręga podeszła szybko do Tygryski i zaczęła pacać ją łapką, za co ta odwdzięczyła się skoczeniem na grzbiet. Gdy tak na nie patrzyłam przypomniała mi się pewna historia. Zamrugałam kilka razy i zamyśliłam się, by przypomnieć sobie wszystkie szczegóły.
- Przypominacie o pewnym zdążeniu, które miało miejsce daleko od naszych terenów. Działo to się 30 księżycy temu jak i nie więcej, byłam wtedy tylko trochę starsza od was, ale byłam już uczennicą. Czterech wybrańców mieszkało w Klanie Wilka, Nocy, Klifu... i oczywiście też Klanu Burzy.
Pręga spojrzała na mnie z zaciekawieniem i otworzyła szerzej pyszczek. Tygryska podbiegła do niej i usiadła obok, wyjątkowo nie atakując mimo idealnego momentu. Spojrzała na mnie swoimi dużymi, żółtymi oczami i zapytała:
- Kto był wyblańcem w Klanie Buzy?
- Rozmyty Pył, niezwykle dzielny wojownik, ale kiedy to wszystko się działo był zaledwie uczniem. Razem z Słonecznym Deszczem, Piaskową Mgłą i Błękitną Burzą, waszym dziadkiem, musiał przekazać klanom o zagrożeniu, którym był Klan Prawdy. Tak naprawdę jego liderka, Czysta Gwiazda nie miała ani trochę poparcia Gwiezdnego Klanu!
- Gwiesnego Klanu, a co to?
- Klan dzielnych wojowników, którzy zamieszkują niebo. Każdy z nich to gwiazda migocząca tam, hen wysoko. A wracając do historyjki... Słoneczny Deszcz ogłosił przemowę klanom i razem ruszyli w bój. Wygraliśmy, a Czysta Gwiazda przegrała. Księżyc później liderzy zebrali się przy Księżycowym Kamieniu, miejscu rozmów z Gwiezdnym Klanem i Dzika Gwiazda, dawna liderka powiedziała im, że mają przyjść tutaj. Dlatego teraz siedzisz w tym żłobku!
Liznęłam Pręgę i Tygryskę, zaraz potem wstając by rozciągnąć się. Czułam się ograniczona po księżycu siedzenia tutaj. Podreptałam chwilę w miejscu i znowu usiadłam.
- Wspaniała historia - Usłyszałam głos i podniosłam wzrok, który zawisł na Jałowcowym Krzewie siedzącym w wejściu do legowiska królowych i kociaków. Czyli słyszał wszystko co opowiadałam, a ja nie wyczułam jego zapachu? Naprawdę tracę wprawę - Jak chcesz Mysi Nosie, to mogę chwilę zaopiekować się twoimi kociakami.
- Oh, dziękuję, dziękuję!
Na moim pyszczku pojawił się uśmiech, a ja zaśmiałam się promiennie. Wybiegłam ze żłobka, by rozprostować kości. Szybko jednak rozumiałam, że same okrążenie obozu nic nie da, dlatego wyszłam szybko z obozu i skierowałam się w las, by upolować co nie co, musiałam też zobaczyć gdzie teraz mamy granicę. Nadal nie byłam zadowolona z takiego obrotu spraw, ale była tylko jedna dobra wiadomość. Lamparci Krok został liderem! Ale co za tym idzie zmarła Biała Gwiazda, co nie było zbyt dobrą wiadomością. Wreszcie dotarłam do zapachu granicy i wciągnęłam powietrze. Zamiast jednak zapachu oznaczeń wojowników Klanu Nocy i Burzy poczułam coś jeszcze. Kociak?
Z niezadowoleniem powoli zbliżyłam się do krzaku, z którego czuć było ten zapach. Szybko chwyciłam za kark kulkę i wysunęłam ją z krzaków, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to kociak... KLANU NOCY! Moja sierść zjeżyła się na ogonie, który zaczął uderzać o ziemię. I tak wojownicy pilnują obóz, hę?
- Co tutaj robisz? - Spytałam niepewnie wpatrując się w kocię.

<Jastrząbek?>

08 sierpnia 2017

Od Mysiego Nosa C.D Lamparciego Kroku

Spojrzałam na Lamparciego i kociaki leżące obok naszych łap. Piszczały cichutko, szamotając się w trawie. Pociągnęłam nosem i stwierdziłam:
- Pilnuj ich, ja po-pobiegnę... może Wiche-Wicherek jeszcze tam gdzieś jest.
Pobiegłam jak najszybciej mogłam w miejsce gdzie zostawiliśmy mojego synka zadziwiająco podobnego do Szkarłatnego Wichru. Jednak na miejscu nie znalazłam go całkowicie samego, bo obok niego stało kocię dwunogów.
- Ale słodziutki kociak! - Wykrzyknął roześmiany i chwycił w objęcia malutkiego Wicherka. Moja sierść zjeżyła się, a pazury same się wysunęły, gdy usłyszałam cichy pisk. Tylko nie mój synek! - MAMO, TATO!
Dziecko dwunogów zadowolone z siebie zaczęło biec w stronę siedliska dwunogów. Rzuciłam się w pogoń, aż w końcu skoczyłam w stronę porywacza i udrapnęłam go w nogę. Pisnął i zatrzymał się. Chciałam już ponownie zaatakować, jednak większy dwunóg przybiegł i zaczął machać mi czymś przed pyszczkiem. Ostatnio widziałam jak tak samo mój, a raczej Migotki "właściciel" szurał tym po podłożu. Podskoczyłam w tył i prychnęłam, jednak zanim się obejrzałam grupka już znikała za Drogą Grzmotu.
Ze łzami w oczach powoli ruszyłam w stronę Lamparciego Kroku, który patrzył na mnie ze współczuciem.
- Lepiej byłoby gdybyśmy wrócili z nimi do obozu - Zdecydowałam, a widząc, że Lamparci Krok ma zamiar zaprzeczyć podniosłam brew z westchnięciem. Mój brat nie miał najwyraźniej zamiaru się sprzeczać i ruszyliśmy powolnym krokiem do obozu. Czułam otaczające mnie znane zapachy. Szliśmy drogą dobrze mi znaną, gdyż szłam tutaj jako uczennica ze świeżo upolowaną myszka i jako wojowniczka z dumą niosąc dużego zająca, a później nawet mentorka z Jałowcową Łapą u boku. A teraz? Z dwójką kociąt... Potrząsnęłam głową chcąc odgonić złe myśli. Na ziemię spadło kilka kropel łez. Droga była wydeptana łapami różnych kotów - jedne większe, należące do starszego wojownika, a inne mniejsze pewnie od świeżo mianowanego ucznia. Weszłam do obozu, gdzie już powiadomione koty z ciekawością wpatrywały się we mnie...
~*~
Wieczorem, gdy słońce już powoli zachodziło i zabarwiało niebo na piękne kolory ja leżałam w żłobku patrząc z uśmiechem na moje śpiące dzieci. Członkowie klanu nie wypytywali o to kto jest ich ojcem... przynajmniej większość, ale to nawet dobrze dla mnie, bo nie miałam zamiaru cały czas tłumaczyć, że królowa nie musi powiadamiać o tym kto jest ojcem kociąt. Mimo wszystko niektórzy patrzyli na nie z podejrzeniem, co starałam się zignorować. Rozmyty Pył podszedł do mnie prawie pierwszy, trącąc mnie delikatnie nosem. Mimo tego, że zazwyczaj nie okazywał otwarcie uczuć w tym momencie naprawdę poczułam, że mimo tylu księżyców bycia wojownikiem nadal czuje do mnie więź, jaka łączy mentora i ucznia.
Podniosłam wzrok w górę, gdy usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka. Przede mną stanął Lamparci Krok wpatrujący się zatroskany w kocięta, ale widziałam w jego oczach błysk ciekawości.
- Nadal chcesz wiedzieć, prawda Lamparci Kroku? Wiem, że jesteś moją jedyną bliską rod... moją jedyną bliską rodziną jaką znam, a także jesteś moim przyjacielem, ale nie mam zamiaru powiedzieć kto nim został. Mimo wszystko wiem, że by tego nie chciał.
Kocur zbliżył się do mnie i usiadł obok, patrząc w swoje łapy.
- Ale jak to się stało, że nie było cię tak długo?
- Mówiłam ci, lepiej umyj uszy Lamparci Kroku - Zaśmiałam się cicho i gorzko - Wszędzie był śnieg, wyszłam z obozu akurat wtedy kiedy zaczynała zbliżać się burza śnieżna. Nie widziałam punktów orientacyjnych i zabłąkałam się pod samą Drogę Grzmotu. Dwunożny mnie znalazł, był tam Drozd i jakaś inna kotka. Miałam zamiaru uciec przy pierwszej lepszej okazji, ale mój brzuch... nie chciałam narażać kociaków. A jednak. Kociaki i tak były w wielkim niebezpieczeństwie. Mogłam tam zostać...

<Lamparci Kroku? Zrób w swoim opowiadaniu time skip>

28 lipca 2017

Od Mysiego Nosa

Od chwili gdy pierwszy raz stanęłam w siedlisku dwunożnych czas dłużył się nieublagalnie. Nie mogłam robić tego co kochałam. Wróble siadały spokojnie na trawie wprost przede mną, ale "okno" nie pozwalało mi się wydostać. Każde bicie serca było jakby dłuższe, a nie miałam ochoty na nic i poza wyglądaniem na dwór cały czas siedziałam w legowisku. Czas pomiędzy jednym, a drugim szczytowaniem słońca wydawał się być wiecznością. W dodatku samo to, że dwunodzy wołali na mnie Migotka było przytłaczające. Tylko ta długowłosa kotka o imieniu Palmira zdawała się chceć mnie przyzwyczaić do otaczającego świata, ale... nie. Moje miejsce było w lesie i zawsze tak będzie.
Nowy obrót spraw dopiero pojawił się jak mój brzuch zaczął rosnąć. Z początku myślałam, że to przez te mysie bobki, które o dziwo wydawały się smaczne, bo od początku wiedziałam, że mają jakieś skutki uboczne. W końcu dlaczego starsi wojownicy Klanu Burzy cały czas powtarzali, że to nic innego jak wronia strawa dla grubych worków kości, jakimi były pieszczochy? Ale tym brzuch rósł, tym bardziej byłam pewna, że to jedna z konsekfencji tak bliskiego kontaktu ze Szkarłatnym Wichrem. Ze stresu poddenerwowana dreptałam po siedlisku dwunogów i coraz częściej przesiadywałam w dziwnych zakątkach z dala od innych. W końcu nadszedł ten czas.
O świcie, gdy blask słońca wpadał do siedliska ja drżałam w legowisku. Ból raz po raz przeszywał moje ciało. Wiedziałam, że przypłacę wielkim bólem, które było nadal niską ceną za urodzenie aż trójki zdrowych kociąt. Najbardziej martwiło mnie jednak, że widać w nich było podobieństwo do wojownika Klanu Burzy. Najbardziej przypominał mi go ten mały kociak... Od razu wiedziałam jak go nazwę i już o szczytowaniu słońca byłam pewna, że przed moimi oczami jest kilka cudownych kociaków noszących imiona Tygryska, Pręga i Wicherek. Dwunożni nazywali je inaczej, ale co z tego? Ważne, że ja znałam ich cudowne, klanowe imiona.
Mijały dni, a kocięta coraz bardziej wyrastały. Ich uszka nie były już oklapnięte, powoli otwierały oczka, a ich futerko stawało się coraz dłuższe. Już jutro skończą księżyc, więc powoli zaczynałam myśleć o ucieczce. I, o dziwo, rozwiązanie samo nadeszło.
Pewnego dnia gdy dwunodzy wyszli z domu zostawili uchylone wejście. Małe smugi światła wpadały na moje zamknięte oczy, gdy spałam. Gdy tylko to zauważyłam ostatni raz spojrzałam na Barwinka i zabierając kociaki ze sobą wymknęłam się. Wicherka trzymałam w pyszczku, a Tygryska i Ptęga siedziały mi na grzbiecie. Szybko przemknęłam przed Drogę Grzmotu i znalazłam się na terytorium Klanu Burzy. Wreszcie byłam w domu! Usłyszałam za sobą jednak ujadanie psa, więc szybko odwróciłam głowę. Wielkie stworzenie warczało na mnie i szczerzyło kły. Moje serce nawet nie zdążyło zabić, bo już zaczęłam biec przed siebie. Jeśli, by mnie dopadł nie umarłabym tylko ja, ale i kilka dusz odeszłoby do Klanu Gwiazdy.
Zaczęłam przedzierać się przez wysoką trawę, która zdążyła wyrosnąć pod moją nieobecność. I gdy chciałam już pożegnać się ze swoimnżyciem zobaczyłam jak czwórka kotów rzuca się na psa. Jałowcowy Krzew, Nocna Łapa, Fioletowa Chmura i Lamparci... Lamparci Krok! Stanęłam jak wryta, aż moją zadumę przerwało wołanie dwunożnego. Stworzenie uciekło w stronę siedliska dwunożnych.
- Oh, na Gwiezdny Klan, Mysia! Czy ja umarłem? - Czarny kształt pojawił się przede mną, a ja pokręciłam przecząco głową. - A co to, za kociaki?
Odstawiłam Wicherka na trawkę, a ten zapiszczał, dlatego polizałam go czule i uspakająco.
- To twój siostrzeniec, Wicherek. A to jego siostry, Tygryska i Pręga.

11 lipca 2017

Od Mysiego Nosa C.D Barwinek

W dziwnej jak na mnie ciszy przysłuchiwałam się rozmowie dwóch kotów. Jak zdążyłam się zorientować to Droździa Łapa nazywał się... Barwinek. Uh, cóż za dziwaczne imiona. Strzepałam ze swojego półdługiego futra resztki śniegu i usiadłam na czymś miękkim oraz puchatym. Tutaj wszystko pachniało jakoś dziwnie, a w dodatku prawie wszędzie unosiła się woń kwiatów, a żadnych takowych nigdzie nie wypatrzyła. Wtedy gdy najpewniej pytanie zostało skierowane do mnie i dwójka pieszczoszków się na mnie popatrzyła, prawie od razu odpowiedziałam. Oczywiście, sama nie do końca wiedziałam co się przed chwilą stało, bo działo się to bardzo szybko, ale coś tam powiedzieć musiałam.
- Na dworze panuje straszna wichura i pada śnieg. W lesie wszędzie są zaspy i naprawdę trudno się zorientować...
- Oh, to straszne! - Wtrąciła się puchata kotka. - Dwunożni z pewnością martwią się o te bezdomne koty.
Pokręciłam głową nie do końca rozumiejąc tok myślenia kotki. Ważne, że są w bezpiecznym miejscu, nie ma powodu martwić się o tych, no, jak ona to powiedziała bezdomnych. Przecież te koty z pewnością też znajdą ciepłe schronienie. Chyba, że chodziło jej o jakieś chore koty lub kocięta. Szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam co to znaczy bezdomni.
- ...A ten ostry wiatr sam mnie tu zamiótł.
Dokończyłam i zatrzęsłam się, oglądając za siebie. Wolałabym już wracać do klanu, by nikogo nie zamartwiać, ale cóż, głupia nie byłam. Przecież nie wiadomo co by się ze mną stało gdyby dwunóg mnie nie znalazł.
- Wiesz co? Z pewnością w misce jest jedzenie, bo jesteś naprawdę wychudzona, prawda Barwinku? - Powiedziała wesoło kotka, na co kocur pokiwał głową. Nie mówcie, że jej chodzi o te mysie bobki - Są naprawdę dobre. Moi ludzie kupują ostatnio te o smaku łososia!
Pokręciłam głową mimo tego, że mój brzuch wyraźnie oczekiwał jedzenia. Zwyczajnie nie mogłam i w duszy liczyłam, że te siedlisko dwunożnych zamieszkują jakieś myszy czy szczury.

<Barwinek?>

Od Mysiego Nosa C.D Szkarłatny Wicher

Nadal patrzyłam się na świetlika, jednak gdy poczułam, że Szkarłatny Wicher zbliża się do mnie, powoli skierowałam głowę w jego stronę. Miał naprawdę ładne, żółte oczy, które wyglądały jakby ukrywały w sobie słońce. I wtedy na jego czarnym nosie usiadł malutki, świecący świetlik, dlatego zbliżyłam do niego pyszczek. Mały robaczek jednak odfrunął prosto w gwieździste niebo. Uśmiechnęłam się, gdy biały liznął mnie po pyszczku. Jego oddech pachniał naprawdę ładnie i był cichy oraz spokojny. Mocniej wtuliłam się w niego i poczułam bicie jego serca. Również polizałam go po uchu. Szum wody wymieniał się z naszymi cichymi oddechami, a latające świetliki wyglądały jak błyszczące gwiazdy. Poczułam jak chwyta mnie za kark i...
||Niech działa wyobraźnia||

Wstałam na równe łapy i spojrzałam z przerażeniem na wojownika Klanu Nocy. Właśnie, był Nocnym! Nie myślałam o tym, gdy to robiliśmy, a teraz gdy wreszcie zaczęłam trzeźwo myśleć zdałam sobie z wszystkiego sprawę. To nie miało sensu. Ale przecież już to zrobiliśmy i tego nie cofniemy. Rzuciłam przelotne spojrzenie na Szkarłatnego i westchnęłam. Świetliki już odleciały, noc powoli chyliła się ku końcowi.
- Do zobaczenia - Powiedziałam cicho i chwytając rybę do pyszczka ruszyłam ponownie wzdłuż Grzmiącej Ścieżki. Mój mózg zalany został lawiną pytań, na które nikt nie potrafił odpowiedzieć. Gdy wreszcie przeszłam na tereny Klanu Burzy, odetchnęłam z ulgą. Wreszcie dom. Spokojnym krokiem weszłam do obozu, gdzie klan już spokojnie spał. Odłożyłam rybę na stos i udałam się do swojego legowiska, jeszcze chwilę wsłuchując się w oddechy śpiących wojowników.

<Szkarłatny Wichrze?>

10 lipca 2017

Od Mysiego Nosa C.D Szkarłatny Wicher

- Dsienki... mh - Położyłam jaszczurkę na małą warstewkę śniegu i przyglądałam jej się przez kilka bić serca. Wyglądała jak każda inna jaszczurka. Zielona z jakimiś brązowymi, trudno zauważalnymi znaczeniami. Teraz z pewnością lepiej będzie mi się rozmawiało bez tego gada w pysku - W końcu lata polowania na zające czegoś mnie nauczyły. Za to nie umiem tak dobrze łowić ryb jak ty. Jak chcesz, to możemy wieczorem przejść się nad rzekę. Z tego co pamiętam, mój mentor kiedyś mówił, że przechodząc przez Grzmiącą Ścieżkę i idąc wzdłuż niej dojdzie się do niczyich terenów z rzeką. Ty pewnie o tym wiesz.
- Oh, jakże mógłbym się nie zgodzić Mysi Nosie. Mimo, że na co dzień przechadzam się obok rzeki, to zapewne w tym miejscu o którym mówisz latają świetliki. Na tle gwieździstego nieba wyglądają naprawdę przyjemnie.
- Zawsze chciałam pooglądać świetliki. Jak byłam mała przez przypadek takiego zjadłam. - Zaśmiałam się, swoim melodyjnym, słodkim śmiechem. Nie miałam zamiaru mówić o swoim wstydliwym dzieciństwie przy obcym kocie, więc jak dobrze, że śmiech przerwał potok słów, które już miały wypłynąć z mojego pyszczka. Właściwie to on już nie był taki obcy - wiedziałam, że miał na imię Szkarłatny Wicher, jest wojownikiem Klanu Nocy i ma bardzo miłe usposobienie. I wtedy usłyszałam w oddali, jak Jałowcowy Krzew mnie woła, więc szybko chwyciłam swoją zdobycz w pyszczek. - To na mnie jusz pola!
Uśmiechnęłam się do kocura na pożegnanie i pognałam w stronę głosu szarawego syna Srebrnej Gwiazdy. Ah, jak dobrze było pogadać z kimś nowym, niepoznanym, a nie jak zawsze z Burzowiczem.
~*~
Z zapartym wdechem oczekiwałam aż nadejdzie wieczór. Przez ostatnią resztę dnia polowała, więc nikt nie narzuci jej, że ma jeszcze iść coś upolować. W dodatku oszronione drzewa w blasku księżyca miały dodatkowo więcej uroku, a z pewnością rwąca rzeka pod grubym lądem będzie wyglądała zaskakująco pięknie. W końcu to nie to samo, co mały strumyczek, płynący sobie nieopodal obozu, który służy jedynie do napicia się, a ryb żadnych się tam nie spotka. 
Gdy księżyc powoli wychylił się nad kolcolist szybkim krokiem wyszłam z obozu, kierując się na miejsce ostatniego spotkania. Czekał tam już na mnie Szkarłatny Wicher. Gdy mnie zobaczył zaczął się wpatrywać prosto w moje żółte oczy, przez co odwróciłam wzrok na drzewa rosnące na granicy z Klanem Nocy. Tak jak twierdziła, wyglądały dosyć ładnie.
- Chyba pora iść. - Powiedziałam z uśmiechem towarzyszącym mi już od przyjścia tutaj. Czekałam, aż kocur wstanie i razem zaczęliśmy iść w stronę Grzmiącej Ścieżki.

<Szkarłatny Wichrze?>

09 lipca 2017

Od Mysiego Nosa C.D Szkarłatny Wicher

 Jak coś, to dzieje się przed opowiadaniem do Drozdza
- No, ach tak - Spojrzałam w złociste oczy pręgowaniego i z zawstydzenia już miałam zwiesić ogon, gdy nagle moją uwagę zabrała sobie ruda wiewiórka, przebiegająca po wierzbie obok. Oh, Szkarłatny Wichrze, nawet jak miałeś taki zamiar ja się szybko w tobie nie zakocham. I to albo znaczyło, że zwyczajnie nie rumienię się na widok pierwszego lepszego albo zwyczajnie nie łapałam tych tanich podrywek kocura. - A więc, może ty się teraz przedstaw? Wiesz, trochę bez sensu rozmawiać gdy nie wiem jak kot stojący przede mną ma na imię.
Najwyraźniej był dosyć zdziwiony, bo zmarszczył brwi, a jego ogon zaczął drgać. Zbliżyłam się bardziej, co było jednoznaczne z przekonaniem go, że nic mu nie zrobię, bo nie należę do wojowniczek, które zabijają każdego napotkanego wzrokiem.
- Mam na imię Szkarłatny Wicher, ale i tak moje imię nie dorównuje twojemu.
- Oh, dziękuję, Szkarłatny Wichrze. To imię jest bardzo ciekawe pod każdym względem, bo przecież wiatr nie może mieć odcieniu krwi. Chyba, że ten wiatr niesie za sobą metaliczny zapach szkarłatnej krwi. - Z zastanowieniem pokiwałam głową, a moje wąsiki zadrgały. Zazwyczaj mój brat mówił, że gdy tak robię wyglądam uroczo. Ale ja tak nie twierdzę. - Chociaż moje imię też nie ma większego sensu. Przecież mój nos nie przypomina mysiego.
- Najwyraźniej musisz mieć równie dobry węch co sprytna mysz.
Kocur ponownie wbił we mnie swoje spojrzenie na co ja uśmiechnęłam się delikatnie. Przez kilka bić serca panowała dziwna cisza, więc starając się ją jak najszybciej przerwać, jak to ja, zmieniłam temat:
- A ty co właściwie robisz, bo widzę, że ci nigdzie nie śpieszno?
Szkarłatny Wicher zaśmiał się i postawił łapę bliżej w moją stronę. Zmrużyłam oczy wpatrując się jak jego bielutka łapa zostaje postawiona mysią długość dalej od miejsca, gdzie była przed chwilką. Nie wiedziałam, co ma dać w tej rozmowie stanie bliżej mnie, ale dopóki jest na swoim terenie może stać tak blisko mnie jak tylko chce.
- Nie mam ochoty przerywać rozmowy z tobą, Mysi Nosie.

<Szkarłatny? xD>

Od Mysiego Nosa C.D Lamparciego Kroku

- Wiem o tym, ale może odebrałeś tą prośbę za bardzo do serca.
Lamparci Krok spojrzał na mnie i już zamierzał otworzyć pyszczek, ale zrezygnował. Rzucił na mnie smutny wzrok i ruszył w stronę wyjścia z legowiska medyka. Odprowadziłam go wzrokiem i spojrzałam na swoje łapy. Czułam się inaczej... i nie był to smutek, a raczej rezygnacja. Nie miałam pojęcia dlaczego to powiedziałam, dlaczego teraz. Ale po tym wszystkim miałam wszystkiego dość. I wtedy odezwał się rumianek, który sprawił, że moje powieki delikatnie upadły, a jedyne co zrobiłam przed zapadnięciem w głęboki sen to westchnęłam wspominając swoje dzieciństwo.
~*~
Niepewnie podniosłam wzrok na oczy wpatrujące się we mnie z zakłopotaniem. Zamrugałam jak najszybciej mogłam, by wstać. Całe ziewanie i podnoszenie się zdawało trwać wieki, co znaczyło, że zioła uspokajające i hamujące ból nadal działają. O fuj! Prawie od razu przypomniałam sobie, że dzisiaj znowu czeka mnie dawka tej jakże pożywnego śniadania. Jak dobrze, że później może je przegryźć zającem. Jednak nawet ten pyszny kąsek nie sprawiał, że zapominałam o smaku tego czegoś.
- Kwiecisty Wietrze, ja znowu muszę to... to coś jeść? - Zrobiłam minę niezadowolonego dziecka, na co szylkretowa medyczka wybuchła tak gromkim śmiechem, że samemu na pyszczku pojawiał się mały uśmieszek. Krzywy i niepewny, ale jednak. Na szczęście kotka w porę się opanowała i gdy zaczęła mówić na jej pyszczku ponownie pojawił się spokojny wyraz. Miała jakąś dziwną cierpliwość, że jeszcze wytrzymywała natłok pytań zadawanych w temacie tych roślinek, czyli co, jak i kto. Co to jest, jak to się nazywa i czy ktoś potwierdził działanie. W tym zazwyczaj na ostatnie nie uzyskiwałam odpowiedzi.
- To wymieszany mak, kocimiętka, nagietek i rumianek, Mysi Nosie. I, nie, nie będziesz musiała jeść tego czegoś.
- Hurra!... Czekaj, co?
Kwiecisty Wiatr pokręciła głową i wychyliła się za mnie, by podejrzeć resztę kotów siedzących u niej. No dalej, dalej, przecież ja tu nadal czekam. Mam ochotę już wszystko obmyślić i w ogóle, wiesz, takie tam różne rzeczy na temat tych dziwactw. Zawsze jest taki plus, że wyjdzie chociaż trochę douczona. Ale to, że zapamięta wszystkie nazwy jest naprawdę mało prawdopodobne.
- Rany się już zagoiły i możesz już iść normalnie polować, będę cię mieć jednak na oku, bo zaczynasz tyć.
Gdy tylko usłyszałam, że mogę wyjść powoli odwróciłam wzrok w stronę obozu tętniącego życiem. I wtedy jak grom z jasnego nieba uderzyła we mnie ta rozmowa. Próbujesz mnie ograniczyć... byłaś dla mnie malutką, słodziutką i delikatną siostrzyczką.
Ja ci pokażę kto tu jest delikatny.
Zaczęłam biec w stronę obozu, nawet nie odwracając się, by spojrzeć na zdziwioną Kwiecisty Wiatr. Gdy uderzyło we mnie mroźne powietrze, a moje łapy uderzyły w zaspy uśmiechnęłam się szeroko. I wtedy zdałam sobie sprawę,  jak bardzo przeszkadza mi mój brzuch. Pewnie ta cała Kwiecisty Wiatr daje mi jakąś truciznę i się wymiguje... To prawdopodobne. Powoli zaczęłam przedzierać się przez mróz coraz bardziej zastanawiając się czy to był dobry pomysł. Moje łapy zapadały się pod ziemię, a na moje wąsy spadały małe płatki śniegu. Nagle mocniej zawiało, a na mój pyszczek spadła z gałęzi duża warstwa śniegu. Strzepałam ją i ruszyłam dalej, gdy mocniejsza wichura przewróciła mnie prosto w drzewo. Auć! I wtedy jakieś dziwne stworzenie podeszło do mnie. Przez śnieg nic nie widziałam, ani nie czułam, ale gdy zbliżył się trochę bardziej wiedziałam kto to jest. Dwunożny! Syknęłam cicho, chcąc by się oddalił, jednak najwyraźniej nie usłyszał ostrzeżenia.
- Kici kici, no chodź... Ja ci nic nie zrobię.
Zamrugałam kilka razy zastanawiając się co to za kici, kici i dlaczego tak się do mnie odzywa. Przecież pewnie mnie porwie i zaniesie do obcinacza. O nie, tylko nie to! Gdy zastanawiałam się nad tym wszystkim poczułam jak coś mnie obejmuje i zrobiło mi się jakby cieplej. Podniosłam wzrok wyżej i zobaczyłam twarz dwunoga. Kiedy on tu tak szybko przylazł! Powoli zaczął iść w stronę siedliska dwunogów, a ja szamotałam się przez całą drogę. Bezczelność! Gdy wreszcie znaleźliśmy się w ciepłym domku z dala od śniegu, postawił mnie na podłożu. Jak dobrze, że to koniec tej udręki. Yyy, nie, jednak jakby nie patrzeć jestem w środku siedliska tych stworów.
- Barwinku, Palmiro, to będzie wasza nowa przyjaciółka, Migotka. - Powiedział wesoło dwunożny. Na Gwiezdny Klan, jaka Migotka, jestem Mysi Nos! Podniosłam wzrok na koty, które podeszły do mnie i gdy je zobaczyłam zamrugałam kilka razy oczami ze zdumienia.
- Droździa Łapo, wszyscy myśleliśmy, że umarłeś!

<Barwinek?>

05 lipca 2017

Od Mysiego Nosa (C.D Szkarłatny Wicher)

Uznajmy, że to przed wydarzeniami z wątku ze Szramą

Otworzyłam jedno oko, a później drugie, gdy ktoś zaczął mnie szturchać. Ziewnęłam i rozglądnęłam się sennie, by zobaczyć niebieskawego wojownika nadal mnie szturchającego.
- Spokojnie, już wstaaaa... - Moją wypowiedź przerwało głośne ziewnięcie - ...łaaaamm. 
Podniosłam się z miejsce i zobaczyłam Jałowcowy Krzew, który zadowolony z siebie w mgnieniu oka stanął już w wyjściu legowiska. Przekaz był całkowicie oczywisty i tylko niedoświadczony uczeń nie wiedziałby co teraz mnie czeka. No tak, polowanie. Była to dla mnie forma zabawy logicznej, dzięki której pomagałam klanu, więc wstałam jak najszybciej, by już po kilkunastu biciach serca iść obok mojego byłego ucznia. Czułam się teraz jakbym znowu była mentorką, którą nie byłam już od kilkudziesięciu księżyców i zdaje się, że Biała Gwiazda nie zamierza mnie wyróżnić. Nie jestem kimś kto będzie przy niej stał i ją błagał, by dała mu ucznia, przecież w końcu to nie do mnie należy. Mi pozostaje tylko polować i poznawać nowe zwierzęta, których zdaje się nie przybywało. Tylko zawsze zające, króliki i nieliczne wróble, na równie nielicznych drzewach. Pokręciłam głową, ocierając się o Jałowca. Nadal była dumna z tego, że został mądrym i silnym wojownikiem. 
- Mysi Nosie... - Szary delikatnie odsunął się ode mnie na co ja zaśmiałam się cichutko. Mój towarzysz spojrzał na mnie z wyrazem typu wtf, ale ja tego nie odebrałam jako coś nie miłego, a raczej jego mina sprawiła, że zaśmiałam się głośnej.
- Wstydzisz się, że zobaczy nas razem jakaś ładna kotka.
Jałowcowy Krzew pokręcił głową, ale i na jego pyszczku pojawił się delikatny uśmiech. Szliśmy nieopodal granicy z Klanem Nocy, licząc, że gdzieś w tych pobliżach znajdziemy jakieś jaszczurki, w końcu w środku naszych terenów, były same nory zajęcy, a trzeba się podszkolić w różnych dziedzinach. Przynajmniej tak twierdziłam. W końcu rozdzieliliśmy się. Syn Srebrnej Gwiazdy poszedł upolować jakiegoś zająca, a ja nadal szukałam jaszczurek, na kamieniach przy Rzece. Nagle wyczułam zapach któregoś z Nocnych, więc uważnie zilustrowałam otoczenie wokoło mnie, aż zobaczyłam białą sylwetkę jakiegoś kota. Szybko zaczęłam analizować czy takowego kota znam. Mmm, żółte oczy, białe futro i w dodatku te dziwne szare pręgi. Nie, na pewno nie znam.
- Witaj. - Powiedziałam wesoło do nieznajomego. Dopóki stał na swoim terenie będę spokojna.

<Szkarłatny Wicher? No heloł>

03 lipca 2017

Od Mysiego Nosa C.D Szramy

Kły kocura zaczęły się coraz bardziej przybliżać do mojej szyi, a ja poczułam gorąco wypełniające mnie po brzegi. Moje szamotanie nic nie dawało, a raczej utrudniało sytuację, bo coraz bardziej mnie przyduszał. Poczułam ból rozchodzący się po całym moim ciele (ble, ble, ble, gwaut), a po mojej szyi spłynęła strużka krwi. Nawet ja, optymistyczna Myszucha nie widziałam w tej sytuacji nic śmiesznego. Nagle coś zaszeleściło w krzakach, a samotnik rozejrzał się podejrzliwie, gdy spośród gałęzi przysypanych śniegiem wyskoczyła czarna sylwetka, która zepchnęła ze mnie samotnika. Oddaliłam się o kilka kroków, nie do końca wiedzą co właściwie się dzieje, bo wszystko było zamazane, a moja głowa mnie okropnie bolała. Dopiero po kilku biciach serca rozpoznałam przybysza, którym okazał się Lamparci Krok. Wściekły samotnik nie zamierzał się jednak poddawać i zaciekle walczył z moim bratem. I pomimo strużki krwi moczącej moje futro, postanowiłam razem z nim wygonić tego... no. Zaczęłam z sykiem podchodzić bliżej, aż w końcu rzuciłam się na nieznajomego, który umknął mi, a ja uderzyłam pyskiem o twardą warstwę śniegu, za to przeciwnik zniknął w krzakach.
- Mysi Nosie!
Mój czarny braciszek podszedł do mnie trącąc mnie nosem, ja zamrugałam kilka razy, starając się podnieść. W końcu o dziwo stanęłam na czterech łapach, jednak musiał mnie podtrzymać, bym nie upadła. I powoli zaczęliśmy iść do obozu, gdzie na powitanie od razu wyskoczyła mi Kwiecisty Wiatr. Nie chciałam opowiadać wszystkiego, więc skróciłam to wszystko do jednego, ale wyjaśniającego słowa:
- Samotnik.
Medyczka pokiwała na to krótko głową i zaprowadziła mnie do swojego legowiska, układając mi na szyi jakieś zmielone zioła i sklejając to wszystko pajęczyną, przez co miałam na szyi jakąś śmierdzącą papkę. Coś za coś. Dała mi jeszcze do zjedzenia jakieś chwasty na uspokojenie, bym mogła zasnąć. Nie byłam zadowolona z tego wszystkiego, bo wolałabym w tym czasie spacerować po lesie i upolować trochę zajączków.
- Jak już ci się zagoi, to zabiorę cię na wielkie polowanie, za to wszystko. - Powiedział Lampart i zdawać by się mogło, że to pocieszenie, jednak jego głos tego nie mówił. Był taki jak zwykle. Bez żadnego większego tonu.

<Lamparci Krok?>

26 czerwca 2017

Od Mysiego Nosa

Zdawałoby się, że ten dzień był taki sam jak każdy inny. Powoli podniosłam powieki i ziewnęłam głośno, wyciągając głowę wystarczająco daleko, by wyglądnąć z legowiska. Słońce jeszcze nie wystawiło swojego nosa ponad drzewo, ale granatowe niebo powoli zaczynało błyszczeć złotą żółcią, truskawkową czerwienią i borówkowym błękitem. Powoli podniosłam się, wyciągając łapy przed siebie. To chyba najlepszy czas na poranne polowanko, rozglądnęłam się szukając dobrego kompana do polowania, jednak Lamparta nie było, a Jałowiec jeszcze spał. Oh, czyli dzisiaj muszę polować samotnie. Z resztą, nic nie szkodzi! To zawsze więcej czasu na rozmarzanie. Powoli wychyliłam nos poza miejsce spania i wciągnęłam nosem zapachy unoszące się po obozie. Między innymi były to zające i króliki, które leżą na stosie zdobyczy, a przynajmniej tak było wczoraj, bo do dzisiaj zostało tylko kilka myszy na stosie. Zaczęłam iść między tymi pięknymi zapachami w stronę wyjścia z obozu, czując coraz większą chęć upolowania jak największej ilości zwierzyny. W końcu, halo, przecież jest już pora nagich drzew i jak tylko spadnie pierwszy śnieg to wszystkie zwierzęta, na które poluje Klan Burzy pochowają się w norach. Przyśpieszyłam kroku by bardziej oddalić się od obozu i wtedy zaczaiłam się w wysokiej trawie. Wokół mnie krążyło wiele leśnych zapachów, jednak nie wyczuwałam żadnej zwierzyny, a jedynie unosząca się w górze śmierdząca woń, która pachniała jak mieszanka dwunożnych, zgniłych szczurów i krwi. Powoli zaczęłam iść tym tropem, który stawał się coraz bardziej świeży. Nagle przystanęłam, bo ślad tutaj stanął, ale zdawał się być świeży. Co to jest? Zaczęło latać czy co? I wtedy zobaczyłam między krzakami żółte oczy, które zamrugały kilka razy. Zrobiłam unik i drapnęłam to coś co na mnie skoczyło. Nie zastanawiałam się czy to dobre posunięcie, ale jedno było pewne - to nie burzowicz.
- Ejejej - Mruknęła postać dziwnie zachrypłym, ale i rozbawionym głosem. Szybko przeczesałam ją, a raczej jego wzrokiem. Wyglądał tak jakby został rozszarpany na kawałki i ktoś go później poskładał, bo prawie wszędzie miał szramy - Nie tak agresywnie.
- Wynocha.
Syknęłam, ignorują wcześniejsze słowa kocura. Nie wydawał się być nastawiony pozytywnie i w dodatku, o ironio, ten śmierdzący samotnik chciał mi przed chwilą odgryźć ucho. W dodatku to jej tereny, jej klanu, jej społeczności. Chyba, że...
- Mieszkałeś kiedyś w siedlisku koni? - Spytałam z nadzieją w głosie. Może on też tam mieszkał! Kocur prychnął głośno i zbliżył się do mnie bliżej.
- Nie mów, że wyglądam jak jeden z tych napchanych mysimi bobkami kotów!
Odsunęłam się w tył z grymasem na pyszczku i delikatnym zmieszaniem. Racja, nie wyglądał na takiego, ale był w końcu samotnikiem. Pewnie i tak mieszka w podobnych okolicach wyjadając zepsute jedzenie dwunogów. To wszystko zdradzał jego śmierdzący oddech. Miałam ochotę rzucić się na niego za to, że ignoruje moje ostrzeżenia, ale nigdy nie byłam dobra w walce z kimś... tak silnym. Moje ciało było zbudowane idealnie do łapania zająców.

<Halo, Szrama? Czy zgoda na napisanie do ciebie opka jeszcze aktualna? xD>

01 czerwca 2017

Od Mysiego Nosa C.D Lamparciego Kroku

Od początku pierwszego mojego pisknięcia minęło wiele księżyców. Czas uciekał nie ubłagalnie, a moje życie znało już dużo różnych scenariuszy smutnych, jak i złych. Mimo deszczu i burz, które przeszły już niejeden raz po drodze wojowniczki, terminatorki, kociaka i pieszczocha. Ale mimo wszystko nadal na moim pysku widniał radosny uśmiech. Wyjątkiem nie była też rozmowa z Rozmytym Pyłek, który posiadał tytuł jednego z największych gburów Klanu Burzy, ale u mnie nadal wydawał się być sympatycznym kocurem. Dlatego byłam strasznie zadowolona z tego, że... oh, będzie miał kociaki! Nie czekając chwili dłużej, zaraz po usłyszeniu plotki udałam się do Bladego Świtu, która już od dawna siedziała w żłobku. Nie miałam jednak pojęcia, że to będą dzieci dzieci mojego mentora, dlatego ostatnimi czasy zamiast odwiedzić królową, przeznaczałam te chwile na polowanie. Tym razem wypełniła mnie zupełnie nowa energia. Wskoczyłam z rozpędu do kociarni, a Blada spojrzała na mnie z niejakim zdziwieniem, ale uśmiechnęła się delikatnie. Zaznaczając tu słowo delikatnie, bo jej uśmiech nie równał się z moim wielkim bananem na pyszczku. Podeszłam do niej i usiadłam niedaleko, witając ją skinięciem głowy:
- Cześć.
- Widać Mysi Nosie, że musisz być naprawdę zadowolona z nowiny o kociętach - Powiedziała czarno-biała i liznęła swój brzuch. Ja pokiwałam na to entuzjastycznie głową i spojrzałam z troską na trochę większy niż zazwyczaj brzuch łaciatej. Już miałam podejść do niej bliżej, by się o coś spytać, gdy mój brat wpadł prawie, że na mnie, hamując z rozpędu. Mech poleciał na wszystkie strony, na co Blady Świt mlasnęła z niezadowoleniem i spytała się o stan zastępcy. Lamparci Krok spojrzał na nią i kiwnął głową na powitanie, a jednocześnie pożegnanie, ale pytanie zignorował, bo od razu wyprowadził mnie w kąt obozu.
- Coś zmalował?
To pierwsze co powiedziałam, robiąc minę dokańczającą moje myśli. Jak zrobiłeś coś głupiego, ja się w to nie mieszam. Na szczęście Lampartek miał dosyć poważną, aczkolwiek podekscytowaną minę, oznaczającą, że to raczej sytuacja wagi cięższej. Pokręcił głową z nutką satysfakcji w oczach i po krótku opowiedział mi o tym, że spotkał Nakrapiany Kwiat. Skrzywiłem się nieznacznie, jednak odetchnęłam, a w moich oczach zabłysła nuta ciekawości. Jednakże szybko odgadłam temat tej wymiany zdań i uśmiechnęłam się delikatnie. NIE, nigdy nie zgadnę o czym rozmawialiście. To za trudne. Kiedy jednak przypomniałam sobie o tym, jak z Lampartem przybyłyśmy na miejsce spotkania z Błękitną Burzą, a tam zastaliśmy tylko nocną ciszę oraz zapach choroby i krwi na mój pyszczek wkradł się smutek.
- Nie pomylę się, jeśli powiem, że o tacie?
- I o Czarnej Gwieździe.
Spojrzałam ze zmieszaniem na mojego brata. Nie wiedziałam czy czuć ciekawość czy raczej strach i gniew, więc po prostu stałam jak wryta i czekałam, aż coś jeszcze dopowie, jednak on milczał.
 - I co ci powiedziała jego ukochana?
Spytałam i znowu zaczęłam dreptać w miejscu. Ten tylko zmrużył oczy i uśmiechnął się tajemniczo. Ja tylko przekrzywiłam łebek.
- Coś takiego, że nie uwierzysz. Nasza siostra żyje.
- CO?
- Cicho - Mruknął Lampart rozglądając się wokoło. Pokiwałam głową i odchrząknęłam:
- Musimy iść.
- CO?
- Nie wierzę, że na każde pytanie będziemy odpowiadać tym samym. Nie wiem jak ty, ale ja chcę ją spotkać.
Niebieskooki spojrzał na mnie, ze zdziwienia otwierając szerzej pyszczek. Zaraz potem jednak pokręcił głową.
- Ona...
Nie dokończył, bo Biała Gwiazda zawołała go. Spojrzałam na niego niemrawym wzrokiem, niepewna tego co oplatało teraz mój móżdżek. Mimo to jak zwykle dziarskim krokiem w kierunku wyjścia z obozu na polowanie, spoglądając przez ramę na mojego brata. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

<Lamparci Kroku?>

03 maja 2017

Od Mysiego Nosa C.D Biała Gwiazda

Zamyśliłam się, momentalnie powracając do wydarzeń, które nastąpiły w tym właśnie księżycu. Po podliczeniu faktów i dowodów na istnienie różowych wiewiórek uśmiechnęłam się do białej przywódczyni i szybko powróciłam na ziemię. Mimo tego wszystkiego o czym myślałam, to z pewnością siedziałam tak w ciszy tylko z kilka bić serca. Gdybym nie mówiła dłużej niż ten wyznaczony czas, można by było zmienić mi imię na Mysi Głaz, a do tego dopuścić nie można. Rozmyty Pył byłby pewnie dumny z tego, że wreszcie idę jego zimną ścieżką, a nie przez krainę tęczowych jednorożców, ale ta droga była dla mnie zupełnie odpowiednia. W końcu myszy i zające same pojawiające się na stosie to było coś o czym można było pomarzyć tylko na tej drodze. Gdyby zmieniła trasę musiałaby myśleć o prawdzie, prawdzie i tylko prawdzie. A najlepiej takiej prawdziwej prawdzie, a nie pół prawdziwej prawdzie z pół prawdziwej prawdy, która tak naprawdę nie powstała z prawdy. Z resztą nieważne i tak mnie pewnie nie zrozumieliście.
- Oh, nie spodziewałam się, że usłyszę to pytanie właśnie z twojego pyszczka, Biała Gwiazdo - Powiedziałam na jednym tchu, zaraz potem krzywiąc się w nagłym zamyśleniu, przez co chwilowo wyglądałam jak Mona Liza, albo w sumie Mysa Niza. Zdałam sobie sprawę jak dziwnie mogło zabrzmieć to co powiedziałam, dlatego poprawiłam się szybko - co jak co, ale z pewnością interesujesz się bardziej dobrem klanu niż taką jedną, różową chmurką pośród białych obłoków jak ja.
Zachichotałam cicho, a liderka spojrzała na mnie w niemrawym zdziwieniu. Ja za to zupełnie nie zdziwiłam się jej miną. Przecież moich kolorowych sformułowań zastępujących zwyczajne słowa było o wiele zbyt wiele i większość kotów nie interpretowała tego w taki sposób jak ja. Przecież nie każdy posiada taki radosny móżdżek, ha!

<Biała Gwiazdo?>

28 stycznia 2017

Od Mysiego Nosa

No, co. Myślicie, że się tylko lenię i nie wystawiam nosa poza obóz? Jeżeli tak myślicie, to jesteście w wielkim błędzie. Dlaczego ja akurat mam taka być. Uwielbiam wprost przygody i wycieczki, a przechadzki to już w ogóle. Nie żeby coś, polować też lubię i potrafię. Chociaż trzy zdobycze na stosie są starannie wyszukane w runie leśnym i szybko zabite. Choć nie wiadomo, bo wiewiórki na przykład nie chowają się zaraz przy ziemi, tylko wysoko, wysoko na drzewach. Ale noł problemo! Rozmyty Pył nauczył mnie jak wspinać się na drzewo, więc umiem złapać też te rude stworzonka z puchatą kitą. Wsparta długimi przemyśleniami wstałam i wyszłam z Zacienionej Nory i już miałam skierować się do wyjścia, kiedy coś pstryknęło mi w głowie. O czymś zapomniałam, znowu. Tylko o czym? No oczywiście. Zapomniałam o moim uczniu. Od razu zmieniłam kierunek i zaczęłam iść w stronę legowiska terminatorów. Akurat jak byłam blisko wyszedł z niej Jałowcowa Łapa.
-Pamiętaj! Wstawaj tak jak wstaje słońce, ono na Ciebie nie zaczeka. Chociaż szkoda, sama wolałabym wstawać dopiero o szczytowaniu. - Zaśmiałam się wesoło, popychając swoim puchatym ogonem młodego. I wtedy podeszła do nas Biała Mgła. Posłała mi krótkie spojrzenie zaraz potem mówiąc, że mam iść na patrol razem z Jałowcową Łapę i jakimś wojownikiem na poranny patrol. Nie powiedziała jakiego, co z pewnością oznaczało, że mogę go sama wybrać. Dobrze, mój brat Lampartek na pewno będzie z tego zadowolony, jeśli go wybiorę. On wprost uwielbia być przydatny dla klanu. Albo takie po prostu sprawia wrażenie.
-Lamparci Kroku!
Czarny kocur akurat jadł jakąś mysz, bo pewnie był już na polowaniu i zgłodniał. Nie rozumiem jak można tak wcześnie wstawać... Mój brat pojawił się już zaraz obok mnie. Oho ho, czyli możemy iść. Wyszłam pierwsza z obozu, a za mną mój uczeń i brat. Skierowałam się w stronę Drogi Grzmotu, której stłumiony dźwięk zaczął szumić w uszach. 
-Co to jest? - Zawołał błękitny kocurek, a ja spojrzałam przed siebie. Odgłosy stawały się coraz głośniejsze, a zza drzew widać było czarny pas.
-To Droga Grzmotu. Zbudowali ją dwunożni, chyba wiesz co to jest? To duże stwory, które chodzą na dwóch nogach i nie mają futra. Karmią złapane koty, mysimi bobkami... Przejeżdżają tutaj potwory dwunożnych.  
Wspominając o pieszczochach spojrzałam ponuro i smutno na Lamparci Krok, szybko jednak wgoniłam z głowy wspomnienia. Tego już nie ma.  
-ODSUŃ SIĘ! - Wrzasnął po chwili mój brat, a ja spojrzałam z przerażeniem jak nadjeżdża z oddali potwór. Jałowcowa Łapa stał niebezpiecznie blisko drogi, ale słysząc ostrzeżenie odskoczył w tył, jeżąc sierść. Czerwony stwór przejechał na Drodze Grzmotu, a jego smród uderzył mnie w nos. Fe! 

 <Jałowcowa Łapo? Lamparci Kroku?>

15 grudnia 2016

Od Mysiego Nosa

Dzisiaj wstałam jak na mnie dosyć wcześnie. Słońce dopiero wychylało się zza obozu, a niebo było jeszcze granatowe. Większości wojowników już nie było w legowisku, ale ja nadal byłam okropnie zmęczona. Przekręciłam się na drugi bok i zamknęłam powieki, chcąc ponownie zasnąć. Ale nic takiego nie przychodziło. Ziewnęłam i podniosłam się, rozglądając na około w połowie nie przytomna.
-Mysi Nosie! Jesteś wojowniczką, powinnaś tak długo nie spać.
Spojrzałam w stronę głosu i zobaczyłam Rozmyty Pył, mojego dawnego mentora. Wydawał się nie zadowolony. Nic dziwnego. Oczekiwał od swojej uczennicy najlepszej wojowniczki lasu! Ale co ja poradzę, że zwyczajnie nie potrafię budzić się tak wcześnie. Tym bardziej, że na zewnątrz nie ma nic ciekawego Tylko polowania i patrole.
-Ech... No jak tak twierdzisz. - Mruknęłam niechętnie i przeciągnęłam się, a w moich oczach szybko błysły iskierki. - Ponowię swoją wyprawę! Szukanie różowych wiewiórek.
-Co?
Szary kocur poruszył uszami. Najwyraźniej zastanawiał się czy aby na pewno się nie przesłyszał, ale na pewno nie. I nie żartuję! Widziałam różowy, puchaty kawałek futra, leżącego nieopodal Drogi Grzmotu. Nigdzie nie pomylę tej charakterystyczności. To był na pewno ślad wiewiórki.
-Bo przy drodze grzmotu, bo wiesz, dlatego byłam tak blisko siedlisk dwunogów, bo wyczułam trop myszy... No, a przechodząc dalej, to przy drodze grzmotu zobaczyłam trochę futra. Wyglądało jak wiewiórki. Ale nie było rude. Bo było RÓŻOWEJ wiewiórki!
-Paplasz brednie, takie coś nie istnieje. A tobie radzę zapolować, bo nie mam ochoty polować za cały klan! - Odburknął Rozmyty.
-No, jak tam chcesz, ale jestem pewna, że Lamparci Krok przyniesie i tak dużo, że moje zdobycze, nie będą potrzebne.
Uśmiechnęłam się i machnęłam ogonem. Chyba, że przyniosę różową wiewiórkę. Pomyślałam, a następnie ominęłam wojownika i wyszłam z obozu. Od razu skierowałam się w stronę bardziej górzystych terenów, bo zaraz za nimi znajdowała się Grzmiąca Ścieżka, a nie daleko niej, miejsce gdzie pozostawiłam ślad. Klanu Burzy, zrobi się łyso, kiedy będę miała rację. I właśnie miałam skręcić w lewo, kiedy poczułam zapach jakiegoś kota. Eh, nigdy nie można, spokojnie czegoś zrobić. Ale z drugiej strony, towarzystwo. To zawsze dobrze.

<Ktosiu?>

01 listopada 2016

Od Mysiej Łapy CD Rozmyty Pył

Spojrzałam na drzewo, uśmiechając się. Moje wąsy same drgały z ekscytacji, przed kolejnym zadaniem. Podniosłam ogon do góry i zniżyłam się, chcąc dokładnie wymierzyć skok. I po chwili zbiłam się w powietrze, chwytając korę. Moje pazury przyczepiły się do niej, co znacznie utrudniło mi wspinaczkę, jednak dosyć szybko weszłam na pierwszą, najniższą gałąź. Ale ja jak to ja, uczennica, którą cały czas rozpiera energia, zaczęłam wspinać się, wyżej, aż usiadłam na kolejnej gałęzi, wypinając dumnie pierś.
-Lepiej już zejdź Mysia Łapo. - Powiedział Rozmyty Pył, a ja spojrzałam na dół, prosto w jego oczy, które okazały się, nie mieć jakiejkolwiek troski. Gdy tak patrzyłam na swojego mentora, zdałam sobie sprawę jak jestem wysoko. Wreszcie zrobiłam coś, czego nie odważyłby się Lamparcia Łapa i teraz stąd zejdę. Wczepiłam pazury w drzewo i zaczęłam, powoli schodzić, kiedy nagle poczułam, że się boję.
-A! - Krzyknęłam, no, czyli teraz wiadomo, że chodzenie po drzewach to nie mój atut.
-Skacz, jesteś nisko.
Wzięłam głęboki oddech i zeskoczyłam, zamykając oczy ze strachu. Po chwili uderzyłam w ziemię, ale nie poczułam bólu. Odetchnęłam z ulgą, podnosząc powieki i uśmiechając się.

<Rozmyty?>

Od Mysiej Łapy C.D. Srebrnej Łapy (Pyska)

Odłożyłam na stertę moją samodzielnie upolowaną mysz z dumnie wypiętą piersią. Byłam na patrolu z Białą Mgłą i Rozmytym Pyłem i mogłam tam polować. Znaczy... Tej myszy nie upolowałam tak całkowicie samodzielnie, bo pomogła mi zastępczyni, ale to zawsze coś. Spojrzałam na swojego mentora, stojącego obok mnie.
- Mysia Łapo, może byśmy...
- Rozmyty Pyle, pójdziemy na polowanie? Tak! Tak, tak, tak! - Podskoczyłam, machając ogonem. Pręgowany kocur kiwnął głową. Odwrócił się i zaczął iść ku wyjściu z obozu, a ja dumnie obok niego. Po chwili szliśmy już przez las i Rozmyty Pył wyczuł zapach lisa, więc kazał mi zostać, bo musi sprawdzić czy to aby na pewno on. Ja jednak nie chciałam tu siedzieć, dlatego ruszyłam w lewo, aż wyczułam jakiś dziwny zapach. Zaczaiłam się w krzakach, aż coś na mnie skoczyło. Spojrzałam w górę i zobaczyłam pręgowaną kotkę, pachnącą Klanem Nocy. O nie, nie! Może jestem miła, ale naruszania granic nie toleruje! Zaczęłam się szarpać, ale kotka była naprawdę silna. Po chwili jednak mnie puściła i stanęła na swoim terenie, na co ja odetchnęłam z ulgą.
- Kim jesteś? - Zaczęłam ostrożnie.

<Srebrna?>

24 października 2016

Od Mysiej Łapy

Dzisiaj wstałam wcześniej niż zazwyczaj, z czego byłam bardzo zadowolona, bo prawie cały czas spóźniałam się na treningi. Delikatnie szturchnęłam brata, który już wstał, ale wydawało mi się, że w połowie śpi. Zaczęliśmy dzielić języki, ale trwało to tylko chwilkę, bo zaraz słońce zaczęło oświetlać obóz i wiedziałam, że Rozmyty Pył pewnie zaraz wyjdzie na mnie czekać. Przynajmniej tak mówił mi Lamparcia Łapa, bo on często widział wstających wojowników. Wyszłam powoli z legowiska siadając przed wyjściem z obozu. Po kilku biciach serca, zobaczyłam pręgowanego kocura.
-O, Mysia Łapo. Nie spodziewałam się, że już będziesz na mnie czekać. - Powiedział patrząc na mnie z ponurą miną, ale też i zdziwieniem. Czyli mój typowy mentor. Znałam go nawet za czasów terminatora i wtedy wydawał mi się bardziej... Wesoły. Nie wiedziałam, dlaczego Srebrna Gwiazda, wybrała jego, jako mojego nauczyciela. Byliśmy kompletnymi przeciwieństwami.
-Nie mogę doczekać się treningu! Dzisiaj mam nauczyć się polować na... - Zamyśliłam się, czując zupełną pustkę w mózgu. Niestety byłam bardzo zapominalska i mogę się do tego przyznać
-Ptaki.
Rozmytemu Pyłowi wąsy delikatnie drgnęły z rozbawienia, ale on i tak cały czas z ponurą miną, patrzył na mnie, aż w końcu ruszył szybkim krokiem poza obóz.
-Będę wspinać się na drzewa? Albo, albo...! O! Przypomnę sobie jak polować na myszy. Jak będzie wesoło!

Rozmyty Pyle?