BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
31 grudnia 2022
Od Anubisa
To nie było tak, że Anubis nie wierzył w ideał świętości – wręcz przeciwnie, ubóstwiał przecież wspaniałą rasę Dwunożnych. Nieważne, przez ile prób musiał przejść, oni zawsze byli tam dla niego z miską pełną jedzenia i ciepłym domem. Prawda, mieli swoje wady, jednak był w stanie o nich zapomnieć w imię idealizowania ich obrazu. W końcu nigdy nie chcieli go poważnie skrzywdzić, prawda?
Nie byli dla niego zagrożeniem w przeciwieństwie do innych kotów. Anubis nigdy nie zapomniał o przerażającym widoku zamordowanej samotniczki. Wciąż czasami prześladował go ten okropny chrzęst kości i odgłos rozrywania ciała. Nie, w tych kotach nie było niczego dobrego. Były nieokiełznane, szaleńcze w swojej wściekłości, pragnące krwi i zemsty, której nigdy nie potrafiły osiągnąć. Anubis starał się przez wiele księżyców zrozumieć te istoty, a nawet je nawrócić na ścieżkę wiary w Dwunożnych, jednak w większości przypadków poległ. Może naprawdę większość kotów nie była godna jego zaufania?
Otarł się z miłością o nogę swojej Wyprostowanej, która czule podrapała go między uszami. Czuł się bezpiecznie pomimo wszystkich nagłych zmian, które miały miejsce w ostatnich tygodniach. Wiedział, że ona nigdy by go nie zostawiła. Była dobrą osobą – nawet jeśli często wydawała z siebie dziwne pokasływania, które straszyły kocura. Nie opuściła go, gdy wyprowadzili się z ich starego, dobrego legowiska i zamieszkali śmierdzącym tym nieprzyjaznym Synkiem. Anubisowi bynajmniej nie podobał się pomysł, jednak wspierał każdą decyzję swojej Dwunożnej, szczególnie że zostawała ona dużo częściej w swoim posłaniu i głaskała go całymi dniami.
Drzwi do pomieszczenia otworzyły się i wślizgnął się przez nie Synek. Anubis z niezadowoleniem zmarszczył nos. Nie podobało mu się, jak często musiał się z nim widywać, nawet jeśli wydawał się on ważny dla jego Dwunożnej, która często głaskała drugiego Wyprostowanego po głowie, niemal jakby był jej kociakiem.
– Mamo, musisz być poważna. – Słowa wypowiadane przez niego nie były zrozumiałe dla kocura. Czarny otarł się o rękę swojej właścicielki, wpatrując się w nią z uwielbieniem. – Jesteś chora. Musisz się leczyć.
Ręka Dwunożnej zacisnęła się. Anubis, niezadowolony z przerwanej pieszczoty, spojrzał na nią z dezaprobatą.
– Spędziłam całe życie w podróży – przemówiła po chwili. Nawet pieszczoch potrafił poznać, że jej głos był niezwykle słaby. – Nie zamierzam umrzeć, gnijąc w szpitalu.
Kilka tygodni później Dwunożna zniknęła. Anubis nie rozumiał, co się działo, nie wiedział, dlaczego nagle legowisko wypełniło się najróżniejszymi Wyprostowanymi. Czekał cierpliwie, aż jego właścicielka wróci. Przecież zdarzało się wcześniej, że wyjeżdżała, prawda? Czemu teraz miało być inaczej? Dni jednak mijały, a jej wciąż nie było. Wszystkie rzeczy powoli zaczęły tracić ten charakterystyczny, słodki zapach. Wszystko wydawało się zapominać o istnieniu Dwunożnej.
Wszystko oprócz Anubisa.
Wspiął się na tylne łapy, drapiąc w drzwi. Synek był wyjątkowo niezainteresowany jakimkolwiek kontaktem z kocurem i rzadko kiedy wypuszczał go poza swoje śmierdzące legowisko.
– Durny kot – mamrotanie Synka rozległo się gdzieś za plecami Anubisa. Czarny zaczął kręcić się między jego nogami. Przecież mogli się jeszcze zaprzyjaźnić, prawda? Co tam, że w przeszłości łączyła ich niekoniecznie pozytywna relacja. Jego Dwunożna nigdy nie zostawiłaby go z kimś, kto by go skrzywdził. – Chcesz na spacer, prawda? Chcesz na spacerek?! – syknięcie wydobyło się z pyska Wyprostowanego. – W takim razie dostaniesz spacerek, pchlarzu.
Synek złapał pieszczocha i wrzucił go do klatki szybciej, niż ten potrafił zareagować. Anubis zamrugał ze zdziwieniem. Czyżby jechali do starego legowiska? Może Synek zamierzał go zabrać do Obcinacza? Zmarszczył nos z niezadowoleniem. Nie prosił o to! Będą musieli popracować nad komunikacją, jeśli będą musieli mieszkać razem, dopóki jego Dwunożna nie wróci.
Klatka Anubisa została wrzucona do Potwora, który wydał z siebie głośny ryk. Czarny kocur skulił się. Nigdy nie lubił być przewożonym. Synek mruczał coś pod nosem w swoim niezrozumiałym dla czarnego języku. Gdzie jechali? Czemu w piersi Anubisa pojawiło się rosnące uczucie niepokoju? Przecież mógł ufać każdemu Dwunożnemu! Nie byli tacy okrutni jak inne koty. Czasami tylko… testowali go, jednak nigdy by go nie skrzywdzili. Zwinął się w kłębek, ze spokojem oczekując, aż Potwór wreszcie się zatrzyma.
Warkot ucichł nagle, a Anubis uderzył w drzwi swojej klatki. Spojrzał z dezaprobatą na Synka. Dwunożny sięgnął w jego kierunku i chwycił przenośnik.
– Nie wiem, czemu moja matka cię trzymała. – Anubis zastrzygł uszami. Nawet nie rozumiejąc wypowiadanych przez Wyprostowanego słów, potrafił usłyszeć groźbę w jego głosie. Co się działo? Nagle poczuł, jak cała klatka się trzęsie i coś wyrzuca go przez jej drzwi prosto na twardą Drogę Grzmotu.
„Wróć!” chciał wrzasnąć, jednak z jego pyska nie wydobyło się żadne słowo.
Podmuch powietrza niemal go przewrócił. Zatrząsł się z przerażenia. Musiał po niego wrócić! Musiał! Jego oddech przyśpieszył. Sparaliżowany strachem, wpatrywał się w mknące Potwory. Nie, nie, nie mógł umrzeć! Przecież jego Dwunożna miała po niego wrócić! Blask reflektorów oślepił go, a nienaturalny huk maszyny całkowicie zagłuszył wszystkie inne dźwięki. W panice rzucił się przed siebie, cudem unikając zgniecenia. Wydał z siebie drżące westchnienie. Mógł się stąd wydostać. Musiał wziąć się w garść! Mógł wrócić do swojego ciepłego, starego legowiska, do starego życia, do swojej dobrej właścicielki. To nie mógł być jego koniec! Przecież dobrzy Dwunożni nigdy by go nie skazali na śmierć, prawda? To musiał być tylko test, test, który zamierzał przejść.
Bo przecież czemu miałby nie ufać Dwunożnym?
Uderzenie wstrząsnęło jego ciałem. Ból przeszył każdą kończynę. Rozległ się trzask łamanych kości i zgniatanego ciała.
Jeszcze po niego wrócą, prawda?
Potem była tylko ciemność.
30 września 2022
Od Anubisa
Jednak z jego pyska nigdy nie wydobywało się żadne słowo.
Czasami czuł się samotny, spacerując Drogami Grzmotu. To nie była jego wina, że ten durny (niegdyś nie nazwałby żadnego Wyprostowanego taką obelgą, jednak Synek zasługiwał na specjalne traktowanie) Dwunożny zupełnie zignorował jego istnienie! Czemu musiał za to płacić?! Głosił wolę wszechmocnych tak, jak nakazał mu wszechświat, więc dlaczego był karany?!
Zdarzało się jednak, że pojawiał się ktoś, kto przerywał jego samotność. Małe światełko, iskierka ciepła, która rozświetlała jego życie jak nikt inny. Za każdym razem, gdy czuł się źle i cały świat wydawał się go przytłaczać, jego łapy zawsze prowadziły go w to samo miejsce. Mizia zawsze uśmiechała się do niego delikatnie, siadała obok i opowiadała mu różne niestworzone historie. Czasami Anubis miał ochotę prychnąć, że nie jest już kociakiem (czego nie robił z oczywistych powodów) i nie chce słuchać bajek, jednak zanim zdążył zaprotestować w jakikolwiek wyraźny sposób, słowa siostry nagle stawały się interesujące. Mizia pomogła mu ponownie odnaleźć swoją drogę i postawić pierwsze kroki ku przyzwyczajeniu się do nowej codzienności.
Nowa sytuacja była inna, ale nie była beznadziejna. Jasne, akceptacja i przystosowanie się zajęły mu mnóstwo czasu, jednak nie był to czas zmarnowany. Wiedział, że nie był sam i to napełniało go nadzieją. Nadzieją, której nikt nie mógł mu odebrać.
31 lipca 2022
Od Anubisa CD. Bylicy
– Mam nadzieję, że umiesz się wspinać na drzewa, bo będziesz spał w tej dziupli, a ja na gałęzi – rozkazała Bylica, wskazując ogonem na wymienione miejsca. – A tak w ogóle to mi się nie przedstawiłeś – zauważyła, spoglądając na pieszczoszka z wyczekiwaniem. Anubis przez chwilę wahał się. Czy na pewno chciał przedstawiać się temu potworowi? Co, jeśli użyłaby jego danych do przywołania jakiegoś demona czy cokolwiek robiły takie dzikusy jak ona?
– Zwą mnie Anubis – mruknął cicho, nie spuszczając wzroku z Bylicy. Był gotowy do ucieczki, gdyby kotka zrobiła jeden nieostrożny ruch. – I umiem się wspinać! – parsknął. Mógł niemal przysiąc, że dziwaczka rzuciła mu powątpiewające spojrzenie.
– W takim razie wskakuj – zawoławszy, wskoczyła na gałąź. Czarny kocur z niepokojem przestąpił z łapy na łapę.
– Skąd mam wiedzieć, że nie zjesz mnie, kiedy będę spał? Albo, że nie sprowadzisz tych śmierdzących rybą kotów?! – burknął. Srebrna uśmiechnęła się chytrze.
– Kto wie, na co przyjdzie mi ochota.
Czasami Anubis wolałby wrócić do tego przerażającego spotkania z Bylicą. Może gdyby mógł przeżyć życie jeszcze raz, potrafiłby powstrzymać wyjazd swojej właścicielki i pozostawienie go z tym okropnym dwunożnym zwanym Synkiem. Gdy zachorował, nie mógł liczyć na pomoc. Nieważne ile miauczał i prosił o wyleczenie, ten demon nigdy nic nie robił.
Więc w pewnym momencie Anubis ucichł i już po raz kolejny się nie odezwał. Gdy przybyła jego Pani, zabrała go do Obcinacza, ale, pomimo wyleczenia z ogólnego osłabienia, jego głosu nie udało się uratować. Czarny kocur przez długi czas nie potrafił przeboleć tej straty i odizolował się od rodziny. Przestał wychodzić poza swoje ciepłe legowisko i całymi dniami wylegiwał się na wygodnych dywanach.
Nie chciał tak dłużej żyć. Nie mógł dłużej załamywać się nad przeszłością, której nie potrafił zmienić. Musiał wyjść i ponownie zacząć cieszyć się życiem wolnego kota – nie miało znaczenia, czy potrafił mówić, czy też nie.
Miasto i otaczające je lasy nie zmieniły się mocno od jego ostatniej wycieczki, jednak po tak długim czasie zamknięcia w czterech ścianach wydawały się dużo piękniejsze niż zazwyczaj. Anubis szedł powoli, rozkoszując się zapachem dziczy. W pewnym momencie do jego nozdrzy doszła inna, znajoma woń. Zmarszczył brwi, nie potrafiąc sobie przypomnieć, do kogo mogła ona należeć. Przez chwilę krążył między krzakami, próbując znaleźć źródło zapachu. Czy to był jeden z jego wiernych wyznawców? Może to ktoś, kto kiedyś odwiedził jego terytorium?
Zagadka szybko rozwiązała się sama – Anubis praktycznie wpadł na jej rozwiązanie i niemal natychmiast tego pożałował.
Kilka kroków przed nim stała Bylica.
14 lutego 2022
Od Anubisa
Anubis miał wrażenie, jakby jego serce nagle przestało być. Wzrok w Nornicy był wbity prosto w niego. Przez całe jego ciało przeszedł dreszcz. Zginie. To koniec. Bał się ruszyć, mimo że wiedział, że to nic by nie dało.
- Wychodź - rozkazała samotniczka. Anubis przełknął głośno ślinę. Nie chciał umierać! Powoli wysunął się spod dziurawego kartonu, pod którym się chował. Czuł, jak spojrzenia zebranych skupiły się nad nim. Zabiją go, rozszarpią… Poczuł, jak łapy się pod nim uginają. Z cichym jękiem uderzył w ziemię. Nikt mu nie pomoże. Zginie samotnie. - Mogłabym cię zabić tu i teraz - warknęła Nornica, przyszpilając go do ziemi. Anubis załkał cicho. Nie zważał na śmiech zebranego wokół tłumu. Nie zważał na to, jak żałosny był. Chciał, żeby to wszystko wreszcie się skończyło. - Ale nie zrobię tego, bo jeszcze mi się przydasz - szepnęła, pochylając się nad nim. Uścisk na szyi pieszczocha zelżał, a on natychmiast poderwał się na nogi. Nornica wpatrywała się w niego z pogardą. Poczuł, jak zbiera mu się na wymioty. Bezwładne ciało Kukułki leżało nieopodal. Jej martwe, szeroko otwarte oczy wpatrywały się w niego. Nie chciał na to patrzeć, nie chciał tam być… Bez namysłu, niemal na oślep rzucił się do ucieczki.
Był pewien, że ona go znajdzie i dokończy swoją robotę. Nie był bezpieczny.
Z przerażonym piskiem poderwał się z posłania. Był w domu. Nornica nie mogła go skrzywdzić. Wziął głęboki oddech, próbując uspokoić galopujące serce. Od incydentu z samotnikami minęło kilka dni, jednak wciąż nie potrafił o tym zapomnieć. Rzucił niepewne spojrzenie w stronę swojego legowiska. Nie potrafiłby wrócić do snu. Bez większego namysłu prześlizgnął się przez uchylone okno.
Zimne powietrze uderzyło go w pysk. Zeskoczył na trawę, rozkoszując się nocną ciszą. Chciałby, żeby jego spotkanie z Nornicą nigdy nie miało miejsca. Chciał wrócić do swojego spokojnego życia, kiedy nie musiał martwić się o swoje bezpieczeństwo. Westchnął cicho, wbijając wzrok w gwiazdy. Tak bardzo pragnął o tym z kimś porozmawiać…
I już wiedział z kim.
12 lutego 2022
Od Anubisa CD. Felixa [...]
- Witaj. Jak ci na imię? To twój teren? Nawet jeżeli tak, to ja tam nie będę nigdzie szedł. Jestem WOLNYM kotem, prawda? - Anubis zastrzygł uszami, słysząc obcy głos. Otworzył oczy i wlepił spojrzenie w stojącego na trawie rudego kocura.
- Nazywam się Anubis i witam cię na moim terytorium - miauknął. - Oczywiście, że jesteś wolnym kotem. Czy w swojej wolności chciałbyś poznać prawdę o świecie? - zaproponował, uśmiechając się zachęcająco. Obcy wpatrywał się w niego przez chwilę.
- Znam już prawdę o świecie! - stwierdził pogodnie i zaczął rozglądać się po ogródku. Anubis zastrzygł uszami, zakłopotany.
- W takim razie, po co tu przyszedłeś…? - zapytał, powoli artykułując każde słowo. Starszy kocur uśmiechnął się z satysfakcją.
- Opowiem ci historię… - zaczął, a Anubis jęknął w duchu.
No to się wkopał.
Nie powinno go tam być.
- Zapłacisz mi za wszystko, Kukułko - wysyczała przez zaciśnięte zęby czarna kotka. Pysk stojącej naprzeciwko niej niebieskiej samotniczki wykrzywił się w złości. Jej zapadnięte boki unosiły się nieregularnie, jakby zaraz paść na miejscu. Wyglądała na słabą i było niemal pewne, że gdyby doszło do walki, przegrałaby.
Anubis panicznie rozglądał się dookoła, szukając wzrokiem możliwej drogi ucieczki. To było na nic. Uliczkę, którą przyszedł, zastawiała niewielka grupa kotów. Pieszczoszek był niemal pewny, że gdyby chociaż wystawił nos ze swojej kryjówki, samotnicy rozerwaliby go na strzępy dla rozrywki. Nie powinien zapuszczać się tak daleko od domu!
- Chciałabyś - parsknęła osiwiała kotka, wydając z siebie krótki chichot. Anubis zadrżał. Serce podeszło mu do gardła. Nie, nie, nie, czemu ona się nie poddawała?! Przecież nie miała żadnych szans.
Nagle czarna krzyknęła bojowo, wybijając się w powietrze. Nim Anubis zdążył mrugnąć, samotniczki potoczyły się po ziemi. Nie chciał na to patrzeć! Zacisnął powieki. To był tylko sen. Był bezpieczny. Nic złego się nie działo! Odgłos rozrywanej pazurami skóry wybrzmiał w jego uszach.
- Przestańcie, przestańcie! - szeptał panicznie. Nie mógł dłużej powstrzymywać łez. Odgłosy szamotaniny nie cichły. Nie potrafił stwierdzić, kto krzyczał, nie potrafił oddzielić od siebie nakładających się dźwięków. Drżał, błagając, by wszystko wreszcie się skończyło. Nie chciał na to patrzeć, nie chciał tam być, nie chciał…
Nagle zdał sobie sprawę, że wszystko umilkło. Uderzył w niego silny zapach krwi, natychmiast wywołując mdłości. Ze strachem uchylił powieki. Widział, jak czarna kotka wskakuje na niewielkie podwyższenie, jednak nie potrafił dostrzec niebieskiej samotniczki. Czy udało jej się uciec? A co jeśli ten dzikus ją… zabił?!
- Kukułka nie żyje! - krzyknęła żółtooka. Wśród kotów zebranych wokół walczących rozległ się szmer. Anubis wydał z siebie jęk przerażenia. - Słuchajcie uważnie, wronie strawy. Od dzisiaj to ja, Nornica, przewodzę tym miejscem! Jeśli ktoś mi się sprzeciwi, skończy martwy - warknęła, omiatając zebranych groźnym spojrzeniem. - To tyczy się również ciebie, wstrętny pieszczochu.
Anubis miał wrażenie, jakby jego serce nagle przestało bić. Wzrok Nornicy był wbity prosto w niego.
Anubis pędził ile sił w łapach przed siebie. Biegł na oślep, nie wiedział gdzie był. Był w niebezpieczeństwie. Nie potrafił skupić się ani na moment. Słowa Nornicy rozbrzmiewały w jego głowie. Przez całe jego ciało przebiegały dreszcze strachu. Powiedziała, że jeszcze jej się przyda. Czy zamierzała go skrzywdzić?! Nie miał się gdzie ukryć, nie miał gdzie uciec…
- Do kogo tak biegniesz? - Anubis zatrzymał się, rozglądając się z przerażeniem. Czy to Nornica go znalazła?! Uniósł wzrok i zauważył siedzącego na płocie Felixa. Przez chwilę wpatrywał się w niego, niezdolny do wypowiedzenia słowa.
- O-ona zabije nas wszystkich - załkał panicznie.
09 lutego 2022
Od Anubisa CD. Bylicy
- Jestem Lew, najsilniejsza, najodważniejsza, najbystrzejsza… - zaczęła obca, jednak nie dane jej było dokończyć. Bylica wydała z siebie bojowy wrzask i rzuciła się na kotkę.
Anubis poczuł, że zbiera mu się na wymioty.
Niebieska przeorała bok przeciwniczki pazurami. Pieszczoch, jak dotąd zbyt przerażony, by się ruszyć, wydał z siebie cichy pisk. Nie chciał tu być. Samotnicy byli brutalnymi dzikusami, przeklętymi łajdakami. Mieli łapy splamione krwią. Zaczął cofać, czując, jak łapy się pod nim uginają. Nie zastanawiając się zbyt długo, pędzony strachem, uciekł.
Bylica była zupełnie taka sama jak Lew. Mogła mieć to poczucie wyższości moralnej nad drugą kotką, bo nie rzuciła się z zamiarem zabójstwa na bezbronnego pieszczocha, ale to była tylko przykrywka - tak naprawdę tak samo mocno pragnęła przemocy. Gdyby tak nie było, wiedziałaby, że przemoc nie była rozwiązaniem.
Anubis powoli uchylił powieki. Co się stało? Czemu leżał na ziemi? Z cichym jękiem podniósł głowę i rozglądnął się.
Nagle wszystkie wspomnienia uderzyły w niego.
Zgubienie się na terenie Klanu Nocy. Spotkanie z Bylicą. Bitwa samotniczek. Strużka czerwonej krwi, spływająca po boku Lwa.
Anubis nienawidził widoku kociej krwi. W najlepszym przypadku wywoływała u niego poczucie dyskomfortu, w najgorszym - prowadziła do omdlenia. Prychnął ze zirytowaniem. Jego przypadłość była wyjątkowo irytująca. Był bezbronny, kiedy leżał bez ducha w obcym miejscu. Ktoś mógł go skrzywdzić, a on nie miałby nawet szansy na ucieczkę.
W jednej chwili dotarła do niego straszliwa myśl - był w niebezpieczeństwie. Bylica nadchodziła. Musiał uciekać.
Podniósł się niemal natychmiast, nie zważając na zawroty głowy. Musiał znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Rzucił się w losowym kierunku. Wszechmocni Dwunożni, pozwólcie mu uniknąć spotkania z tym brutalem!
I dokładnie w tym momencie władował się w wychodzącą zza krzaków Bylicę.
Odskoczył, ze strachem jeżąc futro. Wlepił w samotniczkę przerażone spojrzenie, jednak nie nie odezwał się słowem.
Był niemal pewien, że nie przeżyje tego spotkania.
06 lutego 2022
Od Anubisa Do Rysiej Łapy
Musiał dowiedzieć się więcej.
Z niepewnością wpatrywał się w rozciągający się przed nim las. Niedaleko niego znajdowało się niewielkie legowisko Dwunożnego - to dawało Anubisowi względne poczucie bezpieczeństwa. W razie czego mógł schronić się przed dzikimi potworami u boskiej istoty, która oczywiście nie odmówiłaby swojemu wysłannikowi. Nie był pewien, czy robił dobrze, powracając na tereny należące do większych grup kotów. Miejsce, w które zawędrował tym razem, nie śmierdziało rybami tak jak poprzednio, lecz unosił się tutaj silny zapach sosen. Nie mógł dać się złapać, bo te dziwaki prawdopodobnie by go zabiły. Chciał tylko dowiedzieć się, kim byli, nie wchodzić w bójki.
Zastrzygł uszami, słysząc odgłos zbliżających się kroków. Zamierzał przeczekać, aż te dziwne koty go ominą, aby móc spokojnie wejść na ich tereny. Nie chciał przechodzić granicy, dopóki nie mógł być pewny, że był całkowicie bezpieczny. Skrył się pod krzakiem i zastygł. Pod żadnym pozorem nie mogli go zauważyć.
Z lasu wyłoniły się trzy koty. Anubis zmarszczył nos zaintrygowany. Czy wszystkie dzikie grupy organizowały takie „patrole?” Czym się żywiły? Czy mieszkały z jakimś równie dzikim Dwunożnym?
Na przedzie grupy szła śnieżnobiała kotka, narzekająca na coś głośno. Anubis zastanawiał się, czy bycie wiecznie niezadowolonym to cecha wszystkich dzikusów - jak na razie nie udało mu się spotkać żadnego uśmiechniętego. Pieszczoch przyglądał się kotce z zainteresowaniem. Jej futro było pokryte w niektórych miejscach brudem. Czyżby próbowała się maskować? Jeśli tak, nie wyszło jej to.
Dwie idące za nią kotki wyglądały na równie zirytowane. Mimika ich pysków potwierdzała teorię Anubisa o ponurych mieszkańcach tego miejsca - obie miały miny jakby właśnie dowiedziały się, że ich Dwunożny zamierza zabrać je do Obcinacza. Czekoladowa srebrna wyglądała na starszą od idącej obok kremowej. Odpowiedziała coś śnieżnobiałej, jeżąc przy tym ogon ze zdenerwowaniem. Młodsza patrzyła na nią z nieukrywaną pogardą. Czy były rodziną?
Anubis nieśmiało wyślizgnął się spod krzaka i rozglądnął dookoła. Rozmowa prowadzona przez patrol ucichła i był niemal pewien, że udało mu się przechytrzyć kotki. Z uśmiechem na pysku przekroczył granicę. Głupie dzikusy! Rozglądnął się, nie wiedząc, gdzie iść. Chciał zobaczyć jak najwięcej! Musiał przecież rozwikłać tajemnicę dziwnych kotów.
Nagle zza jego pleców rozległ się głośny syk.
Już po nim. Został przyłapany. Wszechmocni Dwunożni, ratujcie go!
05 lutego 2022
Od Anubisa Do Bylicy
Podniósł leniwie głowę, obserwując jak mały ptaszek o żółtym brzuszku wije gniazdo na drzewie nieopodal. Wzdrygnął się, gdy zimny wiatr zmierzwił jego krótkie futerko. Czasami zastanawiał się, jakim cudem istoty nieposiadające łaski życia wraz z Dwunożnymi były w stanie przetrwać podczas mrozów. Przyglądał się małemu stworzonku, gdy pracowicie poprawiało swoje schronienie. Nagle ptaszek podniósł główkę i rozglądnął się nerwowo, słysząc przejeżdżającego niedaleko potwora.
- Zaczekaj! - miauknął Anubis z rozczarowaniem, widząc, że maluszek zatrzepotał skrzydełkami i miał zamiar odlecieć. Podniósłszy się, kocur pobiegł za zwierzakiem. Co miał innego do roboty? Jego boskiej Dwunożnej nie było w domu, a on nie miał ochoty na odwiedzanie sióstr.
Powoli miejski krajobraz zaczął ustępować coraz większej ilości drzew. Anubis nigdy nie był tak daleko od swojego legowiska. Z zainteresowaniem rozglądał się po nowym terenie, klucząc pomiędzy krzakami. Czuł zapachy wielu kotów unoszące się w powietrzu, jednak był zbyt zaabsorbowany nowym odkryciem, by zwrócić na to uwagę.
- Czuję obcy zapach. - Kocur usłyszał głos gdzieś za swoimi plecami. Nim zdążył się odwrócić, z krzaków wyłoniła się dwójka kotów. Na przedzie stał muskularny, czekoladowy kocur o zdenerwowanym wyrazie pyska. Anubis skulił się - mógł przysiąc, że żółtooki byłby w stanie zabić go jednym kłapnięciem pyska. Jego blizna na oku świadczyła o tym, że wdał się już w niejedną bójkę.
- Intruz! - zawołał nagle liliowy kocur, stojący za czekoladowym. Wyglądał na młodszego i mniej groźnego - był wątły i nie posiadał żadnych blizn. Mimo wszystko Anubis nie chciał walczyć ani z nim, ani z jego towarzyszem. Po co miał kusić los?
- Przychodzę w pokoju! - pisnął Anubis, cofając się powoli. Dwójka kocurów popatrzyła po sobie.
- To tylko pieszczoch. Jagodowy Kroku, schowaj pazury - rozkazał starszy, przestając się jeżyć. Tak zwany Jagodowy Krok parsknął cicho, wciąż wpatrując się wrogo w czarnego kocura.
- Jeśli natychmiast nie opuścisz terytorium Klanu Nocy, popamiętasz! - zagroził, a prorok natychmiast pokiwał głową. Szybko odwrócił się i pognał przed siebie. Co to za dzikusy?! Nie chciał mieć z nimi więcej do czynienia. Był pewny, że umrze!
Przystanął dopiero w momencie, gdy przestał czuć rybi zapach obcych kotów. Rozglądnął się z przerażeniem, oddychając szybko. Nie miał pojęcia, gdzie był! Odbiegł zbyt daleko od legowisk dwunożnych, a jedna znana mu droga prowadziła przez terytorium tych dzikusów. Za nic nie zamierzał tamtędy wracać! Poczuł ogarniający go strach.
Nagle jego wzrok padł na siedzącą w cieniu samotniczkę.
- NIE ZABIJAJ MNIE! - wrzasnął, a srebrna spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Gdybym chciała cię zabić, już dawno leżałbyś w kałuży krwi - stwierdziła. Pieszczoch przez chwilę wpatrywał się w nią z nieufnością.
- W takim razie… Czy znasz może drogę do legowisk Dwunożnych? - zapytał nieśmiało, licząc na to, że samotniczka nie postanowi mu rozerwać gardła. - I czy chciałabyś porozmawiać o bogach?
Od Anubisa CD. Azazela
Czym sobie zasłużył na ukaranie go takim półgłówkiem?!
Już miał coś odpowiedzieć, gdy zauważył, że wzrok brata zatrzymuje się na czymś za jego plecami. Odwrócił się w jednej chwili, tylko po to, by natychmiast odskoczyć przed siatką do łapania bezpańskich zwierząt. Wrzasnął głośno. Ich kłótnia rozzłościła Dwunożnych! Zauważył, że brat jeży się, jakby zaraz miał skoczyć na Wyprostowanego. W panice skoczył na niego, przewracając go i turlając się kilka długości ogona dalej.
- Nie możesz z nimi walczyć! - pisnął, a młodszy kocur parsknął.
- Nie znasz mojej mocy! - sprzeciwił się. Anubis rzucił spojrzenie na biegnących w ich stronę Dwunożnych.
- Poznam ją później! - Chwycił brata za durne ubranko, odciągając go w przeciwną stronę. - Tam! - Anubis skręcił w stronę dziurawego ogrodzenia. Szybko prześlizgnął się pod siatką. Serce biło mu szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Rozzłościli boskie istoty. Zginą. To koniec jego służby.
- Pożałujecie tego! - zawołał gniewnie Azazel. Stanąwszy obok brata, wbił mordercze spojrzenie w dwunożnych. - Poznacie moją demoniczną wściekłość! - krzyknął. Starszy kocur spojrzał na niego z niedowierzaniem. Czasami zastanawiał się, jakim cudem bogowie jeszcze nie zabili pieszczoszka.
- Jasne, pożałują później, ale teraz spadajmy stąd - poprosił, nerwowo zamiatając ogonem ziemię. Dwunożni byli coraz bliżej i nie zamierzał sprawdzać, czy uda im się sforsować ogrodzenie. Azazel wydał z siebie pełne złości warknięcie, ale nie oponował.
Anubis pędził ile sił w łapach. Czuł przejmujący strach. Mógł tylko modlić się, aby brat nie wpadł na durny pomysł i nie wrócił walczyć z Dwunożnymi. Narazili się na ich gniew! Jak mogli być tacy głupi?! Bogowie ich zabiją. Skończą jako ich pożywienie!
Zatrzymali się dopiero po dłuższej chwili. Anubis zastawił uszu, ale nie potrafił dosłyszeć odgłosów nadchodzących Dwunożnych. Czyżby byli bezpieczni?
- Czy wszystko dobrze? - zapytał, odwracając się w stronę brata. Młodszy parsknął głośno, wyglądając na zdenerwowanego.
- Dałbym sobie z nimi radę! - warknął. Anubis popatrzył na niego z niedowierzaniem. Mogli zginąć!
- Jesteś jakiś głupi czy co?! - syknął, nie zastanawiając się, czy mówienie tego było dobrym pomysłem.
30 stycznia 2022
Od Anubisa CD. Hagrid
Wyjątkiem były jego siostry.
- Przestań! - jęknął, wyrywając się z uścisku Mizi, która za wszelką cenę próbowała wyczyścić jego ubłocone futro.
- Jesteś brudny! Co pomyśli sobie twoja Dwunożna? - zapytała, wyglądając na zbulwersowaną wizją urażenia kobiety. Anubis również nie chciał powodować żadnych problemów boskiej istocie, jednak nie zamierzał pozwalać, by siostra się nim zajmowała. Przecież prorokowi to nie przystoi! - Poza tym, czemu tak narażasz się i ciągle wychodzisz na zewnątrz? Przecież życie nadal może być piękne, kiedy nie wychodzisz z legowiska! - stwierdziła, z niepokojem przyglądając się niedawno zagojonej ranie na łapie Anubisa.
- I tak wszyscy umrzemy - burknęła Kizia, nawet nie podnosząc łba, by spojrzeć na rodzeństwo. Szylkretowa wzdrygnęła się, ale po chwili uśmiechnęła się dobrotliwie.
- Zanim umrzemy, możemy nacieszyć się życiem - zaproponowała, podchodząc do siostry. Anubis westchnął z ulgą, widząc, że Mizia wreszcie się od niego odczepiła. - Czemu jesteś smutna, kochanie? - zapytała, trącając ją czule nosem. - Czyżby nie udało ci się wyznać uczuć temu uroczemu kocurowi z ogrodu naprzeciwko? - zasugerowała, a Kizia podskoczyła, jeżąc gniewnie futro.
- Nie! Wcale nie! Nie wiem, o czym mówisz! - pisnęła, a Anubis zachichotał cicho. Czarna kotka wbiła w niego zdenerwowane spojrzenie. - Jeśli jesteś taki mądry, to sam idź poderwać jakąś kotkę! Jakoś nigdy cię z żadną nie widziałam!
Anubis zmarszczył brwi z irytacją. To, że nie był nikim romantycznie zainteresowany, nie było sprawą jego siostry.
- Proszę bardzo - stwierdził, podnosząc się i idąc w stronę klapki w drzwiach. Zignorował miauczenie Mizi, która głośno sprzeciwiała się pomysłowi.
Wyszedł na pole z wysoko podniesioną głową. To całe wyzwanie było okropnie głupie. Czemu się go tak właściwie podjął?! Z irytacją rozejrzał się po okolicy, kątem oka zauważając stojącą na murku czarną kotkę. Przynajmniej nie musiał iść nigdzie daleko. Podszedł do kotki i uśmiechnął się uprzejmie.
Niech bogowie wybaczą mu to, co zamierzał zrobić.
- Bolało, gdy spadłaś z nieba? - wydukał, czując, że pali się ze wstydu. Kotka wytrzeszczyła oczy. Wyglądała, jakby zaraz miała go uderzyć.
- Powaliło cię?! - warknęła, a Anubis wydał z siebie nerwowy chichot. Naprawdę nie chciał zginąć z łap tej kotki.
- Wybacz, to było tylko głupie wyzwanie! Przepraszam! - wypalił szybko, bojąc się o swoje życie. - Może zamiast zabijać mnie wzrokiem wolałabyś porozmawiać o bogach? - zaproponował nieśmiało.
30 grudnia 2021
Od Anubisa CD. Lokiego
- Miło mi cię poznać - oznajmił uprzejmie, z szacunkiem pochylając głowę na powitanie, nerwowo strzepując ogonem. Aura tajemniczości obcego jednocześnie intrygowała i irytowała. Nie lubił nie rozumieć innych, nie lubił nie potrafić odczytać, co myśli ktoś, kogo chce zacząć nauczać. - Moja czcigodna bogini nadała mi imię Anubis. Jak ciebie zwą, tajemniczy przybyszu? Jakie ścieżki, wytyczone przez naszych czcigodnych patronów, przyprowadziły cię tutaj?
Obcy zmierzył go pełnym wyższości spojrzeniem, a Anubis się wzdrygnął. Nieznajomy przypominał mu Azazela - ta sama duma w oczach i emanujące wręcz poczucie wyższości nad najprawdziwszym prorokiem, jakim był pieszczoch. Kocur mimowolnie parsknął cicho, zastanawiając się, czy nowy znajomy również okaże się tak samo głupi, jak jego brat.
- Nazywam się Loki - odpowiedział nieznajomy po chwili, a drugi pieszczoch uśmiechnął się delikatnie.
- Witaj, Loki. Czy chciałbyś porozmawiać o bogach? - zaproponował. Większość kotów w tej chwili odmawiała mu, nie rozumiejąc potęgi wielkich Dwunożnych.
- Mów dalej - miauknął kocur, siadając i owijając ogon wokół łap.
Anubis uśmiechnął się szerzej. Loki nie był jak większość kotów.
Anubis otworzył z jękiem oczy. Miał wrażenie, jakby cały świat się kręcił. Leżał na wilgotnej trawie, a w powietrzu unosił się metaliczny zapach. Na początku nie był pewien, gdzie dokładnie się znajduje.
Dopiero po chwili uderzyły go wspomnienia.
Tego dnia udał się na spacer nieco dalej niż zazwyczaj - zwiedzanie nowych legowisk Dwunożnych zajęło go do tego stopnia, że znalazł się w miejscu, którego nie znał. Czuł się zbyt bezpiecznie, był zbyt rozkojarzony… Powinien przewidzieć, że wrogowie jego bóstw postanowią zaatakować w najbardziej niespotykanym momencie. Gdy zwiedzał jeden z ogrodów, z cienia wyskoczyła na niego bestia zwana psem. Dzięki błogosławieństwu bogini udało mu się wskoczyć na płot, jednak potwór zdążył chwycić zębami jedną z jego tylnych nóg. Zauważył to dopiero kilka płotów dalej - gdy zobaczył krew, łapy się pod nim załamały i zapanowała ciemność.
Szybkie spojrzenie na zranioną łapę wystarczyło, by ponownie ogarnęły go mdłości. NIENAWIDZIŁ widoku krwi. Zapragnął ponownie utonąć w przyjemnej nieświadomości, jednak nagle usłyszał, jak ktoś zeskakuje z płotu kilka metrów od niego. Odwrócił się na pięcie, jeżąc futro.
- Loki, mój ukochany przyszły wierny! - zawołał z ulgą, poznając przybysza. - Pomóż swojemu czcigodnemu prorokowi!
19 września 2021
Od Anubisa CD. Papieża
Anubis nienawidził, gdy jego ukochana bogini go opuszczała. Oczywiście była różnica pomiędzy zostaniem pozostawionym a pozostawieniem właścicielki – gdy ona go opuszczała, czuł się porzucony, a gdy on odchodził, wiedział, że dwunożna zdawała sobie sprawę, iż wyruszał głosić wspaniałą wolę jej ludu. Jednak gorsze od poczucia pozostawienia samemu sobie było coś innego.
Tym czymś był przyjazd krewniaka jego właścicielki.
Pieszczoszek wiedział, co się święci, gdy tylko dwunożna zaczęła wrzucać swoje futra, które – z jakiegoś powodu – zmieniała codziennie, do materiałowego pudełka na kółkach. Czarny próbował wskoczyć do niego i zabrać się razem z ukochaną panią, jednak prawie natychmiast został wyrzucony.
Dwa dni później do ich legowiska wpadł wysoki dwunożny.
Anubis był prawie pewny, że nazywał się Synek – słowem tym najczęściej był wzywany przez jego boginię – i najprawdopodobniej był demonem – w końcu nie było innego wytłumaczenia dla jego bucowatego zachowania. Zazwyczaj całe dnie przesiadywał w jego fotelu, popijając coś wyjątkowo śmierdzącego i robiąc coś na swoim świecącym ekranie. Nigdy nie pozwalał kocurowi siadać na jego kolanach, praktycznie nie wypuszczał go z legowiska (umożliwiając głoszenie jego wspaniałej wiary!) i karmił go tylko wtedy, gdy zaczynał drzeć się na tyle głośno, by usłyszał to przez swoje słuchawki.
Tak więc pieszczoch dobrze wiedział, że nie mógł liczyć na pomoc, gdy przypadkowo wbił sobie w łapę kolec, wyraźnie pozostawiony tam przez jakiegoś innowierca, chcącego uciszyć niewygodnego kapłana. Kończyna po jakimś czasie zaczęła mocno mu doskwierać, a niewielka rana wypełniła się ropą. Wiele wieczorów pełnych lamentów zajęło mu zaakceptowanie nieuchronnej śmierci. Jego przeznaczeniem było zginąć z łapy demona o imieniu Synek, który zrzucił go z nieba.
I właśnie wtedy, gdy pogodził się ze swoim losem, bogini wróciła.
– Moje kochanie! – pisnęła, przyciągając go do siebie, a on zamiauczał z bólem. Dwunożna prawie natychmiast zabrała go do kociego szamana, który opatrzył jego zranioną łapkę i przypisał zbawienne leki.
Anubis poczuł, że wrócił do łask władców świata. Wygodne życie z dala od Synka, regularne posiłki, głaskanie… Po kilku wschodach słońca nawet doprosił się wypuszczenia z legowiska! Z zapartym tchem obserwował okolicę, podziwiając zachodzące słońce. Jak dawno go tu nie było...
– Witam, witam i o niebo pytaaaaam – głośne miauknięcie rozległo się gdzieś spod płotu. Zaciekawiony Anubis pochylił głowę. W ogródku sąsiadów siedział obcy kocur, który uśmiechał się szelmowsko. – Bolało, gdy spadłeś z nieba? – zapytał kocur, a czarny zamrugał ze zdziwieniem. Skąd nieznajomy wiedział, iż ponownie miał nieprzyjemność spotkać demona (tym razem – wyjątkowo – niebędącego jego bratem), który wtargnął do bożego królestwa?
– Właściwie… Tak – przyznał, strzygąc uszami. – Na szczęście moja bogini mnie uratowała! – zamruczał z radością, po czym zmrużył oczy, dostrzegając okazję. – Drogi nieznajomy… czy chciałbyś porozmawiać o bogach?
I w taki właśnie sposób dowiedział się, że kolejny kot w tej durnej dzielnicy nie zamierzał przyjmować jego wiary.
26 sierpnia 2021
Od Anubisa CD. Azazela
Dzwoniący odgłos stukania łyżką o metalową miskę poniósł się po niewielkim pomieszczeniu. Anubis leniwie otworzył jedno oko i ziewnął przeciągle, przez chwilę nie rozumiejąc, co się dzieje. Żyrafa znajdująca się na wyklejonej tapetą ścianie gapiła się na niego swoimi małymi, ciemnymi oczkami – kocur zasyczał cicho, próbując ją odgonić. To podrzędne stworzenie powinno wreszcie zaakceptować, że jest niczym więcej niż narzędziem w ręku bogów. Stukanie rozległo się po raz kolejny, a Anubis powoli podniósł się i zeskoczył z fotela. Z pomieszczenia jadalnego wydobywał się silny, smakowity zapach, przez który brzuch czarnego kota zaburczał głośno, domagając się pożywienia. Jednak pieszczoch nie mógł sobie pozwolić na kompromitacje i uległość pierwotnym instynktom, które utrzymywały dzikusy niemające swojego legowiska przy życiu, więc wszedł przez uchylone drzwi dostojnym, powolnym krokiem.
– Twoje żarcie śmierdzi – wymamrotała łagodnie dwunożna, a nierozumiejący żadnego słowa oprócz „żarcie” Anubis zamruczał, ocierając się o jej nogę.
Jego życie było idealne.
No, dopóki nie rozległ się odgłos pukania, a do jego bezpiecznego legowiska nie wparowali obcy Dwunożni wraz z tym heretykiem na rękach.
– Bracie... – miauknął Azazel, a czarny się skrzywił. Początkowo nie rozumiał, który z boskich Wyprostowanych sprawił, że ten dziwak był z nim spokrewniony, jednak po czasie uświadomił sobie, że nic nie działo się przypadkiem i po prostu został wyznaczony do nawrócenia kocura.
– Witaj, Azazelu. Widzę, że nie jesteś sam – zamruczał, pełnym obojętności spojrzeniem omiatając pluszowego towarzysza krewniaka. – Zmieniłeś zdanie odnośnie moich nauk? – zapytał z nadzieją. Ostatnim razem, gdy Azazel go odwiedził, spędził mnóstwo czasu na dzielenie się swoimi przekonaniami (czy też – trucie bratu dupy).
Odpowiedź – oczywiście – była niesatysfakcjonująca.
– Wiem, Anubisie, z eutanazji, iż są błędne, więc nawet nie próbuj – prychnął, a czarny zastrzygł uszami ze zdziwieniem. Czasami naprawdę miał problem ze zrozumieniem tego, co papla ten pomyleniec. Westchnął i odwrócił się, wskakując na parapet.
– Widzisz, braciszku… – zaczął, rozglądając się po okolicy. Dwunożni Azazela właśnie obudzili swojego warczącego, śmierdzącego zwierza ze snu i odjeżdżali. W okolicy kręcił się nieznany pieszczochowi Wyprostowany. Anubis zmarszczył się, owijając ogon wokół łap. – Jesteśmy niczym więcej niż narzędziem w łapach bogów. Naszym obowiązkiem jest służenie im za wszelką cenę. Przecież nie wyjdziesz tam i nie zmusisz tamtego Dwunoga do podarowania ci pożywienia! – parsknął krótkim śmiechem, po czym z obawą spojrzał na krewniaka.
Czy mógł być pewien, że Azazel nie był na tyle szalony, by to zrobić?
< Braciszku? >