BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Drżąca Ścieżka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Drżąca Ścieżka. Pokaż wszystkie posty

10 marca 2022

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Ścieżki

Poczuł miękki dotyk na swoich plecach. Jeżowa Ścieżka nie podniósł wzroku. Wyczuł zapach swojego ukochanego bratanka. Tak jak otaczający go pobratymcy, przyszedł wziąć udział w pogrzebie, może nawet pocieszyć czekoladowego kocura. Jednak żadne słowa nie były w stanie wyprowadzić Jeżyka z żałoby. Tragedia zagościła w jego sercu. Śmierć siostry przyprawiała medyka o okropne uczucie rozpaczy i osamotnienia. Kochał ją całym sercem i teraz przyszło mu ją pożegnać. Przodkowie przyjmą ją w swoje gwiezdne progi.
- Ona zawszę z tobą będzie. We wspomnieniach i snach. Przepraszam.. 
Jedno z jego uszu drgnęło, jednak medyk milczał, wpatrzony w ciało siostry. Dreszczyk nie miał go za co przepraszać. Jeżyk kochał go i nigdy nie miałby pretensji czy żalu do syna Oślego Ucha. Chyba byłby w stanie oddać za niego życie.
- Może przynieść jakieś kwiaty? 
Pokręcił głową. Nie, nie teraz. Kwiaty znajdą się na kopcu ziemi. Kolejnym.
- Kocham cię wujku - miauknął Drżący, kładąc łeb na jego barku. 
Ciało medyka instynktownie drgnęło pod wpływem ruchu. Dawno.... dawno tego nie słyszał. Musiał przyznać, że był wdzięczny bratankowi za wsparcie. Czy te słowa mówił Drżący, Ścieżka, a może miauczeli oboje? 
- Jest teraz w lepszym miejscu. Tylko to trudne pożegnanie.
Siedzieli tak w ciszy, czuwając nad siostrą czekoladowego, aż do momentu pogrzebu.

***

Do czego doszło na tym świecie? Liderka faworyzująca jedną grupę społeczną, a drugą traktująca jak gnidy. Rebelianci chcący przywrócić nadzieję, ostatecznie zabicie tyranki przed klanem. Obóz Klanu Burzy został splamiony krwią. Nie zmyje jej żaden deszcz, nie odpędzą podmuchy wiatru. Klan Burzy był podzielony. Przeżywał śmierci i je oddawał. To nie był klan na który Klan Gwiazdy mógłby patrzeć z dumą, a równocześnie nie byli w tym wszystkim potworami. Strasznie skomplikowane. Jednak zachowanie jego pobratymców uświadomiło Jeżykowi, że oddalają się od ważnych, starych wartości. To było niepokojące i chociaż do Klanu Burzy rzekomo zawitało słońce, medyk nie odczuwał jego promieni.
Zajęcza Gwiazda stopniowo zacznie wprowadzać nowe porządki. Jeżowa Ścieżka milczał, słuchając jego słów i obserwując reakcję klanu. Różne były ich uczucia, niektóre pielęgnowali głęboko w sobie. Może podobnie jak Jeżyk się zamartwiali. To kolejny lider, którego rządy będzie obserwował. 
Wiewiórczy Pazur został wygnany. Jeżowa Ścieżki wbił przerażony wzrok w bratanka. Nigdy nie mieli silnej więzi, znał również charakter wojownika, ale zrobiło mu się szkoda kocura. Życie samotnika jest ciężkie. Pomodlił się do Klanu Gwiazdy, żeby towarzyszyli Wiewiórowi w dalszej drodze. 
I wtedy gniew pobratymców skierował się na Dreszczyka. Jeżowa Ścieżka zesztywniał. Przecież znali Drżącą Ścieżkę, wiedzieli, że jest wierny Klanowi Burzy, że nigdy nie był ceniony przez matkę. Ścieżka, Drżący! Pomyślał o dwóch osobowościach kremowego kocura. 
Tłum burzaków coraz głośniej naciskał na pozbycie się również kremowego. Nowy lider właśnie tak uczynił. Jeżyk nie widział na jego pysku ani cienia wahania. Nawet się nie zastanawiał, wygnał kocury jedynie za to, że nosili krew Piaskowej Gwiazdy. Przecież Dreszczyk nie stanowił zagrożenia. A teraz miał być skazany na życie poza klanem? Przecież.... oh, Klanie Gwiazdy, jak on sobie ma poradzić? Nie wierzył, że będą się trzymać z Wiewiórem razem. Za nic również nie uwierzy, że jego bratanek zostałby tyranem. Protestował, jednak jego głos zatonął  w gniewie pobratymców. 
- Bądźcie przeklęci - miauknął Drżąca Ścieżka, zanim zniknął z pola widzenia. 
Zniknęli oboje, przepędzeni przez dawnych pobratymców. Jeżowa Ścieżka wiedział, że nie ma chwili do stracenia. Chociaż emocje buzowały w jego ciele i ledwo stawiał kroki, utykając, skierował się do swojego legowiska. Szybko złapał najpotrzebniejsze zioła, zawijając je w gruby liść. Opuścił obóz z pakunkiem, korzystając z panującego zamieszania z pogrzebem Muszego Lotu. 
Jeżowa Ścieżka nie mógł być pewny, w którym kierunku się skierować. Szedł za zapachem bratanków, który wciąż unosił się w powietrzu. Starał się iść szybko, ale był stary i ledwo nadążał. Ale jakoś się udało i ich odnalazł. Oddalone sylwetki. Zatrzymał się zdyszany. 
- Dreszczyku! Wiewiórze!
Kocury zatrzymały się na głos medyka. Usłyszeli go. 
- Czego chcesz stare łajno? - syknął Wiewiórczy Pazur, gromiąc go wzrokiem. 
Niemiła uwaga zabolała czekoladowego. Przecież nie chciał im zrobić krzywdy, nie chciał też dla nich źle. Wiewiórczy Pazur został w miejscu, ale Drżąca Ścieżka zbliżył się do niego. Jeżowa Ścieżka przytulił do siebie bratanka. 
- To była zła decyzja. - mówił tutaj o decyzji wydanej przez Klan Burzy. - Tak bardzo mi przykro. Nie chciałem, żebyś cierpiał przez tyranię swojej matki. Jesteś dobrym kocurem i.... i nie mogę uwierzyć, że byli do tego zdolni. Proszę, uważaj na siebie. Masz żyć. Słyszysz? Musisz przetrwać. Kocham cię, Dreszczyku. Będę się modlił do Klanu Gwiazdy każdej nocy o twoje bezpieczeństwo. 
Ośle Ucho, jeśli mnie słyszysz, zaopiekuj się swoimi synami.
- Jeśli odnajdziecie kotkę, Srebrną Łapę, możecie szukać u niej schronienia. - odsunął się od bratanka, żeby spojrzeć mu w oczy. - Przepraszam, jeśli cię zawiodłem. Odkąd przyszedłeś na świat, jestem dumny mogąc nazwać się twoim wujkiem. 
Zamilknął na uderzenie serca. Podsunął zawiniątko z małą, niestety, ilością medykamentów bliżej Drżącej Ścieżki. Tylko tyle dał radę zmieścić. Może zioła nie będą tak szybko potrzebne.
- Kiedyś opowiadałem ci o ziołach. Weźcie to. A teraz słuchaj uważnie i zapamiętaj każde moje słowo. Liście ogórecznika obniżą gorączkę. - najpierw postanowił opisać zioła, które spakował. - Korzeń łopianu pomoże w infekcji i leczeniu szczurzych ugryzień. Spakowałem wam rumianek na wzmocnienie, podbiał na spękane poduszki łap oraz ułatwienie oddychania i trybulę na ból brzucha. Więcej się nie zmieściło. 
Ostatnie zdanie wypowiedział z takim smutkiem, który niemal chwytał za serce. Chciałby zrobić dla nich więcej niż danie kilku ziół. 
- Jeśli spotkasz jaskółcze ziele, to pomoże na uszkodzenie oka. Kocimiętkę znasz, jest dobra na zielony kaszel. Można zastąpić ją jastrzębcem. Mak pomaga w zwalczaniu bólu, jest się po nim senny. Pajęczyna na krwawiące rany, stokrotki na ból stawów, mniszek użądlenie pszczół, nawłóć na rany i miód na ból gardła. Jeszcze ważne są jagody jałowca, mają kilka zastosowań, najczęściej są dobre na ból brzucha. 
Wymienił medykamenty jeszcze raz. Chciał mieć pewność, że Drżąca Ścieżka zapamięta te najważniejsze, które mogą mu się przydać. Na wszelki wypadek opisał ich wygląd. 
Niech Klan Gwiazdy oświetla twoją drogę. Nigdy o tobie nie zapomnę i odnajdę twoje ślady na niebie, gdy przyjdzie mi pewnego dnia opuścić ziemię. 


<Dreszczyku? Możesz odpisać, jeśli chcesz, lub uznać to za zakończenie>

26 kwietnia 2021

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Ścieżki

 Rozbiegane niebieskie oczy śledziły dyskusję Drżącej Ścieżki z nim samym. Kremowy mówił jak obłąkany, co jakiś czas zachowując się zupełnie inaczej. Raz był nieśmiałym, speszonym Dreszczykiem, żeby  w następnej chwili nabrać pewności siebie. Było to bardzo dziwne do obserwacji. Jeżowa Ścieżka wziął głęboki wdech, gdy wojownik zakończył. Było ich dwóch? Ale jak to? Przecież dusza była jedna, Drżąca Ścieżka to był jeden kot. Czekoladowy poczuł się niepewnie w tej sytuacji. Zajęcza Stopa nigdy mu o takim przypadku nie mówiła i głowę własną by oddał za to, że sama nie wiedziała o takiej chorobie. Przypominało to chorobę psychiczną. Ale kiedy to się stało? Przecież Dreszczyk jeszcze nie tak dawno trenował jako uczeń i przeżywał śmierć ojca. Teraz Jeżyk i jego bratanek znaleźli się w tej nowej sytuacji. Jeżowa Ścieżka starał się znaleźć jakieś słowa, gest, czy lekarstwo, ale w jego głowie panowała całkowita pustka. Zapanowała cisza podczas której słyszał swoje serce. W niebieskich oczach odbiło się natomiast zmartwienie. Jego biedny Dreszczyk. Śmierć ojca, siostry, nękanie przez matkę, pożar.... to wszystko było dla niego zbyt bolesne i mocne. Do tego córka, której nie chciał. To wszystko mogło wpłynąć na syna Oślego Ucha. 
- Ja.... będę cię wspierał, Dreszczyku i znajdę rozwiązanie. Nie zostaniesz ze.... ze swoją drugą stroną sam. Wszystko wróci do normalności, naprawdę, tylko.... 
- Idziemy. On nas nie rozumie. 
- Naprawdę rozumiem, chociaż dla mnie to również nowe. Dreszczyku!
Nie zdołał zatrzymać kocura. Wojownik odwrócił się i wybiegł z obozu, trącając przy okazji Krowi Ogon w bark. Kotka upadła na ziemię i syknęła rozgniewana. Jeżowa Ścieżka odprowadził swojego bratanka wzrokiem. Klanie Gwiazdy! Co teraz będzie?

***

Od wielu księżyców poświęcił się pracy. Z resztą robił to odkąd był medykiem, jednakże teraz prawie nie odpoczywał, każdą wolną chwilę poświęcając klanowi, potrzebującym i ziołom. Nic dziwnego, że trochę wyszczuplał z sylwetki. Klan zaczął dostrzegać w nim pracoholika, jednak tak naprawdę nikt nie mógł go z tego wyrwać. Jeżowa Ścieżka zdecydował, że chce się w pełni poświęcić swojemu zajęciu. 
Przez to niestety zaniedbał Drżącą Ścieżkę. Od czasu ich ostatniej rozmowy minęło sporo czasu. Kremowy kocur przestał go odwiedzać, jak to dawniej robił. Już nie dzielił się z wujkiem zmartwieniami, nie prosił o rady, nie płakał w jego futro. Oddalili się od siebie. Było ich trzech w tym wszystkim; Jeżyk, Dreszcz i Ścieżka. Nadal nie mógł pojąć tego wszystko, co się stało z kremowym, ale dalej go kochał, obiecał bratu się nim opiekować i naprawdę nie chciał krzywdy Dreszczyka. Problem polegał na tym, że nie miał pojęcia o jego wyleczeniu. Iskra miała pomóc, ale Drżąca Ścieżka nie dał się zaprowadzić na miejsce spotkania. Pozostała mu modlitwa do Klanu Gwiazdy oraz szukanie jakiegoś sposobu, żeby pokonać Ścieżkę i przywrócić Dreszcza. Bo przecież to ten drugi był najbardziej podobny charakterem, prawda? To wszystko sprawiało, że miał mętlik w głowie. Żeby nie myśleć poświęcał się jeszcze bardziej intensywnej pracy.
- Jeżowa Ścieżko!
Szemrzące Szuwary wpadła do jego legowiska. Jej szeroko otwarte oczy rozejrzały się i spoczęły ostatecznie na medyku. Czekoladowy zaprzestał segregacji ziół. Wstał na równe łapy. Dał krótki znak ogonem Sierpówkowej Łapie,  żeby nie przerywał. Uczeń powinien jeszcze dokładniej opanować zioła, żeby móc z nich korzystać jako przyszły medyk. Brat Rzecznego Nurtu podszedł do siostrzenicy, wlepiając w nią spokojne spojrzenie. 
- Coś nie tak z twoimi kociętami? - spytał dla upewnienia.
Kotka spodziewała się młodych. Musiała więc przenieść się do żłobka i tam oczekiwać narodzin. Jeżowa Ścieżka był gotowy do odebrania porodu i przyjęcia na świecie nowych członków swojej rodziny. Oczywiście jeszcze trochę czasu musiało minąć. Po wyrazie pyska swojej siostrzenicy stwierdził jednak, że nie chodziło o kocięta. Była wręcz roztrzęsiona, nigdy nie widział jej w takim stanie, a znał karmicielkę odkąd się urodziła. Ba, nawet odebrał poród! Przekrzywił lekko głowę. Jego ogon poruszył się mimowolnie. W powietrzu dało się wyczuć nieprzyjemne napięcie. 
- Nie. Tata nie żyje.... a mama....
Nie dokończyła. Jeżowa Ścieżka kiwnął głową i szybko chwycił jakieś podstawowe zioła. Dał znać swojemu uczniowi i oboje wybiegli z legowiska, pędząc w stronę legowiska wojowników. Czekoladowy zatrzymał się przed wejściem i ogonem dotknął boku Sierpówkowej Łapy. 
- Zostań tutaj. - polecił. 
Nie był pewny, jaki widok zastanie w środku. Wolałby, żeby kremowy nie musiał oglądać nic nieprzyjemnego. Uczeń medyka kiwnął łebkiem i Jeżowa Ścieżka mógł wejść do środka. Wewnątrz panowała ciemność przerywana pojedynczymi promieniami światła, ale tak lichymi, że trzeba było przyzwyczaić swój wzrok. Czekoladowy zostawił zioła, żeby następnie rozejrzeć się za siostrą.
Na początku dojrzał futro Tańczącej Zorzy. Słowa siostrzenicy odbiły się w jego głowie. Tata nie żyje. Powoli podszedł do kocura i położył nos na jego szyi, żeby sprawić oddech. Był zimny i sztywny, bok nie unosił się w rytm oddechu. Jeżowa Ścieżka cofnął się o krok. To się nie działo naprawdę! Przecież pamiętał jak kocur, jeszcze jako kociak, odkrywał tajniki życia w Klanie Burzy. Pamiętał jak cieszył się na to, że został ojcem. Tak po prostu mógł teraz odejść polować z Klanem Gwiazdy? Jeżowa Ścieżka widział wiele śmierci w swoim życiu, ale dalej potrafił każdą przeżyć - miał po prostu dobre, wrażliwe serce. 
Pochylił z szacunkiem głowę przed wojownikiem na kilka uderzeń serca. Byłeś dobrym kotem. Pomyślnych łowów. Uznał, że na czuwanie przyjdzie jeszcze czas. Klan przejmie się informacją o śmierci kocura, dzieci pożegnają go z należytym szacunkiem. Jeżyk będzie tęsknił za jego optymizmem. Westchnął. A Rzeczka? Przecież ona....
Nie dokończył swojej myśli. Rzeka! Na chwilę pozwolił sobie na zagapienie. Od razu naprawił swój błąd i rozejrzał się za siostrą. Leżała dwa legowiska dalej. Jej bok unosił się wraz z oddechem, ale oczy miała zamknięte, a pysk wykrzywiony w bólu. Jeżowa Ścieżka znalazł się przy niej błyskawicznie, siadając naprzeciwko siostry i dotykając nosem jej szyi. Oddychała, ale coraz słabiej. Nie miała jednak gorączki, nie kaszlała, nie miała kataru. Podniósł na nią zaskoczone spojrzenie.
- Nie jadłaś królików, prawda?
Wścieklizna dalej panowała, ich klan nie był bezpieczny. Zakaz Mokrej Gwiazdy obowiązywał, więc spożywanie królików i polowanie na nie, było surowo zabronione. Ponieważ była to ich główna zwierzyna, teraz znacznie ciężej było o pożywienie. Wojownicy i uczniowie niemal całymi dniami musieli szukać posiłku i często wracali z pustymi pyskami. Głód, strach i osłabienie zapanował w ich klanie.
Rzeczny Nurt otworzyła śliczne oczy i pokręciła głową, gdy dotarło do niej pytanie brata. Jej zmęczone spojrzenie na chwilę stanęło na partnerze. Do jej oczu napłynęły łzy. 
- Taniec.... Jeżyku, czy on....? 
Nie potrafiłby jej okłamać. Nie chciał tego. Wolał, żeby znała prawdę, więc kiwnął głową i otarł się o jej policzek, żeby zapewnić jej wsparcie i zapewnić o swojej obecności. Rzeczny Nurt znieruchomiała na chwilę, a potem zaniosła się urywanym, cichym płaczem. Nie przerywał jej, pozwalając wypłakać się w swoje futro. Siostra i jej partner byli ze sobą bardzo blisko. Nie byli tylko partnerami, ale stanowili również duet przyjaciół i rodziców trójki swoich kociąt. Jego odejście było dla niej bolesne. 
- Skarżył się na coś? - musiał zadać to pytanie. 
Rzeczny Nurt odsunęła głowę i ułożyła ją z powrotem na łapach. Nagle znowu zrobiła się zmęczona. Usłyszał jej burczenie w brzuchu. Jego oczy stały się jeszcze bardziej zmartwione. 
- Wszystko oddaliśmy Szumowi, Szelestowi i Szmer. Oni potrzebowali tego jedzenia bardziej niż my. Teraz tak ciężko o zwierzynę. - miauknęła ściszonym głosem. 
On sam nie dostawał tak częstych posiłków, ale wystarczające, żeby nie głodował. Nie miał pojęcia, że siostra oddawała swoją działkę. Że jej partner robił to samo. Przecież starczyłoby myszy, nornic i wiewiórek. Od ilu dni byli na głodzie? To przecież było niebezpieczne. 
- Jak mogliście być tak nierozsądni. - miauknął z lekką pretensją. Wstał i odwrócił głowę w stronę wyjścia. - Sierpówkowa Łapo! 
Usłyszał szelest przy wejściu. Uczeń wsunął głowę, zaglądając do środka i wlepiając spojrzenie w mentora. 
- Przynieś coś do jedzenia. Tylko szybko.
Nie musiał dwa razy powtarzać. Uczeń kiwnął głową i wycofał się, żeby zapewne podbiec do stosu ze zwierzyną. Wróci z posiłkiem dla Rzeczki, siostrze wrócą siły i będzie mógł odetchnąć z ulgą. Spojrzał na niebieską. Zdawała się być pogrążona we śnie. Oddychała coraz słabiej. Zmęczona, głodna, zrozpaczona. Medyk przycisnął się do jej boku i zaczął ją energicznie wylizywać, żeby pobudzić krążenie i nie pozwolić jej zasnąć. Klanie Gwiazdy! To nie mogło się dziać! Nie, nie, nie! Nie mógł stracić siostry! Stracił Psiankę, rodziców, brata, bratanicę, mentorkę, uczennicę! Straty bliskiej mu siostry, z którą trzymał się od kociaka, która była zawsze przy nim, już by nie przeżył. 
- Rzeczko nie, otwórz oczy. Przecież wiem, że potrafisz. Nie chcesz zobaczyć swoich wnuków? Nie możesz nas teraz zostawić. Potrzebujemy cię. Rzeczko. - miauczał między regularnymi pociągnięciami językiem po jej boku.
Przypomniał sobie, jak byli kociakami i bawili się w klany.  Rzeczna Gwiazda, przywódczyni Klanu Rzeki i Jeżowa Gwiazda, przywódca Klanu Jeża. Na to wspomnienie uśmiechnął się smutno, jednak ta emocja trwała tylko chwilę. Do jego oczu napłynęły łzy. Zaprzestał lizania. Rzeczny Nurt otworzyła jedno oko i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Jej spojrzenie mówiło więcej niż wszystkie słowa: Przepraszam, kocham cię, jestem tam potrzebna. A potem je zamknęła. Jeżowa Ścieżka zesztywniał. Każdy mięsień palił go z rozpaczy i smutku, które wręcz przekuwały mu serce. Przestała oddychać. Rzeczny Nurt odeszła polować z Klanem Gwiazdy. 
- R-rzeczko? 
Wiedział, że mu nie odpowie. Był świadomy, że jest teraz w lepszym miejscu. Nie chciał przyjąć do siebie tej myśli, wolałby żeby była zwykłym koszmarem. Zamknął oczy. Znowu był kociakiem, wtulonym w bok Brzozowego Szeptu, słuchającym sprzeczki trójki swoich sióstr. Gdy je jednak ponownie otworzył przed nim leżało ciało Rzecznego Nurtu, pozbawione ostatniej iskierki życia. 
Sierpówkowa Łapa wszedł do legowiska, niosąc w pysku okazałą nornicę. Za nim stanął Drżąca Ścieżka. Jeżowa Ścieżka nie zwrócił uwagi na ich obecność. Jego puste, pełne rozpaczy ślepia wpatrywały się w niebieską kotkę. W pewnym momencie pochylił się i wtulił pysk w jej sierść. Wkrótce ta utraci swój zapach, kotka zostanie pochowana z partnerem, on wróci do swoich obowiązków, ale wiedział, że ból straty i tęsknota pozostaną w nim na zawsze. Stracił swoją siostrę. 
- Dlaczego? - wyszeptał do siostry, chociaż nie mogła mu odpowiedzieć.


<Dreszcz?> 

15 stycznia 2021

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Ścieżki

 Serce czekoladowego zabiło niebezpiecznie szybko. Strach ścisnął każdy skrawek jego ciała, nerwowo poruszył ogonem. Niebieska bicolorka coś miauczała do Drżącej Ścieżki, ale Jeżowa Ścieżka był za daleko żeby ich usłyszeć. Gdyby kotka w porę nie zareagowała, kremowy kocur byłby obecnie w drodze do Klanu Gwiazdy! Medyk Klanu Burzy w kilku susach znalazł się przy wojowniku i zaczął go obwąchiwać, czy aby na pewno nie zrobił sobie krzywdy. Jednak poza nerwami wyglądał na okaz zdrowia. 
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. - miauknął Jeżyk, spoglądając na syna Oślego Ucha ze zmartwieniem i strachem w oczach. Myśl, że mógłby stracić kolejnego członka rodziny była okropna.
Położył łeb na jego głowie w upewnieniu, że bratanek wciąż tutaj jest. Dopiero później odwrócił się w stronę nieznajomej kocicy. Spojrzał w jej zielone oczy i wdzięcznie pochylił głowę. 
- Dziękuję, że go uratowałaś.
 Po tych słowach trącił bratanka w bok koniuszkiem ogona. Ten niepewnie ruszył za wujkiem, odwracając się jeszcze raz w stronę kocicy. Obserwowała jak zmierzają do wyjścia w stronę lasu, zanim zerwała się i pognała do muru. Czekoladowy kocur utkwił swój wzrok w odległym terytorium ich klanu. Wkrótce będą w domu i może oboje zapomną o tym wydarzeniu. Mogło dojść do tragedii, ale Klan Gwiazdy widocznie czuwał nad Drżącą Ścieżką. Medyk posłał cichą modlitwę przodkom. 

***

Kocur wkroczył do żłobka. W pysku trzymał potrzebne zioła. Rozejrzał się pośpiesznie po pachnącej mlekiem i ciepłej kociarni. Pląsająca Sójka dostrzegając jego obecność, skinęła mu na powitanie głową i ogonem wskazała na Muszy Lot. Wojowniczka kuliła się w gnieździe z głębokiego mchu. Co jakiś czas wydawała z siebie jęk bólu, który pomału przeradzał się w krzyk. Kociaki pchały się na świat i nie było czasu do stracenia. Medyk przycupnął przy kocicy, odkładając na bok przyniesione medykamenty. 
- Zaciśnij na tym zęby. - miauknął, podsuwając czarnej kotce patyk. Gdy tylko karmicielka wykonała polecenie, dotknął ostrożnie jej brzucha. Słysząc głośniejszy jęk, zwrócił na nią spokojne spojrzenie niebeskich oczu. - Wkrótce zostaniesz mamą. 
Poród Muszego Lotu nie był taki długi jak inne porody, chociaż dalej bolesny. Karmicielka wbijała pazury w mech i rozluźniła uścisk dopiero wtedy, gdy obok jej brzucha rozległ się cichy pisk. Jeżowa Ścieżka obejrzał uważnie malutką koteczkę. Jedno kocię. Będzie ją łatwo wykarmić i ogrzać, ale małej zapewne będzie brakowało towarzystwa. Narodziny malutkiej były jednak dobrą wiadomością dla Klanu Burzy. Przysunął ją ostrożnie do brzucha matki. Od razu zaczęła pić mleko, ugniatając brzuch kocicy miękkimi łapkami. Muszy Lot przeniosła na nią zmęczone spojrzenie. 
- Zdrowa i silna koteczka. - poinformował Jeżowa Ścieżka. Mała była nie tylko nową członkinią klanu, ale również córką jego bratanka, Drżącej Ścieżki, tym samym należała do rodziny czekoladowego. Przysunął siostrze Ryjówki ogórecznik. - Zjedz. Da ci więcej mleka, żeby ją wykarmić. 
Upewnił się, że kocica na pewno zjadła zioło, zanim wstał na równe łapy. Chwycił resztę medykamentów w pysk, po czym skierował się do wyjścia z kociarni.

***

Od narodzin koteczki minęło trochę czasu. Rosła jak na drożdżach. Czekoladowy doglądał malutkiej. Poznał w ten sposób jej imię - Płacz. Uwadze Jeżowej Ścieżki nie umknęło, że Muszy Lot często wymykała się ze żłobka, odkąd koteczka trochę podrosła oraz że Drżąca Ścieżka unika kontaktu z własną córką. Nie podobało mu się takie zachowanie. W końcu Płacz potrzebowała uwagi i miłości rodziców. Bez względu na to, czy była planowana, czy też wpadką.
Kocur, gdy tylko słońce znalazło się na najwyższym punkcie, a on łaskawie wybudził się ze snu, ruszył na poszukiwanie bratanka. Po pożarze dalej musieli odbudowywać obóz, ale było zdecydowanie lepiej. Legowisko medyka niemal wyglądało jak wcześniej. Czekoladowy zatrzymał się dostrzegając Drżącą Ścieżkę wracającego do obozu. 
- Drżąca Ścieżko! - zawołał kremowego.
Syn Oślego Ucha drgnął niespodziewanie, jakby głos wujka był ostatnim czego się spodziewał, zanim na niego spojrzał. Jeżowa Ścieżka pozostał nieugięty i ogonem zachęcił go żeby podszedł. Słyszał, że zaatakował Piaskową Ścieżkę. Bez względu na wszystko, będzie musiał odbyć z kocurem poważną rozmowę. Działo się coś niedobrego, wyczuwał to. 
- Tak, wujku?
Niebieskie ślepia medyka spojrzały na żłobek. 
- Płacz rośnie z dnia na dzień. Wiem, że jej nie odwiedzasz. - miauknął, wbijając poważny wzrok w wojownika. - Nie chciałbyś być dla niej takim ojcem, jakim był dla ciebie Ośle Ucho? Nie wiem co się stało między tobą i Muszym Lotem, ale Płacz nie jest niczemu winna i zasługuję na obecność ojca w swoim życiu. 


<Drżąca Ścieżko?>

22 listopada 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Ścieżki

 Wrzask Piaskowej Ścieżki dało się słyszeć z daleka. Z początku Jeżowa Ścieżka nie rozumiał, czemu kocica tak się drze, jednak na widok pędzącego w jego kierunku bratanka, wybałuszył oczy. Zapach ziół w jego pysku, dotarł do nosa, rozpościerając mocną woń.
- Ratuj! - pisnął chowając się za jego ciałem, widząc nadchodzącą wściekłą kocicę. 
Jeżowa Ścieżka ostrożnie odłożył na ziemię zioła, upewniając się, że się nie zakurzą. 
- Co się stało? - spytał cicho syna Oślego Ucha. 
Kremowy otworzył pysk, gotowy udzielić wyjaśnień, jednak Piaskowa Ścieżka już była blisko. Kocica z sykiem stanęła przed czekoladowym. Zjeżona sierść tylko upewniła w jej gniewie. Ogonem wskazała na chowającego się za medykiem wojownika. 
- Do mnie! - syknęła kocica. 
Nie wiedział o co poszło, ale nie podobał mu się ton głosu wojowniczki. Dojrzał Wiewiórczego Pazura, który z znudzeniem obserwował przebieg wydarzeń. 
- Piaskowa Ścieżko, nie sądzę by krzyk był rozwiązaniem. - miauknął spokojnie Jeżowa Ścieżka. Właśnie spokoju było teraz potrzeba kremowemu kocurowi. Zwłaszcza, że od śmierci Oślego Ucha nie minęło dużo czasu. Jak na złość wojowniczka utrudniała swojemu synowi przeżycie żałoby. 
- Nie wtrącaj się! Faszerujesz go jakimiś ziółkami i chodzi jeszcze bardziej głupowato! Koniec z tym. Drżąca Ścieżka musi przestać zachowywać się jak domowy pieszczoszek! 
Czekoladowy westchnął. 
- Te zioła nie raz go uspokoiły. - miauknął. - Nie mogę cię zrozumieć, Piaskowa Ścieżko. Odkąd przyszedł na świat, ciągle coś ci w nim na pasuje. Daj mu żyć własnym życiem. Swoim zostaniem wojownikiem wiele udowodnił.
Kocica prychnęła. 
- Nie pouczaj mnie, jak mam traktować swojego syna! - syknęła.
Nastąpiła na przyniesioną kocimiętkę, czym wywołała oburzenie w czekoladowym. Zamknął oczy, biorąc dwa głębokie wdechy, zanim znowu na nią spojrzał.  Koniuszek jego ogona poruszył się, zdradzając panujące napięcie. 
- Nie depcz ziół. One w przyszłości mogą ci uratować życie. Niektóre też nie rosną wszędzie. - mruknął ze spokojem, posyłając jej chłodne spojrzenie. 
Kocica syknęła w odpowiedzi, spojrzała jeszcze raz na Drżącą Ścieżkę, zanim odwróciła się i odeszła, po drodze zgarniając Wiewiórczy Pazur. Nie dopytywał, gdzie się wybiera. Zaniósł podbiał i wrotycz do legowiska. Wrócił szybko do kremowego kocura, który dalej siedział tam, gdzie go zostawił. Jeżowa Ścieżka liznął go po łebku.
- No już, po drodze mi opowiesz o co poszło, dobrze?
Drżąca Ścieżka spojrzał na niego wielkimi oczami w takim samym odcieniu. 
- G-gdzie idziemy?
- Do Siedliska Dwunożnych. Przejdziemy przez tereny Klanu Nocy. Muszę zebrać kocimiętkę. - westchnął. Liczył, że przez jego nieobecność, nic się niepokojącego w obozie nie stanie. Ruszył do wyjścia. - A w twoim towarzystwie będzie mi raźniej. 


<Dreszcz?> 

26 października 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Ścieżki

- Jeżowa Ścieżko! 
Czekoladowy kocur oderwał wzrok od łapy Krowiego Ogona. Kotka nie uważała na patrolu łowieckim, przez co wpadła w kopiec kreta. Nieszczęśliwie zwichnęła sobie kończynę. Na szczęście dała radę doczłapać do obozu i nie było aż tak poważnie. Szybko powinno się zagoić, o ile młoda wojowniczka będzie porządnie odpoczywać, żeby jej nie przemęczać. 
Poruszył wąsami z rozbawieniem, gdy chwyciła między łapy jego ogon jak wtedy, gdy bawili się za jej czasów dzieciństwa. Uśmiechnęła się do niego figlarnie, wracając następnie spojrzeniem do swojej łapy. W jej oczach odbiło się niezadowolenie. Maść musiała ją szczypać, ale była konieczna. 
- Odpoczywaj, Krowi Ogonie. - miauknął medyk Klanu Burzy.
Pożegnał machnięciem ogona kotkę, która ruszyła do wyjścia. Minęła się w nim z Orzechowym Futrem. Jeżowa Ścieżka uśmiechnął się do wojownika szeroko. Sikorkowy Śpiew, córka Pląsającej Sójki, spodziewała się potomstwa i z tego co mówił klan, były to młode właśnie Orzecha. Pewnie bardzo się cieszył na myśl, że zostanie ojcem, tak jak burzaki na to, że ich klan powiększy się o kolejne maluchy.
Uśmiech natychmiast zszedł mu z pyska, gdy dostrzegł przerażenie w ślepiach wojownika. Jego nerwowe szuranie łapami, machnięcia ogonem oraz wykrzywiony w smutku pysk, były oczywistym znakiem - stało się coś strasznego. 
- Co się stało? - mruknął. 
Pośpieszył do składziku z ziołami, żeby podczas tłumaczeń wojownika, chwytać potrzebne medykamenty. Czas jak zawsze mógł odegrać we wszystkim kluczową rolę. Milczenie Orzechowego Futra zaniepokoiło go jeszcze bardziej. Usłyszał ciężkie westchnięcie. Jeżowa Ścieżka odwrócił się w jego kierunku, posyłając mu pytające, a wręcz zmartwione spojrzenie. 
- Znaleźliśmy Ośle Ucho. Nie żyje. Na ciele ma krwawiące ślady. Drżąca Ścieżka był z nim, jest przerażony tak bardzo, że nie może nam wytłumaczyć, co się wydarzyło. 
Ta wiadomość była ciosem w serce czekoladowego. Jego przybrany starszy brat... odszedł. Zostawił ich. Klan, kociaki, partnerkę, rodzeństwo... Jeżowa Ścieżka zamknął oczy, żeby zebrać wirujące w jego głowie tysiące myśli. Był najstarszym kocurem w całym klanie, ale sądził, że umrze ze starości, za wiele księżyców, otoczony wnukami, w spokoju. Oboje przeżyli ciężko śmierć Kucykowego Ogona i nim żałoba zdążyła minąć, nadchodziły kolejne śmierci. A teraz jeszcze on. 
Klanie Gwiazdy miejcie go w swej opiece. 
Złożył cichą modlitwę do przodków, zanim wybiegł z legowiska. Zaskoczył go spokój. Jego własne opanowanie. Zawsze przy śmierciach zalewał się łzami, trzęsły mu się łapy, a tęsknota była najgorszą rozpaczą. Tym razem zachował się spokojnie. Może po tylu śmierciach, po prostu był już odporny. Zauważył zrozpaczona Rzeczny Nurt, tulącą się do futra Tańczącej Zorzy. Ośle Ucho, gdy byli malutcy, spędzał z nimi bardzo dużo czasu. Opowiadał im najróżniejsze historię i wiedzieli, że zawsze mogą liczyć na starszego brata. Nigdy ich nie zawiódł. Właśnie takim będą go pamiętać. Aż pewnego dnia, ponownie się spotkają wśród gwiazd. 
Drżąca Ścieżka mógł dojrzeć jego zaniepokojony wyraz pyska, kiedy zobaczył jego łapy we krwi. Wiedział, że to nie bratanek zabił wojownika. To musiał być wypadek. Byli ze sobą bardzo zżyci. Po śmierci ojca czuł, że w Dreszczu coś raz na zawsze się zmieni. Kazał zaprowadzić go do legowiska.
Kremowy pociągnął nosem, a z oczu wylał się wodospad łez. Stokrotkowa Łapa podała mu ziarenka maku. Zjadł je. Poczuł się lepiej. Z daleka widział jak zasypia. Chociaż przez chwilę się uspokoi. Nie na długo, bo gdy tylko się obudzi, śmierć ojca stanie się dla niego cierniem w sercu. 
Podszedł do ciała brata, przyglądając mu się uważnie. Krwawa smuga przebiegająca przez jego szyję, wskazywała na wykrwawienie. Wyciągnął mały fragment szkła. Musiał się potknąć i nieszczęśliwie wpaść w rzecz Dwunożnych. 
- Powiadomcie Mokrą Gwiazdę. Powinniśmy odbyć czuwanie. - miauknął.
Jeżowa Ścieżka pochylił się nad ciałem brata, wsuwając nos w jego gęstą sierść, w łagodnym geście, żegnając się z nim. Usłyszał dźwięk oddalających kroków, ale nawet się nie podniósł. Wydawało mu się, że wiatr zawiał mocniej, niosąc ze sobą słowa "Zaopiekuj się nim". Ośle Ucho... w Klanie Gwiazdy zapewne ich właśnie obserwuje i wini się za to, że syn był świadkiem jego śmierci.
- Zaopiekuje. - obiecał. Zamierzał dotrzymać złożonej obietnicy.
Słodki zapach dotarł do jego nosa. To brat przyszedł się z nim pożegnać. Odpowiedział mruczeniem, zamykając oczy, by lepiej wczuć się w obecność zmarłego. Jako medyk miał lepszy kontakt z Klanem Gwiazdy. Otworzył niebieskie ślepia, gdy poczucie bliskości przeminęło. Koty gromadziły się już, gotowe odbyć czuwanie. Musiał pójść po Drżącą Ścieżkę. 
Sunął ogonem po ziemi, dotarł do swojego legowiska. Wsunął głowę do środka, dostrzegając niemal od razu śpiącego kremowego kocura. Dopiero gdy jego łapy przekroczyły "próg", pozwolił pierwszym łzą pociec po czekoladowym futrze na policzkach. Usiadł, nagle odebrany z sił, płacząc. Stracił kolejnego członka rodziny. Kto będzie następny? Pokręcił łbem, zwieszając go następnie. Smutek i tęsknota zapanowały nad jego ciałem, na chwilę odbierając mu oddech.
Gdy ten powrócił, Drżąca Ścieżka już przekręcał się na mchowym posłaniu. Jeżowa Ścieżka z trudem podniósł się na łapy, podchodząc do bratanka i dotykając łapą jego boku, żeby go obudzić. Kiedy tylko wojownik otworzył oczy, które zatrzymały się na nim, dostrzegł w nich strach.
- W-wujku... p-powiedz, że t-to nie-nieprawda...
- Chciałbym. Właśnie odbywa się czuwanie, powinieneś na nim być, Dreszczyku. - położył pysk na jego głowie. - To był nieszczęśliwy wypadek. Nie mogliście przewidzieć, że do tego dojdzie. Ośle Ucho nie chciałby, żebyś długo za nim rozpaczał. Ja... wiem, że to boli, ale... jedyne co mogę ci obiecać to to, że pewnego dnia się ponownie spotkacie. 
Chciał go pocieszyć. Ale obecnie sam nie potrafił wymówić właściwych słów, jak przy śmierci Kucykowego Ogona. Chyba najlepszym co mógł dla niego zrobić, była po prostu obecność obok i pokazanie, że nie jest w tym wszystkim sam. Pozbyć się jego wyrzutów sumienia.


<Dreszczyku? :c> 

19 października 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Ścieżki

Dzień był pełen pracy. Z resztą jak każdy poprzedni i zapewne kolejny. Praca medyka polegała na ciągłym ruchu, żeby pomagać nawet wtedy, gdy może się wydawać, że ktoś tej pomocy nie potrzebuje. Jeżowa Ścieżka ułożył się na swoim mchu. Ściółka była świeża, jakiś uczeń musiał ją wymienić. Ziewnął szeroko, szykując się pomału do zapadnięcia w sen. Głos Dreszcza sprowadził go jednak na ziemię.
- Wujku? Opowiedz mi jakąś historię? Taką co ciebie spotkała. 
Spojrzał na bratanka, przykrytego mchem na swoim chwilowym posłaniu. Wolał by został jeszcze na obserwacji, tak na wszelki wypadek. Zmrużył niebieskie ślepia w zastanowieniu. Historię, która jego spotkała. Przez te księżyce życia, było tego naprawdę sporo. 
- Oczywiście. - uśmiechnął się przyjaźnie. - Mhmm, może opowiem ci o trochę o wielkiej przeprowadzce? 
Drżąca Ścieżka kiwnął łebkiem. Jeżyk z zadowoleniem usiadł, owijając ogon wokół łap. 
- Nie zawsze żyliśmy, jak pewnie wiesz, na tych terenach. Dawniej teren Klanu Burzy, był o wiele większy. Dalej na otwartej przestrzeni, pełen zwierzyny, z ukrytym obozem. Klan Gwiazdy zdecydował jednak, że czas się przenieść. Zanim wyruszyliśmy, zginęła nasza przywódczyni, Brzoskwiniowa Gwiazda. Byłem już wtedy uczniem Zajęczej Stopy. Wcześniej odbyłem szkolenie pod okiem Pliszkowego Kroku i właściwie byłem gotowy do zostania wojownikiem, jednak zakochałem się w ziołach, polubiłem pomaganie medyczce i stało się to dla mnie tym, co chce robić przez całe życie. 
- Nie żałowałeś? - dopytał Dreszcz.
Czekoladowy długo nie musiał zastanawiać się nad tym pytaniem. Nie żałował ani jednego dnia, ani uderzenia serca, że wybrał ścieżkę medyka. Zajęcza Stopa umarła spokojna, że zostawiła klan w dobrych łapkach, a on obiecał sobie, że pomoże każdemu, kto będzie go potrzebował. Bez względu na wiek, płeć, czy pochodzenie. 
- Nie żałowałem. Podczas wędrówki byłem już uczniem medyka. Wtedy też odbył się pierwszy poród. Pląsającej Sójki. Urodziła trzy kociaki, które obecnie znasz, chociaż już dawno wyrośli z wieku malucha. - uśmiechnął się na to wspomnienie, a w jego ślepiach dało się dojrzeć tęsknotę. - Podczas wędrówki często robiliśmy postoje oraz spotykaliśmy koty z innych klanów. Dotarcie do nowe tereny, były tylko kwestią czasu. To właśnie na nich zostałem mianowany, a za swoją uczennicę przyjąłem Konwaliowe Serce, jeszcze wtedy była znajdką. O, a za kociaka lubiłem się bawić w klan z siostrami. Nawet mieliśmy swój własny - Klan Jeża. - zaśmiał się, poruszając rozbawiony wąsami. 
Przerwał po chwili, spoglądając z powagą na Drżącą Ścieżkę, próbując mu przekazać, że już pora spać. W końcu sen pomagał zebrać potrzebne siły i zdrowie.


<Dreszcz?>

05 października 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Ścieżki

-Wujku? Myślisz, że jak mama wróci z Klanu Wilka to będzie ze mnie dumna? - zapytał.
Pytanie było dość trudne, otóż Piaskowa Ścieżka bywała bardzo zmienna. Jeżowa Ścieżka obserwował jak traktuje syna i często upominał karmicielkę, że takie zachowanie nie jest poprawne. Teraz, gdy Dreszczyk stał się wojownikiem (ah, Klanie Gwiazdy, ależ ten czas szybko mija!), będzie mógł raz na zawsze uwolnić się od krytyki matki. Piaskowa Ścieżka przebywała obecnie w Klanie Wilka, z daleka od swoich kociaków i partnera. Pewnie daje tam wilczakom nieźle po uszach. Kocica była wredna z natury, albo przez przeszłość, a to już nie tak łatwo zmienić. Brzozowy Szept, gdy jeszcze była jej mentorką, mimo wszystko sobie radę dawała, co teraz udowadniały umiejętności kocicy. Mama była wspaniała.
- Na pewno będzie miło zaskoczona, gdy powitasz ją jako wojownik. Czy dumna? Miejmy taką nadzieję, ale wiesz, że najważniejsze jest to, że ja, tata i Jeżynka, jesteśmy z ciebie strasznie dumni. Tak bardzo urosłeś, Drżąca Ścieżko. A ja się starzeje. - zaśmiał się, liżąc kocura raz za uchem na znak sympatii.
To była prawda. Odebrał już tyle porodów, zebrał wiele ziół, przeżył wędrówkę. Obserwował jak jego rodzina się powiększa i maleje, jak kolejni członkowie Klanu Burzy odchodzą polować z Klanem Gwiazdy i jak ci, których kiedyś witał na świecie jako kociaki, zakładają własne rodziny. Nie minie wiele czasu, a sam Dreszczyk doczeka swojej gromadki. No cóż, przynajmniej Jeżyk liczył, że jakaś kotka obdarzy go z wzajemnością szczerym uczuciem. Chciał szczęścia dla bratanka. Czekoladowy z rozbawieniem i małą nostalgią myślał, że gdy jego pysk pokryją siwe włoski, dalej pozostanie w cieple i bezpieczeństwie.
- Nie jesteś taki stary, wujku.
Poruszył wąsami z rozbawieniem.
- To prawda, ale już trochę mam za sobą. Chciałbym jeszcze doczekać momentu, aż ty sam założysz rodzinę, dostaniesz pierwszego ucznia i będziesz z dumą kroczył przez tereny naszego klanu. Jestem bardzo szczęśliwy, że zostałeś wojownikiem. - zamruczał medyk.
Zanim dwójka kocurów się zorientowała, do legowiska medyka wpadła Jeżynowa Łapa. Koteczka obejrzała się spanikowanym wzrokiem wokół, zanim zauważyła kremowego. Odetchnęła z ulgą, zbliżając się bardziej i wtulając się w sierść brata.
- Strasznie mnie nastraszyłeś! Nigdy więcej mi tego nie rób. Bałam się, że cię stracę! - miauknęła siostra Wiewiórczej Łapy i Drżącej Ścieżki.
Jeżowa Ścieżka postanowił dać rodzeństwu chwilę dla siebie. Sam odszedł do schowka z ziołami, chcąc sprawdzić oczywiście zapasy, jak to miał w zwyczaju robić dobry medyk.


<Dreszczyk?> 

30 września 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Ścieżki

Spał w najlepsze, zwinięty w ciasny kłębek. Posłanie było na tyle ciepłe, że nie czuł chłodu dobiegającego z zewnątrz. Na drugim posłaniu pochrapywała Stokrotkowa Łapa, natomiast Konwaliowe Serce spała odrobinę dalej. Cała trójka kotów podążająca ścieżką medyka, nie spodziewała się nadciągających kłopotów, błądząc po krainie sennych marzeń.
Jeżowa Ścieżka obudził się pierwszy, chociaż znany był ze swojego lenistwa i tego, że lubił dłużej pospać. Ziewnął szeroko, odsłaniając różowy języczek, zanim podniósł się zaspany na równe łapy. Przetarł ślepia łapą, w głowie układając już cały plan na dzisiejszy dzień, chociaż będąc medykiem nie dało się przewidzieć wszystkiego. W końcu nie wiadomo, kiedy ktoś będzie potrzebował pomocy.
Jeżyk rozejrzał się po legowisku. Zdawało mu się, że coś się zmieniło. Intuicja nakazała mu zachować czujność. Dotarła do niego znajoma woń, ale w otoczeniu medykamentów ciężej było ją wychwycić, mimo przyzwyczajenia do zapachu ziół. Nie minęło dużo czasu, aż dojrzał Drżącą Ścieżkę.
Pamiętał, gdy dowiedział się od Mokrej Gwiazdy o mianowaniu bratanka. Czuł się tak, jakby Dreszcz otrzymał drugi człon imienia właśnie po swoim wujku. Czuł niesamowitą dumę i radość w dniu mianowania. Ten maluszek, który jeszcze nie tak dawno się do niego tulił, stał się walecznym wojownikiem!
Kremowy leżał na jednym z posłań. Pewnie zakończył nocne czuwanie i potrzebował odpocząć. Jeżyk od razu pomyślał, że przyniesie mu coś do jedzenia, bo jak się zbudzi, będzie pewnie głodny. Podszedł bliżej bratanka. Wtedy coś go bardzo zaniepokoiło. Bok Dreszczyka poruszał się wolniej, nie poruszał też żadną kończyną. Jeżyk przycupnął przy nim, nosem dotykając sierści kocura. Była zimna. Zbyt zimna.
Na zewnątrz było zbyt chłodno. Siedzenie na zewnątrz było zbyt dużym wyzwaniem w Porze Nagich Drzew. Nie przepadał za mianowaniami w takim sezonie.
Medyk od razu postawił diagnozę. Drżąca Ścieżka zemdlał z ochłodzenia organizmu. Musiał go szybko rozgrzać, zanim straci bratanka. Przyciągnął na niego jakiś mech, gdyż musiał jeszcze pobiec po zioła na siłę, gdy już się obudzi. Przysiadł przy wojowniku, rozpoczynając szybkie wylizywanie jego sierści. Tak jak małego kociaka, żeby pobudzić krążenie.
- Stokrotkowa Łapo! Konwaliowe Serce! - zawołał.
Uczennica od razu się rozbudziła, wskakując na równe łapki. Nie ruszyła się jednak z miejsca. Co innego Konwaliowe Serce, która mimo swojego stanu psychicznego zdrowia, była już wyczulona i nauczona. Miała instynkt medyka. Podbiegła do dawnego mentora i wspólnie wylizywali kremowego. Dołączyła potem Stokrotkowa Łapa. Jeżowa Ścieżka przybliżył się na ile mógł, żeby ciepło z jego czekoladowej sierści, przyczyniło się także do ogrzania Dreszcza.
Zauważył jak jego ślepia pomału się otwierają. Z jego pyska wydobyło się ciche kaszlnięcie. W duchu liczył, że nie złapał Zielonego Kaszlu. Odetchnął z ulgą, że przynajmniej kocur się obudził.
- Nie wstawaj. Musisz leżeć. - miauknął spokojnie Jeżyk, okrywając go jeszcze bardziej mchem. - A mówiłem Mokremu, że wysyłanie wojowników na czuwanie w zimie, jest złym pomysłem.


<Dreszcz?> 

26 września 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Łapy

- Przepraszam - wziął głębszy oddech. - Ale mówiłeś bym do ciebie przychodził jak będę czuł się źle. Na razie... na razie... te omamy... uspokoiły się. Ale... Ale czasami czuję... że nie odeszły na zawszę i wrócą w najgorszym momencie. - Poczuł jak oczy robią mu się mokre. - No i widzisz! - krzyknął na niego. - Mam jakieś dziwne wahania nastrojów, jak jakaś kotka w ciąży! Na dodatek... - Spojrzał mu w oczy i zadrżał. Nie... Wujek nie mógł słyszeć jego myśli. - Wujku? Czy... Czy to możliwe, że... - w tej chwili gdzieś z boku dostrzegł ruch.
Jeżowa Ścieżka uważnie słuchał swojego bratanka. Zrobi wszystko, żeby mu jakoś pomóc i nie zostawić samego w tej trudnej dla niego sytuacji. Był świadomy, że mimo iż stan Drżącej Łapy zdawał się poprawić, a omamy nie dręczyły go tak często, dalej istniało zagrożenie. Tak łatwo nie jest pozbyć się choroby. Jeżyk wolał mieć oko na młodzika, chcąc mu oczywiście dalej służyć radą i pomocą.
Obserwował jak Dreszcz odwrócił się i ruszył powolnym krokiem w tamtą stronę, dając znać Jeżowej Ścieżce, aby został. Szybko rozejrzał się po miejscu, które widział, ale nie dostrzegł w śniegu żadnych śladów łap. Najwyraźniej przywidziało mu się coś.
- Jakoś dziwnie się zachowujesz... - miauknął do niego wujek.
- Naprawdę? Pewnie... Ta śmierć dziadka... To wszystko mnie przerasta... - westchnął.
Czekoladowy położył bratankowi ogon na ramieniu.
- Będzie dobrze, Dreszczyku. Ja, tata i klan, jesteśmy przy tobie.
W oczach Jeżowej Ścieżki, można jednak było dojrzeć zmartwienie. Nie podobało mu się zachowanie Dreszczyka i obawiał się, że choroba mogła przejść na drugie stadium. Albo coś w tym stylu. Na pewno będzie miał młodzika na oku, za bardzo się o niego martwiąc i będąc odpowiedzialny za jego stan, żeby tak po prostu zwalić wszystko na żałobę. Bo owszem, ona mogła doprowadzić do  dużego smutku i różnych zachowań, ale czy aż do obsesyjnego rozglądania się za zagrożeniem?
Dreszczyk przytulił się do niego. Jeżowa Ścieżka okrył go ogonem, odwzajemniając ten miły gest. Czuł jak bratanek drga. Kocurek odsunął się i ze strachem spojrzał przed siebie, zanim czmychnął do legowiska medyka.
- Powiedz, że mnie nie ma! - miauknął tylko.
Jeżyk zdziwiony zamrugał. O co mogło chodzić kremowemu? Znowu coś widział niepokojącego? Odwrócił się i dojrzał kroczącą w jego stronę Jeżynową Łapę. Musiała właśnie wrócić do obozu z Orlikowym Szeptem. Kotka powoli zbliżyła się do wujka, spoglądając na niego wielkimi ślepkami.
- Wujku, co z Dreszczem?
- Już lepiej. - miauknął.
Jeżynowa Łapa spuściła głowę, spoglądając na własne łapki.
- On mnie chyba już nie lubi, wujku.
Jeżowa Ścieżka zaskoczony zastrzygł uszami. Jeżynka myślała, że brat przestał ją lubić? Co on takiego robił na wspólnym treningu? Westchnął. Natomiast Drżąca Łapa był jedynie zazdrosny o relację jego siostry i jego mentora. Porozmawia z kocurkiem i wytłumaczy mu, że nie musi się obawiać.
- Jesteś bardzo ważna dla Drżącej Łapy. Lubi cię, Jeżynko. Po prostu.. ma trudniejszy czas. - miauknął Jeżyk, ze słabym uśmiechem na pyszczku. Zaraz dojrzał jak uczennica ciężko przełyka ślinę. Zmrużył  oczy. - Coś nie tak?
- Mam sucho w gardle. Dziwnie się czuje. - westchnęła bratanica.
Czekoladowy od razu wiedział, co dolega młodej.
- Odwodniłaś się. Pójdź napić się ze strumienia. - miauknął. Liznął koteczkę w czubek głowy. W końcu był jej wujkiem i chociaż spędzał z nią mniej czasu niż z Dreszczem, dalej ją kochał. Jeżynka pożegnała się z nim machnięciem ogona, bardziej uspokojona, po czym skierowała ponownie do wyjścia z obozu. Liczył tylko, że nie pójdzie tam sama. Była zbyt młoda, by opuszczać obóz samotnie.
Wrócił do legowiska, gdzie czekał już na niego Dreszczyk. Po jego wielkich ze zdziwienia i smutku oczach, domyślił się, że słyszał całą rozmowę.
- Widzisz, Dreszczyku? Siostra nie chce dla ciebie źle. Wiem, że to nie jest fajne, że musisz się dzielić mentorem, ale wkrótce zostaniesz wojownikiem. Dostaniesz własnego ucznia. Orlikowy Szept w twoim życiu pozostanie sojusznikiem, natomiast siostrę masz tylko jedną, do tego taką, która cię bardzo kocha. - miauknął spokojnie medyk.


<Dreszcz?> 

Wyleczona: Jeżynowa Łapa(odwodnienie)

20 września 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Łapy

Siedział, wpatrując się we własne łapy. Roztaczał wokół siebie smutną aurę, zatem nic dziwnego, że nikt nie chciał usiąść obok pogrążonego w żałobie medyka. Dalej zdawało mu się, że zaraz przez wejście do obozu, wejdzie uśmiechnięty Kucykowy Ogon. Wiele by oddał, żeby właśnie tak się stało. Czuwanie się odbyło, starszy został pochowany, stał się jedną z szlachetnych gwiazd. On, jego kochany tatuś. Już nigdy więcej nie przytuli się do czekoladowej sierści. Nie usłyszy jego głosu. To tak bardzo go bolało.
- Hej... Proszę, dla ciebie wujku.
Podskoczył na dźwięk głosu. Kompletnie się nie spodziewał, że Drżąca Łapa do niego podejdzie. Słyszał od Orlikowego Szeptu, że smacznie spał i żaden nie miał serca go budzić. Musiał odpocząć po czuwaniu nad zmarłym dziadkiem. Kocur spojrzał na swoje łapy, przy których leżał królik. Dreszczyk usiadł obok niego, tuląc się pyszczkiem do jego sierści. Próbował go pocieszyć. Wspierać. Na swój własny sposób. Jeżowa Ścieżka uśmiechnął się słabo. Z jego bratanka był dobry kot.
- D-dziękuję, Dreszczyku, ale nie jestem głodny. - westchnął czekoladowy.
- Musisz jeść, wujku. - miauknął Drżąca Łapa, wbijając w niego błagalne spojrzenie.
Jeżyk z wahaniem wziął pierwszy gryz posiłku. Nie jadł tak dawno, że niemal czuł burczenie w brzuchu, ale gdy próbował zjeść przyniesioną przez Konwalię mysz, zwymiotował przez zbyt duży stres. Przełknął dwa gryzy. Na więcej na razie nie było go stać.
- To miłe z twojej strony. - miauknął do bratanka. Spuścił znowu głowę. - Wybacz, że musisz mnie oglądać w takim stanie. Po prostu... bardzo za nim tęsknię.
- Ja też, wujku. - szepnął Dreszczyk, ocierając się pyszczkiem o sierść medyka.
Jeżyk liznął go po łebku, dziękując tym gestem za obecność. Potrzebował jej, chociaż nie był w stanie o nią poprosić. Lepiej czuł się w czyimś towarzystwie, niż gdyby miał w samotności pozwolić na płynięcie swoim myślą. Czując łzy napływające do jego oczu, szybko wytarł je łapą.
- Zrobisz coś dla mnie, Dreszczyku? - spytał wujek. - Chciałbym tej nocy poobserwować gwiazdy, a nie chce sam.
Drżąca Łapa kiwnął łebkiem na znak, że się zgadza. Dokończył na prośbę czekoladowego królika. Resztę czasu przesiedzieli w ciszy. Każdy we własnych myślach. Jeżowa Ścieżka starał się panować nad swoim smutkiem, żeby nie martwić kremowego, ale było to bardzo trudne. Pewnie gdyby Kucykowy Ogon teraz był przy nich, obu zacząłby łaskotać z rozbawieniem stwierdzając, że nie pozwoli im się smucić, gdy dzień jest taki piękny. To wspomnienie, gdy jako maluch wytarzał się w błocie i przyznał się tacie, że jest mu smutno, że mama może być zła, a on wtedy pocieszył takim gestem i słowami syna, przyniosło mu swego rodzaju ulgę, że Kucykowy Ogon da sobie radę. I chciałby, by członkowie jego rodziny,  również byli silni.

Wraz z zapadnięciem nocy, dwójka kocurów opuściła obóz. Jeżowa Ścieżka starał się iść na tyle wolno, by Drżąca Łapa bez problemu mógł dotrzymać mu kroku, idąc z nim ramię w ramię. Medyk czujnie strzygł uszami, tak na wszelki wypadek, że nic im nie grozi. Kierując się przed siebie, mógł też się rozglądać i wyczuwać zapachy ziół.
Dotarli prędko na polanę przy starym potworze dwunożnych. Dawno nie było zatruć, więc teren był częściowo bezpieczny. Na wszelki wypadek, trzymali się jednak kilka skoków  królika z daleka od maszyny. Położył się w wyższej trawie. Uczeń zrobił to samo. Oboje spojrzeli na ciemne niebo, pokryte milionami gwiazd. Ileż to już razy, Jeżyk obserwował ten piękny, dający nadzieję widok. Jako wierzący wiedział, że kiedyś sam stanie się jedną z gwiazdą. A jeśli jego życie przebiegnie według ustalonych zasad i będzie miał dobre serce, będzie lśnić najjaśniejszej.
- Piękne są. - miauknął cichutko Drżąca Łapa, wtulając się w futro wujka.
Jeżowa Ścieżka okrył go ogonem, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo. Oboje wpatrywali się w migające punkciki, długi czas w ciszy. Ten moment był zbyt ważny, żeby go przerwać słowami. Dopiero po pewnym czasie, Jeżyk ośmielił się przemówić.
- Rzeczywiście. Ta gwiazda... sądzę, że to Kucykowy Ogon. - czekoladowy łapą wskazał na jedną z gwiazd. Lśniła swym blaskiem, mrugając co jakiś czas, jakby w pozdrowieniu. Obok niej znajdowała się jedna tej samej wielkości i druga, mniejsza.
- A te dwie?
- To Brzozowy Szept i Psiankowa Szyja. Są teraz razem. Może nawet nas obserwują? - uśmiechnął się medyk. W tym uśmiechu kryła się nostalgia. - Chociaż to na pewno. Gwiezdni zawsze są obok gotowi przybyć z pomocą. Można nie rozumieć wielu ich postępować, ale nie mogła wątpić, że nas kochają i chcą dobra każdego kota. Nawet tego, który zwątpi, zataczając się w mrok. I każdy dobry kot, kiedyś będzie taką gwiazdą.
- Nawet ja?
- Oczywiście. Jesteś dobrym kotem,  Dreszczyku. - miauknął Jeżyk. - Ale uważaj na siebie. Nie chce, żebyś tak szybko nas opuścił. Jesteś jeszcze młody, dopiero nadchodzi twój czas.
- Ty też nie odejdziesz tak szybko wujku, prawda? - spytał Dreszczyk.
Jeżyk na chwilę zamilkł. Zmrużył oczy w zamyśleniu, wpatrzony w gwieździste niebo. On, Rzeczka, Osiołek... kiedyś będą polować z przodkami. Miał nadzieję, że to nie nastąpi tak szybko i że Drżąca Łapa sobie poradzi z ich stratą, gdy będą musieli go opuścić.
- Będę cię wspierał niezależnie od tego, gdzie się będę znajdował. - obiecał Jeżyk. Nie znał działań losu, zatem nie chciał dawać bratankowi nadziei, że tak szybko nie umrze. Wolał go zapewnić, że bez względu na wszystko, zawsze będzie przy nim. Postanowił odrobinę zmienić temat. - Twój tata zawsze liczył na to, że jedną z gwiazd jest jego mama.
- Ale mówiłeś, że Brzozowy Szept ma swoją gwiazdę. - zdziwił się Dreszczyk.
Jeżowa Ścieżka również poczuł się zdziwiony. Nie wiedział o Sarnie? Chociaż w sumie sam Jeżyk dowiedział się dopiero będąc młodym asystentem medyka, jeszcze trochę przed szkoleniem Konwalii, gdy powiedział mu o tym Ośle Ucho.
- Ma. Tylko widzisz, Dreszczyku, Brzozowy Szept nie urodziła twojego taty. Kochała go jak własnego syna. Była jego mentorką. Wspierała go w każdej decyzji i pewnie bardzo by się cieszyła, gdyby cię poznała. Jednak prawdziwą mamą twojego taty była Sarna. Zginęła, gdy był jeszcze malutkim kociakiem. Twój tata i dziadek, trafili niewiele później do Klanu Burzy. Na szczęście zostali przyjęci. Kucykowy Ogon zakochał się na nowo, w Brzozowym Szepcie. Tak właśnie na świat przyszedłem ja, Psianka, Rzeczka i Sreberko. A potem życie płynęło dalej i dotarliśmy do tego momentu.
Dreszcz słuchał go uważnie. Każdego słowa. Gdy Jeżyk skończył, spodziewał się, że bratanek zada mu jakieś pytanie. Dalej leżeli obok siebie, ogrzewając i wspierając się nawzajem.
- Sreberko?
- Miałeś jeszcze jedną ciocię. - gdy te słowa opuściły pysk Jeżyka, poczuł napływającą kolejną falę smutku, połączoną z tęsknotą. Pamiętał siostrę, każdy szczegół pierworodnej ich miotu. Chciałby ją jeszcze kiedyś zobaczyć, chociaż na chwilę. - Nazywała się Srebrna Łapa. Uciekła, żeby zacząć życie jako pieszczoszka. Jeszcze na starych terenach. Liczę, że jej się udało i że jest szczęśliwa.


<Dreszczyku?> 

12 września 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Łapy

Serce biło mu niespokojnie. Nawet nie próbował się uspokoić, chociaż Konwaliowe Serce proponowała mu ziarenka maku. Sen zwykle dawał ukojenie, ale kocur nie miał sił nawet na to. Wpatrywał się w ciało Kucykowego Ogona. Martwe, zimne, leżące na boku. Był pewny, że odszedł do Klanu Gwiazdy, gdzie był znowu szczęśliwy z  mamą. Bardzo chciał jednak ponownie się do niego przytulić, usłyszeć ciepły głos rodzica, otrzymać od niego radę. Spojrzał na własne łapy. Byli tacy podobni. Czy on także będzie potrafił zachować na pysku uśmiech i wewnętrzną siłę, mimo wszystkich przeciwności losu?
Nie był świadomy nawet upływu czasu. Ile minęło? Dwadzieścia uderzeń serca? Kwadrans? A może cały dzień i noc? Pobratymcy dowiedzieli się o śmierci Kucykowego Ogona. Wielu z nich siedziało przed legowiskiem, składając swoje kondolencje i współczucie. Czekoladowy wysłuchiwał ich jedynie kontem uszu. Co miały mu dać? Nie ukoją bólu straty, tęsknoty i żałoby.
Reakcja Rzecznego Nurtu i Oślego Ucha,  zakuły go tylko bardziej. Chociaż żadne z nich go nie obwiniało, widział w ich ślepiach ból. Siostra wtuliła się w jego futro, wypłakując swe smutki. Ośle Ucho położył się natomiast przy ojcu, żegnając się z nim ostatni raz. Widział jego załamanie. Nic dziwnego, oboje zostali tego dnia sierotami.
- G-gdzie Dreszczyk? - spytał kocur, podnosząc głowę, by spojrzeć na młodszego.
Czekoladowy westchnął cicho. Nie pamiętał. Nie potrafił sobie przypomnieć, gdzie pobiegł uczeń, gdy on się tutaj pojawił i dowiedział o śmierci starszego.
- Nie wiem. Drżąca Łapa obwinia się o śmierć taty. Uważa, że go zanudził na śmierć. Niedorzeczne. - mruknął Jeżowa Ścieżka, siląc się na powstrzymanie kolejnej fali łez. Te jednak zalały jego oczy, spadając na ziemię.
Rzeczny Nurt odsunęła się od niego.
- Biedny Dreszczyk. To jeszcze dziecko. Poszukam go.
- Wybiegł z obozu. - miauknął Jeżyk, mrużąc oczy. - Chyba.
- Wybiegł? Co? Kiedy? - Ośle Ucho skoczył na równe łapy. Widział jego panikę. Martwił się o syna. Nic dziwnego. Jeżowa Ścieżka obserwował jak wybiega, by powiadomić Mokrą Gwiazdę. Rzeczny Nurt została natomiast z nim, tuląc się do jego sierści. Wspólnie płakali, wspominając najlepsze wspomnienia z dzieciństwa u boku taty. Potrzebowali się teraz najbardziej.
Żałoba podobno zbliżała. Ich natomiast nigdy nie musiała.

W obozie panowała napięta atmosfera. Drżąca Łapa dalej nie wrócił. Ośle Ucho prawie wychodził ze skóry, martwiąc się o pierworodnego. Chodził niespokojnie. Nikt nie mógł go uspokoić, chociaż podzielali obawy kocura, że coś mogło się stać uczniowi. Jeżowa Ścieżka również martwił się o kocurka, ale nie pokazywał tego aż tak bardzo, pochlipując cicho i zajmując się przygotowaniami do pogrzebu. Rzeczka cały czas była przy nim. Podzielali swoją rozpacz po stracie taty.
Wkrótce mieli zakopać jego ciało. Miał zniknąć. Tak jak Brzozowy Szept, Psiankowa Szyja i Zajęcza Stopa. Pozostaną po nim jedynie wspomnienia. Modlili się, żeby ich nigdy nie zostawiły.
Wreszcie usłyszeli poruszenie.
- Dreszczyk wrócił. - szepnęła mu Rzeczny Nurt.
Wtulił się w jej ciepłe futro. Martwił się również o siostrę. Powinna w swoim stanie odpoczywać.
- Wróć do żłobka. - miauknął jej cicho. - Potem cię odwiedzę.
- Na pewno? - upewniła się kotka.
Jeżowa Ścieżka pokiwał powoli głową. Wyszedł pomału z legowiska. Jego ślepia od razu ujrzały Drżącą Łapę. Nie miał jednak siły z nim rozmawiać. Co miał mu powiedzieć? Że dziadek zasnął na zawsze? Wiedział to. A jeśli w tym stanie powie coś złego i Dreszczyk znowu ucieknie?
Ze spuszczoną głową, ciągnąć ogon po ziemi, ruszył przez obóz, wpatrzony jedynie we własne łapy. Drżąca Łapa podbiegł do niego. Jeżyk zmusił się, by na niego spojrzeć. W takich samych jak jego oczach, widział smutek i poczucie winy.
- Ja... Ja przepraszam. - miauknął do medyka. - Nie chciałem, aby to tak się skończyło.
- Wiem, że nie chciałeś. To nie twoja wina. - miauknął. - Czasami tak się dzieję, że gdy kot jest stary i schorowany, odchodzi polować z Klanem Gwiazdy. Twój dziadek był w złym stanie, gdy do mnie trafił. Myślałem, że dam radę mu pomóc, ale los okazał się zupełnie inny. Każdy kot rodzi się z jakimś celem na ziemi i twój dziadek wykonał już swoje zadanie. Odszedł spokojnie. Otoczony bliskimi.
- Ale... ale ja...
- Nie zanudziłeś go na śmierć, Drżąca Łapo. Pamiętasz, że w ostatnich dniach więcej pił i pomału tracił siły? Zabrała go choroba. Ty po prostu znalazłeś się u dziadka w złym czasie. Chociaż... myślę, że dziadek był szczęśliwy, że mógł mieć okazję do ostatniej rozmowy ze swoim wnukiem. Bardzo cię kochał, Dreszczyku. Teraz będzie kroczył po Srebrnej Skórze z babcią. - miauknął Jeżowa Ścieżka. Klepnął ogonem po grzbiecie swojego bratanka, zanim obszedł go i ruszył w stronę Mokrej Gwiazdy oznajmić, że mogą już rozpocząć czuwanie.
Łapy ledwo go niosły. Pogrążony w smutku kocur chciał, by ten ból już minął. Wiedział jednak, że nigdy to się nie stanie, a jedynie zostanie przysłonięty.


<Dreszcz?>

05 września 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Łapy

Zaalarmowany nagłym, jeżącym sierść na grzbiecie, wrzaskiem, prędko znalazł się blisko Drżącej Łapy i Kucykowego Ogona. Tata ostatnio czuł się znacznie gorzej. Stan jego zdrowia zmartwił syna, który od razu zalecił mu przeniesie się do legowiska medyków, z legowiska starszyzny. Kucykowy Ogon nie był już pierwszej młodości, odkąd też przestał pełnić obowiązki, praktycznie się nie ruszał. Jeżowa Ścieżka chciał mu pomóc. Bał się, że i jego przyjdzie mu stracić. Dalej się nie otrząsnął po śmierci Psiankowej Szyi. Mówiły to jego oczy, zwykle strasznie smutne, pod maską uśmiechu, który nakładał. Dalej chciał pozostać tym samym Jeżykiem.
- Co się dzieję? - zapytał zaniepokojony kocur.
- O-o-on... D-d-d-dziadek... O-o-on. JEST TRUPEM! ZABIŁEM GO, KLANIE GWIAZDY! A MÓWIŁEM, ŻE TO ZŁY POMYSŁ, BY ZWIERZAĆ MU SIĘ Z TRENINGÓW! ZANUDZIŁEM GO NA ŚMIERĆ! - pokręcił głową, a do oczu wezbrały mu łzy.
W niebieskich ślepiach pojawiło się zdziwienie. Kocur stał w szoku, podczas gdy Drżąca Łapa go wyminął, ze łzami w oczach gnając w stronę wyjścia  z obozu. Jeżowa Ścieżka nawet za nim nie krzyknął, by się zatrzymał. Po prostu nie potrafił. Jego świat po raz kolejny zdawał się zawalić. Kolejny członek jego ukochanej rodziny, za którego oddałby życie, leżał martwy przed jego łapami. Nie zabił go morderca, jak Brzozowy Szept. Ani nie wykończyła wojna, jak w przypadku Psiankowej Szyi. Nie uciekł też z klanu, stawiając swój los pod niewiadomym, jak postąpiła Srebrna Łapa. Kucykowy Ogon... on... nie żył. Jego ukochany, jedyny tata, odszedł polować z Klanem Gwiazdy. Nie żył. Nie żył. Jeżowa Ścieżka zaczął się cofać, kręcąc głową i czując zbierające się w jego oczach łzy. Czemu znowu stracił kogoś bliskiego?! Za co spotykała go taka kara? Nawet nie pozbierał się porządnie po żałobie po swojej siostrze, a teraz nadeszła kolejna, boląca niczym cierń w sercu.
Kucykowy Ogon był cudownym ojcem. Wiele go nauczył. Pamiętał jak opowiadał jemu, Psiance, Rzeczce oraz Sreberku wspaniałe historię, uczył ich życia w klanie oraz wspierał w każdej decyzji. Czekoladowy zawsze mógł liczyć na jego wsparcie, pomocną łapę, nigdy też nie stracił zaufania do tego dobrego kota, jakim był szanowany przez klan wojownik. Kucykowy Ogon znaczył dla niego ogromnie dużo. Po śmierci mamy, to on starał się pocieszyć swoje potomstwo, mimo bólu jaki odczuwał. Jego życie nie było łatwe, a mimo to, uśmiechał się i nim cieszył najlepiej jak umiał. Tak wiele mu zawdzięczał. Nie zamieniłby swojego taty, na żadnego innego.
Pamiętał jego uśmiechnięty pysk, gdy bawił się z dziećmi swojego syna - Oślego Ucha, a także podekscytowanie na myśl, że Rzeczny Nurt również doczeka potomstwa. Nie dożyje już narodzin tych dzieci. Nie dane im będzie poznać dziadka. Będą znać tylko opowieści o jego dobru oraz odwadze.
Jeżyk został sierotą. Stracił oboje rodziców, którzy odegrali wielki wpływ w jego życiu, nauczyli go znaczenia miłości, przekazali mu ją. Cieszyli się, że obrał ścieżkę medyka i że jest szczęśliwy. Teraz będą jednymi z miliona gwiazd. Razem będą nad nimi czuwać. Pewnie już teraz czule się witali.
Ale go zostawili.
Los odebrał jemu dwoje tak bliskich kotów. Co miał czuć? Żal? Smutek? Gniew? Sam już nie rozumiał znaczenia swoich emocji, które siłą przechodziły przez całe jego ciało. Płakał. Czuł jak łzy same spływają po jego policzkach, nie powstrzymywał ich.
- T-tato?
Kucykowy Ogon leżał z zamkniętymi oczami. Wyniszczyła go ta dziwna choroba, przez którą dużo sił i z każdym dniem stawał się coraz słabszy. Jeżowa Ścieżka położył się obok niego, trącając go łapą, chociaż wiedział, że kocur nagle nie obudzi się i nie uspokoi syna śmiechem. Zalewając się łzami, wtulił się w czekoladowe futro. Wkrótce go pochowają. Już więcej nie usłyszy jego głosu, nie przytuli do pulchnego ciałka. Po tacie miał futro, takie samo czekoladowe.
Wtulał się w niego. Czuł jak futro starszego, robi się coraz bardziej mokre oraz zimne. Świadomy był upływającego czasu, ale nie próbował nawet wstać. W tej chwili nie potrafił robić nic innego.
- K-kocham cię, pa-pamiętaj o tym i pos-postaram się, ż-żebyś d-dalej był ze mn-mnie d-dumny. - wyszeptał Jeżowa Ścieżka, z coraz większym smutkiem.
Konwaliowe Serce weszła do legowiska. Widząc w jakim stanie jest jej dawny mentor oraz że Kucykowy Ogon się nie rusza, znalazła się od razu przy nim, tuląc do jego sierści, próbując zapewnić mu pocieszenie. Był jej za to bardzo wdzięczny. Czuł, że kolejnej straty już nie zniesie. To była jego rodzina. A teraz kolejny jej członek go opuścił. Jego sielankowe życie stało się nagle takie szare.
- Ż-żegnaj, tato.


<Dreszcz?> 

29 sierpnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Łapy

Lekki uśmiech zagościł na czekoladowym pysku medyka. Konwaliowe Serce powiedziała mu, że opowiedziała jego bratankowi opowieść o niezwykłym wojowniku. Był jej wtedy bardzo wdzięczny. Szkoda tylko, że nie wiedział jaki dokładnie był wspomniany przez nią Dreszcz. 
- Myślę, że jeśli będziesz z odwagą i determinacją kroczył swoją ścieżką, możesz być nawet lepszy. - miauknął Jeżowa Ścieżka, tuląc do siebie syna Oślego Ucha. Wiele by dał, żeby jego bratanek był zdrowy i mógł wreszcie zaznać upragnionej ulgi.
- Dziękuję, wujku. - miauknął jeszcze Dreszczyk, wtulając się w jego futro.

***

Następnego dnia ponownie miał okazję porozmawiać ze swoim bratankiem. Zauważył Drżącą Łapę obok legowiska uczniów. Uśmiech od razu nasunął mu się na pysk. Zerknął w stronę posegregowanych ziół. Nie miał dzisiaj żadnego pacjenta, co go cieszyło. Zatrucia najwyraźniej na dobre opuściły Klan Burzy. Kocur powolnym krokiem zamierzał ruszyć w stronę kremowego kocurka. Lubił z nim rozmawiać. Czuł też, że obecność kogoś z rodziny, może tylko poprawić stan jego zdrowia. Z czasem będzie lepiej, powtarzał sobie często z nadzieją, obserwując jak ten kocurek z malucha, zamieniał się każdego dnia w coraz lepszego przyszłego wojownika. 
Zanim zdążył postawić chociaż pięć kroków, na drodze stanął mu Wiewiórcza Łapa. Niebieskie ślepia prędko spojrzały na rudego ucznia. Jego mentorką była Miodowy Obłok. Domyślał się, że ich treningi muszą wyglądać ciekawie, gdy dwa inne charaktery stają naprzeciw siebie. Nie raz słyszał już plotki, że podobno jednego dnia pobili się na treningu. Ile było z tego prawdy nie wiedział i chyba nie chciał się dowiadywać, liczyło się natomiast to, że kolejny z jego bratanków też czyni postępy. Jeżynowa Łapa podobno również. Jeżyk posłał delikatny uśmiech kocurkowi, zanim ten prychnął i skrzywił się niezadowolony. 
- Daj mi zioła usypiające. Natychmiast, lisi bobku. - zmrużył oczy. 
Jeżowa Ścieżka westchnął. 
- Po co ci te zioła? 
- Na tego bachora! Ciągle za mną lezie, jakby miała robale w tyłku! - warknął kocurek, ogonem wskazując na małą Burzę. Koteczka przyglądała im się pewnym wzrokiem, z odpowiedniej odległości, bliżej żłobka. Jeżowa Ścieżka powstrzymał śmiech rozbawienia. 
- Niestety nie mogę ci pomóc. 
- Jaki z ciebie medyk?! - fuknął Wiewiórcza Łapa. Odwrócił się napięcie, od razu zmierzając w przeciwną stronę. Burza poszła za nim.
Jeżowa Ścieżka wzruszył ramionami. Cieszył się jednak, że jakaś istotka zainteresowała się jego bratankiem. Kto wie, może zostaną przyjaciółmi? Wiewiór siedział zawsze samotnie, gdy go widywał. A jak wiadomo, każdy zasługiwał na przyjaciela.
- Hej, Dreszczyku. - czekoladowy wreszcie mógł podejść do syna Piaskowej Ścieżki. Kocurek podniósł na niego wzrok. Wujek Jeżyk usiadł koło niego, otulając go ogonem na powitanie. - Co słychać? Jak tam... - usłyszał wrzask z legowiska uczniów. Wiewiór wybiegł z niego zirytowany. Westchnął. -...relacje rodzinne? 


<Dreszcz?>

22 sierpnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Drżącej Łapy

- Wujku!
Jeżowa Ścieżka zastrzygł uszami na głos bratanka.
- Tak? - czekoladowy wyjrzał ze składziku. - Co się stało, Drżąca Łapo? - zapytał zaniepokojony kocur, widząc jego panikę w oczach.
Niebieskie ślepia utkwił na swoim bratanku. Drżąca Łapa wpadł do leża medyków. Już na pierwszy rzut oka zauważył, że jest z nim słabo. Czyżby kolejne urojenia dały się kocurkowi mocno w kość?
- Coś mnie rozpiera w brzuchu! Czuję, że zaraz ze mnie wyjdzie! Wyskoczy! To potwory! Musiały mi złożyć jajka w brzuchu, a teraz się ich dzieci przebijają! - wykrzyknął, czując jak łzy zbierają się mu w oczach. - Zaraz... nie wytrzymam! Pomóż!
Kocurek zwinął się w kłębek. Jeżowa Ścieżka błyskawicznie znalazł się przy nim. Musiał rozpoznać objaw od razu, żeby wiedzieć jakimi ziołami leczyć Drżącą Łapę. Uczeń bardzo cierpiał, a medyk zamierzał mu pomóc. Słysząc rozdzierający dźwięk i wydobywający się dziwny zapach, skrzywił się lekko, lecz od razu na nowo przybrał spokojny wyraz pyska.
- Spokojnie, Drżąca Łapo. Jak bardzo boli cię brzuch? Dasz radę na chwilę odsunąć łapki? - miauknął Jeżowa Ścieżka.
- Ba-bardzo. - pisnął Dreszcz, jeszcze bardziej się kurcząc, łapiąc łapkami za brzuszek.
Syn Kucykowego Ogona powoli dotknął jego brzucha, starając się odsunąć łapki młodzika. Westchnął.
- Musisz je zabrać, inaczej nie będę mógł cię dobrze zbadać. - miauknął cierpliwie.
Ucieszył się, że Dreszczyk się nie zawahał przed zabraniem łapek. To znaczyło, że musiał mu ufać i wiedzieć, że wujek go wyleczy. Bo faktycznie tak będzie. Miał już swoje doświadczenie. Dotknął powoli łapą brzucha bratanka, najdelikatniej jak umiał. Zauważył jego skrzywienie. Kolejny raz poczuł nieprzyjemny zapach. Rozmasował pomału brzuch kocurka, nim cofnął łapę.
- Dam ci coś na wzdęcie. Poleżysz trochę i powinno przejść. - miauknął powoli medyk, próbując mu wytłumaczyć, że to nic strasznego.
- To nie potwory?
- Nie, spokojnie, to całkowicie normalne. - miauknął cierpliwie kocur, wracając do składzika. Przyniósł potrzebną roślinę, podsuwając ją pod pyszczek kocurka. - Przeżuj i poleż. Będę miał cały czas na ciebie oko. Spokojnie, Dreszczyku, w moim legowisku nie ma potworów. - posłał mu uśmiech.


<Dreszcz?> 

19 sierpnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Dreszcza (Drżącej Łapy)

Kocur powoli wygładził językiem futro Dreszczyka. Czuł jak jego bratanek się trzęsie, wtulając się w sierść swojego wujka. Okrył go ogonem, próbując zapewnić o swojej obecności i dać znać, że nic mu nie grozi. Jeżowa Ścieżka odruchowo zerknął w stronę wyjścia z legowiska medyka. Westchnął. Cienie należały do pobratymców, przemieszczających się po obozie. Biedny kociak. Było mu żal Dreszcza, którego pewnie przez większość czasu, będą nawiedzać te dziwne urojenia. Zmrużył oczy. To wszystko przez powikłania porodowe. Był o tym przekonany. Zerknął na syna Oślego Ucha. Wymyśli sposób jak mu pomóc. Choćby to miała być ostatnia rzecz, którą zrobi.
- Przepraszam. - pisnął cichutko.
Oddech kocurka stopniowo się uspokoił.
- Nie przepraszaj, Dreszczyku. Znajdziemy rozwiązanie. Wujek je znajdzie. - miauknął łagodnie czekoladowy kocur, dalej tuląc delikatnie swojego bratanka.
Resztę dnia spędził z Dreszczem. Chciał spędzić z nim jak najwięcej czasu i odwieść jego myśli od niepokoju. Piaskowa Ścieżka nie była specjalnie zadowolona, gdy syn wrócił do żłobka, jednak nic nie powiedziała, natomiast sam Jeżyk upomniał ją, że powinna być dla niego bardziej wyrozumiała. Odpowiedziała prychnięciem.

***

Medyk Klanu Burzy wyjrzał z legowiska. Na zewnątrz panowało przyjemne ciepło. Nic dziwnego, wszak Pora Zielonych Liści jeszcze trwała, chociaż powoli zmierzała ku końcowi. Czekoladowy rozglądając się po obozie, dojrzał znajome pyszczki pobratymców. Lubił dłużej pospać, więc nie zdziwiła go pora szczytowania słońca. Wyciągnął przed siebie łapy, przeciągając się, zanim miał zamiar przenieść dla siebie i Konwaliowego Serca coś na ząb. Ostatnio spotkało ich wiele przykrości, ale dopóki się wzajemnie wspierali i pozostawali klanem, wszystko będzie zmierzać w dobrym kierunku. 
Jeżowa Ścieżka zanim jednak zdążył odejść kilka kroków, napotkał Drżącą Łapę. Uśmiech sam nasunął mu się na pysk. Kocięta jego brata zostały uczniami. Ich mentorzy nie będą mieli z nimi łatwo. Wyobraził sobie jak zostają świetnymi wojownikami i zrobiło mu się ciepło na sercu. 
Bratanek również go zauważył. Podszedł do wujka, rozglądając się wokół wystraszonymi ślepiami, jakby znowu coś widział. Czekoladowy więc od razu go przytulił, gdy tylko znalazł się dość blisko. 
- Jak idzie trening? - spytał, chcąc odepchnąć myśli kocurka od prawdopodobnie kolejnych "potworów". 
Drżąca Łapa przeniósł na niego wzrok. Leciutko się uśmiechnął. Oh, Jeżyk uwielbiał widzieć na jego pyszczku zadowolenie. Pragnął wszak jego szczęścia. 
- Do-dobrze. Orlikowy Szept pokazał mi terytorium. - miauknął cichutko kocurek. 
Jeżowa Ścieżka skinął głową, a na jego pysku wciąż widniał uśmiech. Wybór białego kocura na mentora jego bratanka jego zdaniem nie był słuszny, Dreszcz bardziej powinien dostać kogoś doświadczonego, jednak nigdy nie sprzeciwiał się decyzją Mokrej Gwiazdy. 
- Klan Burzy ma duży teren, pełen zwierzyny. Pewnie wkrótce nauczysz się polować. - miauknął Jeżyk, ogonem dotykając boku kocurka. Drgnął. Uczeń spojrzał za siebie, zaczynając szybciej oddychać i pośpiesznie się cofając. 
- Oni tam są. - mruknął, prawie wchodząc między łapy czekoladowego. 
Medyk zerknął w stronę wyjścia z obozu. Cienie szybko zamieniły się w sylwetki pobratymców, wracających do obozu. Rzeczny Nurt i Psiankowa Szyja powitały uśmiechami wpatrujących się w nich członków rodziny, natomiast Sikorkowy Śpiew po prostu skierowała się do legowiska. 
- To tylko nasi pobratymcy, Drżąca Łapo. I ich cienie. - miauknął z westchnieniem czekoladowy kocur. 
Dreszcz spuścił łebek, spoglądając na własne łapki.
- Przepraszam. 
Myślał, że z wiekiem stanie się lepiej. Nie że przeminie, ale że "ataki" nie będą aż tak zaprzątać głowy kremowego. Dał znać kocurkowi, by skierował się za nim do legowiska. Panował tam ochładzający cień. Jeżyk usiadł na legowisko z mchu, czekając aż Drżąca Łapa pójdzie w ślad za nim. Spojrzał mu prosto w ślepia. Powinien był zrobić to dawno, ale był wtedy taki malutki. 
- Powiedziałem ci już, czym są urojenia. Będziesz widział błędne rzeczy, żył w fałszywym przekonaniu, że to co tobie wydaję się straszne i prawdziwe, w rzeczywistości nie jest niczym czego należy się obawiać, czymś rzeczywistym. - miauczał powoli, ze spokojem w głosie. - Jeśli będziesz pracował nad tym, z wiekiem treści mogą się zmniejszyć. Musisz jednak wiedzieć na czym stoisz i chcieć sobie pomóc. Przykro mi, że ciebie to spotkało, ale teraz jestem już pewny co do diagnozy. 
Otoczył ogon wokół łap. Widział zmartwienie w oczach kocurka. Jeszcze długa droga przed nim. Medyk tak łatwo nie odpuści. 
- Zrobimy tak,  Dreszczyku. Za każdym razem, gdy poczujesz się zaniepokojony, gdy zobaczysz lub usłyszysz coś, co może nie być prawdziwe, albo wywoła u ciebie strach, od razu masz przyjść do mnie. Od razu. Bez względu na porę dnia, czy nocy. Porozmawiamy o tym. - miauknął Jeżowa Ścieżka. Jeśli mimo częstych rozmów i tłumaczeń, nic nie ulegnie zmianie, będzie musiał pomyśleć nad czymś związanym z medykamentami. - Musisz być silny. 


<Dreszcz?> 

25 lipca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Dreszcza

Przybliżył do siebie ogonem garstkę różnych jagód. Uważnie im się przyjrzał, zanim łapą zaczął je dzielić. Musiał uważać, by ich nie pomylić, co mogłoby być poważne w skutkach. Nigdy mu się dotąd nie zdarzyło pomylić ziół i nawet nie zamierzał do tego dopuścić. Ślepy medyk miałby pewnie o wiele gorzej. Dobrze, że on miał idealny wzrok.
Nagle ciszę panującą w legowisku medyków, przerwało pojawienie się Piaskowej Ścieżki. Kotka wypuściła z pyska niezbyt delikatnie jednego ze swoich synów, w którym Jeżyk od razu rozpoznał Dreszczyka.
— Mam już dość. — zaczęła karmicielka. — Dajcie mu ziarna maku, bo oszaleje.
— Co się stało?  — zaniepokoił się Jeżowa Ścieżka.
— Wpadł w histerię i nawet nie wie dlaczego. Na dodatek jego omamy się nasilają! Nie wiem jak to zrobisz, ale masz go wyleczyć, bo sama zwariuje! — powiedziała i wyszła, zostawiając Dreszcza sam na sam z medykami. Kocurek spuścił główkę na swoje łapki.
— Ja... — zaczął — Ja nie wiem co się dzieję.
Jego cichy pisk złapał czekoladowego za serce. Kocurek miał ciężko ze swoją mamą, która nie rozumiała czasami jego dziwnych zachowań. Dobrze, że chociaż Ośle Ucho, Jeżynka i Jeżowa Ścieżka stali za nim murem.
— Pomożemy ci, Dreszczyku. Ale musisz być cierpliwy. — miauknął spokojnie czekoladowy kocur. Liczył, że wraz z wiekiem, te zachowania zaczną ustępować. Coraz bardziej martwił się jednak, że to może być dziedziczne i że jego bratanek może zmagać się z dreszczami przez całe swoje życie. Klan Gwiazdy naprawdę zapewnił takiemu maluchowi nieciekawy los.
Zerknął kontem oka na Zajęczą Stopę. Medyczka lekko się uśmiechnęła, skinęła głową, zanim odeszła w inną stronę legowiska. Musiała się zająć medykamentami. Jeżyk zbliżył się do kocurka i ostrożnie go złapał za luźną sierść na karku. Ostrożnie go uniósł i delikatnie odłożył na jedno z mchowych legowisk, by było mu miło. Jego bratanek pierwszy raz był u nich w legowisku. Pewnie był zaskoczony intensywnymi woniami wielu ziół.
— To taki mój żłobek. Tyle tylko, że zamiast zabawek, trzymam tu zioła. — miauknął z uśmiechem, uważnie przyglądając się kocurkowi. Ziarenka maku mogłyby źle podziałać na takiego malucha. Musiał inaczej mu pomóc, w końcu był członkiem jego rodziny.
— Z-zioła?
— Takie roślinki. Służą do leczenia. Każde zioło ma jednak inne właściwości. - miauknął cierpliwie Jeżowa Ścieżka. — Mogę cię trochę o nich pouczyć, chciałbyś?
Oh, cudownie by było, gdyby jakiś z jego bratanków chciał kroczyć ścieżką medyka. Wyobrażał sobie jak siedzą obok siebie, a Jeżyk przekazuje coraz to nowszą wiedzę z dziedziny medycznej.
— Przy okazji spędzimy trochę czasu. Z wujkiem ci nic nie groźne. — mrugnął. Przy okazji będzie miał szanse dłużej obserwować zachowania kocurka. Potem omówią to z Zajęczą Stopą. Musiał pomóc Dreszczykowi, po prostu musiał. — Pod wieczór zaniosę cię do mamy.


<Dreszczyku?>

15 lipca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Dreszcza

Spojrzenie kocura przeniosło się na kilka uderzeń serca, prosto w stronę Piaskowej Ścieżki. Upewnił się, czy kotka zwraca na nich uwagę, ale ona była bardziej zainteresowana swoim drugim synkiem. W miocie jego brata oraz wojowniczki, przyszła na świat trójka kociaków. Jeżowa Ścieżka dalej pamiętał ciężki poród kotki, gdzie jedno z jej młodych walczyło o oddech. Na szczęście kocurkowi nic się nie stało. A przynajmniej tak mogło się wydawać. Czekoladowy kocur czuł ogromną ulgę, że nie stracił bratanka. Pokochał te małe kuleczki, będące członkami jego rodziny. Jeżowa Ścieżka często odwiedzał żłobek. Wiewiór, Jeżynka i Dreszcz. Jego bratankowie.
Znowu zwrócił uwagę na malucha. Ośle Ucho otulił futrem synka, zapewniając mu przyjemne ciepło. Usłyszał jak Dreszcz mruczy. Asystent uśmiechnął się delikatnie. Widać, że miał ogromną więź ze swoim tatą. Ośle Ucho mówił, że dba o każdego swojego potomka i stara się być jak najlepszy w roli ojca. Odnajdywał się w niej równie doskonale co Kucykowy Ogon.
Ślepka Dreszcza spoczęły na nim. Miały taki sam odcień co Jeżyka.
— To takie błędne przekonanie. Na przykład gdy wierzy się w coś, czego tak naprawdę nie ma. — wytłumaczył Jeżowa Ścieżka. Starał się to ująć w jak najprostsze słowa, żeby kocurek na pewno zrozumiał.
Pamiętał, że miał go zbadać, ale mieli przecież dużo czasu, więc mogli ze sobą miło porozmawiać. Zawsze starał się mieć jak najlepszą relację z członkami rodziny. Żałował, że Psiankowa Szyja i Rzeczny Nurt skupiły się na obowiązkach wojowniczek tak bardzo, że nie odwiedziły jeszcze bratanków.  Koniecznie musiały to zmienić. Ich rodzina stawała się coraz większa. Jeżyk czuł się bardzo szczęśliwy.
— Porozmawiam z mamusią, dobrze? — miauknął Ośle Ucho.
Na pysku jego brata, jak zawsze widniał uśmiech. Kiedyś czekoladowemu się zdawało, że właśnie z takim się urodził i pewnie gdyby nie poznał początku historii swojej rodziny, tak by myślał do końca.
— N-nie, bo b-będzie zła.
— Mama cię kocha. Tylko okazuję to po swojemu. Taki ma charakter. — miauknął powoli Jeżowa Ścieżka. Każdy kot był przecież inny. Jego mama, Brzozowy Szept, tuliła go przy każdej okazji, chociaż czasami bywała stanowcza, natomiast Piaskowa Ścieżka najwyraźniej okazywała uczucie swoim kociętom, poprzez niekiedy ostrzejszy ton głosu.
— Co... co to jest chalaktel?
Uśmiechnął się.
— To cechy, zachowanie, sposób bycia danego kota. — miauknął spokojnym głosem. — I nie musisz się bać.Wujek i tatuś obronią cię przed każdym zagrożeniem.


<Dreszczyku?>

02 lipca 2020

Od Jeżowej Ścieżki

Zaczęło się jak zawsze.
Odpoczywał wraz z medyczkami, ciesząc się kolejnym gorącym dniem i promieniami słońca, wpadającymi do legowiska. Zamruczał z zadowoleniem. Zebrali dość dużo ziół, zapasy były pełne i mogli sobie pozwolić na nic nie robienie, co w pracy medyka zdarzało się bardzo rzadko. Los lubił jednak działać niespodziewanie. W czasie, gdy trójka kotów rozmawiała szeptem, jakby każdy głośniejszy dźwięk, mógł zakłócić panujący spokój, odgłosy kroków odbijających się o ziemię, dotarły do ich uszu. Medycy podnieśli się na równe łapy, wlepiając pełne ciekawości spojrzenia w stronę wyjścia. Jedyny kocur zaszurał łapą po ziemi w oczekiwaniu. Czyżby jakieś zagrożenie wdarło się do obozu Klanu Burzy i ktoś biegnie ich powiadomić?  Szybko jednak odpędził od siebie tą myśl, chociaż niemiłe przeczucie, że coś niepokojącego się wydarzy, nie potrafiło go opuścił. Sądził, że coś jeszcze się wydarzy. 
Niewiele uderzeń serca później, w progu stanął zdyszany Ośle Ucho. Czekoladowy kocur zastrzygł uszami, nie kryjąc swojego zmartwienia. Widział w oczach brata zarówno strach, jak i podekscytowanie. Westchnął cicho. Miał nadzieję, że nie chodziło o nic złego. Przeszły go ciarki na myśl, że mógłby stracić kogoś z rodziny. Nie był gotowy ponownie doświadczyć żałoby. 
— Co się stało, Ośle Ucho? No, wyduś to z siebie, inaczej nie będziemy mogli... — zaczęła Zajęcza Stopa, spoglądająca z coraz bardziej rosnącym oczekiwaniem w burego. 
— Piaskowa Ścieżka... rodzi... rozumiecie? będę tatą! ona... pomożecie? — przerwał jej syn Kucykowego Ogona, zbyt podekscytowany, a równocześnie zmartwiony, by powiedzieć im więcej. Doskonale to rozumieli.
Zajęcza Stopa spojrzała kontem oka na Jeżową Ścieżkę. Odwzajemnił jej spojrzenie. Dawna mentorka wiedziała, jak bardzo cieszy go myśl o maluchach, posiadających taką samą krew jak ta jego. Zostanie wujkiem było jednym z najpiękniejszych wydarzeń, jakie mogły do spotkać. Pewnie od razu popędziłby do żłobka, pękając z dumy, gdyby nie spokój, którym kierował się odkąd pamiętał. Wraz z Zajęczą Stopą, odbierali już nie jeden poród. Nie obawiali się więc, że coś może pójść nie tak. Piaskowa Ścieżka była silną kotką, pewnie urodzi zdrowych przyszłych wojowników. 
— Spokojnie, Ośle Ucho. Będzie dobrze. — zapewnił go brat. 
— Jeśli dobrze pójdzie, jeszcze przed zachodem słońca zobaczysz swoje dzieci. — miauknęła wesoło Konwaliowe Serce. Z całej trójki miała najmniejsze doświadczenie w pomaganiu kociakom przejść na świat, co nie oznaczało, że będzie mniejszą pomocą.
Nie chcieli tracić więcej czasu na rozmowy. Ośle Ucho także nie mógł się uspokoić, na szczęście Jeżyk był pewny, że Kucykowy Ogon dobrze się nim zajmie, gdy wspólnie będą czekać przed żłobkiem. Dla nich rodzili się nie tylko nowi pobratymcy, ale również członkowie rodziny oraz pierwsze wnuki Kucyka. 
Mała armia medyków Klanu Burzy, wkroczyła do żłobka  jak najciszej. Nie chcieli przeszkadzać Chabrowej Bryzie, ani Pląsającej Sójce, które odciągnęły uwagę kociaków. Konwaliowe Serce trzymała w pyszczku mech z wodą, natomiast on wiązankę różnych ziół. Zajęcza Stopa rozejrzała się, szybko wyłapując sylwetkę Piaskowej Ścieżki, syczącej z bólu i krzywiącej się, na własnym mchowym posłaniu. Medyczka usiadła obok niej.
— Jak się czujesz?
— A jak myślisz? — syknęła karmicielka z niezadowoleniem w głosie. — Wyciągaj to ze mnie. Ał.
— Oddychaj, zaraz ci pomożemy. — miauknęła dalej łagodnie Zajęcza Stopa, przybliżając patyk do kocicy. — Masz. Zaciśnij na tym zęby.
Jeżowa Ścieżka odłożył wiązankę ziół. Było ich na oko kilka, między innymi ogórecznik, który zapewni kociakom więcej mleka. Miał zioła na zmniejszenie bólu, trochę pajęczyny, gdyby zaczęła karmicielka zaczęła krwawić oraz oczywiście coś na wzmocnienie. Musiał dbać o jakby nie patrzeć członkinię jego rodziny, matkę bratanków albo bratanic. Albo to i to, im ich więcej, tym oczywiście weselej. Obserwował krótko, jak Piaskowa Ścieżka wykonuję polecenie medyczki, coraz bardziej niezadowolona ze swojego obecnego stanu. Usłyszał jej stłumiony przez patyk krzyk, a właściwie głośne syknięcie bólu. Napinające mięśnie sygnalizowały otwarcie, że kociaki pchają się już na świat.
— Teraz musisz przeć. — polecił spokojnie Jeżyk.
Kotka rzuciła mu ostre spojrzenie, jakby próbując mu przekazać, żeby jej nie rozkazywał. Czekoladowy westchnął jedynie. Wolał, żeby słuchała poleceń medyka, mającego jedynie na celu dobre jej i maluchów. Na szczęście wojowniczka wiedziona w końcu instynktem, zrobiła co powinna, nie szczędząc przy okazji syknięć i wbijania pazurów w mech. Czego się jednak nie robi dla własnych dzieci?
Presja czasu coraz bardziej narastała. Atmosfera zrobiła się głębsza, wręcz dusząca. Nadszedł również stres, pomieszany z niewielkim strachem oraz determinacją. Żłobek był na tyle ustronnym miejscem, że Piaskowa Ścieżka nie musiała się obawiać niepotrzebnych gapiów. Otoczona przez trójkę medyków, wbrew wszystkiemu mogła czuć się bezpieczna. Gdyby co się zaczęło niepokojące dziać, byli gotowi w każdej chwili jej pomóc.
— Jest jeden! Dobra robota, Piaskowa Ścieżka! — miauknęła podekscytowana Konwaliowe Serce.
Faktycznie jeden malutki kocurek już zawitał na świecie. Od razu zwrócił na niego ślepia, pełne ogromnego uczucia i równocześnie zmartwienia. Maluch mógł pochwalić się kremową pręgowaną tygrysio sierścią z białym oraz uroczymi uszkami, odziedziczonymi po matce. Kolor oczu jeszcze nie był Jeżowi znany. Coś było jednak wyraźnie nie tak. Szyja kocurka była owinięta pępowiną. Nie wydał z siebie żadnego pisku. Jeżyk zdawał sobie sprawę, że mogą wyjść poważne powikłania, konsekwencje, jeśli szybko nie udzieli mu pomocy. Przybliżył do siebie bliżej dziecko, próbując odwinąć mu pępowinę. Ujął ją delikatnie między zęby. Reakcja była dość szybka. Przegryzł, dając maluchowi możliwość zabrania pierwszego oddechu. Miał nadzieję, że wszystko będzie z nim dobrze. Gdy jednak kocię dalej nie pisnęło, przeszło go zimne uczucie, że może być już w drodze do Klanu Gwiazd.
— Nie umieraj, jeszcze nie twój czas. Świat jest taki cudowny, zobaczysz, zabiorę cię na polowanie, na tyle atrakcji, tylko nie odchodź. Zasmuciłbyś tym wszystkich. — miauknął, mimo iż pewnie kocurek go nie zrozumiał. Zaczął go pośpiesznie wylizywać. Najpierw po szyi, później po brzuchu, by nie tylko pozbyć się mazi, ale również pobudzić go życia. Chyba jeszcze nigdy nie zależało mu tak bardzo. No już... dasz radę mały...
Świadomość, że z jego łap mógłby zginąć członek rodziny  była okropna. Musiał go uratować, ale czy była jeszcze szansa? Z coraz większym strachem, nie przestawał wykonywać swojej czynności. Jestem dobrym medykiem... jestem dobrym wujkiem... poradzę sobie, on przeżyje, na pewno przeżyje. Musi przeżyć. No już malutki, zaraz będzie po wszystkim... wystarczy jeden pisk...
Nawet nie zwrócił uwagi na ciszę, która niespodziewanie zapanowała w żłobku. Skupił się jedynie na swoim bratanku. Dopóki ten nie poruszył się ledwo, wydając z siebie cichutki dźwięk, nie przestawał ponawiać prób wybudzenia go. Wreszcie odetchnął z ulgą. Żył. Przybliżył go ostrożnie bliżej brzucha matki, obserwując przez jakiś czas, wraz z niespokojnym biciem własnego serca, jak zajmuję się szukaniem pożywienia, kierując się miłym zapachem.
Witaj na świecie. 
— Uratowałeś go. — usłyszał głos Zajęczej Stopy.
Otworzył pysk, gotowy odpowiedzieć, że każdy by to zrobił na jego miejscu, gdy kolejny kociak był gotowy zawitać na świecie. Tym razem poszło szybciej. Najpierw ujrzał liliową szylkretkę, zanim zaledwie kilka uderzeń serca za nią, pojawił się rudy pręgowany kocurek. Koteczka również miała zawinięte uszka. Jego jedyna bratanica! Po niedawnym ogromnym stresie, poczuł teraz niezwykłe uczucie miłości, którą obdarzył te trzy istotki.
Gdy nadszedł koniec, cała trójka medyków czuła się zmęczona, ale usatysfakcjonowana. Zajęcza Stopa liznęła Konwaliowe Serce za uchem, dodając tym młodszej otuchy, po kolejnym odebranym porodzie. Potem jej spojrzenie przeniosło się na Jeżową Ścieżkę. Dostrzegł w nim ogromną dumą. Sam brat Oślego Ucha jej nie czuł. Wypełniał go teraz jedynie dziwny spokój. Uśmiechnął się delikatnie w stronę małego kocurka, pierworodnego bratanka, ugniatającego brzuch karmicielki, żeby posilić się mlekiem. Widział ulgę i zmęczenie w oczach Piaskowej Ścieżki. Chciała pewnie już zostać sama. Posłusznie zjadła podane jej przez czekoladowego zioła, żeby następnie zapaść w niespokojny sen, nasłuchując, czy w pobliżu nie dzieję się nic niepokojącego. Instynkt kocicy, nakazujący bronić młode. Jeżowa Ścieżka uważniej przyjrzał się maluchom. Całej trójce. Jego rodzina się powiększyła. Na zewnątrz dosłyszał uradowany głos Oślego Ucha, przez który poruszył z rozbawieniem wąsami. Musiał być bardzo szczęśliwy. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że jego dwie towarzyszki opuściły już kociarnię, zostawiając go samego. Zajęcza Stopa zapewne rozmawiała już z jego bratem, zapewne opowiadając ze szczegółami co zrobił Jeżyk i ile urodziło się potomków, dodając oczywiście jaką mają płeć. Klan Burzy w ciągu kilku następnych dni, pójdzie odwiedzić najmniejszych członków. Jedyna dobra wiadomość, podczas gdy dni stały się o wiele cięższe. Jeżyk uznał, że najwyższy czas pozwolić nacieszyć się świeżoupieczonym rodzicom narodzinami ich pierwszych dzieci. Bo kto wie, może zdecydują się kiedyś na drugi miot?
Wstał ostrożnie na zmęczonych łapach, z satysfakcją widoczną w niebieskich oczach. Pochylił się nad kociakami. Pachniały mlekiem. Jeszcze minie sporo czasu, zanim otworzą oczy i zrozumieją cały otaczający je ogromny świat, który chociaż zdawał się niebezpieczny, był bardzo piękny i pełen tajemnic, czekających tylko aż ktoś je odkryje.
— Jestem waszym wujkiem. Jeszcze was odwiedzę, maluchy. — miauknął. Kociaki pisnęły, najwyraźniej słysząc jego głos, by mocniej po chwili wtulić się w mamę. Jego uwagę znowu skupił pierworodny, któremu uratował życie. Cieszył się, że mógł się przydać. Obiecał sobie, że tą małą istotkę zwłaszcza będzie miał na oku. Nie mógł się doczekać, aż opowie mu jakąś historię i będzie patrzył jak dorasta. — Byłeś bardzo odważny.
Skierował się do wyjścia ze żłobka. Wychodząc na zewnątrz, owiał go chłód powietrza w Porze Nagich Drzew. Ośle Ucho niespokojnie przebierał łapami, w towarzystwie Kucykowego Ogona. Ojciec próbował uspokoić syna, jednak gdy oboje zobaczyli Jeżową Ścieżkę, momentalnie znaleźli się u jego boku.
— Synku. — zaczął Kucyk, przerwał mu szybko starszy z synów. Jeżyk pozwól, by brat wtulił się w jego futro. Sam również go przytulił. W tle partner Brzozy wydał z siebie ciche "aww". Jeżyk zaśmiał się cicho, zanim odsunął się o krok, z radością wpatrując się w równie zadowolone ślepia Osiołka.
— Nawet nie wiesz jaki jestem ci wdzięczny. Gdyby mu coś się stało... Dziękuję, Jeżyku. — miauknął. — Piaskowa Ścieżka podobno odpoczywa, ale koniecznie muszę ją zobaczyć i dzieci. Zajęcza Stopa mówiła, że są zdrowe.
— Wygląda na to, że są zdrowiutkie jak ryby. — miauknął, gdyż po wykonanych badaniach tak wychodziło. — Nie dziękuj mi, Ośle Ucho. Nie w takiej sprawie. Zrób tylko dla mnie coś, proszę. Gdy nadacie im imiona, chce być pierwszym kotem, który je pozna.
Ośle Ucho pokiwał energicznie głową.
— Załatwione!
Czekoladowy pożegnał kocura, zanim ten wbiegł do kociarni, otarł się o bok ojca, zanim ruszył niespiesznie w stronę legowiska medyków.


<Dreszcz? Witaj bratanku>