BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psotny Nietoperz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psotny Nietoperz. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2026

Od Psotnego Nietoperza CD. Neriny (Puszystej Łapy)

Przeszłość

Psotny Nietoperz siedziała na widoku, by wspierać swoje przyjaciela. Cieszyła się, że Lśniąca Gwiazda zgodził się przyjąć Nerinę do Klanu Klifu. Teraz nie musieli się w ogóle rozstawać. Była to dla wojowniczki wspaniała informacja. Była dumna z Puszystej Łapy, że dostał szansę uczenia się na protektora. Psotka też kiedyś marzyła o tej roli, ale ostatecznie została na ścieżce wojowniczki. Nie miała innego wyjścia. Lubiła bycie wojowniczką, ale czasem zazdrościła tym którzy mogli spełnić jej niespełnione marzenie. Westchnęła cicho, odrzucając te myśli w odmęty jej umysłu.
— Puszysta Łapa! — wykrzyknęła jego nowe imię jako jeden z pierwszych kotów. Gdy lider skończył przemawiać, Nietoperka odnalazła wzrokiem przyjaciela i pognała w jego stronę. Otarła się o niego wyraźnie zadowolona z takiego obrotu sprawy.
— Jestem z ciebie taka dumna! — wymruczała radośnie.

***

Od mianowania niebieskiego kocura minęło kilka dni. Czarnulka rano trenowała swoją uczennicę, chodziła na patrole zgodnie z grafikiem, a w wolnych chwilach spędzała czas z Puszystą Łapą. Dość szybko pojawiła się plotka i spekulacje na ich temat. Jednak wojowniczce to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Zauważyła, jak jej serce biło, gdy była blisko niebieskiego. Czuła nieznośne motylki w brzuchu, co często doprowadzało ją do furii. Pewnego dnia nie wytrzymała i zabrała kocura na plażę. Dokładniej tam, gdzie spotkali się po raz pierwszy, ale tym razem oba koty były na terenie Klanu Klifu. To właśnie wtedy w blasku księżyca powiedzieli sobie tak. Wtedy też postanowili przypieczętować swój związek w szczególny sposób. Spędzili ze sobą bardzo miło czas, a następnie śmiejąc się i ocierając o siebie futrami, wrócili do obozu.

***

Na efekty ich wspaniale przeżytej nocy nie musieli zbyt długo czekać. Czarna kotka nie czuła się najlepiej. Z początku się obawiała, że może złapała jakieś choróbsko. Dlatego też udała się niespokojnym krokiem do legowiska medyków.
— Jagnięcy Ukłonie? Czy możesz sprawdzić, czy nie jestem chora? Ostatnio nie czuję się zbyt dobrze
— Oczywiście, usiądź — miauknęła Jagna z troską w kobaltowych oczach. Ciemna wojowniczka wykonała jej prośbę. Usiadła na jednym z posłań. Ruda medyczka zbadała ją, a gdy skończyła oczy starszej kotki rozbłysły.
— Moje gratulacje Psotny Nietoperzu będziesz matką — rzekła łagodnie.
— Naprawdę? Muszę o tym powiedzieć Puszystej Łapie! Dziękuję Jagnięcy Ukłonie — wymruczała, a następnie opuściła lecznicę. Podeszła w podskokach do partnera.
— Hej skarbie, muszę ci coś powiedzieć — zaczęła rozemocjonowanym głosem.
— O co chodzi Psotko? — spytał kocur, lekko przekrzywiając łebek.
— Będziemy rodzicami! — pochwaliła się kotka.

Czasy obecne

Psotny Nietoperz od jakiegoś czasu mieszkała w żłobku ze względu na ciążę. Ciemna wojowniczka nie mogła się doczekać, aż zobaczy te słodkie pyszczki przy swoim czarnym brzuchu. Puszysta Łapa odwiedzał ją codziennie, przynosząc jedzenie i spędzając z nią czas. Dzisiaj nie miało być inaczej. Karmicielka czekała z niecierpliwością na jego przybycie, wpatrując się w wejście do kociarni. Czekała na to, aż zobaczy ten przystojny pyszczek niebieskiego. W międzyczasie spojrzała na posłanie gdzie jeszcze niedawno leżała Truskawkowe Pole. Kocica zniknęła z obozu, zostawiając dzieci. Psotka nie mogła uwierzyć, że rodzic mógłby porzucić dzieci. Obiecała swoim nienarodzonym jeszcze maleństwom, że będzie przy nich cały czas. Obiecała im, że nigdy ich nie zostawi.
— Psotko? — rozległ się znajomy głos Puszystej Łapy. Świeży zapach zwierzyny dostał się do jej nosa. Otrząsnęła się z myśli. Podniosła pysk i uśmiechnęła się czule.
— Och skarbie, czekałam na ciebie z niecierpliwością. Siadaj i opowiadaj, jak tam treningi ci idą. Czy nikt w klanie ci nie dokucza? Mam komuś podrzucić żabę albo robaka do posłania? — zapytała z figlarnym błyskiem w niebieskich oczach.

<Puszku?Skarbie?>

25 maja 2026

Od Psotnego Nietoperza CD. Dryfującej Gałęzatki (Neriny)

Przeszłość
Spoglądała na kocura, próbowała nadążyć za jego komplementami. Chyba nikt nigdy jeszcze nie pochwalił jej oczu, imienia czy ozdób w jednej rozmowie. Oczywiście nie miała mu tego za złe. Właściwie to podobały jej się te miłe komentarze. Nie, nie była łasa na komplementy, ale najzwyczajniej w świecie było to po prostu miłe.
— Dziękuję za te miłe słowa i nie przejmuj się, wcale nie mówisz za dużo — zaczęła łagodnie. Przyjrzała mu się pogodniej.
— Tak, właśnie po to. Każda metoda do psocenia jest idealna — wymruczała z lekkim rozbawieniem. Po czym umilkła. Uważnie słuchała wypowiedzi kocura, kiwając co chwilę łebkiem, tym samym potwierdzając, że wciąż go słuchała.
— Hodować ślimaki? Ciekawy pomysł — wymruczała szczerze. Zastanowiła się, czy i ona mogłaby spróbować wyhodować jakieś zwierzątko, ale chyba nie miała na to szans. Zresztą, jeśli miałaby pod opieką jakieś stworzonka, nie miałaby na pewno takiej swobody. Nie lubiła ograniczeń.
— To teraz masz mnie — wymruczała na jego ostatnią wypowiedź.
— Pozwól mi się z tobą zaprzyjaźnić. Wierzę, że się dogadamy — dodała, mrucząc ciepło. Porozmawiali ze sobą jeszcze chwilę, ale zrobiło się na tyle późno, że Psotka musiała wracać.
— Spotkajmy się tu też jutro — zaproponowała. Podniosła się i posłała mu radosny uśmiech.
— Do zobaczenia Gałęzatko — miauknęła na zakończenie. Odwróciła się i odeszła.

***
Psotny Nietoperz i Dryfująca Gałęzatka starali się spotykać tak często, jak pozwalały im na to obowiązki. Był to kolejny księżyc spotkań, ale tym razem Psotka znalazła jakąś ładną muszelkę, którą zamierzała dać przyjacielowi. Miała nadzieję, że jeszcze takiej nie miał, albo chociaż ją przyjmie jako prezent. Wymknęła się z obozu tak, by na pewno nikt jej nie przeszkodził w rozmowie z wojownikiem Klanu Nocy.
— Hej Gałęzatko! — wymruczała zadowolona, gdy dostrzegła znajome jej futro. Podeszła do granicy i położyła muszelkę przy swoich łapach.
— Jak się miewasz? — spytała pogodnie, zaczynając od rutynowego pytania. Usiadła sobie tak, by być blisko Nocniaka, a jednocześnie nie przekroczyć granicy, bo żadne z nich nie chciało mieć kłopotów.
— Szkoda, że nie jesteś z Klanu Klifu, albo ja z Klanu Nocy. Moglibyśmy się spotykać częściej. Do tego bez tych wszystkich ograniczeń terenów, ale cóż tyle dobrego, że w ogóle możemy się widywać — miauknęła jeszcze nim umilkła. Chciała pozwolić niebieskiemu dojść do głosu, bo jak na razie to ona głównie gadała. Znaczy zdążyła już zauważyć, że Gałęzatce to nie przeszkadzało, ale nie chciała zachowywać się niemiło względem niego. Zwłaszcza, że kocur zdawał się ostatnio pewniejszy w jej towarzystwie. Przesunęła muszelkę na granicę, cofając łapę, nim ta zdążyła dotknąć terenu Klanu Nocy. Nie odezwała się, czekając na jakąkolwiek reakcję kocura. Nie poganiała go. Nie potrzebowała tego robić.

<Nerino? Mam nadzieję, że wszystko dobrze>

22 marca 2026

Od Psotnego Nietoperza CD. Dryfującej Gałęzatki

Psotny Nietoperz spoglądała na niebieskiego z zaciekawieniem w niebieskich oczkach. Była na zgromadzeniach, ale ów kot nigdy nie rzucił jej się w oczy. Być może była zbyt skupiona na swoim klanie, chociaż ostatnio rozmawiała ze Zwęgloną Łapą. Uczennica była z Klanu Wilka, ale nie wydawała się być taka zła, jak ją opisywano w kontekście klanowym. W każdym razie teraz skupiła się na Nocniaku. Dryfująca Gałęzatka miał ciekawe imię, a także ładne złote oczka. Przypominały jej bursztyn. Nawet lśniły podobnie.
— Miło mi cię poznać Dryfująca Gałęzatko. Masz bardzo fajne imię — wymruczała łagodnie. Postąpiła krok, ale wciąż pilnowała swojej części terenu.
— Ja jestem Psotny Nietoperz — miauknęła i wypięła dumnie pierś. Była dumna ze swojego imienia. Bardzo jej się podobało i odpowiadało jej psotnemu charakterkowi. Poruszyła wibrysami na wspomnienie o swoim wybryku na jednym z patroli, gdy była jeszcze uczennicą. To była super zabawa. Chciałaby móc opowiadać o tym swoim kociętom, ale na razie musiała zadowolić się młodymi jej sióstr. Morświnowa Płetwa i Focza Fala teraz były razem w żłobku i tylko jej brakowało do kompletu. Jednak to by było już zbyt wiele jak na obecny moment. Kociarnia skończyłaby chyba w strzępach.
— Co taki wojownik jak ty porabia nad wodą? Szukasz jakichś muszelek? Jeśli chcesz, możemy poszukać razem. Ty na swojej części, a ja na swojej — zasugerowała. W przeciwieństwie do kocura była bardziej swobodna w ich konwersacji. Przysiadła sobie bliżej wody. Nie spuszczała wzroku z rozmówcy.
— A jeśli nie chcesz, to możemy pogadać o zainteresowaniach, bo jestem pewna, że masz jakieś. Każdy ma, ja na przykład uwielbiam psocić, zbierać niebieskie piórka i płatki kwiatków, a do tego szlajać się po terenach klanu i szukać żab do żartów — dodała łagodnym, choć nieco rozbawionym głosem. Kiedyś podrzuciła żabę Króliczej Prawdzie, a wtedy Niesfornej Łapie, ale to było śmieszne! Końcówka jej ogona delikatnie przesunęła się po piasku, a wąsy zadrżały z rozbawienia na to wspomnienie. Miała nadzieję, że wojownik poświęci jej trochę czasu, a nie ucieknie po jej wypowiedzi odnośnie dowcipów. Jemu i tak nie miałaby, jak podrzucić robaczka do posłania. Zresztą wyglądał na miłego kota. Może uda jej się z nim zaprzyjaźnić? Miała taką nadzieję.

<Dryfująca Gałęzatko? Twoje oczy są jak bursztyn>

18 marca 2026

Od Psotnego Nietoperza CD. Wzorzystej Łapy (Wzorzystej Dali)

Przeszłość

Podniosła się zgrabnie na łapki. Spojrzała najpierw na kotkę, a następnie na niebo. Robiło się powoli późno, więc był to znak do powrotu.
— Robi się późno chodźmy. Jutro też możemy razem zapolować i jestem pewna, że tym razem nic ci nie umknie — wymruczała pogodnie. Uśmiechnęła się łagodnie do towarzyszki. Zaczekała, aż kotka weźmie piszczkę do pyszczka i do niej dołączy.
— Och? Wiem. Pochwalę cię przed twoją mentorką, że świetnie ci idzie. Rośnie nam zdolna łowczyni — wymruczała i lekko szturchnęła ogonem bok koteczki.
— Ścigamy się? — spytała i podskoczyła lekko gotowa do akcji. Bardzo lubiła się ścigać z innymi. No może nie przepadała za wyścigami z Foczą Łapą, bo było więcej przechwalanek ze strony niebieskiej niż skupienia na biegu.
— Dobrze — mruknęła Wzorek, ale chyba nie była zbyt przekonana. W każdym razie Psotka przyjęła jej zgodę. Zatrzymała się, a gdy młodsza zrobiła to samo, Nietoperz zaczęła odliczać. Kiedy doszła do zero, obie kotki ruszyły biegiem. Ciemna wojowniczka biegła nieco wolniej, ale nie tak by się zdradzić. Jako pierwsza do obozu dotarła Wzorek. Psotka była jedno uderzenie serca później.
— Moje gratulacje Wzorek — wymruczała i wręczyła jej niebieski kwiatek jako nagrodę.
— Dziękuję za dziś, było super i liczę na kolejne spotkanie. Dobranoc — wymruczała i odeszła w swoją stronę.

Obecnie

Psotny Nietoperz niedawno wróciła do obozu z patrolu. Odniosła swoje zdobycze do miejsca, gdzie trzymano zwierzynę. Wzięła dla siebie stworzonko, a także kraba. Miała zamiar odnaleźć Wzorzystą Łapę, a właściwie to już Wzorzystą Dal i trochę z nią pobyć. Tęskniła za towarzystwem młodszej. Odwróciła się i wróciła do centrum obozu. Jej niebieskie spojrzenie omiotło wszystkie koty, które były w zasięgu. Mruknęła coś pod nosem wyraźnie niezadowolona z braku znanego futra pośród nich.
— Nie poddam się, ona musi gdzieś tu być. Poczekam, gdy będę musiała i z posiłkiem i w obozie — mruknęła do siebie. Usiadła gdzieś na boku i położyła dwa stworzonka koło łapek. Nie wiedziała ile tak siedziała, ale w końcu dostrzegła te charakterystyczne ładne oczka i jaśniutkie futerko młodszej wojowniczki. Uśmiechnęła się. Wzięła stworki do pyszczka i miękko na łapkach podeszła do Wzorek.
— Jak się masz wspaniała wojowniczko? — zagadała, chociaż przez trzymanie zwierzyny w pyszczku nie brzmiało to, aż tak wyraźnie. Psotka zaprosiła Wzorek na bok. Dopiero wtedy położyła stworzonka na podłoże. Podsunęła młodszej kraba, a sobie zostawiła jakiegoś ptaka.
— Pamiętam, że lubisz kraby, więc o to jest. Zjemy razem? Jestem głodna, a czekałam na ciebie — wymruczała ciepło i uroczo się uśmiechnęła. Jej białe wystające kiełki lekko zabłysły. Miała nadzieję, że koteczka zgodzi się z nią zjeść i pogadać. Na spacer było trochę za późno, ale gdyby Wzorek chciała pójść, Psotka nie widziałaby żadnego problemu.

<Wzorek? Zjemy razem?>

30 stycznia 2026

Od Psotnego Nietoperza CD. Wzorzystej Łapy

Psotny Nietoperz zastrzygła uchem, słysząc krzyk Foczej Łapy. Przeniosła błękitne spojrzenie na siostrę i Wzorzystą Łapę.
— Wybacz Morświn, ale muszę coś sprawdzić. Pogadamy potem — miauknęła do rozmówczyni. Druga kotka pokiwała łebkiem. Ciemna wojowniczka podniosła się na łapy i skierowała się miękkim krokiem w stronę Foki. Psotka coraz bardziej czuła niechęć względem niebieskiej. Oczywiście kochała ją, bo były rodzeństwem. Jednak ta irytowała ją samą swoją obecnością i tym, że zaczepiała się we Wzorek przy każdej sposobności. Przecież młodsza nie robiła jej krzywdy swoją obecnością, więc dlaczego kotka jej tak bardzo dokuczała?
— A może ty się zakochałaś we Wzorzystej Łapie, skoro robisz taki występ? Jeśli chcesz być romantyczna, to zorganizuj jej jakiś posiłek, albo zaproponuj inny prezent. Ewentualnie zabierz na spacer, ale nie krzycz na cały obóz — fuknęła w stronę Foczej Łapy. Niebieska spojrzała jej w oczy, ale nim zdołała powiedzieć cokolwiek, Nietoperka spojrzała wprost na Wzorek.
— Chodź, niech Foczka znajdzie sobie towarzystwo zbliżone do jej poziomu — mruknęła ze spokojem niebieskooka wojowniczka. Po czym ruszyła do wyjścia, spojrzała za siebie, by upewnić się, że młodsza postanowiła iść za nią.
— Nie przejmuj się Foczą Łapą. Ona od urodzenia dowartościowuje się dokuczając innym. To jej sposób na kompleksy — dopowiedziała. Czuła niezadowolone spojrzenie uczennicy, ale zupełnie je zignorowała. Nigdy nie obawiała się niebieskiej. Właściwie nie przejmowała się opinią innych kotów. Jej pewność siebie była niepodważalna. Może powinna nazywać się Pewna Psota albo Psotna Pewność.
— Co powiesz na spacer po złotych kłosach? Taki wiesz, na spokojnie. — dodała z uśmiechem. Lubiła spacerki.

<Wzorzysta Łapo?>

27 grudnia 2025

Od Nietoperzej Łapy (Psotnego Nietoperza) CD. Pchełkowego Skoku

Przeszłość

Nietoperza Łapa spojrzała na starszą kocicę, kiedy ta wyszła z legowiska medyka. Obserwowała ją uważnie, jakby chcąc się upewnić, że na pewno już wszystko było w porządku. Oczywiście efekt leczenia z pewnością będzie widoczny dopiero później, ale i tak wolała skontrolować stan Pchełki. Lubiła tę kotkę i naprawdę nie chciała, by ta cierpiała przez swoją upartość i unikanie medyka.
— Czy mogę wiedzieć, dlaczego nie poszłaś z tym od razu? — zadała pytanie, przekrzywiając nieco łebek. Przecież medycy nie byli tacy straszni. Psotka raczej nie unikała wizyt u tych kotów. Właściwie to lubiła tam przychodzić. Jednak nie chciałaby piastować ich rangi. Zbyt wiele ograniczeń. Kiedy milczenie między nimi się przedłużało, Psotka westchnęła cicho. Nie lubiła zbyt długo czekać na odpowiedź czy reakcję. Z kolei Pchełka wcale nie wyglądała, jakby chciała jej odpowiedzieć, a może się myliła? W każdym razie postanowiła zmienić temat. Tak było lepiej niż cały dzień miałyby spędzić na patrzeniu sobie w oczy.
— Dobra, nieważne. Chodź ze mną — miauknęła w stronę starszej, a następnie zajęła miejsce, gdzieś z boku.
— Możemy pogadać, bo pewnie i tak musisz już dziś odpoczywać — zasugerowała pogodnie. Pchełka przystała na jej propozycję po dłuższej chwilce. Z ich dwójki, Nietoperka zdawała się mówić najwięcej. Ciemna uczennica lubiła paplać nawet bezsensowne rzeczy lub poruszać tematy dotyczące zasłyszanych plotek. Nie bez powodu była córką Mysiego Postrachu czyż nie? Czas mijał, a gdy wieczór nastąpił, obie kotki się rozeszły do swoich legowisk.

Aktualnie

Był wieczór, więc większość powinna wrócić ze swoich zajęć. Jednak niebieskie ślipka Psotnego Nietoperza szukały konkretnej sylwetki. Kotki o pięknie zielonych oczach, której podarowała na ostatnim zgromadzeniu jedno ze swoich niebieskich piór. Obiecała jej wtedy, że zabierze ją na spacer. Niestety ze względu na niektóre sytuacje znalazła czas dopiero dzisiaj. Miała szczerą nadzieję, że Pchełka jej nie odmówi. Liczyła, że nie była niczym zajęta. Kiedy nareszcie przed oczami mignęło jej szylkretowe umaszczenie, podniosła się. To była jej szansa. Moment na, który czekała tak długo.
— Pchełko, zaczekaj! — miauknęła i poderwała się z miejsca. W paru susach dogoniła niebieską, zatrzymując ją. Kiedy ta spojrzała na jej pyszczek, Psotka zaczęła zastanawiać się, o czym starsza myślała. Zaraz jednak otrząsnęła się i posłała jej przepraszający uśmiech.
— Pchełko, przepraszam cię. Nie chciałam cię zaniedbać, ale cały czas mi coś wypadało — przyznała zgodnie z prawdą. Odkąd nadzorowała naukę Promiennej Łapy, miała sporo na łebku. Uczennica miała pewne tyły i trzeba było to nadrobić jak najszybciej. Oczywiście sporo umiała, ale raczej robiła to wszystko po swojemu. Nic zresztą dziwnego skoro Promyk polegała tylko na sobie od momentu przejścia Źródlanej Łuny do kociarni. Do tego wszystkiego dochodziły patrole i polowania. Westchnęła cichutko. Zdecydowanie zawaliła po całości, ale przecież to nie była jej wina, a może i była? Smutek lekko błysnął w jej oczach.
— Pchełko, nie zapomniałam o mojej obietnicy. Nadal chcę zabrać cię na spacer — odezwała się po dłuższej chwili, nie spuszczając z niej wzroku.
— Oczywiście, jeśli byś nadal chciała. Wiem, że zawaliłam i czuję się z tym naprawdę koszmarnie, ale proszę, pozwól mi dotrzymać danego słowa — kontynuowała. Sama nie była pewna, dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej. Błądziła po jej licu. Po części chciała utrzymać kontakt wzrokowy i widzieć mimikę pyszczka, ale i zobaczyć czy ta wciąż miała jej niebieskie piórko ze sobą. Nie mogła od niej wymagać, by je nosiła. Jednak miała cichą nadzieję, że chociaż wciąż ma je w posłaniu czy gdzieś. Milczała. Chciała dać zielonookiej przestrzeń i czas na udzielenie odpowiedzi bez względu na to, jaka by ona nie była.

<Pchełkowy Skoku?>

Od Psotnego Nietoperza CD. Wzorzystej Łapy


Przeszłość

Przyglądała się uczennicy, oczekując odpowiedzi. Jednak młodsza milczała niczym te zwierzyny, co przed chwilą je złapała. Niezbyt rozumiała, o co młodszej chodziło. Miała coś na pyszczku? Polizała łapkę, a następnie przejechała nią po swojej mordce. Kiedy zakończyła, ponownie spojrzała na Wzorzystą Łapę.
— No dobrze, wracajmy — mruknęła po chwili, a następnie się podniosła. Wzięła swoje zdobycze w pyszczek. Machnęła ogonem, by dać znać do powrotu. Reszta drogi minęła im w milczeniu. Kiedy dotarły do obozu Psotny Nietoperz, odłożyła zdobycze na miejsce.
— Dobrze, idź i odpocznij. Dobranoc — z tymi słowami pozostawiła Wzorzystą Łapę i udała się do swojego legowiska, gdzie czekała już na nią siostra. Położyła się i jeszcze przez moment rozmawiała z Morświnową Płetwą, a następnie usnęła.

Aktualnie

Ciemna wojowniczka ukończyła na dzisiaj wszystkie powierzone jej zadania, więc mogła udać się na spacer. Odmówiła towarzystwa Morświnowej Płetwy. Zresztą jej siostra wyglądała na to, jakby miała jakieś niewypowiedziane plany. Nietoperka nie chciała jej przeszkadzać. Poza tym już dawno nie napsociła i trzeba było to zmienić. Chciała wymyślić coś naprawdę fajnego, ale nie krzywdzącego zatem potrzebowała chwili dla siebie i swoich pomysłów. Miękko stawiała kroki, coraz bardziej zbliżając się na plażę. Lubiła to miejsce, bo zawsze dawało jej natchnienia. Zresztą miała tam miejsce bardzo ważna rozmowa z mentorem. Nadal pamiętała jego słowa i nie miała zamiaru zapomnieć. Była kotem Klanu Klifu sercem i duszą i pochodzenie jej matki wcale nie było czymś, co jej to odbierało. W miarę, jak się zbliżała do celu podróży, słyszała jakieś poruszenie. Ktoś tam był. Pewnie jakiś mentor z uczniem łapali kraby. Uśmiechnęła się na wspomnienie jej nauki. Jednak chwilę później najeżyła się lekko, słysząc krzyk. Co to było? Czyżby jednak był to ktoś inny? Nie zwlekając, ruszyła pędem w stronę, z której dobiegł krzyk. Zdawało jej się, że kojarzyła głos i się nie myliła.
— Co się dzieje? — zatrzymała się tuż obok Wzorzystej Łapy i Gołębiego Puchu. Spojrzała na obie kotki, nie bardzo rozumiejąc, o co chodziło. Zarówno Gołębia, jak i Wzorek wyglądały na przerażone. Wtedy też w jej oko rzucił się krab z rozłupaną skorupką. Niemożliwe by przestraszyły się kraba. Nie, źle to ujęła. Wzorzysta Łapa mogła się przestraszyć, zwłaszcza jeśli została uszczypnięta przez skorupiaka, ale jej mentorka? Przecież ją znała na tyle, by wiedzieć, że nie bała się raczej malutkiego krabika. Wpatrywała się w obie klifiaczki, czekając na odpowiedź którejkolwiek z nich. Nie poganiała ich. Wiedziała, że zupełnie nic by to nie dało. W ogóle nie była pewna czy dostanie odpowiedź w tym temacie, czy może kocice zechcą zmienić temat. Chociaż gdyby się tak zastanowić, to nie była jej sprawa tak do końca.
— Zresztą nieważne. Pozwólcie, że się dołączę do polowania, bo i tak mam wszystko zrobione — miała zamiar połapać kraby, jak nie centralnie obok kotek, to nieco dalej.
— Oczywiście Psotny Nietoperzu. Nie widzę problemu w twoim towarzystwie — odparła Gołębi Puch. Psotka uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona z odpowiedzi.
— Dziękuję — wymruczała, a następnie lekko się cofnęła. Rozejrzała się, a gdy wypatrzyła kraba, postanowiła go złapać. Był on nieco dalej od nich, ale nie przeszkadzało jej to. Zbliżyła się do stworka, a następnie zaczekała na uniesienie przez niego szczypiec. Kiedy tak się stało, przewróciła skorupiaka. Pochwyciła go w kły i uderzyła nim celnie w skałę.

<Wzorzysta Łapo?>

Od Psotnego Nietoperza CD. Promiennej Łapy

Promienna Łapa była najwidoczniej z kotów bardziej ambitnych niż sama Psotny Nietoperz. Ciemna wojowniczka wolała się bawić i psocić niżeli brać udział w wyścigu po ważne rangi. Nie była ani trochę typem kota, którego jakkolwiek bawiłoby rządzenie klanem z jakiejkolwiek pozycji. Lubiła zapach ziół, ale nie chciałaby leczyć, gdyż pamięci zbyt dobrej nie miała. Kochała być w centrum uwagi, ale jako lider czy zastępca nie mogłaby prowadzić tak bajkowego i wciąż beztroskiego życia, jak teraz. Nie wypadałoby jej psocić, a przecież to nadawało celu w jej życiu. Jej imię straciłoby na znaczeniu, a bardzo by tego nie chciała. Bycie mentorem? To już prędzej. Szczególnie, że teraz miała świetną okazję, by się sprawdzić w tej roli.
— Moje gratulacje. Widać, że masz świetne zadatki na wojownika — skinęła z uznaniem łebkiem. Ona była mistrzynią w psotach, ale niestety żadna z ról nie była pod to dostosowana. Przynajmniej jako wojownik miała więcej swobody. Mogła wychodzić sama i w samotności knuć następne dowcipy. Oczywiście spędzanie czasu z innymi też bardzo lubiła i nie unikała tego w żaden sposób. Jednak dbała o harmonię w tym wszystkim. W końcu to był ważny aspekt w życiu każdego kota. Przyjrzała się młodszej, a gdy ta usiadła na skale, uśmiechnęła się.
— Tak, tęsknię czasem za tymi czasami — przyznała, ale bardziej przed samą sobą niżeli uczennicą.
— Oczywiście, pora utrzeć krabom szczypce — miauknęła, a następnie podniosła się na łapy. Machnęła ogonem, tym samym dając znać Promiennej, by poszła za nią.
— Wiesz Promienna Łapo? Kiedy pierwszy raz uczyłam się łapać kraby, byłam dość niecierpliwa na początku. Wtedy też Promieniste Słońce powiedział mi o cierpliwości i ja również pragnę ci o tym napomnieć. Z początku łapanie tego stworka może wydawać się trudniejsze, niż jest w rzeczywistości. Jednak, jak możesz się domyślić, jest to błędne podejście — rzekła łagodnie, ale z pewnością w głosie. Po czym zatrzymała się niedaleko kraba. Istotka była nieświadoma, że zaraz jej żywot się zakończy.
— Obserwuj uważnie. Wiem, że szybko załapiesz, o co chodzi — z tymi słowami Psotka ruszyła w stronę kraba. Stanęła blisko niego, a następnie nie dała mu zwiać. W końcu najwidoczniej zdenerwowany skorupiak wpadł w zasadzkę. Kiedy tylko uniósł szczypce, Nietoperka doskoczyła do niego, a następnie pacnęła w tylną nogę. Krab przewrócił się według oczekiwań, a ona złapała go kłami za bok skorupki. W kolejnym kroku uderzyła stworkiem w skałę. Skorupka pękła, a ona dopiero teraz przeniosła niebieskie spojrzenie na młodszą.
— Teraz wystarczy ostrożnie usunąć resztki skorupy i gotowe. Krab pokonany i na obiad podany — wymruczała. Gdy dokończyła całość, posłała koteczce promienny uśmiech.
— Teraz twoja kolej, ale uważaj na szczypce i nigdy od nich nie zaczynaj, bo może skończyć się to nieprzyjemnościami — dopowiedziała, a następnie usunęła się na bok ze swoim łupem.

<Promienna Łapo?>

16 grudnia 2025

Od Nietoperzej Łapy (Psotnego Nietoperza) CD. Promyk (Promiennej Łapy)

***Przeszłość***

Nietoperza Łapa właśnie miała odszukać swojego mentora, kiedy to usłyszała czyiś krzyk. Nie zdążyła zareagować, kiedy mniejsze ciałko wpadło w nią. Nie było to najprzyjemniejsze, ale i tak była w lepszej sytuacji niż młodsza. Spojrzała na nią niebieskimi oczami, które wyrażały zaskoczenie zaistniałym zdarzeniem. Nie zdążyła się nawet odezwać, kiedy Promyk zaczęła swój słowotok. Tak mała istotka, a tyle potrafiła mówić na sekundę. Zupełnie jakby Psotka widziała samą siebie w tej kruszynie. Nie była, więc zła. Nie miała o co, bo i ona za kociaka uciekała ze żłobka. Niemniej właśnie wtedy spotkała na swojej drodze obecnego mentora, którym był Promieniste Słońce.
— Na początek, uspokój się i daj mi dojść do głosu — zaczęła łagodnie Nietoperka. Kiedy młodsza w końcu pozwoliła jej dojść do słowa, ciemna uczennica westchnęła.
— Nikt mi jej nie namalował, urodziłam się z tą plamką. Zresztą podobnie jak z końcówką ogona i białą plamką na szyi. Ta ostatnia wyglądała trochę jak taki poszarpaniec. Niemniej koteczka bardzo siebie lubiła i ceniła, więc nie przejmowała się opinią pozostałych. Grunt to by dobrze było z samym sobą i dalej jakoś szło.
— Ach? Nie szkodzi. Gdy byłam w twoim wieku, również miałam takie wycieczki i pomysły. Nie, żebym teraz ich nie miała. W każdym razie nazywam się Nietoperza Łapa. Miło mi poznać tak energicznego kociaka, jak ty. Oby ci ten zapał pozostał — odparła łagodnie. Po czym rozejrzała się dookoła, a widząc swojego mentora westchnęła.
— Posłuchaj, ja muszę iść na trening. Mój mentor już czeka, ale najpierw odprowadzę cię do żłobka — miauknęła. Po czym zrobiła, co planowała i dołączyła do swojego mentora.
— Przepraszam za spóźnienie, ale mały promyk prędkości mnie dopadł — zażartowała.

***Aktualnie***

Psotny Nietoperz nie tak dawno temu została wojowniczką, a już otrzymała ucznia. Co prawda była tylko w zastępstwie z powodu nagłej sytuacji. Mianowicie Źródlana Łuna spodziewała się kociąt, a Promienna Łapa nie mogła pozostać bez nauki. Była jedynie zaskoczona, że to jej przypadło to zadanie. Oczywiście było to miłe, ale jednak wciąż była młoda. Być może to był test dla niej? Nie mogła tego wykluczyć. Zresztą czy to było ważne? Nie. Miała zamiar pomóc w treningach młodszej kotki, z którą przyszło jej mieć interakcję, gdy jeszcze była uczniem. Skierowała się w stronę legowiska uczniów.
— Promienna Łapo, jesteś tu? — miauknęła Psotka, a gdy młodsza pojawiła się przy niej, odetchnęła z ulgą.
— Z powodu niemożności wykonywania obowiązków mentorskich przez Źródlaną Łunę, mam przyjemność przejąć chwilowo twój trening — zaczęła ze spokojem w głosie. Wiedziała już, co chciała dzisiaj poćwiczyć. Kiwnęła łebkiem, by po chwili ruszyć z młodszą u boku w stronę wyjścia z obozu.
— Dziś nauczę cię otwierania krabów — poinformowała młodszą. Miło wspominała tę lekcję z Promienistym Słońcem. Co prawda na początku nie było to łatwe. Jednak starszy kocur naprawdę dobrze jej to wytłumaczył. Mogła teraz wykorzystać tę wiedzę i przekazać ją przyszłej wojowniczce.
— Chyba, że już miałaś z tego naukę, to pomyślimy nad czymś innym — dopowiedziała, bo też mogło tak być.

<Promienna Łapo? Zapolujemy na kraby?>

08 grudnia 2025

Od Psotnego Nietoperza CD. Wzorzystej Łapy

Psotny Nietoperz opuściła obóz wraz z młodszą kotką. Nie zmuszała Wzorzystej Łapy do rozmowy. Domyślała się, że uczennica potrzebowała chwili spokoju. Chociaż sama nie miała takiego pecha do znajomych. Właściwie sporo kotów ją lubiło. Tak, nawet, wtedy gdy rozrabiała i sobie żartowała. Ciemna nie bała się żadnego wyzwania. Nie interesowało ją też, co inni mogli mówić na jej temat. Wszak była wspaniała i o tym wiedziała. Jeśli ktoś miał inne zdanie to tylko przez to, że brak takiemu kotu umiejętności docenienia jej piękna i uroku. Zatem nie był to już jej problem.
— Dobrze, jesteśmy na miejscu. Pora zapolować — miauknęła ze spokojem. Po czym kiwnęła zachęcająco łebkiem w stronę Wzorek. Zaczekała, aż koteczka ruszy na poszukiwania. Miała zamiar trzymać się na tyle blisko by mieć możliwość ochronienia młodszej, a jednocześnie daleko by jej nie spłoszyć zwierzyny. Wszystko wymierzone wręcz idealnie. Kilka chwil później, Psotka zawęszyła. Niemal od razu wyczuła zapach ryjówki. Zatem na obiad, ktoś dziś otrzyma owe stworzonko. Oblizała pyszczek, lekko zahaczając o swoje kiełki, które tak bardzo kochała.
— Niedługo będziesz moja — wyszeptała cichutko. Przyjęła pozę łowiecką i zaczęła się skradać. Jej ruchy były dokładnie przemyślane, a ona sama zachowywała się, jakoby duchem była. Niecałe uderzenie serca później dorwała stworzonko, a następnie upolowała jeszcze mysz. — I proszę, mistrzyni uratuje czyjeś głodne brzuszki. Haha! — wymruczała radośnie, a zaraz dostrzegła Wzorzystą Łapę. — Och? Wzorzysta Łapo? Czy coś mam na kiełku, że mi się tak przyglądasz? — rzuciła z rozbawieniem, a w jej oczach lśniła łagodność. Po czym podeszła bliżej koteczki wraz ze swoimi zdobyczami.

<Wzorzysta Łapo? Czy mam coś na kle?>

04 grudnia 2025

Od Psotnego Nietoperza Do Wzorzystej Łapy

Kocica od jakiegoś czasu była dumną wojowniczką Klanu Klifu. Bardzo jej się to podobało, ponieważ miała więcej swobody. Mało tego była kimś, kogo uczniowie powinni się słuchać. Oczywiście sama była świadoma, jak to zazwyczaj wyglądało. Wszak ona sama nie była wzorem i z pewnością nigdy nie będzie przez swoje upodobanie do żartów czy psikusów. Jej mentor podobnie jak ona nie należał do kotów zbyt poważnych. Zatem byli idealnie dobrani. Wciąż lubiła z nim przebywać. Właśnie wracała z Gołębim Puchem do obozu. Kotki w miarę się polubiły, aczkolwiek starsza wciąż miała jej za złe ten żart z krawędzią klifu. No cóż, Psotka miała co do tego odmienne zdanie.
— Dziękuję za dziś Gołębi Puchu i nie martw się, zabiorę Wzorzystą Łapę ze sobą na polowanie — rzekła pogodnie, na co tamta obdarzyła ją delikatnym uśmiechem. Po tym wojowniczki się rozeszły. Psotny Nietoperz skierowała się w stronę legowiska uczniów. Liczyła, że znajdzie tam uczennicę Gołębiej. Jednak nim dotarła do celu, usłyszała chichot. Nie był on przyjemny dla ucha, a barwa przypominała ten należący do Foczej Łapy. Zabawne, że ona wciąż była uczennicą, podczas gdy Morświn i Psotka zostały już wojowniczkami. Zmieniła kierunek. W miarę jak się zbliżała, słyszała coraz więcej. Mało tego dostrzegła Wzorek pośród tego wszystkiego. Skrzywiła się. Nienawidziła takich zachowań. Nigdy w życiu jej wygłupy nie były tak negatywnie zabarwione.
— A wy co? Chcecie podzielić los Mamrok? — warknęła w stronę Jenociej i Foczej Łapy. Jakoś nie chciało jej się wierzyć, że ci mieli koniec treningu. Być może mieli za mało zadań.
— Och, to ty? Nie chcesz pożartować z nami? — spytała chłodno jej siostra. Nietoperka zmrużyła ślepia.
— Jeśli macie czas na głupie zabawy to może powinnam pogadać z waszymi mentorami? Najwidoczniej macie zbyt mało zadań — odparowała. Focza Łapa przewróciła oczami, ale nic nie powiedziała. Podniosła się i wraz z Jenotem się oddaliła. Dopiero wtedy Psotka się uspokoiła. Przeniosła wzrok na Wzorzystą Łapę.
— Wzorzysta Łapo, chodź ze mną — rzekła łagodnie, a następnie skierowała się w stronę wyjścia z obozu. Planowała zapolować, a Wzorek chciała dać nieco swobody na zewnątrz. Rozmawiała już wcześniej na ten temat z Gołębim Puchem podczas ich patrolu. Starsza potrzebowała coś załatwić, a Wzorek mogła poćwiczyć polowanie pod jej okiem.
— Wyprzedzając twoje pytania, tak, dostałam pozwolenie i zarazem prośbę od twojej mentorki, by zabrać cię na polowanie — dodała wciąż tym samym spokojnym głosem.

<Wzorzysta Łapo? Pójdziesz ze mną? >

27 listopada 2025

Od Nietoperzej Łapy (Psotnego Nietoperza)

Rano
Czarna kotka nie potrafiła zmrużyć oka przez całą noc. Ciągle się kręciła na posłaniu aż dostała po głowie od Foczej Łapy, która widocznie była rozdrażniona hałasami. Jednak Psotki to nie zdenerwowało. Wszak już niedługo wcale nie będzie musiała znosić Foczej Łapy. Przynajmniej do czasu, gdy ta nie zostanie mianowana.
— Gotowa? — Usłyszała od swojego mentora. Podskoczyła na równe łapki.
— Od kociaka! — wymruczała uczennica. Kocur kiwnął łebkiem i oba koty skierowały się w stronę wyjścia z obozu.
— Denerwujesz się? — spytał ją jasny wojownik. Nietoperza Łapa zamyśliła się na moment. Nie czuła zdenerwowania czy niepokoju, a czystą radość i żywą ekscytację. Przecież tak długo na to czekała! W końcu będzie wojowniczką wraz z Morświnową Płetwą.
— Nie, jestem strasznie podekscytowana! Nie mogłam zasnąć całą noc — odparła. Promieniste Słońce zaśmiał się serdecznie, a zaraz do niego dołączyła ciemno futra. Po kilkunastu uderzeniach serca dotarli do celu ich malutkiej wycieczki.
— Tylko uważaj na siebie i ucisz chwilowo ekscytację, by ci nie utrudniła zadania — poinstruował kotkę mentor.
— Dobrze! — rzuciła kotka, by po chwili zostać samą pośród złotych kłosów. Zadanie było jasne — upolować zwierzynę. Jej mentor miał ją obserwować z ukrycia, by przeanalizować, czy to już był czas na jej mianowanie. Z kolei Nietoperka była tego po prostu pewna. Musiała zaliczyć zadanie, pokazać wszystkim i samej sobie, iż była w pełni przygotowana. Bardzo chciała zasilić szeregi wojowników Klanu Klifu.
— No dobrze Psotko, skup się — upomniała się bardzo cicho. Chwilę później osiągnęła wewnętrzny spokój i skupienie. Rozpoczęła swój test, uważnie węsząc. Przemieszczała się bardzo cicho i dokładnie. Wyglądała i zachowywała się jak nie ona. Wszak rzadko kiedy potrafiła się skoncentrować. Jednak dziś? Dziś to była zupełnie inna historia. Upolowanie pierwszej zwierzyny nie zajęło jej zbyt dużo czasu. Zakopała mysz i ruszyła dalej. Polowała jakiś czas. Ostatecznie udało jej się upolować mysz i nornicę. Wzięła swoje łupy i wróciła do mentora, którego znalazła jakieś kilkanaście lisich długości ogona od niej. Kocur skinął lekko głową, a następnie oba koty wróciły do obozu. Psotka odłożyła zwierzynę i udała się na boczek, by się umyć i poprawić niebieskie kwiaty.
Wieczór
— Niech wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by polować, zbiorą się na zebranie klanu! — W powietrzu rozległ się głos Judaszowcowej Gwiazdy. Nietoperza Łapa poderwała się na równe łapy i ruszyła do miejsca spotkania. Stanęła i dumnie wypięła pierś. Wiedziała, co się miało stać, gdyż jej mentor rozmawiał z liderem po dzisiejszym teście. — Nietoperza Łapo, wystąp — dodał kocur. Ciemna koteczka wykonała polecenie, wychodząc przed innych.
— Ja, Judaszowcowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tę uczennicę. Ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam wam ją jako wojowniczkę. Nietoperza Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia? — kontynuował lider.
— Obiecuję! — odparła bez chwili zwlekania. Była tego pewna jak nigdy.
— A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Nietoperza Łapo, od dziś będziesz znana jako Psotny Nietoperz. Klan Gwiazdy honoruje twoją lojalność i determinację, a my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika Klanu Klifu — dokończył, by po chwili znaleźć się przy młodej wojowniczce. Lider oparł pysk na głowie Psotki. Koteczka liznęła jego bark. Wtedy po całym obozie rozległo się skandowanie jej nowego imienia. Psotny Nietoperz prężyła się z dumą w niebieskich ślepiach. Była wojowniczką, nareszcie nią była! Kiedy wszystko ucichło, Psotka przystąpiła do nocnego czuwania.

08 listopada 2025

Od Nietoperzej Łapy CD. Lekkomyślnej Łapy

Rano

Koteczka tego dnia udała się ze swoim mentorem na plażę. Na dziś Promieniste Słońce przewidział naukę otwierania krabów. Nietoperza Łapa nie mogła się tego doczekać. W końcu mogła poznać coś nowego. Słyszała, jak starsze koty o tym opowiadały, ale do tej pory jeszcze nie ćwiczyła. Najwidoczniej nadszedł ten moment. Usiadła obok mentora.
— Jak to w ogóle możliwe, by móc wydostać kraba z jego skorupy? Przecież ona jest twarda jak kamień — odezwała się Psotka. Mentor kotki uśmiechnął się. Wyglądał tak, jakby sobie coś przypomniał.
— Wiesz Nietoperza Łapo? Krab nie jest takim trudnym przeciwnikiem, jak ci się zdaje. Trzeba po prostu wiedzieć gdzie uderzyć. Nigdy nie zaczynaj od szczypiec, bo wtedy może być to niebezpieczne — poinformował kocicę. Ciemna klifiaczka skinęła leciutko łebkiem. Po czym owinęła łapy ogonem. Cały czas jej niebieskie oczka spoczywały na pysku starszego.
— Najpierw trzeba odwrócić kraba, a następnie odnaleźć miękki brzuch tego stworka. Na sam koniec uderzyć nim o skałę i wydobyć ze skorupy — dokończył swoją wypowiedź. Psotka zamrugała, wciąż nie rozumiejąc, jak miała złapać owe zwierzę? Przecież ono cały czas się ruszało!
— Przecież on ciągle ucieka — mruknęła wyraźnie zniechęcona. To brzmiało tak niedorzecznie, jak te wszystkie opowieści o drzewach, którymi uraczyła ją Pchełka, gdy Psotka była jeszcze kociątkiem.
— Nietoperza Łapo, ty nie masz go łapać. Do tego zadania trzeba cierpliwości. Musisz odczekać, aż skorupiak uniesie szczypce. Kiedy to zrobi, doskocz do niego i pacnij go przy ostatniej nodze — to mówiąc, jasny wykonał ruch, a krab w kilka chwil leżał już na grzbiecie.
— Teraz podnieś go zębami za bok skorupy i z całych swoich sił uderz nim w skałę — instruował ją dalej. Psotka kiwnęła łebkiem. Chwyciła skorupiaka i uderzyła nim tak, jak jej kazał mentor. Skorupka pękła za drugim razem, tym samym pozbywając się kraba bezpieczeństwa.
— Bardzo dobrze. Teraz uważając, usuń odłamki pazurem — mówił dalej. Nietoperza Łapa podążyła za jego instrukcjami.
— I gotowe, teraz można zjeść kraba bez żadnych obaw. Dobrze sobie poradziłaś — pochwalił młodszą, na co ślepia Psotki zalśniły.
— Dziękuję! — wymruczała koteczka. Poćwiczyli to jeszcze trzy razy, nim wrócili do obozu.

Wieczorem

Czarna uczennica właśnie odpoczywała na uboczu, obserwując życie w obozie. Koty wchodziły i wychodziły. Niektóre rozmawiały ze sobą, a inne podobnie jak Psotka, siedziały same. Tego wieczoru Nietoperza Łapa chciała pobyć w samotności. Czasem nawet ktoś tak energiczny, jak ona potrzebował spokoju. Przymknęła ślipka na moment, ale zaraz po tym poczuła szturchnięcie.
— Huh? — mruknęła, uchylając powieki. Przeniosła wzrok na starszego kocura, którego od razu rozpoznała. Wszak nie dało się go nie znać. W końcu niedawno wrócił wraz z bratem i Bukową Łapą do klanu Klifu. Jak mu było? Lekkomyślna Łapa?
— Jak chodzisz — mruknęła niezbyt zachwycona z tego, co się właśnie wydarzyło. Westchnęła cicho, a następnie usiadła. Wbiła wzrok w kocura.
— Właśnie odpoczywałam i spędzałam czas ze swoimi myślami, a tym mi w tym przeszkodziłeś — dodała i pokręciła lekko łebkiem.
— Cóż za brak wychowania — dorzuciła i wyszczerzyła delikatnie ząbki. Oczywiście nie była jakoś bardzo obrażona, ale przecież mogła sobie trochę pożartować z kocura, który wyglądał, jakby zobaczył coś strasznego prawda?

<Lekkomyślna Łapo?>
[495 słowa + otwieranie krabów]

[przyznano 10%]

21 października 2025

Od Nietoperzej Łapy CD. Płomiennego Serca

Przeszłość

Nietoperka skakała wokół swojego mentora, odkąd tylko wyruszyli. Miała się dzisiaj nauczyć wskakiwać na drzewa! Przecież dzięki tej umiejętności będzie mogła psocić jeszcze lepiej i co najważniejsze z zaskoczenia. O tak, to był wspaniały plan! W pewnej chwili usłyszała znajomy głos. Odwróciła się i doskoczyła do Płomiennego Serca.
— Hej, siostrzyczko! — wymruczała na powitanie, ocierając się delikatnie o starszą kocicę. Dawno z nią nie rozmawiała! Od razu po zadanym pytaniu, pochwaliła się rudej kotce tematem treningu tego dnia. Jak zwykle tryskała energią. Chyba jeszcze nie było dnia, kiedy miałaby spadek formy. Zawsze była zwarta i gotowa do działania.
— Uwielbiasz to zajęcie? W takim razie powspinaj się z nami! Będzie fajnie, zobaczysz — wymruczała Psotka, skacząc pomiędzy dwoma wojownikami niczym piłeczka. Liczyła, że kocica przystanie na jej propozycję. — O, a potem możemy wybrać się na siostrzany spacer! Co ty na to? — spytała rudofutrej kotki. Zrobiła ogromne oczka i wpatrzyła się w starszą.
— Dobrze, możemy się przejść — odparła w końcu Płomienne Serce.
— Hurra! Hurra, będziemy razem chodzić i spędzać czas! — wyrzuciła z siebie Psotka, a gdy Promieniste Słońce zwrócił na siebie jej uwagę, od razu do niego podbiegła i zatrzymała się z poślizgiem.
— Już! Już! — po tych słowach rozpoczęła trening. Uniosła łebek i spojrzała po gałęziach. Wydawało jej się to nieco trudne. Być może dlatego, że drzewo było wysokie, a ona niezbyt wiedziała, od czego zacząć. Przeniosła wzrok na mentora, który pokazał jej jak to zrobić. Psotka westchnęła i przystąpiła do działania. Z początku jej nie wychodziło najlepiej, a właściwie to w ogóle. Jednak nie było się czemu dziwić. Wszak robiła to po raz pierwszy.
— No dawaj, Nietoperza Łapo, dasz radę! — motywował ją mentor. Nietoperka skinęła tylko łebkiem i rozpoczęła kolejną próbę. Położyła przednie łapy na konarze, a następnie wbiła pazury w korę. Napięła mięśnie i odbiła się od ziemi w taki sposób, że przywarła do drzewa.
— Dobrze, teraz ostrożnie przesuwaj się do góry — usłyszała kolejne słowa. Jej ciałko drżało, ale słuchała mentora i zaczęła powoli piąć się w górę. W końcu dotarła do pierwszej z gałęzi. Była ona gruba i z pewnością dała radę ją utrzymać. Usłyszała z dołu pochwałę i kolejną instrukcję. Ruszyła, więc po gałęzi delikatnie balansując ogonem dla zachowania równowagi. Po wykonaniu kilku kroków zeskoczyła na dół. W jej błękitnych oczach błyszczała duma.
— Bardzo dobrze, Nietoperza Łapo — miauknął jej mentor, a kiedy przeniosła wzrok na Płomienne Serce, dojrzała to samo co zdradzały jej oczy.
— Rzeczywiście super zabawa! — wymruczała z entuzjazmem w stronę rudej. Po czym wspięła się jeszcze kilka razy i skończyli trening. Wrócili całą trójką do obozu, gdzie Promienisty zostawił je same.
— Czy teraz pójdziemy na spacer, Płomienne Serce? — spytała starszej kotki.

<Płomienne Serce? Pójdziemy?>

[433 słowa + wspinaczka na drzewa]

[przyznano 9% + 5%]

Od Nietoperzej Łapy CD. Bukowej Łapy

Ciemna uczennica została dziś wybrana do patrolu wraz z Rozświetloną Skórą, Gołębim Puchem i Bukową Łapą. Młody kocur zwrócił uwagę Morświnowej i Foczej Łapy. Te od razu zaczęły się interesować nowym kolegą. Z kolei Nietoperzej Łapie było to obojętne. No dobrze, miała kolejny pyszczek, któremu mogła psocić. Tyle jej wystarczyło. Kiwnęła łebkiem na słowa jasnego wojownika, by następnie ruszyć za nimi. W przeciwieństwie do Gołębiego Puchu, kroki Nietoperki były pewne i zdecydowane. Nie było wszak powodu, by czuła się jakoś niepewnie. Znała teren, a poza tym nie była już bezbronnym kociaczkiem. Zresztą za dzieciaka i tak nie była kotką strachliwą. Wielokrotnie łamała zasady i na własną łapę próbowała zwiedzać obóz. Niestety zazwyczaj miała pecha i jej przerywano wszelkie takie wycieczki. W pewnej chwili zwolniła, a jasny uczeń zrobił zupełnie to samo. Tylko dlaczego? Psotka nie była pewna. W końcu kocurek zawsze mógł iść z przodu, niemal depcząc starszym kotom po łapach. Zamiast tego ślimaczył się z nią. Poniekąd było to zabawne. Jeszcze śmieszniej, jak Bukowa Łapa uznał, iż coś się w jej łapkę wbiło. Szturchnęła go delikatnie barkiem i od razu rzuciła, że robiła to specjalnie. Nie zamierzała zarzucać kocura pytaniem, z jakiego powodu nie przyspieszył. Po co? Skoro uczeń do niej zagadał? Mogła to chociaż wykorzystać. Tylko czy towarzyszący jej kocur był odpowiedni do tego? Może się bał psocić albo był na tyle nudny, że odrzuciłby to? Jak się później okazało było jeszcze gorzej. Jej nowy kolega bał się ubrudzić! Ewidentnie trafił jej się czyścioszek. Jeden z gorszych typów kota dla Nietoperzej Łapy. Życie w klanie wymagało czasem zabrudzenia. Zresztą co to było za życie? Odmawiało się wielu fajnych rzeczy, bo bało się ubrudzić. W całej tej sytuacji kotka upatrzyła sobie możliwość do uprzykrzenia życia nowemu. Dopiero wtedy będzie prawdziwym uczniem Klanu Klifu, gdy go przywita po swojemu. Haha! Wtedy też jej błękitne oczka spoczęły na kałuży, a kilka chwil później po prostu wskoczyła w sam jej środek. Woda rozprysła się, pokrywając zarówno jej futro, jak i to należące do Bukowej Łapy. Oczywiście oba koty były teraz mokre, ale na pyszczku Psotki wykwitł niewinny uśmieszek. Szybko, jednak kocur ją zirytował swoim gadaniem. Nudziarz.
— Aleś ty delikatny! Dobra, niech ci będzie — prychnęła zirytowana, a następnie po prostu przyśpieszyła kroku. W ogóle nie zwracała uwagi na byłego samotnika. Przez chwilę szła niemalże za starszymi wojownikami, ale po kilku krótkich uderzeniach serca znów zwolniła. Jednak cały czas zdawała się ignorować Bukową Łapę. Nie wydawał jej się kimś odpowiednim dla niej pod względem żadnej relacji. Nic tylko krytykował jej sposób bycia, a sam był bezbarwny. Co jej siostry w nim widziały? Przecież nie dało się z nim dobrze pobawić! Oczywiście słyszała jego pytanie, ale nie udzieliła mu odpowiedzi. Po prostu parła naprzód, obserwując rośliny, niebo czy cokolwiek innego, co wydawało jej się w tej chwili o wiele bardziej interesujące. Poza tym rozmyślała nad tym, jak napsocić starszym Klanowiczom. W końcu jak mogłaby przepuścić taką okazję?
— Pytałem o coś — rozległ się głos Bukowej Łapy.
— Wiem — odparła beznamiętnie.
— Więc? — odezwał się ponownie. Wzruszyła delikatnie barkami.
— Tak, pływałam. Pierwszego dnia, gdy zwiedzałam tereny z moim mentorem. Było fajnie, ale jeśli chciałbyś popływać, to przygotuj się, że zmoczysz tą misternie ułożoną sierść — odparła. Była szczera i wciąż miała za złe kocurowi jego zachowanie, a konkretniej słowa. Psoty nigdy nie były głupie! Dlaczego kocur tego nie rozumiał? Bez dowcipów życie byłoby okrutnie nudne! W pewnej chwili dostrzegła płaski kamień. Znajdował się on przed nimi, więc jeśli się pośpieszy, zdąży trafić tam przed nimi.
— Teraz cicho — szepnęła do kocura, a następnie rzuciła się do biegu. Minęła wojowników, idących wolniej. W kilka chwil znalazła się na kamieniu, imitując, że stoi na samej krawędzi. Było to oczywiście złudne wrażenie, gdyż Nietoperza Łapa zachowała bezpieczną odległość.
— Nietoperza Łapo! Złaź stamtąd! — krzyknęła przestraszona Gołębi Puch.
— Spokojnie, umiem latać! Prawie...! — dodała, a gdy Rozświetlona Skóra ruszył w jej kierunku, Psotka umknęła z kamienia, cicho się śmiejąc.
— Wracaj tu — rzucił jasny wojownik, ale młodsza przebiegła jeszcze kilka długości myszy nim się zatrzymała.
— Co to miało być?! Mogłaś spaść! — wykrzyczał zdenerwowany wojownik. Psotka zrobiła słodkie oczka, w których lśniło skruszenie. Oczywiście na pokaz.
— Przepraszam, to się nie powtórzy! — rzuciła czarna uczennica, ledwie powstrzymując wybuch śmiechu. Kocur udzielił jej reprymendy i zapowiedział, że poinformuje o tym wyczynie mentora.
— Och, tylko nie to. Błagam! — mruknęła, ale zaraz się zaśmiała. Najpewniej dostanie niezłą burę, ale i tak było warto! Po chwili starszy westchnął, a następnie kontynuował patrol. Tym razem jednak zwracał uwagę na Psotkę, która wyglądała mimo wszystko na zadowoloną.

<Bukowa Łapo?>

[750 słów]

[przyznano 15%]

20 października 2025

Od Nietoperzej Łapy CD. Promienistego Słońca

Odkąd tylko opuścili obóz, Nietoperza Łapa wyprzedzała kocura. Ten jednak dość szybko ją prześcigał. W pewnym sensie urządzili sobie niewypowiedzianą rywalizację, kto szybciej będzie w kolejnych punktach ich wycieczki po terenach Klifiaków. Oczywiście koteczka się rozglądała. Podziwiała zmieniający się krajobraz. Niemniej dużą uwagę przykładała właśnie wyzwaniu w prowadzenie ich duetu. To wydawało się dla niej nieco ciekawsze. Chciała udowodnić Promienistemu Słońcu, że była tak samo szybka, jak jasny kocur. Chciała być przez niego podziwiana i traktowana z odpowiednim szacunkiem dla jej umiejętności. Nawet nie wiedziała, kiedy dotarli na plażę. Jej łapki zanurzyły się w piachu. Jakie to było śmieszne uczucie! Złote drobinki usuwały się spod jej łap, a do nosa dostawało się morskie powietrze i szum fal obijał się o jej uszka. Zdecydowanie to miejsce przykuło jej uwagę. Na zadane przez mentora pytanie, uśmiechnęła się. Czy wiedziała? Oczywiście! Słyszała o tym miejscu wielokrotnie i za każdym razem chciała doświadczyć tego widoku osobiście. Przystanęła, a jej błękitne ślipka zatrzymały się na migoczącej tafli. Był to widok naprawdę piękny, a zarazem tak tajemniczy. Patrzyła na horyzont i zupełnie nie widziała końca tej wielkiej kałuży. Czy w ogóle morze miało swój koniec? Czy było tak nieskończone jak Klan Gwiazdy i Srebrna Skóra? Czy było to w ogóle możliwe? Psotka westchnęła. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że raczej nigdy się tego nie dowie. Jej miejsce było tu — w Klanie Klifu. Nie zamierzała opuszczać tego miejsca. Urodziła się tu, mieszkała, żyła to i umrzeć chciała na tych terenach. Oczywiście nigdzie się jej nie śpieszyło. W końcu wciąż miała tyle kotów, którym musiała się jeszcze naprzykrzyć! Poza tym pragnęła osiągnąć o wiele więcej niż aktualnie. W końcu dopiero zaczęła tak naprawdę czerpać z życia.
— Na plaży? Mój ojciec? — przekrzywiła łebek.
— Tak — odpowiedział jej mentor. Psotka przez chwilę się zamyśliła.
— Ale skoro odnaleziono go na plaży, która znajdowała się na tym terenie, to chyba można go uznać w pełni za członka Klanu Klifu, prawda? Bo jeśli nie, to znaczy, że nie jestem…w pełni Klifiaczką. Oczywiście nie przeszkadza mi to, ale cały czas sądziłam, iż chociaż w połowie jestem kotem z krwią tego klanu. Jednak jeśli tak nie jest…to kim jestem? — spytała cicho kocura. Jednak jej głos nie był smutny, a ciekawski. W końcu bez względu na wszystko, wciąż była kotem Klanu Klifu. Czuła się nim, więc cokolwiek teraz by padło, nie zniechęciłoby jej. Chciała po prostu poznać prawdę, ale czy Promieniste Słońce był w stanie jej na to odpowiedzieć? Tego nie była pewna.
<Promieniste Słońce? Wiesz prawda?>
[410 słów]

[przyznano 8%]

Od Nietoperzej Łapy do Niesfornej Łapy

Teraźniejszość
Nietoperza Łapa niedawno wróciła z treningu. Dziś utrwalała z mentorem pozę łowiecką. Nawet złapała własną zwierzynę! Odłożyła upolowane stworzenie do miejsca poświęconego łupom łowieckim. Była z siebie dumna, ale nie na tym chciała skończyć ten dzień. O nie, miała zupełnie inny pomysł. Lepszy i ciekawszy. Chociaż chyba tylko dla niej samej, bo upatrzonej przez Nietoperkę ofiarze mogło się to nie spodobać. Uczennicy jednak przez myśl to nawet nie przeszło. Ewentualnie odrzuciła tę przestrogę, na rzecz dobrej zabawy. Psotka raczej nie słynęła z pomyślunku czy przejmowania się konsekwencjami swoich wybryków. Dostawała po uszach już nie raz za to, ale nigdy jej to nie zraziło. W każdym razie skorzystała z chwili spokoju i wróciła się po martwą żabę, którą zauważyła niedaleko wejścia do obozu. Nie był to stary trup, więc raczej nic nie powinno się stać, gdy go przyniesie, nie? Zresztą, nawet jeśli, to co. Uczniem było się tylko raz. No chyba, że zrobiło się coś, co wymagało wycofania wojownika do drugiego członu ,,łapa”. Tak było w przypadku jej obecnej ofiary. W każdym razie nie mogła już tyle o tym myśleć. Miała misję do wypełnienia. Tylko to się teraz liczyło. Rozejrzała się uważnie dookoła, a nie widząc żadnych przeszkód, powróciła do obozu. Zakradła się do legowiska, gdzie zamieszkiwał pewien kocur. Ostrożnie zajrzała.
— Czysto, żadnych przeszkód — wymruczała cicho, a następnie weszła do środka. Zbadała każde posłanie, aż dotarła do tego konkretnego. Uśmiechnęła się, a następnie przystąpiła do pracy. Wypluła żabę, a następnie przyjrzała jej się. Poprawiła stworzenie i przykryła tylko tyle, by nie rzucała się od razu w oko. Nie chciała przecież, by Niesforna Łapa od razu dojrzał jej niespodziankę dla niego. O nie. Kiedy wszystko dokończyła, zaczęłą się wycofywać z legowiska. Wpadła wtedy na jakiegoś kota, którego przeprosiła od razu i umknęła. Miała szczęście, że nie był to Niesforna Łapa ani Lekkomyślna Łapa. Ten ostatni pewnie by od razu na nią doniósł! Nie chciała tego. Marzyło jej się zobaczyć reakcję starszego. Z tego też powodu znalazła sobie odpowiednie miejsce pod obserwację. Oczywiście zajmowała się jakimś listkiem czy czymś takim. Doskonale wiedziała, że bezczynność mogłaby ją zdradzić od razu. Dobre było to, że raczej Niesforna Łapa nie znał jeszcze jej miana ,,psotniczki”. Była dla niego zwyczajną uczennicą. Właśnie tak.
— Siostro! Cześć! — przywitała się z nią Morświnową Łapa. Psotka uniosła łebek i się uśmiechnęła. Jej siostra przyszła w odpowiedniej chwili.
— Hej Morświn, co tam słychać? — spytała siostry. Jednak cały czas pozostawała czujna, by nie przeoczyć tego bezcennego momentu.
— W porządku. Dzisiaj ćwiczyłam walkę i nawet dobrze mi poszło — pochwaliła się jaśniejsza. Nietoperka uśmiechnęła się, a w jej oczach błysnęła duma.
— Och! Cudownie to słyszeć! — pochwaliła siostrę. Kiedy tak rozmawiały, pojawił się Niesforna Łapa. Nareszcie!
<Niesforna Łapo? Jak podoba Ci się prezent?>
[440 słów]

[przyznano 9%]

28 września 2025

Od Psotki (Nietoperzej Łapy) CD. Drobnej

Przeszłość

Drobna? Ciekawe imię. Takie delikatne i urocze. Oczywiście Psotka podobało jej się o wiele bardziej, ale trudno było porównywać coś z dwóch różnych kategorii, prawda? Zresztą nie jej oceniać czyjeś imię. Coś musiało spowodować, że tak nazywała się jaśniejsza i tyle. Chociaż w porównaniu z nią, ciemna miała nieco inną posturę ciała. Być może to był powód? Ewentualnie składało się na to o wiele więcej czynników, niż mogła wymyślić.
— Miło poznać — wymruczał cichutko Psotka. Poza tym imię nie było żadnym wyznacznikiem. Słyszała od pewnej wojowniczki, że liczyło się wnętrze, cokolwiek to znaczyło. Tak czy inaczej, nie miała ochoty się nad tym za bardzo zastanawiać. Przynajmniej nie w tym momencie. Oczka jej błysnęły na odpowiedź młodszej. Miała koleżankę i kogoś do zabawy. Nie musiała polegać tylko i wyłącznie na swoich nudnawych, ale i oczywiście kochanych siostrach.
— Zatem witam cię moja koleżanko w skromnych progach — dodała Psotka i uśmiechnęła się ciepło. Co lubiła robić? Och, sporo tego było. Na pewno lubiła zmienność. Uwielbiała, gdy coś się działo.
— Dużo rzeczy. Lubię bawić się kulką mchu, psocić, zwiedzać świat czy słuchać, jak i opowiadać historyjki. Poważnie mogłabym tak wymieniać i wymieniać — miauknęła z ekscytacją w ślepkach. Może udałoby jej się zarazić Drobną zamiłowaniem do psot? Przecież to było fajne!
— Ale jak na początek to możemy się tym pobawić. Poczekaj chwilkę — szepnęła starsza, a następnie oddaliła się. Wróciła po chwili z kulką mchu i położyła ją przed Drobną. Chciała, by to młodsza zaczęła. W końcu była młodsza i z pewnością wolałaby zacząć. Samej Psotce to nie robiło różnicy. — Zacznij, Drobna — wymruczała cicho i zaczekała na ruch koteczki.

<Drobna? Zaczniesz meczyk?>

27 września 2025

Od Nietoperzej Łapy CD. Promienistego Słońca

Dzień mianowania
Niedawno skończyła sześć księżyców. Oznaczało to tyle, że jej łapy miały wejść na nową drogę. Ścieżkę uczennicy. Nie potrafiła usiedzieć w żłobku. Nie chciała już dłużej czekać, a ojciec? Cóż, kocur próbował doprowadzić jej ciemną sierść do porządku. Nie było to zadanie najłatwiejsze, bo Psotka ciągle się wierciła. W końcu Mysi Postrach się poddał, a chwilę później nadeszła ta chwila, na którą Psotka czekała już od dawna. Wyszła ze żłobka z dumnie uniesionym pyskiem. To był jej dzień. Nic nie mogło jej tego popsuć. Przystanęła i uniosła łebek. Przebierając łapkami w miejscu czekała na rozpoczęcie. Rozpierała ją dumą, ekscytacja, ale i chęć napsocenia na nieco większą skalę. W końcu w żłobku miała mniejsze pole do popisu, a teraz się ono rozszerzyło. Uśmiechnęła się chytrze, a jej dwa wysunięte kiełki rozbłysły. Lubiła ten dodatek w sobie. Czuła się z tym dobrze i niezbyt ją interesowało zdanie innych na ten temat. Jako pierwsza dostała swoje uczniowskie imię. Nietoperza Łapa. Brzmiało naprawdę super! W ogóle te stworzenia były świetne. Kto wie? Może dzięki temu imieniu nauczy się latać? Fajnie by było! Jednak idąc dalej, jej mentorem został Promieniste Słońce. Kocur, który zapadł jej w pamięci od razu po tym, gdy zabronił jej wyjść, a potem łaskawie zmienił zdanie. Do tego naopowiadał coś o jej ojcu, że niby dostał po głowie za coś tam. Kończąc na tym, że kazano jej wrócić do żłobka i na tym skończyło się jej zwiedzanie. Potem cały dzień była markotna i niezadowolona.
— Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna — mruknęła cicho do starszego kocura, kiedy ten podszedł do niej się przywitać.
Dzień po mianowaniu
Kotka właśnie spała w najlepsze, po tym, jak podrzuciła pierwszej nocy robaka swojej siostrze Foczce. Z kotką nie spędzała czasu zbyt często. Zresztą z Morświn też nie. Kochała siostry, ale jak na standardy czarnej, ich obecność była nudna. Dlatego też skupiała się na swoich rozrywkach. Zresztą, poznała koleżankę. Była to koteczka o imieniu Drobna. Swoją drogą bardzo miła duszyczka. 
Krzyk Foczki wybudził ją ze snu. Podniosła się do pozycji siedzącej, a następnie zajęła się czyszczeniem. Być może nieco zbyt gwałtownie, ale tylko tak mogła ukryć swój psotny uśmieszek i chichot, chcący opuścić jej pyszczek. Chociaż podejrzewała, że niebieska i tak wiedziała, kto był sprawcą. Mogła się oczywiście mylić. Wtedy też do legowiska zajrzał jej mentor. Podniosła się i podskoczyła do kocura.
— Hej panie mentorze! — wykrzyknęła podskakując.
— Oczywiście! Jestem gotowa odkąd tylko nauczyłam się chodzić! Chodźmy, chodźmy! — to mówiąc, minęła kocura. Jednak tym razem zatrzymała się niemal natychmiast. Odwróciła pyszczek i wbiła niebieskie ślipka w starszego.
— Ach tak. Prowadź — rzuciła, orientując się, iż przecież nie wie gdzie iść. Nie jej wina, że łapy paliły się wręcz do wyjścia. Liczyła też na w miarę dobre tempo. Wierzyła w swoją szybkość. Tatuś jej mówił, że będzie szybka jak...no właśnie. Jak? Nie porównywał jej do niczego, ale młodsza doskonale wiedziała, o co chodziło.
<Promieniste Słońce?>
[471 słów]

[przyznano 9%]

14 września 2025

Od Psotki CD. Promienistego Słońca

Psotka prychnęła, niezadowolona wizją opowieści. Opowiadanie o terenie w ogóle nie wydawało jej się niczym ciekawym. Wolałaby doświadczyć tego na własne oczy. Sucha teoria nigdy jej nie pasowała. Dość szybko traciła tym zainteresowanie. Plotki? To było kompletnie co innego! One były ciekawe i można było je nieco przeinaczyć, a co za tym szło wzbogacić o jeszcze ciekawsze szczegóły!
— Obóz brzmi o wiele lepiej niż takie nudnawe historyjki — parsknęła w odpowiedzi. Nie miała ochoty ukrywać swojej niechęci do czegoś zwanego teorią. To była jej zdaniem tylko strata cennego czasu. Nawet nie chciała myśleć o treningach gadanych. Jak można było siedzieć w jednym miejscu i słuchać tego, czy owego? To brzmiało niemal tak strasznie, jak niektóre sny nawiedzające ją czy jej siostrzyczki w nocy. — Kiedyś zostanę uczennicą i będę mogła robić, co chcę — dodała ciszej, wstając na łapki.
Uniosła dumnie łebek i się wyprostowała. Niech każdy widzi jaka duża już była!
— To jak? Idziemy, czy na obietnicy się tylko skończy? — dodała jeszcze i nie czekając na reakcję starszego kocura, po prostu skierowała się ku wyjściu. No teraz to Promieniste Słońce będzie musiał z nią iść, bo inaczej mogło być na niego, jeśli nie daj Klan Gwiazdy, by jej nie upilnował, prawda? Miała zamiar wtedy zgrywać ofiarę tak niesprawiedliwego dopatrzenia jej bezpieczeństwa przez wyższego. Ojciec na pewno by jej uwierzył. W końcu Mysi Postrach bardzo ją kochał i praktycznie wszystko wybaczał. Miała więc ten przywilej.

<Promieniste Słońce?>