Przeszłość
Spoglądała na kocura, próbowała nadążyć za jego komplementami. Chyba nikt nigdy jeszcze nie pochwalił jej oczu, imienia czy ozdób w jednej rozmowie. Oczywiście nie miała mu tego za złe. Właściwie to podobały jej się te miłe komentarze. Nie, nie była łasa na komplementy, ale najzwyczajniej w świecie było to po prostu miłe.
— Dziękuję za te miłe słowa i nie przejmuj się, wcale nie mówisz za dużo — zaczęła łagodnie. Przyjrzała mu się pogodniej.
— Tak, właśnie po to. Każda metoda do psocenia jest idealna — wymruczała z lekkim rozbawieniem. Po czym umilkła. Uważnie słuchała wypowiedzi kocura, kiwając co chwilę łebkiem, tym samym potwierdzając, że wciąż go słuchała.
— Hodować ślimaki? Ciekawy pomysł — wymruczała szczerze. Zastanowiła się, czy i ona mogłaby spróbować wyhodować jakieś zwierzątko, ale chyba nie miała na to szans. Zresztą, jeśli miałaby pod opieką jakieś stworzonka, nie miałaby na pewno takiej swobody. Nie lubiła ograniczeń.
— To teraz masz mnie — wymruczała na jego ostatnią wypowiedź.
— Pozwól mi się z tobą zaprzyjaźnić. Wierzę, że się dogadamy — dodała, mrucząc ciepło. Porozmawiali ze sobą jeszcze chwilę, ale zrobiło się na tyle późno, że Psotka musiała wracać.
— Spotkajmy się tu też jutro — zaproponowała. Podniosła się i posłała mu radosny uśmiech.
— Do zobaczenia Gałęzatko — miauknęła na zakończenie. Odwróciła się i odeszła.
***
Psotny Nietoperz i Dryfująca Gałęzatka starali się spotykać tak często, jak pozwalały im na to obowiązki. Był to kolejny księżyc spotkań, ale tym razem Psotka znalazła jakąś ładną muszelkę, którą zamierzała dać przyjacielowi. Miała nadzieję, że jeszcze takiej nie miał, albo chociaż ją przyjmie jako prezent. Wymknęła się z obozu tak, by na pewno nikt jej nie przeszkodził w rozmowie z wojownikiem Klanu Nocy.
— Hej Gałęzatko! — wymruczała zadowolona, gdy dostrzegła znajome jej futro. Podeszła do granicy i położyła muszelkę przy swoich łapach.
— Jak się miewasz? — spytała pogodnie, zaczynając od rutynowego pytania. Usiadła sobie tak, by być blisko Nocniaka, a jednocześnie nie przekroczyć granicy, bo żadne z nich nie chciało mieć kłopotów.
— Szkoda, że nie jesteś z Klanu Klifu, albo ja z Klanu Nocy. Moglibyśmy się spotykać częściej. Do tego bez tych wszystkich ograniczeń terenów, ale cóż tyle dobrego, że w ogóle możemy się widywać — miauknęła jeszcze nim umilkła. Chciała pozwolić niebieskiemu dojść do głosu, bo jak na razie to ona głównie gadała. Znaczy zdążyła już zauważyć, że Gałęzatce to nie przeszkadzało, ale nie chciała zachowywać się niemiło względem niego. Zwłaszcza, że kocur zdawał się ostatnio pewniejszy w jej towarzystwie. Przesunęła muszelkę na granicę, cofając łapę, nim ta zdążyła dotknąć terenu Klanu Nocy. Nie odezwała się, czekając na jakąkolwiek reakcję kocura. Nie poganiała go. Nie potrzebowała tego robić.
<Nerino? Mam nadzieję, że wszystko dobrze>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz