BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdka w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 24 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

24 maja 2026

Od Chudego Grzbietu CD. Kalinowego Powiewu

Od jego mianowania nie minęło długo. Pora Nagich Drzew skończyła się kilka wschodów słońca temu, resztki śniegu topniały na dobre, zwierzyna powracała do lasów, a temperatura rosła. Chudy Grzbiet, nazwany tak na cześć swojego wystającego kręgosłupa, miał sporo pracy. Wraz z nowymi liśćmi na drzewach, wyrastały również świeże zioła, których zapasy kończyły się w mgnieniu oka podczas Pory Nagich Drzew. Chodził więc, czy to z Roztargnionym Koperkiem, czy z Cisowym Tchnieniem na zbieranie. Musiał odbudować zaufanie do siebie po akcji z kocimiętką, a i tak Koper lubiło trzymać na niej łapę.
Chudemu dni mijały całkiem pracowicie. Co prawda, wraz z nowym imieniem nie zmieniło się u niego nic, poza dodatkowymi obowiązkami. Przytrafiła mu się któregoś dnia nie kto inny jak Kwaśna Kocanka. Kotka została ugryziona przez szczura. Niebieska wojowniczka wyjaśniła, jak doszło do zdarzenia, kiedy zaszczyciła swoją obecnością legowisko medyków. Jak na złość Chudy był sam.
— Czyżby szczur poczuł Porę Nowych Liści i postanowił wyjść na polowanie? — miauknął kąśliwie bury medyk. — I pech chciał, że trafił na Ciebie.
Nie spojrzał na kotkę, a wiedział, że na jej pyszczek wkradło się rozdrażnienie tym komentarzem. Chudy wybrał odpowiednie zioła.
— No, ale pomyśl o tym tak, zawsze to mógł być kleszcz — dodał. — Wtedy byś została potraktowana żółcią, która śmierdzi na kilometr. Ale w sumie… odstraszałabyś nie tylko koty, ale też szczury! Zastanów się, mam nadwyżkę to mogę Ci odpalić działkę.
W międzyczasie sprawnie uporał się z odkażaniem miejsca ugryzienia. Następnie wydzielił kotce ziółka i dał zalecenia.
Chudy sądząc po minie Kocanki, nie zrobił zbyt dobrego wrażenia… a tak się starał! Zaproponował jej rozwiązanie problemu i nawet rzucił żartem. Kotki przecież to lubią, nie? To, czemu nie działało?
Usiadł i westchnął. Odkąd został mianowany, miał w głowie, że powinien być teraz jak Cisowe Tchnienie; poważny i tajemniczy. Bo był poważnym panem medykiem z pasującym jak ulał imieniem. Wypadałoby w takim razie nieco się ogarnąć, co nie?
Problem w tym, iż ciężko było wcielić ten plan w życie. Niby coś tam gryzł się w język, ale za słabo. Trochę zadzierał nosa, a z drugiej strony miał za krótki pysk, by zrobić to tak fajnie, jak inni. Bracia mu ciągle wciskali do głowy, że był idealny taki jaki jest, ale on nie do końca im wierzył. Taki mały cichy głosik w głowie nakłaniał go do ogarnięcia tyłka.
Kiedy Koper z Cis wrócili, Chudy oznajmił, że idzie odpocząć, bo jest zmęczony użeraniem się z innymi. Wyszedł więc na zewnątrz poza norę, a jasne słońce oślepiło jego oczy. Burknął wiązankę pod nosem, idąc przed siebie. Zaraz ktoś go popchnął, tak jakby nie było widać, że szedł… i tym sposobem wpadł na losowego kota.
Zanurkował nosem w gęstym futrze. Słońce skryło się za chmurami, nie rażąc go już tak mocno, więc odsuwając się, mógł dostrzec pyszczek tego nieszczęśnika. Lub… nieszczęśniczki. Błękitno blade oczy medyka skrzyżowały się ze złotym, palącym spojrzeniem nikogo innego, jak Kalinowego Powiewu. Chudy Grzbiet wyprostował swoją przygarbioną postawę, bo w końcu teraz był poważnym panem medykiem i odchrząknął.
— Kogo ja widzę? — zaczął nerwowo, ale udawał, że wie, co robi. — Czyż to nie Kalinowy Powiew? Co Cię… sprowadza w to miejsce w obozie?
Kalinowy Powiew otrząsnęła się z szoku po zderzeniu. Była widocznie niezadowolona… kiedy jednak usłyszała gadkę Chudego, aż otworzyła oczy z niedowierzania. Po chwili jednak powrócił na jej pyszczek ten sam, poważny wyraz.
— Jest tu coś wyjątkowego, o czym nie wiem? — wydawała się skołowana. Zastrzygła wąsami. — Mam rozumieć, że to była celowa próba zwrócenia na siebie uwagi? — spytała chłodno, choć jej końcówka ogona podrygiwała z irytacją. — Jeśli tak, wybrałeś wyjątkowo kiepską metodę — po paru uderzeniach serca się podniosła, otrzepując z nadmiaru kurzu. Przeniosła wzrok z powrotem na kota w pewnym sensie winnemu całemu temu zamieszaniu.
Chudy Grzbiet słuchał tego, co mówiła złotooka, a jego krzywy uśmiech bladł z każdą chwilą. I tak był już poddenerwowany i zestresowany tym wszystkim, a ta mu jeszcze prawiła wywody. Chociaż... cieszył się, słysząc jej głos. Ciężko mu było tylko stwierdzić, czy go tolerowała, czy może jednak wolałaby, by nie pokazywał jej się na oczy. Celowa próba zwrócenia na siebie uwagi? Co to w ogóle miało być za oskarżenie?! Chudy nie był aż takim desperatem!
Bury kocur ponownie się przygarbił, a jego kiełki zniknęły w grymaśnej minie. Wziął wdech, a jego ogon podrygiwał z irytacją.
— Nie każdy ma takie bystre oczy, jak Ty — burknął w odpowiedzi na uwagę kotki. Odwrócił głowę, skanując prędko okolicę i pobieżnie patrząc na koty dookoła.
Mimo wszystko przypomniał sobie, że przecież teraz był w trakcie przemiany swojego charakteru, więc wziął tylko głęboki wdech, nim jako tako opanował emocje. Spojrzał na kotkę swoimi przygaszonymi oczami.
— Jeśli lubisz nasz klan oraz obóz to tak, to miejsce jest wyjątkowe. Może trawa jest tu zieleńsza? Kto wie? — zarzucił, niby to filozofując, chociaż dla niego był to tylko skrawek ziemi, taki jak wszędzie.
— Nigdy bym nie pomyślała, że to konkretne miejsce mogłoby być dla Ciebie wyjątkowe — powiedziała. — W dodatku, co to miało znaczyć? To, co wydarzyło się przed twoim mianowaniem, z Nocnym Śpiewakiem? — zaczęła dopytywać wojowniczka. — W dodatku nadal nie usłyszałam przeprosin od ciebie.
Na pytanie o jego brata i tę "sprawę", zalał go zimny pot. Dosłownie poczuł, jak nerwowo zaczyna bić mu serce, szybko, nierówno. Odchrząknął znowu, uciekając wzrokiem w bok. Co miał jej powiedzieć? Prawdę? Kłamstwo? Pół-prawdę? Czy w ogóle powinien cokolwiek mówić na ten temat?
— Uh, widzisz... — mruknął. — Może... może eee opowiem Ci w... mniej zatłoczonym miejscu? — zapytał nerwowo, kupując sobie więcej czasu na obranie strategii względem rozegrania tego tematu. No i... pomyśli nad tymi "przeprosinami". Eh, dlaczego ona była taka... ugh! Nawet nie znał odpowiedniego określenia! Miał zbyt ubogi słownik!
Kalinowy Powiew uspokoiła się odrobinę. Wyprostowała się, poprawiając zmierzwione kosmyki futra. Westchnęła cicho pod nosem, a po chwili kiwnęła mu głową, dając zgodę.
— W porządku — mruknęła, czekając, aż Chudy Grzbiet ich poprowadzi.
Chudy zesztywniał, jakby uszło z niego całe życie. Ona poważnie się zgodziła? Naprawdę? Nie przypuszczał, że zależy jej na poznaniu prawdy do tego stopnia... Nie spodziewał się takiego scenariusza. Gdy tylko kotka wyraziła zgodę na wspólne wyjście poza obóz, Chudy Grzbiet o mało nie zakrztusił się własną śliną. Liliowo-biała czekała, aż medyk wskaże drogę, a Chudy wewnętrznie cały panikował.
— Oh... Oh! Zgodziłaś się... hmm — miauknął nerwowo. Rozejrzał się prędko, a w głowie przeskanował wszystkie miejsca, w których był.
Nie muszą iść daleko... po prostu gdzieś gdzie nie będzie tylu wścibskich oczu. Chociaż już samo wspólne wyjście, jeśli ktoś przyuważy, będzie niezłą sensacją...
Chudy Grzbiet, ponieważ tak jak postanowił sobie jakiś czas temu, przemieniał siebie w nową wersję. Zgodnie z tym, chociaż teraz najchętniej by uciekł, opanował odruch biegu, na rzecz spokojnego, acz sztywnego marszu. Ogonem poprosił kotkę, by za nim podążyła, a on odwrócił głowę, by nie widziała jego paniki. I co on teraz zrobi? Sam na sam z Kalinowym Powiewem? Nigdy jeszcze nie miał takiej sytuacji! Zawsze byli otoczeni świadkami. Jeśli kotce nie spodoba się to, co powie i postanowi go ukatrupić gdzieś w krzaczorach, to go nikt nie znajdzie! Chociaż Kalinowy Powiew nie była tym typem kota... ale zawsze istniała taka ewentualność! Musiał być na nią gotowy...
Wyszli z obozu, Chudy poprowadził kotkę na leśną polanę, z której co jakiś czas brał zioła typu rumianek lub mniszek. Usiana małymi kwiatkami, ale jednocześnie oświetlona i odosobniona. Piękny zapach roślin unosił się w powietrzu, a Chudy musiał walczyć z chęcią zabrania świeżych ziół do obozu... Nie pora teraz na medykowanie! Chociaż tamta pokrzywa wyglądała tak, jakby sama chciała pójść do ich legowiska. Zanotował w głowie, by po rozmowie prędko zerwać kilka gałązek. Planował zrobić kilka nowych eksperymentów z ziołami...
Zatrzymali się, Chudy opanował emocje, ponieważ teraz interesowały go te wszystkie zioła, z których musiał chwilowo zrezygnować. Medykowanie, myślenie o roślinach pomagało mu się uspokoić, wrócić myśli na odpowiednie tory. Nigdy nie przypuszczałby, iż odnajdzie takie powołanie w życiu. Nie chodziło tutaj o leczenie innych, chociaż rozwiązanie zagadki co danemu kotu dolega, również było niesamowitym uczuciem. Tak, jak wyjęcie wkurzającej resztki posiłku spomiędzy zębów i poczucie tej ulgi. Duma z siebie, spełnienie. Medycyna była dla Chudego całym jego życiem… i przez to koniec końców nie mógł się opanować. Drżące ze stresu łapy postanowił zająć czymś pożytecznym w trakcie układania jakiegoś sensownego zdania dla kotki.
Chudy Grzbiet krzątał się więc, zbierając listki, łodyżki i gałązki zielarskich roślin. Był wręcz w siódmym niebie albo bardziej... siódmym wymiarze Mrocznej Puszczy. Jak zwał tak zwał- nie zmieniało to faktu radości burego. Właśnie... zioła, kocimiętka. Bury oprzytomniał, odwracając się do kotki. Gdy tylko jego oczy objęły ją pośród leśnej, kwiecistej polany, zaparło mu dech w piersiach. Kalinowy Powiew, ze spokojem podziwiała rosnące tu piękne okazy kwiatów, dodatkowo na pewno nie wiedziała, że część z nich to zioła. Jeśli będą mieć okazję, to Chudy jej o tym powie. W sprawie medycznych ciekawostek zawsze był do przodu.
Oklapnięte uszy kotki, zabawnie, ale też uroczo poruszające się wraz z jej głową, długa sierść, starannie wyczyszczona. Złote oczy, w tak intensywnym odcieniu, jakby same bursztyny oddały im swój blask. W dodatku pyszczek idealnych wręcz kształtów, nie za mały, nie za duży, uroczy nosek i długie wąsy, które drgały przy mówieniu.
Seans podziwiania wojowniczki przerwało jej spojrzenie się na Chudego. Ups! Przyłapany na wgapianiu się! Odwrócił prędko wzrok, udając, że grzebie w ziemi.
Wziął głęboki wdech. Wiedział, że ona czekała na wyjaśnienia. Z drugiej strony... dlaczego jej na tym zależało? Kalinowy Powiew nie była typem plotkary, więc ta informacja nie posłuży za rozsianie nowych ploteczek pomiędzy klanowiczami. Może ona... Może ona lubiła Noc? I chciała wiedzieć, dlaczego kocur skończył w takim stanie? Lub, ewentualnie, po prostu była ciekawa? A jaka szansa mogła być na to, że się o Chudego martwiła? A może chodziło faktycznie o Noc...
Położył po sobie uszy na moment, myśląc o bracie. W sercu poczuł ukłucie, bo podświadomie nie chciał, by to chodziło o czarnego. Miał malutką, tyciulką, nadzieję, iż kotka martwiła się o niego. O Chudy Grzbiet, a nie o Nocnego Śpiewaka. Nie miał jednak tyle odwagi, by zapytać. Kotka go onieśmielała tak jak zresztą większość pięknych kocic. Bycie taką wychudzoną pokraką miało mnóstwo minusów, w tym właśnie trudność przy rozmowie z kimś co ma wszystko, czego Ty nigdy nie dostaniesz. Chyba że udałoby się Chudemu stworzyć maść na porost włosów... wtedy lepiej by się prezentował.
Próbował ułożyć w głowie jakieś sensowne zdanie, co okazało się naprawdę trudne. Nie wiedział, od czego zacząć, jak to zrobić. Wiedział już, że nie będzie kłamać. Pogorszy to tylko ich, i tak ledwo zipiącą, relację.
Po dłuższym milczeniu postanowił po prostu to z siebie wyrzucić, bez zbędnych upiększaczy.
— Spanikowałem — miauknął cicho na początku. Nie patrzył na kotkę, a gdzieś w bok, marszcząc lekko brwi. Stawał właśnie naprzeciw swoich własnych lęków. — Kiedy Nocny Śpiewak zapytał mnie o moje... uh, preferencje, spanikowałem. Zamiast odpowiedzieć mu normalnie, znalazłem krzew kocimiętki i wziąłem kilka listków, żeby mi pomogły w tej rozmowie. Głupie, nie? To mój brat, a ja się tak wystraszyłem tej rozmowy.
Zacisnął zęby. Był zwykłym tchórzem.
— Po prostu... Ja nie wiem. Chyba bałem się bycia ocenionym przez niego. Chociaż jest moim najukochańszym bratem i wiem, że by tego nie zrobił. To chyba po prostu taka kocia natura. No i mnie wzięło... widzisz, jak wyglądam — zaśmiał się nerwowo, chociaż był to gorzki śmiech. — Kocimiętka w takiej ilości zadziałała na mnie od razu, totalnie. Noc, który jest normalnym kocurem, miał trudności, by osiągnąć taki stan.
Zamknął buzię, bo chyba za bardzo się zagalopował w tłumaczeniach. Sam nawet nie był pewien, czy chciał się wybielić w oczach kotki, czy zwyczajnie wyrzucić to z siebie. Jeśli Kalinka uzna go za żałosnego... no to nie pozostanie mu nic jak nigdy więcej się do niej nie odezwać. Jego paplanie mu tutaj nie pomogło, bo zamiast odpowiedzieć krótko, dał jej całą historię... Eh!
— No i... no i tak to wyglądało — mruknął jeszcze.
Podrapał się nerwowo w łapę. Zaraz jednak spanikował nieco, nie będąc pewnym jak interpretować minę Kalinki.
— A-Ale! Nocny Śpiewak to b-bardzo porządny kocur! Patriota i w ogóle... — dodał prędko, by Kalinka nie pomyślała o czarnym kocie w zły sposób.
Po powiedzeniu Kalinowemu Powiewowi sytuacji z kocimiętką zrobiło mu się lżej na duszy. Tak, jakby zrzucił z siebie niewidzialny ciężar, który dźwigał od jakiegoś czasu. Nie, żeby ta sytuacja z afrodyzjakiem była szczególnie żenująca... bardziej chodziło o tą część z uczuciami, preferencjami. Nigdy o tym nie myślał, jednak skoro naturalnie przychodzi mu podziwianie kocic, a także wyszukiwanie w nich wspaniałych cech, chyba oznaczało to, iż go pociągały, nie? Chociaż ze swoją urodą wiele nie zwojuje, to może kiedyś znajdzie jakąś niewidomą, która go pokocha za wszystko poza wyglądem...
Chudy to Chudy. O nim mogła tak myśleć, ale nie chciał dopuścić do splamienia obrazu swojego braciszka w oczach wojowniczki. Postanowił wziąć wszystko na siebie, nawet jeśli nikt nie był tutaj winny.
— Każdy czasem panikuje, nawet jeśli w naszym klanie nie jest to szczególnie mile widziane. Oczywiście najlepiej byłoby panować nad własnymi emocjami, bo potrafią prowadzić do nierozsądnych decyzji, ale całkowite ich tłumienie również nie wydaje mi się zdrowe czy zawsze możliwe — zaczęła. Po chwili zdawała się rozkojarzona, wylizując i podgryzając miejsce na klatce piersiowej.
Dostał wywód od Kalinki, którego poniekąd mógł się spodziewać. Rzeczowe odpowiedzi kotki wybrzmiewały w jego uszach. Tak... panika w tym Klanie nie była mile widziana... zresztą, podobnie jak koty jego pokroju, a jednak hej! Wciąż tutaj był! Odstępstwo od reguły, czy może okazał się przydatnym? Zapewne to wiedziała tylko Zalotna Gwiazda.
Chudy Grzbiet przyuważył rozproszoną uwagę wojowniczki. Ciągle się czochrała i drapała, jakby nagle pogryzło ją mnóstwo komarów. Słysząc jednak wzmiankę o swoim bracie, odsunął zebrane wcześniej zioła na bok. Miał ich tyle, że nie wiedział, czy zdoła je wszystkie udźwignąć.
— Może... hm, nie — mruknął. — Na pewno masz rację — powiedział pokornie. Nie miał żadnych argumentów ani powodów, by się z nią w tej kwestii sprzeczać. Przejrzała go i tyle.
— I też skoro powiedziałeś mi to wszystko, najwidoczniej potrzebowałeś z kimś porozmawiać. Na zdaniu Nocnego Śpiewaka Ci zależy tak bardzo, bo jesteście blisko, tak myślę — dodała jeszcze, widząc, że Chudy nie emanował taką pewnością siebie, co zawsze. Po paru uderzeniach serca zabrała ponownie głos. — To chyba nie jest normalne... — zaczęła, ogon odsuwając lekko od łapy. — Im dłużej tu przebywamy, tym bardziej mnie swędzi skóra. Chyba mam na coś uczulenie — wyprostowała się wręcz odruchowo.
Przełknął ślinę, jakby zawierała w sobie kolce. Ciężko mu przychodziły takie szczere rozmowy, zwłaszcza kiedy rozmówczynią była ona. Kalinowy Powiew. Kotka tak tajemnicza, a zarazem otwarta i pozwalająca się poznać do pewnego stopnia. Chudy Grzbiet nigdy nie miał jednak okazji na normalną rozmowę z nią, bo przy każdym niemal spotkaniu na siebie fukali. Czy było to spowodowane różnicami w ich poglądach? Może w wychowaniu? Lub ogólnie, w sposobie bycia. Powodów mogło być wiele, co nie zmieniało faktu, że z upływem księżyców wcale nie było lepiej. Poniekąd Chudego to przygnębiało; w końcu chciałby ją poznać lepiej, a z drugiej... Ona tego nie odwzajemniała. Więc postanowił dać se spokój, ale teraz… po mianowaniu, gdy zyskał nieco szacunku wśród współklanowiczów, ponownie zaczął mieć nadzieję, iż kotka przychylniej na niego spojrzy. Udowodnił poniekąd swoją przydatność, a to chyba było ważne?
Zamrugał kilka razy. Rozejrzał się dookoła, kiedy kotka zwróciła swoją uwagę na kwiaty, które potencjalnie mogły ją uczulić. Bury medyk niemal automatycznie ruszył z miejsca ku niej, o dziwo pewnie siebie, ze spokojem. Jakby mu się włączył tryb detekcji tajemniczych medycznych przypadków do rozwiązania.
Zatrzymał się długość zająca od niej. Wyczuł, iż mogła nie życzyć sobie jego obecności bliżej, a z drugiej strony chciał ją obejrzeć i udzielić pomocy. W końcu potrafił to zrobić!
Machnął niepewnie ogonem. Jak powinien postąpić? Bez pytania rozpocząć diagnozę? Może przedstawić jej dostępne opcje? Chociaż nie było ich wiele... patrząc na rodzaj uczulenie oraz miejsce. Zaklął w myślach swój brak kompetencji społecznych. Zmarszczył brwi, zastanawiając się dalej. Czy zdołałby postawić diagnozę bez dotykania jej? Patrząc jedynie na stan futra, zaczerwienienie? Dlaczego on w ogóle brał to pod uwagę?! Powinien ją potraktować tak jak każdego, ale… ugh! Ona nie była jak “każdy”! Nie dla Chudego, i w tym właśnie tkwił cały problem. Sam siebie nie rozumiał i tego wszystkiego.
Widząc jednak, że kotka odczuwa coraz większy dyskomfort, poddał się i po prostu wziął wdech.
— Wszystko w porządku? — zapytał miękko i z troską, jakby stał przed nim jego brat, a nie kotka, która go nie lubi. Był sam sobą zszokowany do tego stopnia, że położył po sobie uszy speszony.
Dłuższe uderzenie serca minęło, nim podjął decyzję. Cofnął się, by zebrać zioła w kępkę. Spojrzał następnie na wojowniczkę.
— Pomóż mi zabrać te rośliny — polecił jej, wracając do swojego zwyczajowego tonu głosu. — Pójdziemy tam, gdzie nie będzie tych wszystkich kłączy, które by mogły Cię uczulić.
Jak powiedział, tak zrobił. Wziął swoją część ziół, nie czekając na kotkę. Z duszą na ramieniu przeszukiwał w pamięci miejsca, które nie zawierały kwiatów, w których wojowniczka stała. Wynalazł kilka takich miejsc, w tym jedno nieopodal. Leśną gęstwinę, porośniętą mchem, pełną gałęzi i korzeni. Zwykle uczniowie trenują tam wspinaczkę na drzewa, więc mogli się udać w tamtą lokację. Kalinowy Powiew odbyła z sukcesem szkolenie na wojownika, tak więc wiadome było, iż nie miała alergii na mech czy żywicę z drzew.
Gdy dotarli, Chudy odłożył zioła na bok, wybierając do tego szeroki kawałek kory, który był suchy. Po ostatnich deszczach przyroda odżyła, ale nie oznaczało to, że dla medyków była to dobra nowina. Zioła lubiły gnić w nadmiarze wilgoci.
— Połóż to tutaj — zlecił jej ponownie, o dziwo w miarę pewnym siebie tonem.
Podrapał swój wychudzony bok, a następnie otrzepał sierść z drobinek skóry. Poleciały sobie na ziemię, ściągane wilgotnym powietrzem. Gdy pozbył się tej warstewki z siebie, mógł poświęcić całą uwagę pacjentce.
Podszedł do niej, widząc, że jest niepewna. Jakby... mu nie ufała. Poniekąd to nie dziwiło młodego medyka, ale gdzieś tam głęboko poczuł ukłucie w sercu. Z jakiego powodu? Przecież się nie lubili. Prawda?
A może... to jedynie Kalinowy Powiew pałała względem niego nienawiścią? Chudy Grzbiet od dłuższego czasu zauważył, iż nie odczuwał względem niej wstrętu tak jak kiedyś. Nadal kotka zdawała się wywyższać i wymądrzać, rzucając tymi swoimi mądrymi słówkami, co go doprowadzało do szewskiej pasji, a jednak gdzieś tam mu imponował styl bycia wojowniczki. Chociaż... kilkukrotnie jego szczerość zakończyła się kłótnia ich dwójki. Jak w takim razie nakłonić ją do współpracy? A może... Nie będzie musiał? Niby była między nimi niewidzialna ściana, ale jednak Chudy był medykiem. Miał rozległą wiedzę, a to z miejsca powinno dodać mu w pewnym stopniu wiarygodności.
Gdy podniósł ponownie wzrok, napotkał rozdrażnione oczy kotki. Chudy widział, jak uczulenie się rozniosło, a ona nie mogła poradzić nic, niż tylko się wkurzać i drapać. Zrobiło mu się jej żal.
— Kalinko — zaczął, używając o dziwo zdrobnienia jej imienia. Zaczął w głowie formułować poważną wypowiedź, a nie prostacką uwagę tak jak zawsze. Po kilku uderzeniach serca chyba wymyślił. — Mogę... mogę obejrzeć miejsce uczulenia? — Zapytał z początku niepewnie, ale musiał się przecież zebrać w garść... jak miał zostać poważnym panem medykiem, jeśli pokonuje go rozmowa z samicą?
— Zebrałem dużo ziół i myślę, że będę w stanie sporządzić odpowiednie antidotum na Twoją przypadłość... tak tu teraz... no wiesz.
Posłał jej krzywy uśmiech, mając nadzieję nie dostać zaraz w pysk. Kalinowy Powiew dłuższą chwilę milczała, wyraźnie się zastanawiając nad odpowiedzią. Chudy Grzbiet z kolei nie poznawał sam siebie i będzie musiał przemyśleć swoje zachowanie. Gdzie zniknęła jego wredna strona? Dlaczego zachowywał się w tak uległy i specyficzny sposób? Czy to już jakieś szaleństwo? Umierał? Może jemu też zaszkodziły tamte kwiaty…
— Skoro już tyle przeszliśmy i nazbierałeś tyle ziół, to byłoby niemądre z mojej strony, gdybym teraz Ci odmówiła… — podjęła pewnie, po czym machnęła kitą jednokrotnie. — I tak zachowujesz się, jak nie ty — dopowiedziała jeszcze cicho.
Chudy zacisnął wargi. Miała rację. On też nie wiedział, dlaczego tak było. Chciał… nie, wręcz pragnął upodobnić się do innych kotów. Stanąć z nimi na równi, zdobyć przyjaciół i mieć normalne życie. Przecież oni zachowywali się w ten sposób, prawda? Byli mili i tacy troskliwi. Mogli tak zjednać sobie pobratymców, tylko… Czy Chudy naprawdę w głębi serca chciał upodabniać się do innych? Udawać kogoś, kim się nie czuł?
— …Ale nie próbuj niczego głupiego! Jeśli coś się stanie, to dostaniesz po głowie! — dodała.
Chudy położył po sobie uszy i zmarszczył brwi na jej komentarz. Nie dogodzisz!
— To w końcu wolisz, kiedy się kłócimy czy kiedy jestem dla Ciebie miły? — zapytał nieco zrzędliwie, wywracając oczami.
Nie wiedział, czy chciał poznać odpowiedź na to pytanie, jednak kotka dawała mu dużo mieszanych sygnałów. Znali się od żłobka, ich spotkania ciągle wypełniały sprzeczki, a teraz kiedy Chudy próbował zachowywać się tak jak inni, to jej nie pasowało! Niech ona się zdecyduje… Lubi w końcu, kiedy jest się dla niej miłym czy nie?!
Pomamrotał coś pod nosem, zajmując się już w pełni ziołami. Jak on jej nie pasował, to nie musiała przecież za nim iść! Mogła wrócić do obozu i poszukać Kopra czy Cis...
Przegrzebywał stertę ziół, znajdując sobie pokrzywę oraz inne, które uznał za przydatne. Nie powinny zmieniać swojego działania, jeśli by je połączył.
Od jakiegoś czasu Chudy pieczołowicie w wolnych chwilach eksperymentował z ziołami, co mogło nie każdemu się podobać. Śmierdział dziwnymi mieszankami na kilometr i robił dookoła siebie bałagan, który nazywał "twórczym nieładem". Próbował wynaleźć dla siebie maść na porost sierści, ale by tego dokonać, musiał najpierw znaleźć zioła do tego potrzebne. Poznał właściwości pokrzywy po sporządzeniu z niej maści, ale nie działało tak, jak chciał, więc próbował dalej. Zauważył jednak, że łagodziła jego świąd. Założył więc, iż kotce też pomoże.
— Pokaż no mi to miejsce uczulenia — miauknął, już starym zwyczajowym tonem. Jak nie chciała go miłego to nie będzie go mieć! Szansa zmarnowana, o!
Obejrzał zaczerwienienie i na tej podstawie postanowił zrobić maść, którą nałoży na liście i pookleja jej skórę. Zastanawiał się, czy powinien także wydzielić jej z ich medykowych zapasów w obozie zioła do zjedzenia. Tak na wszelki wypadek... ale to skonsultuje już z Koprem. Nie chciał uzyskać odwrotnego efektu od pożądanego.
Przeżuł zioła na papkę, kładąc je na duże liście, które rosły niemal wszędzie, zwłaszcza w ich lesie. Mimo że w większości był iglasty, niektóre dzielne liściaste drzewka się tu zakorzeniły. Gdy okład był gotowy, Chudy zerknął na kotkę, wychodząc z medykowego transu.
— Sama to zrobisz czy Ci pomóc? — zapytał z tym swoim skrzywionym krótkim pyszczkiem.
Nie będzie na siłę jej prosić i smarować tym mazidłem. Jak jest taka samowystarczalna, to niech sobie zrobi to od łapy, bez jego pomocy, o. Pomyśleć, że zaczął być poważnym panem medykiem, żeby jej (i innym) się przypodobać... żałosne. On był żałosny, nic się nie zmieniło.
Patrzył na nią, czekając na odpowiedź.

< Chodź na ziołowego tulaska :3 >

Wyleczona: Kwaśna Kocanka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz