Opko ze strony Rozkwitki
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
— Dzień dobry, Ćmi Księżycu! — miauknęłam wesoło, wchodząc do legowiska medyków.
— Dzień dobry — odpowiedziała spokojnie, lecz i nieco sennie medyczka.
— Wszystko w porządku? Nie brzmi pani zbyt dobrze. Pomóc pani w czymś, może chciałaby pani porozmawiać, zrobić sobie przerwę? — proponowałam kolejne rzeczy, robiąc małe kroczki w głąb lecznicy, wprost do niej.
— Nie, ale dziękuje — rzuciła Ćma, nie przerywając swojej pracy.
— Widzę, że świetnie sobie radzisz. Jeśli podchodzisz w ten sposób do każdego kota, nie umiem sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek nie czuł się zaopiekowany w Klanie Klifu — mruknęła, na co mi zrobiło się bardzo miło.
Co prawda brzmiała dość chłodno, jednak rozumiałam to. W końcu pewnie była bardzo zmęczona mimo wszystko. Jako medyczka na pewno miała tyle na głowie…
— Dziękuję, pani Ćmi Księżycu, to wiele dla mnie znaczy… — miauknęłam w jej stronę, a przez chwilę zapanowała między nami cisza. — To… To ja może panią zostawię. Pewnie ma pani dużo obowiązków. Do widzenia i spokojnego dnia!
Zanim niewidoma kocica zdążyła zareagować, ulotniłam się z jej miejsca pracy, nie chcąc jej przeszkadzać.
Aktualnie
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
Księżyce mijały, koty się zmieniały, cały Klan Klifu się zmieniał, a ja cały czas pozostawałam taka sama. A przynajmniej z mojej perspektywy. Nie jestem pewna czy to dobrze, ale myślę, że w jakimś stopniu na pewno. Właśnie wracałam ze zbierania ziół dla pani Jagnięcego Ukłonu oraz Aldrowandowej Łapy, kiedy wchodząc do legowiska medyków, uderzyła we mnie nostalgia, konkretniej pani Ćmiego Księżyca oraz pani Liściastego Futra... wielu kotów, które w jakiś sposób straciłam bądź takich, które mnie opuściły (patrzy się na Wilczy Skowyt i rodziców…).
Kiedy Jagienka z uśmiechem podeszła do mnie, aby odebrać zioła, nagle jej mina spochmurniała, a później zastąpiło ją zmartwienie.
— Um, Rozkwitający Astrze, chyba ugryzł cię szczur… — miauknęła, zniżając poziom swojego ciała do mojej tylnej łapy.
— To pewnie nic takiego, nie musi się pani martwić… — powiedziałam nieco niewyraźnie, kładąc zioła na bok.
— Nie, nie możesz tak mówić, każda rzecz jest tak samo ważna, musisz dbać o siebie samą tak, jak dbasz o innych — odparła stanowczym tonem medyczka. — Chodź no tutaj, zaraz coś temu zaradzę.
Ze słabym uśmiechem skierowałam się za kocicą, nie chcąc się z nią sprzeczać. Podczas gdy Jagna mnie opatrywała, w moich myślach nadal krążyły te wszystkie okropieństwa, które mnie spotkały. Koleżanka najwyraźniej to zauważyła, ponieważ znów odezwała się zatroskanym tonem.
— O czym tam tak rozmyślasz?
— Hm… Tak w tym momencie? Najwięcej o niedawno zmarłej medyczce, pani Ćmim Księżycu. Tęsknie za nią…
<Pani Ciemko? Mam nadzieję, że tam jest pani lepiej… ଘ ˊ ˋଓ>
[*]
Koniec sesji
Wyleczeni: Rozkwitający Aster
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz