Urodziwa Łapa spoglądała na wojownika w ciszy. Bez słów zachęciła go, by kontynuował swoją wypowiedź. Wierzyła, że było to coś ważnego, a przez to tym bardziej chciała usłyszeć jego słowa. Oczywiście nie poganiała kocura. Nigdy tego nie robiła, bo wiedziała jakby, to zadziałało na ciemnego. Nie chciała sprawiać mu przykrości. Zawsze próbowała go wesprzeć i stać na straży by nikt mu nie ubliżał. Była gotowa wyrwać każdemu wąsy, gdyby chociaż krzywo spojrzał na wojownika. Przypalony Kasztan milczał przez chwilę, aż w końcu dokończył swoją myśl.
— Spacer? — powtórzyła cicho po nim, a gdy dotarła do niej prawdziwość tych słów, uśmiechnęła się ciepło. Kocur proponował jej spacer i to we dwójkę. Czy mogła nazwać to randką, być może tak. Nie wiedziała czemu, ale te słowa wlały w jej serce tyle ciepła i radości jak mało co. Ostatni raz tak się czuła, gdy była mianowana na uczennicę, chociaż wtedy to była połowa tego, co czuła obecnie.
— Byłoby wspaniale. Zawsze chciałam się z tobą przejść tylko we dwójkę. Pamiętam jak o tym rozmawialiśmy, gdy zaczynaliśmy życie jako uczniowie. Nie zapomniałam o tym nigdy. Liczyłam jednak, że może uda mi się zostać mianowaną, wtedy kiedy ty. Jednak najwyraźniej los miał inny plan i wcale mi to nie przeszkadza. Naprawdę cieszę się z twojego awansu i jeszcze bardziej chcę się postarać, by zostać mianowaną i dołączyć do ciebie. Bez ciebie w legowisku uczniów będzie nudno. W końcu nie został tam prawie nikt, kogo bym darzyła połową tego, co ciebie czy mojego brata. Nie wspominając już o tym, że muszę znosić humorki tego całego księciunia. Strasznie go nie lubię — ostatnie zdanie wyszeptała tak, by tylko Przypalony Kasztan ją usłyszał. Na samo wspomnienie o tym glonojadzie robiło jej się niedobrze. Nienawidziła podejścia tego paniczyka do czekotów i uważania się za lepszego tylko dlatego, że jego ojcem był Błękitna Laguna, a on miał ten durny lotos na czole. Symbol głupoty, arogancji, a przede wszystkim niesprawiedliwości. Irytowało ją podejście każdego, kto uważał czekoladowe koty za gorsze. Chciałaby kiedyś zrobić miejsce dla wszystkich, gdzie każdy mógłby czuć się chciany i kochany, a nie znienawidzony przez jakieś durne legendy i historie. Ciekawe czy gdyby wydry miały czarne lub kremowe futro to nienawidziliby czarnych kotów albo kremowych. Dlaczego tak bardzo uparli się na czekoladowe duszyczki. Czy Klan Gwiazdy naprawdę to popierał? Wątpiła w to, ale nie jej to było oceniać. Brakowało tu jeszcze zakazanego koloru oczu i byłby komplet. Strzepnęła uchem, odpędzając od siebie te myśli. Musiała się uspokoić, bo czekał ją przecież cudowny spacer i czas spędzony z kotem, którego darzyła pewnymi uczuciami tak odmiennymi od tych, które miała do ojca, brata, Lilii czy każdego innego kota. Może powinna pogadać o tym z ojcem, chociaż od czego miało się przyjaciół. Lilia z pewnością jej chętnie pomoże. Do brata nie było sensu iść, bo on na pewno jej nie doradzi. Nie znał się pewnie na tym. Zresztą był teraz wielce poważnym wojownikiem i miał inne rzeczy do roboty. Poza tym z nim miała dość szczególną relację. Oczywiście kochała go, bo jakżeby inaczej, ale wolała ograniczać kontakt, by przypadkiem się z nim nie pokłócić na dobre. Jeśli zaś chodziło o Lawendową Łapę, to jakoś nie czuła chęci rozmawiania z nią o uczuciach i podarkach.
— Och, wybacz Kasztanku. Zamyśliłam się, ale już jestem obecna — miauknęła łagodnie i liznęła go w policzek. Później o tym wszystkim pomyśli, bo teraz miała inne plany.
— To idziemy? Jak myślisz, które miejsce będzie najlepsze? Brzozowy Zagajnik czy może Kolorowa Łąka? — zaczęła myśleć na głos. Była taka pora roku, że może łąka byłaby ciekawszą opcją? Chociaż drzewa wcale nie brzmiały źle. Może udaliby się na plażę i popatrzyli na wodę? To też był dobry pomysł.
— A może pójdziemy na plażę? — zasugerowała łagodnie. Ich łapki wciąż były ze sobą w kontakcie, ale im to nie przeszkadzało. Właściwie to był to już ich zwyczaj i rutyna. W końcu się podniosła i ruszyła z kocurem u boku do wyjścia z obozu.
<Przypalony Kasztanie? Nie przejmuj się moim wujkiem>
[647 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz