— Jestem Dziki Berberys. Nie masz z kim rozmawiać w Klanie Klifu, Naparstnicowa Łapo? — przekrzywił łeb, patrząc na malutkiego kota. — Skądś kojarzę cię... Albo twojego krewnego... Za ucznia widziałem kotkę, która starała się polować na naszą zwierzynę, też miała nienaturalnie krótkie łapy, co ty. Czy ona cię przysłała?
Futro na karku Naparstnicy zjeżyło się nieznacznie. Trochę dziwny typ z tego Burzaka.
— Mam... Mam z kim rozmawiać — mruknął, odwracając wzrok od Berberysa. — Ale kto chciałby się ograniczać tylko i wyłącznie do współklanowiczów? — zaśmiał się nerwowo, po czym znów spojrzał na rudo-białego. — I nikt mnie tu nie przysłał. Przyszedłem tu z mentorką, tak o, na spacer. Ale może lepiej powiesz mi, co ty tu robisz?
Zauważył poddenerwowanie kocurka i lekko zmrużył oczy. Nie był pewien, czy powinien mu ufać, chociaż był to zwykły uczeń.
"Ja... Ja bym się ograniczał do jednego klanu" — przyznał szorstko w duchu.
Nie zaśmiał się ani nie wyraził większej chęci bratania się z Klifiakiem. Jednak nie zamierzał być też przesadnie niemiły. Mieli przecież sojusz.
— Ja wyszedłem akurat na polowanie. Korzystam z pogody oraz wiatru. Króliki same się nie złapią. Chociaż chętniej bym zapolował na zająca, jest je trudniej złapać.
Naparstnica skinął głową.
— Słyszałem, że są w stanie porządnie zranić kota! — mruknął, kręcąc głową. — Waleczne te zające. Dobrze, że nie w moich łapach leży wykarmienie klanu — przyznał. Tak naprawdę może i wolałby być tym wojownikiem... ale jego nieszczęsne łapy mu na to nie pozwalały!
— Owszem, jednak nie wątpię w moje umiejętności. Zając tak łatwo mnie nie pokona — odpowiedział dość spokojnie, co nie brzmiało, jak przechwałki jakiegoś pyszałka. — Nie wykarmiasz klanu? Jesteś medykiem? — zastrzygł uchem zaciekawiony.
Nie widział innego wyjścia, jaką drogą mógłby kroczyć ten malec. Chyba że Klan Klifu miał inne drogi szkolenia, o których on nie miał zwyczajnie pojęcia.
— Nie, nie jestem ani medykiem, ani wojownikiem. Pełnię w Klanie Klifu funkcję protektora. To znaczy... jeszcze nie, bo wciąż jestem uczniem, ale za niedługo to się zmieni. Przynajmniej mam taką nadzieję — odparł, poruszając nerwowo końcówką ogona. — Moim zadaniem jest dbać o to, by Klifiacy czuli się dobrze psychicznie. Muszę pocieszać tych zasmuconych i opiekować się tymi, którzy nie są w stanie samodzielnie o siebie dbać. Nic specjalnego.
Zastrzygł uchem zdezorientowany. Może jakby był jeszcze uczniem, to zafascynowałby się opisem roli protektora i z chęcią by korzystał z jego usług. Jednak był już wojownikiem i wszystkie jego problemy, jakie miał, były błahe. Kiedy chciał uwagi, szedł do swoich pobratymców i jakoś przeżył.
— Dość dziwna funkcja w klanie... — przyznał, nadal zastanawiając się nad przydatnością tej roli. — U nas są za to kronikarze i przewodnicy. Są to dość ważne role, chociaż osobiście powiedziałbym, że jedna z nich jest potrzebna, a drugą mogliby zastąpić starsi... Jednak to tylko moje opinie. Pewnie większa część Burzaków przetrzepałaby mi za tą wypowiedź skórę, ale ich tu nie ma i mnie nie słyszą — wzruszył ramionami.
— Skoro są takie role w twoim klanie, więc muszą być potrzebne. Inaczej ich by nie było… — zauważył młodszy kocur.
“Tak, tak, jasne. Jeszcze ci uwierzę.”
Do nich zbliżała się szylkretowa kotka, która musiała być mentorką jego rozmówcy. Pomachała mu ogonem oraz mógł poczuć, jak z kotki tryska ekscytacja. Nie podobało mu się to. Nie chciał się spoufalać z kotami z Klanu Klifu, nawet jeśli byli oni sojusznikami Klanu Burzy.
Zastrzygł uchem i zrobił nietęgą minę. Nie pozwolił nawet kotce podejść, tylko odwrócił się na pięcie i powolnym krokiem ruszył w głąb swojego terytorium.
— Zobaczymy się jeszcze, Naparstnicowa Łapo, na jednym ze zgromadzeń. Teraz jednak nie mam tyle czasu, by gawędzić z tobą oraz z twoją mentorką na granicy — powiedział przez ramię do swojego rozmówcy, którego potraktował dość oschle.
Spojrzał ostatni raz na kocurka, do którego w końcu przyszła jego mentorka, którą chyba kojarzył ze zgromadzeń. Miała chyba na imię Rozkwitający Aster. Nie był pewien, nie rozmawiał aż tak często z kotami spoza Klanu Burzy. Mógł nawet powiedzieć, że zamykał się na inne społeczności kotów. Ważne było dla niego tylko to, co się dzieje w środku obozu Burzaków.
***
Aktualne
Pora Nowych Liści powoli zamieniała się w Porę Zielonych Liści, a w Klanie Burzy dość dużo ostatnio się działo. Do nich dołączały nowe koty, którym Dziki Berberys aż tak nie ufał. Skąd mieli się odnaleźć w codziennym życiu Burzaków, jeśli przynależeli do innych klanów lub byli zwykłymi kłamcami i tak naprawdę byli samotnikami? Najpierw Gasnąca Łapa, a teraz dwóch Nocniaków.
Srebrny van właśnie polował samemu z dala od obozu. Każdy trop kierował go bliżej granicy z Klanem Klifu, co mu się nie podobało. Nie przepadał za tymi kotami. Nie wiedział szczerze sam, skąd brała się jego niechęć do ich sprzymierzeńców. Może jeszcze nie spotkał odpowiedniego kota, z którym mógłby się zaprzyjaźnić? Też była taka opcja.
Wyczuł ślady myszy polnej, której zapach roznosił się na pobliskich kłosach. Kiedy wypatrzył brązowego gryzonia, między trawami, skoczył na nie i szybko pozbawił życia. Kości myszki chrupnęły, a zwierzątko szybko zwiotczało.
— Ładna zdobycz — pochwalił go ktoś, kogo głos kojarzył. Zesztywniał i odwrócił swoją głowę w stronę niskiego kocura, który właśnie podchodził do granicy. — Dawno się nie widzieliśmy, Dziki Berberysie.
Zmierzył Klifiaka podejrzliwym wzrokiem i podszedł do niego, zachowując pewną odległość.
— Tak… To prawda, jednak życie w Klanie Burzy leci dość szybko i nie mam czasu oglądać się na granicy za pogawędkami — odłożył swoją myszkę i uważnie zlustrował swojego rozmówcę. Mógł powiedzieć, że tamten nawet wydoroślał. — Dość dużo dołącza do nas nowych kotów. Nie wiedziałem, że u nas jest tak wspaniale… Do was czasem nie doszło kilka Nocniaków albo innych samotników?
Powiedział to takim tonem, że protektor mógł odczuć, jak bardzo dziki Berberys nie chciał kolejnych nowych gości w Klanie Burzy.
— Co sądzisz o samotnikach oraz uciekinierach z klanu, Naparstnicowa Łapo? — zapytał, nie będąc świadom, że kocur został przez ten czas mianowany na protektora.
< Naparstnicowa Łapo? Czy ty lubisz imigrantów? Przyznaj się! ‼️🛂>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz