— Jak dobrze, że Garbata Łapa nie idzie, nie ma czym się specjalnie chwalić w jego przypadku. Taki jest szpetny, że wygląda jakby Wrotyczowa Szrama rodziła go na środku drogi grzmotu — zapomniał przez chwilę, że był jej bratem, ale Seradela najwidoczniej nie przejęła się tym.
— Szkoda, że jeszcze Zalotna Gwiazda wzięła Białą Łapę, wygląda, jakby nie tylko miała pogryźć Wilgową Gorycz, ale i też resztę zgromadzenia. Oby nam nie przyniosła siary swoim roztargnieniem jak u wściekłego lisa — srebrna swobodnie gadała o młodszej uczennicy, która była na długość ogona od niej, ale ona nigdy raczej nie przejmowała się zbytnio innymi.
Zgromadzenie i rozmowa z Księżycową Łapą z perspektywy Cętkowanej Łapy
— Tęgosz! Więc zabrali cię na zgromadzenie. Cześć — przywitał się jakiś biały uczeń, szybko obrócił głowę, sądził przez chwilę, że to jakiś kot z innego klanu, ale przypomniał sobie, że był z jego klanu jednak ten bieluch. — Mogę Ci tak mówić, prawda? Hmm... Księżycek! Księżycowa Łapa! — przedstawił się nawet, obsypał go radością, jako że był synem Jaskółczego Ziela, szanowanej wojowniczki w obrębie jego rodziny to mógł z nim gadać.
— Nie mam problemu do tego, Księżycowa Łapo. Jakoś dużo tu tych lisich łajn co mają ego wyżej niż zad. Dobrze, że u nas takie coś się nie rozprzestrzeniło — spojrzał na koty wokół spojrzeniem bez emocji, a następnie zlustrował wzrokiem Księżyca. Był Wilczakiem, więc mogli się ponabijać razem z gwiezdnych wyznawców.
Bieluch zmarszczył brwi na to, co powiedział przed chwilą rudy uczeń, czy coś wpadło mu do oka?
— Jak ty się wyrażasz na temat innych. Strasznie niemiło! — miauknął Księżycowa Łapa. — I po co te wulgaryzmy jeszcze? — zapytał, liżąc się po łapce, unikając kontaktu wzrokowego z nim, przez to, co Tęgosz odebrał, jako ignorancję. — Możesz nie lubić innych, ale trochę szacunku... Lisie łajna? — klanowicz skrzywił pyszczek. — Sam się zachowujesz w... ten sposób — on sam się zachowuje w ten sposób? Czyli jak? Bo zachowywał się w tej chwili wzorowo i nie robił problemu, wyrażając własne zdanie na temat innowierców. Koty, które nie wierzyły w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd były słabe i zepsute, to miał prawo po nich jechać, jak chciał.
Czy on więc zasugerował, że głupsze koty od nich samych ma szanować? Chyba Księżycowa Łapa nie będzie jego znajomym w przyszłości.
— I co z tego? Co mnie oni obchodzą? Chyba twój klan powinien bardziej cię interesować niż obce koty z innego klanu — musiał w przyszłości powiedzieć zaufanym dorosłym, że z Księżycem jest coś nie halo. — A ty myślisz, że mamy wszyscy się kochać. Jedyny klan, który możemy szanować na ten moment to Klan Nocy, mamy z nimi sojusz, więc to jest uzasadnione. Reszta jest dla nas neutralna, Księżycu, uwierz mi, że po zgromadzeniu nikt nie będzie pozytywnie o nas myślał. To nie jest rzeczywistość, gdzie wszyscy się kochamy i trzymamy się za łapki jak w żłobku! To twarde pilnowanie swoich spraw i żeby nasze klany nie były słabe. Zwłaszcza naszego. — Zlustrował go jeszcze wzrokiem. — Jako kot który wyznaje naszych walecznych przodków, to powinieneś to wiedzieć, nie sądzisz? — no chyba powinien, był od niego starszy, a gadał jak jakiś kociak, co dopiero urwał się ze żłobka, lub jak jakiś kot co żył długo pod kamieniem.
— Powinni mnie obchodzić wszyscy. Jeśli masz do tego jakiś problem, to tego nie komentuj! — oburzył się w końcu po jego wywodzie Księżycowa Łapa. — Żaden z klanów nie jest słaby! — miauknął, nie wyglądając przekonująco dla Cętkowanej Łapy, po co więc gadał takie farmazony, skoro sam nie był pewny, co mówił? Doszedł do wniosku, że chyba Księżyc na serio to zagubiony kot w czasoprzestrzeni.
— Powinni cię obchodzić? Czy zatem możesz się nazywać lojalnym wobec naszego klanu, skoro cię obchodzą wszyscy? Kiedyś będziesz musiał wybrać między swoim klanem a tymi "wszystkimi". Nie mówiąc już, że nie ma wiecznie pokoju. Kiedyś możemy wpaść w konflikt z nieprzyjaciółmi i wtedy będziesz musiał pomyśleć drugi raz nad tym, co powiedziałeś i przemyśleć czy na pewno będzie warto przejmować się tymi kotami, co nie trzeba. Kot, który chce stawać za każdym, prędzej czy później traci równowagę i upada z niczym, bo najbardziej stabilnie stoi się na czterech łapach, a nie po jednej łapie na każdej z klanów, nie mówiąc już o Owocowym Lesie i samotnikach, którzy ciebie też jakoś obchodzą! — spojrzał na niego z pogardą, czy takie słowa mogły padać od kota, który dłużej trenował od niego, który w teorii powinien być bardziej doświadczony życiowo i pod względem wiary?
— Jestem lojalny, ale jaki sens ma obrażanie innych bez powodu? — zapytał biały Wilczacki uczeń. — Niektórzy na to akurat może zasługują... — mruknął cichutko Księżyc, ciekawe tylko o kim teraz myślał, to mówiąc? — Ale chodzi o to, że nie można wszystkimi gardzić, jeśli nic ci nie zrobili. Możesz nazywać ich, jak chcesz, ale dopiero, gdy będziesz wiedzieć, że zabrali ci zwierzynę czy kogoś zaatakowali. No i oczywiście było to po twoich narodzinach — prychnął biały, Cętek chciał dodać, że gdy była pradawna wojna Klanu Wilka z Klanem Klifu, to on też pewnie się nie urodził wtedy, ale powstrzymał się. — Nie nazywaj mnie nielojalnym. Po prostu powinno się mieć szacunek do innych. I to wszystko — Cętkowana Łapa już się męczył powoli długą rozmową z kimś tak tępym.
— Mam solidne powody, a najlepiej powinieneś sam wiedzieć, czemu tak ich traktuje, a nie inaczej. To matka Ci nie mówiła lub ktoś inny? — czy on mógł zamknąć tę swoją jadaczkę? Rzygać mu się chciało od tego ścieku głupoty. Spojrzał jeszcze na białą zołzę, która biła się z jakimś uczniem z Klanu klifu, chyba ją Księżyc miał na myśli, mówiąc, że niektórzy na to zasługują, jednak po swoim zamyśleniu wrócił do rozmowy. — Mój drogi Księżycu, ty chyba czegoś nie rozumiesz. Szacunek, który musisz okazywać, należy się jedynie wyższym rangom w twoim klanie, jak i jemu samemu za to, że w nim żyjesz, nie jakimś losowym kotom, które zapewne, mają cię gdzieś, bo jesteś z innego klanu. Takie podejście do innych jest zgubne, ktoś mógłby cię wykorzystać do niewłaściwych celów za twoją naiwność bardziej poszerzoną niż ten tłum na tym zgromadzeniu, a chyba byś tego nie chciał, co nie? — spojrzał na niego, muskając go ogonem po policzku. Chcąc go zmanipulować, żeby zmienił swój światopogląd, żeby uratować nie tylko Księżyca, ale i Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd od utraty potencjalnego wyznawcy. — Oczywiście nie mówię tego jako obrazę, żebyś nie brał tego dosłownie. Jesteśmy klanowiczami z jednego klanu i nie chcę, by kiedyś stało się tobie lub innym coś poważnego przez poglądy, które cię tylko krzywdzą, czynią cię słabym. Mówię to jako dobry kolega, który chce, żebyś był kimś silnym i docenionym w klanie, bo na razie niestety o tobie źle mówią w naszym klanie. Wierz mi, nie chcę więcej słyszeć o tym, jak nieprzyjemnie gdzieś szepczą w kącie na twój temat — kłamał, Księżycowa Łapa go nie obchodził, tak naprawdę chciał mieć pewność, że nie będzie dalszym pośmiewiskiem klanowym. Przynajmniej może Księżyc, jeśli się skusi zmienić swój pogląd, to będzie mu wdzięczny, że klan go w końcu będzie lubić. Oczywiście Księżycowa Łapa, zamiast być wdzięczny, za jego troskę to prychnął cicho jak obrażona kotka.
— Mówiła. Borsucza Puszcza również. Chociaż wtedy nie słuchałem — odparł Księżyc, krzywiąc pyszczek. Szkoda, że Księżycowa Łapa jej nie słuchał, może wtedy nie byłby chodzącym żartem. — Nie jestem naiwny... — Księżycowa Łapa nadal desperacko próbował być przekonujący, ale Cętkowana Łapa widział jak poglądy białego kocura są kruche. — Nie chciałbym — odparł po chwili jego rozmówca, odsuwając się od niego. — Chyba nie powinno cię obchodzić to, co o mnie mówią. To raczej moja sprawa. Może wolałbym być silnym wojownikiem, ale mogę najwyżej... znosić tę obrazę — znosić? Dla niego te jego znoszenie tego wyglądało jak ignorancja własnego położenia społecznego, które u Księżyca i tak było kiepskie. Jeśli Księżyc się nie weźmie w garść, to będzie nadal popychadłem, które będzie siebie pytać, czemu nikogo nie ma. Takie podejście było denerwujące, nie chciał zupełnie nic zmienić i się dziwił, że nikt go nie brał na poważnie.
— Możesz ją nosić, to nie trudne, ale co z nią zrobisz? Niestety nad twoją rodziną wisi złe widmo, nie mówiąc o tym, że twoja ciocia, Iskrząca Nadzieja, miała w przeszłości partnera i syna, ale oni uciekli i są znienawidzonymi zdrajcami. Zdradzę ci coś, moja babcia nienawidzi zdrajców lub kotów z nimi związanych — uśmiechnął się w grymasie, widząc, że Księżycowa Łapa odchodzi, to rudzielec się przybliżał. — Jako, jednak że jestem twoim dobrym współklanowiczem, to powiem ci jak się tego wyzbyć. Wystarczy, że musisz ciężko pracować dla klanu i naszych mrocznych przodków, a wtedy Zalotna Gwiazda, a z nią cały klan będzie uważał cię za przyszłego dobrego wojownika tego klanu — nie pozwoliłby sobie, by jakaś słaba jednostka niszczyła klan, już byli tacy w przeszłości. Więc następnych anomalii nie powinno być. On naprawi Księżyca, Ognikowa Słota mówiła, żeby każdym kosztem nawracać takich, a on to zrobi za wszelką cenę. — Co ty na to, żeby w przyszłości spotkać się na jakimś grupowym treningu? Ja ty i Seradelkowa Łapa z naszymi mentorami. Myślę, że Zalotna Gwiazda nam pozwoli na to! Powinniśmy w grupie stawać się silniejsi, zwłaszcza ty u mojego boku, nie zamierzam sobie wyobrażać, że mój kolega ma być samotny z powodu wrednych kotów — oczywiście raczej nikt nie był dla niego wredny, chciał dać fałszywe poczucie Księżycowi, że tylko on go rozumie.
— Co ma moja rodzina do tego, jaki jest... — zaczął bieluch, ale nagle ucichł. — Nie jestem zdrajcą. Nienawidzę ich. A moje powiązania z nimi nic nie znaczą — odparł dalej cicho, niezbyt pewnie. — Ciocia Iskierka również nic nie zawiniła — miauknął. Ciocia Iskierka? Czy on śmiał kotkę, która związała się ze zdrajcą nazywać ciocią? Co za żenada, na szczęście Księżycowa Łapa przestał się cofać i bardziej zaczął rozważać jego słowa. — Czyli... Mam się starać. Bardziej się starać? — zapytał niepewnie biały uczeń, odwracając swój wzrok w stronę rudego. — Ja... Ja bardzo chętnie! — uśmiechając się, ale zaraz spoważniał. Czuł tryumf nad białym i nędznym kocurem, który okazywał tylko słabość.
— W końcu miło słyszeć, że w czymś się zgadzamy! — ciepłe słowa wydobyły się z jego pyska, będąc dla ucha, kojące. Będzie pewny, że indoktrynacja Księżycowej Łapy będzie prosta jak złapanie ptaka ze złamanymi skrzydłami.
— Wiedziałem, że można na ciebie liczyć, oby nienawiść do tych, co skrzywdzili twoją rodzinę została jak najdłużej. Żebyś mógł pokazać innym, że się mylą i może mnie, Księżycu? — było to pytanie retoryczne na końcu, jeśli chodziło o jego osobę, bo raczej Księżyc nie może się przed nim bardziej zniżyć. Równałoby się, z tym że może by miał w przyszłości tak bardzo przerąbane, jak Biała Łapa teraz. Księżycowa Łapa na jego słowa tylko przewrócił oczami, czy znowu miał wszystko gdzieś co do niego mówił?
— Wydaje mi się, że trochę za dużo sobie pozwalasz. Mogę być "lepszy", ale nie do końca obchodzi mnie opinia innych. Raczej... Brakuje mi innych. Błędne koło — Księżycowa Łapa po tym milczał przez chwilę, myśląc nad czymś. — Czy Seradelowa Łapa nie będzie miała nic przeciwko mojemu towarzystwu? Wydajecie się bliscy sobie — zapytał biały uczeń, będąc zapewne ciekawy ich relacji. Pierwsze Cętkowana Łapa usłyszał od niego, że pierwsze go nie obchodzi opinia innych, po czym następnie, że mu ich brakuje, czyżby hipokryzja? Księżyc gubił się w swojej narracji, zgrywając samotnika, ale nie ucieknie od swojego klanu i osądu innych.
— To nie błędne koło, jeśli ci brakuje innych, to stając się kimś silniejszym i bardziej pracowitych uzyskasz więcej kotów jako towarzyszy. Tak to działa w naszym klanie, wolimy towarzystwo tych, którzy pracują ciężkim kosztem na nasz klan, takie jednostki przyciągają nas. Nie ci, co są słabi i którzy nas hańbią, takim przykładem jest Biała Łapa, która nie umie się zachować aktualnie na zgromadzeniu — biały kocur musnął go w pysk jednym z jego pędzelków, ale on uśmiechnął się bardziej.
— Seradelkowa Łapa chętnie przyjmie twoje towarzystwo. Co do naszej bliskości to gadamy ze sobą, bo zwykle mamy razem treningi za sprawą mojej babci, także rozmawiamy w tematach związanych z naszym szkoleniem i tym, co będziemy robić w następnych treningach. To nic personalnego, bardziej coś służbowego — mówił tu szczerze, na razie oprócz wspólnego celu stawania się silnym nie mieli jakoś bliskiej relacji, była ona na razie taka neutralna, ale nie zła. Bardziej z goryczką zazdrości i jego pamiętliwości jak kotka go pokonała w pierwszej walce.
— Biała Łapa nie wygląda mi na słabą! — wykrzyknął Księżyc, próbując bronić jej, ale ona aktualnie blisko nich biła się z uczniem Klanu Klifu, nie pokazując ani trochę klasy. — Ale za to na... niezbyt inteligentną — biały kocur powiedział coś odmiennego, myślał, że będzie walił referat, jak on nie ma prawa nikogo obrażać znowu, aż się zdziwił. — Chyba wychodzi na jedno i to samo — podsumował bieluch, przyglądając się własnym łapom. — Rozumiem. Wyglądacie raczej na przyjaciół, ale co ja tam wiem — cętkowany kocur rozejrzał się po zebranych, zwłaszcza Białej Łapie, która siedziała obok Nadciągającego Pomroku, a następnie kontynuował rozmowę. — Miałem bardziej na myśli, że nas hańbi, bo dosłownie zaatakowała jakiegoś ucznia, przez to pokazała nas jako dzikusów. To, co jednak mówisz o niej, też jest trafne — cieszył się, że zaczął jakoś wpływać na jego rozumowanie, które było zepsute.
— Jak chcesz, mogę cię z nią zapoznać, może jest wredna z charakteru czasem, ale to jej charakter. Tak rozmawiając o naszych wielkich przodkach i o byciu ambitnym wojownikiem to może się tobą zainteresuje — Księżycowa Łapa, słysząc jego propozycje, to pokiwał głową ochoczo rozweselony.
— Chętnie ją poznam! Lubię poznawać nowe koty! — powiedział rozmówca rudego. — I ciebie bliżej także. Najchętniej poznałabym każdego ucznia i wojownika w swoim wieku w Klanie Wilka... Tylko że za mną nie przepadają — nie przepadają, bo był tępy szczerze, ale rudzielec chciał to zmienić.
— Nie martw się, dla mnie jesteś kimś równym, z kim mogę rozmawiać — starał się pompować w swojej ofierze sztuczną nadzieję, by nie wydawać się zbyt oschłym. Na chwilę przestał gadać z białasem, słuchając swojej babci na skale. Nie chciał słuchać farmazonów na początku, tylko bardziej się skupił na końcu, czyli na nowych mianowanych uczniach a na wzmiance o Białej Łapie, że nie pocieszy się długo swoją rangą, poczuł satysfakcję z tego, jaką karę dostała Biała Łapa. — Widzisz, nawet Zalotna Gwiazda nie postrzega tego liliowo białego bachora pozytywnie — jego oczy się rozbłysły złośliwymi iskrami. Księżycowa Łapa po przemówieniu Zalotnej Gwiazdy obrócił do niego głowę.
— Zdziwiłbym się, gdyby postrzegała go pozytywnie — parsknął z uśmiechem na pysku. Cętkowana Łapa musiał przyznać, że akurat mu się to udało z tą gadką, gdyby Księżycowa Łapa byłby taki jak typowy Wilczak, to może by się dało z nim normalnie gadać. Jako że Zalotna Gwiazda była już ostatnim przywódcą, który przemawiał na skale liderów, to po jakimś czasie klany zbierały się do domu. Księżycowa Łapa odszedł od niego, a on obojętnie szedł z Seradelową Łapą z powrotem do obozu.
— Chcesz, żeby ten odklejeniec z nami trenował? Czy ten samotnik co cię zaatakował, zabrał ci połowę rozumu?! — Seradelowa Łapa syknęła w jego stronę, gdy się dowiedziała, że chciał zaangażować Księżycową Łapę na jeden trening z nimi.
— Nie brzmi to mądrze, ale jest z nim coś nie tak. Zalotna Gwiazda powinna to zobaczyć podczas treningu, nie mieści mi się w głowie, że jakiś mazgaj będzie nas uniżać do poziomu reszty klanów, że mamy lubić ich wszystkich! Jakby wcale Klan Klifu kiedyś nas nie zaatakował, z tego, co słyszałem jako kocię — tłumem wracali do Klanu Wilka ze zgromadzenia, na szczęście Księżycowa Łapa wydawał się daleko od nich i nie słyszał, jak go obgadują.
— Mam nadzieję, że będzie z nami trenował bardzo krótko lub w ogóle, Zalotna Gwiazda nie zgodzi się na twój pomysł! On nie jest nawet godny obok mnie stawać, nie wiem, jak można puścić uszami naukę o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Trzeba być chyba niezłą amebą — słysząc jej marudzenie, odechciewało mu się momentami realizować ten plan, ale jego babcia musi widzieć z bliska jak ta ciota dosłownie, przynosi wstyd klanowi i przodkom. Może jak go skarci, to się wyprostuje jakoś moralnie, on raczej nie był Garbatą Łapą, żeby się nie dało.
Stali już w komplecie przy wyjściu z obozu, trochę szkoda, że musieli długo czekać aż "królewicz" z łaski swojej się przebudzi. Im dłużej się nie budził, tym częściej Seradelowa Łapa przewracała oczami, a nawet mentorka białasa była lekko zawstydzona przed przywódczynią, że jej uczeń nie umie się wcześniej wybudzić, to musiała wysłać Cętkowaną Łapę po niego.
— Skoro to już wszyscy, to możemy ruszyć — przywódczyni dała znak, a koty wyszły z obozu, wkraczając w iglasty las.
Księżycowa Łapa przez całą drogę wydawał się kłębkiem energii i jeszcze był taki radosny, jakby nie doszło do ich sprzeczki. Czy biały kocur miał zawsze taki zaciesz na pysku? Zatrzymali się przy jakiejś wielkiej dziurze w ziemi, czy będą polować na krety? Ten ziemny korytarz wyglądał na dosyć głęboki i stromy. Jedno zawahanie i mogliby skończyć niekorzystnie...
— Skoro mamy trening grupowy, to pomyślałyśmy nad tym, że powinniście poćwiczyć przemieszczanie się w tunelach. Raczej nie jesteśmy Burzakami, by z nich skorzystać na co dzień, ale gdyby nam kiedyś było dane walczyć z nimi, to wtedy nie powinniście być zaskoczeni, jak was wciągną pod ziemię — Burzaki wciągały pod ziemię koty? Nie sądził, że ich sąsiedzi zdążyli już całkowicie uosobić się z królikami. Zalotna Gwiazda skończyła mówić, następnie zabrała głos Kocimiętkowy Wir.
— Ten tunel jest długi, więc zajmie wam dużo czasu, ale nie martwcie się. Ten akurat nie ma żadnych innych korytarzy, więc wystarczy, że pójdziecie prosto, a wyjdziecie. Macie jakieś obawy? — ruda mistrzyni spojrzała na swego białego ucznia, jego wyraz, gdy jego własna mentorka go zapytała, zmienił się na jeszcze bardziej radosny, jak u kilkuksiężycowego kociaka.
— Nie mam żadnych! — odparł Księżyc, z wielkim entuzjazmem, który mógł usłyszeć cały las. Kocimiętka jeszcze spojrzała na Tęgosza i Seradelę, obaj zgodnie kiwnęli głową, że nie mają żadnych obaw co do tuteli.
— To właśnie to, co powinniście powiedzieć jako uczniowie Klanu Wilka, w tym klanie nie ma miejsce na strach! Także widzimy się przy okolicach wyjścia z tunelu — Zalotna Gwiazda podsumowała, po czym zabrała ze sobą dwie wojowniczki. Gdy trzej uczniowie zostali sami, to Cętkowana wymienił spojrzenie z Seradelową Łapą, kto idzie pierwszy. Sam chciał prowadzić ich małą grupę, ale kotka się wepchnęła pierwsza bez żadnego słowa. Cętek zobaczył to i szybko poszedł za nią, nie zamierzał iść trzeci za obrazą klanową, jaką był Księżycowa Łapa, nie chciał wyjść gorzej. Rudzielec wokół siebie widział tylko ciemność, z tyłu nikt nie szedł, więc miał na szczęście dużo miejsca, czyżby Księżycowa Łapa się zląkł? Poczuł, że coś nadepnęło mu na ogon. Był to chyba biały uczeń. No cóż, musieli siebie znieść podczas tułaczki przez tunel.
Nie było żadnego światła, które umożliwiło im widzenie przez długą dziurę w ziemi, Cętek był tylko zdany na Seradelową Łapę, która prowadziła pierwsza. Dobrze, że wchodząc głębiej, tunel jakby stał się szerszy, bo na początku było tak ciasno, że myślał, że się udusi. Że jeszcze było szeroko, to jeszcze było bardziej słychać ich tuptanie łap. Cętkowana Łapa słyszał kroki Seradeli i z tyłu Księżycowej Łapy, spojrzał oczywiście na tył, by się upewnić czy białas jeszcze żył, patrząc na kocura z tyłu, widział tylko zgarbioną sylwetkę, kota, który wstał lewą łapą, gdy go budził.
— Coś ty taki mało energiczny, Księżyc? Mówiłeś, że chcesz towarzystwo, to masz! Powinieneś się cieszyć, że spędzasz ze mną czas i Seradelkową Łapą — jego rozmówca wyglądał, jakby nie słuchał, jedyne czym poruszył to jednym uchem, następnie zmrużył niebieskie oczy.
— To mnie nie budź. Trzeba było wysłać po mnie panią Wirek — burknął. — Zaraz mi przej... — ziewnął bieluch. — Nie mogłem spać w nocy, wybacz — miauknął, przecierając co jakiś czas niebieskie ślepia. Może rzeczywiście kocurek był taki sobie, bo się nie wyspał? Już rudy miał nadzieję, że wybudził w nim ducha Mrocznej Puszczy.
— Niestety Kocimiętkowy Wir kazała mi iść po ciebie i jakoś tak wyszło — poprawił jedno z futer policzkowych, trochę niezbyt się elegancko układało, od kiedy miał widoczną bliznę, którą sprawiła mu Tropiąca Łaska.
— Też bym nie spał z wiedzą, że moje pierwsze zgromadzenie i wrażenie zostały zepsute przez Białą Łapę. Teraz nasi sąsiedzi pewnie o nas źle myślą, a nie mogą myśleć, że nie mamy kultury. Ja akurat nie wiem, jak ona wpadła na taki genialny pomysł, żeby się być z jakimś uczniem z innego klanu na zgromadzeniu! Jak tak bardzo chciała, to miała tyle czasu, by robić z kimś zapasy na granicy, gdzie by nikt nie widział, a tak każdy widział! Mam nadzieję, że dostanie nauczkę, bo zachowuje się jak roztargniony kociak! — ta Biała Łapa, następna do wyprostowania, choć już nie wiedział, czy trudniej nawrócić przygłupa, czy dzikuskę. Księżycowa Łapa kiwnął tylko mu głową, niezbyt zadowolony. Słysząc jego następne słowa, zastrzygł uchem, sprawiając, że zgięło się lekko pod ciężarem pędzelka.
— Akurat to było moje... — zaczął biały, przez chwilę się namyślając. — Trzecie zgromadzenie? — mruknął ze zmrużonymi oczami kocur, jakby chciał się upewnić czy rzeczywiście dobrze liczył. — Takie sytuacje się zdarzają. Raz na zgromadzenie dołączyły kociaki z Klanu Burzy. To się zdarza, jeszcze się uczą nawet posiadania mózgów — zaśmiał się ciepło, bieluch. — Będzie można ich oceniać, dopiero gdy wyrosną na okropnych wojowników. Teraz lepiej sobie odpuścić! — biały uczeń uśmiechnął się. Cętkowana Łapa mógłby uznać ten uśmiech za głupkowaty, jak za każdym razem, gdy próbował mu wmawiać, jak bardzo powinien tolerować wszystko, co żywe. Jednak coś zauważył intrygującego w tym wyrazie jego pyska, jednak rudzielec nie umiał pojąć tego, co niby miałoby to być, wiedział, tylko że to uczucie dawało mu spokój. Chociaż może miał tylko takie wrażenie, bo byli teraz w tunelu gdzie dostęp do powietrza był ograniczony, co nie pozwalało rudzielcowi dobrze myśleć.
— W sumie nie mogę tego powiedzieć, że nie masz racji, nie będę jej na razie oczerniał, skoro będzie od tego Zalotna Gwiazda — zadaniem jego babci było wymierzenie Białej Łapie stosownej kary. Jak uczennica ją dostanie, to wtedy będzie mógł się nad nią pastwić. Na wspomnieniu białego o tym, że raz na zgromadzenie wtargnął kociak, to poczuł rozbawienie. — Naprawdę? Wzięli kociaka na zgromadzenie? To nie żłobek od takich rzeczy, jak dobrze, że nam za czasów młodości nie rodziły się takie pomysły — gdyby on by przyszedł na zgromadzenie jako kociak, to by nie został zapewne uczniem, tylko musiałby czekać dużo księżyców, pomagając starszym, czyszcząc ich osiwiałe futro żółcią i czyszcząc zużyte posłania śmierdzące rozkładem. Okropieństwo!
Księżycowa Łapa kiwnął głową.
— Oczywiście. Mam nadzieję, że będzie przez kilka księżyców czyścić legowiska w żłobku, u starszych i w lecznicy. Resztę mógłbym nazwać nawet w miarę przyjemną w porównaniu do tamtych. Musi się nauczyć — podsumował, liżąc się po piersi. Słysząc zdziwienie rudzielca, pokiwał ochoczo głową. — Mhm! I mało tego. Podobno była to wojowniczka. Cała trójka dostała jakieś okropne imiona, ale ponoć to już przeszłość. Chociaż doceniam ich za odwagę — miauknął lekko rozczulony. — Słyszałem, że chcieli stworzyć nowe klany. Pewnie zabawnie się tego słuchało... Chociaż nie chciałbym być w skórze kota, który dał się im na to przekonać! — odparł.
— Przyjemną? Kara nie może być przyjemna. Ja bym jej jeszcze dowalił ograniczenie, że nie może wychodzić z obozu i jakieś wredne imię, może Wściekła Łapa? Albo Rozdrażniona Łapa, co myślisz? — jakieś okropne imię musiało być, najlepiej takie, które sprawiło, że byłaby pośmiewiskiem. Oczywiście wtedy nie mogłaby wejść z nim na zgromadzenie, właśnie! — I jeszcze może zakaz chodzenie na dwa najbliższe zgromadzenia klanów — pomyśleć, że takie pomysły mu przychodzą, jak obgaduje innych za plecami. Taką Białą Łapę lub w tym momencie tych niecnych Burzaków. — Ja też nie! Cztery klany zupełnie nam wystarczą, nie wyobrażam sobie mieć kolejnych irytujących sąsiadów — wizja tego, że miałby powstać następny klan, nie była dla niego zadowalająca. Zapewne ten klan i tak by szybko upadł, patrząc na to, że jakaś zgraja głupich Burzaków miała go tworzyć.
— Właśnie, kiedy będziesz mianowany? Taki wiek, w którym jesteś, ponoć jest najlepszy, bo później mając tak dwadzieścia pięć księżyców lub więcej to można wylecieć. Choćby ten Gruba Łapa, dla mnie to mógłby zostać wykopany już z klanu. Widać u niego szczyt lenistwa i jeszcze ta masa! Wojownicy będą musieli go toczyć, żeby się go pozbyć! — no ten rudy grubas nie był przydatny dla klanu, takiego kota pewnie nawet nie dało się trenować. Zapewne swymi ciężkimi krokami od razu odstraszał zwierzynę, a wspinając się na drzewo, od razu spadał jak ulany żołądź lub samo drzewo pod nim skrzypiało.
Księżyc prychnął cicho.
— Mówiłem tylko na temat własnych doświadczeń, po wielu dniach męczących treningów z walki czasem przyjemnie było wymieniać legowiska — mruknął biały, posyłając kocurowi przyjazny uśmieszek. Cętkowana Łapa nie widział raczej przyjemności w składaniu legowisk, to raczej zajęcie dla mięczaków. — Wściekła Łapa? Brzmi interesująco — zaśmiał się bieluch.
Wysłuchał jego opinia na temat zgromadzeń i zamyślił się przez krótką chwilę.
— To na pewno, większość karanych uczniów nie chodzi na zgromadzenia — odparł Księżycowa Łapa. Jakoś przyjemnie im zlatywał ten czas w tunelach, można powiedzieć, że nie odczuwali, ile go ubyło.
— Ej gaduły! Widać już wyjście, więc może zwiększycie swoje tempo? — Seradelowa Łapa posłała im spojrzenie, następnie odwróciła się i poszła szybciej, aż w końcu im zniknęła z pola widzenia. Wtedy Cętkowana też to zauważył, źródło światła.
— Księżyc, chodź! Nie możemy być gorsi od Seradelki! — rudzielec rzucił się do biegu, a za sobą czuł, że depcze mu po łapach Księżyc.
— I co z tego? Co mnie oni obchodzą? Chyba twój klan powinien bardziej cię interesować niż obce koty z innego klanu — musiał w przyszłości powiedzieć zaufanym dorosłym, że z Księżycem jest coś nie halo. — A ty myślisz, że mamy wszyscy się kochać. Jedyny klan, który możemy szanować na ten moment to Klan Nocy, mamy z nimi sojusz, więc to jest uzasadnione. Reszta jest dla nas neutralna, Księżycu, uwierz mi, że po zgromadzeniu nikt nie będzie pozytywnie o nas myślał. To nie jest rzeczywistość, gdzie wszyscy się kochamy i trzymamy się za łapki jak w żłobku! To twarde pilnowanie swoich spraw i żeby nasze klany nie były słabe. Zwłaszcza naszego. — Zlustrował go jeszcze wzrokiem. — Jako kot który wyznaje naszych walecznych przodków, to powinieneś to wiedzieć, nie sądzisz? — no chyba powinien, był od niego starszy, a gadał jak jakiś kociak, co dopiero urwał się ze żłobka, lub jak jakiś kot co żył długo pod kamieniem.
— Powinni mnie obchodzić wszyscy. Jeśli masz do tego jakiś problem, to tego nie komentuj! — oburzył się w końcu po jego wywodzie Księżycowa Łapa. — Żaden z klanów nie jest słaby! — miauknął, nie wyglądając przekonująco dla Cętkowanej Łapy, po co więc gadał takie farmazony, skoro sam nie był pewny, co mówił? Doszedł do wniosku, że chyba Księżyc na serio to zagubiony kot w czasoprzestrzeni.
— Powinni cię obchodzić? Czy zatem możesz się nazywać lojalnym wobec naszego klanu, skoro cię obchodzą wszyscy? Kiedyś będziesz musiał wybrać między swoim klanem a tymi "wszystkimi". Nie mówiąc już, że nie ma wiecznie pokoju. Kiedyś możemy wpaść w konflikt z nieprzyjaciółmi i wtedy będziesz musiał pomyśleć drugi raz nad tym, co powiedziałeś i przemyśleć czy na pewno będzie warto przejmować się tymi kotami, co nie trzeba. Kot, który chce stawać za każdym, prędzej czy później traci równowagę i upada z niczym, bo najbardziej stabilnie stoi się na czterech łapach, a nie po jednej łapie na każdej z klanów, nie mówiąc już o Owocowym Lesie i samotnikach, którzy ciebie też jakoś obchodzą! — spojrzał na niego z pogardą, czy takie słowa mogły padać od kota, który dłużej trenował od niego, który w teorii powinien być bardziej doświadczony życiowo i pod względem wiary?
— Jestem lojalny, ale jaki sens ma obrażanie innych bez powodu? — zapytał biały Wilczacki uczeń. — Niektórzy na to akurat może zasługują... — mruknął cichutko Księżyc, ciekawe tylko o kim teraz myślał, to mówiąc? — Ale chodzi o to, że nie można wszystkimi gardzić, jeśli nic ci nie zrobili. Możesz nazywać ich, jak chcesz, ale dopiero, gdy będziesz wiedzieć, że zabrali ci zwierzynę czy kogoś zaatakowali. No i oczywiście było to po twoich narodzinach — prychnął biały, Cętek chciał dodać, że gdy była pradawna wojna Klanu Wilka z Klanem Klifu, to on też pewnie się nie urodził wtedy, ale powstrzymał się. — Nie nazywaj mnie nielojalnym. Po prostu powinno się mieć szacunek do innych. I to wszystko — Cętkowana Łapa już się męczył powoli długą rozmową z kimś tak tępym.
— Mam solidne powody, a najlepiej powinieneś sam wiedzieć, czemu tak ich traktuje, a nie inaczej. To matka Ci nie mówiła lub ktoś inny? — czy on mógł zamknąć tę swoją jadaczkę? Rzygać mu się chciało od tego ścieku głupoty. Spojrzał jeszcze na białą zołzę, która biła się z jakimś uczniem z Klanu klifu, chyba ją Księżyc miał na myśli, mówiąc, że niektórzy na to zasługują, jednak po swoim zamyśleniu wrócił do rozmowy. — Mój drogi Księżycu, ty chyba czegoś nie rozumiesz. Szacunek, który musisz okazywać, należy się jedynie wyższym rangom w twoim klanie, jak i jemu samemu za to, że w nim żyjesz, nie jakimś losowym kotom, które zapewne, mają cię gdzieś, bo jesteś z innego klanu. Takie podejście do innych jest zgubne, ktoś mógłby cię wykorzystać do niewłaściwych celów za twoją naiwność bardziej poszerzoną niż ten tłum na tym zgromadzeniu, a chyba byś tego nie chciał, co nie? — spojrzał na niego, muskając go ogonem po policzku. Chcąc go zmanipulować, żeby zmienił swój światopogląd, żeby uratować nie tylko Księżyca, ale i Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd od utraty potencjalnego wyznawcy. — Oczywiście nie mówię tego jako obrazę, żebyś nie brał tego dosłownie. Jesteśmy klanowiczami z jednego klanu i nie chcę, by kiedyś stało się tobie lub innym coś poważnego przez poglądy, które cię tylko krzywdzą, czynią cię słabym. Mówię to jako dobry kolega, który chce, żebyś był kimś silnym i docenionym w klanie, bo na razie niestety o tobie źle mówią w naszym klanie. Wierz mi, nie chcę więcej słyszeć o tym, jak nieprzyjemnie gdzieś szepczą w kącie na twój temat — kłamał, Księżycowa Łapa go nie obchodził, tak naprawdę chciał mieć pewność, że nie będzie dalszym pośmiewiskiem klanowym. Przynajmniej może Księżyc, jeśli się skusi zmienić swój pogląd, to będzie mu wdzięczny, że klan go w końcu będzie lubić. Oczywiście Księżycowa Łapa, zamiast być wdzięczny, za jego troskę to prychnął cicho jak obrażona kotka.
— Mówiła. Borsucza Puszcza również. Chociaż wtedy nie słuchałem — odparł Księżyc, krzywiąc pyszczek. Szkoda, że Księżycowa Łapa jej nie słuchał, może wtedy nie byłby chodzącym żartem. — Nie jestem naiwny... — Księżycowa Łapa nadal desperacko próbował być przekonujący, ale Cętkowana Łapa widział jak poglądy białego kocura są kruche. — Nie chciałbym — odparł po chwili jego rozmówca, odsuwając się od niego. — Chyba nie powinno cię obchodzić to, co o mnie mówią. To raczej moja sprawa. Może wolałbym być silnym wojownikiem, ale mogę najwyżej... znosić tę obrazę — znosić? Dla niego te jego znoszenie tego wyglądało jak ignorancja własnego położenia społecznego, które u Księżyca i tak było kiepskie. Jeśli Księżyc się nie weźmie w garść, to będzie nadal popychadłem, które będzie siebie pytać, czemu nikogo nie ma. Takie podejście było denerwujące, nie chciał zupełnie nic zmienić i się dziwił, że nikt go nie brał na poważnie.
— Możesz ją nosić, to nie trudne, ale co z nią zrobisz? Niestety nad twoją rodziną wisi złe widmo, nie mówiąc o tym, że twoja ciocia, Iskrząca Nadzieja, miała w przeszłości partnera i syna, ale oni uciekli i są znienawidzonymi zdrajcami. Zdradzę ci coś, moja babcia nienawidzi zdrajców lub kotów z nimi związanych — uśmiechnął się w grymasie, widząc, że Księżycowa Łapa odchodzi, to rudzielec się przybliżał. — Jako, jednak że jestem twoim dobrym współklanowiczem, to powiem ci jak się tego wyzbyć. Wystarczy, że musisz ciężko pracować dla klanu i naszych mrocznych przodków, a wtedy Zalotna Gwiazda, a z nią cały klan będzie uważał cię za przyszłego dobrego wojownika tego klanu — nie pozwoliłby sobie, by jakaś słaba jednostka niszczyła klan, już byli tacy w przeszłości. Więc następnych anomalii nie powinno być. On naprawi Księżyca, Ognikowa Słota mówiła, żeby każdym kosztem nawracać takich, a on to zrobi za wszelką cenę. — Co ty na to, żeby w przyszłości spotkać się na jakimś grupowym treningu? Ja ty i Seradelkowa Łapa z naszymi mentorami. Myślę, że Zalotna Gwiazda nam pozwoli na to! Powinniśmy w grupie stawać się silniejsi, zwłaszcza ty u mojego boku, nie zamierzam sobie wyobrażać, że mój kolega ma być samotny z powodu wrednych kotów — oczywiście raczej nikt nie był dla niego wredny, chciał dać fałszywe poczucie Księżycowi, że tylko on go rozumie.
— Co ma moja rodzina do tego, jaki jest... — zaczął bieluch, ale nagle ucichł. — Nie jestem zdrajcą. Nienawidzę ich. A moje powiązania z nimi nic nie znaczą — odparł dalej cicho, niezbyt pewnie. — Ciocia Iskierka również nic nie zawiniła — miauknął. Ciocia Iskierka? Czy on śmiał kotkę, która związała się ze zdrajcą nazywać ciocią? Co za żenada, na szczęście Księżycowa Łapa przestał się cofać i bardziej zaczął rozważać jego słowa. — Czyli... Mam się starać. Bardziej się starać? — zapytał niepewnie biały uczeń, odwracając swój wzrok w stronę rudego. — Ja... Ja bardzo chętnie! — uśmiechając się, ale zaraz spoważniał. Czuł tryumf nad białym i nędznym kocurem, który okazywał tylko słabość.
— W końcu miło słyszeć, że w czymś się zgadzamy! — ciepłe słowa wydobyły się z jego pyska, będąc dla ucha, kojące. Będzie pewny, że indoktrynacja Księżycowej Łapy będzie prosta jak złapanie ptaka ze złamanymi skrzydłami.
— Wiedziałem, że można na ciebie liczyć, oby nienawiść do tych, co skrzywdzili twoją rodzinę została jak najdłużej. Żebyś mógł pokazać innym, że się mylą i może mnie, Księżycu? — było to pytanie retoryczne na końcu, jeśli chodziło o jego osobę, bo raczej Księżyc nie może się przed nim bardziej zniżyć. Równałoby się, z tym że może by miał w przyszłości tak bardzo przerąbane, jak Biała Łapa teraz. Księżycowa Łapa na jego słowa tylko przewrócił oczami, czy znowu miał wszystko gdzieś co do niego mówił?
— Wydaje mi się, że trochę za dużo sobie pozwalasz. Mogę być "lepszy", ale nie do końca obchodzi mnie opinia innych. Raczej... Brakuje mi innych. Błędne koło — Księżycowa Łapa po tym milczał przez chwilę, myśląc nad czymś. — Czy Seradelowa Łapa nie będzie miała nic przeciwko mojemu towarzystwu? Wydajecie się bliscy sobie — zapytał biały uczeń, będąc zapewne ciekawy ich relacji. Pierwsze Cętkowana Łapa usłyszał od niego, że pierwsze go nie obchodzi opinia innych, po czym następnie, że mu ich brakuje, czyżby hipokryzja? Księżyc gubił się w swojej narracji, zgrywając samotnika, ale nie ucieknie od swojego klanu i osądu innych.
— To nie błędne koło, jeśli ci brakuje innych, to stając się kimś silniejszym i bardziej pracowitych uzyskasz więcej kotów jako towarzyszy. Tak to działa w naszym klanie, wolimy towarzystwo tych, którzy pracują ciężkim kosztem na nasz klan, takie jednostki przyciągają nas. Nie ci, co są słabi i którzy nas hańbią, takim przykładem jest Biała Łapa, która nie umie się zachować aktualnie na zgromadzeniu — biały kocur musnął go w pysk jednym z jego pędzelków, ale on uśmiechnął się bardziej.
— Seradelkowa Łapa chętnie przyjmie twoje towarzystwo. Co do naszej bliskości to gadamy ze sobą, bo zwykle mamy razem treningi za sprawą mojej babci, także rozmawiamy w tematach związanych z naszym szkoleniem i tym, co będziemy robić w następnych treningach. To nic personalnego, bardziej coś służbowego — mówił tu szczerze, na razie oprócz wspólnego celu stawania się silnym nie mieli jakoś bliskiej relacji, była ona na razie taka neutralna, ale nie zła. Bardziej z goryczką zazdrości i jego pamiętliwości jak kotka go pokonała w pierwszej walce.
— Biała Łapa nie wygląda mi na słabą! — wykrzyknął Księżyc, próbując bronić jej, ale ona aktualnie blisko nich biła się z uczniem Klanu Klifu, nie pokazując ani trochę klasy. — Ale za to na... niezbyt inteligentną — biały kocur powiedział coś odmiennego, myślał, że będzie walił referat, jak on nie ma prawa nikogo obrażać znowu, aż się zdziwił. — Chyba wychodzi na jedno i to samo — podsumował bieluch, przyglądając się własnym łapom. — Rozumiem. Wyglądacie raczej na przyjaciół, ale co ja tam wiem — cętkowany kocur rozejrzał się po zebranych, zwłaszcza Białej Łapie, która siedziała obok Nadciągającego Pomroku, a następnie kontynuował rozmowę. — Miałem bardziej na myśli, że nas hańbi, bo dosłownie zaatakowała jakiegoś ucznia, przez to pokazała nas jako dzikusów. To, co jednak mówisz o niej, też jest trafne — cieszył się, że zaczął jakoś wpływać na jego rozumowanie, które było zepsute.
— Jak chcesz, mogę cię z nią zapoznać, może jest wredna z charakteru czasem, ale to jej charakter. Tak rozmawiając o naszych wielkich przodkach i o byciu ambitnym wojownikiem to może się tobą zainteresuje — Księżycowa Łapa, słysząc jego propozycje, to pokiwał głową ochoczo rozweselony.
— Chętnie ją poznam! Lubię poznawać nowe koty! — powiedział rozmówca rudego. — I ciebie bliżej także. Najchętniej poznałabym każdego ucznia i wojownika w swoim wieku w Klanie Wilka... Tylko że za mną nie przepadają — nie przepadają, bo był tępy szczerze, ale rudzielec chciał to zmienić.
— Nie martw się, dla mnie jesteś kimś równym, z kim mogę rozmawiać — starał się pompować w swojej ofierze sztuczną nadzieję, by nie wydawać się zbyt oschłym. Na chwilę przestał gadać z białasem, słuchając swojej babci na skale. Nie chciał słuchać farmazonów na początku, tylko bardziej się skupił na końcu, czyli na nowych mianowanych uczniach a na wzmiance o Białej Łapie, że nie pocieszy się długo swoją rangą, poczuł satysfakcję z tego, jaką karę dostała Biała Łapa. — Widzisz, nawet Zalotna Gwiazda nie postrzega tego liliowo białego bachora pozytywnie — jego oczy się rozbłysły złośliwymi iskrami. Księżycowa Łapa po przemówieniu Zalotnej Gwiazdy obrócił do niego głowę.
— Zdziwiłbym się, gdyby postrzegała go pozytywnie — parsknął z uśmiechem na pysku. Cętkowana Łapa musiał przyznać, że akurat mu się to udało z tą gadką, gdyby Księżycowa Łapa byłby taki jak typowy Wilczak, to może by się dało z nim normalnie gadać. Jako że Zalotna Gwiazda była już ostatnim przywódcą, który przemawiał na skale liderów, to po jakimś czasie klany zbierały się do domu. Księżycowa Łapa odszedł od niego, a on obojętnie szedł z Seradelową Łapą z powrotem do obozu.
***
— Chcesz, żeby ten odklejeniec z nami trenował? Czy ten samotnik co cię zaatakował, zabrał ci połowę rozumu?! — Seradelowa Łapa syknęła w jego stronę, gdy się dowiedziała, że chciał zaangażować Księżycową Łapę na jeden trening z nimi.
— Nie brzmi to mądrze, ale jest z nim coś nie tak. Zalotna Gwiazda powinna to zobaczyć podczas treningu, nie mieści mi się w głowie, że jakiś mazgaj będzie nas uniżać do poziomu reszty klanów, że mamy lubić ich wszystkich! Jakby wcale Klan Klifu kiedyś nas nie zaatakował, z tego, co słyszałem jako kocię — tłumem wracali do Klanu Wilka ze zgromadzenia, na szczęście Księżycowa Łapa wydawał się daleko od nich i nie słyszał, jak go obgadują.
— Mam nadzieję, że będzie z nami trenował bardzo krótko lub w ogóle, Zalotna Gwiazda nie zgodzi się na twój pomysł! On nie jest nawet godny obok mnie stawać, nie wiem, jak można puścić uszami naukę o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Trzeba być chyba niezłą amebą — słysząc jej marudzenie, odechciewało mu się momentami realizować ten plan, ale jego babcia musi widzieć z bliska jak ta ciota dosłownie, przynosi wstyd klanowi i przodkom. Może jak go skarci, to się wyprostuje jakoś moralnie, on raczej nie był Garbatą Łapą, żeby się nie dało.
***
Stali już w komplecie przy wyjściu z obozu, trochę szkoda, że musieli długo czekać aż "królewicz" z łaski swojej się przebudzi. Im dłużej się nie budził, tym częściej Seradelowa Łapa przewracała oczami, a nawet mentorka białasa była lekko zawstydzona przed przywódczynią, że jej uczeń nie umie się wcześniej wybudzić, to musiała wysłać Cętkowaną Łapę po niego.
— Skoro to już wszyscy, to możemy ruszyć — przywódczyni dała znak, a koty wyszły z obozu, wkraczając w iglasty las.
***
Księżycowa Łapa przez całą drogę wydawał się kłębkiem energii i jeszcze był taki radosny, jakby nie doszło do ich sprzeczki. Czy biały kocur miał zawsze taki zaciesz na pysku? Zatrzymali się przy jakiejś wielkiej dziurze w ziemi, czy będą polować na krety? Ten ziemny korytarz wyglądał na dosyć głęboki i stromy. Jedno zawahanie i mogliby skończyć niekorzystnie...
— Skoro mamy trening grupowy, to pomyślałyśmy nad tym, że powinniście poćwiczyć przemieszczanie się w tunelach. Raczej nie jesteśmy Burzakami, by z nich skorzystać na co dzień, ale gdyby nam kiedyś było dane walczyć z nimi, to wtedy nie powinniście być zaskoczeni, jak was wciągną pod ziemię — Burzaki wciągały pod ziemię koty? Nie sądził, że ich sąsiedzi zdążyli już całkowicie uosobić się z królikami. Zalotna Gwiazda skończyła mówić, następnie zabrała głos Kocimiętkowy Wir.
— Ten tunel jest długi, więc zajmie wam dużo czasu, ale nie martwcie się. Ten akurat nie ma żadnych innych korytarzy, więc wystarczy, że pójdziecie prosto, a wyjdziecie. Macie jakieś obawy? — ruda mistrzyni spojrzała na swego białego ucznia, jego wyraz, gdy jego własna mentorka go zapytała, zmienił się na jeszcze bardziej radosny, jak u kilkuksiężycowego kociaka.
— Nie mam żadnych! — odparł Księżyc, z wielkim entuzjazmem, który mógł usłyszeć cały las. Kocimiętka jeszcze spojrzała na Tęgosza i Seradelę, obaj zgodnie kiwnęli głową, że nie mają żadnych obaw co do tuteli.
— To właśnie to, co powinniście powiedzieć jako uczniowie Klanu Wilka, w tym klanie nie ma miejsce na strach! Także widzimy się przy okolicach wyjścia z tunelu — Zalotna Gwiazda podsumowała, po czym zabrała ze sobą dwie wojowniczki. Gdy trzej uczniowie zostali sami, to Cętkowana wymienił spojrzenie z Seradelową Łapą, kto idzie pierwszy. Sam chciał prowadzić ich małą grupę, ale kotka się wepchnęła pierwsza bez żadnego słowa. Cętek zobaczył to i szybko poszedł za nią, nie zamierzał iść trzeci za obrazą klanową, jaką był Księżycowa Łapa, nie chciał wyjść gorzej. Rudzielec wokół siebie widział tylko ciemność, z tyłu nikt nie szedł, więc miał na szczęście dużo miejsca, czyżby Księżycowa Łapa się zląkł? Poczuł, że coś nadepnęło mu na ogon. Był to chyba biały uczeń. No cóż, musieli siebie znieść podczas tułaczki przez tunel.
***
Nie było żadnego światła, które umożliwiło im widzenie przez długą dziurę w ziemi, Cętek był tylko zdany na Seradelową Łapę, która prowadziła pierwsza. Dobrze, że wchodząc głębiej, tunel jakby stał się szerszy, bo na początku było tak ciasno, że myślał, że się udusi. Że jeszcze było szeroko, to jeszcze było bardziej słychać ich tuptanie łap. Cętkowana Łapa słyszał kroki Seradeli i z tyłu Księżycowej Łapy, spojrzał oczywiście na tył, by się upewnić czy białas jeszcze żył, patrząc na kocura z tyłu, widział tylko zgarbioną sylwetkę, kota, który wstał lewą łapą, gdy go budził.
— Coś ty taki mało energiczny, Księżyc? Mówiłeś, że chcesz towarzystwo, to masz! Powinieneś się cieszyć, że spędzasz ze mną czas i Seradelkową Łapą — jego rozmówca wyglądał, jakby nie słuchał, jedyne czym poruszył to jednym uchem, następnie zmrużył niebieskie oczy.
— To mnie nie budź. Trzeba było wysłać po mnie panią Wirek — burknął. — Zaraz mi przej... — ziewnął bieluch. — Nie mogłem spać w nocy, wybacz — miauknął, przecierając co jakiś czas niebieskie ślepia. Może rzeczywiście kocurek był taki sobie, bo się nie wyspał? Już rudy miał nadzieję, że wybudził w nim ducha Mrocznej Puszczy.
— Niestety Kocimiętkowy Wir kazała mi iść po ciebie i jakoś tak wyszło — poprawił jedno z futer policzkowych, trochę niezbyt się elegancko układało, od kiedy miał widoczną bliznę, którą sprawiła mu Tropiąca Łaska.
— Też bym nie spał z wiedzą, że moje pierwsze zgromadzenie i wrażenie zostały zepsute przez Białą Łapę. Teraz nasi sąsiedzi pewnie o nas źle myślą, a nie mogą myśleć, że nie mamy kultury. Ja akurat nie wiem, jak ona wpadła na taki genialny pomysł, żeby się być z jakimś uczniem z innego klanu na zgromadzeniu! Jak tak bardzo chciała, to miała tyle czasu, by robić z kimś zapasy na granicy, gdzie by nikt nie widział, a tak każdy widział! Mam nadzieję, że dostanie nauczkę, bo zachowuje się jak roztargniony kociak! — ta Biała Łapa, następna do wyprostowania, choć już nie wiedział, czy trudniej nawrócić przygłupa, czy dzikuskę. Księżycowa Łapa kiwnął tylko mu głową, niezbyt zadowolony. Słysząc jego następne słowa, zastrzygł uchem, sprawiając, że zgięło się lekko pod ciężarem pędzelka.
— Akurat to było moje... — zaczął biały, przez chwilę się namyślając. — Trzecie zgromadzenie? — mruknął ze zmrużonymi oczami kocur, jakby chciał się upewnić czy rzeczywiście dobrze liczył. — Takie sytuacje się zdarzają. Raz na zgromadzenie dołączyły kociaki z Klanu Burzy. To się zdarza, jeszcze się uczą nawet posiadania mózgów — zaśmiał się ciepło, bieluch. — Będzie można ich oceniać, dopiero gdy wyrosną na okropnych wojowników. Teraz lepiej sobie odpuścić! — biały uczeń uśmiechnął się. Cętkowana Łapa mógłby uznać ten uśmiech za głupkowaty, jak za każdym razem, gdy próbował mu wmawiać, jak bardzo powinien tolerować wszystko, co żywe. Jednak coś zauważył intrygującego w tym wyrazie jego pyska, jednak rudzielec nie umiał pojąć tego, co niby miałoby to być, wiedział, tylko że to uczucie dawało mu spokój. Chociaż może miał tylko takie wrażenie, bo byli teraz w tunelu gdzie dostęp do powietrza był ograniczony, co nie pozwalało rudzielcowi dobrze myśleć.
— W sumie nie mogę tego powiedzieć, że nie masz racji, nie będę jej na razie oczerniał, skoro będzie od tego Zalotna Gwiazda — zadaniem jego babci było wymierzenie Białej Łapie stosownej kary. Jak uczennica ją dostanie, to wtedy będzie mógł się nad nią pastwić. Na wspomnieniu białego o tym, że raz na zgromadzenie wtargnął kociak, to poczuł rozbawienie. — Naprawdę? Wzięli kociaka na zgromadzenie? To nie żłobek od takich rzeczy, jak dobrze, że nam za czasów młodości nie rodziły się takie pomysły — gdyby on by przyszedł na zgromadzenie jako kociak, to by nie został zapewne uczniem, tylko musiałby czekać dużo księżyców, pomagając starszym, czyszcząc ich osiwiałe futro żółcią i czyszcząc zużyte posłania śmierdzące rozkładem. Okropieństwo!
Księżycowa Łapa kiwnął głową.
— Oczywiście. Mam nadzieję, że będzie przez kilka księżyców czyścić legowiska w żłobku, u starszych i w lecznicy. Resztę mógłbym nazwać nawet w miarę przyjemną w porównaniu do tamtych. Musi się nauczyć — podsumował, liżąc się po piersi. Słysząc zdziwienie rudzielca, pokiwał ochoczo głową. — Mhm! I mało tego. Podobno była to wojowniczka. Cała trójka dostała jakieś okropne imiona, ale ponoć to już przeszłość. Chociaż doceniam ich za odwagę — miauknął lekko rozczulony. — Słyszałem, że chcieli stworzyć nowe klany. Pewnie zabawnie się tego słuchało... Chociaż nie chciałbym być w skórze kota, który dał się im na to przekonać! — odparł.
— Przyjemną? Kara nie może być przyjemna. Ja bym jej jeszcze dowalił ograniczenie, że nie może wychodzić z obozu i jakieś wredne imię, może Wściekła Łapa? Albo Rozdrażniona Łapa, co myślisz? — jakieś okropne imię musiało być, najlepiej takie, które sprawiło, że byłaby pośmiewiskiem. Oczywiście wtedy nie mogłaby wejść z nim na zgromadzenie, właśnie! — I jeszcze może zakaz chodzenie na dwa najbliższe zgromadzenia klanów — pomyśleć, że takie pomysły mu przychodzą, jak obgaduje innych za plecami. Taką Białą Łapę lub w tym momencie tych niecnych Burzaków. — Ja też nie! Cztery klany zupełnie nam wystarczą, nie wyobrażam sobie mieć kolejnych irytujących sąsiadów — wizja tego, że miałby powstać następny klan, nie była dla niego zadowalająca. Zapewne ten klan i tak by szybko upadł, patrząc na to, że jakaś zgraja głupich Burzaków miała go tworzyć.
— Właśnie, kiedy będziesz mianowany? Taki wiek, w którym jesteś, ponoć jest najlepszy, bo później mając tak dwadzieścia pięć księżyców lub więcej to można wylecieć. Choćby ten Gruba Łapa, dla mnie to mógłby zostać wykopany już z klanu. Widać u niego szczyt lenistwa i jeszcze ta masa! Wojownicy będą musieli go toczyć, żeby się go pozbyć! — no ten rudy grubas nie był przydatny dla klanu, takiego kota pewnie nawet nie dało się trenować. Zapewne swymi ciężkimi krokami od razu odstraszał zwierzynę, a wspinając się na drzewo, od razu spadał jak ulany żołądź lub samo drzewo pod nim skrzypiało.
Księżyc prychnął cicho.
— Mówiłem tylko na temat własnych doświadczeń, po wielu dniach męczących treningów z walki czasem przyjemnie było wymieniać legowiska — mruknął biały, posyłając kocurowi przyjazny uśmieszek. Cętkowana Łapa nie widział raczej przyjemności w składaniu legowisk, to raczej zajęcie dla mięczaków. — Wściekła Łapa? Brzmi interesująco — zaśmiał się bieluch.
Wysłuchał jego opinia na temat zgromadzeń i zamyślił się przez krótką chwilę.
— To na pewno, większość karanych uczniów nie chodzi na zgromadzenia — odparł Księżycowa Łapa. Jakoś przyjemnie im zlatywał ten czas w tunelach, można powiedzieć, że nie odczuwali, ile go ubyło.
— Ej gaduły! Widać już wyjście, więc może zwiększycie swoje tempo? — Seradelowa Łapa posłała im spojrzenie, następnie odwróciła się i poszła szybciej, aż w końcu im zniknęła z pola widzenia. Wtedy Cętkowana też to zauważył, źródło światła.
— Księżyc, chodź! Nie możemy być gorsi od Seradelki! — rudzielec rzucił się do biegu, a za sobą czuł, że depcze mu po łapach Księżyc.
Wszyscy uczniowie już byli na powierzchni, a ich mentorki trzymały piszczki w pyskach.
— Czekaliśmy na was, już zdążyliśmy coś upolować w międzyczasie, gdy wy przemieszczaliście się tunelami. Skoro jesteście jednak cali, to wasz trening uznaje za zaliczony, wracamy do obozu — odparła Zalotna Gwiazda, na chwilę upuszczając swoją zwierzynę, po czym znowu ją podniosła. Mistrzynie szły ze zdobyczami, a uczniowie szli z polepszoną wiedzą o tunelach. Cętkowanej Łapie się podobał ten trening, był taki jeden ze spokojniejszych, właściwie to tylko w grupie miał wrażenie, że nie miał takiego wycisku jak w samotności z Tropiącą Łaską.
— Jak ci się podobał trening, Księżycowa Łapo? Może będziemy częściej trenować, żebyś był lepszy, co ty na to? — obrócił się w stronę syna Jaskółczego Ziela, na razie zapowiadało się dobrze, jeśli chodzi o jego indoktrynacje, oby dalej nie było gorzej i żeby Księżyc mu się nie buntował.
— Czekaliśmy na was, już zdążyliśmy coś upolować w międzyczasie, gdy wy przemieszczaliście się tunelami. Skoro jesteście jednak cali, to wasz trening uznaje za zaliczony, wracamy do obozu — odparła Zalotna Gwiazda, na chwilę upuszczając swoją zwierzynę, po czym znowu ją podniosła. Mistrzynie szły ze zdobyczami, a uczniowie szli z polepszoną wiedzą o tunelach. Cętkowanej Łapie się podobał ten trening, był taki jeden ze spokojniejszych, właściwie to tylko w grupie miał wrażenie, że nie miał takiego wycisku jak w samotności z Tropiącą Łaską.
— Jak ci się podobał trening, Księżycowa Łapo? Może będziemy częściej trenować, żebyś był lepszy, co ty na to? — obrócił się w stronę syna Jaskółczego Ziela, na razie zapowiadało się dobrze, jeśli chodzi o jego indoktrynacje, oby dalej nie było gorzej i żeby Księżyc mu się nie buntował.
<Księżycowa Łapo?>
[4309 słów + Nawigacja w tunelach]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz