— Nie wiem, co chcesz usłyszeć — zaczął, owijając swój ogon wokół łap. — Jeśli znów chcesz rozmawiać o mojej matce, to jedyne, co mogę ci powiedzieć, to że wróciła z dzisiejszego patrolu z kawałkiem szkła w łapie i go wyciągnąłem.
— Nie wygłupiaj się, wiesz, że nie o to mi chodziło — zganiła go nieco, ale nie była widocznie zdenerwowana. Wydawała się być w jego kierunku nieco pobłażliwa; w końcu wciąż był jeszcze młodym kotem, który ma swoje humorki.
— Przyszła. Zająłem się nią. Chwilę porozmawialiśmy o stanie zwierzyny. To wszystko. — Końcówka ogona uderzała niecierpliwie o posadzkę.
— Byliście tak blisko, kiedy byłeś młodszy. Niemal nierozłączni, nieprawdaż, Klekoczący Bocianie — zapytała. Kocur wzruszył barkami.
— Najwidoczniej z tego wyrosłem — mruknął.
— Przyszła. Zająłem się nią. Chwilę porozmawialiśmy o stanie zwierzyny. To wszystko. — Końcówka ogona uderzała niecierpliwie o posadzkę.
— Byliście tak blisko, kiedy byłeś młodszy. Niemal nierozłączni, nieprawdaż, Klekoczący Bocianie — zapytała. Kocur wzruszył barkami.
— Najwidoczniej z tego wyrosłem — mruknął.
— No tak... Może masz rację. — Kotka nie wyglądała na przekonaną. Nastała cisza, której towarzyszył tylko cichy pomruk natury. Biały próbował wymyśleć jakiś temat, o którym faktycznie miałby cokolwiek do opowiedzenia, co mogłoby zadowolić babkę. Wszystko było lepsze od jałowej i niezręcznej ciszy. W końcu zaczęła go ona faktycznie przerastać. Nie podobało mu się to. Nie lubił takich sytuacji. Nienawidził być stawiany pod ścianą, a wiedział, że o ile teoretycznie miał wokół siebie otwartą przestrzeń, tak ucieczka od liderki była niemożliwa. Poczuł, że coś się w nim kruszy.
— Nie wiem, co chcesz ode mnie usłyszeć, naprawdę nie wiem — burknął, ale ostatnie słowa zabrzmiały wątlej niż by tego chciał.
— Optymalnie chciałabym usłyszeć prawdę.
— Jakbym kiedykolwiek kłamał… — warknął, strosząc nieco futro. — Nigdy nie skłamałem, ani prosto w twój pysk, Mandarynkowa Gwiazdo, ani kiedy twój grzbiet był odwrócony tyłem. Nie mam ku temu żadnych powodów. Nie mam zamiaru knuć, nie mam zamiaru ostrzyć kłów czy pazurów. Na ten moment jedyne, czego chcę, to nie pakować się w żadne niepotrzebne bajoro. Już i tak nigdy nie będzie mi dane żyć w sposób, w który bym chciał, więc jeśli mogę, to chciałbym po prostu cię poprosić, niekoniecznie jako podwładny, ale jako członek rodziny, abyś dała mi żyć w spokoju… — Gdzieś w środku monologu jego głos załamał się. Nie patrzył w jej pomarańczowe ślepia. Nie chciał.
— Nie wiem, co chcesz ode mnie usłyszeć, naprawdę nie wiem — burknął, ale ostatnie słowa zabrzmiały wątlej niż by tego chciał.
— Optymalnie chciałabym usłyszeć prawdę.
— Jakbym kiedykolwiek kłamał… — warknął, strosząc nieco futro. — Nigdy nie skłamałem, ani prosto w twój pysk, Mandarynkowa Gwiazdo, ani kiedy twój grzbiet był odwrócony tyłem. Nie mam ku temu żadnych powodów. Nie mam zamiaru knuć, nie mam zamiaru ostrzyć kłów czy pazurów. Na ten moment jedyne, czego chcę, to nie pakować się w żadne niepotrzebne bajoro. Już i tak nigdy nie będzie mi dane żyć w sposób, w który bym chciał, więc jeśli mogę, to chciałbym po prostu cię poprosić, niekoniecznie jako podwładny, ale jako członek rodziny, abyś dała mi żyć w spokoju… — Gdzieś w środku monologu jego głos załamał się. Nie patrzył w jej pomarańczowe ślepia. Nie chciał.
<Mandarynaaaa?>
Wyleczeni: Czyhająca Murena
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz