Przeszłość
Kocur właśnie wracał z treningu z Wąsatkową Łapą. Musiał przyznać, że młódka coraz lepiej sobie radziła, szczególnie biorąc pod uwagę jej problemy ze wzrokiem – był naprawdę z niej dumny, nawet jeśli nie była jego biologiczną córką, a jedynie znajdą wyłowioną z rzeki, która uznała go za ojca i żyć nie dawała, kiedy tylko ten znalazł się gdzieś w pobliżu. Nie spodziewał się, że bycie rodzicem może być tak trudne, a miłość do kociaka? Jeszcze trudniejsza. Mimo to nie chciałby nic zmieniać, było mu dobrze, tak jak jest. No może poza kolejnymi znajdami Brukselkowej Zadry – poprzednie w większości okazały się… mało, co lojalne klanowi, podobnie jak część wojowników. Dlatego też tliły się w nim ciche obawy, że kiedy dwie siostry dorosną, to Klan Wilka czeka powtórka z dawnych wydarzeń.
Chcąc coś skonsumować przed patrolem, ruszył do stosu ze zwierzyną, lecz już na początku drogi poczuł, jak coś uderza go w łapy, zatrzymał się, by niemal od razu dostrzec białą kulkę, która odskakuje i zaczyna mu się przyglądać. Skupienie na jego kocięcym pyszczku nie trwało długo, gdy chwilę później ten zaczął wołać matkę, na co czekoladowy zastrzygł naderwanym uchem.
“Na Mroczną Puszczę… Czy ja mam jakiś dar przyciągania do siebie kociaków?” — pomyślał zrezygnowany. Wystarczyło mu, że ostatnie parę księżyców musiał zajmować się Wąsatką, nie potrzebował kolejnej kulki, która wyła wniebogłosy.
— No już, spokojnie, Wdech i wydech — powiedział, obniżając się na łapach, by być mniej więcej na wysokości kocurka. — Księżycek, tak? Twoją mamą jest Jaskółcze Ziele? — spytał, chcąc zachęcić malca do rozmowy, choć opornie mu to szło, gdyż w odpowiedzi otrzymał jedynie skinienie głowy.
“Litości…”
— Może wrócimy do żłobka i tam na nią zaczekamy, co? — zaproponował i nie czekając na odpowiedź białego, podniósł się nieco, by następnie złapać kociaka za skórę na karku i zanieść do bezpiecznego legowiska, gdzie powinna znajdować się królowa lub jakikolwiek inny kot, który przypilnuje najmłodszych.
Niemal od razu grymas pojawił się na jego pysku, gdyż Księżycek postanowił zacząć głośno protestować na czyny zastępcy. Nerwowo machnął końcówką ogona, by już w kociarni odstawić uciekiniera na ziemię, a jego wzrok mimowolnie skierował się na dwie siostry, które zgromił wzrokiem.
<Księżycku? Może jakiejś litości dla zastępcy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz