Chodził smętny i zamyślony bardziej niż zwykle. Dużo mniej mówił, nawet z rodzeństwem unikał kontaktu. Burzowe Chmury opuścił klan, zostawiając swoich współklanowiczów. A Słoneczny Fragment…
Biały czuł, jakby czas leciał mu przez opuszki łap. Nie potrafił go zatrzymać tak jak kotów dookoła siebie. Znikały jeden po drugim. A on? Mógł na to jedynie patrzeć z boku, z niepokojem.
Najpierw zostawiła go Kwiecista Knieja, wyrywając jakoby część serca kocura swoim zniknięciem. Następnie Księżycowy Odłamek… później zginął Słoneczny Fragment, a po śmierci przewodnika i Burzowe Chmury opuścił klan. Czy mogło być gorzej? Ach… tak, mogło. Przecież Drobne Ukojenie również odwróciła się od Białego, a przynajmniej dalej tak uważał. Nie miał okazji rozmawiać z Klifiaczką, wyjaśnić czegokolwiek, o ile było co… Czy Biały podświadomie nie chciał skreślać definitywnie kotki? Aż tak mu na niej zależało? Na tej ich znajomości, która wywoływała w nim tak sprzeczne uczucia.
On po prostu… tak jak wcześniej czuł się całkiem dobrze z samotnością z wyboru, tak samotność przyniesiona przez koty dookoła niego była straszna. Biały się jednak zastanawiał… czy w ogóle próbował zatrzymać te koty? Porozmawiać z nimi o ich samopoczuciu, może się zainteresować? Zrobić cokolwiek, by dowiedzieć się wcześniej, co planują? Czy uniknąłby śmierci Słonecznego Fragmentu? Lub zniknięcia Księżyca?
Ze swoją siostrą, Wełnistą Mszycą, spędzał niewiele czasu, zaniedbując ich rodzinną relację. Lotosowego Pąku również unikał, siedząc w najdalszych kątach tunelów pod Klanem Burzy. Teraz, po śmierci Słonecznego Fragmentu, został on i Śniący. Drugi przewodnik nigdy nie odpowiadał albinosowi. Wiecznie ospały, zmęczony, taki bez życia. Nie posiadał w sobie zbyt wiele chęci do czegokolwiek, nawet pomimo sprawnie działającego umysłu. Praktycznie wszystko robił sam Biały i bardzo go to drażniło.
Calutką zimę harował jak wół, od rana do nocy, nawet czasem dłużej, nie śpiąc lub ucinając sobie jedynie krótkie drzemki.
Gdy wreszcie przyszła wiosna i pierwsze roztopy niszczyły wejścia do tuneli, musieli wraz ze Śniącym Obserwatorem je naprawiać. Biały Strumień tak dużo pracował, że aż zachorował. Nabawił się kataru od tej niepewnej pogody, raz ciepłej, po chwili chłodnej, wiejącej niedawno odeszłą zimą.
Udał się więc niechętnie do medyków po pomoc. Ku swojemu zdziwieniu, napotkał w pachnącym ziołami legowisku Nieustraszony Chomik. Kotka była cała przemarznięta i właśnie z tym przybyła do uzdrowicieli. Biały widział, że nie tylko jemu ta zdradliwa pogoda dała w kość.
Gdy jego siostra uporała się z wojowniczką, on spokojnie czekał, milcząc. Pociągał jedynie nosem, wciągając z powrotem gluty chcące wyjść na zewnątrz. Ugh, nie lubił być chory. Zostawał wyłączony z obowiązków na czas nieokreślony, musiał jeść zioła, które były gorzkie i słuchać wywodów siostry na temat dbania o siebie. Tym razem nie było inaczej, ponieważ czujnemu oku Wełny nic nie mogło umknąć.
Gdy dostał swoją porcję ziół wraz z zaleceniami, udał się do tuneli. Tam było ciepło, a im głębiej, tym lepiej. Ciasne pomieszczenia miały to do siebie, że ogrzewały, tak więc zajął nieduże posłanie w Grocie Pamięci, by nikogo nie zarazić. Siedział tam przez cały okres choroby, wychodząc jedynie by podkraść piszczkę ze stosu. Poza tymi drobnymi akcjami nie wyściubił ani razu nosa z tuneli, co zresztą pewnie nikogo nie dziwiło. W końcu przewodnicy byli jak krety.
Wyleczeni: Biały Strumień, Nieustraszony Chomik
Biały czuł, jakby czas leciał mu przez opuszki łap. Nie potrafił go zatrzymać tak jak kotów dookoła siebie. Znikały jeden po drugim. A on? Mógł na to jedynie patrzeć z boku, z niepokojem.
Najpierw zostawiła go Kwiecista Knieja, wyrywając jakoby część serca kocura swoim zniknięciem. Następnie Księżycowy Odłamek… później zginął Słoneczny Fragment, a po śmierci przewodnika i Burzowe Chmury opuścił klan. Czy mogło być gorzej? Ach… tak, mogło. Przecież Drobne Ukojenie również odwróciła się od Białego, a przynajmniej dalej tak uważał. Nie miał okazji rozmawiać z Klifiaczką, wyjaśnić czegokolwiek, o ile było co… Czy Biały podświadomie nie chciał skreślać definitywnie kotki? Aż tak mu na niej zależało? Na tej ich znajomości, która wywoływała w nim tak sprzeczne uczucia.
On po prostu… tak jak wcześniej czuł się całkiem dobrze z samotnością z wyboru, tak samotność przyniesiona przez koty dookoła niego była straszna. Biały się jednak zastanawiał… czy w ogóle próbował zatrzymać te koty? Porozmawiać z nimi o ich samopoczuciu, może się zainteresować? Zrobić cokolwiek, by dowiedzieć się wcześniej, co planują? Czy uniknąłby śmierci Słonecznego Fragmentu? Lub zniknięcia Księżyca?
Ze swoją siostrą, Wełnistą Mszycą, spędzał niewiele czasu, zaniedbując ich rodzinną relację. Lotosowego Pąku również unikał, siedząc w najdalszych kątach tunelów pod Klanem Burzy. Teraz, po śmierci Słonecznego Fragmentu, został on i Śniący. Drugi przewodnik nigdy nie odpowiadał albinosowi. Wiecznie ospały, zmęczony, taki bez życia. Nie posiadał w sobie zbyt wiele chęci do czegokolwiek, nawet pomimo sprawnie działającego umysłu. Praktycznie wszystko robił sam Biały i bardzo go to drażniło.
Calutką zimę harował jak wół, od rana do nocy, nawet czasem dłużej, nie śpiąc lub ucinając sobie jedynie krótkie drzemki.
Gdy wreszcie przyszła wiosna i pierwsze roztopy niszczyły wejścia do tuneli, musieli wraz ze Śniącym Obserwatorem je naprawiać. Biały Strumień tak dużo pracował, że aż zachorował. Nabawił się kataru od tej niepewnej pogody, raz ciepłej, po chwili chłodnej, wiejącej niedawno odeszłą zimą.
Udał się więc niechętnie do medyków po pomoc. Ku swojemu zdziwieniu, napotkał w pachnącym ziołami legowisku Nieustraszony Chomik. Kotka była cała przemarznięta i właśnie z tym przybyła do uzdrowicieli. Biały widział, że nie tylko jemu ta zdradliwa pogoda dała w kość.
Gdy jego siostra uporała się z wojowniczką, on spokojnie czekał, milcząc. Pociągał jedynie nosem, wciągając z powrotem gluty chcące wyjść na zewnątrz. Ugh, nie lubił być chory. Zostawał wyłączony z obowiązków na czas nieokreślony, musiał jeść zioła, które były gorzkie i słuchać wywodów siostry na temat dbania o siebie. Tym razem nie było inaczej, ponieważ czujnemu oku Wełny nic nie mogło umknąć.
Gdy dostał swoją porcję ziół wraz z zaleceniami, udał się do tuneli. Tam było ciepło, a im głębiej, tym lepiej. Ciasne pomieszczenia miały to do siebie, że ogrzewały, tak więc zajął nieduże posłanie w Grocie Pamięci, by nikogo nie zarazić. Siedział tam przez cały okres choroby, wychodząc jedynie by podkraść piszczkę ze stosu. Poza tymi drobnymi akcjami nie wyściubił ani razu nosa z tuneli, co zresztą pewnie nikogo nie dziwiło. W końcu przewodnicy byli jak krety.
Wyleczeni: Biały Strumień, Nieustraszony Chomik
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz