Dziki Berberys warknął wrogo w kierunku wysokiej trawy. Zapach deszczu częściowo osłabiał woń, jednak był pewien, że byli to jego pobratymcy.
— Nie mogliście poczekać?! Przecież widzicie, że poluje! — prychnął, otrzepując się z nadmiaru wody, która z łatwością przemoczyła, jego półdługie futro.
— Na zające się nie poluje w pojedynkę, Dziki Berberysie — odpowiedział szorstko Ciernista Łapa, wychodząc z traw, a zaraz za nim wyłoniła się czarna sylwetka Zwiewnego Maku.
— Potrzebowałeś asystencji siostry żeby się tutaj dostać, co? Braciszku? — prychnął, zirytowany arogancją brata.
Ciernista Łapa zmierzył go wrogim spojrzeniem, i zjeżył swoje przemoczone futro. Między nimi stanęła Zwiewny Mak, która wielkimi oczami zlustrowała dwójkę braci.
— Nie musicie się kłócić! Przyszliśmy porozmawiać, a przynajmniej tak twierdzi Ciernista Łapa. Dziki Berberysie wysłuchaj go, proszę — siostra podeszła do niego na odległość ogona, a wraz z nią Ciernista Łapa.
— Nie wiem, czy jest o czym rozmawiać — burknął do siebie pod nosem, jednak tak by owa dwójka go usłyszała.
Zwiewny Mak jedynie posłała mu zmartwione spojrzenie, a Ciernista Łapa warknął ostrzegawczo. Zapadła między nimi ciężka cisza, którą mogłoby się ciąć tępymi pazurami. Bracia wpatrywali się w siebie z wyczekiwaniem i napięciem, które starała się załagodzić ich siostra cichym mruczeniem.
— No więc? — pogonił brata.
— Chodzi o władzę — zaczął Ciernista Łapa ściszonym głosem.
Zainteresowany Dziki Berberys rozluźnił mięśnie i uważnie słuchał, co tamten miał do przekazania.
— Są koty, którym nie podobają się rządy Króliczej Gwiazdy. Ja jestem jednym z nich i myślę, że wy również. Powinniśmy pomścić śmierć naszego brata oraz matki. Nie zasłużyli, by skończyć w tak tragicznych okolicznościach, a wszystko dało się zapobiec, gdyby Królicza Gwiazda wraz z Zawodzącym Echem, rzeczywiście byliby zainteresowani życiem klanowym. Jagodowe Marzenie oraz Trzmieli Pyłek jeszcze by żyli, gdyby nie ta obłuda!
Musiał przez chwilę się zastanowić nad słowami brata. Wiedział, że mówi on prawdę… Jednak… Przecież się tak bardzo nie lubili i teraz mieliby się zjednoczyć, żeby obalić lidera? Może Ciernista Łapa tego nie powiedział, jednak Dziki Berberys widział w jego niebieskich oczach furię, którą sam odczuwał nie tak dawno temu. Powoli skinął mu głową, zgadzając się z nim.
— Kto jeszcze jest przeciwny Króliczej Gwieździe oraz Zawodzącemu Echu? — mruknął, obserwując ukradkiem pysk Zwiewnego Maku, która wydawała się nie rozumieć, w którym kierunku może zmierzyć ich plan.
— Na pewno Tańcujące Pierze oraz Nieustraszony Chomik.
— Ten młodziak? On ma jeszcze mleko pod nosem… — wtrąciła się Zwiewny Mak. — Na pewno to on planuje zdetronizować lidera?
Dziki Berberys również nie spodziewał się usłyszeć imienia, młodziutkiego wojownika.
— Tak, koty zaczęły zauważać, w jak strasznym przywódcom jest Królicza Gwiazda. Nie możemy pozwolić, by Klan Burzy był słaby, przez kogoś takiego, jak on — Ciernista Łapa zarzucił swoją przemoczoną grzywkę na bok. — Myślisz, że bez powodu mnie trzymają nadal jako ucznia? Jestem równie dobrze wyszkolony, co wy. Pewnie przypominam im Świerczowego Skoka i dlatego tkwię w miejscu.
Akurat w tym nie wierzył swojemu bratu. Dla niego Ciernista Łapa po prostu za mało się starał. Miał lepszą mentorkę, ich matkę, i nadal tkwił z tą samą rangą. Mógłby się bardziej przyłożyć, to koty by go zauważyły i doceniły.
Zwiewny Mak zauważyła, że się zaczął cieszyć pod nosem, z niepowodzenia brata i zawczasu trąciła go barkiem. Odchrząknął starając się ukryć poirytowanie, czujnością siostry.
Nadal nie był przekonany, czy dołączyć do kotów, które chciały pozbyć się lidera. W szczególności, jeśli miał tam być Ciernista Łapa. Jakby ich plan się nie powiódł, to wizja skończenia okrzykniętego jako zdrajca i wylądowanie w izolatce wraz z jego bratem i jakąś bandą obdartych Burzaków, przyprawiała go dreszcze.
— Nawet jakby udało nam się tego dokonać, to kto objąłby władzę? — wtrąciła się po długiej ciszy Zwiewny Mak.
— Nie obiecali mi tego, jednak, ja chętnie objąłbym przywództwo i kogoś z was wyznaczyłbym na zastępcę. Jednak nie mam pewności, czy udałoby się obalić Zawodzące Echo wraz z Króliczą Gwiazdą.
Ciernista Łapa… jako lider? Kot, z którym od początku rywalizował o uwagę rodziców, przepychali się w szkoleniu… Teraz miałby zająć tak wysoką pozycję przez siłę i pozbycie się dotychczasowej władzy? Dziki Berberys nie mógł na to pozwolić. Nie pozwoliłby liznąć nawet posłania przywódcy Ciernistej Łapie. Zjeżył swoje mokre futro na karku i skinął w końcu głową.
— Jestem za. Dołączę do kotów, które chcą pozbyć się Króliczej Gwiazdy. Klan Burzy musi się znów stać potężny. Nie możemy pozwolić by władza wpadła w nieodpowiednie łapska — wyrwał się z odpowiedzią, co zdziwiło dwójkę jego rodzeństwa.
— Ja również wam pomogę — miauknęła z determinacją Zwiewny Mak.
Po minie Ciernistej Łapy, mógł spokojnie stwierdzić, że nie spodziewał się, że tak szybko będzie w stanie przekonać ich do dołączenia do rebelii. Jednak nie wiedział, że Dziki Berberys nie robi tego z zemsty, jednak z chęci władzy. Nie zamierzał stracić takiej okazji, żeby dorwać się wysokiej rangi, tylko dlatego, że pozwolił Ciernistej Łapie samemu wziąć udział w takiej misji. Nie zamierzał dopuścić do takiej możliwości, żeby tamten był chociaż wąs wyżej od niego.
— W takim razie możecie wracać. Nic tutaj po was — przewał błogą ciszę i zgodę, która między nimi zapanowała. — Jestem na polowaniu i zamierzam, wrócić do obozu z czymkolwiek, co nasyci chociaż jeden pysk.
Odwrócił się na pięcie i ruszył całkowicie przemoczony w dal ich terytorium, szukając czegokolwiek do złowienia. Musiał przemyśleć, w co dokładnie wpadł.
🌧🌧🌧
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz