Kilka dni po zdegradowaniu z roli
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
Na początku zmiana roli wydawała mi się osłupiająca. Bałam się konfrontacji z kimkolwiek z rodu królewskiego, a wizja przebywania ze Złocistym Widlikiem w jednym pomieszczeniu wydawała się torturą na każdy możliwy sposób, a do tego bałam się o resztę swojej rodziny. Cóż. Na początku nie miałam nic do książek osobowości, jednak z każdym kolejnym przytykiem w stronę mojej nowej znajomej z legowiska (Fląderki), siostry lub kogokolwiek z mojej rodziny, po prostu krew się we mnie gotowała. Mimo to, zanim oceniałam kota po krwistym lotosie na pyszczku, a raczej na czole, lub braku owego znaku, starałam się go jakoś poznać. Weźmy na przykład taką Gąbczastą Perłę. Przez jakiś czas moje nastawienie do niej było pozytywne, można by rzeci neutralne. Tylko… No właśnie, przez jakiś czas. Ponieważ, jak się okazało, medyczka rozsiewała dezinformacje o niemal każdym Nocniaku, chociażby o Szepczącej Hipnozie, jako domniemanym “mewim szpiegu”. Nie ufałam jej. Zresztą jej była mentorka wcale nie wydawała się kotką lepszą od niej. Zawsze patrzyła na koty oceniająco i w moim odczuciu psioczyła na cały świat. Bywało też tak, że rodo koty były (przynajmniej w mojej opinii) neutralne lub pozytywne! Dajmy na to Algową Strugę. Bardzo ją lubiłam i miałam nadzieję, że w Klanie zawita więcej kotów takich jak ona (przy okazji fajnie by było, gdyby były z rodu). Dla niektórych to mogłoby być zaskoczeniem, ale w moim top 1 znienawidzonych Nocniaków nie stał nikt z książąt ani księżniczek, ponieważ to miejsce zajmował wcześniej wspomniany Złocisty Widlik. W mojej skromnej opinii ostatnią rzeczą, której piastunowi brakowało, było odznaczenie Lotosem. Pytanie brzmi jednak czym kocur zasłużył sobie na moją złość znak zapytania A no chociażby wciskaniem totalnych bzdur młodym kociętom wykrzyknik Nie zliczę ile razy miałam ochotę krzyczeć, kiedy ten palant o mózgu lisiego wina z mrocznej puszczy razem wziętego uczył (dotąd) niewinnych małych kruszynek czystego hejtu! Tych jego parszywych fuknięć, krzywych spojrzeń oraz krótkich i kąśliwych komentarzy w stronę czekotów. Jakby serio, co one wam na najświętszy Klan Gwiazdy zrobiły?! Oczywiście, chciałam zostać piastunką i każdy, kto zna mnie choć trochę bliżej, nie dziwił się temu. Bardzo lubiłam spędzać czas z maleństwami, a wizja zostania w żłobku na stałe sprawiała, że mój dzień od razu wydawał się lepszy. To znaczy, dopóki nie uświadomiłam sobie tego, że wtedy siedziałabym niemal cały czas razem z NIM w jednym pomieszczeniu, słuchając tego wszystkiego po wieki wieków!!!
Cóż, chyba powinnam na przyszłość precyzować, z jaką rangą chciałabym znajdować się w danym miejscu, ponieważ teraz utkwiłam w żłobku, lecz nie jako piastunka czy uczennica piastuna, a raczej jako odrzutek, kociak, czy jakkolwiek to się tam nazywało.
Właśnie wymieniałam mech w podaniach na świeży, kiedy kątem oka dostrzegłam kocura, który z góry patrzył na moją siostrzyczkę. Próbowałam to zignorować, jednak kiedy ukradkiem przeniosłam spojrzenie swoich zielonych ślepi na szylkretke spostrzegłam, że ta wyraźnie to widzi i miałam wrażenie, że jest jej przrz to ogromnie przykro. Ze zdenerwowaniem fuknęłam pod nosem, strzepując swoją puchatą kitę. Po uderzeniu serca odwróciłam się do piastuna z mordem w oczach i śmiertelnym tonem syknęłam w jego stronę.
— Mógłbyś przestać się tak gapić na moją siostrę? Nigdy normalnego kota nie widziałeś, czy co?
< Widlik? >
[525 słów, trening wojownika]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz