Rudzikowe Skrzydełko akurat zajadała się królikiem, gdy podeszła do niej Nieustraszony Chomik. Uniosła brwi i przerwała jedzenie, wycierając pyszczek łapą. Widząc, jak szylkretka usiadła obok, dała kotce kawałek zwierzyny i uśmiechnęła się szeroko.
— Witaj Rudzikowe Skrzydełko! Jak tam się czujesz jako pogromca lisa? — zapytała.
— Dzień dobry Chomik! — miauknęła radośnie, patrząc z tęsknotą na mięso zwierzątka leżące przed nią.
Potrząsnęła głową i zachichotała.
— Pogromca lisa? — zmrużyła oczy. — Razem go pokonałyśmy! Jesteśmy pogromczyniami lisów! — zaśmiała się, a następnie przełknęła ślinę, odrobinę nerwowo drapiąc pazurem ziemię. — Czy...coś się stało? — miauknęła z łagodnym, lecz odrobinę nerwowym uśmiechem.
— W sumie nie, przyszłam po prostu pogadać. Choć co do klanu to przyznaję, że śmierć Strzępotkowego Kokonu była niespodziewana — odparła. — Oby nic okropnego więcej już się nie zdarzyło. Wcześniej prawie cała moja rodzina została zamordowana przez mojego brata. To była tragedia, która nie powinna się zdarzyć. Już nasz klan tyle ucierpiał, a nadal widmo morderstw nas nie opuszcza.
— Śmierć Strzępotkowego Kokonu... Hmm — mruknęła, jakby szukała czegoś w pamięci. — Oh już pamiętam. Myślę, że to mógł być Pierzasta Łapa, ale za słabo znam Gadożera i Pierzastego więc nie mogę nikogo obwiniać — mruknęła, wzruszając ramionami.
Wysłuchała słów kotki i przełknęła ślinę.
— Klan Burzy staje się...żałosny — mruknęła słabo Rudzik. — Z dnia na dzień tylko zauważam, jak ogromną rację miał mój ojciec czy brat, gdy byliśmy uczniami — skomentowała, po chwili kręcąc głową. — Ale to chyba nie moja sprawa.
— Owszem to nie twoja sprawa, tylko nasza — mruknęła, brzmiąc tak, jakby starała się przekonać Skrzydełko. — Nasz Klan słabnie, Królicza Gwiazda już dawno by poszedł na emeryturę, ale chyba nie chce, a im dłużej jest u władzy, tym bardziej nasz klan odczuwa tego skutki — uśmiechnęła się do Rudzik.
Uniosła brwi, słysząc słowa Chomik.
— Masz rację... — mruknęła kotka, zwieszając głowę. — Długo próbowałam nie przyjmować do siebie myśli o tym, jak bardzo jesteśmy słabi... O tym, że mój ojciec Płomienny Ryk miał rację... Ale to chyba błąd — zaczęła, po raz chyba pierwszy w życiu przybierając nieco skwaszoną minę.
Widząc uśmiech kotki, również szybko się uśmiechnęła, poprawiając się lekko.
— Myślę, że gdyby Zawodzące Echo był przywódcą i miał wybrać zastępcę, to powinien wybrać cię. Pokonałaś lisa i dodatkowo nie da się ciebie nie lubić. Na pewno większość klanu tak o tobie myśli, a kot, który ma zaufanie większości, jest idealny do kierowania klanem.
Słysząc następne słowa kotki, Rudzik co najmniej zagięło. Zmrużyła oczy, a następnie zaczęła nerwowo kręcić główką.
— Zaufanie mogą mieć. Lisa pokonałyśmy wspólnie. I nie mówię, że nie podoba mi się to, co mówisz — miauknęła, odrobinę rozmarzona. — Ale czy przywódca nie powinien być ktoś nieco...mądrzejszy? — mruknęła, choć w rzeczywistości po jej głowie chodził nie kto inny jak jej brat Ognik. Z drugiej jednak strony, gdy kotka rozmyślała o jego podejściu, również się jej to nie podobało.
— To Echo będzie wybierać swojego zastępcę — uśmiechnęła się tylko po krótkim namyśle. — Ale jeśli chodzi o Króliczą Gwiazdę, zdecydowanie trzeba coś zrobić — dodała nieco ciszej.
— Nie możesz tak o sobie mówić! Nie wszyscy jesteśmy mądrzy, każdy ma swoje wady! I wiem, że Echo wybiera zastępcę, bo będzie przywódcą po swoim ojcu, ale jakoś wydajesz mi się dobrym zastępcą, bo słuchasz innych, a to też dobra cecha. — dodała.
— Może pójdziemy dalej pogadać poza obóz? Może pogoda jest brzydka, ale siedzenie długo w obozie też nie jest lepsze.
Rudzik nerwowo drapała pazurem ziemię przed sobą, siedząc w ciszy.
— Dziękuję. Jesteś bardzo miła Chomik — miauknęła, uśmiechając się nieco szerzej.
Chciała jeszcze dodać coś na temat Echa, ale słysząc słowa kotki, kiwnęła głową.
— Jasne — miauknęła, podnosząc się już nieco rozweselona ze swojego miejsca. — Myślę, że możemy przy okazji zapolować. Chyba że chcesz ze mną o czymś dalej porozmawiać? — mruknęła kotka, rzucając Chomik zainteresowane spojrzenie.
Sama chętnie rozwinęłaby swoją opinię na temat przywództwa w Klanie Burzy, ale gdyby miała się za to faktycznie wziąć prawdopodobnie zabrakłoby jej odpowiednich słów. W końcu nigdy ich jakoś bardzo nie nienawidziła. To był raczej wpływ jej koszmarów, przekonań ojca, a także niedawnych wydarzeń.
— Zobaczysz, jak wyjdziemy — rzuciła zaciekawionej kotce, po czym obie zniknęły w wyjściu z obozu.
***
Skierowały się w stronę wrzosowisk, gdzie obie zaczęły rozglądać się za zwierzyną.
— Chciałam ci powiedzieć, że nie jesteś sama z myśleniem, że Klan Burzy staje się gorszy. Oprócz mnie też tak myślą moi bratankowie i pewien kontrowersyjny uczeń... ten Pierzasta Łapa. Więc gdybyś chciała kiedyś na ten temat ze mną porozmawiać na osobności lub w gronie kotów, które myślą tak jak my, to tylko kiwnij ogonem.
Wysłuchała słów kotki, nerwowo grzebiąc w ziemi.
— A myślisz, że mogę kiwnąć w tej chwili? — zaśmiała się cicho. — Pierzasta Łapa... Interesujący wybór. Mam tylko nadzieję, że to nie on zostanie naszym następnym przywódcą — prychnęła. — Nie mam nic do niego, ale chyba muszę stwierdzić, że tylko wygląda na mądrzejszego niż ja — stwierdziła jeszcze ciszej. — Mam nadzieję, że w tej naszej grupie będzie ktoś, kto posiada móżdżek — dodała z łagodnym uśmiechem na pyszczku.
<Chomik?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz