Przeszłość
Kocur zwrócił na nią uwagę i zaczekał, aż ruda do niego podejdzie.
— Jak się czujesz? — spytała ze spokojem w głosie. — Jadłeś już? — dodała.
Kremowy westchnął ciężko, zmęczony. Nie faktem, że starsza kotka go zaczepiła, lecz tym, że teraz jego własna córka uważa go za zdrajcę. Odkąd wrócili ze zgromadzenia, właściwie nie zmrużył oka, co odbijało się na jego samopoczuciu.
— Nie… Jeszcze nic nie jadłem — odparł, po czym ziewnął przeciągle. — Cóż, nie mogę powiedzieć, że jest najlepiej, ale najgorzej też nie. Słuchaj, ja… przepraszam za wczoraj — mruknął niezręcznie, lekko pochylając głowę przed Jagienką w geście przeprosin.
Kotka spojrzała na niego z politowaniem i miauknęła:
— To nie twoja wina. Znaleźliśmy się w złym czasie, w złym miejscu.
Królicza Prawda spuścił wzrok na łapy. Może i Jagienka miała rację, ale przecież to on pozwolił córce odejść z myślą, że jej przypuszczenia były słuszne. Sam o tym wtedy zdecydował — nie mógł za to winić nikogo innego, oprócz samego siebie.
— Wierzę, że jeszcze kiedyś dogadasz się z córką. Póki oboje żyjecie, nic jeszcze nie jest stracone — mówiła dalej rudofutra.
Miło było mieć kogoś, kto cię pokrzepi — ale mimo wszystko słowa starszej nie odbijały się za bardzo na kremowym. Wlatywały do jego głowy jednym uchem, a wylatywały drugim. Jakoś nie potrafił w nie uwierzyć. Może to wina braku snu, a może naprawdę nie był podatny na takie zapewnienia?
— Też chciałbym w to wierzyć — odparł trochę posępnie.
Jagienka zamilkła na moment, po czym machnęła ogonem i zrobiła krok w stronę stosu ze zwierzyną.
— Mówiłeś, że nic nie jadłeś, prawda? W takim razie może zjemy teraz wspólny posiłek? — zaproponowała rudofutra. — Jeśli masz ochotę, bo nie będę cię przecież do niczego zmuszać — dodała tym samym, łagodnym tonem.
Królik nie rozumiał, jak niektórzy mogli patrzeć na kotkę nieprzychylnie tylko ze względu na to, że była samotniczką. Teraz widać było po niej, że nie ma już związku z przeszłością i nie popiera akcji Terpsychory. Ona, tak samo, jak on, niegdyś znalazła się w złym miejscu, w złym czasie.
— Mam ochotę. Czuję, że już powoli zaczyna mi burczeć w brzuchu — odparł, podchodząc do starszej kotki.
Wspólnie poszli do stosu ze zwierzyną, by wybrać sobie z niego jakiś smaczny kąsek. Kremowy wyciągnął z niego niedużą mysz, na co rudofutra cicho parsknęła śmiechem.
— Myślisz, że dasz radę się nią najeść? — spytała rozbawiona, ale nie złośliwie.
— Wystarczy mi — stwierdził krótko. — Jeszcze nic dziś nie upolowałem i nie podoba mi się, że teraz zabieram, nie dając nic w zamian. No, ale szkoda odmówić posiłku z drugim kotem — dodał, spoglądając na Jagnięcą Łapę.
Kotka zgodziła się z nim, ale widać było po niej, że najchętniej znowu zaczęłaby prawić jakieś mądrości, by uświadomić Królikowi, że nie każda przysługa musi zostać odwzajemniona od razu.
W końcu kremowy i ruda wzięli ze sobą piszczki i przysiedli gdzieś na uboczu, by zacząć się nimi posilać w spokoju. Bursztynowooki przez cały ten czas chciał jakoś rozpocząć konwersację z Jagienką, lecz nic nie nasuwało mu się na język, więc jedli w ciszy. Dopiero gdy starsza przełknęła ostatni kęs zwierzyny, mruknęła:
— Miło było, ale muszę już wracać do obowiązków.
Wojownik skinął spokojnie głową.
— Jeśli kiedyś będziesz potrzebował z kimś porozmawiać, to wiesz, do kogo możesz się udać — dodała jeszcze, darząc kremowego ciepłym uśmiechem.
Po tych słowach podniosła się i odeszła od pręgowanego, udając się do legowiska medyków.
Kremowy westchnął ciężko, zmęczony. Nie faktem, że starsza kotka go zaczepiła, lecz tym, że teraz jego własna córka uważa go za zdrajcę. Odkąd wrócili ze zgromadzenia, właściwie nie zmrużył oka, co odbijało się na jego samopoczuciu.
— Nie… Jeszcze nic nie jadłem — odparł, po czym ziewnął przeciągle. — Cóż, nie mogę powiedzieć, że jest najlepiej, ale najgorzej też nie. Słuchaj, ja… przepraszam za wczoraj — mruknął niezręcznie, lekko pochylając głowę przed Jagienką w geście przeprosin.
Kotka spojrzała na niego z politowaniem i miauknęła:
— To nie twoja wina. Znaleźliśmy się w złym czasie, w złym miejscu.
Królicza Prawda spuścił wzrok na łapy. Może i Jagienka miała rację, ale przecież to on pozwolił córce odejść z myślą, że jej przypuszczenia były słuszne. Sam o tym wtedy zdecydował — nie mógł za to winić nikogo innego, oprócz samego siebie.
— Wierzę, że jeszcze kiedyś dogadasz się z córką. Póki oboje żyjecie, nic jeszcze nie jest stracone — mówiła dalej rudofutra.
Miło było mieć kogoś, kto cię pokrzepi — ale mimo wszystko słowa starszej nie odbijały się za bardzo na kremowym. Wlatywały do jego głowy jednym uchem, a wylatywały drugim. Jakoś nie potrafił w nie uwierzyć. Może to wina braku snu, a może naprawdę nie był podatny na takie zapewnienia?
— Też chciałbym w to wierzyć — odparł trochę posępnie.
Jagienka zamilkła na moment, po czym machnęła ogonem i zrobiła krok w stronę stosu ze zwierzyną.
— Mówiłeś, że nic nie jadłeś, prawda? W takim razie może zjemy teraz wspólny posiłek? — zaproponowała rudofutra. — Jeśli masz ochotę, bo nie będę cię przecież do niczego zmuszać — dodała tym samym, łagodnym tonem.
Królik nie rozumiał, jak niektórzy mogli patrzeć na kotkę nieprzychylnie tylko ze względu na to, że była samotniczką. Teraz widać było po niej, że nie ma już związku z przeszłością i nie popiera akcji Terpsychory. Ona, tak samo, jak on, niegdyś znalazła się w złym miejscu, w złym czasie.
— Mam ochotę. Czuję, że już powoli zaczyna mi burczeć w brzuchu — odparł, podchodząc do starszej kotki.
Wspólnie poszli do stosu ze zwierzyną, by wybrać sobie z niego jakiś smaczny kąsek. Kremowy wyciągnął z niego niedużą mysz, na co rudofutra cicho parsknęła śmiechem.
— Myślisz, że dasz radę się nią najeść? — spytała rozbawiona, ale nie złośliwie.
— Wystarczy mi — stwierdził krótko. — Jeszcze nic dziś nie upolowałem i nie podoba mi się, że teraz zabieram, nie dając nic w zamian. No, ale szkoda odmówić posiłku z drugim kotem — dodał, spoglądając na Jagnięcą Łapę.
Kotka zgodziła się z nim, ale widać było po niej, że najchętniej znowu zaczęłaby prawić jakieś mądrości, by uświadomić Królikowi, że nie każda przysługa musi zostać odwzajemniona od razu.
W końcu kremowy i ruda wzięli ze sobą piszczki i przysiedli gdzieś na uboczu, by zacząć się nimi posilać w spokoju. Bursztynowooki przez cały ten czas chciał jakoś rozpocząć konwersację z Jagienką, lecz nic nie nasuwało mu się na język, więc jedli w ciszy. Dopiero gdy starsza przełknęła ostatni kęs zwierzyny, mruknęła:
— Miło było, ale muszę już wracać do obowiązków.
Wojownik skinął spokojnie głową.
— Jeśli kiedyś będziesz potrzebował z kimś porozmawiać, to wiesz, do kogo możesz się udać — dodała jeszcze, darząc kremowego ciepłym uśmiechem.
Po tych słowach podniosła się i odeszła od pręgowanego, udając się do legowiska medyków.
Koniec sesji
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz