BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleczowy Pył x Skalny Szczyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleczowy Pył x Skalny Szczyt. Pokaż wszystkie posty

27 października 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowego Pyłu

Potrzebowała dłuższej chwili, by w ogóle zrozumieć, co do niej mówił. Wypowiadane przez niego słowa zlepiały się w jej umyśle w mało spójną całość. Spojrzała na niego nieufnie, nim zdała sobie sprawę, że chciał tylko wyjść na spacer.
— Może — mruknęła, niezbyt przekonana, czy była to najlepsza opcja. — Skoro i tak muszę sama zadbać o swoje wyżywienie, to mogę po drodze zapolować — dodała, choć w rzeczywistości głód zszedł u niej na drugie miejsce. Miała teraz inne priorytety w życiu.
Mijając stos ze zwierzyną, skrzywiła się. Czuła obrzydzenie, gdy tylko przypominała sobie rozmowę z bratem. Z każdym dniem utwierdzała się w przekonaniu, że naprawdę mogło chodzić mu o mięso z kota. I to jeszcze takiego, który był im bliski, skoro nazwał je "przyjaciółką".
— Czy na pewno wszystko w porządku? — dopytywał liliowy, gdy co parę kroków zatrzymywała się, pochłonięta na nowo kolejnymi przemyśleniami. — Wcześniej się tak nie zachowywałaś.
— Bo wcześniej nie byłam stara — odparła, nim zdążył skończyć swoją wypowiedź.
Zwiesiła łeb, węsząc za czymkolwiek, co mogłoby posłużyć za jej dzisiejszy posiłek. Nawet mała i chuderlawa mysz mogłaby pomóc minimalnie zabić to dręczące ją uczucie głodu.
Chociaż to nie pragnienie napełnienia żołądka ostatnimi czasy było tym, co nie pozwalało jej normalnie zasnąć.  

***
teraźniejszość

Czuła ból w każdej kości. Każdy ruch wywoływał u niej grymas na pysku.  Tak jakby jeden niewłaściwy krok i miała się rozpaść na milion drobnych kawałeczków.
Jęknęła, przewracając się na drugi bok. W jej posłaniu było pełno czarnych kłaczków. Sama je sobie wyrywała.  To z łap, to z boku, to z klatki piersiowej. Własna sierść ciążyła jej na tyle, że nieustannie próbowała się jej pozbyć.
Prawie w ogóle nie jadła. Nie miała sił chodzić na polowanie, a gdy już coś dorwała, wydawało jej się, że ta mała, martwa mysz pod jej pazurami, nie jest zwykłym gryzoniem, a kawałkiem żywego kota.
Od tamtego snu nie widziała już Jastrzębia. Ale nie zdążyła o nim zapomnieć. Wydawało jej się, że cały czas stoi gdzieś za nią i szepcze jej do ucha, te same słowa.
"Zjadasz swoją przyjaciółkę, nawet o tym nie wiedząc"
Skuliła się, przystawiając pysk do brudnej ziemi. Próbowała wyczuć cokolwiek, ale nie mogła. Żaden zapach już do niej nie docierał. Tak samo wszelkie dźwięki stawały się coraz bardziej odległe, a widok przed oczami zaczynał jej się rozmazywać.
Liliowa plama zjawiła się tuż przed nią. Na moment wszystko zaczęło wydawać jej się obce. Własne zmyły i pamięć ją zawodziły. Uniosła wzrok ku górze, patrząc na niewyraźną, kocią sylwetkę.
— Skalny Szczycie? Czy na pewno dobrze się czujesz? — spytał ją.
Zamrugała. Skłamałaby, mówiąc tak. Sama doprowadziła się do takiego stanu. Nie polowała, nic nie jadła, tylko zezwoliła zrodzonemu przez zmarłego brata szaleństwu zniszczyć ją. Była winna swojej własnej zgubie.
Pochyliła głowę, kaszląc. Tylko z Mleczowym Pyłem potrafiła ostatnimi czasy normalnie rozmawiać.
— Nie — przyznała. — Ale ty... ty byłeś dobrym przyjacielem — dodała, uśmiechając się lekko, gdy nagle otulił ją sen.
A potem straciła kontakt z własnym ciałem. Nim zdążyła się gdziekolwiek obejrzeć, zewsząd ogarnęła ją jasność. Na nowo poczuła się lekka, młoda i odważna. I nic już jej nie przeszkadzało.

22 września 2022

Od Mleczowego Pyłu CD. Skalnego Szczytu

Jeszcze porą Nagich Drzew
- Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek usłyszę od ciebie takie słowa - zdziwił się kocur. Nie rozumiał, z czego wynikało to dziwne zachowanie kotki. Nie zamierzał zbytnio jej naciskać, bo to tylko by pogorszyło sprawę. Kiedy będzie gotowa, sama tu pewnie powie, chociaż miał co do tego wątpliwości.
Skalny Szczyt jedynie omiotła go wzrokiem.
- Naprawdę nie mam teraz ochoty na rozmowę. Jestem dosyć zmęczona po ostatnich wydarzeniach – odparła cicho, a liliowy zauważył, jak odwraca od niego wzrok.
Coś z nią było nie tak. Nie mógł pojąć, co było tego przyczyną. Przecież jeszcze nie tak dawno, wspólnie poszli na spacer i dogadywali się dobrze. Coś musiało się wydarzyć w życiu czarnej. Pomarańczowooki czuł się bezsilny. Uznał, jeśli zacznie ją wypytywać, to ich relacja mocno się popsuje.
- Skoro nie czujesz się na siłach, to rozumiem – odparł, odczuwając lekki zawód. Miał szczerą nadzieję, że jeszcze byli przyjaciółmi. – W takim razie pójdę już. Wpadnę może jutro, albo jak lepiej się poczujesz – dodał smętnie, odchodząc od kotki. Rzucił na nią ostanie spojrzenie pełne żalu.

***
przed przeprowadzką
Mleczowy Pył tego ranka doświadczył ogólnego osłabienia. Co prawda zbierało się to w nim od dawna, ale bardzo bagatelizował dotyczące go problemy. Postanowił poczekać z obiecaną wizytą u kotki i udał się do legowiska medyka.
- Hej, Deszczowa Chmuro. Dasz mi coś na wzmocnienie? – spytał się rudego, który zaprosił go do środka z uśmiechem.
- Jasne, nie ma sprawy. Chodź bliżej, abym mógł się tobie przyjrzeć.
Liliowy po wizycie czuł się o niebo lepiej. Dostał zalecenie, aby brać zioła i nie przemęczać zbytnio przedniej łapy, od której rozwinęła się infekcja. Wracając, zauważył Skałę, która siedziała przed swoim legowiskiem. Wyglądała na bardzo spiętą i zdenerwowaną.
- Hej Skało! - Postanowił się przywitać. Sądził, że wczorajsze jej dziwne zachowanie było tylko tymczasowe, ale widocznie się mylił.
Czarna przez chwilę milczała, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią.
- Cześć. -odparła nerwowo. Kocur zmarszczył brwi.
- Lepiej się dzisiaj czujesz? - Zaryzykował, pytając ją o samopoczucie.
- Może być. - mruknęła - Wiesz, starość nie radość. To już nie te czasy beztroskiej młodości.
Pręgowany westchnął cicho.
- Tak... starość nie jest raczej zbyt radosna -odparł niepewnie. Brakowało mu dawnej kotki. Tej energicznej i niepoddającej się, mimo porażek. Takiej, która nigdy nie przyznałaby się do tego, że zaczyna brakować jej sił. - Chciałabyś się może gdzieś przejść? - zaproponował.

<Skała?>

Wyleczeni: Mleczowy Pył

09 września 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowego Pyłu

jeszcze Porą Nagich Drzew
Od pewnego czasu nie opuszczało ją uczucie przeszywającego na wskroś jej ciało chłodu. Wydawało jej się, że nieustannie słyszy pełen okrucieństwa śmiech brata, rozchodzący się tuż nad jej głową. Zarazem był blisko, niczym w jej cieniu, ale wciąż pozostawał nieuchwytny dla jej oczu. Brązowe ślepia raz po raz badały w panice otoczenie, czekając na nadchodzący atak, choć ten nigdy się nie zjawiał.
Skała nie potrafiła znieść tego stanu. Na wszelki wypadek unikała mięsa z ogólnodostępnego stosu, choć głód wzbudzał w niej najdziksze instynkty, więc częstowała się tylko tym, co nie pobudzało jej umysłu do zakładania najczarniejszych scenariuszów. Zwykły, najmniejszy wróbelek wystarczył jej, aby zażegnać pragnienie.
Wyściubiła nos z leża starszyzny, patrząc na to, co dzieje się w obozie. Było dosyć pusto, ale co się dziwić, skoro Pora Nagich Drzew okazała się niezwykle uciążliwa. Ledwo wystawiła łapę na zewnątrz, a poczuła szczypanie zimna w poduszki.
— Hej, Skalny Szczycie! — Omal nie zeszła na zawał, słysząc wyjątkowo pogodny głos z prawej strony. Zareagowała wręcz przesadnie, gapiąc się z trwogą na zbliżającego się w jej stronę kocura. Liliowe futro przez moment wydawało jej się obce. Uśmiechnął się do niej łagodnie na przywitanie. — Jak tam u ciebie?
Przełknęła ślinę. Może rzeczywiście zaczynało odbijać jej na starość, bo serce biło jej o wiele szybciej, niż powinno. Pokiwała niemrawo głową, uświadamiając sobie, że nie stoi przed nią wróg, tylko jej przyjaciel, którego znała już od czasów uczniowskich.
To znaczy, z jednej strony wiedziała, że właściciel tych bacznie obserwujących ją pomarańczowych ślepi jest niegroźny, ale z drugiej — taką samą barwę oczu miał jej brat. Ten sam, który ledwo co namieszał całkowicie w jej głowie, nawiedzając ją poprzez sen. Przez to nie potrafiła zaufać Mleczowemu Pyłowi tak, jak chciała.
— Miłego dnia — rzuciła pośpiesznie, wycofując się w głąb swojego legowiska.
Chwilowo była tu sama, bo Dymne Niebo wyszedł wcześniej na spotkanie z ukochaną. A Skała nie wiedziała, czy ta samotność była największym możliwym na ten moment błogosławieństwem, czy też jej kolejną zgubą.
— Coś się stało?
Niemalże przeklęła, słysząc to pytanie. Liliowy zajrzał do środka, patrząc na nią ze zmartwionym wyrazem pyska, choć w jego ślepiach kryło się zainteresowanie.
— Nie. Zmęczona jestem — wypaliła bez namysłu, kładąc po sobie uszy. Zawsze była tak energiczna, że to stwierdzenie wręcz ją zabolało.
— Ty? — zdziwił się, parskając cichym śmiechem. — Od kiedy? Nie znam bardziej nadpobudliwej istoty niż ty — dodał, siadając blisko wyjścia.
Niby nie pytał o nic więcej, ale czuła, że oczekuje wyjaśnień wobec jej dziwnych zachować. Zawahała się, ale zdała sobie sprawę, że kłamstwo to najlepsza opcja, którą może teraz zagrać.
— Ale czasy mej energii równały się z młodością. Teraz jej nie mam, pozostały mi tylko koślawe łapy i bóle kręgosłupa — mruknęła, spuszczając wzrok na ziemię. — Po prostu potrzebuję odpocząć od całego życia.

<Mlecz?>

25 sierpnia 2022

Od Mleczowego Pyłu CD. Skalnego Szczytu

 Jakiś czas temu
Kocur słysząc propozycje czarnej, pokiwał z uśmiechem głową.
- Chętnie się gdzieś przejdę - odparł, wciąż się szczerząc. Przyda mu się spacer z przyjaciółka. Po tym, co się ostatnio wydarzyło, potrzebował się trochę rozluźnić i z kimś porozmawiać.
- W takim razie chodźmy - rzuciła kotka, a Mleczowy Pył udał się za nią w stronę lasu. Słońce świeciło niemiłosiernie jasnym blaskiem, co dawało straszny gorąc. Upały były okropne i kocur nie wyobrażał sobie, co musi czuć Skała w ciemnym i długim futrze.
Liliowy odetchnął również z ulgą, że kotka nie musiała już dłużej odbywać kary i siedzieć razem z kociakami w żłobku. Brakowało mu jej towarzystwa.
- Jak się trzymasz po tym wszystkim? - zagadnął, aby usunąć między nimi tą niezręczna ciszę.
- Nie jest źle - odparła krótko, a pręgowany widział, że jej dobry humor zaczyna znikać.
Czuł się źle z tym, że przez niego znowu pogrążała się w negatywnym nastroju.
- Zapomnij, że o to pytałem. Nie chcę, aby się źle czuła - mruknął, słysząc szelest w pobliskich krzakach. - Słyszałaś?
- Oczywiście. - Czarna przyjęła pozycję do polowania. - Zobaczmy, kto pierwszy z nas upoluje zwierzynę - dodała z uśmiechem.
Liliowy chciał podłapać rzucone mu wyzwanie, ale gdy on dopiero się ustawił do polowania, to Skalny Szczyt trzymała martwą wiewiórkę w pyszczku.
Pręgowany zdziwił się jej niesamowitym refleksem.
- Szybka jesteś. Naprawdę. Nawet nie zdążyłem wystartować - powiedział z uznaniem w głosie.
- Mogłeś tyle nie myśleć, tylko działać - odparła zadowolona. - Wrócimy po nią później - dodała, zakopując zdobycz na potem. - Chciałbym teraz pójść nad rzekę.
Liliowy z niemałą chęcią poszedł za nią. Jak tylko dotarli na miejsce, poczuł lekki i przyjemny chłód, bijący od rzeki.
Weszli do niej ma moment, mocząc jedynie łapy. Chłodna woda była wręcz wybawieniem w tak upalne dni.
Po udanym spacerze, dwójka wróciła do obozu w znacznie lepszych humorach.

***Obecne czasy***

Kocur bał się nowego lidera. Już poprzedni był dla niego nie do zaakceptowania, głównie przez to, co mówiła mu o nim przyjaciółka. Wiedział, że rodzeństwo zazwyczaj nie ma o sobie dobrych opinii, ale ufał jej na tyle, by być bardziej po jej stronie.
Dlaczego mieli takiego pecha i i władzy były właśnie takie straszne koty? Mimo tego, cieszył się, że ich klan ma coś jeść w porze Nagich Drzew. Ten dzik musiał być darem od przodków.
Kręcił się przy swoim legowisku i jego wzrok przykuła Skała, wychylająca się z leża Starszyzny. Postanowił z nią porozmawiać, bo doskonale wiedział, że nie jest zadowolona ze swojego obecnego miejsca pobytu.
- Hej, Skalny Szczycie. - Uśmiechnął się do niej łagodnie na przywitanie. - Jak tam u ciebie?

<Skala?>

27 czerwca 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowego Pyłu

Zawędrowała do legowiska i skuliła się na posłaniu, wzdychając z ulgą. Mordkę skryła pomiędzy łapami, starając się oczyścić umysł z wszelkich dręczących ją myśli. Te wspomnienia stale przychodziły i odchodziły, nie pozwalając jej zaznać spokoju na dłuższą chwilę. Im częściej to się zdarzało, tym bardziej czuła, jak utyka w jakiejś nieskończonej pętli.
Oczywiście nie winiła Mleczowego Pyłu za to, że poruszył ten temat. Sama nie pozwalała sobie zapomnieć o tym, chociaż nieustannie każdy napominał jej, iż dobrze uczyniła. Krocząca Gwiazda nie była dobrym materiałem na liderkę, jej śmierć to tylko zbawienie dla klanu, do którego Skała się przyczyniła.
Nie była w pełni zadowolona z władzy brata, ale lepszy na czele był ktoś, kto czasem chociaż wychodził ze swojej nory i jakkolwiek interesował się losami własnych wojowników. Co prawda może te słowa były zbyt dobre jak na Jastrzębia, ale w tym momencie wiele jej już po prostu wisiało.
Zmrużyła oczy. Nie chciała nawet spać. Pragnęła tylko wyprzeć z pamięci zabójstwo własnej matki.

***

W Klanie Wilka działo się zdecydowanie za dużo, a czas mknął zbyt szybko, by mogła w ogóle pojąć logikę tych wszystkich zdarzeń. Zdecydowanie ta cała akcja z dwunożnymi i dzikami, zmuszająca ich do zmiany lokalizacji obozu, była stresująca.
O tym, co zrobił jej brat i na jakie upokorzenie ją skazał, wolała w ogóle nie wspominać. Jej zdaniem zrobił to z zazdrości, gdyż była o wiele lepszą wojowniczką od niego, czego najpewniej nie mógł znieść. Sam zaatakował ją na zgromadzeniu, ale jak to było wiadome — kto ma władzę, temu łatwiej manipulować tłumem. Siebie ukazał jako niewinnego, a ją przedstawił jako nadpobudliwą agresorkę.
Przynajmniej teraz wszystko zdawało się wracać do normy. Klan wrócił do swojego dawnego obozu i odbudowywał straty, a ona nie musiała już siedzieć w kociarni, z żałośnie brzmiącym imieniem. "Skruszona Mordka" — jakim cudem Jastrzębia Gwiazda wpadł na coś tak głupiego?
Podniosła wzrok na niebo. Słońce grzało niemiłosiernie, a jej długie futro tylko utrudniało jej znoszenie wysokich temperatur. W Porze Nagich Drzew było zbawieniem, teraz stanowiło męczarnie.
Potrzebowała przejść się do lasu, gdzie pod gęstymi koronami drzew mogła liczyć na więcej chłodu. Samotność jednak dobijała ją ostatnimi czasami aż nazbyt, toteż rozejrzała się po okolicy w poszukiwaniu towarzystwa. Momentalnie uśmiechnęła się, widząc liliowe futro przyjaciela.
— Mleczowy Pyle! — miauknęła pogodnie, podchodząc do niego. — Nie chciałbyś przejść się ze mną na polowanie? Przyrzekam, że padnę w tym słońcu, a chodzenie samej po lesie brzmi nudno — mruknęła. — Moglibyśmy też zajść nad rzekę — zasugerowała, myśląc o przyjemnie chłodnej wodzie pod łapami.

<Mlecz?>

17 marca 2022

Od Mleczowego Pyłu CD Skalnego Szczytu

- Masz rację, nie jest teraz zbyt dobrze – odparł smętnie, wbijając wzrok w ziemię. Wciąż bolała go strata matki i przypuszczał, że raczej nigdy nie pogodzi się z jej śmiercią.  Liliowy sądził, że kotce też jest ciężko po ostatnich tragicznych wydarzeniach. Również straciła Jastrzębi Podmuch, a Mleczowy Pył zauważył, że sporo ze sobą niedawno rozmawiały.
 Przed oczami miał wciąż obraz, jak Skalny Szczyt zabija ich dawną liderkę. Wzdrygnął się lekko na to wspomnienie. Uważał, że czarna zrobiła dobry czyn, mordując tę, która odebrała życie jego rodzicielce.
   - Mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej w naszym Klanie i wszystko wróci do normy – dodał, starając się pocieszyć siebie na duchu oraz przyjaciółkę. Nikomu teraz nie było łatwo. Tyle się wydarzyło i to w tak krótkim czasie.
  - Tak, to chyba nam jedynie pozostało – mruknęła.
   Mleczowy Pył nie wiedział, czy będzie właściwie poruszać ten jeszcze świeży temat przy niej. Lepiej było wycierpieć w samotności i jakoś próbować o tym zbytnio nie myśleć. Na szczere rozmowy przyjdzie jeszcze czas. Przynajmniej liczył na taką możliwość, bo Klan Wilka ostatnio miewał wiele pecha.
  Jednak smutek, jaki  dostrzegał na pysku kotki, wywołał w nim poczucie winy. Tego, że jako zaufana osoba nie potrafił  nawet jej pocieszyć w trudnych momentach. Trudno. Zaryzykuje rozdrapaniem niezagojonej rany, ale będzie miał chociaż świadomość, że próbował w jakikolwiek sposób wesprzeć ją  na duchu.
  - Uważam, że postąpiłaś słusznie  – odezwał się i widząc w jej oczach dozę niepewności i niezrozumienie, skrzywił się lekko. Teraz jednak już nie było odwrotu i musiał dokończyć, to co zaczął. – Należała się jej śmierć i dobrze, że to zrobiłaś – dokończył, przełykając ślinę.
Brązowooka milczała przed dłuższą chwilę, a kocur zastanawiał się, czy nie popełnił błędu, mówiąc jej o tym.
- Sama już nie wiem, co było dobre, a co nie – westchnęła cicho, wyraźnie przygnębiona, co nie było w jej stylu. – Możemy nie rozmawiać o tym? Wiesz, to wydarzyło się tak niedawno i nie chcę tego roztrząsać na nowo.
  W tym momencie liliowy poczuł ukłucie winy. Zdecydowanie za szybko podjął się konwersacji z czarną na ten temat.
  - Wybacz, masz rację. Nie chciałem, abyś była przez to smutna i zagubiona… – zaczął niepewnie – Teraz, chociaż już wiesz, jakie jest moje zdanie.
Kotka kiwnęła lekko głową, otrząsając się powoli z ponurego nastroju.
  - Nie rób ze mnie takiej słabej, nie jestem zagubiona – burknęła z lekka urażona. – Mimo wszystko dziękuje. Bardzo to doceniam – mruknął, a następnie pomiędzy nimi zapadła niezręczna cisza.
Kocur bał się już odzywać, gdyż każde słowo mogło bardziej zranić przyjaciółkę lub – co gorsza – pogorszyć relacje między nimi.
Stali tak przez chwilę w milczeniu, aż wreszcie Skalny Szczyt powoli ruszyła w stronę swojego legowiska.
  - Będę szła do siebie. Do zobaczenia później.  – Kotka odwróciła się i  odeszła od niego.
Mleczowy Pył patrzył za nią w ślad jeszcze parę chwil. Zastanawiał się, czy wypowiedziane przez niego wcześniej słowa, nie wpłyną na ich przyszłą znajomość. Obraziła się? Niemrawo przesunął pazurem po ziemi i poszedł w swoją stronę.

<Skało?>

30 października 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowego Pyłu

Spoglądała na ceremonię mianowanie z obrzydzeniem na pysku. Nie, żeby nie była dumna z kolegi, który w końcu zakończył swój trening i miał zostać pełnoprawnym wojownikiem. Po prostu absurdem w jej opinii była liderka.
Krocząca Gwiazda wcale nie pasowała do tej sceny. Pusty wyraz pyska nie wykazywał ani odrobiny zadowolenia. Ponurym wzrokiem mierzyła otoczenie, jakby stanie na czele klanu było dla niej największą karą, jaka mogła ją spotkać. Wyglądała tak mizernie i źle, że Skała w duchu liczyła na niespodziewany piorun z nieba, mogący zakończyć jej żywot.
Potrząsnęła głową. Nie można tak źle myśleć o innych, nawet jeśli byli w jej mniemaniu potworami pokroju Borsuk. Przetarła łapą pysk, by pozbyć się swędzącego uczucia z nosa. Usłyszała kroki i momentalnie podniosła wzrok na zbliżającego się Mlecza. Zmieniła swoje negatywne nastawienie i pogratulowała mu, bo w końcu był to dla niego wielki dzień i nie powinna go teraz psuć.
Wiedziała, że będzie odbywał obowiązkowe czuwanie. Wspomnienia własnego dnia ceremonii mignęły jej z tyłu głowy. Pechowym trafem była mianowana wraz z bratem, nad czym bardzo ubolewała aż po dzień dzisiejszy, bo chciała być od niego lepsza, ale ich wujek zadecydował inaczej.
- Powodzenia – odezwała się w końcu, wstając i odchodząc z uśmiechem na pysku. Z optymistycznym sposobem myślenia żyje się znacznie lepiej.

***

Nowa pora roku prócz upałów i nadmiaru chmur na niebie, przyniosła ze sobą wiele chorób. Spora część klanu wydawała się funkcjonować nie do końca prawidłowo, patrząc na ich ciągłe zmęczenie i pokaszliwania. W powietrzu dało się wyczuć nieprzyjemny zapach stęchlizny, co Skała starała się ignorować, bo mieli wystarczająco wiele problemów ostatnimi czasy.
Sama nie czuła się najlepiej. Łapy miała miękkie, ledwo się na nich utrzymywała, kiedy próbowała, chociażby wyjść z legowiska. Ciągle chciało jej się spać, a klejące się do snu powieki nie ułatwiały polowań. Ziewała, szybko się męczyła i przez większość czasu bezczynnie siedziała w miejscu.
Zgrywała silną, dopóki nie zdała sobie sprawy, że w takim tempie pozbawi siebie życia. Brat będzie się z niej śmiał za brak rozwagi, więc chcąc nie chcąc – musiała iść do medyków.
Powłóczyła łapami do ich legowiska, gdzie z oddali widziała już kręcącego się trójłapego kocura, marudzącego na problemy ich klanu. Wsunęła się do środka i przeżyła lekki szok, widząc Jastrzębia. Najwyraźniej i dla niego to nie był szczęśliwy czas, bo w łapie miał kolca, z którym wyjęciem nie było większego problemu. Powstrzymała się od komentarza na temat tego, jak bardzo musi być ślepy, by nie zauważyć na swej drodze ostrej przeszkody.
Spojrzała na niego, ale zignorował ją, choć pewnie również był zaciekawionym tym, co jej dolegało, skoro raczyła przytaskać tu swój zadek. Momentalnie powstrzymała się od ziewnięcia, bo jej problemy to w końcu jej sprawa.
W kącie widziała dwóch uczniów, Motylą i Liściastą Łapę. Zajmujący się nimi Deszczowa Chmura, kręcił się przy stosiku z ziołami. Koteczce prawdopodobnie dolegało to samo co Skale, by wyglądała na wypłukaną z energii życiowych. Za to drugi osobnik został użądlony, ale ze spokojem czekał na pomoc od uzdrowicieli, wyciągając przed siebie napuchniętą część ciała.
Czarna miała mieszane uczucia co do dzieciaków Dymnego Nieba. W końcu był to brat najwspanialszej istoty, jaką widział ten las – Płonącej Waśni. Malce miały szczęście, przez wzgląd na to pokrewieństwo. Motylek nawet była trochę podobna do swojej ciotki, chociaż według Skalnego Szczytu, nikt nie był w posiadaniu tak pięknego ubarwienia futra, jakie miała Płomień.
Otrząsnęła się, gdy Potrójny Krok podszedł do niej z marudnym wyrazem na pysku. Od razu zrelacjonowała swoje problemy, a liliowy z westchnięciem poszedł po niezbędne medykamenty i wcisnął jej to, co trzeba, zalecając większą dbałość o swoje zdrowie, bo potem przez takich jak ona ma masę roboty.
Nie skomentowała tego, tylko podziękowała mu za pomoc i już miała wyjść, kiedy w przejściu zjawił się Mleczowy Pył. Również nie wyglądał najlepiej, patrząc na jego zmęczenie w oczach.
- A tobie co? – zagadnęła, bez żadnego powitania.
- Sam nie wiem – westchnął, mijając ją, a z głębi legowiska dało się usłyszeć markotne pojękiwanie starszego medyka. Nie było problemy z diagnozą odwodnienia, więc Potrójny Krok od razu wiedział, co robić.
Skała postanowiła z boku poczekać na przyjaciela, patrząc na pracę uzdrowicieli.
Szanowała trud, jaki wkładali w swoją robotę, ale sama nie wyobrażała sobie tkwić tu przez większość dnia. O wiele przyjemniej było biegać po trawie i czuć przyjemny powiew wiatru w futrze, niż robić to, co robili oni.
Wyszła w końcu, bo zaczynało jej się za bardzo nudzić. Spojrzała na miejsce, w którym niedawno doszło do tylu tragedii. Najpierw występek Jastrzębiego Podmuchu, jej śmierć i krótki triumf Kroczącej Gwiazdy. Trwało to zaledwie chwilę, bo zaraz po tym Skała rzuciła się na osłabioną matkę, ostatecznie pozbawiając jej życia.
Skrzywiła się, gdy znowu zalała ją fala zmartwień, a sumienie zaczęło odzywać się gdzieś z tyłu głowy. Powtarzała sobie, że zrobiła dobrze, ale nawet to nie było w stanie jej przekonać.
- Wszystko w porządku? – usłyszała głos liliowego kocura. – Wyglądasz niewesoło… - stwierdził niepewnie.
Westchnęła z jeszcze większym bólem, bo w końcu w tej akcji zginęła i jego rodzicielka. Różnica między nimi była taka, że niebieska naprawdę nie zasługiwała na zakończenie swojego żywota, a Borsuk już tak.
- Jasne, trochę się tylko zamyśliłam, bo wiesz, tylu chorych teraz. Nie jest to nic dobrego, to tak, jakby nasz cały klan był osłabiony – mruknęła, wzdychając. – Po prostu trochę słabo, że tak się dzieje – skończyła swoją wymówkę. Nie zamierzała poruszać przy nim tematu ostatnich zdarzeń, bo pewnie tęsknił za Jastrzębim Podmuchem i wspominanie o niej nie przyniosłoby niczego dobrego.

<Mleczowy Pyle?>

wyleczeni: Skalny Szczyt, Jastrzębia Gwiazda, Motyla Łapa, Liściasta Łapa, Mleczowy Pył

01 września 2021

Od Mleczowej Łapy (Mleczowego Pyłu) CD Skalnego Szczytu

- Treningi z Leszczynową Bryzą są super! Wiele się od niego nauczyłem! - odparł jej radośnie, mimo iż w środku wciąż czuł ból i smutek po stracie swojej siostry. Nadal nie dopuszczał do siebie myśli, że Lodowatka została wręcz zamordowana przez Klan Gwiazd. - A tak poza tym, to u mnie jest w porządku. -Spuścił głowę w dół, aby nie pokazać jej pierwszych łez, które zaczęły spływać mu po sierści. Znów dopadły go myśli o liliowej, wobec której był zazwyczaj oschły. Teraz było za późno na naprawienie relacji.
- Świetnie, że idzie ci jakoś- wymamrotała jedynie czarna kotka.
Mleczowa Łapa przypuszczał, że Skała nie wiedziała w tym momencie jak go pocieszyć i jak się zachować. Nie wymagał tego nawet od niej, a i nie chciał, by przez jego złe samopoczucie czuła się niekomfortowo.
-Muszę coś załatwić – rzekł nagle i odbiegł od niej jak najszybciej potrafił, nie żegnając się i nie wiedząc, gdzie tak naprawdę chce się udać.
***
Dziś był niego wielki dzień. W końcu po wielu treningach ze swoim mentorem, Mleczowa Łapa miał zostać mianowany na wojownika. Jego dziecięce marzenie miało szansę się właśnie spełnić.
Od rana chodził bardzo podekscytowany tym wydarzeniem, choć w głębi duszy nie czuł prawdziwego szczęścia. Dowiedział się raptem parę chwil temu, że Leszczynowa Bryza zmarł na czerwony kaszel. Ilu jeszcze bliskich i kochanych osób zabierze mu śmierć? Stracił nie tak dawno siostrę, a teraz mentora, dzięki któremu nauczył się tak wielu przydatnych umiejętności.
Usiadł samotnie pod drzewem, spoglądając pustym wzrokiem w niebo. Słońce chyliło się ku horyzontowi, więc niedługo zacznie się ściemniać. Widząc jeszcze błękit u góry, przypomniał sobie o wspólnych chwilach spędzonych z Leszczynową Bryzą. Już od początku jego mentor spodobał mu się. Był miły i zawsze potrafił mu wszystko dokładnie wytłumaczyć. Cenił go jednak głównie za anielską cierpliwość, którą posiadał. Mleczowa Łapa bombardował go każdego dnia setką pytań, a rudy niemal zawsze odpowiadał mu na większość z nich, wcale się przy tym nie denerwując. Wręcz przeciwnie – liliowy widział, że jest niezwykle zadowolony i dumny, iż jego własny uczeń jest aż tak bardzo ciekawski. Myślami wrócił do jednej rozmowy podczas wspólnej nauki polowania, która zapadła mu najbardziej w pamięć.
Słońce wschodziło zza horyzontu na błękitne niebo. Zapowiadała się piękna pogoda, wręcz idealna na polowanie. Mleczowa Łapa pierwszy zerwał się ze swojego legowiska i pognał do mentora, chcąc sprawdzić, czy straszy kot jeszcze śpi. Leszczynowa Bryza akurat prostował kości na uboczu obozu. Młodzieniec uśmiechnął się do niego radośnie, a rudy odwdzięczył się tym samym gestem.
- Witaj Mleczowa Łapo! Gotowy na dzisiejsze polowanie?- zapytał się.
- Oczywiście, że tak! Zresztą jak zawsze! – Pręgowany zamruczał z ekscytacji.
Udali się do lasu, aby poćwiczyć i przy okazji przynieść trochę piszczek dla klanu wilka. Szli leśną ścieżką, słysząc po drodze poranny śpiew ptaków, które ukrywały się pośród koron drzew. Nagle przed nimi zaszeleściło w krzakach.
Leszczynowa Bryza kazał ustawić się liliowemu w pozycji do polowania. Mleczowa Łapa zaczął się skradać, widząc jak wiewiórka wychodzi z ukrycia. Szybkim ruchem złapał ją w pazury i następnie dumnie położył swoją nową zdobycz przed mentorem.
- Bardzo dobrze – pochwalił go starszy kocur – Trzymaj tak dalej, a będziesz świetnym wojownikiem.
Młodszy słysząc te słowa bardzo się ucieszył. Był z siebie całkiem zadowolony.
- Dziękuję Leszczynowa Bryzo. Miło słyszeć taką pochwałę od kogoś doświadczonego. – Uśmiechnął się do niego. Ruszyli dalej, zdobywając po drodze jeszcze parę zwierzyn, które później zanieśli do obozu.
W drodze powrotnej zatrzymali się przy skałach, aby na chwilę odpocząć po wyczerpującym treningu.
- Cieszę się, że jesteś moim mentorem – odezwał się niespodziewanie Mleczowa Łapa, patrząc prosto w oczy rudemu. – Nie wyobrażam sobie, by czuł mnie ktoś inny niż ty. Chciałbym, abyśmy po moim mianowaniu na wojownika spotykali się czasami na wspólne polowania. Jest to możliwe?
Leszczynowa Bryza przypatrywał mu się przez chwilę ze zdziwieniem na pyszczku. Nie spodziewał się takich słów od własnego ucznia
- Oczywiście, że będziemy mogli razem polować. Dobrze się z tobą współpracuję. – Delikatnie się uśmiechnął. Widać było, że mówi to szczerze i prosto z serca. I właśnie w tym momencie liliowy poczuł jak więź przyjaźni między nimi się zacieśnia. Pragnął, aby bliskie mu koty były przy nim jak najdłużej, lecz zdawał sobie sprawę, że kiedyś każdy umrze.
Tak samo jak on.
Westchnął tylko, odtrącając od siebie pesymistyczne myśli. Musiał żyć chwilą i tym, że jest tutaj razem ze swoim mentorem. W końcu niedługo zostanie wojownikiem i powinien skupić się na przyszłych obowiązkach.

Z zamyśleń wyrwał go donośny krzyk liderki, który wzywał wszystkich członków Klanu Wilka, aby zebrali się na środku obozu z powodu mianowania.
Serce zabiło mu szybciej. Już za parę chwil zostanie pełnoprawnym wojownikiem! Szybkim biegiem udał się do pozostałych. Wśród zgromadzonych zauważył Skalny Szczyt, która uśmiechnęła się do niego, dodając mu przy tym pewności siebie. Mleczowa Łapa zbliżył się do Kroczącej Gwiazdy, czekając aż wygłosi obowiązującą formułę. Kotka wydawała się nie bardzo przejmować całym zajściem, jakby przyszła tylko wykonać swoją robotę.
- Ja, Krocząca Gwiazda, przywódczyni Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Mleczowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Lilowy czuł jak serce zaczyna bić mu coraz szybciej. Nie mógł jednak bać się tej chwili, lecz cieszyć się z niej.
- Przysięgam – odpowiedział po chwili kocur, będąc coraz bardziej zdenerwowany, lecz w tym momencie odczuł również nutkę ekscytacji przepływającą przez jego ciało.
Liderka spojrzała tylko na niego kontynuując.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Mleczowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Mleczowy Pył. Klan Gwiazdy cieni twój duży zapał do pracy i pomocy innym, a także ciekawość do otaczającego cię świata , oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka. – Zbliżyła się do niego i dotknęła pyszczkiem jego głowy, natomiast kocur musnął przypadkiem jej bark, czując miękką sierść.
Po tych słowach rozległy się okrzyki radości. Większość kotów zaczęła składać liliowemu gratulacje. Mleczowy Pył pragnął, aby Leszczynowa Bryza stał tutaj teraz i przypatrywał się, jak jego uczeń zostaje wojownikiem. Spojrzał w niebo, wmawiając sobie, że mentor patrzy na niego z góry z wielką dumą i mu gratuluje. Cały stres jakby nagle z niego wyparował i lekko się uśmiechnął. Czekała go teraz noc czuwania. Musiał przeżyć ten czas sam, w kompletnej ciszy.
Przynajmniej będę mógł porozmyślać o wszystkim, co mi chodzi po głowie na spokojnie – pomyślał Mlecz, napotykając wzrok Skalnego Szczytu.
- Gratuluję Mleczowy Pyle! – Czarna kotka podeszła do niego, dając mu lekkiego kuksańca w bok. – Zostałeś w końcu wojownikiem. W sumie dosyć późno, ale i tak nie jest źle – dodała.
Skinął jedynie głową w podzięce, oddychając z ulgą.
Od teraz zaczynał się dla niego kolejny trening, ale tym razem prawdziwego życia.

< Skalny Szczycie? >

06 sierpnia 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowej Łapy

Zastygła na moment w bezruchu, a lewy kącik jej pyska niemrawo drgnął w górę. Na moment uciekła wzrokiem od swojego rozmówcy, przelotnie spoglądając na pobliski krzak, jakby szukając w nim odpowiedzi na zadane przez kocurka pytanie. Tak jak można by się spodziewać – nie otrzymała jej. Cisza trwała zaledwie krótką chwilę, bo Skała miała to do siebie, że jej nie lubiła i potrzebowała nieustannych dźwięków z otoczenia, by się nie zanudzić i nie zwariować.
Teraz nawet wiatr wydawał się usnąć, a ptaki zdawały się skryć w swoich gniazdach, gdyż ani szum, ani śpiew, ani jakikolwiek inny odgłos nie zamierzał przerwać panującego aktualnie spokoju.
- Przecież także byłeś na tym zgromadzeniu i widziałeś, co miało miejsce. Jeśli chcesz ode mnie wyjaśnień, to ostrzegam - urwała, biorąc głęboki oddech - nie wiem. Naprawdę nie wiem, co wstąpiło w te wszystkie koty. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego rzuciły się do gardeł liderom i innym wojownikom. Prawdopodobnie nikt nie zna przyczyny, a nawet jeśli, to by się tym raczej nie chwalił na prawo i lewo - stwierdziła smętnie, mrużąc oczy i patrząc na przeciwległą stronę obozu.
Z pewnością chciałaby znać powód tego całego zajścia, ale nie dla jakiegoś dobrego celu, a jedynie dla zaspokojenia własnej ciekawości i zdobycia poczucia satysfakcji, że wie więcej od innych. Prawie że każdy prowadził dyskusję na temat ostatnich incydentów, choć niektórzy byli na tyle poruszeni lub zobojętniali, iż w ogóle nie chcieli o tym rozmawiać.
- A myślisz, że takie coś powtórzy się w przyszłości? - zadał kolejne pytanie, wpatrując się wyczekująco w czarną kotkę. Mimowolnie przewróciła oczami, bo jej cierpliwość była zazwyczaj na niskim poziomie i właśnie sięgnęła dna. Wcześniej oznajmiła mu, że nie wie nic w zakresie tych spraw, więc po co ciągnie temat? Nie potrafiła stwierdzić, co będzie miało miejsce za kilka chwil, a co dopiero wyskakiwać myślami do przodu taki kawał czasu. Wolała cieszyć się chwilą i żyć teraźniejszością, niż zadręczać swój umysł takimi problemami. I tak z próby intensywnego myślenia u niej nic pożytecznego nie wyniknie.
Skalny Szczyt bardzo chciałaby wyjść na mądrą i udzielić mu jakiś sensownych odpowiedzi, ale nie miała teraz ochoty na zgrywanie głupiej (aczkolwiek takiej nawet udawać na ogół nie musiała) i musiała szczerze przyznać się do niewiedzy.
- Wątpię, raczej jednorazowa sytuacja - mruknęła pewnie, chcąc w ten sposób podnieść zarówno go jak i siebie na duchu. - A poza tym nie ma co się tym przejmować, co będzie, to będzie – dodała beztrosko.
- A co jeśli ciągle jesteśmy w niebezpieczeństwie i nie powinniśmy tego bagateli…
- Przestań - przerwała mu stanowczo, zrywając się z miejsca. - Przypomniałam sobie, że muszę gdzieś iść - skłamała.
Nie byłaby taka poirytowana, gdyby znała sensowne wyjaśnienie dla tego wszystkiego. Kiedy jednak nie była w stanie udzielić mu odpowiedzi na którekolwiek z pytań, popadała w złość i miała dość ich całej dyskusji, bo nic dobrego z niej nie wynikało.
Odeszła bez słowa, idąc bez namysłu w stronę lasu. Mijając pierwsze drzewa, przyśpieszyła kroku, przechodząc w wolniejszy bieg i skupiając się na otoczeniu. Nastawiła ucho, słysząc szelest za pobliskim krzakiem i natychmiast zatrzymała się, wbijając spojrzenie ku źródłu dźwięku. Woń potencjalnej ofiary dotarła do jej nozdrzy, co było dla niej znakiem, że pora się skupić. Przynajmniej tak na moment zajmie się czymś ważnym, bo zbędne rozmowy nic jej i tak nie dadzą. 
Przyległa do ziemi i przycupnęła bliżej rośliny, napinając w oczekiwaniu wszystkie mięśnie ciała. Mogła teraz zająć się ciekawszymi rzeczami, niż zadręczaniem się brakiem odpowiedzi na jakieś durne pytania. Dla niej w obecnej chwili było to mało ważne. Liczyła się tylko ona i zwierzątko skryte nieopodal niej, które potencjalnie miało się stać czyimś posiłkiem.
Przez chwilę cierpliwie czekała w bezruchu, nim doszła do wniosku, iż nadeszła pora na atak. Skoczyła, nie wiedząc, co też siedzi za tymi liśćmi.
Niespodzianka była nijaka, okazała się wpaść na zwykłego wróbelka, którego z łatwością przydusiła łapą do ziemi, a następnie pozbawiła życia, zatapiając zęby w jego drobnym, drżącym z przerażenia ciałku. Poczuła posmak krwi w pysku i momentalnie zrobiła się głodna. Podniosła wciąż ciepłą piszczkę i zawróciła z nią do obozu, gdzie na spokojnie dorzuciła ją do stosu ze zwierzyną.
- Skalny Szczycie!
Ledwo co chciała wziąć sobie coś na przekąskę, a przy jej boku pojawił się liliowy kocur. Wpierw zignorowała go, obawiając się kolejnych pytań. Dopiero po chwili uznała, że obraża się jak mały kociak i łaskawie spojrzała na młodszego.
- Coś się stało? – westchnęła.
- Jesteś na mnie zła? – spytał z przejęciem w głosie. – Nie chciałem cię wtedy zdenerwować, naprawdę! Przepraszam, że cię o tyle pytam, po prostu jestem ciekawy… Już nie będę! – obiecał.
-Nie jestem zła – odparła krótko. – Nie martw się, ale ogranicz swoją ciekawość w moim towarzystwie. Jak coś chcesz, to pytaj swojej matki, ona ci raczej zawsze odpowie – mruknęła od niechcenia. W końcu, to dzieciak Jastrzębiego Podmuchu, Skała pełni tu tylko rolę dobrej koleżanki, która jako wspaniała i silna wojowniczka ma dobre serduszko i daje młodszemu przydatne rady.
Mleczowa Łapa pokiwał głową, jakby uspokojony, po czym pożegnał się i odszedł w stronę legowiska.
Czarna sięgnęła po jedną z dłużej leżących mysz, których ciałka były już z lekka zimne i z pewnością nie należały one do świeżych zdobyczy.  Następnie skierowała się na ubocze, w celu skonsumowania drobnej zwierzyny.

***

Po kolejnym zgromadzeniu wcale nie było lepiej. Tym bardziej że to właśnie ich klan wypadł nieciekawie, kiedy to jedna z uczennic została trafiona piorunem, a jej ciało zaczęło się palić. Wciąż miała przed oczami jasne płomienie, a wśród nich przerażony wyraz pyska palącej się kotki. Ogień rozprzestrzeniał się niebezpiecznie szybko i trzeba było uciekać. 
Lodowata Łapa umarła niby bez powodu, choć wielu uważało to za karę za sprowadzenie na nich epidemii czerwonego kaszlu.
Dla Skały to było po prostu dziwne i mało zrozumiałe, także nie myślała o tym za dużo, bo jej to nie wychodziło.
Spostrzegła Mleczową Łapę. Kocurek po stracie siostry wydawał się być przygnębiony, co miało akurat sens. Czarna nigdy nie zastanawiała się, jak zareagowałaby na stratę Jastrzębiego Cienia. Brat bywał irytujący, ale mimo wszystko był jej bliski i nawet jeśli się nie lubili, to był dla niej niezwykle ważny.
- Hej Mleczowa Łapo! – Żwawym krokiem podeszła do liliowego. – Co tam u ciebie? Jak idą twoje treningi? Słyszałam, że za niedługo będziesz mianowany, cieszysz się?
Z jednej strony chciała go zapytać o samopoczucie po śmierci Lodowatki, a z drugiej wolała go nie dobijać, bo pocieszanie kogoś średnio jej szło. Rzadko kiedy bywała smutna, a jeśli już nawet nadarzyła się taka okazja, to szła sobie pobiegać i to jej pomagało.

<Mleczowa Łapo?>

09 lipca 2021

Od Mleczowej Łapy CD Skalnego Szczytu

Mleczowa Łapa uśmiechnął się szeroko do czarnej, dziękując w duchu Klanowi Gwiazd za jej przyjaźń. Będąc maluchem zagadał do niej bez większego powodu i do teraz mógł liczyć na jej bliskość.
- Czyli uważasz, że trafił mi się dobry mentor? - spytał się jej kocur, wciąż czując w sobie ekscytację z powodu zostania uczniem. W końcu za parę księżyców zostanie prawdziwym wojownikiem, spełniając swoje marzenie z czasów, gdy był jeszcze kociakiem. Wiedział, iż czeka go intensywna praca, ale był na to gotów. Miał cel i bardzo chciał go spełnić.
- Oczywiście, że tak. Jestem przekonana, że  treningi z Leszczynową Bryzą nauczą cię naprawdę wielu przydatnych umiejętności - miauknęła, widząc jeszcze większe iskierki radości w oczach liliowego.
- Nie mogę się doczekać mojej pierwszej lekcji! - wyrzucił pobudzony,  pragnąc już swojego szkolenia. Spojrzał na Skałę, posyłającą mu delikatny uśmiech.  Jej towarzystwo zawsze sprawiało, że czuł się szczęśliwszy i pewniejszy siebie. Słowa kotki dodawały mu motywacji do działania oraz upewniły go w przekonaniu,  że kiedyś będzie silnym i dobrym wojownikiem. Czasami w kociarni rozmyślał czy nie jest na to za słaby i miękki, ale zawsze starał się pocieszać, że przecież jest tego wart. Mama mówiła mu wiele dobrego, a ona nie mogła kłamać. Zawsze była szczera.
Westchnął cicho, obserwując inne koty w Klanie, które zajmowały się swoimi zadaniami.
- Bardzo lubię spędzać z tobą czas i to dzięki tobie uwierzyłem w siebie – odezwał się niespodziewanie lilowy, zdając sobie sprawę, że wypowiedział to na głos. Spuścił delikatnie głowę i spojrzał na ziemię. - Dziękuje, że jesteś tu ze mną. Gdy byłem kociakiem myślałem, że nie znajdę żadnego oparcia u starszych kotów, ze względu na to, że niektórzy wyśmiewali się ze mnie. Mówili, że taki słaby kociak nikim nie zostanie. - Na to wspomnienie kocur na chwilę zamilkł. – Wiesz co? Zapomnij to o czym przed chwilą powiedziałem - gwałtownie podniósł głowę, spoglądając w oczy wojowniczki. Wydawało mu się, że widział w jej ślepiach... zrozumienie? Nie wiedział, jak ma się teraz zachować, nawet nie miał pojęcia, czemu tak nagle zaczął rozmowę na ten temat.
Czarna milczała przed krótką chwilę, dokładnie przyglądając się młodszemu. Wydawała się być z jednej strony zmieszana jego wypowiedzią, a z drugiej wciąż wydawała się być radosna.
- Pamiętaj Mleczyku, że dla mnie zawsze będziesz kimś dobrym i wiem, że gdy będę potrzebować pomocy, to mi jej udzielisz - odparła po chwili. - Mówię szczerze i dziękuje za te słowa. To bardzo miłe wiedzieć, że kot, z którym się przyjaźnisz ufa ci , jest wdzięczny oraz docenia to, co dla niego zrobiłeś  dodała, posyłając mu szczery uśmiech. Niespodziewanie pręgowany poczuł przypływ energi i oparł się o jej klatkę piersiową.
- Dziękuję - miauknął cicho, zamykając na chwilę oczy.  Bijące ciepło od czarnej sprawiało, że lilowy poczuł się jeszcze lepiej. Po paru minutach odsunął się od niej, czując się trochę niezręcznie po tym co zrobił. Czy nie była na niego zła? Nie pozwolił sobie na za dużo? Skała jakby czytając jego myśli, zwróciła się do niego.
- Nie mam ci tego za złe i szczerze... było to całkiem przyjemne. Przyjaciele tak robią.
- O! Już się martwiłem, że będziesz zła – odparł z ulgą. - Na mnie chyba już pora. Wiesz, chcę być jak najlepiej wypoczęty i przygotowany na jutrzejszy trening. - Mleczyk wstał. – W takim razie do zobaczenia! – rzucił jej na pożegnanie i spokojnym krokiem udał się w kierunku legowiska uczniów.  

***

Mleczowa Łapa był już po swoim pierwszym treningu. A nawet i po paru kolejnych. Opowieści Leszczynowej Bryzy bardzo go zaciekawiły i miał nadzieję, że będzie jeszcze mieć okazję o dopytanie się swojego mentora o szczegóły. Usiadł pod drzewem, przy którym zawsze spotykał się ze Skałą i czekał, aż kotka pojawi się na umówione spotkanie. Ujrzał w oddali biegnącą czarną i uśmiechnął się pod nosem.
- Przepraszam za spóźnienie - wydyszała, gdy pojawiła się obok niego – Miałam dzisiaj dużo do roboty.
- W porządku, ja też parę razy spóźniłem się, pomimo tego, iż nie miałem żadnych obowiązków- zaśmiał się cicho. – Wiesz może coś więcej na temat tego, co stało się podczas ostatniego zgromadzenia?- zmienił nagle temat, a razem z tym pytaniem powietrze jakby stało się od razu cięższe.


<Skało?>

28 maja 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczyka (Mleczowej Łapy)

- Naprawdę tak myślisz? – spytał, a w jego ślepiach zaiskrzyło niedowierzanie zmieszane z zainteresowaniem. Kotka westchnęła, przekręcając rozbawiona oczami. Przy Mleczyku odnajdywała w sobie nieznane jej pokłady cierpliwości, której na co dzień naprawdę jej brakowało.
- Skoro tak mówię, to tak myślę – stwierdziła, wzdychając -Naprawdę, nie mam powodów i nie widzę sensu w okłamywaniu ciebie w tym momencie.
Liliowego te słowa tylko zmotywowały, bo uśmiechnął się w jej stronie, a nawet zaczął machać ogonem. Poczuła przez moment dziwne uczucie we wnętrzu, bo ona w chwilach nadmiernej radości kiwała tą częścią ciała, chociaż niektórzy twierdzili, iż koty nie powinny tak okazywać szczęścia. A tu proszę, ktoś spędzał z nią zbyt dużo czasu i właśnie ma przed sobą tego efekty. Na początku kociak wydawał jej się niebywale mały, przez co sama nie dowierzała, że i ona urodziła się w takim drobnym ciele, a z biegiem księżyców urosła i choć była średniego wzrostu, to i tak uważała się za dużą. Teraz natomiast pręgowany wydawał jej się być dosyć wysoki jak na jego wiek, a gdy wyobrażała sobie, że mógłby ją przerosnąć, niemalże przeklinała swoje geny, które nie dały jej dłuższych kończyn.
- To w takim razie postaram się więcej ćwiczyć, żeby być lepiej przygotowanym – miauknął, na co Skała jedynie skinęła głową. Poczuła dumę, bo właśnie nakierowała kogoś na właściwą ścieżkę.
Chciała coś jeszcze powiedzieć, kiedy to kątem oka spostrzegła stojącą przy żłobku kotkę. Jastrzębi Podmuch wpatrywała się w ich stronę, jakby czekając na jakąkolwiek reakcje ze strony syna. Skała pacnęła młodszego, a ten odwrócił się i złapał kontakt wzrokowy z matką. Niebieska ruchem łapy przywowywała go do siebie. Mleczyk wstał i powoli skierował się w jej kierunku.
- Pa! – rzucił tylko do czarnej, ruszając biegiem i znikając po chwili we wnętrzu kociarni.

*** 

Jej młodszy przyjaciel został właśnie mianowany na ucznia. Przyjął imię Mleczowa Łapa, a jego mentorem stał się pewien rudy wojownik. Skała była zadowolona z wyboru Wróblowej Gwiazdy, bo wiedziała, że z tym kocurem liliowy się przynajmniej czegoś nauczy.
Poczekała, aż malec porozmawia z Leszczynową Bryzą, a potem z resztą rodzeństwa pójdzie pochwalić się matce. Czarna przypomniała sobie własną ceremonię. Nie odważyła się wtedy podejść do Borsuk. W jej oczach nigdy nie widziała dumy, którą tak bardzo chciała ujrzeć. Rodzicielka miała ją najpewniej gdzieś i Skała doskonale zdawała sobie z tego sprawę, więc przestała dbać o jakkolwiek dobre relacje z rodzicem. 
Na sam koniec Mleczyk podreptał w jej stronę, mając na pysku zachwyt nową rolą w społeczeństwie.
- Gratulacje, w końcu jesteś uczniem – uśmiechnęła się w jego stronę. – Klan będzie miał w przyszłości kolejnego, wspaniałego wojownika! – zapewniła go. Lubiła widzieć radość w  tych pomarańczowych oczach, miała nadzieję, że jej słowa zachęcą go tylko do pracy nad sobą, dzięki czemu nigdy nie będzie się obijał. 
- Będę sumiennie trenował! – obiecał. Skała rozejrzała się, obserwując, jak koty wracają do swoich obowiązków.  Potem znowu spuściła wzrok na liliowego.
- Mam nadzieję, nie trać ani chwili! Leszczynowa Bryza jest już trochę stary, ale  na pewno ma całkiem spore doświadczenie, więc wiele się od niego nauczysz! – miauknęła optymistycznie.

<Mleczyku?>

21 maja 2021

Od Mleczyka CD. Skalnego Szczytu

Od samego rana siedział w jednym miejscu, cierpliwe czekając, aż jego ulubiona wojowniczka w końcu przyjdzie do niego. Gdy tylko zobaczył Skalny Szczyt wchodzącą do środka, poczuł jak przez jego ciało przechodzi fala szczęścia. Zawsze ekscytował się na jej widok, gdyż dzięki temu mógł wyjść z żłobka do ich ulubionego miejsca i powiedzieć, co naprawdę mu leży na sercu i pozadawać masę swoich upierdliwych pytań. Udali się wspólnie pod drzewo, gdzie niemal od razu wojowniczka zaczęła opowiadać mu o swoich przeżyciach. Mleczyk słuchał tego wszystkiego z jak zawsze zresztą największym zapałem. Wyobrażał już siebie nie raz jako wielkiego i dzielnego wojownika, którym kiedyś (przynajmniej miał nadzieję) zostanie. Zbliżał się również dzień, w którym ukończy 6 księżyców i zostanie mianowany na ucznia.
- U mnie w porządku, nie licząc jednej siostry, która jest zbyt chętna na ciągłe walki. – Uśmiechnął się lekko, przypominając sobie, jak Lodowatka niemal codziennie chciała pokazać mu swoją siłę. –Jeśli to nie problem, mogłabyś mi opowiedzieć więcej o tej całej ceremonii mianowania na ucznia? – spytał z nadzieją w głosie. Chciał trochę wiedzieć przed tym ważnym wydarzeniem, jak ma się tam zachować, by nie zrobił sobie oraz matce wstydu. Skała kiwnęła tylko delikatnie głową na zgodę i głośno westchnęła.
- Cóż, jako kociak też lubiłam walki, aczkolwiek podchodziłam do tego na poważniej, no bo wiesz, im szybciej zaczniesz ćwiczyć, tym lepszy będziesz – stwierdziła, dumnie się prężąc. – No ale dobrze, powiem ci co i jak - zaczęła kotka - W dużym skrócie. Na początku przywódca klanu zwołuje zebranie i ogłasza w nim, że będą mianowani nowi uczniowie i każdy dostaje swojego mentora, którego potem powinien słuchać, jeśli chce w ogóle przysłużyć się w przyszłości klanowi. – Wzięła głęboki wdech, zastanawiając się nad czymś. - W sumie to tyle, sam zobaczysz, że będzie to bardzo wyjątkowe i super wydarzenie, chociaż zostanie wojownikiem to jest coś o wiele bardziej satysfakcjonującego! – W jej głosie liliowy wyczuł ogromną ekscytacje. Pragnął już mieć tę ceremonię za sobą, by dłużej się już nią nie przejmować i niepotrzebnie stresować.
- Dziękuję - odparł Mleczyk, starając się zapamiętać jak najwięcej rzeczy z jej odpowiedzi – Czyli nie ma sensu się tym zbyt bardzo zamartwiać? – upewnił się jej, na co wpierw czarna zareagowała zirytowanym westchnięciem.
- Oczywiście, że nie! – Skalny Szczyt szczerze uśmiechnęła się do kocurka – Mówię ci, będzie dobrze! Kto jak kto, ale ty masz duże szanse na zostanie naprawdę dobrym i silnym wojownikiem! – dodała mu otuchy. - Tylko musisz więcej ćwiczyć, nic za darmo mieć nie będziesz.
- Naprawdę tak myślisz? – Mleczyk ze zdziwienia otworzył pysk, słysząc słowa skierowane do niego. Nie mógł uwierzyć, iż prawdziwa wojowniczka właśnie podkłada w nim jakiekolwiek nadzieje. Z emocji zaczął energicznie wymachiwać ogonem w wszystkie strony. Skalny Szczyt tymi słowami dodała mu wiele pewności siebie i utwierdziła w przekonaniu, iż będzie on w przyszłości dobrym wojownikiem.

<Skalny Szczycie?>

10 maja 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczyka

Westchnęła głośno, wychodząc ze żłobka żwawym krokiem i rozglądając się za swym uczniem, by zobaczyć, czy się przypadkiem nie obija. Skała znowu poświęciła swój cenny czas dla tego kociaka. Sama nie znała powodu, dla którego w ogóle go odwiedzała, a tym bardziej udzielała mu odpowiedzi na te wszystkie, dosyć nużące pytania. Momentami czuła po prostu potrzebę, aby to robić. Tak bez jakiegokolwiek sensownego wyjaśnienia, w końcu i tak zawsze robiła to, na co miała ochotę. Jeśli zapragnie jej się rozmów z liliowym kocurkiem, to po prostu do niego pójdzie i tyle.
Odnalazła Świetlistą Łapę, która prezentowała zdobyte umiejętności przed siostrą i bratem. Czarnej zabiło serce z dumy, bo widziała w podopiecznej zaangażowanie. Jej świetne nauki się przynajmniej nie zmarnują. Wyszczerzyła się, napotykając wzrok białej. Skinęła w stronę żółtookiej głową, a kiedy ta odwzajemniła gest, uśmiechnęła się jeszcze mocniej. Powróciła do legowiska, gdzie przysiadła przy bracie i bez wahania zaczęła go pacać łapą po ogonie, nie zwracając uwagi na fakt, że ten szedł właśnie spać.

***


Zerwała się z samego ranka, budząc przy okazji Jastrzębia jak i całą zgraję wojowników, swoim głośnym zachowaniem. Wszelkie pomruki niezadowolenia zignorowała, wychodząc z legowiska i wdychając z radością świeże powietrze. Słońce zdążyło już zadomowić się na niebie, a jego plask palił niemiłosiernie po grzbietach kotów. Skalny Szczyt westchnęła, ale bez zbędnego marudzenia poszła na wszelkie patrole i trening z uczennicą, biorąc do towarzystwa swojego brata i jego ucznia. Starała się na każdym kroku zaprezentować Świetlistą Łapę z jak najlepszej strony, byleby bury to zobaczył.
Po powrocie i spożyciu świeżej nornicy, zaszła jak zwykle do żłobka. Od pewnego czasu przychodzenie tu stało się jej rutyną. W wejściu omal nie wpadła na liliowego kocurka. Mleczyk siedział w miejscu, patrząc na nią wyczekująco, jakby od rana wiedział, że wojowniczka w końcu do niego przyjdzie.
- O, tutaj jesteś - mruknęła, uśmiechając się przyjaźnie. Optymizm w młodym i jego zapał dawały jej nadzieję na to, iż pręgowany nie skończy źle w życiu.
- Czekałem na ciebie, cieszę się, że znowu przyszłaś - miauknął, nie kryjąc radości.
Skała była zaskoczona jego przemianą na przełomie tych paru księżyców. Był już dosyć wysoki jak na kociaka, a jego mowa stała się wyraźniejsza, dzięki czemu w końcu bez problemu go rozumiała.
- Chodź, pogadamy sobie na zewnątrz - oznajmiła, spoglądając ukradkiem na Jastrzębi Podmuch. Niebieska najwyraźniej przyzwyczaiła się do tego, że czarna przychodzi i "porywa" jej codziennie syna, choć i tak posyłała czasami młodej wojowniczce nieufne spojrzenia.
Mleczyk pokiwał spokojnie głową na jej słowa i wyszedł z kociarni, bez wahania kierując się w ich ulubione do pogawędek miejsce. Pod drzewem zawsze było dużo cienia, a rosnące dookoła krzaki spełniały role ochronnego muru od wścibskich ślepi.
Córka Borsuczego Kroku usiadła zadowolona blisko kory, znajdując sobie jak najwygodniejsze miejsce. Liliowy po prostu przystanął niedaleko niej.
- No, więc co tam u ciebie? - zaczęła czarna, biorąc głęboki wdech. - U mnie na przykład jest bardzo dobrze! Moja uczennica robi duże postępy w nauce, ale jak wiadomo, to tylko dzięki temu, że ma taką wspaniałą mentorkę jak ja! Mojemu bratu szczęka opadła, jak zobaczył jej niesamowite umiejętności. Poza tym, ty też za jakieś dwa księżyce będziesz uczniem. Módl się do Klanu Gwiazd, aby trafił ci się jakiś dobry mentor, a nie leniwa klucha, bo wtedy nie masz co liczyć na dobrą nauki. - Skrzywiła się na samą myśl o takiej sytuacji. Widziała w Mleczyku potencjał, toteż liczyła, że nigdy nie zaprzepaści swojej okazji na bycie silnym wojownikiem.


<Mleczyk?>

27 kwietnia 2021

Od Mleczyka cd. Skalnego Szczytu

Kocurek łaknął każde jej słowo i starał się zapamiętać jak najwięcej z tego, co Skała do niego mówiła. Wpatrywał się w nią z szeroko otwartymi oczami, będąc bardzo zainteresowanym wszystkim o czym mu opowiadała.  Niebywale cieszył się, że dziś rano przyszła do niego zgodnie z obietnicą. Z początku myślał, że czarna nie pojawi się w żłobku, ale na jej widok od razu cały się rozpromienił.  Gdy siedzieli razem pod drzewem Mleczyk czuł, że wojowniczka z nieznanego mu powodu jest mu niezwykle bliska. Nie wiedział czym to było spowodowane. Może tym, że nie bała się mu tłumaczyć kwestii , które dla wielu kociaków były czymś strasznym.
- Obiecuję, że nie powiem nic mojej mamie – Pręgowany lekko się uśmiechnął do niej. – A to co to jest? – spytał się Skały, wskazując swoją małą łapką na pobliską według niego zieloną kulkę.
- Krzak. Taka roślina, która rośnie sobie w lesie dla ozdoby – odparła kotka przekręcając oczami. Zdawała sobie sprawę, że jest on wyjątkowo ciekawski, ale nie sądziła, że aż tak. – Słuchaj mały., niektóre rzeczy po prostu istnieją i tyle. Leżą sobie, rosną i nie ma sensu  w niektórych przedmiotach szukać głębszego tłumaczenia – powiedziała kotka, spoglądając przed siebie.
- Dobsze- liliowy cały czas z zachwytem obserwował okolicę – Kiedy będę mógł już tu sam chodzić? Tutaj jest tak fajnie i ciekawiej niż w żłobku! – Mleczyk pragnął już odkrywać wszystkie nieznane mu zakamarki tego pięknego miejsca.
-Przed tobą jeszcze długa droga –miauknęła kotka ze spokojem- Masz dużo czasu, ale dobrze go wykorzystaj – dodała  odwracając wzrok w jego stronę – Jesteś nieco upierdliwy, ale ja też byłam taka w twoim wieku – westchnęła cicho.
- Naplawdę?  - zapytał się jej zaciekawiony  - Przeplaszam, jeśli ciebie trochę denerwuję, ale jestem bardzo ciekaw tych wszystkich niesamowitych rzeczy! – dodał z entuzjazmem w głosie.
- Kociaki zazwyczaj są bardzo ciekawskie – uśmiechnęła się do niego  - Prawda, że jesteś czasami dosyć irytujący, ale lubię cię.
Mleczyk słysząc te słowa rozpromienił się z dumy. Czy aby dobrze usłyszał?! Prawdziwy wojownik go lubił i nie wyśmiewał się z niego! Poczuł nagle, że ma naprawdę dużo energii, którą musi natychmiast wykorzystać.  Chciał wstać i iść w kolejne ciekawe miejsce, ale Skała powstrzymała go, kładąc przed nim swoją łapę.
- Może czas już wracać do żłobka? – zaproponowała. Kocurek zauważył, że zaczyna robić się dosyć ciemno. Nie chciał jeszcze wracać z powrotem, ale ze smutkiem stwierdził, że czarna raczej go to tego i tak szybciej czy później zmusi.
- W porządku- kiwnął głową i udał się za nią w stronę jego legowiska – Chcę jeszcze cię spytać o tyle rzeczy! – oznajmił przed wejściem do żłobka, radośnie merdając ogonem.
- Wszystko w swoim czasie – przekręciła tylko oczami, delikatnie się uśmiechając.  Odprowadziła go do środka,  natrafiając na groźne spojrzenie jego matki.  Pręgowany usiadł pod ścianą i wbił smutne spojrzenie w oddalająca się wojowniczkę. Miał szczerą nadzieję, że przyjdzie jeszcze do niego w następnych dniach, aby opowiedzieć mu więcej o tym niezwykłym dla niego świecie na zewnątrz.
 

<Skało?>

15 kwietnia 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczyka

 Opuściła żłobek szczerze rozbawiona i nawet rozczulona postępowaniem kociaka. Przecież sama nie dawno była takim maluchem, a to, że jej uczniowski trening przebiegł niezwykle szybko, to tylko zasługa jej zaangażowania. Po części może i jej brat miał w tym swój udział, ale raczej do tego się za prędko nie przyzna.
 Będzie musiała jutro znowu odwiedzić to miejsce, bo niestety – obiecała to maluchowi. Co prawda Mleczyk swoją ciekawością i spokojem bardziej przypomniał jej Jastrzębi Cień, niż ją samą, ale i tak zdecydowała się poświęcić liliowemu trochę uwagi. Potraktuje to jako pewnego rodzaju zabawę, choć jako dorosła wojowniczka powinna być poważniejsza. Mimowolnie ziewnęła, kiedy na niebie zawitał księżyc. Zapadła noc, więc wypadałoby się wyspać.
 Wsunęła się do legowiska, zajmując swoje miejsce na mchu i owijając się ogonem. Zmrużyła mocy, lekko się uśmiechając, na wspomnienie kociaka.

***

 Następnego dnia po załatwieniu swych obowiązków skierowała się w stronę żłobka. Z westchnięciem zawitała do kociarni, a widok podekscytowania w oczach liliowego kociaka ją poniekąd rozczulił. Nie spodziewała by się, że ktokolwiek może być aż tak zafascynowany jej towarzystwem.
 - Wlóciłaś! – wykrztusił uradowany, jakby nie dowierzał, że ona naprawdę tu przyjdzie. Skała była poniekąd zaskoczona jego optymizmem, bo dawno nikt tak pozytywnie nie zareagował na jej towarzystwo.
 - Oczywiście, obiecałam ci coś w końcu. – Uśmiechnęła się krzywo, rozglądając się po obecnych tu maluchach. Choć lubiła liczne towarzystwo, tak zirytowane spojrzenia królowych wskazywał na to, iż kotki nie są zadowolone z jej obecności. Ich dzieciaki bawiły się ze sobą, albo też kuliły przy brzuchach matek, wydając z siebie ciche pomruki i piski.
 - O, czyli poopowiadasz mi coś jeszcze? – zagadnął, podrywając się powoli z miejsca i spoglądając na nią wyczekująco, swoimi zielonymi ślepiami. Czarna uznała, że kocurek w ogóle jest jakiś jasny, patrząc na jego umaszczenie i barwę tęczówek. Ona dla odmiany była cała ciemna.  
 - Tak, ale nie będziemy tu siedzieć. Chodź, na zewnątrz jest więcej miejsca – zasugerowała. Nie podobała jej się panująca tu atmosfera i o wiele lepiej tkwiło jej się tam, gdzie miała dopływ świeżego powietrza.
 Momentalnie Mleczyk rozchylił pyszczek z wrażenia i niepewnie spojrzał w tył, na swą rodzicielkę. Jastrzębi Podmuch wydawała się zaskoczona tym, co czarna oferowała jej synowi. Wpatrywała się w  młodszą wojowniczkę z pewnego rodzaju szokiem.
 - A ja mogę stąd wyjść? – spytał niepewnie, sam nie wiedząc, do kogo kieruje to pytanie.
 - Według mnie tak – odparła natychmiastowo Skała, wciąż czując na sobie wzrok jego matki. – Nie patrz tak na mnie, nic mu się nie stanie jak na chwilę wyjdzie. Będę go pilnować, a ty i tak msz tu jeszcze dwójkę kociąt do opieki, więc możesz to potraktować jako moją łaskawość i ułatwienie ci życia. Wszystkich ci nie zabiorę, bo niańką nie jestem, ale od jednego będziesz miała spokój na jakiś czas.
  Niebieska westchnęła ciężko, wciąż przypatrując się „intruzowi".
 - Dobrze, możesz go na chwilę zabrać, ale proszę, nie wychodź z nim poza obóz. Przyrzekam, że jeśli coś mu się stanie, to.. – zaczęła ostrzegawczo, lecz Skalny Szczyt przerwała jej bezczelnie wypowiedź.
 - Spokojnie! Takie głupie pomysły miałam, jak byłam młodsza. Teraz zmądrzałam - mruknęła, wciąż się uśmiechając. Oczywiście, że najchętniej wyprowadziła by malucha na daleki spacer, ale zdawała sobie sprawę z konsekwencji tego czynu, więc pohamowała swe plany.
 - Nie sądzę, żeby był z tobą bezpieczny…
 - Mówiłam ci już, nic mu się nie stanie, przecież nie umrze. A jak umrze to trudno, taka kolej rzeczy...
 - Idź już, bo się rozmyślę  – burknęła tylko, zirytowana podejściem zarozumiałej wojowniczki. Skała machnęła ogonem i otoczyła nim liliowego, pchając go w kierunku wyjścia.
 - Co to znaczy umszeć? – spytał od razu, kiedy znaleźli się na zewnątrz.
 - Tak jakby opuszczasz swoje ciało i idziesz tam do góry, do Klanu Gwiazd. - Spojrzałą w kierunku nieba. - Stamtąd nie ma już drogi powrotnej, więc tak naprawdę nigdy nie wracasz na ziemię. To znaczy, twoja dusza tam idzie, a ciało zostaje tutaj - mówiła szeptem, wiedząc, że za tłumaczenie tego wszystkiego kociakowi sama zaraz trafi na Srebrną Skórę, zamordowana przez Jastrzębi Podmuch.
 - A ja umlę? – zapytał zaciekawiony, na co kotka pacnęła go łapą.
 - Cicho! Nie mów tak głośno, bo ja zaraz dosłownie umrę, zabita przez twoją matkę. - warknęła. - Wyjaśnię ci to potem – dodała, kiedy byli już dalej.
 Kociak po wyjściu ze żłobka oniemiał z wrażenia. Niemalże spoglądał na każdą rzecz w jego otoczeniu i wypytywał o wszystko.
 - Co to jest? – Wskazał łapą na niewielki, szary obiekt.
 - Kamień – odpowiedziała krótko.
 - A co on tu robi? – dopytywał z determinacją w głosie. Stał w miejscu i wpatrywał się w ten jeden punkt, jakby skałka była czymś niezwykłym.
 - Leży. - oznajmiła. Naprawdę nie była cierpliwym osobnikiem i te parę pytań zaczęło ją irytować, chociaż wiedziała, że sama bywa bardzo upierdliwa dla wszystkich, a szczególnie dla brata.
 - A dlaczego on tu leży? – Oderwał wzrok od kamyka i wbił spojrzenie w Skalny Szczyt.
 - Bo ktoś go tu zostawił? Nie wiem, mógł równie dobrze spaść z nieba – westchnęła. Zaczęła żałować swej decyzji, jaką była opieka nad kociakiem.
 - To kamienie spadają z nieba?! A czy jak spadnie mi na głowę, to coś mi się stanie? – spytał, lekko przejęty.
 - Tak, wtedy umrzesz. – Pacnęła go ogonem, każąc mu w ten sposób iść dalej. Wiedziała, iż ona od zawsze była irytującym gnojkiem, ale żeby ktoś mógł pytać się o dosłownie wszystko? Przecież to takie oczywiste, że jak dostanie się czymś ciężkim w głowę, to się zdycha.
 - Ja nie chcę umielać – oświadczył.
 - I nie umrzesz. Siadaj tu – Wskazała na miejsce pod drzewem. – Śmierć jest czymś niespodziewanym, więc nie masz wpływu na to, czy umrzesz, czy nie. Póki jesteś mały to jesteś pod opieką innych i za szybko nie zginiesz, bo co krok jesteś pilnowany. Głupio po za tym opuszczać świat w tak młodym wieku, kiedy nie poznałeś nawet zasad jego funkcjonowania. A tak poza tym, to żartowałam z tymi kamieniami. Zazwyczaj nie spadają od tak, po prostu leżą sobie na drodze i tyle.
 - A… czyli nic mi nie glozi?
 - Nie. I nie mów swojej matce, że ci o tym opowiadałam, bo wtedy mnie będzie coś grozić – mruknęła. Oczywiście dałaby sobie radę z Jastrzębim Podmuchem, bo przecież jest bardzo silna! Mimo wszystko wolała jednak nie ryzykować gniewem starszej od niej wojowniczki, z powodu uświadamiania kociaka o życiu. Z jednej strony czuła, że robi dobrze. W końcu będzie wiedział, co go czeka w przyszłości i może zrozumie, jak bardzo ważne jest ćwiczenie wytrzymałości od pierwszych chwil na ziemi.
 
<Mleczyku?>



13 kwietnia 2021

Od Mleczyka

 Mleczyk po raz kolejny musiał odpędzić od siebie swoją  upierdliwą siostrę, która nie dawała mu spokoju i ciągle o czymś paplała. Gdy to mu się udało, usiadł przy ścianie kociarni i obserwował   jak królowe opiekują się swoimi pociechami. Jak zwykle panował tu wielki harmider, z czym i tak nie miał większego problemu, bo zdążył się do tego przyzwyczaić.
  Niespodziewanie spostrzegł jak do środka wchodzi czarna kotka z piszczką w pysku. Położyła ona zwierzynę u łap Jastrzębiego Podmuchu, miaucząc przyjaźnie do jego matki. Przyglądał się jej z zaciekawieniem, ponieważ niezwykle interesowało go to, jak wygląda życie prawdziwego wojownika. Nieznajoma zapewne nim była. Wydawała się przyjazna i pełna pozytywnej energii, gdyż na jej mordce widniał uśmiech. Biła od niej dziwna, lecz intrygująca go aura. Momentalnie zapragnął dowiedzieć się od niej jak najwięcej, toteż wstał i niepewnie skierował swe łapki w jej kierunku.
  Ledwo zbliżył się do kotki, a już poczuł na sobie jej ciepłe spojrzenie. Kocurek odniósł wrażenie, że nie była specjalnie dużo starsza od niego. Zapewne różnica między nimi wynosiła około 10 księżyców.
  - Pszeplaszam, czy jest Pani plawdziwą wojowniczką? – spytał, spoglądając na czarną z błyskiem ekscytacji w oczach.
  - Och, tylko nie Pani! – pokręciła rozbawiona głową. – Ponad księżyc temu skończyłam trening, ale zapewniam cię, że mam cechy najprawdziwszego wojownika! – przyznała nieskromnie.
  - Naplawde?! - W jego głosie słychać było zachwyt. – Jak masz na imię? Ja jestem Mleczyk.
  - Skalny Szczyt, ale możesz mi mówić po prostu Skała, jest krócej – oznajmiła z uśmiechem.
  - Dobsze. Skało – zaczął z ożywieniem – czy możemy zostać pszyjaciólmi?- zapytał wprost.
  Kotka początkowo wydawała się być zdziwiona pytaniem kociaka. Z pewnością nie spodziewała się, iż jakiś młodziak tak po prostu do niej podbije, oczekując od niej takiej relacji.
  - Wiesz… Zazwyczaj przyjaciele to koty, które znają się trochę. I to dużo więcej niż parę oddechów, aczkolwiek jeśli ci zależy, to możesz mnie tak nazywać – wymruczała. – Oczywiście jeśli chcesz być moim przyjacielem, to nie możesz zachowywać się jak cienias i dać sobą komukolwiek pomiatać. W tym klanie jest sporo osobników lubiących wysługiwać się innymi, dlatego musisz na siebie uważać.
   Pręgowany przez parę dłuższych chwil analizował jej słowa w milczeniu. Czy właśnie starsza kotka dała mu wskazówkę, która z pewnością pomoże mu przetrwać w przyszłości? Czuł się wobec niej wdzięczny.
  - Dziękuję baldzo za ladę - Naprawdę się ucieszył, że Skała była wobec niego taka uprzejma. Sadził, iż starsze koty będą w stosunku do takiego kociaka jak on bardziej obojętne albo nawet wredne.
  -Nie ma sprawy mały- czarna lekko się do niego uśmiechnęła. Nie sądziła, że jakiś maluch spyta się jej kiedykolwiek o to, czy zostanie jego przyjaciółką. Osobiście uważała, że Mleczyk był bardzo uroczy.
Liliowy widząc jak kotka kieruje się w stronę wyjścia zasmucił się. Nie chciał, aby ta ciekawa dla niego wojowniczka już sobie stąd wychodziła.
  - Pszyjdziesz do mnie jutlo?- spytał się kociak, wpatrując się w nią swoimi  pełnymi zainteresowania oraz nadziei oczami.
  - Jeśli znajdę tylko czas, to oczywiście, że wpadnę. Nie mogę ci tego obiecać, ale jak tylko będę miała chwilę wolnego to przyjdę do ciebie- Skała posłała mu szczery uśmiech, po czym wyszła ze żłobka.
 Pręgowany jeszcze przez chwilę przyglądał się oddalającej kotce aż ta zniknęła z jego wzroku. Czuł teraz tyle emocji jednocześnie- był podekscytowany poznaniem starszej kotki  a z drugiej strony odczuwał smutek jej odejściem. Chciał już jak najszybciej dorosnąć i móc swobodnie chodzić po obozie, aby spędzać czas z Skałą. 


<Skało?>