BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzcinowa Łapa x Niezapominajkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzcinowa Łapa x Niezapominajkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

11 września 2026

Od Trzcinowego Szmeru CD. Niezapominajkowej Nadziei

Jeszcze przed ślubem Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici

Siedziała w spokoju w żłobku. Dzisiejszego dnia zdążył ją jeszcze odwiedzić jej partner, Żmijowcowa Wić, który przyniósł jej smakowitą zdobycz. Trzcinowy Szmer jeszcze wracała do zdrowia po porodzie i jej ciało znakomicie sobie radziło.
Kociaki się bawiły i zajmowały swoimi kocimi sprawami, gdy nagle do środka weszła znana jej kotka. Była to Niezapominajkowa Nadzieja.
— O, dzień dobry pani Niezapominajko! — przywitała się Łabądka. — Przepraszam za wbiegnięcie w panią!
— Nic nie szkodzi, nie musisz mi mówić pani. — Dymna orientalka przeniosła na nią swój wzrok, jakby czekała aż ta się pierwsza odezwie.
Trzcinowy Szmer zastrzygła uchem i ruchem ogona, nakazała kotce podejść do niej oraz głową skinęła na posłanie, żeby ta usiadła. Wszystko zrobiła dość władczym tonem, na co Łabądka z fascynacją się wpatrywała.
— Co cię sprowadza do mnie, Niezapominajkowa Nadziejo? — spytała, kiedy ta wygodnie zajęła swoje miejsce. — Pamiętam, że ostatnio nasza rozmowa nie była zbyt przyjazna, jednak nie gniewam się na ciebie, jeśli ty zaakceptujesz moje wybory oraz pierwszeństwo mojej rodziny.
Jej przyjaciółka przełknęła ciężko ślinę, jednak skinęła głową. Czyżby aż takie wrażenie robiła na niej? Może jeszcze czuła do niej jakiś sentyment, chociaż sama musiała przyznać przed sobą, że nie okazywała tego zbytnio dymnej.
— C-chciałam cię tylko odwiedzić i zobaczyć, jak mają się twoje kocięta, Trzcinowy Szmerze — przyznała tamta, jednak Trzcinowy Szmer nadal widziała żal w jej oczach.
Przynajmniej otwarcie nie chciała się kłócić lub miauczeć jej o wspólnej przyszłości przy Nurze oraz Łabądku.
Kotki rozmawiały dalej o pogodzie oraz samopoczuciu. Nic wyjątkowego. Wyglądało to, jakby Niezapominajkowa Nadzieja starała się przywrócić dobre stosunki między nimi. Cóż mogła powiedzieć? Udało jej się. Gorycz jej ostatniej rozmowy była mniej dokuczliwa. Tylko czy dobre relacje między nimi się utrzymają? Zastanawiała się, kiedy Niezapominajkowa Nadzieja zniknęła w wyjściu ze żłobka.

***

Podczas ślubu Trzcinowego Szmeru i Żmijowcowej Wici

Właśnie Błękitna Laguna wraz z Niezapominajkową Nadzieją zniknęli z Wyspy Świetlikowej. Ceremonia została kontynuowana i oficjalnie została związana ze Żmijowcową Wicią, a ich krew nowego rodu namiestników zapieczętowana. Mimo tylu prezentów oraz mruczenia do swoich gości, nadal była zła. Nie rozumiała, jak Niezapominajkowa Nadzieja, śmiała w ogóle podważyć jej decyzję. Przy wszystkich. Wstała i po prostu się sprzeciwiła. Trzcinowy Szmer wiedziała, że tamta coś do niej czuła od samego początku, nawet sama się kiedyś nad tym złapała, jednak jej serce nie było sługą. Sama kochała Żmijowcową Wić platonicznie.
Kiedy cała ceremonia się zakończyła, prezenty zostały przeniesione do obozu, a reszta kotów poszła spać, oprócz niej. Księżyc wisiał wysoko na Srebrnej Skórze, ona siedziała w trzcinach, a woda obmywała jej łapy. Zdjęła swoją kreację ze ślubu i wpatrywała się w pióra, które zabrał nurt rzeki.
Nagle zaszeleściły trawy, a do jej nozdrzy dopłynęła woń Niezapominajkowej Nadziei. Nie odwróciła się nawet. Kotka nawet nie zasługiwałaby na nią spojrzeć po tym cyrku, którego dopuściła się na jej jednej z najważniejszych ceremonii.
— Nie będę z tobą rozmawiać — powiedziała chłodno, a kot za nią nadal milczał. — Nie chcę cię dzisiaj widzieć na moje oczy, Niezapominajkowa Nadziejo. Wracaj do legowiska wojowników.
Trawy znów zaszeleściły, a zapach wojowniczki zniknął. Poszła sobie. Będąc nadal rozgniewana, złapała płaski kamień i z warknięciem cisnęła go daleko w wodę, a śpiące ptactwo nagle się poderwało i wzbiło się w powietrze.

***

Niedługo po ślubie

Łabądka i Nur niedługo mieli zostać mianowani na uczniów. Tak naprawdę spędzali ostatnie swoje chwile w żłobku, bawiąc się i beztrosko obserwując Nocniaków, którzy ciężko harowali. Sama szczerze będzie tęsknić za spędzaniem długich chwil w żłobku i pogawędek ze Złocistym Widlikiem, który był wspaniałym piastunem, jak i Fląderką, która mimo wszystko też miała swoje obowiązki.
Nagle do środka weszła Niezapominajkowa Nadzieja. Trzcinowy Szmer na samym początku zjeżyła się na karku. Wciąż nie przebaczyła kotce za jej wybryk na jej ślubie. A jej nachodzenie ją w żłobku, by oglądać kocięta, mogło się skończyć w końcu z podrapanym pyskiem dla orientalki. Miała już fuknąć zła, gdy dostrzegła wychudzone liliowe kocię, które trzymała wojowniczka.
— Na Klan Gwiazdy, on jest wychudzony… Gdzie ty go znalazłaś...? — zapytała wystraszona o dobro małego.
— Na granicy. Podobno uciekł od Dwunożnych, a jego siostra… Nie żyje. Pochowaliśmy ją w miejscu, w którym ich znaleźliśmy… — odpowiedziała cicho dymna, gdy kociak ułożył się u boku Trzcinowego Szmeru.
Do środka zajrzał Kijankowe Moczary, który podał łudząco podobnej do niego Niezapominajkowej Nadziei małą, miękką rybę, którą młodziak mógł pogryźć. Trzcinowy Szmer skupiła się na młodzieńcu i zaczęła rozdrabniać rybę i podawać mu małe porcje mięsa, które ten łapczywie zjadał.
Ciężko jej było patrzeć na cierpiącego młodego kocurka. Współczucie i troska jednak wypełniły jej myśli, zapominając o złości, którą dotąd czuła w stosunku do Niezapominajkowej Nadziei.

***

Liliowa Łapa, czyli kocurek, którym się opiekowała w żłobku i można powiedzieć, że dość mocno się zżyła, niedawno został uczniem i szkolił się pod okiem Żabiego Oka. Trzcinowy Szmer była dumna z kocurka, przynajmniej jakby ten był jej trzecim dzieckiem. Jednakże jaka szkoda, że nie był on jej rodzonym kocięciem. Zrobiłaby z niego również świetnego namiestnika, który w przyszłości mógłby sprawić wielką dumę jej rodowi. Jednak te nadzieje musiała powierzyć w łapy Łabędziego Tanu oraz Nurowej Łapy.
Siedziała właśnie na polanie, czekając na resztę wojowników, z którymi miała iść na patrol łowiecki. Ropusza Łapa, Ćmie Mżenie i Niezapominajkowa Nadzieja miały się udać do Brzozowego Zagajnika. Czekając na kotki, przyszła pierwsza do niej dymna orientalka. Cisza między nimi była dość niezręczna.
Trzcinowy Szmer nadal czuła urazę do kotki, jednak również tęskniła za czasami, kiedy to obie jako uczennice polowały i cieszyły się każdym dniem. Czy mogły zostać, chociaż jeszcze koleżankami?
— Sprawdzałaś jak radzi sobie Liliowa Łapa? — stwierdziła, że zagada do kotki. Miały chociaż jeden temat łączący je po tak wielkiej niezgodzie, a był nim ów kocur. — Ostatnio pytałam się Żabiego Oka i z tego, co wiem, całkiem nieźle idzie mu pływanie.

< Niezapominajkowa Nadziejo? >
🎍

30 czerwca 2026

Od Niezapominajkowej Nadziei CD. Trzcinowego Szmeru


Słysząc słowa kotki po prostu odwróciła się, wbijając wzrok w łapy. Jeszcze na chwilę zerknęła na kocięta, po czym wyszła ze żłobka. W wejściu minęła się ze Żmijowcową Wicią, jednak nie miała ochoty nawet się przywitać. Kocur zabrał jej to, co było dla niej najważniejsze. Może i nigdy nie powiedziała jej co czuje, tak, ale jednak kotka była dla niej czymś więcej, niż tylko przyjaciółką. Po prostu dymna nie potrafiła zbyt dobrze rozmawiać o uczuciach… Żmijowiec tylko wykorzystał ją do posiadania kociąt, nic do niej tak naprawdę nie czuł… Chyba, że Trzcinowy Szmer zaczęła do niego łapać uczucia. Przełknęła ślinę, potrząsając głową. Ruszyła w stronę wyjścia z obozu, nie dając po sobie poznać, że łzy cisnęły się do kącików jej oczu. Tak, kocięta były słodkie, może nawet sama mogłaby takie mieć, choć nigdy nie czuła się tak, jakby mogła zostać dobrą matką, jednak… Kocięta Trzcinowego Szmeru nie były kociętami Niezapominajki. A to bolało ją najbardziej. Przyśpieszyła kroku, truchtając przez rozciągające się po terytorium pola. Czasami miała wrażenie, jakby była w Klanie Nocy zbyt odsłonięta. Co prawda tak, mieli trochę drzew przy granicach i na środku terenów, ale to nie to samo… Przysiadła na Kolorowej Łące, pomiędzy drzewami przy granicy z Klanem Burzy. Niedaleko tego miejsca księżyce temu znaleźli ją jej pobratymcy, którzy nie mieli pojęcia o jej pochodzeniu. Oraz o tym, że znała grupę uciekinierów z Klanu Wilka… Na Szczawiowe Serce spoglądała tylko czasami. On sam chyba ją pamiętał, bo gdy raz kopnął ją zaszczyt pilnowania go razem z jej ojcem, próbował z nią porozmawiać, ale… Kotka nie chciała wracać do przeszłości. Nie miała zamiaru. Czasami jednak mimowolnie wracała myślami do brata oraz kocura, którego od tak dawna nie widziała. Czy Mglisty Sen dobrze się ma? Czy też czasem o niej myśli..? W momentach jak ten, gdy Trzcinowy Szmer łamie jej bezustannie serce żałuje, że nie wybrała go zamiast niej. Niezapominajkowa Nadzieja leżała teraz w trawie, pazurami drapiąc ziemię. Jej futro było nastroszone, a oczy prawdopodobnie były pełne bólu, ale i złości. Zastrzygła uchem, słysząc jakiś dźwięk. Nie była w stanie jednak zidentyfikować, skąd pochodził. Zawęszyła, jednak jedyne co wyczuła, to mysz. Być może to właśnie to zwierzę krzątało się gdzieś między źdźbłami trawy, jednak była pewna, że brzmiało to na większą zwierzynę. Westchnęła wstając, po czym przyjęła pozycję łowiecką. Powoli zaczęła się skradać w stronę myszy, którą po chwili zauważyła. Ta ochoczo podgryzała sobie jakieś nasionko. Kotka naprężyła mięśnie, po czym wyskoczyła, lądując prosto na ofierze. Ta zaczęła się wyrywać, nie wiedząc, co się dzieje. Jednak szybkim wgryzieniem się w jej kark zabiła ją, przez co ta zwiotczała w jej pysku. Niezapominajkowa Nadzieja zastygła tak chwilę, czując, jak ciepło ucieka z ofiary. Po chwili otrząsnęła się jednak, wstając z ziemi. Drgnęła końcówką ogona. Być może po prostu musi odpuścić… Trzcinowy Szmer nigdy nie poczuje do niej tego samego. I nigdy chyba nie czuła… Kotka zwróciła się w stronę obozu, snując za sobą ogonem. Jej łapy wydawały się być ciężkie, a umysł jeszcze bardziej. Gdy dotarła do obozu wypuściła mysz z pyska, a ta spadła na stos zwierzyny. Robiło się ciemno, więc nie chciała już robić nic innego. Ruszyła do legowiska, kładąc się na swoim mchu. Legowisko Trzcinowego Szmeru dawno było przesunięte bliżej tego jej „partnera”. Niedługo po niej do środka wszedł jej ojciec. Teraz jego własne posłanie było nieco bliższe tego jej, a wieczorami czasami cicho ucinali sobie pogawędki. Czasem czuła ból słysząc, jak jej ojciec opowiadał o schadzkach z Lodową Sałatą. Brakowało jej matki, która została w Klanie Wilka całkiem sama…

***

O poranku wyruszyła razem z patrolem łowieckim, obserwując, jak Narwana Łapa trenuje z Kijankowymi Moczarami. Sama nigdy nie dostała ucznia, jednak ojciec pocieszał ją, że na pewno przyjdzie na nią czas. Chciałaby wytrenować ucznia, być z niego dumna, w ten sposób może wyładowałaby w jakiś sposób energię i negatywne uczucia, nie siedząc w końcu w obozie, czy też chodząc na same patrole. Może Mandarynkowa Gwiazda po prostu nie uważa, że ma na tyle dobrą wiedzę do przekazania? Prychnęła pod nosem. Narwana Łapa z resztą zbliżał się do swojego mianowania. Sama pamiętała własne, bardzo się wtedy cieszyła, choć trochę jej zajęło zostanie wojownikiem. Jemu zresztą też, ma już swoje księżyce. Zastrzygła uchem, słysząc niedaleko zwierzynę. Mały drozd dziubał w ziemi, szukając nasion. Obracał jedynie czasem główkę, spoglądając dookoła. Niezapominajkowa Nadzieja zaczęła powoli skradać się do ptaka, zniżając się, aby ten nie zauważył jej. W końcu gdy była na tyle blisko, wyskoczyła, lądując szybko na zwierzynie. Ptak próbował machać skrzydłami, desperacko chcąc wyrwać się spod jej pazurów. Jednak kotka była szybsza, kończąc żywot małego stworzonka. Podniosła zdobycz, chcąc wrócić do Kijankowych Moczar, jednak jej uwagę przykuł mały strumyk. W nim płynęło jedno większe źdźbło trzciny, z trzema mniejszymi tuż obok. Niezapominajkowa Nadzieja przysiadła nad strumykiem, obserwując roślinę, jednak po chwili kątem oka zauważyła, jak za nią płyną również dwa kwiatki. Dwie niezapominajki, tak dokładniej. Jedna była większa, z pięknymi, nasyconymi mocno kolorem płatkami kwiatu, a druga mniejsza, nieco jaśniejsza kolorem. Dymna kotka na pyszczku wymalowane miała zagubienie. Co mogło to oznaczać? Przecież nie może to być zbieg okoliczności… Podniosła łapę, chcąc ją zbliżyć do strumyka, jednak zamiast tego wzdrygnęła się słysząc głos swojego ojca.
— Niezapominajkowa Nadziejo! Wszystko w porządku? Czekamy na ciebie, złapałaś coś? — zapytał, podchodząc do niej od tyłu. Ta od razu potrząsnęła głową, odwracając się do niego.
— Tak, złapałam drozda. Po prostu… Trochę walczył, więc chwilę zajęło mi zabicie go. — odpowiedziała starszemu. Ten ewidentnie jednak jej nie wierzył. Spojrzał za siebie, prawdopodobnie upewniając się, że nikt ich nie podsłuchuje, po czym wrócił do niej wzrokiem.
— Słuchaj, wszystko w porządku? Zniknęłaś naprawdę na dłuższą chwilę… — zapytał zmartwiony.
— Serio? Tak szczerze, to nie zauważyłam… — Spojrzała na niego zdziwiona, bo mówiła prawdę. Nie zauważyła jak szybko minął czas. Kijankowe Moczary jeszcze chwilę przyglądał się jej, jednak westchnął.
— W razie czego wiesz gdzie mnie szukać. Choć, wracajmy do reszty. — Na jego polecenie kotka skinęła głową i podążyła za nim. Jeszcze na chwilę zerknęła na strumyk, jednak potrząsnęła głową, po czym przyśpieszyła kroku do ojca. Narwana Łapa najwidoczniej również miał pomyślne łowy, bo trzymał za ogony dwie myszy w pysku, a na ziemi leżał jeszcze okoń, którego zapewne złowił jej ojciec. Skinął teraz łbem w stronę obozu, na co patrol podążył za nim. Gdy dotarli odłożyli zwierzynę na stos, wybierając coś dla siebie. Dłuższą chwilę patrzyła na złapanego przez jej ojca okonia, myśląc intensywnie. Po chwili w końcu chwyciła go w pysk i skierowała się do legowiska karmicielek. Gdy tam szła, tuż przed nią przebiegła Rzekotkowa Łapa, w sumie prawie w nią wręcz wbiegając. Niezapominajkowa Nadzieja zatrzymała się gwałtownie, a uczennica zrobiła to samo. Odwróciła się do wojowniczki, z zawstydzonym wyrazem pyszczka. Niezapominajka spojrzała na nią lekko rozbawiona.
— Przepraszam, nie chciałam w panią prawie wbiec…
— Nie musisz mówić mi „pani”, Rzekotkowa Łapo. Poza tym, nic się nie stało. Ale uważaj następnym razem, bo taka Wężynowy Kieł może ci oderwać ogon! — zaśmiała się cicho, na co Rzekotkowa Łapa odwzajemniła się tym samym. Najwyraźniej delikatnie się rozchmurzyła, bo podziękowała Niezapominajce za radę, po czym ruszyła do wyjścia z obozu, przy którym czekał jej mentor. Niezapominajka skupiła się znów na celu podróży, czyli żłobku. Jednak z zaniesieniem jej jedzenia wyprzedził ją oczywiście, bo któżby inny, Żmijowcowa Wić. Niezapominajka zwiesiła ogon i uszy zrezygnowana, decydując się na zjedzenie samej okonia. Znalazła niedaleko swojego ojca, który akurat jadł z Siwą Czaplą. Usiadła obok, uśmiechając się delikatnie.
— Hej, mogę zjeść z wami? — zadała pytanie, jednak zauważyła, że Siwa Czapla patrzy na nią zdziwiony. No tak, nikt inny oprócz niej samej i Kijankowych Moczar nie wie, że to jej ojciec. — Po prostu nie ma zbyt wiele wojowników w moim wieku w obozie, wszyscy wyszli na patrole i treningi.
— Dobrze, zapraszamy. Nie gryziemy Niezapominajko. — zaśmiał się Siwa Czapla. — Zresztą, zawdzięczam ci swoją partnerkę, więc jestem ci winny wspólny posiłek.
— Ah, no tak. Cóż, chyba byłam po prostu plotkarą. — odpowiedziała zawstydzona.
— Nadal jesteś… — wyszeptał rozbawiony Kijankowe Moczary, na co Niezapominajka pacnęła go ogonem w bok.
— Haha, zabawne. Po prostu ktoś musi przekazywać informacje w klanie. Padło na mnie! — odpowiedziała, podnosząc głowę dumnie. Zaczęła zajadać okonia, a Siwa Czapla zdecydował się odezwać znowu.
— Z resztą, kiedy sama znajdziesz partnera? Znaczy, nie żebym jakoś wchodził w twoje personalne życie. Po prostu myślę, że tak ładna kotka na pewno jest na oku wielu kocurów w klanie. Bądź i nawet kotek! — na jego słowa kotka zamarła lekko, po chwili przełykając kęs, który miała w pyszczku, jednak nie smakował on już tak dobrze jak poprzednie.
— Cóż, kiedyś przyjdzie na mnie pora… Nie jestem aż tak stara, mam całe życie przed sobą. Nawet jeszcze nie miałam ucznia, więc na partnera czy też partnerkę też znajdzie się czas… — odpowiedziała, patrząc na żłobek niepewnie. Smutek ogarnął ją, przez co apetyt już kompletnie zniknął. Siwa Czapla chyba zauważył jej stan, więc zdecydował się nie naciskać.
— Rozumiem, mam nadzieję, że znajdziesz kogoś dobrego. Muszę się zbierać, za chwilę mam iść na patrol. — Kocur dokończył posiłek, wstał, po czym skierował się do wyjścia z obozu. Niezapominajkowa Nadzieja nadal patrzyła na okonia, a Kijankowe Moczary patrzył na nią lekko zmartwiony.
— Na pewno wszystko będzie dobrze. Obiecuję ci, Niezapominajkowa Nadziejo. Tak czy siak, musisz ją czasem odwiedzić. Może nawet ci to pomoże… — powiedział kocur, na co ta przez chwilę wpatrywała się w ziemię.
— Może… No dobrze, odwiedzę ją. W końcu nadal może być moją przyjaciółką… — powiedziała, na co kocur skinął głową, patrząc, jak ta odchodzi w stronę żłobka. Gdy była przy jego wejściu, wzięła głęboki oddech, aby się uspokoić. Gdy weszła, pod jej łapy trafiło jedno z kociąt, które przeturlało się do niej podczas zabawy z bratem. Łabądek potrząsnęła łebkiem, wpatrując się teraz w dymną. Cóż, to nie pierwszy kot który w nią dzisiaj wpadł.
— O, dzień dobry pani Niezapominajko! — przywitała się mała — Przepraszam za wbiegnięcie w panią!
— Nic nie szkodzi, nie musisz mi mówić pani. — poczuła wzrok Trzcinowego Szmeru, który wypalał dziurę w jej futrze. Podniosła głowę, teraz patrząc na nią, wyczekując, aż ta być może jednak odezwie się pierwsza.
<Trzcinowy Szmerze?>

24 czerwca 2026

Od Trzcinowego Szmeru CD. Niezapominajkowej Nadziei

Akcja dzieje się kilka dni po porodzie

— Jak tam twoje kocięta? Żmijowcowa Wić wydaje się dość dumny z siebie, z tego, co zauważyłam.
Popatrzyła się na Niezapominajkową Nadzieję. Widziała w jej oczach ból i nawet zazdrość. Były zżyte nawet bardzo, do pewnego czasu nawet sądziła, że zostaną partnerkami, jednak młodsza wojowniczka bardzo długo nie wykazywała niczego więcej od siebie. Trzcinowy Szmer nie usłyszała od księżyców dwóch słów, które powinny paść z pyska Niezapominajkowej Nadziei. Wtedy wszystko inaczej mogło się potoczyć.
Trzcinowy Szmer jednak nie żałowała swoich decyzji. Inaczej przecież nie miałaby przy swoim brzuszku dwóch malutkich kuleczek, które były z jej krwi oraz Żmijowcowej Wici. Łabądek oraz Nur byli teraz dla niej całym jej światem, a nie wyznanie uczuć od kotki, która po prostu egzystowała w obozie.
— Nur oraz Łabądek są naprawdę cudnymi kociętami, Niezapominajkowa Nadziejo. Jeszcze nie są na tyle duże, żeby brykać, jednak uwierz mi na słowo, że zostaną wspaniałymi wojownikami. Widać po Nurze, że ma sylwetkę po swoim dziadku, czyli Dryfującej Bulwie, a Łabądek to czysty Żmijowcowa Wić — delikatnie polizała swoje pociechy językiem, a te cichutko zakwiliły.
Niezapominajkowa Nadzieja lekko się skrzywiła, jednak postanowiła obwąchać maluchy. Trzcinowy Szmer jednak szybko zakryła je swoim ogonem. Dymna wyprostowała się gwałtownie i rzuciła jej pełne urazy spojrzenie.
— Wiesz, że mogły być to nasze kocięta? Mogłyśmy być to my i byłabyś bardziej kochana, niż ci się wydaje… — wyszeptała z pełnym bólem Niezapominajkowa Nadzieja, mając zamiar już wyjść ze żłobka.
— W takim razie miej pretensje do siebie, Niezapominajkowa Nadziejo — powiedziała twardo, jednak było słychać w tym nutkę żalu. — Mogłaś powiedzieć te słowa o wiele wcześniej. Miałam dość czekania. Chciałam kociąt, więc je dostałam. Mogłaś zadbać o to, żeby zostać ze mną. Jednak wybrałaś milczenie i trzymanie mnie na słodkie słówka oraz codzienne rozczesywanie sierści, to jednak jest za mało. Chciałabym ci powiedzieć, że to są nasze kocięta i że jesteś mile widziana, jednak musisz pamiętać, że to jak potoczyło się twoje życie, jest tylko i wyłącznie zależne od ciebie. Czasami stanie i czekanie jest najgorszą opcją, bo ja nie czekam. Ja walczę. A teraz możesz stąd wyjść. Jak będziesz chciała, to odwiedzisz mnie jutro.
Niezapominajkowa Nadzieja wpatrywała się w nią przez jeszcze kilka uderzeń serca, jednak dla Trzcinowego Szmeru wydawało się, że była to wieczność. Bez słowa wojowniczka opuściła żłobek, a w przejściu wyminęła się ze Żmijowcową Wicią, który właśnie niósł dla niej okonia. Trzcinowy Szmer szybko się rozchmurzyła i przyjęła z chęcią rybę oraz wojownika, który został na całą noc, pilnując jej oraz swoich kociąt.

< Niezapominajkowa Nadziejo? >
🎍

11 czerwca 2026

Od Niezapominajkowej Nadziei CD. Trzcinowego Szmeru

Księżyce temu leżała obok kotki, zwierzały się sobie z sekretów, czyściły sobie nawzajem futra, dzieląc się swoimi marzeniami, a teraz kotka miała partnera, kocięta… Gdzie Niezapominajka popełniła błąd? Może powinna była spędzać z nią więcej czasu? Wbijała teraz pazury w ziemię, patrząc tępo na pazury, które nie tak dawno drapały wściekle po jej ojcu. Wzdrygnęła się, w końcu wstając. Nie była pewna co do odwiedzin kotki, jednak nie odzywanie się do niej też nie było wcale najlepszym pomysłem. Westchnęła, gdy nagle do jej boku podszedł jej ojciec. Klan Nocy nadal był pewien, że powodem jego ran były borsuki, a ona sama nie potrafiła sobie spojrzeć w oczy w odbiciu kałuży, wiedząc, że to ona go tak urządziła. On sam jednak nie wydawał się być zły. Może to było w tym wszystkim najgorsze? Teraz usiadł obok córki, zerkając na jej drgający nerwowo koniuszek ogona. Ona nadal stała, patrząc na żłobek. Jej ojciec westchnął.
— Wiesz, myślę, że powinnaś ją odwiedzić. Wiem, że to boli, ale przyda się jej teraz wsparcie, wiesz? — kocur patrzył na nią nadal, wręcz ciepłym wzrokiem. Musiała przyznać, że ciężko było się przyzwyczaić do posiadania jakiejkolwiek faktycznej rodziny obok siebie. Szczególnie wtedy, gdy nikt inny nie wiedział o ich spokrewnieniu. Przyzwyczaiła się do osamotnienia. Gdyby tak pomyśleć, to Trzcinowy Szmer była jedyną najbliższą osobą, jaką dotąd miała przy sobie. Jej futro nastroszyło się na tą myśl, jednak od razu wygładziła je językiem. Jej ojciec skinął w stronę żłobka, na co ta w końcu po chwili ruszyła się, przełykając ślinę. Myślała cały czas o tym, co powiedziała jej księżyce temu kotka i ona sama jej. Kotka zabiła członka rodziny, ale Niezapominajka nigdy jej nie oceniała za ten czyn. W dodatku wiedziała, że sama teraz nie jest niewiniątkiem. Jednak Trzcina też znała jej najskrytszy sekret, mianowicie jej pochodzenie. Łapy same w końcu poniosły ją do żłobka, co zauważyła dopiero wtedy, gdy się tam znalazła. Trzcinowy Szmer patrzyła czule na dwie kulki u swojego boku. Niezapominajkę przeszedł dreszcz na myśl, że mogły być jej. Że mogły razem znaleźć kocięta na granicy, tak jak to ją samą znaleziono. Ruszyła w stronę kotki, czując lekki dyskomfort. Głowa jej wirowała, ostatni raz widziały się gdy wróciła z Kijankowymi Moczarami po “ataku”.
— Niezapominajkowa Nadziejo? Już myślałam, że mnie nie odwiedzisz. — usłyszała dymna, co wyrwało ją z myśli po raz kolejny, a wirowanie zastąpione zostało… Smutkiem. Nie dała po sobie tego poznać, jednak kojący głos szylkretki był dla niej czymś, czego mogłaby słuchać o wiele częściej, obok siebie, jak kiedyś gdy miały legowiska tuż obok siebie. Teraz jej legowisko było puste, może nawet bliższe tego, które zajmował Żmijowiec…
— Tak, przepraszam, że nie od razu, po prostu po tym ataku…
— Nie musisz mi tłumaczyć. To musiało być straszne, atak w obozie już sam w sobie był okropny… Rannych było sporo. — odpowiedziała kotce, zakrywając kocięta ogonem, jakby borsuk znów miał się wyłonić zza rogu. Gdyby tylko wiedziała…
— Było. Szczególnie dla Kijankowych Moczar… — usiadła, patrząc na swoje łapy, turlając pod nimi jakiś kamyczek, który się pod nimi akurat znalazł.
— Wyglądał okropnie… Dobrze się ostatnio dogadujecie, chyba wspólna walka was zbliżyła do siebie, co?
— Tak, tak… Cieszę się, że przeżył. Faktycznie trochę się zbliżyliśmy. — Wspólna walka była czymś innym w głowie Trzciny, a głowie dymnej. Niezapominajkowa Nadzieja odepchnęła kamyczek w bok, czego pożałowała, bo jednak nie miała czego zrobić z łapami, a powietrze robiło się dla niej gęste. Mogłaby je ciąć pazurami. W końcu spojrzała na przylegające do jej boku puchate maluchy. Jej serce delikatnie zakłuło, jednak uśmiechnęłą się. — Jak tam twoje kocięta? Żmijowa Wić wydaje się być dość dumny z siebie, z tego co zauważyłam.

<Trzcinowy Szmerze?>

11 stycznia 2026

Od Trzcinowego Szmeru CD. Niezapominajkowej Nadziei

Trzcinowy Szmer uśmiechnęła się do NIezapominajkowej Nadziei.
— Z chęcią zjem z tobą okonia, a propozycji z popołudniowego spaceru nie odmówię — zamruczała.
Nie spodziewała się, że kotka wyjdzie z taką propozycją, szczególnie że ostatnimi czasy, głównie to Zmierzchająca Fala wraz z Kropiatkową Skórą do niej podchodzili. Czy Niezapominajkowa Nadzieja nie lubiła jej towarzystwa? Było to prawdopodobne, jednak nie zamierzała tego zmieniać. Spojrzała prosto w duże zielone oczy kotki, na co ta chwilowo się speszyła.
— W takim razie chodź Trzcinowy Szmerze! — Smagnęła ją ogonem i ruszyła do sterty ze zwierzyną.
Uśmiechnęła się i udała za dymną. Stanęła obok niej i wyjęły okonie z dziupli, po czym zajęły przyjemne miejsce przy źródełku. Kamienie grzały ich futerka od spodu, a lawenda niosła ze sobą przyjemny, słodki zapach.
— Nie wiedziałam, że tak dobrze mnie znasz — zaczęła. — Skąd wiedziałaś, że lubię okonie?
Niezapominajkowa Nadzieja przełknęła pierwszy gryz ryby i spojrzała się na nią z iskierkami szczęścia w oczach.
— Z obserwacji! Każde z nas ma jakąś ulubioną zwierzynę, którą moglibyśmy ciągle jeść. Ja zauważyłam, że najczęściej sięgałaś po okonia, szczególnie kiedy byliśmy uczennicami i wracałaś zmęczona z treningu z Mandarynkową Gwiazdą.
Zdziwienie wymalowało się na pysku Trzcinowego Szmeru. Nie była przygotowana na taką odpowiedź. Ona sama niestety nie pamiętała, jaka jest ulubiona zwierzyna Niezapominajkowej Łapy.
“Może lubi tak samo okonia, jak ja?” — Wzruszyła barkami w myślach.
— Czemu jesteś taka zdziwiona? — zachichotała tamta. — Jaka jest zatem moja ulubiona zwierzyna?
Trzcinowy Szmer zerknęła na okonia, którego zaczęła jeść dymna.
— Też okoń? — zgadła. — Gdybyś ich nie lubiła, to na pewno byś teraz jednego nie jadła. Tak to mamy pełną dziuplę, inaczej wybrałabyś sobie coś innego — zauważyła, przechylając głowę.
Niezapominajkowa Nadzieja posłała jej uśmiech, jednak nie skorygowała ją, czy ten okoń naprawdę jest jej ulubionym przysmakiem. Sfrustrowało to trochę Trzcinowy Szmer, która szczerze nie miała pojęcia, co lubiła kotka oprócz wody i niezapominajek, które miała wplątane w jej długą i piękną sierść.
— No co? — wybąkała z siebie, nadal patrząc z wyczekiwaniem na dymną, którą uśmiechała się do niej, jakby miała ją w garści.
Miała się przyznać, że tak naprawdę nie wiedziała o niej za wiele, oprócz tego, że bardzo zżyła się z kotką?
Niezapominajkowa Nadzieja pacnęła ją łapą w ucho.
— Jedz! Jeszcze przed nami spacer, pamiętasz?
— Oczywiście, że pamiętam, tylko-
— To jedz. Chcę, byś miała siłę przepłynąć rzekę! Chciałabym cię zabrać na naprawdę długi spacer Trzcinowy Szmerze.
Powiedziała jej imię swoim delikatnym głosem i takim tonem, który sprawił dreszcze Trzcinowemu Szmeru, które przebiegły wzdłuż jej kręgosłupa.
— Ojej, no dobrze. — Włożyła w to wiele siły, by się nie zająknąć.
Zdziwiona swoim zachowaniem oraz odczuciami, pochłonęła dość szybko swojego okonia. Nawet nie wiedziała, że była tak głodna. Czy aż tak się głodziła przez ostatnie czasy?
Kiedy obie kotki skończyły swój posiłek, wyszły razem z obozu na spacer. Trzcinowemu Szmeru nie umknęło jednak, jak to Niezapominajkowa Nadzieja się stresowała. Mimo uśmiechu oraz głosu, który miękł jej serce, końcówka jej długiego ogona podrygiwała z niepokojem. Przynajmniej, jakby coś planowała. Możliwe, że chciała jej coś pokazać, co Trzcinowy Szmer chciała zobaczyć?
Stanęły obie przed ciemną rzeką, która miło szumiała, sprawiając, że jej mięśnie same się rozluźniły. Uwielbiała ten szum.
— To gdzie mnie zabierasz? Idziemy na nowsze tereny Klanu Nocy? Do Brzozowego Zagajnika? A może masz na oku Kolorową Łąkę?
Przystanęła obok kotki, a ta z uśmieszkiem udawała, że się zastanawia.
— Nie chcesz się przekonać?
— Oczywiście, że chcę!
— To za mną! — zachichotała tamta i wskoczyła do wody.
Trzcinowy Szmer nie zastanawiając się długo, ruszyła za nią.

***

Nie minęło wiele czasu, kiedy dotarły na Kolorową Łąkę. Słońce zaczęło zachodzić za horyzontem. Wszystko to wyglądało, jakby woda morza gasiła tę wieczną światłość. Na niebie pojawiały się różne kolory i odcienie pomarańczu i różu, które odbijały się od pierzastych chmur. Wszystko było tak piękne i spokojne.
— No no no, zabrałaś mnie w bardzo ładne miejsce. Czy to randka? — zaśmiała się, mówiąc to pół żartem pół na poważnie.
Kotka nie odpowiedziała jej, a nie mogła zobaczyć jej reakcji, gdyż tamta szła na przodzie. Nadal ich prowadziła, aż w końcu przyjaciółka zabrała ją w miejsce docelowe. Miały piękny widok na morze, dalekie klify, na których żył Klan Klifu oraz były otoczone przez kwiaty. Przycupnęły obie, obserwując do końca zachód słońca.
— Trzcinowy Szmerze… Martwię się o ciebie bardzo… Nie wyglądasz najlepiej, od momentu egzekucji Pluskającego Potoku, wcale o siebie nie dbasz… Stajesz się coraz chudsza i słabniesz w oczach, a twoja sierść nie jest już tak błyszcząca i zadbana, jak za czasu, gdy ćwiczyłaś z Mandarynkową Gwiazdą. Co się stało? Chociaż mogę się domyślać…
Między nimi zapadła cisza. Trzcinowy Szmer nawet nie wiedziała, że wstrzymała powietrze, dopóki nie pojawiły się jej mroczki przed oczyma.
— Trzcinowy Szmerze, proszę cię — mówiła tamta swoim słodkim i błagalnym głosem. — Nie chcę widzieć, jak stajesz się cieniem dawnej siebie. Jesteś naprawdę wspaniała, nie powinnaś tak więdnąć w oczach…
Westchnęła głośno, jednak nie umiała wydusić z siebie żadnego zdania. Jakby wiedziała, że ten spacer tak właśnie się skończy, to pewnie odmówiłaby wyjścia.
— Co, ja mam ci niby powiedzieć? — powiedziała z bólem, jakby z pretensją.
— Powiedzieć, to co ci leży na sercu. Prawdę.
— No dobrze… — zaczęła dość niechętnie. — Masz rację, że to wszystko zaczęło się od zdrady Pluskającego Potoku. To właśnie ta zdrada mnie zabolała. Przejrzałam na oczy, że jednak nie stoję po tej samej stronie, co moja rodzina. Inaczej wyobrażałam sobie swoją lojalność…
Spojrzała w głąb zielonych oczu Niezapominajkowej Nadziei. Miała nadzieję, że ta ją zrozumie, jednak po jej pysku widziała, co innego. Właśnie tamta otwierała pysk, jednak ta nie dała jej nawet zacząć.
— Zamordowałam swojego brata. Stanęłam za klanem zamiast rodziną… Najgorsze w tym wszystkim jest, że wcale nie zamieniłabym mojego wyboru. Widziałam rozczarowanie w oczach Baśniowej Stokrotki oraz złość Dryfującej Bulwy… On nigdy nie był na mnie zły… Za to Klan Nocy nadal widzi mnie jako krewnego zdrajcy! Ja nie jestem zdrajczynią! Nie jestem zdrajczynią klanu! Najwyżej tylko zdrajczynią rodziny…
— Nie tylko ty jesteś zdrajczynią swojej rodziny… Przynajmniej tak twierdzi mój brat…
Trzcinowy Szmer zamrugała ze zdumieniem i przeniosła swój wzrok na Niezapominajkową Nadzieję.
— O czym ty mówisz?
Dobrze pamiętała, jak kotka dołączyła do Klanu Nocy. Była znaleziona w wieku uczniowskim na ich terytorium w nieczystościach dzika, czy jakiegoś innego stworzenia. Kotka jednak była sama, nikt nie zauważył kolejnego kota, który mógłby być jej rodzeństwem. Zresztą Niezapominajkowa Nadzieja dotąd nie mówiła nic o swojej przeszłości ani o swojej rodzinie. Czując, że to jest ważny moment, umilkła, czekając, aż tamta kontynuuje.
— O tym, że zostawiłam rodzinę na rzecz szczęścia… — Posłała jej szczery, jednak i słaby uśmiech. — Urodziłam się w Klanie Wilka i uciekłam stamtąd podczas próby na ucznia. Bez słowa zostawiłam tam moją mamę, brata oraz bardzo bliskiego przyjaciela…
— Czy żałujesz, że uciekłaś?
— Nie, mam wiele powodów oraz ważnych dla mnie w Klanie Nocy kotów, dla którego nie zmieniłabym zdania.
Spojrzała na nią znacząco oraz ciepło, na co Trzcinowy Szmer poczuła, że zaczynają ją szczypać końcówki uszu. Nie mogła zaprzeczyć, że zrobiło to wielkie wrażenie na niej. Jej przyjaciółka była z innego klanu i to ich sojuszników. Senna Łapa również była zabrana z Klanu Wilka, jednak przyprowadziła ją księżniczka, która była chwilowo na wymianie. No właśnie… A Niezapominajka uciekła z jakiegoś testu na ucznia…
— Cieszy mnie, że wolisz jednak zostać tu ze mną w Klanie Nocy. Jednak ciekawi mnie jedno… Jak wygląda test na ucznia w Klanie Wilka?
Oczy Niezapominajkowej Nadziei zamgliły się nieprzyjemnie. Musiała pewnie wrócić myślami do przeszłości, po chwili pokręciła z bólem swoją głową.
— To rozmowa nie na dzisiaj Trzcinowy Szmerze.
— Rozumiem…
Głowa jej parowała od natłoku informacji oraz emocjach, które wydusiła z siebie. Kosztowało ją to dużo siły.
— Ja mam jeszcze jedno pytanie do ciebie. Kim jest dla ciebie Zmierzchająca Fala?
Atmosfera między nimi nagle zgęstniała. Spojrzała na kotkę, jednak tamtej piękne zielone oczy, nie były już utkwione w niej, tylko na słońcu, które zdążyło już zajść całkowicie za horyzont. Niebo zrobiło się ciemne i na nim zaczęli się pojawiać pierwsi wojownicy Klanu Gwiazdy. Wokół nich zaczęły zbierać się świetliki, a szum fal i wiatr od strony morza zniknęły.
— Jest tylko przyjacielem. Nikim więcej.

***

Obie wróciły późno do obozu. Większość kotów była już gotowa do spania i pochowały się w legowiskach. Same również dołączyły do reszty. Trzcinowy Szmer położyła się zmęczona na własnym posłaniu i kawałkiem zadu zetknęła się z Żmijowcową Wicią, który miał obok niej posłanie. Niezapominajkowa Nadzieja przystanęła obok niej i pacnęła ją łapą. Podniosła na przyjaciółkę pytające spojrzenie.
— Nie miałabyś nic przeciwko, gdybym przeniosła swoje posłanie obok twojego? Mogłabym pomóc ci z twoim futrem. Oczywiście, jeśli tego chcesz… — powiedziała, jakby była zawstydzona bliską obecnością Żmijowcowej Wici, który i tak drzemał.
— Oczywiście, że możesz! Nie musisz się pytać o takie rzeczy!
Niezapominajkowa Nadzieja zamruczała zadowolona i po chwili znalazła się ze swoim posłaniem obok niej. Położyła się blisko niej, a ich futra ze sobą się lekko stykały. Trzcinowy Szmer mimo tego, że powoli odpływała, to czuła na sobie język kotki, która cierpliwie i dokładnie pielęgnowała jej futerko. Mrucząc z zadowolenia, zapadła w końcu w sen.

<Niezapominajkowa Nadziejo <3 >

04 stycznia 2026

Od Niezapominajkowej Łapy (Niezapominajkowej Nadziei) CD. Trzcinowego Szmeru

Gdy wróciła z polowania zdecydowała się odwiedzić Trzcinowy Szmer. Kotka leżała w lecznicy, nadal dochodziła do siebie po walce z wydrą przy swoim mianowaniu. Niezapominajkowa Łapa nie przyznałaby tego na głos, jednak siła kotki jej bardzo imponowała. Gdy ta pomagała w odnowie obozu, czasem wręcz rumieniła się, chowając pyszczek w futrze. Gdy kotka zadała pytanie, uśmiechnęła się do niej.
— Chyba nawet dobrze. Szkolenie idzie mi nawet zaskakująco dobrze ostatnio. — Spojrzała na rany starszej. — Nieźle musiałaś się z nią poszarpać. W sensie tą wydrą.
— Tak, trochę. Ale nie dałam jej za wygraną. — odpowiedziała, spoglądając na ranę.
— Temu nie przeczę. Każdy inny kot pewnie wróciłby nieźle poturbowany. Ty wyszłaś jedynie z jedną większą raną. Dobrze ci poszło.
— Dzięki. — Trzcinowy Szmer zaczęła wylizywać swój bark. Niezapominajkowa Łapa odwróciła wzrok na chwilę, zawstydzając się przez ciszę, jaka nastała.
— Muszę już lecieć, niestety… Ale odwiedzę cię jeszcze, obiecuję. Odpoczywaj dobrze. — Wstała, otrzepując się lekko.
— Zapraszam, nie mam tu zbytnio nic do roboty póki rana się goi.

***

Niezapominajkowa Nadzieja widziała od dawna, że stan Trzcinowego Szmeru pogarsza z dnia na dzień. Coraz mniej jadła, wyglądała okropnie słabo. Inaczej niż księżyce temu, gdy była przecież tak silna… W dodatku kręcił się przy niej Zmierzchająca Fala. Dymna nie przepadała za nim. Jedyne, z czego się cieszyła, to że był wsparciem dla szylkretki, jednak na gust Niezapominajkowej Nadziei zbliżał się do niej za bardzo. Gdy jednak złapała ją samą, podeszła do niej z delikatnym uśmiechem na pyszczku, mając nadzieję, że uda jej się lekko poprawić jej humor. Jej futro było zmatowione, nie wylizane. Dawno się nim nie zajmowała, jednak to w żadnym stopniu nie odejmowało jej urody. Była tylko przygaśnięta, ale nadal była tą samą kotką, która sprawiała, że serce Niezapominajki biło szybciej.
— Hej, Trzcinowy Szmerze. Może masz ochotę na zjedzenie razem? Słyszałam, że patrol łowiecki złowił kilka okoni. Mogłybyśmy potem przejść się na spacer, co ty na to..? — zapytała delikatnie.

<Trzcinowy Szmerze?>

21 września 2025

Od Trzcinowej Łapy (Trzcinowego Szmeru) CD. Niezapominajkowej Łapy

Przed mianowaniem

Trzcinowa Łapa zaparła się o kłodę i naparła na nią swoim całym ciężarem, kiedy Mandarynkowe Pióro miauknęła:
– Teraz!
Wszyscy pchnęli kłodę, która potoczyła się bliżej legowiska starszyzny.
Kotka nie skupiała się na otoczeniu, tylko na swojej pracy oraz na bólu barków, które pod koniec dnia na pewno będą posiniaczone.
– Przerwa! Macie czas na zjedzenie i odpoczynek – postanowiła srebrzysta zastępczyni, po czym sama ruszyła w kierunku, gdzie siedziała Wężynowy Kieł.
Szylkretowa uczennica opadła na trawę ze zmęczenia. Podniosła głowę i akurat spotkała się wzrokiem z Niezapominajkową Łapą, która musiała co jakiś czas na nią patrzeć, gdyż nagle tamta odwróciła głowę.
“Dobra, chyba to nie było nic ważnego w takim razie” – odpowiedziała sobie w myślach.
– Chodź, zjemy coś zanim znów nas zagonią do roboty.
Złapała pyskiem, dziwnie zachowującą się dymną orientalkę, za jej długie ucho i pociągnęła w kierunku sterty zwierzyny. Puściła ją dopiero kiedy stanęły przed kupką jedzenia, z którego miały wybrać sobie przekąskę.
– Wezmę okonia. – Wskazała rybę swoim ogonem – Jest dość duży, więc możemy jeść na spółę.
– T-tak, dokładnie – wydukała gorączkowo Niezapominajkowa Łapa.
Szybko usiadły do cienia, przy legowiska medyczki, gdzie niektórzy jeszcze pracowali, wplatając w gałęzie wierzby, trzciny i inne kwiaty, pod czujnym okiem Różanej Woni.
Szylkretowa uczennica uważnie przyglądała się swojej przyjaciółce, która zdecydowanie dziwnie się zachowywała. Jeszcze nigdy nie była w takim stanie. Czy ona jej się bała? Może była chora? Czy powinna dymną posłać do medyczki? Były bardzo blisko.
Przyłożyła do tamtej czoła swoją łapę. Poduszki ją nie parzyły ani nie czuła od kotki kwaśnego odoru choroby.
Niezapominajka popatrzyła na nią zmieszana, a jej futerko na ogonie się podniosło.
– Co robisz?
– A, nieważne. Chciałam coś sprawdzić – odpowiedziała wymijająco, biorąc duży kęs okonia.

***

Po mianowaniu

Trzcinowy Szmer leżała w legowisku medyczki, pod czujnym okiem Różanej Woni, która co jakiś czas musiała kontrolować robotę wojowników, którzy uwijali się przy lecznicy.
Minęło zaledwie kilka dni od jej mianowania, a rany dobrze jej się goiły po walce z wydrą. Jednak nie mogła już wytrzymać w tym jednym przeklętym miejscu. Nic nie mogła zrobić bo opatrunki się odkleją. To była kara, a nie nagroda za ciężkie szkolenie!
Położyła wkurzona łeb na przednich łapach, obserwując przy okazji cienie kotów, które pracowały przy kurtynie osłaniającej wejście. Nie mogła zobaczyć niczego, co dzieje się na polanie, to było wręcz irytujące. Życie w półmroku przez kilka dni, gdzie czuć było duszący zapach ziół, był okropnym miejscem! Najchętniej by wyszła stąd i wytarzała się w dobrze nasłonecznionym miejscu.
– Cześć, Trzcinowy Szmerze! – rozbrzmiał przyjazny głos Niezapominajkowej Łapy, która weszła do środka ze smacznym kąskiem.
“To okoń!" Jak dobrze dymna ją znała!
Ucieszona podniosła głowę i zamruczała głośno, zapraszając kotkę by przysiadła obok niej.
– Dziękuje ci bardzo za okonia. Miło mi, że ktoś o mnie jednak pamięta! – Złapała szczękami rybę i od razu wzięła się za jedzenie.
Zachowywała się trochę jakby głodzono ją przez te kilka dni w lecznicy, jednak tak naprawde cieszyła się z jej ulubionej przekąski.
Niezapominajkowa Łapa zamruczała rozbawiona i położyła się obok niej w pozycji na chlebek.
– Jak tam rany? Bo widać po jedzeniu, że twoje samopoczucie jest w dobrej formie – zagadała tamta.
No tak, przecież przyszła w odwiedziny, co miała innego powiedzieć?
– No, jest dobrze. Nie bolą mnie aż tak, jednak do końca się jeszcze nie zagoiły, ale mam nadzieję, że niedługo wrócę do swoich obowiązków. – Wzięła kolejny gryz okonia. – Bardzo głupio się czuję, kiedy to leżę w lecznicy, a wy harujecie w pełnym słońcu.
Dymna pokręciła głową.
– Mandarynkowe Pióra aż tak nie chce nas eksploatować, pracujemy wtedy, kiedy jest chłodniej. Tak samo z patrolami – jest zbyt gorąco, byśmy wychodzili w momentach szczytu, kiedy nie ma praktycznie zacienionych miejsc. Aktualnie wszyscy pochowali się po legowiskach.
– A rzeka? Woda nas ochładza.
– Kuni Strumyczek powiedziała mi, że poziom rzeki spadł i nurt się osłabił. Poza tym i tak wystawiamy się na największe słońce.
– Fakt, masz rację… – zamyśliła się, opierając brodę o swoją łapę. – A poza tym wszystkim, to jak u ciebie?

< Niezapominajkowa Łapo? >
Event w Klanie Nocy: Wtoczenie na wyspę pnia, mającego stanowić część nowego legowiska starszyzny

18 września 2025

Od Niezapominajkowej Łapy CD Trzcinowej Łapy (Trzcinowego Szmeru)

Kotka cieszyła się z podzielenia się zwierzyną z Trzcinową Łapą. Nareszcie miała koleżankę! Następnego dnia z rana zostały wygonione z legowiska uczniów przez zgniłą mandarynkę, jak to ją przezywała w myślach dymna. Gdy już oddaliła się, a zastępczyni nie patrzyła wprost na nią, wystawiła w jej stronę język i szybko odwróciła się, znów idąc za Trzcinową Łapą. Zauważyły, jak niektóre koty zbierają się do wnoszenia kamieni na wyspę.– Chodź Niezapominajkowa Łapo. Będziemy przynosić kamienie do obozu. – machnęła ogonem w stronę koleżanki i obie wybiegły na zewnątrz. Niezapominajkowa Łapa uśmiechnęła się zadowolona. Jejku, korka faktycznie chce jej pomocy! W końcu dotarły do rzeki, przepływając na jej drugą stronę. Woda oblepiła jej futro do skóry, gdy tylko wyszła ze strumienia. Otrzepała się, patrząc wprost na kamienie na brzegu. Zauważyła, że stoi tam Siwa Czapla. Od razu przypomniała sobie o nim i swojej mentorce. Ciekawe, jak się ma ich relacja!
— Dzień dobry Siwa Czaplo! Jak tam mija dzień? — spytała grzecznie kocura. Ten spojrzał na nią lekko zdziwiony. Chyba nie spodziewał się rozmów z uczennicą.
— Chyba dobrze, choć noszenie i układanie kamieni trochę męczy… — odpowiedział kocur. Tuż obok niego pojawił się Kijankowe Moczary, który przyniósł kolejny kamień. Przez chwilę spojrzał na Niezapominajkową Łapę, jakby analizując ją. Po chwili w końcu odwrócił się i odszedł. Trochę ją to zdziwiło, nie mogła tego nie przyznać. Zanim jednak zdążyła się nad tym zastanowić, usłyszała swoją koleżankę.
— Jesteś gotowa? — spytała szylkretka.
— Tak, już idę! — Chwyciła kamień i zawróciła do starszej. Przez chwilę czekały, aż inne koty przepłyną na brzeg.– Dobra, teraz nasza kolej – miauknęła Niezapominajkowa Łapa, wchodząc do wody.
Trzcinowa Łapa weszła zaraz za nią i obie sprawnie przepłynęły na drugi koniec rzeki. Wzięły po kilka kamieni w zawiniątka, uważając tak, by one nie wpadły im do wody i wróciły do obozu. Świetnie się bawiąc, pracowały tak aż do momentu, kiedy słońce, zaczęło schylać się po nieboskłonie, a na niebo było pełne barw czerwieni i pomarańczu. Obie zasiadły wygodnie na polanie, dzieląc się kolejnym posiłkiem i obserwując chmury. Niezapominajkowa Łapa zerknęła na starszą. Jej oczy pięknie odbijały się w świetle zachodzącego słońca… Zdecydowała się nie gapić się na szylkretkę, nie chciała wyjść na dziwną. Wgryzła się w zwierzynę, odwracając nią swoją uwagę.
– Jestem ciekawa, co będziemy robić jutro – zagadała Trzcinowa Łapa do swojej koleżanki – Piszesz się na wtoczenie głazów do obozu? Czy jednak preferujesz wniesienie kłody na zwierzynę? Widziałam, jaka ona jest wielka. Pewnie nie jeden kot będzie ją pchał.
— Tak, zapewne tak… Myślę, że możemy spróbować wepchać tę kłodę. — odpowiedziała kotce. Po chwili, gdy już zaczęło się robić ciemno, dymna spojrzała na koleżankę. — Chyba powinnyśmy się wyspać.
— Tak, racja. Trzeba mieć energię na jutro. No cóż, zbierajmy się. — Wstała, idąc w stronę legowiska uczniów. Niezapominajkowa Łapa wstała dopiero chwilę po niej, kierując się w tą samą stronę.

***

Następnego dnia tak jak poprzedniego zgniła mandarynka wyrzuciła je z legowiska, choć dymna błagała i jeszcze chwilkę snu. Jej prośby jednak zostały niewysłuchane. Razem z Trzcinową Łapą pokonane posnuły się w stronę kotów zbierających się do przetoczenia kłody. Ustawiły się w rządku, opierając się o kłodę. Na znak jednego z wyznaczonych wojowników zaczęły ją pchać razem z resztą. Niezapominajkowa Łapa poczuła, jak jej tylne łapy wbijają się do mokrej ziemi. Spojrzała na Trzcinową Łapę, której pyszczek był pełen determinacji. Dlaczego tak jej to imponowało? Musi się skupić, bo zaraz ją ta kłoda przywali…

553 słowa
(Trzcinowa Łapo?)
Event Klanu Nocy:
Wniesienie na wyspę kamieni, mających otaczać źródełko wody i wzmacniać jego ścianki.
Wtoczenie na wyspę pnia, mającego stanowić część nowego legowiska starszyzny.

[przyznano 11%]

05 września 2025

Od Trzcinowej Łapy do Niezapominajkowej Łapy

Trzcinowa Łapa właśnie siedziała spokojnie na swoim posłaniu. Była zmęczona, wciąganie głazu oraz sprzątanie rzeczy z polany było bardzo męczące, bardziej niż sobie uczennica zakładała. Koty po prostu padały na pyski po każdym wykonywanym zadaniu. Szylkretka była ciekawa, czy w innych klanach też tak harowali i wciągali ogromne pniaki, kamienie i gałęzie do obozowiska.
– Ale bym coś zjadła… – jęknęła i rozłożyła się na swoim posłaniu – Mogłabym zjeść Mandarynkowe Pióro razem z pazurami!
– Nie wiem, czy by ci na to pozwoliła. – Zaśmiał się głos kotki.
Trzcinowa Łapa podniosła swoje spojrzenie na kota, który właśnie wszedł do środka legowiska uczniów. Miała już miauknąć, by odczepiła się od niej, bo nie wie, co to znaczy głodówka przed bojowym zadaniem mentorki. Jednak zamilkła widząc, że w wejściu do legowiska stoi Niezapominajkowa Łapa.
– O, to ty – odpowiedziała, udając niewzruszoną – Nie wymęczyli cię jeszcze na polanie? Co dźwigałaś? Kolejne jakieś kamienie, a może całe drzewo? Nie zdziwiłabym się, gdyby ród królewski uparł się na jakiś dziki pomysł związany z ulepszeniem obozu. Może zrobią strefę tylko dla książąt oraz księżniczek? Nie zdziwiłabym się…
– Nie, przyniosłam ci jedzenie. – orientalna kotka podała jej uklejkę – Widziałam, że je jadasz, więc pomyślałam, że zechcesz zjeść ze mną?
Popatrzyła na małą rybkę, którą trzymała w pyszczku dymna uczennica. Czy musi jej mówić, że nie najedzą się taką rybką? Przecież uklejki są jak przekąski, je się te ryby masowo. Nimi da się zapchać do syta. Posłała jej oczywiste spojrzenie i uniosła brwi. Jej sam wzrok mówił: “Kto się tym naje?”
– Proszę cię bardzo, smacznego! – zaszczebiotała szczęśliwie Niezapominajkowa Łapa i usiadła na swoim posłaniu, patrząc się na Trzcinową Łapę, aż ta zje swoją zwierzynę.
– Włożyłaś tam coś ostrego, czy ktoś dał ci jakieś zioła, mnie otruć? – spytała podejrzliwie, zaglądając do pyska ryby, którą dostała w prezencie.
– Oczywiście, że nie! Jesteśmy raczej przyjaciółkami. – zamruczała dymna, zakładając łapę na łapę – Widziałam, jak zajmujesz się Szeptem. Nie jesteś wredna jak… niektórzy.
Trzcinowa Łapa zmierzyła ją podejrzanie wzrokiem. Pewnie nie chciała powiedzieć coś o jej mentorce, jednak postanowiła się ugryźć w język. Dobrze, nie chciała, by ktoś obrażał jej mentorkę, w dodatku, która jest zastępczynią ich klanu. Chociaż szylkretka pamiętała, jak na ceremonii ślubnej, na którą zresztą nie była zaproszona Niezapominajkowa Łapa – Mandarynkowe Pióro zwróciła dymnej uwagę. Trzcinowa Łapa doskonale wiedziała, jak specyficzna jest zastępczyni. Sama na pierwszych treningach nie umiała się z nią dogadać. Zresztą się nauczyła już, że im mniej gada, tym Mandarynkowe Pióro traktuje ją jak kota, a nie jakiegoś głupiego wróbla, czy włóczęgę, dlatego szybko się przystosowała i nie zamierzała się dogadywać. Musiała być bardziej praktyczna i zająć się sobą, nie licząc przy okazji na żadne związanie się emocjonalnie z zastępczynią.
– Pewna jesteś? Jeszcze nie spotkałam się, żeby uczniowie mi przynosili jedzenie do posłania, jednak dziękuje za gest – przyznała, chcąc, żeby w przyszłości jeszcze przynosiła jej smaczki do legowiska. Kto, by tak nie chciał? Czuła się ważniejsza, a nie jakby była zwykłym szarym uczniem.
Druga uczennica pokiwała głową skonfundowana. Nie była żadnym niebezpieczeństwem, wydawała się na taką, która chciała znaleźć dla siebie przyjaciółkę. Trzcinowa Łapa posłała jej uśmiech, niech będzie, zaprzyjaźni się z kotką, czemu nie? Im więcej przyjaciół, tym lepiej dla niej.

***

Z legowiska uczniów wygoniła ich Mandarynkowe Pióro, które posłała je do wniesieniu na wyspę kamieni lub wkładaniu ich i umacnianiu w dziurze po pniaku na zwierzynę. Z tego, co wiedziała, zostanie ono przerobione na źródełko z wodą. Fajny pomysł, wtedy koty miałyby miejsce do odpoczynku oraz skąd czerpać świeżą i zimną wodę. Nikt nie musiałby iść na skraj obozowiska, by pić wodę z mułem. Trzcinowa Łapa wybrała noszenie kamieni, nie zamierzała siedzieć w miejscu i wpychać je do dołku. Może uda jej się rozruszać i co nieco podszkolić się w pływaniu?
– Chodź Niezapominajkowa Łapo. Będziemy przynosić kamienie do obozu. – machnęła ogonem w stronę koleżanki i wybiegły na zewnątrz.
Musiały przepłynąć rzekę, aby wziąć otoczaki od Siwej Czapli, który co jakiś czas przynosił nowe kamienie do kupki, z której uczniowie czerpali budulec. Właśnie przez rzekę przepływała Rozpędzona Łapa razem z Ćmią Łapą.
– Dobra, teraz nasza kolej – miauknęła Niezapominajkowa Łapa, wchodząc do wody.
Trzcinowa Łapa weszła zaraz za nią i obie sprawnie przepłynęły na drugi koniec rzeki. Wzięły po kilka kamieni w zawiniątka, uważając tak, by one nie wpadły im do wody i wróciły do obozu. Świetnie się bawiąc, pracowały tak aż do momentu, kiedy słońce, zaczęło schylać się po nieboskłonie, a na niebo było pełne barw czerwieni i pomarańczu. Obie zasiadły wygodnie na polanie, dzieląc się kolejnym posiłkiem i obserwując chmury.
– Jestem ciekawa, co będziemy robić jutro – zagadała Trzcinowa Łapa do swojej koleżanki – Piszesz się na wtoczenie głazów do obozu? Czy jednak preferujesz wniesienie kłody na zwierzynę? Widziałam, jaka ona jest wielka. Pewnie nie jeden kot będzie ją pchał.

< Niezapominajkowa Łapo? >
[777 słów]

[przyznano 16%]

Event Klanu Nocy: Wniesienie na wyspę kamieni, mających otaczać źródełko wody i wzmacniać jego ścianki.