Słysząc słowa kotki po prostu odwróciła się, wbijając wzrok w łapy. Jeszcze na chwilę zerknęła na kocięta, po czym wyszła ze żłobka. W wejściu minęła się ze Żmijowcową Wicią, jednak nie miała ochoty nawet się przywitać. Kocur zabrał jej to, co było dla niej najważniejsze. Może i nigdy nie powiedziała jej co czuje, tak, ale jednak kotka była dla niej czymś więcej, niż tylko przyjaciółką. Po prostu dymna nie potrafiła zbyt dobrze rozmawiać o uczuciach… Żmijowiec tylko wykorzystał ją do posiadania kociąt, nic do niej tak naprawdę nie czuł… Chyba, że Trzcinowy Szmer zaczęła do niego łapać uczucia. Przełknęła ślinę, potrząsając głową. Ruszyła w stronę wyjścia z obozu, nie dając po sobie poznać, że łzy cisnęły się do kącików jej oczu. Tak, kocięta były słodkie, może nawet sama mogłaby takie mieć, choć nigdy nie czuła się tak, jakby mogła zostać dobrą matką, jednak… Kocięta Trzcinowego Szmeru nie były kociętami Niezapominajki. A to bolało ją najbardziej. Przyśpieszyła kroku, truchtając przez rozciągające się po terytorium pola. Czasami miała wrażenie, jakby była w Klanie Nocy zbyt odsłonięta. Co prawda tak, mieli trochę drzew przy granicach i na środku terenów, ale to nie to samo… Przysiadła na Kolorowej Łące, pomiędzy drzewami przy granicy z Klanem Burzy. Niedaleko tego miejsca księżyce temu znaleźli ją jej pobratymcy, którzy nie mieli pojęcia o jej pochodzeniu. Oraz o tym, że znała grupę uciekinierów z Klanu Wilka… Na Szczawiowe Serce spoglądała tylko czasami. On sam chyba ją pamiętał, bo gdy raz kopnął ją zaszczyt pilnowania go razem z jej ojcem, próbował z nią porozmawiać, ale… Kotka nie chciała wracać do przeszłości. Nie miała zamiaru. Czasami jednak mimowolnie wracała myślami do brata oraz kocura, którego od tak dawna nie widziała. Czy Mglisty Sen dobrze się ma? Czy też czasem o niej myśli..? W momentach jak ten, gdy Trzcinowy Szmer łamie jej bezustannie serce żałuje, że nie wybrała go zamiast niej. Niezapominajkowa Nadzieja leżała teraz w trawie, pazurami drapiąc ziemię. Jej futro było nastroszone, a oczy prawdopodobnie były pełne bólu, ale i złości. Zastrzygła uchem, słysząc jakiś dźwięk. Nie była w stanie jednak zidentyfikować, skąd pochodził. Zawęszyła, jednak jedyne co wyczuła, to mysz. Być może to właśnie to zwierzę krzątało się gdzieś między źdźbłami trawy, jednak była pewna, że brzmiało to na większą zwierzynę. Westchnęła wstając, po czym przyjęła pozycję łowiecką. Powoli zaczęła się skradać w stronę myszy, którą po chwili zauważyła. Ta ochoczo podgryzała sobie jakieś nasionko. Kotka naprężyła mięśnie, po czym wyskoczyła, lądując prosto na ofierze. Ta zaczęła się wyrywać, nie wiedząc, co się dzieje. Jednak szybkim wgryzieniem się w jej kark zabiła ją, przez co ta zwiotczała w jej pysku. Niezapominajkowa Nadzieja zastygła tak chwilę, czując, jak ciepło ucieka z ofiary. Po chwili otrząsnęła się jednak, wstając z ziemi. Drgnęła końcówką ogona. Być może po prostu musi odpuścić… Trzcinowy Szmer nigdy nie poczuje do niej tego samego. I nigdy chyba nie czuła… Kotka zwróciła się w stronę obozu, snując za sobą ogonem. Jej łapy wydawały się być ciężkie, a umysł jeszcze bardziej. Gdy dotarła do obozu wypuściła mysz z pyska, a ta spadła na stos zwierzyny. Robiło się ciemno, więc nie chciała już robić nic innego. Ruszyła do legowiska, kładąc się na swoim mchu. Legowisko Trzcinowego Szmeru dawno było przesunięte bliżej tego jej „partnera”. Niedługo po niej do środka wszedł jej ojciec. Teraz jego własne posłanie było nieco bliższe tego jej, a wieczorami czasami cicho ucinali sobie pogawędki. Czasem czuła ból słysząc, jak jej ojciec opowiadał o schadzkach z Lodową Sałatą. Brakowało jej matki, która została w Klanie Wilka całkiem sama…
***
O poranku wyruszyła razem z patrolem łowieckim, obserwując, jak Narwana Łapa trenuje z Kijankowymi Moczarami. Sama nigdy nie dostała ucznia, jednak ojciec pocieszał ją, że na pewno przyjdzie na nią czas. Chciałaby wytrenować ucznia, być z niego dumna, w ten sposób może wyładowałaby w jakiś sposób energię i negatywne uczucia, nie siedząc w końcu w obozie, czy też chodząc na same patrole. Może Mandarynkowa Gwiazda po prostu nie uważa, że ma na tyle dobrą wiedzę do przekazania? Prychnęła pod nosem. Narwana Łapa z resztą zbliżał się do swojego mianowania. Sama pamiętała własne, bardzo się wtedy cieszyła, choć trochę jej zajęło zostanie wojownikiem. Jemu zresztą też, ma już swoje księżyce. Zastrzygła uchem, słysząc niedaleko zwierzynę. Mały drozd dziubał w ziemi, szukając nasion. Obracał jedynie czasem główkę, spoglądając dookoła. Niezapominajkowa Nadzieja zaczęła powoli skradać się do ptaka, zniżając się, aby ten nie zauważył jej. W końcu gdy była na tyle blisko, wyskoczyła, lądując szybko na zwierzynie. Ptak próbował machać skrzydłami, desperacko chcąc wyrwać się spod jej pazurów. Jednak kotka była szybsza, kończąc żywot małego stworzonka. Podniosła zdobycz, chcąc wrócić do Kijankowych Moczar, jednak jej uwagę przykuł mały strumyk. W nim płynęło jedno większe źdźbło trzciny, z trzema mniejszymi tuż obok. Niezapominajkowa Nadzieja przysiadła nad strumykiem, obserwując roślinę, jednak po chwili kątem oka zauważyła, jak za nią płyną również dwa kwiatki. Dwie niezapominajki, tak dokładniej. Jedna była większa, z pięknymi, nasyconymi mocno kolorem płatkami kwiatu, a druga mniejsza, nieco jaśniejsza kolorem. Dymna kotka na pyszczku wymalowane miała zagubienie. Co mogło to oznaczać? Przecież nie może to być zbieg okoliczności… Podniosła łapę, chcąc ją zbliżyć do strumyka, jednak zamiast tego wzdrygnęła się słysząc głos swojego ojca.
— Niezapominajkowa Nadziejo! Wszystko w porządku? Czekamy na ciebie, złapałaś coś? — zapytał, podchodząc do niej od tyłu. Ta od razu potrząsnęła głową, odwracając się do niego.
— Tak, złapałam drozda. Po prostu… Trochę walczył, więc chwilę zajęło mi zabicie go. — odpowiedziała starszemu. Ten ewidentnie jednak jej nie wierzył. Spojrzał za siebie, prawdopodobnie upewniając się, że nikt ich nie podsłuchuje, po czym wrócił do niej wzrokiem.
— Słuchaj, wszystko w porządku? Zniknęłaś naprawdę na dłuższą chwilę… — zapytał zmartwiony.
— Serio? Tak szczerze, to nie zauważyłam… — Spojrzała na niego zdziwiona, bo mówiła prawdę. Nie zauważyła jak szybko minął czas. Kijankowe Moczary jeszcze chwilę przyglądał się jej, jednak westchnął.
— W razie czego wiesz gdzie mnie szukać. Choć, wracajmy do reszty. — Na jego polecenie kotka skinęła głową i podążyła za nim. Jeszcze na chwilę zerknęła na strumyk, jednak potrząsnęła głową, po czym przyśpieszyła kroku do ojca. Narwana Łapa najwidoczniej również miał pomyślne łowy, bo trzymał za ogony dwie myszy w pysku, a na ziemi leżał jeszcze okoń, którego zapewne złowił jej ojciec. Skinął teraz łbem w stronę obozu, na co patrol podążył za nim. Gdy dotarli odłożyli zwierzynę na stos, wybierając coś dla siebie. Dłuższą chwilę patrzyła na złapanego przez jej ojca okonia, myśląc intensywnie. Po chwili w końcu chwyciła go w pysk i skierowała się do legowiska karmicielek. Gdy tam szła, tuż przed nią przebiegła Rzekotkowa Łapa, w sumie prawie w nią wręcz wbiegając. Niezapominajkowa Nadzieja zatrzymała się gwałtownie, a uczennica zrobiła to samo. Odwróciła się do wojowniczki, z zawstydzonym wyrazem pyszczka. Niezapominajka spojrzała na nią lekko rozbawiona.
— Przepraszam, nie chciałam w panią prawie wbiec…
— Nie musisz mówić mi „pani”, Rzekotkowa Łapo. Poza tym, nic się nie stało. Ale uważaj następnym razem, bo taka Wężynowy Kieł może ci oderwać ogon! — zaśmiała się cicho, na co Rzekotkowa Łapa odwzajemniła się tym samym. Najwyraźniej delikatnie się rozchmurzyła, bo podziękowała Niezapominajce za radę, po czym ruszyła do wyjścia z obozu, przy którym czekał jej mentor. Niezapominajka skupiła się znów na celu podróży, czyli żłobku. Jednak z zaniesieniem jej jedzenia wyprzedził ją oczywiście, bo któżby inny, Żmijowcowa Wić. Niezapominajka zwiesiła ogon i uszy zrezygnowana, decydując się na zjedzenie samej okonia. Znalazła niedaleko swojego ojca, który akurat jadł z Siwą Czaplą. Usiadła obok, uśmiechając się delikatnie.
— Hej, mogę zjeść z wami? — zadała pytanie, jednak zauważyła, że Siwa Czapla patrzy na nią zdziwiony. No tak, nikt inny oprócz niej samej i Kijankowych Moczar nie wie, że to jej ojciec. — Po prostu nie ma zbyt wiele wojowników w moim wieku w obozie, wszyscy wyszli na patrole i treningi.
— Dobrze, zapraszamy. Nie gryziemy Niezapominajko. — zaśmiał się Siwa Czapla. — Zresztą, zawdzięczam ci swoją partnerkę, więc jestem ci winny wspólny posiłek.
— Ah, no tak. Cóż, chyba byłam po prostu plotkarą. — odpowiedziała zawstydzona.
— Nadal jesteś… — wyszeptał rozbawiony Kijankowe Moczary, na co Niezapominajka pacnęła go ogonem w bok.
— Haha, zabawne. Po prostu ktoś musi przekazywać informacje w klanie. Padło na mnie! — odpowiedziała, podnosząc głowę dumnie. Zaczęła zajadać okonia, a Siwa Czapla zdecydował się odezwać znowu.
— Z resztą, kiedy sama znajdziesz partnera? Znaczy, nie żebym jakoś wchodził w twoje personalne życie. Po prostu myślę, że tak ładna kotka na pewno jest na oku wielu kocurów w klanie. Bądź i nawet kotek! — na jego słowa kotka zamarła lekko, po chwili przełykając kęs, który miała w pyszczku, jednak nie smakował on już tak dobrze jak poprzednie.
— Cóż, kiedyś przyjdzie na mnie pora… Nie jestem aż tak stara, mam całe życie przed sobą. Nawet jeszcze nie miałam ucznia, więc na partnera czy też partnerkę też znajdzie się czas… — odpowiedziała, patrząc na żłobek niepewnie. Smutek ogarnął ją, przez co apetyt już kompletnie zniknął. Siwa Czapla chyba zauważył jej stan, więc zdecydował się nie naciskać.
— Rozumiem, mam nadzieję, że znajdziesz kogoś dobrego. Muszę się zbierać, za chwilę mam iść na patrol. — Kocur dokończył posiłek, wstał, po czym skierował się do wyjścia z obozu. Niezapominajkowa Nadzieja nadal patrzyła na okonia, a Kijankowe Moczary patrzył na nią lekko zmartwiony.
— Na pewno wszystko będzie dobrze. Obiecuję ci, Niezapominajkowa Nadziejo. Tak czy siak, musisz ją czasem odwiedzić. Może nawet ci to pomoże… — powiedział kocur, na co ta przez chwilę wpatrywała się w ziemię.
— Może… No dobrze, odwiedzę ją. W końcu nadal może być moją przyjaciółką… — powiedziała, na co kocur skinął głową, patrząc, jak ta odchodzi w stronę żłobka. Gdy była przy jego wejściu, wzięła głęboki oddech, aby się uspokoić. Gdy weszła, pod jej łapy trafiło jedno z kociąt, które przeturlało się do niej podczas zabawy z bratem. Łabądek potrząsnęła łebkiem, wpatrując się teraz w dymną. Cóż, to nie pierwszy kot który w nią dzisiaj wpadł.
— O, dzień dobry pani Niezapominajko! — przywitała się mała — Przepraszam za wbiegnięcie w panią!
— Nic nie szkodzi, nie musisz mi mówić pani. — poczuła wzrok Trzcinowego Szmeru, który wypalał dziurę w jej futrze. Podniosła głowę, teraz patrząc na nią, wyczekując, aż ta być może jednak odezwie się pierwsza.
<Trzcinowy Szmerze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz