Dawniej
Widząc panikę w oczach Szakłaka, sama trochę się wystraszyła. Nerwowo podrapała się na wywiniętym uszkiem. Słysząc słowa Płomykówki, uznała, że być może zrobiła cos nie tak. Zapytał w zły sposób? Nigdy się nie zastanawiała nad swoimi słowami, czego później czasem żałowała. Czy było tak też i tym razem? Szybko te myśli jednak zastąpił niewielki smutek.
— Szakłaczku? — miauknęła srebrna, próbując nabyć kontakt z czarnym kocurem. Ten jedynie spojrzał na nią, dając znać, by mówiła dalej.
— To… Chcesz, bym była Twoją przyjaciółką? — spytała z minimalną nutą niepewności, jakby z obawy, że ten zareaguje ponownym odrealnieniem.
Skrzydełko patrzyła przez chwilę, jak kocur zastanawiał się nad jej propozycją.
“Na jego miejscu po prostu powiedziałabym tak, ale widać, że trochę różnimy się z Szakłaczkiem!” pomyślała i poruszyła lekko rozbawiona wibrysami.
— Jeśli Ty tego chcesz, to tak — odpowiedział po dłuższej chwili z lekkim uśmiechem na pysku.
Rudzik podskoczyła radośnie i przytuliła drugiego futrzastego. Jej oczy błyszczały z radości, a łapki aż świerzbiły ją, aby dalej świętować to wydarzenie. W końcu uwielbiała zdobywać nowych przyjaciół.
— Spokojnie, ona tak zawsze — oznajmiła Płomykówka, pojawiająca się obok zielonookiego.
Ona również patrzyła na rozradowaną Rudzik.
— Chyba jednak zaczynam mieć wątpliwości… — mruknął, ruszając powoli.
— Przywykniesz, ale teraz to będziesz mieć dwójkę kotek na głowie znacznie częściej. — Na to stwierdzenie, Szakłak spojrzał na nią zdziwiony, nie rozumiejąc do końca jej słów. — Rudzik często mnie gdzieś ciąga ze sobą jak dzisiaj — wspomniana kotka zastrzygła uchem i rzuciła radosnym uśmiechem w stronę rozmawiającej dwójki.
— Im więcej, tym lepiej, prawda? A przynajmniej tak mówią… — rzucił, kierując się wzdłuż szerokiego koryta rzeki.
— Rudzikowe Skrzydełko, no już, bo zaraz wpadniesz do wody, a raczej nikt nie chce do niej wchodzić, by Cię ratować — oznajmiła Płomykówka, na której słowa jej siostra nieco się opanowała.
Ruda z tym samym wyszczerzem zwolniła odrobinę i tuptała radośnie obok towarzyszy.
— Będziemy razem teraz chodzić na patrole! Ale super! — miauknęła, myjąc swoje uszko. Aktualnie
Skrzydełko podniosła się ze swojego legowiska, rozglądając się po innych wojownikach. Zmrużyła oczy, patrząc na Szakłaka. Minęło trochę czasu od ich ostatniej dłuższej rozmowy poza patrolami. Nie, żeby kiedykolwiek dużo ze sobą rozmawiali. Co prawda odwiedził ją raz, gdy była w żłobku, ale jakoś brakowało jej ulubionego, cichego przyjaciela. Spojrzała zaraz na Płomykówkę i stwierdziła, że zabierze ich na patrol przy granicy.
— Szakłaczku! Płoymkóweczko! Chodźcie ze mną na patrol!! — zawołała, jednak nie tym samym szczęśliwym tonem co dawniej.
Przez te księżyce ukształtowało ją wiele wydarzeń. Małe potomstwo, opuszczenie przez partnera, koszmary związane z ojcem, a także rozmowa, która odbyła jakiś czas temu z szylkretowa wojowniczką Nieustraszonym Chomikiem. Czuła się źle, że nie mogła powiedzieć o swoich niepewnościach nikomu ze swoich najbliższych. Nie wiedziała też, czy nie wypala wszystkiego, gdy tylko zaczną rozmowę.
***
Gdy trafili już na miejsce przy granicy z Klanem Wilka, kotka zaprowadziła ich w stronę Upadłego Potwora.
— Możemy pogadać? — zapytała Skrzydełko, siadając obok Potwora.
Oboje zgodzili się na jej propozycje, siadając obok.
— Słuchajcie… Co uważacie o aktualnym Klanie Burzy? I o Króliczej Gwieździe? — zapytała, starając się brzmieć jak najbardziej neutralnie.
Z czarnych kotów chyba już wolałaby, aby to Szakłak był przywódcą, a nie Królik czy później Echo, ale przecież nie mogła się do tego przyznać.
<Szakłaczku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz