— Przepraszam za to, Lilakowa Łapo, naprawdę nie chciałam! Nie chciałam cię obudzić a przede wszystkim uderzyć! Nie miałam planu cię kopnąć! — jej głos był niemalże szeptem, jednak Lilakowa Łapa usłyszała go na tyle wyraźnie, żeby móc go zrozumieć. Ton, którym Jajeczna Łapa mówiła, był pełen wstydu, a nawet zakłopotania.
Lilakowa łapa patrzyła się na nią parę bić serca, próbując zrozumieć co się, stało (zwaliła czas, który jej to zajęło na zmęczenie), zanim powiedziała:
— Witaj w kolejnym błogosławionym przez Klan Gwiazdy dniu, Jajeczna Łapo! A i twoje kopnięcie nie było takie mocne, bolało tak jak ziemię spadające z nieba piórko — skłamała, mówiąc przy tym półszeptem, nie chciała wyjść na kogoś, kogo bolało byle uderzenie... Nie chciała być słaba w oczach kogokolwiek, jeszcze uznaliby ją za nie wartą bycia w Klanie Klifu. Była zbyt zmęczona, żeby na kogoś ot, tak się obrażać. Zresztą w jej głowie mimo zmęczenia narodziła się myśl „co gdyby zaprzyjaźnić się z nią?” w końcu przeprosiła i brzmiała na zawstydzoną. Nie musiała faktycznie zrobić tego specjalnie, a kto wie? Może byłaby dobrym materiałem na koleżankę lub nawet przyjaciółkę... A może kto wie? Rozmawia ze swoją przyszłą najlepszą przyjaciółką? Kto wie... W każdym razie uśmiechnęła się do niej szeroko. Ukazując przy tym światu nieco żółtawe, lecz dosyć ostre kiełki. Ziewnęła i rzekła do niej, zanim ta się odezwała:
— I tak nie spałam, po prostu leżałam. Wiesz niczym kamień w trawie lub coś takiego.
Jajeczna łapa zaczęła coś mówić, jednak było to zbyt cicho, by Lilakowa Łapa mogła usłyszeć.
— Możesz powtórzyć? Gadasz cicho jak mysz pod kamieniem — rzekła liliowa.
— Tak, już powtarzam ci, Lilakowa Łapo! Chodziło mi o to, że i tak przepraszam, Lilakowa Łapo, powinnam bardziej uważać — powtórzyła nadal w miarę, cicho, po czym zapytała, dodając coś do oryginalnej wypowiedzi. — Nie spałaś... ale czemu? Mogę zapytać?
— Po pierwsze mów mi Litai, Jajeczna Łapo, nie ma sensu, byś do mnie mówiła ciągle Lilakowa Łapa. To imię jest prześwietne, ale jest jak deszcz. Gdy jest go za dużo, to jest źle, bardzo źle, bo rośliny gniją. Tak i by zgnił mój mózg lub uszy, gdyby nikt nie używał imienia Litai — zaproponowała młodsza uczennica, po czym szybko skłamała pod wpływem impulsu. Nie chciała wyjść na kogoś głupiego przed rudą, jeszcze by nie chciała się z nią zadawać! Zresztą ona sama nie chciała myśleć o swoim ostatnim śnie, a raczej koszmarze. Pragnęła o nim jak najszybciej zapomnieć, chciała zapomnieć o nim tak jak o matce lub ojcu. No dobra, może bardziej w końcu pamiętała jeszcze co nieco o nich. Gdy kłamała, starała się brzmieć jak najbardziej przekonująco, z resztą zbyt bardzo, jej głos nawet w jej własnym mniemaniu był zbyt sztuczny. — A po drugie wiesz jak to, czasem bywa, czyż nie? No wiesz, byłam zbyt podekscytowana myślami o zostaniu wojowniczką i zagubiłam się nieco w moich fantazjach niczym kamień w wodzie... Kto wie, może szybko nią zostanę?
— Wiesz, oby, ale też wiedz, że nie masz do czego się śpieszyć Lilakowa Łap... — i tu ruda się zatrzymała po czym się poprawiła przedtem, uśmiechając się niezręcznie. — Litai, miałam na myśli Litai, nie chcę by ci zgniły uszy, jak ty to mówisz... W każdym razie masz pełno czasu zostać wojowniczką! Jesteś młodsza ode mnie, masz naprawdę masę czasu! Ja też mam naprawdę masę czasu Litai! Wiele kotów w tym legowisku ma!
— Nie nazywaj mnie Litai, jeśli nie chcesz, fakt za dużo to nie zdrowo jest jak z deszczem, ale nie ma co. Mała mżawka nic nie poprawi ani nie pogorszy, a tym jest właśnie kolejny kot nieużywający tej ksywki! — mówiła liliowa, dodała też po chwili, idąc dalej w to kłamstwo. — A i wiem, że mam czas, ale i tak nie mogę przestać o tym myśleć. Jak myślisz? Jak będę się nazywać?
— Nie wiem, może Długi Lilak? Masz naprawdę długie futro, więc może by pasowało?
— Nie myślę tak, choć może... Gdyby Cicha Łapa zostałby nazwany Długą Ciszą, chciałabym się tak nazywać. Miło by mieć ten sam kawałek imienia — rzekła, dodając za krótką chwilkę znowu. — Miło by mieć imię, które jest podobne do imienia mojego brata. Wiesz, może nadadzą nam podobne do siebie imiona? Byłabym z tego powodu bardzo szczęśliwa, ale mam wrażenie, że marna szansa, że by to się stało... No cóż, może Lśniąca Gwiazda faktycznie nada nam takie imiona? Jest nadzieja, czyż nie?
— Faktycznie! A wiesz co, byłoby jeszcze miłe? Miło byłoby, gdyby moje imię było podobne do imienia Kurzej Łapy, jak brzmi Jajeczna Kura? Albo Kurze Jajko? — spytała starsza z nich.
Lilakowa łapa wstała i usiadła na swoim legowisku. Podziękowała w myślach Cichej Łapie, że wcześniej naniósł do jej legowiska ostatnio dodatkowych piór (miała tylko nadzieje, że nie pozyskał je przez zabijanie ptaków, jej mentorka to potępiała). Zauważyła, że nieco boli ją głowa, gdy się rusza, no cóż, nic z tym teraz nie zrobi. Kotka zrobiła więc, za to, co mogła, przeklęła więc sen, który jej się przyśnił wczorajszej nocy w myślach. Po paru biciach serca odezwała się ponownie:
— Bardziej pasowałoby ci imię Nakrapiane Jajko! Twojej siostrze też by pasowało, Nakrapiana Kura to ładne imię — rzekła niższa, dodając po chwili. — Marna szansa, że daliby wam ten sam kawałek imienia, szybciej nazwaliby was Nakrapiane Jajko i Kurze Kropki!
— Faktycznie — powiedziała Jajeczna Łapa, przyznając jej rację.
Jajeczna łapa zaczęła coś mówić, jednak było to zbyt cicho, by Lilakowa Łapa mogła usłyszeć.
— Możesz powtórzyć? Gadasz cicho jak mysz pod kamieniem — rzekła liliowa.
— Tak, już powtarzam ci, Lilakowa Łapo! Chodziło mi o to, że i tak przepraszam, Lilakowa Łapo, powinnam bardziej uważać — powtórzyła nadal w miarę, cicho, po czym zapytała, dodając coś do oryginalnej wypowiedzi. — Nie spałaś... ale czemu? Mogę zapytać?
— Po pierwsze mów mi Litai, Jajeczna Łapo, nie ma sensu, byś do mnie mówiła ciągle Lilakowa Łapa. To imię jest prześwietne, ale jest jak deszcz. Gdy jest go za dużo, to jest źle, bardzo źle, bo rośliny gniją. Tak i by zgnił mój mózg lub uszy, gdyby nikt nie używał imienia Litai — zaproponowała młodsza uczennica, po czym szybko skłamała pod wpływem impulsu. Nie chciała wyjść na kogoś głupiego przed rudą, jeszcze by nie chciała się z nią zadawać! Zresztą ona sama nie chciała myśleć o swoim ostatnim śnie, a raczej koszmarze. Pragnęła o nim jak najszybciej zapomnieć, chciała zapomnieć o nim tak jak o matce lub ojcu. No dobra, może bardziej w końcu pamiętała jeszcze co nieco o nich. Gdy kłamała, starała się brzmieć jak najbardziej przekonująco, z resztą zbyt bardzo, jej głos nawet w jej własnym mniemaniu był zbyt sztuczny. — A po drugie wiesz jak to, czasem bywa, czyż nie? No wiesz, byłam zbyt podekscytowana myślami o zostaniu wojowniczką i zagubiłam się nieco w moich fantazjach niczym kamień w wodzie... Kto wie, może szybko nią zostanę?
— Wiesz, oby, ale też wiedz, że nie masz do czego się śpieszyć Lilakowa Łap... — i tu ruda się zatrzymała po czym się poprawiła przedtem, uśmiechając się niezręcznie. — Litai, miałam na myśli Litai, nie chcę by ci zgniły uszy, jak ty to mówisz... W każdym razie masz pełno czasu zostać wojowniczką! Jesteś młodsza ode mnie, masz naprawdę masę czasu! Ja też mam naprawdę masę czasu Litai! Wiele kotów w tym legowisku ma!
— Nie nazywaj mnie Litai, jeśli nie chcesz, fakt za dużo to nie zdrowo jest jak z deszczem, ale nie ma co. Mała mżawka nic nie poprawi ani nie pogorszy, a tym jest właśnie kolejny kot nieużywający tej ksywki! — mówiła liliowa, dodała też po chwili, idąc dalej w to kłamstwo. — A i wiem, że mam czas, ale i tak nie mogę przestać o tym myśleć. Jak myślisz? Jak będę się nazywać?
— Nie wiem, może Długi Lilak? Masz naprawdę długie futro, więc może by pasowało?
— Nie myślę tak, choć może... Gdyby Cicha Łapa zostałby nazwany Długą Ciszą, chciałabym się tak nazywać. Miło by mieć ten sam kawałek imienia — rzekła, dodając za krótką chwilkę znowu. — Miło by mieć imię, które jest podobne do imienia mojego brata. Wiesz, może nadadzą nam podobne do siebie imiona? Byłabym z tego powodu bardzo szczęśliwa, ale mam wrażenie, że marna szansa, że by to się stało... No cóż, może Lśniąca Gwiazda faktycznie nada nam takie imiona? Jest nadzieja, czyż nie?
— Faktycznie! A wiesz co, byłoby jeszcze miłe? Miło byłoby, gdyby moje imię było podobne do imienia Kurzej Łapy, jak brzmi Jajeczna Kura? Albo Kurze Jajko? — spytała starsza z nich.
Lilakowa łapa wstała i usiadła na swoim legowisku. Podziękowała w myślach Cichej Łapie, że wcześniej naniósł do jej legowiska ostatnio dodatkowych piór (miała tylko nadzieje, że nie pozyskał je przez zabijanie ptaków, jej mentorka to potępiała). Zauważyła, że nieco boli ją głowa, gdy się rusza, no cóż, nic z tym teraz nie zrobi. Kotka zrobiła więc, za to, co mogła, przeklęła więc sen, który jej się przyśnił wczorajszej nocy w myślach. Po paru biciach serca odezwała się ponownie:
— Bardziej pasowałoby ci imię Nakrapiane Jajko! Twojej siostrze też by pasowało, Nakrapiana Kura to ładne imię — rzekła niższa, dodając po chwili. — Marna szansa, że daliby wam ten sam kawałek imienia, szybciej nazwaliby was Nakrapiane Jajko i Kurze Kropki!
— Faktycznie — powiedziała Jajeczna Łapa, przyznając jej rację.
— W każdym razie... — liliowa nie wiedziała co dalej powiedzieć, spojrzała na swoje otoczenie, by dostrzec jeszcze śpiącą Kurzą Łapę, a potem na Cichą Łape, który również spał. Zachichotała, więc cicho, po czym powiedziała do rudej kotki. — W każdym razie chyba powinnaś obudzić swoją siostrę a ja Cichą Łapę, śpią prawie jak małe kocięta! Lub jak jakieś gryzonie w Porę Nagich Drzew!
— Faktycznie, muszę obudzić Kurzą Łapę — powiedziała ruda, po czym odrzekła. — Miłego i łatwego budzenia Cichej Łapy ci życzę!
— Dzięki — rzekła liliowa, odwracając swoją własną uwagę od rudej kotki.
Ziewnęła dosyć głośno, ukazując całemu światu swe kły. Zaczęła też szturchać swojego brata jej łapą. Zachichotała pod nosem, patrząc na śpiącego Cichego Łapę. Kocur spał jak zabity! Nawet nie chrapał! Jego oddechy były takie ciche, że znak o nich dawała jedynie tylko delikatnie ruszająca się klatka piersiowa... Gdyby nie to, że oddychał i był ciepły, pewnie uznałaby go już dawno za martwego. Śmieszne, że jej brat spał tak każdej nocy. W każdym razie usłyszała ciche narzekanie budzącej się Kurzej Łapy oraz po paru biciach serca ujrzała kątem oka siostry wychodzące z legowiska uczniów. Cichą łapę było trudniej obudzić. Na jej szczęście wkrótce po tym usłyszała ciche narzekanie rozbudzającego się kocura, były to ciche mówione wręcz pod nosem zniekształcone słowa, coś jak się Lilakowa Łapa domyślała, miało być czymś w stylu „jeszcze chwilka, daj mi spać". Lilakowa Łapa zachichotała ponownie, myśląc o tym, jak imię, jej brata, do niego pasuje. Gdy kocur przestał mówić coś pod nosem i próbował mimo szturchania łapą spać. Kotka ziewnęła ponownie, przeklinając przy tym zmęczenie i rzekła:
— Chodź, Gaj, nooo, choć Cicha Łapo! — mówiła dalej, szturchając go. Zniżyła swoją głowę tak, żeby mówić mu wprost do ucha, po czym piskliwym tonem dopowiedziała: — Śpisz jak wiewiórka Porą Nagich Drzew! Jak jakaś marna wiewiórka! Wstawaj! Twój trening czeka!
Szturchała go jeszcze chwilę, jednak nie uzyskała odpowiedzi lub chociaż wyznaczonego celu. Myślała chwilę. Myśląc tak, postanowiła że zacznie krzyczeć mu do ucha, za chwilę już to zrobiła:
— Wstawaj śpiochu! — jej głos był na tyle głośny, że wreszcie obudził kocura.
Białoliliowy otworzył swoje żółte oczy, zamrugał parę razy, ziewnął i spojrzał na Lilakową Łapę niezadowolonym wzrokiem.
— Musiałaś? — zapytał niezadowolonym tonem.
— Dzień dobry! Witaj w kolejnym błogosławionym przez Klan Gwiazdy dniu, Cicha Łapo! Byle był ci ten dzień miły niczym piórka w legowisku! — powiedziała poważnym tonem. Fakt, nie wierzyła w Klan Gwiazdy, ale miała nadzieje, że gdy będzie udawać wiarę, w końcu faktycznie uwierzy. Nie chciała nie pasować do większości Klanu Klifu.
— Dzień dobry — rzekł kocur o dziwo bez większych emocji, ton jego głosu mówił, że jest nadal nieco zmęczony.
— O Klanie Gwiazdy! Masz strasznie roztrzepane futro, umyj je! — odrzekła pouczająco, nie zwracając uwagi na to, że Cicha Łapa dopiero wstał. Po tych słowach zaczęła myć swoje własne, nieco niepoukładane po leżeniu futerko.
— Muszę, Litai? — zapytał.
— Tak, inaczej ja to zrobię, a potem je ubrudzę, by znów to zrobić! — rzekła żartobliwie, nie chciała go myć, tym bardziej robić to dwa razy, ale musiała go jakoś zmusić, żeby nie wyglądał jak niezadbany smutny kot. Nie chciała, by jej brat wyglądał choć trochę smutno i był niezadbany.
— Dobra — rzekł z delikatnym niezadowoleniem.
Dwójka kotów zaczęła się myć. Nastała więc cisza, oboje byli zbyt skupieni na własnym futrze, żeby rozmawiać. Zwłaszcza Lilakowa Łapa, jej futro zawsze wymagało więcej uwagi przez jego ilość i długość. W każdym razie rodzeństwo spędziło tak dłuższą chwilę, myjąc się we własnych legowiskach.
— Faktycznie, muszę obudzić Kurzą Łapę — powiedziała ruda, po czym odrzekła. — Miłego i łatwego budzenia Cichej Łapy ci życzę!
— Dzięki — rzekła liliowa, odwracając swoją własną uwagę od rudej kotki.
Ziewnęła dosyć głośno, ukazując całemu światu swe kły. Zaczęła też szturchać swojego brata jej łapą. Zachichotała pod nosem, patrząc na śpiącego Cichego Łapę. Kocur spał jak zabity! Nawet nie chrapał! Jego oddechy były takie ciche, że znak o nich dawała jedynie tylko delikatnie ruszająca się klatka piersiowa... Gdyby nie to, że oddychał i był ciepły, pewnie uznałaby go już dawno za martwego. Śmieszne, że jej brat spał tak każdej nocy. W każdym razie usłyszała ciche narzekanie budzącej się Kurzej Łapy oraz po paru biciach serca ujrzała kątem oka siostry wychodzące z legowiska uczniów. Cichą łapę było trudniej obudzić. Na jej szczęście wkrótce po tym usłyszała ciche narzekanie rozbudzającego się kocura, były to ciche mówione wręcz pod nosem zniekształcone słowa, coś jak się Lilakowa Łapa domyślała, miało być czymś w stylu „jeszcze chwilka, daj mi spać". Lilakowa Łapa zachichotała ponownie, myśląc o tym, jak imię, jej brata, do niego pasuje. Gdy kocur przestał mówić coś pod nosem i próbował mimo szturchania łapą spać. Kotka ziewnęła ponownie, przeklinając przy tym zmęczenie i rzekła:
— Chodź, Gaj, nooo, choć Cicha Łapo! — mówiła dalej, szturchając go. Zniżyła swoją głowę tak, żeby mówić mu wprost do ucha, po czym piskliwym tonem dopowiedziała: — Śpisz jak wiewiórka Porą Nagich Drzew! Jak jakaś marna wiewiórka! Wstawaj! Twój trening czeka!
Szturchała go jeszcze chwilę, jednak nie uzyskała odpowiedzi lub chociaż wyznaczonego celu. Myślała chwilę. Myśląc tak, postanowiła że zacznie krzyczeć mu do ucha, za chwilę już to zrobiła:
— Wstawaj śpiochu! — jej głos był na tyle głośny, że wreszcie obudził kocura.
Białoliliowy otworzył swoje żółte oczy, zamrugał parę razy, ziewnął i spojrzał na Lilakową Łapę niezadowolonym wzrokiem.
— Musiałaś? — zapytał niezadowolonym tonem.
— Dzień dobry! Witaj w kolejnym błogosławionym przez Klan Gwiazdy dniu, Cicha Łapo! Byle był ci ten dzień miły niczym piórka w legowisku! — powiedziała poważnym tonem. Fakt, nie wierzyła w Klan Gwiazdy, ale miała nadzieje, że gdy będzie udawać wiarę, w końcu faktycznie uwierzy. Nie chciała nie pasować do większości Klanu Klifu.
— Dzień dobry — rzekł kocur o dziwo bez większych emocji, ton jego głosu mówił, że jest nadal nieco zmęczony.
— O Klanie Gwiazdy! Masz strasznie roztrzepane futro, umyj je! — odrzekła pouczająco, nie zwracając uwagi na to, że Cicha Łapa dopiero wstał. Po tych słowach zaczęła myć swoje własne, nieco niepoukładane po leżeniu futerko.
— Muszę, Litai? — zapytał.
— Tak, inaczej ja to zrobię, a potem je ubrudzę, by znów to zrobić! — rzekła żartobliwie, nie chciała go myć, tym bardziej robić to dwa razy, ale musiała go jakoś zmusić, żeby nie wyglądał jak niezadbany smutny kot. Nie chciała, by jej brat wyglądał choć trochę smutno i był niezadbany.
— Dobra — rzekł z delikatnym niezadowoleniem.
Dwójka kotów zaczęła się myć. Nastała więc cisza, oboje byli zbyt skupieni na własnym futrze, żeby rozmawiać. Zwłaszcza Lilakowa Łapa, jej futro zawsze wymagało więcej uwagi przez jego ilość i długość. W każdym razie rodzeństwo spędziło tak dłuższą chwilę, myjąc się we własnych legowiskach.
[1984 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz