Kocięta były już na tyle wyrośnięte, że umiały człapać bez problemu i nawet się ganiać, z czego jak najbardziej korzystała liliowa szylkretka.
Firletka obudził się gwałtownie, gdy poczuł nagłe ukłucie wzdłuż kręgosłupa. Pisnął, a gdy się obejrzał, zobaczył Mysikrólik przylepioną do jego ogona. Wgryzła się w niego z siłą na tyle dużą, by ten się wydarł. Kukułka się przebudziła i spojrzała na swoje niesforne dzieci karcącym wzrokiem.
— Firletko! Cały obóz cię słyszy! — zwróciła mu uwagę. Niebieski się cały spiął, a siostra odsunęła. — Mysikróliku, a ty go nie zaczepiaj! Tylko go drażnisz — wycedziła przez zęby. Dwójka kociąt spojrzało się błagalnie na rodzicielkę.
— Przepraszam… — wymamrotała szylkretka, a kocurek tylko przytaknął.
— Kogo ja tu słyszałem? — zapytał się Trójoki Zając, który właśnie stanął w wejściu do żłobka. Jego synkowi nagle mina się rozjaśniła, a ten nieporadnie do niego podbiegł i oparł tułów o jego łapę, próbując się przytulić. Kocur zaś objął go drugą łapą, a po chwili pyskiem pokierował z powrotem do mamy.
— Gdzie byłeś, tatuś? — spytał.
— Musiałem wykonać obowiązki — odparł wojownik. — I mam prezent dla was — dodał z uśmiechem. Kocięta od razu zastrzygły uszami i wyjrzały z futra rodzicielki, a Ćma oderwała pyszczek od mchu.
Kremus podszedł bliżej i wyciągnął ze swojego futra na plecach parę niewielkich piór. Należały one głównie do mysikrólika, wróbla, zięby czy też i sikory.
— Wasze pierwsze piórka! Specjalnie wybrałem mniejsze. Może nie będą się trzymać w waszym futerku, ale możecie się nimi bawić — wyjaśnił kocur, a maluchy z zaciekawieniem przyjrzały się znaleziskom taty. Firletka przyjrzał się i nie było tu na pewno piór fulmara - ptaka o niebiesko białym ubarwieniu. Gdy opowiadano mu o nim, wykreował sobie wizję potężnego i pokaźnego skrzydlatego zwierza.
Podczas gdy jego siostry już wybrały piórka, dla niego zostały dwa: jedno zięby, drugie wróbla. Może nie były takie ładne, ale to tata je przyniósł, więc nie mógł narzekać. Zaczął on sobie układać jakieś kształty z tych piórek wśród mchu, podczas gdy Ćma i Mysikrólik się przepychały o jedyne piórko mysikrólika. Po paru uderzeniach serca wygrała Ćma, a Mysikrólik oburzona podeszła do brata.
— Co ty tworzysz? — mruknęła, wciąż trochę obrażona na siostrę.
— Nie wiem — odparł, a kotka wzruszyła ramionami.
— Nie chce mi się ci zabierać tych nudnych piór. Muszę odebrać Ćmie tamto piórko! — fuknęła i podreptała do siostry na rewanż.
Kocurek w pełnym skupieniu starał się ułożyć sylwetkę ptaka. Jednak nie udawało mu się oddać tej wizji. Wiedział jedynie o nich, że miały pióra, a z nich skrzydła, a one służyły do latania. Zirytowany brakiem sukcesu w ułożeniu ptaka, zmiótł pióra łapą i się naburmuszył. Trójoki Zając ułożył się w pozycji chleba obok niego.
— Coś ci nie idzie, Firletko? — zapytał, a ten podniósł na niego wzrok.
— Chciałem ułożyć fulmara, ale nie działa! — wymamrotał, po czym spojrzał tacie prosto w oczy.
<Tato, opowiesz mi coś więcej o fulmarze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz