Rezeda nie odpowiedział od razu. Jego wyraz twarzy był taki sam, choć źrenice się zmniejszyły, a jego ogon drgnął lekko. Po chwili Rezeda pochylił się nad Przypaloną Łapą.
― Sądzisz, że nie mógłbym upolować dużego ptaka? Nie jestem aż tak mały, wiesz? ― odpowiedział Rezeda, patrząc prosto na pysk kocurka, z tym samym uśmiechem, choć teraz wydawał się prawie jakby szorstki.
Przypalona Łapa położył po sobie uszy, spoglądając na kocura niepewnie. Jeśli zrobi jeden niepoprawny ruch, mógł oczekiwać, że zaraz dostanie po pysku. A przynajmniej takie myśli zaczęły mu napływać do głowy, gdy poczuł ciepły oddech kocura na swoich policzkach, wąsy podrygiwały mu teraz nerwowo, a ślepia ledwo co udawało mu się utrzymać na tych należących do starszego. Chciał jedynie dowiedzieć się, jak to się stało, że mu się udało.
― A-ach… no, tak, wiem, nie jesteś mały ― odparł pręgowany, ledwo kryjąc strach, jaki zaczynał rozprzestrzeniać się po jego klatce piersiowej. Myśli pędziły już w przeróżne strony, a tą, która najbardziej go interesowała, jakoś zawsze sprawnie omijały. Co zrobić, żeby uczniak mu nic nie zrobił? Może wystarczyło jedynie przytakiwać, nie posiadając ani krzty własnego zdania? Chyba właśnie w ten sposób najprędzej i najłatwiej było uniknąć wyrwanych strzępek futra i ewentualnej bójki, albo fizycznej, albo słownej. W żadną z tych dwóch nie był ani trochę dobry, więc musiał uważać na to, co robił i co mówił do kotów.
― No, ja myślę, że ty wiesz! Jeszcze byś mi próbował podskoczyć. Kiedyś ci powiem, jak tylko dorośniesz, bo teraz jesteś zbyt mały i głupi, żeby to zrozumieć ― odpowiedział mu Rezedowa Łapa, odsuwając się delikatnie i dalej chwaląc się, jakich to rzeczy on nie osiągnął w tak młodym wieku. ― No, czekam! ― powiedział nagle, co sprawiło, że kocur postawił czujnie uszy, a wzrokiem zaczął błądzić po pysku Nocniaka. Na co on czekał?!
― Nie rozumiem… ― wymamrotał Kasztan, łapy zaczęły mu dygotać. Gdzie była Urodziwa Łapa? Nie… ach, nie powinien myśleć, że kotka będzie go bronić w każdej chwili. Musiał sam się nauczyć jak postępować w takich sytuacjach. Ale to było trudne… potwornie trudne. Był zbyt tchórzliwy. Słaby. Naiwny.
***
Przypalonemu Kasztanowi chyba udało się dotrzeć do poziomu Rezedowej Łapy. Chociaż sam nie był w pełni pewien, co powinien przez to rozumieć. Co oznaczało być na poziomie rudego? Czy stałby się wtedy… lepszy? I co najważniejsze – czy Urodziwy Szafirek nadal by go kochała? Nocniak był od niego starszy, a jednak to Przypalony Kasztan otrzymał miano wojownika, a także imię wcześniej, niż uczniak. Czy powinien się pochylić raczej nad tą sprawą, niżeli tym, czy należało być jak drugi kot…? Rezedowej Łapie został zmieniony mentor, ponieważ Trzcinowy Szmer musiała przenieść się do żłobka w związku z ciążą, która była z dnia na dzień coraz bardziej u niej widoczna, była to więc kwestia czasu, aż urodzi. Zresztą… już urodziła. Nur oraz Łabądek zasiadywali swoje miejsca w żłobku, a raczej tego nie robili, ponieważ rodzice dbali o to, żeby się nie nudziły i nie przegrzały upalną porą, doglądając z uwagą swoich pociech. Teraz kiedy się ochłodziło, nadal nie siedziały w ramach legowiska całymi dniami, co nieco dziwiło Kasztanka. On się bardzo bał wychodzić samemu. Ale one nie wychodziły przecież same… Może to z nim był problem. Został wytypowany do jednego z wielu patroli, a z nim Rezedowa Łapa i jego nowa mentorka, Wzlatująca Uszatka.
― Ach! Rezedowa Łapo… chciałbym cię spytać ― powiedział dymny, wyrywając się wreszcie z zamyślenia, znalazłszy się przed kocurem. ― Pamiętam, że przynieśliście kiedyś do obozu łyskę. To ogromne ptaki. Jak ci się udało ją upolować? Słyszałem, że to właśnie ty ją złapałeś ― zagadnął. Miał wrażenie, jakby już kiedyś spytał o coś podobnego, to było dziwne… ― Albo…? Nie, to chyba nie ty…
― Jak nie ja! Oczywiście, że ja ją upolowałem i przyniosłem. Nie widzisz moich mięśni, słabiaku?! ― powiedział kocur, prężąc się teraz dumnie i wypinając pierś, strosząc futro niczym jeż. Polizał się wreszcie parokrotnie po kłosach, gdy zauważył, że brązowookiego wręcz zamurowało. ― Jeśli będziesz godny i się zgodzę, to pozwolę ci pójść na jeden z treningów razem ze mną. Nauczysz się czegoś, nieuku. Każdy Nocniak powinien wiedzieć, jak złapać łyskę. W końcu często je jemy ― mówił, a mina wojownikowi coraz bardziej rzedła. Jak on mógł wpatrywać się w tego kota, kiedyś, jak w obrazek?
― Ja już jestem wojownikiem. A ty nadal tkwisz w legowisku uczniów ― podkreślił nerwowo, strzepując podrygującym z emocji uchem. Powinien był się ugryźć w język, ach! Rezedowa Łapa zacisnął szczęki, a jego ogon na parę uderzeń serca zastygł w bezruchu.
― Najlepsi uczą się dłużej. Mandarynkowa Gwiazda się nad tobą zlitowała, mianując cię szybciej, żeby cię z klanu nie wyrzucili ― wielokolorowy ogon uczniaka powiewał na wietrze, gdy patrzyli na siebie jeszcze przez parę uderzeń serca w ciszy. Przypalony Kasztan westchnął. Z klanu to jego wyrzucą, jeśli się nie postara bardziej… skoro nadal był uczniem, to niemożliwe, żeby był taki zdolny, a nikt nie zauważył jeszcze jego geniuszu czy potencjału. Z tego, co obiło się o jego uszy, Trzcinowy Szmer nie była zbyt zadowolona z postępów swojego ucznia, a raczej ich braku. Był leniwy i jedyne, co potrafił, to się wymądrzać. ― A Urodziwy Szafirek się za tobą ugania tylko dlatego, że jest ślepa. Jest tyle wspaniałych kocurów w Klanie Nocy, a ona woli chodzić za tobą, niedorajdą… hahaha! ― kontynuował, a wyraz pyska Przypalonego Kasztana zmienił się tak szybko, że aż sam Nocniak lekko się zdziwił. W sercu mu zawrzało, a umysł przyćmiła swego rodzaju mgła. Zrobił krok ku Rezedowej Łapie, a pręgus spojrzał na niego z drwiną, po czym parsknął. ― Myślisz, że dasz mi radę? To dawaj, tchórzu! ― podjudzał go dalej, a w głosie nie dało się usłyszeć nawet krzty niepewności.
Wojownik spojrzał na niego raz jeszcze jakby wyrwany z transu. Nie… nie mógł tego zrobić. Nie mógł.
― Paplaj sobie... ― zmarszczył brwi, ukazując kły w złowrogim grymasie. ― Jeśli ci to poprawia humor ― dopowiedział chłodno, odwracając się na pięcie w celu dołączenia do Wzlatującej Uszatki. Czy Rezedowa Łapa każdą rozmowę musiał przemieniać w wyścig o to, kto był, według niego, lepszy? Nie rozumiał go. Nigdy go nie rozumiał, nawet jeśli próbował zrozumieć. Musieli coś upolować, w końcu nie mogli wrócić do obozu z pustymi łapami. Przypalony Kasztan wszedł pomiędzy drzewa, węsząc i nasłuchując, czy kocica może ich przypadkiem nie woła. Dymny przysiadł przy brzegu, wpatrując się w spokojną taflę i wypatrując najmniejszego ruchu pod powierzchnią. Atmosfera parę uderzeń serca temu zrobiła się tak nieprzyjemna, że nie zamierzał tkwić w tamtym miejscu ani chwili dłużej. Takie nagłe odcięcie się pozwoliło mu pozbierać na spokojnie myśli.
<Rezedowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz