Gończyk wtulając mordkę w czarno-białe futro Psianki, zastanawiał się, dlaczego podjęto taką, a nie inną decyzję. Dlaczego on i Psianka zostali w Owocowym Lesie, a Łza i Zew byli zmuszeni zamieszkać w Klanie Burzy? Kto podjął tę decyzję? Mama czy któryś z wyżej postawionych w hierarchii kotów? Kocurek starał sobie przypomnieć słowa Przypływ, jednak nie przypominał sobie, aby starsza wspomniała coś o tym, co mogłoby wpłynąć na decyzję pozostawienia dwójki złotookich kociąt w Owocowym Lesie, a oddelegowaniu do sojuszniczej społeczności dwójki błękitnookich. Wątpił, aby rozchodziło się o kolor oczu, a tym bardziej o kolor sierści. Czyżby naprawdę wybór kociąt był zwykłym przypadkiem, a może kryło się za tym coś większego? A może przed zamieszkaniem w Klanie Burzy ochronił Gończyka tylko fakt, że w snach przemawia do niego Wszechmatka?
Brązowy kocurek oczekiwał powrotu matki, zastanawiając się, czy może kotka nie poprosi ich ojca i inne ważne koty, aby jednak nie rozdzielać rodzeństwa. Mogłaby powrócić z dwójką swych dzieci i ojcem kociąt do obozu Owocowego Lasu, gdzie tuż po poznaniu drogiego rodzica przez pozostałe kocięta, wspólnie poinformowali by swoje pociechy o tym, że sami mogą zdecydować o tym, do której społeczności chcą należeć w przyszłości? Ta wizja była piękna. Tyle, że przecież byli miotem sojuszniczym, więc czy tego chcieli, czy nie, należeli do dwóch społeczności. Nic nie stało na przeszkodzie, aby jednego dnia mogli uczyć się wspinaczki na drzewa, a innego polowania na króliki. Jednego dnia mogliby spać w norach, a drugiego w koronach drzew. Gdyby kocurek udał się wraz z delegacją do Klanu Burzy, na pewno zaproponowałby takie rozwiązanie, które jego zdaniem było najlepsze ze wszystkich możliwości. Aby nie trzeba było nikogo rozdzielać! W końcu mieli łączyć dwie społeczności, być spoiwami!
Zezowata kotka wyślizgnęła się do kociarni, tym samym utwierdzając w przekonaniu brązowego kocurka i czarno-białą koteczkę o tym, że ich rodzeństwo naprawdę opuściło Owocowy Las i zamieszkało w klanie, w którym żył ich ojciec, Zawodzący Echo. Dostrzegając markotny wyraz pyska syna, szamanka szturchnęła go lekko nosem.
Gończyk nie rozumiał Purchawki. Dlaczego na siłę próbowała sprawić, aby się uśmiechnął? W dodatku sama nie wyglądała na specjalnie smutną w związku z oddaniem pod opiekę dwójki swoich kociąt. Kocurek chciał się zapytać mamy, czy ona ich kocha, jednak milczał, pozwalając myślą kotłować się w jego umyśle.
Mimo, że niebieskie oczy brata oraz siostry nie raz sprawiły, że po plecach kocurka przebiegły dreszcze, szczerze tęsknił za ich widokiem. Pocieszał go fakt, że po skończeniu przez nich sześciu księżyców będą mogli się spotkać ponownie, najprawdopodobniej najwcześniej na zgromadzeniu. Chyba, że sam zdecydowałby się ich odwiedzić. Wystarczyło tylko pokonać Drogę Grzmotu i znalazłby się na bezdrzewnych terenach. Najpierw tylko musiał zostać zyskać mentora i rozpocząć swoją trening na...
No właśnie, na kogo?
~~~
Rozpoczął trening na szamana pod okiem swojej matki, a jego siostra została mianowana na uczennicę zwiadowcy szkolącą się pod czujnym okiem Rohan. Młody kocurek był ciekawy na kogo zostaliby mianowani Łza oraz Zew, gdyby nie zostali zmuszeni do zmiany miejsca zamieszkania. Zdaniem Gończyka błękitnooka siostrzyczka również nadawałaby się na uczennicę zwiadowcy, natomiast Zew... I tu się pojawiał problem. Na zwiadowcę mu nie pasował, ponieważ brat posiadał krótki ogonek, odziedziczony ponoć po ich ojcu. Na stróża również jakoś nie pasował. Może wojownik? Albo zielarz? Gdyby Zew został pomocnikiem przepięknej starszej kotki o białym futrze, mogliby spędzać ze sobą dużo czasu, nie tyle co wolnego. Mogli nawet wspólnie trenować!
Gończyk dziwnie się czuł z wiedzą, że jego rodzeństwo żyjące w Klanie Burzy dopiero za dwa księżyce zostanie mianowane na uczniów. Będą o całe dwa księżyce w plecy, gdy w Owocowym Lesie mogliby już teraz rozwijać się w wybranej dziedzinie. Chyba, że tata i dziadek zdecydowaliby się zrobić dla nich wyjątek?
– W moich snach nie jestem jaskółką czy jerzykiem, tylko modrogończykiem. Myślę, że wszechmatka po śmierci pozwoli mi pozostać mym imiennikiem – podzielił się z matką uwagą, gdy ta podczas pierwszej lekcji zdecydowała się od podstaw przeszkolić syna na temat Wszechmatki. Zezowata kotka przekazała synowi wiedzę zdobytą od swojej poprzedniczki, szanowanej zmarłej Świergot. – Będę dbał o kolorowe łąki znajdujące się na ojcowskich terenach, jak i będę doglądać matczynych sadów. Pozostanę spoiwem dwóch społeczności, nawet po śmierci.
trening szamana - 719 słów 🍃🌱🌿
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz