Trzcinowy Szmer zdusiła w środku siebie zaskoczenie i posłusznie skinęła głową. Rozkaz przywódczyni był czymś świętym i zamierzała najlepiej się spisać, jak tylko mogła.
— Tak jest, Mandarynkowa Gwiazdo — powiedziała posłusznie.
***
Czas mijał, a ona uważnie obserwowała Żmijowcową Wić i regularnie zdawała raporty Mandarynkowej Gwieździe, które raczej nie były ciekawe, gdyż przyjaciel, którego tak strasznie musiała pilnować, był wyjątkowo ciężko pracującym kotem. Widziała, jak strasznie starał się zostać zauważonym przez samą liderkę, więc w sumie stwierdziła, że będzie mu pomagać. Nie musiała też jakoś bardzo się wysilać, żeby podbić pijar Żmijowcowej Wici, skoro tak dobrze się spisywał. Widziała za każdym razem, jak pomarańczowe oczy przywódczyni dziwnie się iskrzyły, kiedy tylko przedstawiała jej, co porabiał bury wojownik.
***
Od momentu, kiedy była przy Nadziei, widziała, jak Mandarynkowa Gwiazda patrzyła na nią oraz Żmijowcową Wić z nieukrywaną ciekawością. Może i stara kocica starała się to zamaskować, jednak nie zawsze jej to wychodziło, a w szczególności, kiedy pierwszy raz przyszła do żłobka.
Trzcinowy szmer leżała na posłaniu, czuła bardzo dobrze, że tego samego dnia będzie poród. Ostrzegała ją przed tym sama Gąbczasta Perła oraz Różana Woń, która mimo tego, że była na emeryturze i już nie zajmowała się leczeniem pobratymców, to czasami ewidentnie chciała się jeszcze poczuć potrzebna.
Jej brzuch był wielki i ciężki. Bolał przy każdej próbie wstania i pójścia na śmietnisko lub dokładniejszego umycia futerka.
Do środka weszła nagle Mandarynkowa Gwiazda, na ten widok Złocisty Widlik wraz z dwoma czekoladowymi kotkami podniósł się z posłań i przywitał srebrną kocicę skinieniem głowy. Zmierzchająca Fala wraz z Kropiatkową Skórką z ciekawością popatrzyli na liderkę, gdyż nie był to codzienny widok, żeby kocica odwiedzała żłobek. Trzcinowy Szmer również była zdziwiona, jednak nie miała tyle siły, by wstać, a Żmijowcowa Wić usiadł wyprostowany, jak struna, jednak nie opuszczał jej boku.
— Dzień dobry, Mandarynkowa Gwiazdo. Przyszłaś nas odwiedzić? Trzcinowy Szmer ma się dobrze — zapewnił kocur.
Zastrzygła uchem zirytowana komentarzem kocura. Nie było jej wcale tak dobrze. Było jej niewygodnie, kocięta kopały oraz bolał ją brzuch. Nie było wcale dobrze. Nawet, już nie wspominając o porodzie. Chciałaby go przeżyć, to po pierwsze, a po drugie wiedziała, że ból i męczarnia dopiero się zaczną, kiedy przyjdą pierwsze skurcze.
Przywódczyni jakby czytając jej w myślach, tylko prychnęła i strzepnęła ogonem.
— Czekanie na poród oraz samo wypchnięcie kociąt na ten świat nie jest czymś łatwym ani przyjemnym, Żmijowcowa Wici. Nie jest jej dobrze, wiem, co mówię — Mandarynkowa Gwiazda nawet nie raczyła usiąść. — Nie przyszłam na długo, chciałam tylko zobaczyć, jak się ma Trzcinowy Szmer przed porodem.
— Nie jest najlepiej ani najgorzej — zauważyła, starając się poprawić na posłaniu.
— Mandarynkowa Gwiazdo, czy przyjdziesz do nas, kiedy Trzcinowy Szmer urodzi?
Mandarynkowa Gwiazda zamyśliła się na chwilę. Skinęła w końcu głową.
— Owszem. Chcę wiedzieć, jak wyglądają nowi członkowie Klanu Nocy.
Każdy inny przyjazny kot powiedziałby to w pełnym ciepła miauknięciu, jednak była to Mandarynkowa Gwiazda, która zawsze pokazywała swoją władczość oraz pozycje. Jednak Trzcinowy Szmer znała swoją byłą mentorkę i widziała w szczegółach jej mimiki oraz zachowaniu, że jest ciekawa i zadowolona z nowych kociąt. Srebrna odwróciła się na pięcie i wyszła ze żłobka, pozostawiając ich wszystkich w zaciszu, gdzie bawiły się kruszynki Zmierzchającej Fali oraz Kropiatkowej Skórki.
***
Gąbczasta Perła wraz z Klekoczącym Bocianem przyjęli jej poród. Trwało to dość długo, jednak wszystko poszło zgodnie z planem i żadne kocie nie było przeklęte jakimiś wadami. Dwie małe kuleczki leżały przy jej brzuszku i ssały mleko. Kocurek i kotka. Nur i Łabądek.
Ze zmęczenia czuła, jak zamykają się jej oczy, jednak przed zaśnięciem poczuła dwa znane jej bardzo zapachy. Żmijowcowej Wici, który czuwał przy niej i oglądał swoje maleństwa oraz Mandarynkowej Gwiazdy. Liderka rozmawiała z wojownikiem, jednak Trzcinowy Szmer już nie usłyszała dokładnie słów, gdyż odleciała w krainę snów.
***
Kocięta stawały się coraz większe, a zainteresowanie Mandarynkowej Gwiazdy na ich punkcie było coraz większe. Trzcinowy Szmer cieszyła się z tego powodu, bo może w przyszłości te kocięta będą miały lepiej niż pozostała część Nocniaków.
Trzcinowy Szmer tak samo zdążyła odbyć rozmowę wraz ze Żmijowcową Wicią na temat ślubu. Kochali się przecież platonicznie, mieli dwójkę dzieci, o które strasznie chcieli dbać. Kocur na początku nie był pewien tego wszystkiego, jednak po namyśle zgodził się na jej propozycje. Przecież Łabądek i Nur nie mogli mieć rodziców, których nic nie wiązało. Zraniłoby to ich małe serduszka. Nie chciała, żeby kocięta były tylko owocem ich umowy. Znaczyły przecież bardzo wiele dla nich. Były ich całym światem.
Swoje pociechy zostawiła pod czujnym okiem Złocistego Widlika i oboje poszli do legowiska przywódczyni. Weszli między korzenie sumaka i usiedli przed obliczem Mandarynkowej Gwiazdy.
— Co was tutaj sprowadza? Coś się stało z kociętami?
— Nie, Mandarynkowa Gwiazdo. Kocięta mają się dobrze. Chcieliśmy tylko prosić o udzielenia nam ceremonii ślubnej.
Żmijowcowa Wić skinął głową.
< Mandarynkowa Gwiazdo? >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz