— Owszem. Mówiłaś, że jednak nie jesteście razem. Czy coś się zmieniło? Odbiłaś go Kropiatkowej Skórce, skoro o tym mówisz? Nie mów, że to zrobiłaś!
— Oczywiście, że nie! Kropiatkowa Skórka to moja przyjaciółka, nie mogłabym tego zrobić! Tym bardziej że są ze sobą szczęśliwi oraz mają swoje małe urwisy.
— Okej… To do czego bijesz w takim razie?
— Do tego, że znalazłam kandydata na ojca dla moich przyszłych kociąt!
— Na Klan Gwiazdy! — Gąbczasta Perła wytrzeszczyła oczy. — Kto to?
— Żmijowcowa Wić.
Po pysku medyczki przeszło wiele różnych emocji. Od zdziwienia po ekscytację. Kotka poprawiła się na posłaniu, zapominając, że miała co jakiś czas jeść jej okonia.
— I jak? Już się staraliście o kocięta? Były jakieś komplikacje, czy potrzebujesz w tym medycznej pomocy? — zalała ją morzem pytań. — No, chyba że chcesz mi wszystko opowiedzieć dokładnie, ale to już na uszko — spojrzała na nią sugestywnie.
— A tego to już nie musisz wiedzieć! — prychnęła speszona, odwracając wzrok. — Możesz być pewna, że plan wejdzie w życie, a ja potrzebuję coś wykombinować z Rezedową Łapą, który nadal nie jest choćby o wąs od mianowania! Musisz go trochę postraszyć. Może członkini rodu królewskiego się posłucha w końcu!
Gąbczasta Perła przewróciła oczami na wzmiankę o rudym uczniu.
— To nie do mnie takie prośby! Powinnaś już dawno pójść do Mandarynkowej Gwiazdy i powiedzieć jej, żeby wyrzuciła z klanu tego darmozjada. Nie zapowiada się, żeby wyrosło z niego coś porządnego — mruknęła, machając zbywająco łapą. — Powinien się cieszyć, że dostał tak świetną mentorkę, a zamiast tego woli się lenić. To już naprawdę ciężki przypadek!
Dymna tak bardzo się rozgadała, że aż zapomniała o tym, co wcześniej powiedziała jej Trzcinka. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że rozmawiały o partnerstwie, zakładaniu rodziny i o Żmijowcowej Wici.
— No dobra, ale co nam tam będzie humor psuł jakiś niesforny młodziak. Lepiej mi opowiadaj... czemu akurat Żmijowiec? Nie mówię, że nie jest niczego sobie, ale wiesz. Nie spodziewałabym się, że skończysz właśnie z nim! — przyznała, uśmiechając się zadziornie do towarzyszki. — W sumie jest z niego całkiem dobry wojownik. Jestem pewna, że wasze dzieci będą silne i piękne, tak jak ich mamusia! — dodała.
Trzcinowy Szmer odwróciła wzrok, lekko zawstydzona.
— Och, daruj sobie te komplementy! — miauknęła, śmiejąc się pod nosem.
— Daj spokój, w tych czasach nie zawsze jest kogo chwalić! Spójrz na przykład na Klekoczącego Bociana. Jeśli mam być szczera, to medyk z niego dosyć marny! — przyznała szeptem, jakby bała się, że młodszy ją usłyszy. — Ale oczywiście bez urazy. I nie mów mu nawet o tym, że tak go tutaj obgaduję! Bo znienawidzi mnie jeszcze bardziej... o ile to w ogóle możliwe.
* * *
Klekoczący Bocian przez ostatnie dni wydawał się wyjątkowo bezużyteczny. Nawet bardziej niż zwykle! Dymna zastanawiała się, co jest powodem tej zmiany, lecz nie na tyle ją to ciekawiło, by chciało jej się spytać o to osobiście. Może to przez te upały, które utrzymywały się nawet dłużej, niż powinny? Nieważne. W każdym razie liczyła na to, że szybko się ocknie i wróci do aktywnego wykonywania swoich obowiązków, bo jak nie, to będzie musiała go przywrócić do zmysłów siłą! Poza tym ostatnio zaczęła się trochę obawiać o następstwo czarno-białego kocura. Jak na razie ona sama nie wybierała się na emeryturę, a Klekotek także był młody, lecz co potem? Nie było zbyt wiele kotów z młodego pokolenia, które należałyby do rodu. Jedynym z nich był Rogaty Flaming, w którym tkwiła cała nadzieja na sprowadzenie na ten świat przyszłego medyka.
Całe te gdybania na temat potomstwa sprawiły, że pomyślała o Trzcinowym Szmerze. Dawno jej nie odwiedziła! Była u niej tylko wtedy, gdy kocięta rodziły się i gdy były bardzo małe. Potem jej wizyty w żłobku ograniczyły się, choć teraz zapragnęła odwiedzić swoją znajomą i spytać, czy wszystko dalej jest w porządku. Choć prawda była taka, że od narodzin kociąt minęło już całkiem sporo księżyców, toteż Trzcinka powinna już w większości dojść do siebie. Zresztą, kto jak nie ona! Była porządną wojowniczką w Klanie Nocy, jedną z najlepszych. Szkoliła ją w końcu sama Mandarynkowa Gwiazda! To zaszczyt być szkolonym przez członkinię rodu, gdy samemu się do niego nie przynależy. Ostatnio dostąpiła go też Rzekotka, która za nauczyciela dostała wspomnianego wcześniej Rogatego Flaminga. Ciekawe tylko, dlaczego ona? Czy wyróżniała się czymś spośród kociąt? Ciężko było stwierdzić, gdyż Gąbczasta Perła nie interesowała się tak bardzo losami potomstwa Kropiatkowej Skórki i Zmierzającej Fali — choć może powinna? W końcu Kropiatka była dawniej głównym tematem jej plotek, oskarżona o bycie szpiegiem. Teraz miała już trochę spokoju, lecz Gąbka wciąż posiadała wobec niej pewne uprzedzenia. Niej, jak i Szepczącej Hipnozy.
Finalnie dymna zdecydowała się wyjść z lecznicy. Wpierw ruszyła w stronę stosu ze zwierzyną, by wybrać z niego dwa soczyste kąski. Dla niej i dla Trzcinowego Szmeru, którą zamierzała odwiedzić. Jej kocięta zapewne przyjmowały już stały pokarm, lecz tym razem będą musiały jedynie patrzeć na to, jak ich matka zajada się piszczką, ponieważ dymna nie miała tyle miejsca w pysku, by zabrać ze sobą więcej zwierzyny.
W końcu ruszyła do kociarni. Weszła do niej, jak prawdziwa księżniczka, i od razu zwróciła na siebie wzrok szylkretowej wojowniczki, która ogonem otulała dwójkę swoich pociech. Na szczęście właśnie drzemały, więc przynajmniej nie będą wiedziały, co ich omija.
Gąbka podeszła do swojej znajomej z szerokim uśmiechem wymalowanym na pysku i położyła przed nią jedną z ryb, które zabrała uprzednio ze stosu.
— Jak tam u ciebie, Trzcinko? — spytała, poruszając radośnie wibrysami. — Mam nadzieję, że maluchy nie wymęczają cię zbyt bardzo. Nur i Łabądek, mam rację? — dodała, przenosząc wzrok na puchate kuleczki futra. Gdy nie piszczały ani biegały po żłobku, były naprawdę urocze. Przypominały jej trochę Łezkę i Stroczka, gdy byli młodsi. I choć wciąż kochała znalezione wtedy kocięta, tak myśl o Szczawiowym Sercu, nieznacznie ją obrzydziła. Jak ona mogła zakochać się w kocie o brzydkim, czekoladowym futrze? Wstyd jej się było do tego przyznawać. Nawet przed kimś takim jak Trzcinowy Szmer.
— No, a poza tym chciałam jeszcze spytać, jak Żmijowcowa Wić spisuje się jako ojciec! Odwiedza cię czasem, opiekuje się kociętami? Jeśli się leni, to ja chętnie mu przypomnę, gdzie leży jego partnerka i kocięta! — zaśmiała się, lecz pod płaszczem tego rozbawienia kryła się też śmiertelna powaga.
<Trzcinowy Szmerze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz