Czas w siedlisku dwunożnych leciał, a Nerina zaczął powoli zapominać, kim był. Nabrała więcej masy niż dotychczas, jednak nadal nie była jak te wielgaśne, pulchne koty przekarmiane przez swoich właścicieli. Mimo to pani Szafirek była jedną z lepszych dwunożnych, na jakich mogło trafić. Miał pewne pretensje co do kociaka, z którym mieszkał, jednak ostatecznie i z nim udawało mu się dogadywać. Pewnego razu, gdy Frezja wrócił do domu po ucieczce cały wyziębiony, Nerina postanowił pomóc wymyć mu futerko. Szafirek robiła z tego najwyraźniej wielkie święto, gdy wyciągnęła nawet śmieszne świecące pudełko, które z reguły zajmowało jej dużo czasu. Czasu, który mogłaby poświęcić własnym, znudzonym kotom.
— Nerino? — mruknął kremowy kocur. — Czy pamiętasz jeszcze o klanach? Nie mówiłeś, że kiedyś…tam wrócisz? — zapytał, jakby trochę niepewnie.
— Tam… Klany… — mruknął, wylizując swoją łapkę.
Ułożyła się wygodniej w fotelu, pokazując wrażliwy brzuszek. Następnie, co prawda do góry nogami, spojrzała na miskę z karmą, swojego towarzysza i spokojną przestrzeń.
— Wiesz, nie wydaje mi się. Raczej odpadam — burknęło w końcu, mrucząc cicho pod nosem.
— Nie tęsknisz za swoimi? Nie miałeś tam nikogo Ner… Dryfująca Gałęzatko? Z pewnością ktoś nadal na ciebie czeka. Nie żal ci go? — kontynuował swoją wywód zielonooki.
— Za kim mam tęsknić? — warknęło nagle zirytowane. — Nikt się mną nie interesował. Zresztą czemu nagle zaczęło to interesować cię? — odparło, kładąc się z powrotem na brzuchu.
Głowa niebieskiego powoli opadła na łapy. Zapiszała cicho, wkładając pysk między przednie kończyny.
— Widlik. Morszczyn… — miauknął cicho. — Jestem pewien, że moi bracia za mną tęsknią. Jednak obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie wrócę do klanów. Miałam zostać samotnikiem, ale może to porwanie wyszło mi na dobre? — zasugerowała, spoglądając na Frezję.
Nastała krótka cisza, wypełniona jedynie dźwiękami tworzonymi przez sprzątającą dwunożną.
— Był ktoś jeszcze. Ktoś, kogo nie mogłabym opisać słowami. Kotka z innego klanu, o dobrym sercu i pięknym czarnym futrze przyozdobionym w niebieskie kwiaty. Jeśli tęsknię… to za nią, za swoją przyjaciółką. Psotnym Nietoperzem z Klanu Klifu — odparła. — Są tu jakieś złote pola? Lub chociaż rzeka — zapytał, zwracając się do Frezji.
— Złote pola? Tak mi się wydaje. Nieopodal za rzeką. Tak przynajmniej słyszałem. Jak uda ci się wyjść na skraju miasta to zapewne będziesz mógł już ujrzeć rzekę w oddali. Ty chyba nie wybierasz się tam na s… — odparł, ale widząc zdeterminowany wzrok drugiego kota, przerwał swoją wypowiedź.
— Zawijam się stąd. Teraz — miauknęła cicho niebieska.
Nerina wstało gwałtownie i zeskoczyło z fotela. Podbiegło do pani Szafirek, krótko tuląc na pożegnanie jej nogę, a następnie, zanim kobieta zdążyła się zorientować, o co mogło jeno chodzić, czmychnęło przez uchylone drzwi. Otwarte drzwi, które miały siedlisku dwunożnym przynieść ochłodę, okazały się najlepszą opcją ucieczki Neriny.
***
Niebieski kocur zdołał w końcu trafić w znajome miejsce. Przed nim rozciągały się ogromne ilości o też porze roku złocących się kłosów. Pamiętała opowieści Psotnego Nietoperza. Zdarzało się, że opowiadała o tym miejscu podczas ich rozmów. Nerina poczuła ciepło na serduchu, jednak obawiało się iść dalej. Zamiast tego schowało się, dopóki nie zobaczyło poruszających się przed nim kłosów.
— A mówiłam ci Morświn, że poznałam kiedyś bardzo miłego kota? Szkoda, że kontakt nam się urwał tak nagle — mruknęła smutno jedna z kotek.
— Nie martw się, na pewno się spotkacie — odparła pocieszająco druga.
Nerina uniósł lekko swoje uszy, słysząc głosy dwóch kotek. Jeden brzmiał nawet bardzo znajomo. Niebieska od razu skojarzyła, do kogo mógł należeć ten głos. Miało tylko nadzieję, że się nie pomyliło. Dwa głosy jednak sprawiły, że przez moment się zawahał. Nie był pewny czy chce rozmawiać z przyjaciółką w obecności innego kota. Brzmiała jednak na pozytywnie nastawioną, więc powoli, lecz na tyle, aby być zauważonym, zaczął zbliżać się do kotek.
— O wilku moowaa — zachichotała cicho, pokazując się klifiaczkom. — Trochę przybrałem na wadze, ale ciężko było uciec zbyt przyjaznej pani Szafirek — uśmiechnęła się, choć po jej postawie było widać lekki dyskomfort przez nowe towarzystwo.
Psotka przeniosła wzrok na przybysza, a jej błękitne oczy zalśniły. Zanim zdążyła pomyśleć, wyskoczyła i wpadła na kocura.
— Gdzieś ty był? Nawet nie wiesz, jak tęskniłam! — miauknęła i lekko pacnęła go łapą w głowę. Tajemnicza kotka, znajoma Nietoperza podeszła bliżej.
— Czy to o niego chodziło Psotko? — spytała ją siostra. Czarna wojowniczka kiwnęła lekko łebkiem.
— Tak. Dryfująca Gałęzatko to moja siostra Morświnowa Płetwa. Morświnowa Płetwo to jest Dryfująca Gałęzatka — odparła, nie znając jego nowego imienia.
Widząc kotkę, niebieski uśmiechnął się ciepło. Gdy pacnęła go w głowę, zmrużył oczy rozbawiony.
— Nie złość się, złość piękności szkodzi — miauknął. — Hmm... Wiesz, tak się składa, że mnie porwali — odparł, nieco ironicznym głosem. — Serio. Byłam pieszczochem — parsknęła.
Spojrzało na towarzystwo.
"Siostra, hm?" pomyślał i uśmiechnął się w stronę kotki.
— Miło mi poznać! — odparł, przez moment zastanawiając się nad tym, co powinien powiedzieć. — Właściwe to teraz nazywam się Nerina. Zachowałem imię, które dała mi była właścicielka — dodał w końcu, liżąc się nerwowo po piersi.
— Czy... Znaczy. Co u ciebie? Jak klany? Iii... Chyba musimy porozmawiać droga Psotko — wyszeptało nerwowo. — Za dużo mówię?
Wojowniczka zastrzygła uszkiem. Obwąchała kocura i upewniła się, że nic mu nie było.
— Nie skrzywdzono cię prawda? — wyszeptała z troską. Uśmiechnęła się łagodnie.
— Nerina? Bardzo ładne imię. Podoba mi się — wymruczała Psotka. Słysząc, że musieli pogadać, Nietoperek kiwnęła lekko łebkiem.
— Tak, masz rację — wymruczała.
— A co do klanów to trochę się pozmieniało, ale jak na razie nie doszło do gorszych sytuacji — dodała.
— Przeszkadzam wam? Mogę pójść i zapolować, a wy sobie pogadacie. Co wy na to? — zasugerowała Morświn.
Pokręciło głową na nie.
— W żadnym przypadku. Miałem nawet miłe towarzystwo. Właściwie to prawie zapomniałem o istnieniu klanów. Jestem tu dzięki tobie. A raczej o tym, że pamiętałam o tobie — uśmiechnął się leciutko.
— Cieszy mnie to. Trochę się bałem, że podczas mojej nieobecności może dojść do jakiej walki między klanami — skomentował.
Słysząc słowa Morświn, zastrzygł lekko uchem i jakby zesztywniał. Nie do końca wiedział, jak powinien odpowiedzieć. Co, jeśli kotka poczuje się obrażona? Spojrzał na niebieskooką proszącym o pomoc wzrokiem.
Psotny Nietoperz przeniosła wzrok na siostrę. Podeszła do niej i otarła się o nią.
— Dobrze, ale nie odchodź daleko — wymruczała. Morświn skinęła łebkiem.
— Dobrze, bawcie się dobrze — wymruczała, puszczając oczko i odeszła nieco.
— Kocham ją — wymruczała Psotka. Zaraz jednak skupiła się na kocurze.
— Cieszę się, że jesteś i bardzo miło mi słyszeć, że dzięki mnie nie zapomniałeś o klanach. Ja o tobie również nie. Przychodziłam na plażę, mając nadzieję, że będziesz. Na zgromadzeniu cię szukałam, ale tam też ciebie nie było — odparła i cicho westchnęła. Zaraz jednak się uśmiechnęła.
Czując dotyk kotki, zamruczała cicho, a podczas tej chwili nieco bardziej wtuliła się w jej futerko. Odetchnął z ulgą, gdy Morświn od nich odeszła, chociaż coś mu mówiło, że nadal może ich słyszeć. Poczuł się jednak wyraźnie bardziej komfortowo.
— Wybacz. Planowałem zostać samotnikiem i kręcić się gdzieś w pobliżu twojego klanu. W rzeczywistości uciekłem, chociaż oficjalna wersja jest taka, że zostałem porwany podczas spaceru. Naprawdę nie chciałom cię opuszczać — wyszeptała, wycierając łapką nieco zaszklone żółte oczka.
— M-Myślisz, że mógłbym tu zostać? — wypalił nagle.
Pozwoliła kocurowi się wtulić. Sama była zaskoczona tym, jak miłe to było uczucie.
— Och, rozumiem. Cieszę się, że nic ci się nie stało — wymruczała. Na jego slowa, zamyśliła się na moment. Raczej z przywódcą nie miała złego kontaktu.
— Mogę pogadać z Lśniącą Gwiazdą. Możemy pójść do obozu od razu, jak moja siostra zapoluje. Wstawię się za tobą przed nim — wymruczała.
Niebieskiej zaświeciły się oczy.
— Jasne. Dziękuję — miauknął i liznął kotkę w polik, odrobinkę się przy tym rumieniąc.
Przyjaciele w końcu też okazują sobie takie gesty, prawda?
Psotka zarumieniła się, ale odwzajemniła liźnięcie. Podniosła się i zawołała siostrę. Cała trójka skierowała się w stronę obozu.
***
Nietoperz zaprowadziła kocura prosto do przywódcy. Nerina przełknął ślinę zdenerwowany i uśmiechnął się słabo, widząc rude futro i dumną postawę drugiego kota.
— Witaj Lśniąca Gwiazdo — miauknął powoli i ukłonił się lekko. — Jestem Nerina. Dawniej Dryfująca Gałęzatka były wojownik Klanu Nocy. Czy znalazłoby się dla mnie miejsce w Klanie Klifu? Obiecuję być lojalna nowej przynależności i wykonywać swoje obowiązki — dodał, unosząc łebek.
Próbowało ukryć w sobie cały strach związany z rozmową.
— Witaj Nerino — odparł rudzielec, przyglądając się uważnie samotnikowi. — Może najpierw opowiedz mi swoją historię? — zapytał kocur.
Nerina bardzo szybko uznała, że musiało chodzić i sprawdzenie, czy był niebezpieczny. Otworzył nieco szerzej oczy.
— A-Ah wybacz! W Klanie Nocy byłom bardzo samotne. Wieczorem wyszedłem poza tereny Klanu Nocy, a gdy zacząłem wahać się nad swoją decyzją, porwali mnie dwunożni. Już nic nie trzyma mnie przy nocniakach, bycia pieszczochem także się wyrzekłem. Przyszedłam tutaj…ponieważ tu jest bliska mojego serca — dodała nieco ciszej.
Lśniący wyglądał, jakby nad czymś rozważał.
— W takim razie zostaniesz uczniem. Wykaż się, a może już wkrótce staniesz się pełnoprawnym wojownikiem Klanu Klifu — mruknął, kiwając głową z delikatnym uśmiechem na pyszczku.
Cętkowany przeszedł obok samotnika i skierował się w stronę mównicy. Nerina prędko zrozumiał, o co chodziło, więc zafundował sobie szybkie odświeżenie futra.
— Nerino nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia — przerwał i spojrzał na pulchnego kocura. — …protektora będziesz się nazywać Puszysta Łapa. Twoim mentorem będzie Serdeczna Naparstnica. Mam nadzieję, że Serdeczna Naparstnica przekaże ci całą swoją wiedzę — spojrzał na niebieskiego z łagodnie uniesionymi kącikami ust.
Spuścił wzrok z niebieskiego i spojrzał na protektora.
— Serdeczna Naparstnico, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Rozkwitającego Astru doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją błyskotliwość i wyrozumiałość. Będziesz mentorem Puszystej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę — cętkowany zakończył swoją przemowę, a gdy ceremonia dobiegła końca, kiwnął głową obu kotom na znak niemego pożegnania i odszedł do swojego legowiska.
Nerina, gdy tylko zniknął łebek przywódcy, zaczął rozglądać się za Psotką.
— Udało się! — miauknęło radośnie.
<Psoteczko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz