Przeszłość
Kremowy podniósł wzrok na Trzcinowy Szmer. Uśmiechnął się szczerze. Bardzo lubił kotkę.
— Cześć, Trzcinowy Szmerze! — wymruczał na powitanie. Na słowa o plotce zamruczał rozbawiony. Cieszył go entuzjazm kotki.
— Pewnie, siadaj — miaułknął pogodnie i zrobił jej miejsce obok siebie.
— To, co tam ciekawego masz do powiedzenia? — spytał, poruszając lekko wibrysami. Trzcinowy Szmer zasiadła obok niego, ciasno owijając ogon wokół swoich łap.
— Myślę, że niedługo będziesz mógł się spodziewać kolejnych kociąt w żłobku — zamruczała, zerkając z wyjścia żłobka, gdzie na polanie siedzieli przytuleni do siebie Zmierzchajaca Fala oraz Kropiatkowa Skóra. Noskiem wskazała na zakochaną parę.
— Może po Porze Nagich Drzew będą tutaj nowe kuleczki! Podążył wzrokiem za kotką. Przyjrzał się Zmierzchającej Fali i Kropiatkowej Skórce. Uśmiechnął się na myśl o nowych pyszczkach w żłobku.
— Słodkie, malutkie pyszczki — wymruczał. W tej chwili miał pod opieką dwójkę kociąt nie licząc zdradzieckich kotek, które to zostały cofnięte do tej rangi.
— Cieszę się, że kolejne koty znalazły do siebie drogę, a Klan Nocy rozwija się w najlepsze. To wspaniała informacja — dodał ciepło.
— Skoro jesteśmy w temacie kociąt. Jak myślisz? Kogo Szumek dostanie na mentora? — przeniósł wzrok na kociaka i się uśmiechnął.
— Hmmm... — zamyśliła się, wodząc wzrokiem po polanie pełnej Nocniaków.
— Może Siwa Czapla? Mu by się przydał uczeń, chociaż Mandarynkowa Gwiazda mogłaby jeszcze podsunąć Niezapominajkową Nadzieję, Ćmie Mżenie lub świeższych wojowników. Dryfująca Gałązka, Morszczynowy Wąs lub Senna Łza się też mogą nadać, natomiast Ulewny Szkwał jest zdecydowanie jeszcze za młody. Oczywiście cieszę się, że tak szybko stał się wojownikiem, jednak, czy czasem nie za szybko? Mój Rrezedowa Łapa nadal się szkoli, a jest przecież od niego o wiele starszy. Może muszę go bardziej docisnąć… — Złotek położył uszy po sobie. Odszukał wzrokiem swojego syna, który mignął mu gdzieś na polanie.
— Jestem z niego dumny, naprawdę. Jednak też uważam, że jest trochę za młody. Trzcinowy Szmerze, on ma tylko dziesięć księżyców...ja wtedy jeszcze się uczyłem pod okiem Kotewki. Byłem mianowany wieku trzynastu księżyców — mruknął cicho w odpowiedzi. Instynkt ojcowski zdecydowanie brał tu górę.
— Może potrzebował więcej czasu. Jestem pewien, że śmierć Centurii się na nim mocno odcisnęła — wyszeptał z bólem w głosie.
— Ja również w wieku trzynastu księżyców dopiero zostałam mianowana na wojowniczkę. Może Mandarynkowa Gwiazda widzi w nim coś, czego my nie widzimy? Jeśli masz jakieś obawy, to również możesz pójść do liderki, by nie dostawał jeszcze ucznia, ze względu, że sam jest jeszcze za młody. Natomiast od śmierci Centuriowej Łapy minęło już kilka księżyców, nie można ciągle zasłaniać się jedną tragedią przed treningami. Nieszczęścia chodzą po Klanie Nocy i nikt nie ma łatwo, ja też nie uważam, żeby mnie Klan Gwiazdy rozpieszczał. Moja rodzina się sypie i jest w niełasce u Mandarynkowej Gwiazdy, poza mną. Czuję wzrok pozostałych na sobie, jednak wytrwale, codziennie wypełniam swoje obowiązki, najlepiej, jak tylko mogę. Rezedowa Łapa powinien wziąć się w garść. — prychnęła zła na swojego ucznia.
— Ostatnio nie popisał się na polowaniu, już nawet prędzej Fląderka by coś złapała, niż on! Za lenistwo, nigdy nie zostanie wojownikiem! Nawet tego dopilnuje. — Widlik westchnął cicho. Być może gdyby Fląderka nie miała czekoladowego futra, to może byłaby naprawdę wspaniałą wojowniczką, ale z jakiegoś powodu taką barwę miała.
— Wiesz Trzcinowy Szmerze? Uważam, że Mandarynkowa Gwiazda wie, co robi, więc zaufam naszej liderce — odpowiedział ze spokojem.
— Tak, rozumiem. Nie można wiecznie uciekać od treningów. Gdybym tak robił, to Kotewka nie zdążyłaby mnie wytrenować. Mam nadzieję, że się otrząśnie. W końcu moje dwie córki też są coraz bliżej mianowania. Jeszcze zostaną mianowane przed nim. Nie przeszkadza mi to, ale rozumiem, jak bardzo ci zależy na tym by dokończyć ten trening — odpowiedział.
Obecnie
Piastun od jakiegoś czasu dzielił żłobek ze Trzcinowym Szmerem i jej kociętami. Był to cudowny widok, szczególnie gdy sobie przypomniał, jak bardzo Trzcina tego pragnęła. Kocięta z własnej krwi, do dziś pamiętał te słowa. Miał wrażenie jakby szylkretka odżyła od momentu narodzin młodych. Życzył jej najlepiej, jej kociętom i Żmijowcowi również. Dzisiejszego dnia postanowił z nią pogadać, gdy maluchy zajmowały się sobą. Podniósł się i zbliżył do kotki.
— Dobry dzionek Trzcinowy Szmerze — przywitał się z kocicą. Na jego pysku widać było uśmiech. Bardzo lubił Trzcinę. Polubił ją już, gdy był jeszcze kociakiem. Czasem zapominał, że ma ponad czterdzieści księżyców, własną rodzinę i niezmienną rolę w Klanie Nocy od księżyców i wracał do tamtych dni. Nigdy nie żałował obranej ścieżki. Nie miał ku temu żadnych powodów, chociaż czasami lubił się zastanawiać, jak bardzo byłby inny gdyby obrał ścieżkę wojownika. Za myślenie nie karano, więc mógł poświęcić na to czas. Szczególnie nocą, kiedy wszystkie wspomnienia wracały do niego niespodziewanie i gwałtownie. Zastanawiał się też, co było słychać u jego brata, który odszedł z klanu. Miał nadzieję, że wszystko było u niego dobrze.
— Pozwól, że to powiem, ale…nie mówiłem? Wiedziałem, że doczekasz się własnych młodych — wymruczał pogodnie, siadając obok niej.
<Trzcinowy Szmerze? A nie mówiłem?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz