!!Uwaga, w części snu jest usiłowanie morderstwa!!
— Mamo! Mamusiu! — ton głosu kotki przypominał płacz kociaka, a łzy naleciały do jej dużych niebieskich niczym niebo oczu.
— Na co zwlekasz córeczko? Chodź do mnie, Litai! — ton matki kotki choć radosny, był i pełen tęsknoty. Zupełnie jakby wyczekiwała na swoją córkę od dawna…
— Idę, mamo! — krzyknęła bez większego zastanowienia jej córka.
Wstała i zaczęła biec w jej stronę. Nie zwracała uwagi na krzyczące ptaki latające nad nimi. Szybko weszła na drogę grzmotu. Jej krótkie łapy i ciężkie futro nie spowalniały jej jak zazwyczaj… Dziwne, jednak teraz nie mogła zwracać na to uwagi. Musiała biec jak najszybciej. Biegła niczym wygłodniały kot za jedynym źródłem jedzenia, jedynym źródłem ratunku od śmierci. Szybko znalazła się po drugiej stronie drogi, przytulając się do kocicy. Szczęśliwe łzy płynęły z oczu Litai. Jednak jedno pytanie zaczęło krążyć w jej głowie. Czemu ją zostawiła? W nagłym przypływie odwagi postanowiła zadać pytanie:
— Mamo? Czemu mnie zostawiłaś? — zapytała, nadal wtulona w futro matki. Wtuliła się nawet w nią bardziej, spoglądając w jej oczy błagalnym wzrokiem.
Nagle twarz matki Litai przybrała złowrogi, zimny wyraz. Kotka syknęła na Litai. Ta zaczęła się wycofywać wystraszona, gdy nagle usłyszała potwora dwunożnych za nią. Stanęła więc w miejscu, tylko po to by jej własna matka podbiegła do niej i własnym rozpędzonym ciałem wepchnęła ją pod koła kolejnego przejeżdżającego potwora...
Był to dokładny moment, w którym Lilakowa Łapa się obudziła. Czuła własny pot na swoich łapach. Dookoła niej było ciemno, wszyscy w legowisku uczniów już dawno spali. Liliowa szybko wtuliła swój pysk w kupę futra, którą miała na szyi. Zamknęła duże niebieskie oczy, próbując nie wypuścić z nich żadnych łez. Z marnym skutkiem. Nie udało jej się to, te szybko popłynęły po jej policzkach, prędko wchłaniając się w jej futro. Myśli biegały po jej głowie niczym zwierzyna uciekająca przed swoją marną śmiercią z łap kota. Kotka czuła się żałośnie. Otworzyła oczy, pozwalając wypłynąć łzom z jej ślepi. Płynęły gęsto, na tyle, że wśród tych myśli pojawiło się porównanie ich do strumienia. Była mimo tego nagłego wybuchu płaczu cicho, niezdolna do wydobycia jakiegokolwiek dźwięku ze swojego pyska. Przez chwile rozważała, by obudzić brata, ale uznała, że posiadanie złego snu nie jest warte jego zmęczenia kolejnego dnia. Niska koteczka nie rozumiała czemu nadal tęskni za matką. Czemu nadzieja, że wróci, w jest w niej żywa. W końcu, gdy ich rodzice zostawili ją oraz jej brata mogło coś im się stać, mogli umrzeć, gdyby nie znalazł ich patrol Klanu Klifu. Matka najpewniej miała ich gdzieś, tym bardziej ojciec. Lilakowa Łapa nie rozumiała czemu kochała kogoś, kogo jednocześnie nie potrafiła nawet zapamiętać. Zwłaszcza że czuła się skrzywdzona przez to, co matka, o ile tak może ją nazywać, zrobiła z ojcem. Nawet jeśli nie miała pewności czy powinna czuć się skrzywdzona, w końcu tylko ją porzuciła. Czuła się źle, źle z tym uczuciem. W końcu czy bycie w Klanie Klifu było aż tak złe? Jednak nadal, marzenie o ponownym wtuleniu się w futro matki by znów ją zobaczyć, było żywe. To było głupie. Dwunożni przecież nie pomagali Klanowi Klifu, byli więc wrogami. Tak samo pieszczochy, nie chciała być pieszczochem. Bycie pieszczochem byłoby zdradą Klanu Klifu. Musi być lojalna Klanowi Klifu. Lilakowa Łapa bardzo chciała, żeby ją ktoś teraz przytulił, powiedział, że to jest okej, że ona robi i czuje dobrze, że wszystko jest dobrze. A jednak bała się o to poprosić. Czasem po prostu chciała się ukryć, tak żeby zobaczyć, jak dużo kotów o nią faktycznie dba i poszłoby jej szukać, z tyłu jej głowy często był strach, że znów ją zostawią, odrzucą. To głupie. W końcu w jej życiu są takie cudowne koty jak Cicha Łapa, jej mentorka… A jednak, co jeśli kiedyś by ją porzucili? Zamknęła więc oczy ponownie, próbując powstrzymać więcej łez. Odetchnęła głośno, próbując się uspokoić. Nie dało jej to ukojenia, tylko naniosło zapachy innych kotów, których próbowała nie obudzić. Jedyne co sprawiło, to że czuła się nieco winna. Nie chciała, by inni lokatorzy legowiska uczniów byli niewyspani. Wiedziała, że musi się uspokoić. Postarała się więc usiąść na tej myśli i poszukać rozwiązania. Jedyne co wpadło jej do głowy, to spróbować przytulić się do Cichej Łapy. Niezbyt dobrze widziała kocura w pozbawionym światła legowisku. Czuła jednak jego zapach. Kocur pachniał dosyć charakterystycznie, leśne powietrze było niemalże identyczne z tym zapachem. Kocur leżał blisko jej głowy, odwrócony do niej plecami. Kotka rozciągnęła się nieco i położyła głowę obok jego boku, wtulając pysk w jego futro. Było ono dosyć miękkie. Zapach brata sprawił, że kotka uspokoiła się nieco, łzy przestały lecieć tak gęsto. W końcu jest tu, nie ucieknie od niej. Nie porzuci jej, nie odrzuci jej, zostanie przy niej. Teraz i być może na zawsze. Oby na zawsze. Po dłuższym czasie łzy przestały wylewać się z oczu kotki. Uspokojona już liliowa zamknęła je w nadziei, że zaraz uśnie... Nie zdarzyło się to. Kotka leżała tam aż do rana, ze świadomością, że z głupiego w jej oczach powodu będzie rano zmęczona.
[1108 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz