– Idzie ci bardzo dobrze, wiesz? – oświadczyła. – Nurkowanie masz już w małym paluszku! Nic tylko ci tego pozazdrościć, wiesz?!
– Wiem. Czy to czas na następny etap? – spytała się uczennica przecierając wodę z oczu. Mrugając parę razy mogła już otworzyć je na oścież.
– Tak. Przyglądaj się uważnie! – powiedziała Lawendowa Rozkosz po czym przymierzyła się do zanurkowania. – Niektóre ryby można znaleźć blisko powierzchni. Opowiadałam ci już o tym. Inne można zwabić, jeśli znajdziesz jakieś nasionko lub coś podobnego. A niektóre… chowają się pod wodą, blisko dna. One są często duże i soczyste, bardzo dobre do zaniesienia do klanu. Przyglądaj się uważnie. – Lawendowa Rozkosz weszła do wody bardzo powoli i ostrożnie, aby nie naruszyć jej za mocno. Zanurzyła pyszczek w wodzie. Żabka wiedziała, że miała otwarte oczy. Wiedziała, że szukała swojej zdobyczy. I kiedy ją znalazła, jej mentorka zanurzyła się cała i po chwili wypłynęła na powierzchnię bez niczego w pysku.
– Czasem się zdarzy, że nic też nie upolujesz. łowienie ryb to gra cierpliwości
– Och… Okej. – uczennica pokiwała głową.
– Dobra. Idziemy wzwyż rzeki, żebyś mogła sobie poćwiczyć. Tam jest kawałek głębszej rzeki, a tu już wszystko się rozproszyło. Nie ma co czekać, aż się uspokoją z powrotem. Zmiana miejsca będzie szybsza! – Lawendowa Rozkosz wyszła z wody i się otrzepała. Kotki zmieniły miejsce treningu i Żabka wkrótce nurkowała jak profesjonalista. Najpierw wchodziła do wody powoli, szukała ofiary i nurkowała. Łowienie ryb w ten sposób nie było najprostsze. Wymagało dużo siły i wprawy, ale znacznie mniej cierpliwości niż łowienie z powierzchni, które było znacznie prostsze. Ale Żaba się nie poddawała. Zmieniała miejsce nurkowania, czekała aż ryby ułożą się pod nią i przestaną rzucać i w końcu trening się skończył. Cztery ryby, nieduże, ale upolowane przez samą Żabkę. Lawendowa Rozkosz patrzyła się na nią z dumą.
Żabka porzuciła swoje zdobycze w odpowiednim miejscu i odetchnęła. Ciągle ociekała wodą, kiedy w końcu mogła się położyć. I zrobiła to na środku obozu, w samym słońcu. Potrzebowała wyschnąć, chociażby odrobinkę.
– Wyglądasz jak spłaszczona jaszczurka. – Żabia Łapa podniosła łepek na te słowa. Przed nią usiadła jej siostrzyczka.
– Od razu rozpłaszczona. Ja bym siebie określiła bardziej jako piękną i może tylko trochę rozpłaszczoną. Ale jakoś muszę wysuszyć futro. – odparła Żabka, siadając, aby móc spojrzeć Ropuszce w oczy. Ta tylko uśmiechnęła się na te słowa.
– A co robisz potem? Skończyłaś już trening? – spytała się zaciekawiona. Żabka pokiwała głową.
– Tak. Dzisiaj łowiłyśmy bardzo dużo ryb. Ja sama wyłowiłam cztery! – Żabka położyła łapę na swojej piersi z wielką dumą. Ropuszka uśmiechnęła się tylko szerzej.
– To niesamowite! Ja nie mam tyle cierpliwości jeszcze, żeby siedzieć nad rzeką i łowić.
– O nie! Ja nurkowałam po nie. Lawendowa Rozkosz zauważyła, że bardzo dobrze nurkuję i najpierw nauczyła mnie tej metody. Ćwiczyć jak łowić na powierzchni będziemy jeszcze potem. Mówiła, że mam czas.
– O jeju! I ty się tak cała pod wodę zanurzyłaś?! – Ropuszka zatrzepała uszkami z ekscytacji.
– No tak! I z otwartymi oczami. – oświadczyła.
– Też bym tak chciała, ale to trochę straszne, co nie? W ogóle… jestem strasznie zmęczona po własnym treningu, ale mam coś jeszcze do zrobienia. Mogłabyś mi wyświadczyć przysługę? – spytała się Ropuszka. Żabka też była wyczerpana, ale przecież dla sióstr zrobiłaby tak wiele!
– Co tam? – spytała, pomimo niechęci.
– Pójdziesz do ogrodników spytać się ich czy czegoś nie potrzebują? – Ropuszka posłała jej błagające spojrzenie.
– No dobra… W którą to stronę? – spytała.
– Tam gdzieś siedzą! – wskazała Ropuszka paluszkiem.
– Dobra. To ty idź się zdrzemnij, a ja to ogranę. – Żabka odetchnęła ciężko. Też się jej chciało spać, ale to mogło poczekać. W końcu siostra poprosiła ją o pomoc! Żabka chwilę pałętała się po obozie podpytując gdzie ma dokładnie iść, aż nie namierzyła kota, który pachniał i nawet wyglądał jak ogrodnik.
– Hej ty! – podbiegła do niego mało nie wpadając mu pod łapy. – Jesteś ogrodnikiem, co nie? – spytała.
– Tak? – odpowiedział kot… kotka? Żabka powąchała jeszcze raz. Kot? Nie ważne.
– Moja siostra miała przyjść się was spytać, czy nie potrzebujecie pomocy, ale teraz to moje szczytne zadanie! – odparła Żabka wypinając pierś. Gdyby mogła to by poprawiła też kryzę, ale ta nadal wilgotna opadała na jej ramiona. – Tak więc… czy potrzebujesz jakiejś pomocy… e… Właściwie racja! Gdzie moje maniery, przepraszam. – przerwała swój wywód. – Jestem Żabia Łapa. A Twoje imię?
<Szepcząca Hipnozo?>
[709 słów]
[łowienie ryb]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz