Przeszłość
— Idzie mi dobrze. Sam też trenuję trochę poza tym, co robi ze mną Tropiąca Łaska. Jak dla mnie robi ze mną trochę za mało. Za szybko kończymy treningi i czasami za wiele się ze mną bawi, niż ćwiczy. W sensie… psoci trochę przy okazji treningu, nie że bawi się ze mną jak z kociakiem — Noc usiadł obok niej. Ognikowa Słota zmrużyła oczy. Nigdy nie uważała czekoladowej szylkretki za dobrą mentorkę, skoro jednak matka przydzieliła jej Nocną Łapę, decyzja ta musiała być słuszna. Ponadto – zareagował tak, że wpasowało się to w oczekiwania, jakie ruda sobie wyrabiała wobec każdego. Dobrze, że przygłupie zachowanie kocicy nie wpływało na jego intelekt. Ambicja była dobrą cechą. Lepiej było chcieć za dużo niż zadowalać się byle czym, cieszyło ją niezwykle to, iż Nocny Śpiewak dobrał słowa właśnie w ten sposób. — A… A co u Ciebie? To twój siostrzeniec teraz się urodził, prawda? — zagadnął jeszcze, chodziło mu o Tęgosza. Kocica wyprostowała się pewnie. Pokiwała głową, a z pyska zniknął jej wszelki grymas, jaki tylko mógł nastąpić po wspomince o wojowniczce.
— Tak, wiesz, jaki jest spokojny? — miauknęła, a w jej oczach zawirowały iskry przejęcia, ale i swego rodzaju dumy. — Uwielbiam go odwiedzać. Każdy kolejny księżyc będzie kształtował to, kim się stanie. Jeszcze nie rozumie za wiele, jednak wierzę, że przyniesie nam dumę — dorzuciła jeszcze. Często rozmawiała o dumie. Było to dla niej coś niezwykle ważnego, na tyle ważnego, że niekiedy nie skupiała się na żadnym innym aspekcie, chociaż starała się, jak mogła, nie wolno było jej niczego przegapić w ocenie kota. Zerknęła na Nocną Łapę raz jeszcze. — Czy Tropiąca Łaska nauczyła cię już wspinaczki na drzewa albo nawigowania w tunelach? — zapytała, a ton jej stał się poważniejszy, niż pierwotnie planowała. Prędko rozjaśniła swój pysk lekkim uśmiechem, chcąc zachęcić kocurka do udzielenia odpowiedzi. — Jeśli mentor nie uczy cię niczego nowego i jedyne co robi, to utrudnia treningi, nie wnosząc czegokolwiek pożytecznego, zawsze można go zmienić i to na dużo lepszego — powiedziała mu bez zawahania, Nocna Łapa potrzebował tyle lekcji, ile tylko dało się zmieścić w ciągu dnia. Musiał chłonąć wiedzę. Dobrze, że szylkretka, chociaż nie wyglądała na taką, co by wierzyła w Klan Gwiazdy… wtedy Słota nie spoczęłaby, dopóki nie dostałby kogoś porządniejszego jako swojego nauczyciela. W końcu od mentora zależało tak wiele. Przejmował kota, który miał nadal w miarę plastyczny umysł. Uczył go wszystkich zasad, ścieżek, które zostały wyrobione przez ogrom łap kotów, żyjących na tych obszarach długo przed nimi. Kocica poruszyła lekko końcówką ogona. — Musisz skupić się na tym, co bierzesz od Tropiącej Łaski. Co dają ci wszystkie te treningi, czas z nią spędzony na nauce najpotrzebniejszych rzeczy. Musisz nauczyć się odróżniać, co w tym treningu rzeczywiście zapewnia ci możliwość rozwijania się, a co tylko cię rozprasza, odciągając od celu. Nie wszystko, co robi Tropiąca Łaska, jest ci potrzebne. Zapamiętuj tylko wartościowe rzeczy, z czasem, oczywiście, nabędziesz takiej umiejętności, musisz tylko nad nią pracować i nie zapominać, czego oczekujesz od życia — poleciła mu, gdy na pysku kocura pojawiła się swego rodzaju niepewność.
Przed Porą Opadających Liści
— Kult rozrasta się i rośnie w siłę — rozpoczęła Zalotna Gwiazda. — Cieszy to nas wszystkich. Wraz z odejściem Mrocznej Wizji oraz Borsuczej Puszczy przyszedł czas na obranie nowej roli przez dwójkę z was.
Przywódczyni zlustrowała wzrokiem zebrane koty, serce rudaski zaczęło bić szybciej, a końcówka ogona drgała nieznacznie. Chwila przerwy w wypowiedzi nie trwała długo. Matka podjęła decyzję dość sprawnie, prawdopodobnie wiedziała już wcześniej, kto zasługiwał na to miano.
— Nadciągający Pomroku, Ognikowa Słoto, wystąpcie.
Szylkretka wstała momentalnie, wywołana z tłumu. Nadciągający Pomrok wyglądała na zdziwioną, a ona, na tak zadowoloną, że zaraz chyba pęknie z dumy. Jakie miano zyska? Jaka ranga zostanie jej przydzielona? Zauważywszy, że dymna odpływa myślami, szturchnęła kotkę dyskretnie w bok. Nie mogły się teraz rozpraszać. Przemawiała do nich matka, a wszyscy członkowie kultu spoglądali teraz właśnie na nie. Wreszcie wyszły poza rząd i stanęły parę kroków przed matką. Słota wiedziała, że zasłużyła na awans, zresztą tak samo, jak jej siostra. Przykładały się niezwykle, a ponadto – bycie wzorem do naśladowania dla każdego nie było zresztą takie łatwe, a przynajmniej na początku! Później stało się to dość proste, ponieważ wyrabia się konkretne, przydatne nawyki. Skupiła wzrok na szylkretce przed nią, a myśli wymazała ze wszelkiego rodzaju niedogodności, robiąc miejsce na to, co zaraz usłyszy.
— Miejsce Wielkiego Kapłana obejmie Nadciągający Pomrok — zaczęła, spoglądając córce w oczy. — Odpowiadać będziesz za wybór kotów, którym dane będzie dowiedzieć się o kulcie, jak i dbać o jego ogólny dobrostan. Czuwaj nad naszymi przyszłymi członkami i wybieraj ich mądrze.
Ognikowa Słota spojrzała na Pomrok, chociaż oprócz oczu, ani drgnęła. Czekała na reakcję z jej strony, a gdy ta nie przybyła od razu, w jej głowie pojawiło się lekkie skonfundowanie. Na szczęście nie musiała czekać długo, więc też wszelkie wątpliwości mogły znaleźć ujście. Dymna pochyliła głowę w geście wdzięczności, a pysk rozświetlił chytry uśmiech.
— Dziękuję, matko — wymruczała w końcu po paru uderzeniach serca. Z tyłu rozległy się wiwaty. — Nie zawiodę Cię.
Zalotka skinęła głową, po czym zwróciła się do drugiej kotki. Ognikowa Słota nawiązała kontakt wzrokowy z matką, nie mogąc się już doczekać. Oczywiście robiła co w jej mocy, żeby przypadkiem nie wyglądać niczym mały kociak, który zostanie zaraz mianowany na ucznia. Dostąpiła ogromnego zaszczytu, razem ze swoją siostrą, którego każdy mógł im zazdrościć, a z pewnością takie koty by się znalazły.
— Ognikowa Słoto — kontynuowała. — Od dzisiaj będziesz nosić miano Matki Kultu. Będziesz odpowiedzialna za to, żeby przyszłe pokolenia wiedziały, która ścieżka jest tą jedyną właściwą. Oddaję kocięta w twoje łapy.
Szylkretka zastrzygła uchem z rozemocjonowania, a z pyska nie chciał zejść jej uśmiech. Pochyliła głowę przed matką z szacunkiem. Jej pierś rozdzierała czysta radość, duma tak ogromna, że niełatwo było to wszystko wytrzymać i mieć doskonałe panowanie nad. Za kocicą rozległa się kolejna dawka wiwatów, niesiona donośnym echem po lesie, wsparta tym razem o jej imię.
— To zaszczyt, dziękuję. Kocięta będą bezpieczne pod moim okiem, mamo — zapewniła bez cienia zawahania w głosie. Nie była zaskoczona wyborem, dla niej była to kwestia czasu, aż zostanie doceniona i zauważona. W końcu jej historii usłyszało już parę kociąt, które obecnie zdążyły wyrosnąć ze swojego kocięcego miana. Kocięta. Ich umysły były jeszcze miękkie i niezwykle podatne na naukę, chłonące informacje niczym gąbki. Nie zdążyły nasiąknąć jeszcze wszystkimi tymi głupotami związanymi z Klanem Gwiazdy. Wyznawcy tej przykrej wiary byli słabi i głupi, a nowa krew miała niezwykle wiele miejsca w głowach na dogmaty, jedyną prawdę, jaką powinny kierować się w życiu, każde z nich. Zdrajcy nie zasługiwali na poznanie tych historii, nie byli godni stąpania po terenach należących do Klanu Wilka, prawdziwych Wilczaków. Dzięki niej maluchy od początku będą znały prawdę. Może nawet i zaczną same ją głosić. Słota miała nadzieję, że za niedługo zasilą szeregi kultu. Im więcej oddanych, mądrych kotów w ich wspaniałej grupie, tym lepiej dla całego Klanu Wilka. Wiedziała, że to właśnie one dwie zasłużyły na wyższą rangę. Mimo zadowolenia i dumy z siostry poczuła swego rodzaju ukłucie. Zalotna Gwiazda wymieniła Nadciągający Pomrok jako pierwszą. Obydwie zostały wyróżnione, ten jeden detal jednak przykuł uwagę Słoty, sprawiając, że ta myśl wracała i dokuczała jej niczym cierń wbity pomiędzy poduszki łap.
Teraźniejszość
Od jej ostatniej rozmowy z Nocnym Śpiewakiem minęło już trochę, wiele się zresztą pozmieniało. Tęgosz został Cętkowanym Tęgoszem. Cienista Zjawa wyszkolił Kryształową Łapę. Ognikowa Słota zajęta była obowiązkami związanymi z przydzieloną jej nową rangą, a raczej… dwoma, chociaż o drugiej wiedziały jedynie wybrane koty. Zamruczała cicho pod nosem, spoglądając na Szalej, który, mimo że siedziała z nim już któryś raz, nadal nie wyglądał na szczególnie przekonanego co do niej. Nie szkodzi. Jeszcze dostrzeże, że to właśnie jej śladami powinien podążać.
— Szaleju, ostatnio wspomniałam ci o wspaniałym miejscu. Gdy tylko zostaniesz mianowany na ucznia, dopilnuję, żebyś je odwiedził przynajmniej raz — miauknęła. Nie umknęło jej uwadze to, iż rudego niezwykle ciekawiły słowa związane z tym miejscem, dlatego też dobierała słowa specjalnie tak, żeby przykuwać jego uwagę do własnych wypowiedzi tak często, jak tylko było to możliwe. Patrząc na niego, poczuła, jak uderza w nią swego rodzaju deja vu. Był on już którymś z kolei kociakiem, którego przyszło jej “doszkalać”. Zresztą taka była jej rola, a jakby tego było mało – bardzo lubiła opowiadać przyszłemu pokoleniu o prawdach, o jedynej słusznej wierze. Satysfakcję dawały jej nie historie same w sobie, a świadomość, że zapuszczały korzenie w cudzych umysłach. Kult musiał rosnąć w siłę. A jeśli już o kult chodziło… na myśl przyszedł jej Nocny Śpiewak. Kocurek już dawno został wojownikiem, a jednak nadal nie widziała u niego ubytku w uchu. Co mogło być tego powodem? Może jednak Mroczna Wizja nie dostrzegła w nim nikogo, kto by miał wystarczający potencjał? Może nie nadawał się do większych rzeczy i źle go oceniła? Nie, niemożliwe. Ona się nigdy nie myliła. Może jednak potencjał, który dostrzegła u niego paręnaście księżyców temu, teraz osłabł, zniknął wręcz, zostawiając po sobie smutną pustkę? Teraz powinna kierować takie sprawy do Nadciągającego Pomroku, jej kochanej siostrzyczki… a zresztą, to była kwestia czasu, aż dymna sama zrekrutuje jakiegoś Wilczaka.
Ognikowa Słota wyszła na moment z kociarni w celu spożycia czegoś ze sterty. Wtedy też jej wzrok zawisł na czarnym kocurze, który przeprowadzał rozmowę ze swoim bratem, Chudym Grzbietem, zaciętą zresztą. Wstała pewnym ruchem, a dwójka w międzyczasie zdążyła zakończyć to, o czymkolwiek gadali. Nawiązała kontakt wzrokowy z wojownikiem, a kocurek, gdy tylko ją zobaczył, w jego oczkach zatańczyła swego rodzaju iskra. Przywitał się z nią prędko.
— Ognikowa Słoto, witaj!
— Witaj, Nocny Śpiewaku. Dawno nie rozmawialiśmy — mruknęła. Ich konkretniejsze rozmowy miały miejsce jakiś dłuższy czas temu, oprócz tego wymieniali się spojrzeniami czy sypali sobie niewylewnymi przywitaniami. — Odkąd zdałeś pomyślnie test na wojownika, a także wygrałeś walkę i zyskałeś imię wojownicze — zaczęła, pozwalając sobie na to, żeby smakować każde z tych słów, chociaż wiedziała co powiedzieć. — Czy może masz już kogoś na oku? — zagadnęła. W Klanie Wilka przyda się zawsze nowa krew, szczególnie ze strony kotów ambitnych, przynoszących dumę klanowi. Mistrzyni nie miała okazji często obserwować jakiejś kotki u boku bursztynookiego, zresztą kocurów też nie. — W Klanie Wilka zawsze znajdzie się miejsce dla kolejnych silnych kotów. Potrzebujemy kolejnych pokoleń, które będą godnie reprezentować nasz klan. Byłbyś wspaniałym ojcem — sypała mu komplementami, w międzyczasie zastanawiając się, z kim potencjalnie mógłby założyć rodzinę… W zasadzie było parę kotek o zbliżonym wieku do niego. Niektóre nadawały się bardziej od innych. Tak naprawdę nie musieli być nawet parą. Najważniejsze było to, żeby urodziły się kolejne kocięta.
<Nocy? Ciocia Słocia zaopiekowałaby się twoim potomstwem>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz