Niedługo po mianowaniu
Po teorii przyszedł czas na naukę praktyczną. Razem z Purchawką, Mistral oraz Gołąbkiem opuścił obóz w celu uzupełnienia zapasów ziół przed zbliżającą się porą nagich drzew. Jako najmłodszy i najmniej doświadczony w zakresie znajomości ziół, miał za zadanie jedynie pomagać w ich transporcie. Zadanie mogło się wydawać nudne dla młodego kociaka, jednak brązowy kocurek podszedł do niego z ogromnym entuzjazmem. Rozumiał, że nie mógł na własną łapę zrywać, co popadnie, bo gdyby tak uczynił, mógłby zerwać niepożądaną roślinę i przyczynić się do otrucia jakiegoś kota, a nawet siebie samego.
Ciałem Gończyka wstrząsnęły dreszcze, gdy przypomniał sobie o Smudze, który nie tak dawno temu stracił życie z powodu popełnienia błędu przez Wiciokrzewa. Ostrożnie przeniósł spojrzenie na zielarkę, która była córką byłego uzdrowiciela, a aktualnego straszego. Pech chciał, że ich spojrzenia się spotkały. Kotka trzymała w pysku jakąś roślinę, której kwiat był w kolorze fioletu. Gończyk speszony przeniósł spojrzenie na swoje łapki, czując dodatkowo swego rodzaju niepokój, gdy tak wpatrywał się w niebieskie oczy Mistral. Poza tym było to przecież niegrzeczne tak wpatrywać się w kogoś. Zdawał sobie z tego sprawę.
"Ona nie czyta w myślach, prawda?"
– Gończyku. Chodź tu do mnie.
Brązowy kocurek skierował się w stronę matki, ciesząc się w duchu, że został przez nią w tym momencie zawołany.
– Wiesz co to za roślina?
Kocurek pokręcił łebkiem. Na ten moment wiedział jedynie, że to długie zielone, co wyrasta z ziemi i łaskocze go po brzuchu i bokach, to trawa.
– Psianka.
– Psianka? – spytał, a na jego pyszczku zagościł uśmiech. Kwiat faktycznie przypominał mu w pewnym sensie siostrzyczkę. Rozumiał, dlaczego Purchawka zdecydowała się nazwać swoją córkę właśnie takim, a nie innym imieniem. Płatki były w kolorze jej futerka, a środek kwiatu w kolorze jej oczu. – Mogę ją zerwać? Dam ją Psiance! Będzie mogła ją nosić w futrze lub ozdobi swoje legowisko…
– Jak ją zerwiesz, uschnie. Nie będzie cieszyć oczu… Lepiej będzie, jeśli przyprowadzisz tutaj Pisankę, pokażesz jej kwiat, po którym dostała imię i opowiesz jej o tym, czego się dzisiaj nauczyłeś – zasugerowała kocica. – Niech sama zdecyduje o tym, czy będzie chciała ją zerwać, czy otoczy opieką.
Gończyk przekrzywił łebek, nie bardzo rozumiejąc, dlaczego mieliby otoczyć opieką kwiat, który tak czy siak lada moment zniknie pod warstwami śniegu podczas pory nagich liści. Lub warstw błota, jeśli temperatura nie będzie na minusie.
– M-masz rację, mamo!
Kocurek nie mógł się doczekać, aż powrócą do obozu i będzie mógł pokazać swojej siostrzycze przepiękny kwiat, po którym otrzymała imię. Na pewno się ucieszy na jej widok i wysłucha zdobytej wiedzy przez brata podczas dzisiejszego treningu.
W drodze powrotnej do obozu, myśli brązowego kocurka krążyły wobec decyzji, jaką mogła podjąć siostrzyczka. Zechce zerwać kwiat i użyć go jako dekoracji, a może wspólnie będą dbać o małą roślinkę, otaczając ją opieką i miłością, nim nadejdzie pora nagich drzew? W obozie skierował się szybko w stronę legowiska uczniów, starając się dostrzec biało-czarne futerko Psianki w koronach drzew.
– Psianka jeszcze nie wróciła z treningu! – Usłyszał głos jednego z zwiadowców, który spoglądał z góry na Gończyka ze swojego legowiska na gałęzi – Bo to jej szukasz, prawda?
– Mhm. A możesz jej przekazać, aby przyszła do lecznicy, jak wróci do obozu? Mam dla niej prezent!
[609 + zbieranie ziół w towarzystwie zielarza/szamana]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz