Zgromadzenie
Była to noc jego pierwszego zgromadzenia. Księżyc w pełni rzucał jasne światło na zgromadzonych, czekających na wyjście. Większość kotów była podekscytowana. W końcu mogli poznać nowych znajomych z innych klanów lub porozmawiać z takimi, których już znali. Takich okazji nie było poza tymi wydarzeniami, ponieważ Owocowy Las był dość odizolowany od innych klanów, graniczyli tylko z Burzakami. Wśród tego rozgardiaszu był jednak jeden niezadowolony uczeń. Puchacz, za kociaka tak pełny energii, teraz nie miał ochoty na nic. Wybór mentorów spowodował okropną zazdrość skierowaną do siostry. Nie chciał z nią gadać, ale jednocześnie czuł się winny. W końcu to nie ona wybierała mentorów. Na przywódcę też nie mógł być zły. Tak nie wypadało. Zostawał tylko sam wkurzony na siebie. Kiedy Czereśnia dał znak do wymarszu, tłum ruszył. On szedł powoli, wpatrując się w ziemię. Wtedy usłyszał głos siostry:
– Puchaczu, co się dzieje? Nie odzywasz się do mnie ostatnio.
Popatrzył na nią. „Nie odzywam się, bo ciągle musisz pokazywać, że jesteś lepsza” pomyślał, zaciskając zęby. Jednak nie mógł jej tego powiedzieć. Pewnie miałby kłopoty u mamy. Z trudem się uśmiechnął.
– Wiesz… jestem zajęty treningami z matką. Ty też powinnaś być. W końcu szkolisz się u przywódcy – powstrzymał się od przewrócenia oczami. Wrona popatrzyła na niego podejrzliwie.
– Nie jestem zbyt zmęczona. Czereśnia to dobry mentor. Ostatnio oprowadził mnie po całym terytorium. Wrzosy są takie piękne! Gdy tak chodziłam, coś mi łupnęło w plecach, aż się przewróciłam! Spytał mnie, czy wszystko dobrze, ale nic mi się nie stało. Potem tak się uśmialiśmy! – zaczęła paplać.
– To świetnie – mruknął bez entuzjazmu i kopnął łapą jakiś mały kamyk, leżący mu na drodze.
– Hej, jesteś zły na mnie? – spytała czarna.
– Nie, czemu? – postanowił udawać, że wszystko jest w porządku.
– Przecież widzę, wiem wszystko.
Zmarszczył tylko brwi jakby w zdezorientowaniu.
– Czy ty... jesteś zły na to, że jestem silniejsza? – uczennica Czereśni miauknęła ze smutkiem w oku. Puchacz popchnął ją lekko w żartach.
– Ha! Niedoczekanie! To ja jestem silniejszy! – wykrzyknął, śmiejąc się głośno. Po chwili jednak odwrócił się od niej, żeby nie widziała jego bólu.
***
Rozmawiał z siostrą przez resztę drogi na wyspę. Kiedy wreszcie dotarli, ta popatrzyła na Puchacza i miauknęła:
– Chodźmy się z kimś zaprzyjaźnić!
– Sorki… ja już jestem z kimś umówiony… – powiedział. Miał nadzieję, że Wrona go zostawi i przestanie się go trzymać jak rzep na ogonie. Siostra jednak wyczuła, że coś było nie tak.
– Przecież my jesteśmy tu pierwszy raz.
– Spotkałem kolegę na granicy z Klanem Burzy – skłamał szybko. Wtedy kotka wzruszyła ramionami i pożegnała się z nim. Uff, było blisko. Rozejrzał się po Bursztynowej Wyspie. Może powinien rzeczywiście znaleźć Burzaka, skoro już tak powiedział? Przemykał między różnymi kotami, szukając odpowiedniego rozmówcy. Najlepiej takiego, pachnącego wrzosowiskiem. W końcu znalazł masywnego, rudo-białego kocura. Wyglądał jak wojownik i chyba był z Klanu Burzy! Podszedł do niego.
– Cześć jestem Puchacz! A Ty? – przedstawił się, jeżąc się z ekscytacji. Nieznajomemu zajęło chwilę, żeby się na nim skupić, ale w końcu powiedział:
– Puchacz... Owocowy Las zgadza się? Jestem z Klanu Burzy. To znaczy, że jesteśmy sojusznikami – odparł i się uśmiechnął. Puchacz odwzajemnił gest, ciesząc się, że zgadł, skąd jest kocur.
– Nazywam się Tańcujące Pierze. Miło mi cię poznać, Puchaczu – odpowiedział spokojnie.
– Jak to jest być wojownikiem? – czekoladowy zapytał, nie czekając dłużej.
– Cóż... – point usiadł ciężko na zadzie. – U nas nie ma podzielonych kotów tak, jak u was. Wojownik pełni jednocześnie rolę stróża, zwiadowcy, i ten tego... – mówił niepewnie. – A u was? Jak wybieracie własną ścieżkę? Macie od wyboru, do koloru, jak dobrze pamiętam...
– Tak, ale moja siostra głupio wybrała i teraz ja jestem ten gorszy… A chciałbym, żeby wszyscy wiedzieli, jaki jestem fajny… – burknął, mając nadzieję na uzyskanie jakiejś rady od starszego. Burzak uniósł jedną brew.
– A to ciekawe... czemu jesteś gorszy? – zapytał, wyraźnie zaintrygowany.
– Ona dostała przywódcę na mentora, a ja nie…
– Bracie, przecież ty masz ustawione życie! – odparł z emocjami Tańcujące Pierze. – Mentor za przywódcę to koszmar. Jak coś zepsujesz, to czeka cię kara gorsza niż od normalnego mentora... poza tym, wtedy musiałbyś się przemęczać na nic. Ważne, że uczysz się lepiej od niej. Ja na przykład w dwa księżyce skończyłem swój trening, a mój drugi brat wciąż tam śpi w legowisku uczniów!
– Czyli jestem fajny...! – powiedział na początku niepewnie, potem jakby wybuchając z radości. – Jesteś najlepszym przyjacielem, jakiego mam!
Fakty były takie, że z przyjaciół była tylko siostra, chociaż z nią ostatnio było no… W sumie może i mógłby zaliczyć do tego grona też Rohan, ale ten Burzak był dużo fajniejszy! Rudy skinął mu niepewnie głową, najwyraźniej zaskoczony emocjami u kocurka.
– ...Dzięki, Puchaczu...? – miauknął w jego stronę.
– Ja chcę być taki super jak ty! – bicolor wykrzyknął, już podskakując w miejscu.
– A więc trenuj! Musisz przybrać masę, aby mieć takie śliczne mięśnie, co ja! Wtedy żadna kocica ci się nie oprze – mówił, demonstrując swoje mięśnie Puchaczowi. – Dwa księżyce dobrego wycisku i będziesz lśnił bardziej niż słońce w tym Owocowym Lesie!
– A możesz mnie potrenować? Bo ja jestem zwiadowcą i my z reguły nie jesteśmy silni. Tylko szybko biegamy po drzewach i jesteśmy świetnymi łowcami!
– Nie wiem... twojemu mentorowi może się to nie spodobać. Co innego, gdybyś był w Klanie Burzy...
– Mama wszystko zrozumie! Poza tym jesteśmy sojusznikami! – zapewnił.
– Staw się jutro na granicy wczesnym rankiem w takim razie... a wtedy cię wyszkolimy na niezłego wojownika!
***
Z ekscytacji praktycznie nie mógł spać. Miał go trenować prawdziwy wojownik! Może wreszcie pokaże siostrze na treningach, jaki jest super! I mama będzie z niego dumna i pan lider będzie chciał go od razu mianować! O tak! O świcie poczuł szyszkę wżynającą mu się w grzbiet. Przetarł oczy i zobaczył podnoszące się słońce na tle bladoniebieskiego nieba. Jego plan zadziałał! W drodze powrotnej ze zgromadzenia specjalnie znalazł szyszkę, żeby położyć ją sobie na posłaniu i wybudzić się wcześnie. Aż dziw, że miał rano tyle energii po tak małej ilości snu. Szybko i jak najciszej zszedł z drzewa i czmychnął z obozu, wciskając się między krzaki na jego obrzeżach. Szedł brzegiem obozu, żeby znaleźć się niedaleko głównego wyjścia. Zachowywał jednak wystarczający dystans, żeby strażnik go nie zauważył. Potem oddalił się od obozu, nie spuszczając wzroku z Owocowego Lasku, a potem z Upadłej Gwiazdy. W końcu dotarł do strumienia oddzielającego wrzosową polanę od reszty terenów Owocowego Lasu. Przez ostatnie susze praktycznie nie było w nim wody. Przebrodził, więc przez niego i wyszedł na drugi brzeg. Był już przy granicy z Klanem Burzy! Teraz tylko musiał poczekać na swojego mentora.
<Pierze? Wytrenujesz kadeta?>
[1054 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz