Dzień zgromadzenia
Kocur przeciągnął się, przygotowując się do zgromadzenia. Musiał przyznać, że Tańcujące Pierze nieźle go porobił dzień wcześniej, ale nie miał zamiaru płakać. Nie jest przecież kociakiem, żeby narzekać na krew z nosa, albo i utratę zęba… Zauważył sprawcę jego bólu głowy, na co zastrzygł uchem. Czy powinien do niego podejść? Zanim zdecydował, wzrok rudego sam odszukał go w tłumie. Przeszył go, przez co po kręgosłupie srebrnego przeszedł dreszcz. Już chyba nie było odwrotu… Zdecydował się podejść do kocura. Nie prosił Gradobijącego Ciernia, a mimo to podszedł. Tańcujące Pierze pewnie wyczuwał niemały strach kocura, ale postanowił to zignorować. Skinął głową na odchodzącą grupę kotów, po czym sam za nimi ruszył. Spojrzał za ramię, tak dla pewności, czy wojownik za nim rzeczywiście podążał. Srebrny czuł, że kocur jednak nie jest zbyt skory do rozmowy, czy też ogólnego spędzania razem czasu. Chciałby zbliżyć się do kocura. Razem naprawdę mogliby zdziałać wiele w Klanie Burzy… Potrząsnął łbem, po czym przyśpieszył kroku aby zrównać się z młodszym. W końcu zdecydował się odezwać.
— Wczoraj… Dlaczego to zrobiłeś? — zapytał cicho, tak, aby tylko wybrany przez niego rudy rozmówca go usłyszał. Nie raczył nawet go obdarzyć wzrokiem. Szedł przed siebie pewnym, agresywnym krokiem, aczkolwiek zrównał się od razu z Cierniem, gdy drugi go dogonił. Uniósł głowę do góry, kątem oka spoglądając na starszego. W szmaragdowych oczach odbijały się magiczne iskry świata nocy, jakby były taflą wody. W końcu spojrzał na niego z góry, ale osądzająco. Zmarszczył brwi. Widział zaniepokojenie w oczach wojownika. Niespodziewanie rozluźnił mięśnie. Uśmiechnął się tajemniczo i odrzekł miękko:
— Te blizny bardzo mi się podobają. — Iskra pojawiła się w oku Ciernia. Przez chwilę wpatrywał się w rudego.
— Podobają… Ci się..? Naprawdę? — Spojrzał na ziemię, przez chwilę kontemplując następne słowa. — Chciałbyś, żebym miał ich więcej..?
Rudy nie ukrywał zaskoczenia. Nie wyglądał jak władczy, pewny siebie Tańcujące Pierze. W rzeczywistości wyglądał na zawstydzonego kociaka. Otworzył pysk, ale nie odezwał się. Na szczęście uratowało go dojście na zgromadzenie; prędko przemknął przez tłum, próbując się wyślizgnąć z nieprzyjemnych objęć słodkich szeptów Ciernia. Niestety, ale takiego wielkiego kocura, a w dodatku rudego, nie było aż takie trudne. Gdy Cierń zobaczył, jak rudy oddala się bez odpowiedzi na jego pytanie, zwiesił ogon i westchnął. Może kocur po prostu ma go gdzieś. Potrząsnął głową i zdecydował się jednak podążyć za kocurem. Przeciskał się między kotami, co jakiś czas rzucając „przepraszam” w ich stronę od niechcenia. W końcu znalazł rudego, przy czym stanął mu na ogon, aby ten nie uciekł mu dalej. Rudy syknął, odwracając się w stronę srebrnego, który obdarzył go trochę złym spojrzeniem, czekając na odpowiedź na wcześniejsze pytanie. Po chwili ciszy w końcu zdecydował się sam przemówić.
— Zostawiasz mnie? Mam zatęsknić, czy co? — prychnął, przewracając oczami, aby ten nie zauważył, że może jednak lekko zakłuła go jego ucieczka. Rudy prychnął.
— Co ty taki zdesperowany, co? — zażartował, próbując zmienić temat. — Kotki cię nie chcą, to próbujesz gonić swoich? –- dodał prowokująco, ze swoim pewnym uśmieszkiem. Kopnął go w łapę, aby wydostać ogon z szponów srebrnego. Zbyt długo go pielęgnował, aby ktoś teraz miał prawo go dotknąć. Odskoczył od niego na tyle, na ile tłum zdołał zrobić między nimi koło. Krzywe spojrzenia obserwowały ich poczyniania. Starszy delikatnie się speszył, teraz patrząc w bok, nie na kocura.
— Nie, ja po prostu… Nie wiem, nie ważne. Najpierw walisz moją głową o ziemię a teraz nie chcesz ze mną rozmawiać. Najwyraźniej po prostu mnie nie lubisz, prawda? — prychnął, bijąc ogonem po ziemi. — A już myślałem, że znalazłem kogoś o podobnych celach.
Wbił w niego oskarżycielskie spojrzenie. Pokręcił głową. Podszedł szybkim krokiem do Ciernia, który nagle się skulił pod jego spojrzeniem.
— Zachowuj się — warknął mu przy uchu. — Może te blizny mnie nie satysfakcjonują, jak twierdziłem wcześniej... –- dodał szeptem. — Zaopiekuję się twoim pyszczkiem po zgromadzeniu. — ostrzegł, po czym się odsunął z uśmiechem. Spojrzał po zaniepokojonych widzach. — No, co tam? Kochani, zajmijcie miejsca i oglądajcie to, co się dzieje na górze! — rzekł z charyzmą, a wtedy nieznajomi szybko uciekli wzrokiem. Uśmiech nie zszedł mu z twarzy. Wyglądał, jakby zapomniał o tym, co przed chwilą powiedział. Zaopiekuje się nim? Odezwał się ten, który oskarżył go o podrywanie kocura. Cokolwiek miał na myśli, zainteresował Ciernia. Choć prawdopodobnie mu groził. Rozejrzał się po zgromadzonych, strosząc futro, na ostrzeżenie, aby zajęli się swoimi sprawami. Gdy odwrócił się do rudego ten jednak znów zniknął mu z pola widzenia, na co westchnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz