Chyba, że… może mógłby udać się do Klanu Burzy, aby odwiedzić Łzę oraz Zew, a w dodatku poznać ojca, dziadka i pozostałych członków ich rodziny? W Owocowym Lesie oprócz Purchawki i ukochanej siostry nie miał nikogo więcej, a w Klanie Burzy może miał jeszcze jakieś ciocię lub wujków? Może miał również kuzynów w zbliżonym do siebie wieku? Jeśli tak było, pragnął ich poznać, pobawić się z nimi i dowiedzieć się jak najwięcej o kotach należących do rodziny od strony Zawodzącego Echo.
Gończyk rozejrzał się dookoła, skupiając spojrzenie na poszczególnych kotach. Kotka o zielonych oczach i śnieżnobiałym futrze udekorowanym kwieciem właśnie zniknęła w legowisku starszych. Kurka oraz Guziczek dzielili języki nieopodal wyjścia z obozu. Zastępczyni Figa rozmawiała ze swoim partnerem i burą zwiadowczynią, której jedno z oczu było zaszyte mgłą.
Mógł spróbować się wymknąć z obozu niemalże niezauważony, dzięki swojemu brązowemu futerku, które stanowiło idealny kamuflaż, i ruszyć na przygodę w kierunku Klanu Burzy. Jednak co jeśli zostałby zauważony przez parę kocurów dzielących języki? A tym bardziej srebrzystą zastępczynię?
Cóż, mógł postawić na szczerość i powiedzieć, że chce udać się z delegacją do Klanu Burzy, aby upewnić się, czy jego rodzeństwo jest dobrze traktowane w klanie ich ojca. Bo jeśli wierzyć plotkom, którymi podzieliła się z nim starsza Pieczarka, niektóre koty bywały uprzedzone do kociąt będących mieszanej krwi, nawet jeśli te miały przypieczętować sojusz między społecznościami. Gończyk miał nadzieję, że w Klanie Burzy nie ma takich okropnych kotów, które uznałyby, że Zew czy Łza są od nich gorsi, tylko dlatego, że nie posiadają obojga rodziców pochodzących z Klanu Burzy.
Mógł również powiedzieć, że idzie wyjść naprzeciw powracającym uczniom z ich treningów. Tylko wtedy na pewno jakiś starszy kot będący wojownikiem, zwiadowcą, a może nawet i stróżem towarzyszyłby mu w drodze poza obóz. A przecież nie potrzebował dodatkowego ogona, który uniemożliwiłby mu eksplorację na własną łapę.
Zaryzykował. Podniósł się z rampy, po czym z gracją wyminął zmierzającą do lecznicy Jaśminowiec wraz z Całunką, by następnie skryć się za wyrastającym z ziemi korzeniem. Mógł ominąć zarówno zastępczynię, jak i dwójkę zwiadowców. Wystarczyło położyć się płasko na ziemi wzdłuż korzenia i powoli, powolutku czołgać się naprzód do celu, będącego wyjściem z obozu. A później przejść przez Konający Buk, udać się w kierunku Śmietniska, pokonać Drogę Grzmotu i postawić łapę na tej części Wrzosowiska, która znajdowała się na terenach Klanu Burzy.
– A ty dokąd, Gończyku?
– S-sajgon! Smok! – zawołał, gdy czarny kocur wraz z niewiele starszą od niego samego szylkretową kotką nadeszli w jego kierunku od strony, z której nie trzeba było się wysilić, aby go dostrzec. – Donikąd!
– To dlaczego chowasz się za korzeniem i szorujesz brzuchem po ziemi?
– Nie chowam. – Poderwał się na równe łapy. Przeniósł spojrzenie na brzuch, na którym znajdowały się uczepione jego futra gródki ziemi. Otrzepał ich nadmiar. – Skończyłem wcześniej trening i po prostu się nudziłem, więc uznałem, że mogę poudawać dżdżownicę. Jako przyszły szaman muszę być w pełni zjednoczony z naturą… – Potarł łapą nosek. Przeniósł spojrzenie z mentora Smoka na nią samą, a dokładniej na jej fantastycznie wyglądające wąsy. Samo jej umaszczenie przykuwało spojrzenie, ale to jej wąsy w tym momencie przykuły uwagę Gońca. – Podobnie jak zresztą zwiadowcy. Jak minął wam dzisiejszy trening? – zagaił, będąc ciekaw, czego nauczyła się dzisiaj córka Rohan. – Potrafisz już rozpoznawać gatunki drzew i ich choroby?
<Smok?>
trening szamana - 640
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz