– Lisie łajno! – zaklął. To prawda, był mysim móżdżkiem. Nic nie potrafił. Ledwie umiał upolować mysz! Był zbędnym balastem dla społeczności i rodziny. Lepiej by było, gdyby stąd zniknął. Gdyby uciekł. Ale nie mógł. Ściągnąłby na rodziców i siostrę tylko więcej kłopotów. Musi się po prostu wreszcie wziąć w garść. Chociaż… dla takich porażek jak on chyba było już miejsce tylko wśród stróży. Powoli rozluźnił mięśnie i popatrzył się jeszcze raz na to, co zrobił. Kształt posłania był w miarę dobry, tylko było trochę dziurawe i kępki po prostu wyskakiwały z niego, nie robiąc sobie nic z faktu, że nie w tym miejscu powinny być. No trudno. Na takim będzie musiał spać do następnej ulewy. Westchnął ciężko, kładąc uszy po sobie.
– Puchaczu! Puchaczu, chodź!
Wyprostował się i postawił uszy na sztorc. Świetnie. Siostra przyszła wcierać mu w pysk to, co i tak już go męczyło po nocach. Powiódł wzrokiem za dźwiękiem i zobaczył uśmiechniętą czarno-białą, truchtającą w kierunku jego legowiska. No trudno. Teraz musiał się uśmiechnąć, pogratulować i mieć nadzieję, że kotka pójdzie sobie, zanim nie będzie już mógł utrzymywać tego całego teatrzyku. Zszedł z drzewa. Wrona czekała już na niego cała w skowronkach.
– Nie uwierzysz!
– Co? Mianowali cię zastępcą? – ukrył swoje rozgoryczenie za żartem. Kotka pacnęła go łapą.
– Nie! Jeszcze! – podkreśliła ostatnie słowo. – Odkryłam swoje imię duszy!
– Super! – powiedział z udawanym entuzjazmem. W rzeczywistości nie wierzył zupełnie w te całe bajki o Wszechmatce czy innym bycie znad chmurki.
– Jestem Skrzydło Tnące Powietrze! – wyszeptała z ekscytacją.
– Lepiej zostań przy Wronie – skomentował. Siostra udała oburzenie.
– Jak śmiesz! Raniące słowa wypowiadasz braciszku!
Puchacz uśmiechnął się lekko rozbawiony. Jaka szkoda, że ich relacja nie mogła być taka prosta… Wolałby tylko sobie tak ciągle żartować i nie przejmować się tym, jak wypadnie na jej tle. Kiedy tak patrzył na nią, czuł się ze sobą źle. To nie jej wina, że on nie może się teraz mianować. To wszystko przez niego… Jak może ciągle w myślach ją przeklinać?! Własną siostrę?! A potem jeszcze udaje, jakby wszystko było w porządku! Okłamywał ją. Był dwulicowym lisim łajnem. Z drugiej strony nie mógł jej tak po prostu powiedzieć tych wszystkich raniących rzeczy, które często wkradają się do jego głowy. Krzywdziłby ją. Chociaż… czy teraz robi coś lepszego?
– Puchaczu? – siostra pomachała łapą przed jego oczami. – Wrona do Puchacza! Co jest z tobą bracie?
Pomrugał kilka razy i pokręcił głową.
– Ja… nic…
<Wrono?>
[556 słów + tworzenie legowisk na gałęziach drzew]
[11% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz