Przeszłość
Chudy nigdy nie był zbyt blisko z Cisowym Tchnieniem. Kotka zajmowała wysoką pozycję w Klanie (a przynajmniej tak myślał Chudy), więc bury wyczuwał pomiędzy nimi przepaść nie do przeskoczenia. O ile Roztargniony Koperek go szkolił, było ono również po prostu… przystępniejsze. Bez tego zimnego, oceniającego spojrzenia. Jakby sam wzrok głównej Medyczki mógł przeczytać z myśli Chudego, co planuje dzisiaj robić, albo czy coś przeskrobał. Chociaż w większości przypadków bury młody medyk był raczej klanowym klaunem, ciągle robiąc jakieś głupie występki, tak też nie wykluczało to przecież używania takiego zachowania jako przykrywki do niecnych planów. Co prawda Chudy raczej strategiem nie był, ale nigdy nie powinno się wykluczać takiej opcji, nie? Właśnie przez to głównie czuł dystans do Cis. Jakby ona nigdy mu nie ufała, jakby w ogóle go nie lubiła, odkąd pierwszy raz postawił łapę w legowisku medyków. Ciągle miał wrażenie, jakby jego trzy włoski na grzbiecie jeżyły się losowo w ciągu dnia, pod wpływem wzroku starszej, zimniejszego od lodu. Wychudzony kocurek uważał poniekąd, że powinna już dawno pójść na emeryturę, ale z drugiej strony wiedział też, iż miała na pewno rozległą wiedzę. O ziołach, chociaż zapewne nie tylko…
Dlatego też tym razem zagrodził jej drogę. Od dłuższego czasu Chudemu chodziło po głowie zapytanie kotki o jakieś konkretne pomysły na mieszanki ziół, które może rozwiązałyby problemy skórne burego. Zawsze jednak w ostatniej chwili się wahał i odpuszczał, bo koniec końców był tylko tchórzem. Dziś jednak kotka zdawała się w niezłym nastroju, o ile można było to tak nazwać…
— O co chodzi? — zapytała go, gdy ten patrzył na nią z wahaniem.
Otworzył pyszczek, zamknął go, machnął nerwowo cienkim ogonem.
— Czy eee… masz może pomysł na jakąś mieszankę ziół, która pomogłaby mi z suchą skórą…? No bo jesteś starsza stażem i w ogóle, może gadałaś z innymi medykami z klanów i coś tam słyszałaś. No bo wiesz, że ja taką tę skórę mam no… jak ziemia w Porę Zielonych Liści, heheh…
Popatrzyła na niego karcąco, a Chudy momentalnie napiął się jak struna. Skulił się w sobie niczym kocię.
— Jako medyk masz się skupić na leczeniu kotów. Nie na jakichś kocięcych marzeniach.
Młody medyk położył po sobie uszy, jego ogon przestał nerwowo drgać, opadając ze zrezygnowaniem. No tak… to kocięce marzenie… próba bycia normalnym, tak jak wszyscy, ale widocznie nie dla wszystkich miało to, tak samo duże znaczenie. Bury krzywo się uśmiechnął, mimo rozdzierającego smutku i jakby wielkiego głazu przygniatającego jego chęci oraz ambicje.
— No tak… — mruknął niezręcznie, przełykając wielką gulę, która ugrzęzła mu w gardle.
Na co on liczył? Iż Cisowe Tchnienie naprawdę da mu wskazówki? Że go zrozumie, spróbuje wesprzeć? Szylkretka była poważana w klanie dużo bardziej, niż on, w dodatku przeżyła więcej, dlaczego więc przyszło mu na myśl, iżby miała pochylić się nad tak prozaicznym problemem, jakim była jego skóra? Nie dorastał jej do pięt, czuł, jakby w ogóle nie powinien się do niej odzywać bez ważnego powodu. Istotnego nie według jego miar, a klanowych - jak na przykład potencjalne zagrożenie z czyjejś strony, lub zasłyszana niepokojąca plotka. Chudy Grzbiet był na pewno w oczach kotki zwykłym desperatem, żałosnym, niegodnym zaufania.
Uszy przykleił jeszcze mocniej do czaszki, nim podziękował i uciekł w popłochu niczym zając.
Teraźniejszość
Śmierć starszego, Bladego Lica zaskoczyła wszystkich. Przynajmniej takie było wrażenie, gdy koty plotkowały na prawo i lewo po tej tragedii. Jedynie Zalotna Gwiazda zdawała się mieć ten sam, poważny wyraz pyska jak zawsze. Chudy słyszał, że zabiła swojego poprzednika, toteż nigdy nie opuszczał w pobliżu kotki gardy, ba, ważył każde słowo, jakby miał pazury liderki na gardle. Kotka przerażała samą swoją prezencją, ozdobiona bliznami, postrzępionym futrem i oceniającym, przeszywającym duszę spojrzeniem. Każdy oddech w jej towarzystwie mógł być tym ostatnim.
Chudy Grzbiet nie zdziwił się, więc gdy słyszał plotki, a były najróżniejsze. Przede wszystkim ta o gałązce cisu przy ciele zmarłego. Ponoć koty z patrolu, który odnalazł ciało, podzieliły się taką informacją. Mało tego, przecież niedawno Blade Lico oraz Cisowe Tchnienie zostali oficjalnie parą. Kotka musiała przeżywać głęboką żałobę po ukochanym.
Bury medyk po tej tragedii obserwował kocicę bardziej niż zwykle. Oczekiwał płaczu, żalu, może nawet przerwy w pełnieniu obowiązków, jednak… nic takiego nie nastąpiło. Cisowe Tchnienie wciąż była tak samo oziębła, jak zwykle, nie płakała po nocach, co Chudy by wiedział, wszak mieszkali razem w jednym legowisku. Po szylkretowej kotce jednak nie było widać ani grama rozpaczy. Dlaczego? Chudy dzień i noc zastanawiał się nad tym zjawiskiem. Przecież normalnie, jeśli koty się kochają, to powinny płakać po stracie partnera, prawda? Czemu więc Cis tego nie robiła? Lub robiła, ale tak cicho i dyskretnie, by żadne oczy oraz uszy nie mogły tego dostrzec…? Bury nie mógł wyrzucić tej kwestii z głowy. Jeszcze ta gałązka cisu przy ciele. Czy Blade Lico był tak zdesperowany, by popełnić samobójstwo? Wszak wiadomo, że cis jest szalenie trujący!
Może… Może Chudy wysnuwał błędne wnioski? Niby nie znał starszego jakoś dobrze, ale przez liczne karne sprzątania oraz karmienia starszych wiedział tyle, iż nie był on desperatem. Ba, nie miał depresji, żadnych stanów lękowych, dlaczego więc miałby posunąć się do czegoś tak drastycznego, jak odebranie sobie życia? Chociaż… jego ciało miało również ślady pazurów jakby po walce. Czy to możliwe, że został zamordowany z premedytacją? Niby koty tak szepczą… Może Blade Lico komuś zawinił? Czy płacił za grzechy popełnione kiedyś, nim Chudy zjawił się w tym klanie? Na Mroczną Puszczę… to wszystko było zbyt zagmatwane.
Jedno jednak było pewne - brak głębokiej żałoby u Cis wywoływał w Chudym prawdziwy strach. Jeśli kotka była tak wyprana z emocji, by nawet nie płakać po zmarłym partnerze, to musiała być jakaś psychiczna. Pewnie jej ktoś mózg przeprogramował, w co Chudy mógłby uwierzyć… w końcu mieszkali w Klanie Wilka. Czy można było tu mówić o powiązaniach pomiędzy medyczką a śmiercią starszego? Gałązka cisu przecież wskazywała na skojarzenie z imieniem szylkretki.
Myślenie o tym powodowało w Chudym przerażenie. Prawdziwą obawę o swoje życie zaczął odczuwać, gdy kotka któregoś razu spojrzała na niego tym swoim spojrzeniem, jednak Chudy dostrzegł w nim coś jeszcze. Nie śmiał oskarżać medyczki o takie drastyczne rzeczy… przecież nic nie zostało udowodnione! On był po prostu głupi, myśląc, że Cis mogłaby zrobić coś takiego! Tak, to na pewno to. Może… Może ktoś chciał wrobić medyczkę?
Co prawda Chudy ograniczał swoje interakcje ze starszą, jednak musiał ją o to zapytać. Nie mógł spać po nocach przez nawiedzające go myśli o tej tragedii.
Dlatego też pewnego ładnego wieczora, podszedł do kotki na uboczu. Nie było dookoła nich kotów, czym Chudy potencjalnie ryzykował brak świadków, ale martwy i tak nic nie zdziała. W końcu Cis nigdy go nie lubiła, a nie miał pewności czy teraz gdy zacznie wściubiać nosa w nie swoje sprawy, nie zostanie uciszony.
Podszedł do niej, próbując zamaskować drżenie łap. Mógłby to, co prawda zrzucić na swoją kondycję, w końcu on ciągle się telepał, ale czuł, że kogo jak kogo, ale Cis nie wyprowadzi tym w maliny. Wziął więc wdech, nieco zestresowany, nim wyrzucił z siebie pytanie.
— Jak się czujesz po stracie partnera, Bladego Lica? — miauknął. — Czy… mogę Ci jakoś pomóc?
<Cis? :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz